Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

23-02-2010, 13:12

“Kto odpowiada za fatalną organizację spotkania z dziennikarzami”  »

24Gliwice.pl
nd
23-02-2010

Konferencja pod drzwiami. Naruszono dobre obyczaje.

Po godzinie czekania pod drzwiami na rozpoczęcie zapowiedzianej konferencji prasowej, dziennikarze postanowili zbojkotować organizatorów i opuścili Urząd.

23 lutego w Urzędzie Miejskim w Gliwicach zorganizowano spotkanie prezydenta miasta Zygmunta Frankiewicza z przedstawicielami samorządu studenckiego Politechniki Śląskiej (…).

Tematem rozmów miało być m.in. przygotowanie Igrów oraz sprawy dotyczące dzielnicy akademickiej (budowa Podium, zamknięcie dla ruchu ul. Akademickiej).

„Po spotkaniu zaplanowano konferencję prasową. Początek ok. 13.30 – sala 130.” – tej treści informacja ukazała się na stronie internetowej Urzędu Miasta.

Kiedy o wyznaczonej godzinie dziennikarze pojawili się w Urzędzie dowiedzieli się, że spotkanie z nimi przesunięto o 30 minut – „ze względu na konieczność uzgodnienia szczegółów i wypracowanie stanowiska”.

Po godzinie, zniecierpliwieni dziennikarze usłyszeli, że trzeba poczekać jeszcze kolejne 15 minut. Co ciekawe, okazało się, że prezydent Frankiewicz był zaskoczony tym, że w ogóle zaplanowano jakąś konferencję prasową.

Przedstawiciele lokalnych mediów stwierdzili, że w takiej sytuacji relacjonować prezydenckiego spotkania nie będą.

Dziennikarze Dziennika Zachodniego, Nowin Gliwickich, Radia Plus, Gazety Miejskiej, Telewizji 24Gliwice i Gazety Wyborczej byli zgodni, że w tym przypadku doszło do naruszenia dobrych obyczajów.

Z bojkotu wyłamała się jedynie ITV, która karnie czekała pod drzwiami na prezydenckie zaproszenie. Jak się okazało bezskutecznie.

(nd)

Całość: http://www.24gliwice.pl/wiadomosci/?p=15979#comment-12576

23-02-2010, 11:44

“TVP Katowice grozi degradacja. Na życzenie polityków”  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Przemysław Jedlecki
23-02-2010

Katowicki ośrodek TVP ma tylko przekazywać wyprodukowane gdzie indziej programy – przewiduje najnowszy pomysł reformy publicznej telewizji. To tak, jakby spaść do drugiej ligi, ale wkrótce może być gorzej. Jeśli politycy nie odczepią się od Bytkowa, trzeba będzie w końcu go zlikwidować.

Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, że politycy decydują o władzach w publicznej telewizji, że ostatnie trzy lata, gdy katowickim ośrodkiem tej firmy kierował z nikim niezwiązany Miłosz Stawecki, traktowaliśmy jako stan przejściowy. W ostatnich dniach ta tymczasowość właśnie się skończyła, Staweckiego odwołano, a na jego miejsce powołano starego wyjadacza Jerzego Nachela. W Bytkowie więcej jednak niż o nowym-starym szefie (przeszedł chyba przez wszystkie szczeble dziennikarskiej i redaktorskiej kariery) mówi się ostatnio o zaciskaniu pasa – pracownicy musieli zgodzić się na obniżenie swoich honorariów, a pieniędzy brakuje ponoć nawet na ogrzewanie budynku. Jakby tego było mało, gruchnęła wieść, że w szykowanym właśnie podziale ośrodków na lepsze – produkujące programy i gorsze – zajmujące się przede wszystkim emitowaniem tego, co wyprodukują gdzie indziej, Katowicom ma przypaść miejsce w tej drugiej. Na miejscu powstaną pewnie tylko informacyjne “Aktualności”, ale gdyby komuś przyszła chętka na zrobienie programu o zwierzętach, będzie musiał ściągnąć gotowy, np. z Wrocławia, a program dla młodzieży można będzie ściągnąć z Gdańska albo Krakowa. W ślad za tym pewnie przyjść będą musiały kolejne oszczędności i cięcia kadrowe.

