Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

22-03-2010, 10:38

POT nagrodziła najlepsze materiały dziennikarskie  »

Press
(MŁ)
22-03-2010

W piątek rozdano nagrody w VIII edycji Konkursu im. M. Orłowicza dla dziennikarzy promujących polską turystykę. Konkurs organizuje Polska Organizacja Turystyczna.

W kategorii programów telewizyjnych nagroda przypadła TVP 2 za cykliczny program ”Kocham Cię, Polsko”. Wyróżniono: Michała Łukasiewicza z TVN Turbo za cykl programów ”Pojechany łikend”, Jacka Grudnia z TVP Łódź za siedmioodcinkowy cykl programów z udziałem znanych mieszkańców woj. łódzkiego, Krzysztofa Paluszyńskiego z PFS PalFilmStudio za cykl filmów ”Wielkopolskie parki krajobrazowe” w TVP Poznań. W kategorii materiałów prasowych nagrodę otrzymał Marek Henzler z ”Polityki” za cykl ”Markowe szlaki”. Wyróżniono: Kazimierza Netkę z ”Polski Dziennika Bałtyckiego” za serię artykułów promujących turystykę w regionie pomorskim i warmińsko-mazurskim, Michała Książkiewicza i Jakuba Nawrockiego za relacje z podróży rowerowych publikowane w ”Rowertour”, Jadwigę Błoch za kwartalnik ”Kochaj Lubuskie”. W kategorii audycji radiowych nagroda powędrowała do Tomasza Biela i Moniki Bartkowicz z Radia Plus Zielona Góra za audycje ”Odkrywamy Lubuskie”. Wyróżniono: Barbarę Hobzdę i Marka Piechniczka z Radia eM Katowice za 40-odcinkowy cykl poświęcony atrakcjom turystycznym Beskidów, Alicję Kulik z Polskiego Radia Olsztyn za cykl audycji ”Turystyczny express”. W kategorii materiałów internetowych przyznano jedynie wyróżnienie Nadbużańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej w Siedlcach za portal nlot.pl. Przyznano także wyróżnienia specjalne Polskiej Organizacji Turystycznej: Annie Olszewskiej z magazynu ”Rynek Podróży” i Tomaszowi Kowalikowi za książkę ”Życie dla turystyki, krajoznawstwa i sportu. Mieczysław Orłowicz 1881-1959”. Kapitułę VIII edycji Konkursu im. M. Orłowicza tworzyli: Jerzy Domański, Elżbieta Wąsowicz-Zaborek, Tomasz Rudomino, Walentyna Rakiel-Czarnecka, Sława Bieńczycka, Katarzyna Draba, Jacek Janowski.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/22049,POT-nagrodzila-najlepsze-materialy-dziennikarskie

21-03-2010, 18:09

Janusz Durmała (1981-1986)  »

Dziennik Zachodni
Michał Smolorz
21-03-2010

Poczet redaktorów naczelnych Dziennika Zachodniego.

Dziś sylwetka szóstego redaktora naczelnego naszej gazety. Janusz Durmała przyszedł do redakcji “DZ” w ramach nomenklaturowej karuzeli stanowisk.

Redaktor Janusz Durmała

Pierwszy naczelny “Dziennika Zachodniego”, którego nie przywieziono w teczce z odległych stron, ale wzięto z rodzimego chowu. Trudno zgadnąć, czy hegemonię importowanych redaktorów przerwano, bo „dysponent polityczny” uznał, że miejscowe kadry już dojrzały do takich zaszczytów, czy może sprzyjała temu atmosfera “socjalistycznej odnowy” 1981 roku. Aby jednak zespołowi nie przewróciło się w głowie, nominat przyszedł w ramach nomenklaturowej karuzeli stanowisk z redakcji “Wieczoru”, ponadto miał bardzo dobry klasowo-zagłębiowski rodowód, więc ryzyko było niewielkie, nawet jak na szalejący wokół “karnawał Solidarności”.

