Katowicki ośrodek TVP ma tylko przekazywać wyprodukowane gdzie indziej programy – przewiduje najnowszy pomysł reformy publicznej telewizji. To tak, jakby spaść do drugiej ligi, ale wkrótce może być gorzej. Jeśli politycy nie odczepią się od Bytkowa, trzeba będzie w końcu go zlikwidować.
Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, że politycy decydują o władzach w publicznej telewizji, że ostatnie trzy lata, gdy katowickim ośrodkiem tej firmy kierował z nikim niezwiązany Miłosz Stawecki, traktowaliśmy jako stan przejściowy. W ostatnich dniach ta tymczasowość właśnie się skończyła, Staweckiego odwołano, a na jego miejsce powołano starego wyjadacza Jerzego Nachela. W Bytkowie więcej jednak niż o nowym-starym szefie (przeszedł chyba przez wszystkie szczeble dziennikarskiej i redaktorskiej kariery) mówi się ostatnio o zaciskaniu pasa – pracownicy musieli zgodzić się na obniżenie swoich honorariów, a pieniędzy brakuje ponoć nawet na ogrzewanie budynku. Jakby tego było mało, gruchnęła wieść, że w szykowanym właśnie podziale ośrodków na lepsze – produkujące programy i gorsze – zajmujące się przede wszystkim emitowaniem tego, co wyprodukują gdzie indziej, Katowicom ma przypaść miejsce w tej drugiej. Na miejscu powstaną pewnie tylko informacyjne “Aktualności”, ale gdyby komuś przyszła chętka na zrobienie programu o zwierzętach, będzie musiał ściągnąć gotowy, np. z Wrocławia, a program dla młodzieży można będzie ściągnąć z Gdańska albo Krakowa. W ślad za tym pewnie przyjść będą musiały kolejne oszczędności i cięcia kadrowe.
Z miejsca przeciwko takiemu rozwiązaniu zaprotestowała rada programowa. Napisała list do prezydenta, premiera, posłów, wojewody, marszałka i paru związków zawodowych. Przestrzega, że to krok w stronę likwidacją katowickiej stacji.
Nie wiem, czy pomysł podziału zostanie zrealizowany – podobny rzucono już kilka lat temu i schowano do szuflady, z tego najnowszego autorzy też się już chyłkiem wycofują, ale bardziej od tego, do której kategorii zaliczona zostanie nasza regionalna telewizja, obawiam się tego, na co rada w swoim liście nie zwróciła uwagi. Chodzi o polityków, którzy traktują telewizję jak łup.
Owszem, rada w swoim liście przypomniała, że rocznie na antenach ogólnopolskich TVP ukazuje się kilkadziesiąt audycji wyprodukowanych bądź współtworzonych w Katowicach, że stworzono tu redakcję reportażu i dokumentu, że młody zespół dziennikarski odnosi sukcesy, a co czwarty materiał emitowany w latach 2008-2009 w ogólnopolskich dziennikach TVP był w tym czasie wyprodukowany w stolicy naszego województwa. Cóż po takiej wyliczance, skoro w liście nie było nawet jednego zdania o tym, że w ciągu ostatnich paru lat lista z Bytkowem pożegnało się co najmniej kilku dobrych lub dobrze się zapowiadających się dziennikarzy. Wystarczy wspomnieć Marka Czyża, Rafała Kurowskiego, a ostatnio Pawła Szota. Jeśli radzie rzeczywiście leży na sercu przyszłość katowickiego ośrodka, powinna czym prędzej znaleźć odpowiedź na pytanie o powody tych odejść. Przechodząc do prywatnych stacji, nie zawsze zyskuje się lepsze pensje ani większą oglądalność. Za to czytelniejsze bywają tu kryteria oceny, no i dalej jest od politycznych gabinetów.
To, na co nie mają wpływu w prywatnych stacjach, politycy załatwiają dziś w publicznej. Efekt? Karuzela stanowisk rusza wraz z nowymi partyjnymi układankami. Gdybym miał wymienić kilku ostatnich dyrektorów katowickiego ośrodka TVP i jednocześnie wskazać jakich partii i ugrupowań byli sympatykami, a także komu zawdzięczają awans, to okazałoby się, że zmianom na najważniejszych stanowiskach w publicznych mediach towarzyszą partyjne układanki. Dyrektor Andrzej Janicki był przecież kojarzony z lewicą, a jego następca Maciej Wojciechowski działał w PiS-ie. Obecny dyrektor, niestety, też jest uważany za człowieka z politycznego klucza.
Jeśli jednak się spełnią przepowiednie rady programowej katowickiego ośrodka, to Nachel będzie ostatnim szefem regionalnej telewizji, który zawdzięcza swoje stanowisko zmianie układu sił w radzie nadzorczej i zarządzie TVP SA. Ba! Może będzie nawet ostatnim dyrektorem TVP Katowice w 53-letniej historii stacji.
Rada przestrzega tymczasem, że podział ośrodków na produkcyjne i emisyjne dla Katowic będzie oznaczać początek faktycznej likwidacji ośrodka. Adam Warzecha (PO), członek rady, dodaje nawet, że taki obrót spraw to deprecjacja Górnego Śląska i “robienie z nas roboli”. W dodatku publiczna telewizja w regionie ma się mieć gorzej akurat wtedy, gdy Katowice starają się o tytuł ESK 2016, a posłowie szykują kolejną wersję ustawy metropolitalnej. Warzecha przestrzega, że gdy widzowie nie znajdą interesujących ich informacji i programów w telewizji publicznej, to wybiorą prywatne stacje.
Trudno się z tym nie zgodzić, ale obawiam się, że takie argumenty obecnych telewizyjnych decydentów nie przekonają.