Z miejsca przeciwko takiemu rozwiązaniu zaprotestowała rada programowa. Napisała list do prezydenta, premiera, posłów, wojewody, marszałka i paru związków zawodowych. Przestrzega, że to krok w stronę likwidacją katowickiej stacji.

Nie wiem, czy pomysł podziału zostanie zrealizowany – podobny rzucono już kilka lat temu i schowano do szuflady, z tego najnowszego autorzy też się już chyłkiem wycofują, ale bardziej od tego, do której kategorii zaliczona zostanie nasza regionalna telewizja, obawiam się tego, na co rada w swoim liście nie zwróciła uwagi. Chodzi o polityków, którzy traktują telewizję jak łup.

Owszem, rada w swoim liście przypomniała, że rocznie na antenach ogólnopolskich TVP ukazuje się kilkadziesiąt audycji wyprodukowanych bądź współtworzonych w Katowicach, że stworzono tu redakcję reportażu i dokumentu, że młody zespół dziennikarski odnosi sukcesy, a co czwarty materiał emitowany w latach 2008-2009 w ogólnopolskich dziennikach TVP był w tym czasie wyprodukowany w stolicy naszego województwa. Cóż po takiej wyliczance, skoro w liście nie było nawet jednego zdania o tym, że w ciągu ostatnich paru lat lista z Bytkowem pożegnało się co najmniej kilku dobrych lub dobrze się zapowiadających się dziennikarzy. Wystarczy wspomnieć Marka Czyża, Rafała Kurowskiego, a ostatnio Pawła Szota. Jeśli radzie rzeczywiście leży na sercu przyszłość katowickiego ośrodka, powinna czym prędzej znaleźć odpowiedź na pytanie o powody tych odejść. Przechodząc do prywatnych stacji, nie zawsze zyskuje się lepsze pensje ani większą oglądalność. Za to czytelniejsze bywają tu kryteria oceny, no i dalej jest od politycznych gabinetów.

To, na co nie mają wpływu w prywatnych stacjach, politycy załatwiają dziś w publicznej. Efekt? Karuzela stanowisk rusza wraz z nowymi partyjnymi układankami. Gdybym miał wymienić kilku ostatnich dyrektorów katowickiego ośrodka TVP i jednocześnie wskazać jakich partii i ugrupowań byli sympatykami, a także komu zawdzięczają awans, to okazałoby się, że zmianom na najważniejszych stanowiskach w publicznych mediach towarzyszą partyjne układanki. Dyrektor Andrzej Janicki był przecież kojarzony z lewicą, a jego następca Maciej Wojciechowski działał w PiS-ie. Obecny dyrektor, niestety, też jest uważany za człowieka z politycznego klucza.

Jeśli jednak się spełnią przepowiednie rady programowej katowickiego ośrodka, to Nachel będzie ostatnim szefem regionalnej telewizji, który zawdzięcza swoje stanowisko zmianie układu sił w radzie nadzorczej i zarządzie TVP SA. Ba! Może będzie nawet ostatnim dyrektorem TVP Katowice w 53-letniej historii stacji.

Rada przestrzega tymczasem, że podział ośrodków na produkcyjne i emisyjne dla Katowic będzie oznaczać początek faktycznej likwidacji ośrodka. Adam Warzecha (PO), członek rady, dodaje nawet, że taki obrót spraw to deprecjacja Górnego Śląska i “robienie z nas roboli”. W dodatku publiczna telewizja w regionie ma się mieć gorzej akurat wtedy, gdy Katowice starają się o tytuł ESK 2016, a posłowie szykują kolejną wersję ustawy metropolitalnej. Warzecha przestrzega, że gdy widzowie nie znajdą interesujących ich informacji i programów w telewizji publicznej, to wybiorą prywatne stacje.