Pochodził z Porąbki, dziś dzielnicy Sosnowca, urodził się w 1934 roku w rodzinie ślusarza górniczego miejscowej kopalni. Po wojnie, podczas której zaliczył czteroklasową szkołę elementarną, zgłosił się do renomowanego sosnowieckiego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica. W PRL-u matura z tej szkoły była w województwie katowickim uznawana za warunek wstępny do kariery w aparacie władzy. Zwłaszcza odkąd za absolwenta tej szkoły uznał się sam tow. Zdzisław Grudzień, wieloletni partyjny patriarcha Śląska i Zagłębia. W 1952 roku Durmała rozpoczął studia dziennikarskie na Wydziale Społeczno-Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, które ukończył ostatecznie na Uniwersytecie Warszawskim. Już na I roku wstąpił do PZPR, której pozostał wierny aż do jej rozwiązania.

Pod względem zawodowym był wychowankiem katowickiego “Wieczoru”, nieco już zapomnianej, a wtedy popularnej popołudniówki, w której przeszedł wszystkie szczeble stanowisk: najpierw od stażysty-aplikanta do sekretarza redakcji. W 1968 roku na krótko przeszedł do katowickiego oddziału Polskiej Agencji Prasowej, po dwóch latach wrócił do redakcji “Wieczoru” na stanowisko zastępcy szefa, od stycznia 1980 r. był redaktorem naczelnym. W śląskiej prasie codziennej “Wieczór” miał szczególną pozycję. “Trybuna Robotnicza” była prestiżowym, oficjalnym organem partyjnym, nazywana powszechnie “gazetą-matką”. “Dziennik Zachodni” pozostawał gazetą mniej oficjalną, ale prestiżową. Za to “Wieczór” pełnił rolę, którą dziś byśmy przypisali tabloidom: był traktowany trochę jak plotkarski magiel, wiadomości polityczne dawał w małym wymiarze, za to dużo “serwisu miejskiego”.

W nowej redakcji Janusz Durmała musiał zmierzyć się z legendą poprzednika oraz z szalejącą odnową. Funkcję objął 16 września 1981 roku. W życiu politycznym Katowic zanosiło się na najgorsze, partyjnym wielkorządcą regionu był Andrzej Żabiński, najbardziej twardogłowy przedstawiciel komunistycznego betonu. “Dziennik” miał wtedy opinię gazety wrogiej “Solidarności”, na jego łamach (a nie w partyjnym organie) ukazywały się oszczercze materiały “demaskatorskie” o liderach nowego związku.

Wraz z wprowadzeniem stanu wojennego nastąpiła zdecydowana rozprawa z “antysocjalistycznymi” dziennikarzami, wkrótce też wymieniono kadrę kierowniczą w śląskich mediach. Naczelny “DZ” jako jedyny przetrwał na posadzie cały stan wojenny, a nawet kilka dalszych lat. W listopadzie 1986 roku otrzymał zaskakujący awans na redaktora naczelnego “Rzeczpospolitej”, co prawdopodobnie zawdzięczał Zbigniewowi Messnerowi, który z funkcji I sekretarza KW PZPR wyjechał do stolicy na fotel premiera. W rządowej redakcji doczekał 1989 roku. Ustąpił miejsca Dariuszowi Fikusowi. Za III RP nie odegrał już żadnej znaczącej roli, aż do emerytury kręcił się na zapleczu lewicowych koterii.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/jubileusz/235070,poczet-redaktorow-naczelnych-dziennika-zachodniego-janusz,id,t.html

21-03-2010, 17:54

Antoni Faron (1986-1990)  »

Dziennik Zachodni
Michał Smolorz
21-03-2010

Poczet redaktorów naczelnych Dziennika Zachodniego.

Dziś sylwetka siódmego redaktora naczelnego naszej gazety. Ostatniego szefa epoki PRL-u. Przyszło mu zamknąć budowane przez 45 lat dzieło “frontu ideologicznego”.

Redaktor Antoni Faron

Urodził się w 1944 roku w Łącku, w tym samym sądeckim Łącku słynącym z przedniej śliwowicy (do dziś utrzymuje tam kawałek śliwkowego sadu; poza nim Faronów w Łącku co niemiara, także Antonich). Należał do pokolenia, które z ubogiego regionu rolniczego tłumnie wyruszyło w Polskę po społeczny awans. Studiował filologię romańską we Wrocławiu, ukończył też podyplomowe Studium Dziennikarskie na Uniwersytecie Śląskim. Pierwszą pracę podjął w 1967 roku w redakcji “Wieczoru” jako dziennikarz-stażysta. Dzięki znajomości języka został w 1970 roku przeniesiony do aparatu partyjnego, bo wraz z awansem Edwarda Gierka otwierała się współpraca z różnymi francuskimi podmiotami, a pośród komitetowych towarzyszy dominował słaby rosyjski.