Trudno się z tym nie zgodzić, ale obawiam się, że takie argumenty obecnych telewizyjnych decydentów nie przekonają.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,7591167,TVP_Katowice_grozi_degradacja__Na_zyczenie_politykow.html

23-02-2010, 11:13

Zwijanie regionalnej TVP  »

Dziennik Zachodni
Agata Pustułka
23-02-2010

Czarne chmury wiszą nad regionalnym ośrodkiem TVP Katowice. Rada Programowa stacji dotarła do planów restrukturyzacji firmy, z których wynika, że katowicka stacja może być ograniczona do roli ośrodka emisyjnego, a nie produkcyjnego. Oznaczałoby to zwolnienia i zawężenie programu do wydawania “Aktualności” oraz wiadomości sportowych. Choć zarząd TVP zarzeka się, że takie plany są nieaktualne, to w te zapewnienia Rada Programowa nie wierzy.

Jadwiga Chmielowska

- Nikt nam niczego na piśmie nie obiecał – mówi Jadwiga Chmielowska, przewodnicząca Rady. Dlatego w poniedziałek jej członkowie, chuchając na zimne, wystosowali do władz TVP ostry protest, bo ich zdaniem podobne pomysły doprowadzą do faktycznej likwidacji stacji.

- Próba arbitralnego podziału na ośrodki emisyjne i produkcyjne nie poparta jakąkolwiek analizą, zarówno techniczną, ekonomiczną, a także socjologiczną i medioznawczą jest działaniem przeciwko społeczeństwu obywatelskiemu i może nosić też wręcz znamiona działania na szkodę spółki – czytamy w piśmie, które trafiło nie tylko do rok prezesa TVP Romualda Orła, ale też prezydenta RP, premiera, wszystkich parlamentarzystów oraz marszałka i wojewody.

- Nie pierwszy to raz mieszkańcy województwa śląskiego są tak lekceważąco pozbawiani podmiotowości przez “Warszawę” i traktowani w tak oburzający sposób! – piszą członkowie Rady.

Rzecznik prasowy TVP Stanisław Wojtera zapewniał wczoraj, że zarząd pracuje teraz nad takim programem restrukturyzacji, który będzie dawał równe prawa i możliwości rozwoju wszystkim ośrodkom regionalnym. Kiedy prace zostaną sfinalizowane i na czym ten cudowny plan ma polegać – Wojtera jednak nie powiedział. – Z pewnością nie będziemy dzielić ośrodków na emisyjne i produkcyjne – stwierdził.

Budżet TVP Katowice na 2010 rok, okrojony o ok. 45 proc., utrudni zapełnienie nawet czterech godzin programu, jaki obecnie powstaje w regionalnym ośrodku. – Jedynym wyjściem jest zarządzanie telewizjami regionalnymi z poziomu regionu, a nie Warszawy, co proponowaliśmy w naszych rozwiązaniach ustawowych. Być może wrócimy do tego pomysłu po wyborach prezydenckich – obiecuje szef śląskiej PO, poseł Tomasz Tomczykiewicz. Według tego planu, ośrodki lokalne TVP byłyby m.in. zarządzane przez przedstawicieli władz samorządowych.

Teraz PO na reformie telewizji publicznej nie zależy, bo rządzi nią koalicja PiS i SLD. Obecny dyrektor TVP Katowice Jerzy Nachel, którego w tym tygodniu oficjalnie powoła na stanowisko Rada Nadzorcza, był popierany właśnie przez lewicę, bo to jej wpływy w katowickim ośrodku są decydujące.

Prof. Krystyna Doktorowicz, dziekan Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego oraz była senator SLD, obawia się, że brak środków może nawet doprowadzić do upadku TVP. – Na gruzach będzie trudno zbudować coś nowego, bo natychmiast powstaną stacje komercyjne, które podzielą się reklamowym tortem – ocenia.