Cztery lata szlifów w aparacie przydały się bardzo, dzięki nim w 1974 roku wrócił do redakcji “Wieczoru”, ale już na stanowisko sekretarza redakcji, co wówczas 30-latkom zdarzało się rzadko. Rok później został redaktorem naczelnym “Górnika”, gazety wydawanej przez Wojewódzką Radę Związków Zawodowych (200 tysięcy nakładu). Do “Wieczoru” wrócił po raz trzeci w 1981 roku jako zastępca naczelnego, pół roku później był już naczelnym (kroczył wtedy dokładnie po śladach swojego szefa Janusza Durmały – kiedy ów awansował, Faron zajmował jego stanowisko). W chwili ogłoszenia stanu wojennego znalazł się w wąskim gronie dziennikarzy powołanych do redagowania “Trybuny Robotniczej”, jedynej gazety ukazującej się w regionie do połowy stycznia 1982 r.

Kiedy jesienią 1986 roku Janusz Durmała powędrował do Warszawy, Antoni Faron i tym razem zajął zwolnione przezeń stanowisko naczelnego w “Dzienniku Zachodnim”. Był to już czas politycznej odwilży. W Moskwie ruszyła gorbaczowowska “pieriestrojka”, w Warszawie gen. Kiszczak zwalniał więźniów politycznych, a gen. Jaruzelski usiłował skompletować Radę Konsultacyjną z udziałem przedstawicieli opozycji. Na apel prymasa Glempa aktorzy znieśli trwający 5 lat bojkot państwowej telewizji, zaś premier Zbigniew Messner proklamował “II etap reformy gospodarczej”. Również władze wojewódzkie obrały pragmatyczny kurs. I sekretarzem KW PZPR był wtedy przedstawiciel węglowej technokracji Bogumił Ferensztajn, wojewodą dopiero co został Tadeusz Wnuk, do dziś aktywny politycznie i biznesowo. Niestety, nie przekładało się to na widoczną poprawę nastrojów społecznych, ruina gospodarcza kraju była już nieodwracalna.

Kiedy latem 1988 roku wybuchły strajki w jastrzębskich kopalniach, śląskie media próbowały jeszcze w starym stylu opowiadać o “podżegaczach usiłujących zakłócić proces porozumienia narodowego”. Nie zdało się to już na nic, wielkimi krokami nadszedł Okrągły Stół, po nim czerwcowe wybory, a po wakacjach nastał rząd Mazowieckiego. Zapadła decyzja o upaństwowieniu, a potem o likwidacji PZPR-owskiego koncernu RSW Prasa-Książka-Ruch. Część zespołu “Dziennika Zachodniego” założyła spółdzielnię pracy, z nadzieją na przejęcie gazety – bez skutku.

1 czerwca 1990 r. likwidator RSW odwołał Antoniego Farona z funkcji redaktora naczelnego. Od tego czasu znikł on z pierwszego planu życia publicznego, później w gronie eks-redaktorów ancien régime`u próbował jeszcze uruchamiać nowe pisma, bez większego powodzenia. Ulokował się w prywatnym biznesie i w samorządzie gospodarczym. Od 2004 roku jest na emeryturze, do której dorabia w tyskich wodociągach. Mieszka w Katowicach, jest członkiem Rady Miejskiej SLD.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/jubileusz/235072,poczet-redaktorow-naczelnych-dziennika-zachodniego-antoni,id,t.html

21-03-2010, 10:30

“Razem z nami tworzył potęgę gazety”  »

Dziennik Zachodni
TES
21-03-2010

Mieczysław Dziaczek z Bytomia współpracował z naszą gazetą. Do dziś mile wspomina te czasy.

Legitymacja red. Mieczysława Dziaczka

Mam swój skromny udział w historii zasłużonej gazety, która dziś bryluje na wydawniczym rynku – mówi Mieczysław Dziaczek z Bytomia, literat i  animator kultury.  -  Moja mała cegiełka w budowaniu waszej zasłużonej popularności zaczęła się w 1956 roku, kiedy to redaktor Aleksander Rowiński zaproponował mi współpracę przy redagowaniu mającego się wkrótce ukazać przy “Dzienniku Zachodnim” dodatku społeczno-kulturalnego “Perspektywy”.