W województwie śląskim TVP już ma prywatnego konkurenta, czyli stację TVS.

Zdaniem wicewojewody śląskiego Adama Matusiewicza, centrala telewizji w Warszawie będzie chciała się utrzymać kosztem regionów. Szansą dla ośrodków regionalnych jest cyfryzacja, która umożliwi regionom uniezależnienie się od ogólnopolskiego pasma TVP Info. Teraz program lokalny musi wdzierać się na antenę, a jego emisja zależy od decyzji centrali. Taniej jest transmitować posiedzenia komisji śledczej niż nadawać programy z ośrodków lokalnych.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/slask/224659,zwijanie-katowickiej-tvp,id,t.html

22-02-2010, 19:41

My, a nie nas  »

Polityka
Mariusz Janicki
22-02-2010

Czystki w mediach publicznych

Dziennikarze zaczęli zajmować się samymi sobą.

W “Rzeczpospolitej” trwa ożywiona debata na temat, czy publicysta Michał Karnowski może prowadzić programy w radiowej „Trójce”. Poświęcane są temu długie, zasadnicze artykuły, a w jednym z nich Piotr Zaremba zapewnia, że jego przyjaciel nie jest “pisowcem”. Jerzy Sosnowski z “Trójki” (właśnie zawieszony przez nowego szefa stacji, Jacka Sobalę za polemikę z Zarembą) przypomina natomiast czołobitny tekst tegoż Karnowskiego, gdzie autor wzrusza się, jakim to wspaniałym i ofiarnym premierem jest Jarosław Kaczyński. Materiał ten wszedł do kanonu dziennikarskiego lizusostwa, szybko zresztą zniknął z internetowego archiwum dawnego “Dziennika” i trudno się dziwić. Nie, Karnowski nie jest pisowcem, Zaremba też nie. W ogóle nie ma żadnych pisowców. To nie pisowcy podpisali się pod listem w obronie zwolnionej ze stanowiska w TVP Anity Gargas. Podpisali się niezależni dziennikarze, oburzeni takim trybem pozbywania się innych niezależnych dziennikarzy.

Tak samo oburzył się rzecznik praw obywatelskich, jak i autorzy wniosku do rzecznika Kochanowskiego, czyli szefowie SDP i centrum monitoringu mediów, którzy napisali: „powoływanie i odwoływanie (…) motywowane jest decyzjami polityków, obsadzających swoimi ludźmi stanowiska w mediach publicznych”. Chciałoby się powiedzieć, święte słowa. Ale jakoś w ogóle nie zabrzmiały przy okazji czystek w publicznej telewizji, kiedy przejęła ją koalicja PiS-SLD. Niezależni, i absolutnie niepisowscy dziennikarze nie rzucili się podpisywać listu w obronie wyrzuconej z posady szefa “Trójki” Magdaleny Jethon. Czy dlatego, że Gargas poleciała rzekomo za film o Jaruzelskim, a Jethon za nic, po prostu z politycznego klucza?

Wniosek z tego jeden: trzeba spadać z posady z paragrafu wolności słowa, bo zwolnienie w wyniku zwykłych politycznych czystek nie robi już na nikim wrażenia. Można sobie wyobrazić, jaki to hałas podniesie się, gdyby jednak Karnowski miał przestać prowadzić programy w “Trójce”, jaki to będzie zamach na wolności, jaka stygmatyzacja tych, “którzy nie przyłączyli się do nagonki na PiS”, jak zacznie grzmieć redaktor Zaremba i boleć nad losem przyjaciela. To, że musieli Karnowskiemu ustąpić dziennikarze “Trójki”, to oczywiście prawo nowego szefa stacji, tego mianowanego w sposób opisany wyżej przez Krystynę Mokrosińską, ale – jak można zrozumieć – to nie ten przypadek miała na myśli szefowa SDP. Ona zajmowała się sprawą pani Gargas. Przecież nie można zajmować się wszystkim.

Te tony hipokryzji wynikają z faktu, że “niepisowscy” dziennikarze, po rutynowym zatroskaniu i dobrze wyważonej porcji wątpliwości, z zapałem kupili układ zawarty w mediach pomiędzy PiS a SLD. Teraz jedynie tropią łamanie – w ich mniemaniu – tego paskudnego kontraktu. Tak traktują negowanie obecności w “Trójce” niezależnego Karnowskiego oraz zwolnienie Gargas. Już nie mierzi ich sama szemrana medialna koalicja, ale to, że PiS może z tego za mało mieć. Ci sami niezależni publicyści krytykowali kiedyś zawzięcie telewizję Roberta Kwiatkowskiego. Dzisiaj są skłonni tolerować w TVP ludzi Kwiatkowskiego, byleby nie wtrącali się do prawicowej działki. A jakieś zasady, pryncypia, konsekwencja? Wolne żarty i naiwność. Ten towar dawno się przeterminował. Wszystkie chwyty dozwolone. Ważne żeby to my, a nie nas. A “ideolo” zawsze się dorobi. Przecież jakieś resztki dawnego “wzmożenia moralnego” da się jeszcze odkurzyć.

Całość: http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1503634,1,czystki-w-mediach-publicznych.read#ixzz1ZtI4dAno

22-02-2010, 17:45

Kto chce zlikwidować ośrodek TVP Katowice?  »

Poniżej list, jaki do Prezesa TVP S.A. wysłała przewodnicząca Rady Programowej Telewizji Polskiej w Katowicach.

List przewodniczącej Rady Programowej TV Katowice do prezesa TVP S.A.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/2062

21-02-2010, 18:47

Krzysztof Karwat: Każdy ma obowiązek zrozumieć swój świat najmniejszy  »

MMSilesia.pl
Iwona Knopik
21-02-2010

Dziennikarz, publicysta,autor książek o Górnym Śląsku opowiada o swoim autorskim projekcie “Górny Śląsk – świat najmniejszy”.

Iwona Knopik: W poniedziałek 22 lutego w cyklu “Górny Śląsk – świat najmniejszy” odbędzie się spotkanie z Kazimierzem Kutzem, który promuje swoją powieść “Piąta strona świata”. Jak będzie wyglądał ten wieczór?

Krzysztof Karwat

Krzysztof Karwat: Będzie to wieczór z Kazimierzem Kutzem, który opowie nam jak powstała jego powieść. Fascynujące jest to, że pisał tą powieść przez 40 lat, to bardzo długo. On przez wiele lat był człowiekiem bardzo zajętym kinem, potem wszedł w politykę i przez te wszystkie lata pisał właśnie tą powieść. Będę chciał się dowiedzieć coś o tej drodze. Spotkanie odbędzie się na Dużej Scenie. Początkowo zaplanowana była Mała Scena, ale ze względu na duże zainteresowanie postanowiliśmy przenieść na Dużą Scenę. Fragmenty “Piątej strony świata” będzie interpretował aktor Teatru Rozrywki Adam Szymura, a główną częścią wieczoru będzie moja rozmowa z Kazimierzem Kutzem. Mam nadzieję, ze uda mi się odkryć jakieś tajniki jego warsztatu, tego wszystkiego, co go skłoniło do napisania tej książki. Przy projekcie “Górny Śląsk – świat najmniejszy” reguła jest taka, że wszystko toczy się jak w spektaklu i raczej nie dopuszczam publiczności do pytań i myślę, że w tym przypadku też przy tym zostaniemy.

Skąd się wziął pomysł projektu scenicznego “Górny Śląsk – świat najmniejszy”?