Mieczysław Dziaczek był wtedy 28-letnim publicystą z Koła Młodych przy Związku Literatów Polskich w Katowicach, absolwentem dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że już w 1952 roku dostał skierowanie do pracy w “Dzienniku Zachodnim” (takie to były czasy).

- Z powodów losowych nie skorzystałem z tej propozycji, czego później gorzko żałowałem – dodaje. Okazji, jaka nadarzyła się w związku z pojawieniem się “Perspektyw”, już nie odpuścił.

- Sam tytuł tego dodatku dawał, nie tylko mnie, ale i całemu środowisku twórczemu, jakieś lepsze perspektywy niż były wtedy, nie tylko na Śląsku, gdzie przybywali ludzie twórczy z innych rejonów kraju – dodaje.

On sam urodził się we Lwowie, skąd został wysiedlony w 1946 roku. Najpierw zamieszkał w Zabrzu, potem w Bytomiu. Gdy powstawały “Perspektywy”, dziennikarze mieli przynajmniej przekonanie, że może wyrośnie z historycznych i makabrycznych doświadczeń jakaś odmiana. Na łamach dodatku, pomyślanego jako forum czytelników i społecznego dyskursu o przyszłości, publikować mógł każdy, kto miał coś do powiedzenia. Chętnych, spośród literatów, aktorów, plastyków, muzyków, historyków, nie brakowało.

- Co dwa tygodnie zamieszczałem i ja m.in. swój felieton pt. “Tylko dla wtajemniczonych” i sygnowałem “Miedź”. Nie brakowało też polemik – wspomina Mieczysław Dziaczek. – Ale los “Perspektyw” nie szedł w stronę lepszego jutra. Nie wyczerpała się formuła obywatelskiego forum, nie brakowało pieniędzy, ani papieru. Zabrakło odwagi, pojawiła się za to zawiść innych o nasz sukces. Niewątpliwie Śląsk nie miał szczęścia do prasy kulturalno-społecznej. Zdumiewająca dla Mieczysława Dziaczka jest metamorfoza “Dziennika Zachodniego”, któremu, jak twierdzi, wielu wróżyło upadek podobny do “Trybuny Robotniczej”.

- A tu, proszę, bomba wydawnicza i zwyżkująca popularność wśród czytelników. A jeśli są dobre wyniki, to przecież nie rodzą się na kamieniu. I to by było na tyle, jak powiadał mój starszy kolega, zawsze życzliwy dla młodych i zasługujących na to żurnalistów – “niejaki X”, czyli niezapomniany publicysta “DZ”, Bolesław Surówka – dodaje Mieczysław Dziaczek.

Współpracę z naszą gazetą kontynuował także w późniejszych latach, zamieszczając wiele artykułów m.in. przypominających historię Kresów Wschodnich, zwłaszcza Lwowa. Ostatnią jego publikacją jest książka pt. “Utarczki w stanie wojennym”, w której opisuje także środowisko dziennikarskie Śląska tamtego okresu.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/jubileusz/235076,razem-z-nami-tworzyl-potege-gazety,id,t.html

18-03-2010, 21:13

Złoty kicz – konkurs “Samorządowiec Roku 2009″ na Śląsku  »

Wiadomości24.pl
Mariusz Piotrowski
18-03-2010

Nagrody w polityce są formą prestiżu. Często podejmując decyzję podczas wyborów przyglądamy się kandydatom, wtedy też wybieramy tych bardziej odznaczonych w przestrzeni politycznej. Czy jednak nie powinniśmy się wcześniej zastanowić?

Internetowy serwis informacyjny Reporterskim Okiem poinformował o kolejnym sukcesie prezydenta Siemianowic Śląskich – Jacka Guzego. Przez kapitułę konkursu “Samorządowiec Roku 2009″ został on uhonorowany Złotym Kluczem. Nie wszystko jednak złoto, co się świeci. Statuetka ukazana na zdjęciu we wspomnianym artykule jest zwykłym kawałkiem szkła, na którym wygrawerowano klucze i opis nagrody. Okazuje się, że nie tylko sam wygląd budzi olbrzymie wątpliwości, co do wartości nagrody.