Projekt “Górny Śląsk – świat najmniejszy” rozpocząłem 5 lat temu. Podpierając się jednym z najciekawszych esejów mojego zmarłego przyjaciela Stanisława Bieniasza – dramaturga i publicysty, zatytułowanego właśnie “Górny Śląsk – świat najmniejszy” zrobiłem prezentację jego książek. Później zacząłem kontynuować ten projekt przede wszystkim po to żeby pokazać Górny Śląsk intelektualny, region wielu kultur, z którego pochodzi wielu noblistów, laureatów Oskarów, naukowców. Chciałem obalić stereotyp Górnego Śląską przaśnego, ludowego. Cykl “Górny Śląsk – świat najmniejszy” nie ma jednolitego wymiaru. Ja “sprzedaję” swoje rozmaite koncepcje, doświadczenia, fascynacje poprzez innych ludzi. Ludzi, których w większości znam. Największy kłopot mam z tym, żeby dograć terminy tak, żeby wszystkim zaproszonym gościom dana data pasowała. Nie jest to łatwe, szczególnie, gdy goście mieszkają za granicą. Te duże projekty są jak przygotowania do dużej premiery.

Jakie są plany na najbliższe spotkania?

22 luty wspomniana wcześniej promocja książki Kazimierza Kutza. A za miesiąc 22 marca “Donnersmarckowie i ich rezydencje” opowieść o wielkim rodzie przemysłowców górnośląskich. Opowieść multimedialna z udziałem ekspertów. 19 kwietnia zaplanowany jest projekt “Małgorzata Szejnert w Czarnym Ogrodzie”, czyli aluzja do jej znakomitej powieści. Było mi bardzo ciężko ją zaprosić, ponieważ w tej chwili przebywa daleko poza granicami kraju gdzie pisze kolejną książkę. Specjalnie na ten wieczór poproszę aktorów Teatru Rozrywki, aby uteatralizowali książkę “Czarny Ogród”. A w maju przewiduję duży projekt publicystyczno-naukowo-artystyczny zatytułowany “Jak oni godają” poświęcony śląskiej gwarze. Wezmą w nim udział naukowcy, politycy, którzy próbują podnieść gwarę śląską do rangi języka regionalnego oraz entuzjaści gwary, którzy powołali własne stowarzyszenie. To tyle, jeśli chodzi o kolejne miesiące spotkań w cyklu “Górny Śląsk – świat najmniejszy”.

Czym się Pan kieruje przy doborze gości?

Szukam inspiracji wokół siebie. W czasie rozmów z ludźmi teatru, publicystami, politykami. To są bardzo często ludzie, których znam, z którymi się przyjaźnię. Zawsze jest tak, że jeżeli zapraszam kogoś, kogo nie znam osobiście, a jedynie z jego działalności publicznej to wtedy muszę się z nim wcześniej spotkać, muszę z nim porozmawiać, tak, aby danego gościa rozpoznać i żeby on mnie mógł rozpoznać. To daje mi komfort, że zapanuję nad całym wieczorem i wiem, że uda mi się zbudować przesłanie, które chcę przekazać publiczności.

Jak ocenia Pan kulturę Górnego Śląska?

Ja z wykształcenia jestem kulturoznawcą i jeszcze ze studiów pamiętam, że kultura to tak naprawdę system wartości a nie tylko zbiór dzieł, spektakli, filmów, książek, jak to urzędniczo jest postrzegane. Ja postrzegam kulturę inaczej. Dla mnie wszystko jest przejawem kultury. Dlatego też uważam, że Górny Śląsk jest fascynującym obszarem kulturalnym, nieustannie czekającym na codzienne odkrywanie. Wiem, że bardzo trudno wymagać od wszystkich, żeby to rozumieli. Stad też walor edukacyjny projektu “Górny Śląsk – świat najmniejszy”. Chcę pokazać i przekonać do pokochania tej Małej Ojczyzny, ale nic na siłę. Nie każdy musi darzyć sympatią region, w którym żyje, ale obowiązkiem każdego jest zrozumieć świat, który go otacza. Właśnie ten świat najmniejszy.

Całość: http://www.mmsilesia.pl/248124/2010/2/21/krzysztof-karwat-kazdy-ma-obowiazek-zrozumiec-swoj-swiat-najmniejszy? category=kultura