Prestiżowy organizator?

Organizatorem konkursu jest nikomu bliżej nieznane Wydawnictwo Regiony, które prowadzi portal internetowy www.turystycznyszlak.pl. Turystyka nie jest jednak silną stroną portalu. Znajdziemy na nim za to informację, że firma doskonale zna potrzeby rynku w zakresie promocji miast i zajmuje się drukiem reklam i folderów. Wydaje również magazyn turystyczny, który po raz ostatni został wydany w 2001 roku.

Skład kapituły oceniającej kandydatów

Portal Reporterskim Okiem zapomniał wspomnieć, kto siedział w kapitule oceniającej kandydatów, a byli to: były poseł Kazimierz Zarzycki, prof. Marek Barański, dr inż. Artur Mazurkiewicz oraz dziennikarze: Marcin Twaróg i Henryk Kocot.

Pierwsi dwaj panowie znani są z przynależności do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a później Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Pan Kazimierz był nawet osobistym sekretarzem Edwarda Gierka. Marek Barański dwukrotnie był redaktorem naczelnym “Trybuny”, a opozycja pamięta go dobrze ze stanu wojennego. Prezentował wtedy felietony popierające ówczesne władze PRL. Ciekawa w kapitule jest również postać Marcina Twaroga, dziennikarza “Dziennika Zachodniego”. Decyzję o swej przygodzie z konkursem musiał podjąć prywatnie, ponieważ na łamach jego pisma nie znajdziemy żadnej wzmianki na temat konkursu “Samorządowiec Roku 2009″.

Konkurs na ilość i jakoś

Tak wygląda Złoty Klucz nadany 29 samorządowcom na uroczystej gali w jednej z restauracji w Dąbrowie Górniczej www.siemianowice.plKonkursy zazwyczaj rządzą się swoimi prawami, ale podstawową zasadą ich egzystencji jest prestiż. Czy można go zachować rozdając tylko na Ślą sku 29 Złotych Kluczy, 39 Srebrnych, 33 Brązowe, oraz 135 wyróżnień?

Wszystkie te nagrody zostały przyznane, tu cytuję: “za wkład i dokonania w rozwój swojego miasta, otwartość na problemy swoich wyborców, a także kreatywność w prowadzeniu polityki lokalnej”.

Taka argumentacja pozwala każdemu samorządowcowi otrzymać nagrodę, zatem po co je przyznawać?

Otrzymasz jak zapłacisz!

Tak to nie żart. Kreuje się naszą opinię na temat polityków konkursami, które sami opłacają. Odpowiedź na pytanie, czy Jacek Guzy zrobił to za pieniądze prywatne, czy publiczne, jeszcze nie dotarła na moją skrzynkę pocztową, ale zaraz kiedy ją otrzymam informację na udzielone pytania opublikuję.

Każdy z uczestników konkursu otrzymał wiadomość o wyróżnieniu drogą elektroniczną. Zaproszono kandydatów na galę informując, że jej koszt wynosi 165 złotych. Interes się kręci, a wymiana handlowa przynosi korzyści każdej ze stron. Nasz prezydent uaktywniając swoje media poinformował siemianowiczan, że jest doceniany na zewnątrz. Natomiast Pan Henryk Kocot, właściciel Wydawnictwa Regiony, liczy zyski z konkursu. Czy jest to moralne?

Kto zgłosił kandydaturę prezydenta Siemianowic?

Informator internetowy władz miasta pisze: “To miłe, że sami mieszkańcy, jak twierdzili przedstawiciele kapituły, zgłosili mnie do konkursu – twierdzi Jacek Guzy”. Sielankowo ukazany wizerunek opinii mieszkańców o prezydencie w tym tekście jest jednak grubą przesadą. Z wywiadu przeprowadzonego przez reporterów “Gazety Wyborczej” z organizatorem konkursu wynika, że poinformował on o możliwości zgłaszania kandydatów urzędy miast, partie i komitety wyborcze. Zatem dostęp do informacji o konkursie miały jedynie osoby zainteresowane produktem, jakim jest zwiększenie autorytetu w oczach opinii publicznej na swoim “podwórku”.

W moich oczach to burzy obraz mieszkańców zadowolonych z pracy prezydenta. W jego miejsce wpisuje się w tej sytuacji wizja szklanych, tudzież złotych, niczym nagroda prezydenta domów.

 

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/zloty_kicz_konkurs_samorzadowiec_roku_2009_na_slasku_130082.html

18-03-2010, 11:41

“Dolnośląskie organizacje dziennikarskie walczą o TVP Wrocław”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
18-03-2010

To nie jest informacja z naszego regionu, ale ma taką wagę i znaczenie, że postanowiliśmy ją tu umieścić:

Dziennikarze z Dolnego Śląska zarzucają centrali TVP m.in. nieumiejętne finansowanie ośrodków regionalnych.

Przedstawiciele dolnośląskiego środowiska dziennikarskiego, zrzeszeni m.in. w SDP oraz SDRP, wystosowali do mieszkańców Dolnego Śląska i widzów TVP Wrocław list otwarty. Zarzucają w nim centrali TVP m.in. niewystarczające finansowanie pogrążającego się w kryzysie oddziału TVP Wrocław oraz to, że TVP woli wydawać pieniądze m.in. na nagrody w konkursach i gwiazdorskie kontrakty z dziennikarzami. Rzecznik Telewizji Polskiej Stanisław Wojtera w rozmowie z Wirtualnemedia.pl dyplomatycznie odpowiada, że rozumie troskę prezentowaną w liście od dziennikarzy.

Organizacje dziennikarskie z Dolnego Śląska obawiają się, że niedostateczne wsparcie oddziałów TVP środkami z budżetu centrali w Warszawie doprowadzi w szybkim tempie do zupełnego zmarginalizowania ich działalności i w konsekwencji może spowodować likwidację regionalnych ośrodków w obecnym kształcie. Jak dodają dziennikarze, sytuacja wrocławskiego ośrodka – w porównaniu z innymi oddziałami – jest wyraźnie gorsza. Ich zdaniem, przez wiele lat, oddział TVP Wrocław produkował dużo więcej programów niż inne ośrodki i miały one charakter wyraźnie misyjny. Bez wsparcia finansowego i bez opłaty abonamentu – zdaniem dziennikarzy – dolnośląska telewizja może na zawsze przestać istnieć.

- Centrala w Warszawie jakby nie dostrzega zapaści finansowej w swoich terenowych oddziałach. Można mieć wrażenie zupełnie przeciwne. Telewizja Polska w licznych konkursach rozdaje mercedesy i tysiące nagród, niektórzy dziennikarze podpisują specjalne gwiazdorskie kontrakty. To jedynie pozory dobrej kondycji TVP, bo w rzeczywistości jest to skutek uwikłania publicznej telewizji w konkurencję z prywatnymi stacjami telewizyjnymi – piszą dziennikarze.

Stanisław Wojtera, rzecznik prasowy TVP, powiedział w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że Telewizja Polska przyjmuje list od wrocławskiego środowiska dziennikarskiego ze zrozumieniem. Stanowczo odrzucił jednak zarzut, iż wrocławski oddział traktowany jest gorzej na tle pozostałych 15 oddziałów TVP.

- Kierownictwo TVP czyni wszystko, co w jego mocy, by zapewnić wszystkim oddziałom terenowym możliwość płynnego działania w sytuacji głębokiego ekonomicznego kryzysu. Środki abonamentowe, jakie otrzymuje TVP od KRRiT, kierowane są obecnie tylko i wyłącznie na potrzeby oddziałów terenowych.  Fakt, iż pula tych środków abonamentowych jest coraz skromniejsza, nie jest winą TVP – wyjaśnił Wojtera.

Jak dodał, treść listu – szczególnie jego końcowe fragmenty – wskazuje, iż „autorzy doskonale zdają sobie sprawę z rzeczywistych przyczyn kryzysu, który tak boleśnie dotyka całą telewizję publiczną, w tym z rażącego braku konsekwencji w egzekwowaniu obowiązujących przepisów prawa dotyczących ściągalności abonamentu od podmiotów prawnych i fizycznych”.

W TVP Wrocław od 18 stycznia wstrzymano nadawanie niektórych cyklicznych programów. Zamiast emisji, na ekranie pojawiają się plansze informujące, iż została ona wstrzymana z powodu ograniczonych wpływów abonamentowych.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dolnoslaskie-organizacje-dziennikarskie-walcza-o-tvp-wroclaw