Czy to w porządku, że gazety sławiące lokalną władzę, utrzymywane są z pieniędzy podatników?
Zwolnienie z pracy w zabrzańskiej GTV redaktor Grażyny Herich, zbulwersowało środowisko dziennikarskie. Głośno stało się o tym w TVS, w “Dzienniku Zachodnim”, w społecznościowym portalu www.zabrzanie.pl i na forum “Gazety Wyborczej”.
A o co poszło? Można się domyślać, że zazdrośnie strzegąca swojego medialnego wizerunku i poirytowana przeprowadzonym w “jej” telewizji wywiadem z posłem Mirosławem Sekułą, Prezydent Zabrza Małgorzata Mańka-Szulik, nakazała dyrektorowi Domu Muzyki i Tańca pozbycie się niewygodnej dziennikarki. A ten skwapliwie wykonał polecenie…
Postawmy więc pytanie:
Ile wolności w mediach samorządowych?
W przypadku Grażyny Herich na to pytanie, przynajmniej częściowo, odpowie sąd pracy, który orzeknie czy jej zwolnienie zostało przeprowadzone zgodnie z prawem. Dziś jest ona związana ze społecznościowym portalem www.zabrzanie.pl i z lokalną telewizją internetową www.zabrzetv.pl. Za ich to pośrednictwem stara się rzetelnie informować i zwracać uwagę na problemy mieszkańców miasta. Teraz jest niezależna od samorządowego dysponenta środków łożonych na lokalne media.
Grażyna Herich mówi:
- Jako dziennikarz zawsze wyznawałam zasadę, że media nie powinny być poddawane cenzurze. Tymczasem obecna władza od samego początku skupiła się nad tym, co sama robi, nie dopuszczając do głosu innych. Mój konflikt wyniknął z tego, że wielokrotnie zwracałam na to uwagę.
I dodaje:
- Dobrze się stało, że w Zabrzu powstała niezależna telewizja, którą codziennie ogląda około 3 tysięcy osób. Szykujemy kolejne tematy, które dotąd chowane były pod dywan.?
Zatem:
Czy samorząd może mieć własną gazetę?
Oczywiście, że może!
Jeśli więc może, to często ma. Problem jedynie w tym, jak rozumie to “ma”. Poseł Mirosław Sekuła pisze w “Nowinach zabrzańskich”:
Politykę medialną samorządów można też oglądać przez pryzmat wydawanych pieniędzy. Zabrzański budżet w ubiegłym roku na zadanie “Przekazywanie informacji związanych z działalnością Urzędu Miasta” wydał 1 milion 800 tysięcy zł. Dla porównania w roku 2005 (trzeci rok poprzedniej kadencji) było to niecałe 200 tysięcy, a więc pięć razy mniej.
Na zadanie “Promocja Miasta” w 2008 r. wydano 771 tysięcy zł.. Na gazetę samorządową “Nasze Zabrze Samorządowe” i samorządową telewizję GTV wydano 792 tysiące zł. Na ich wyposażenie 634 tysiące zł. Jeśli te wydatki zsumujemy to otrzymamy kwotę 3 milionów 205 tysięcy zł.
Kwota zaskakująco duża.
Trzeba też zwrócić uwagę, że organizacyjnie GTV i NZS wchodzą w skład instytucji kultury “Dom Muzyki i Tańca” podległej Prezydentowi Miasta. Jeśliby takie rozwiązanie przenieść na warunki ogólnopolskie, to telewizja publiczna powinna wchodzić w skład na przykład Ministerstwa Kultury lub Centrum Informacyjnego Rządu – na szczęście nikt w Polsce takich zamiarów nie ma.
Tak duże wydatki z budżetu miasta wpływają niewątpliwie na sytuację mediów lokalnych. Niezależnym mediom obywatelskim bardzo trudno konkurować z finansowanymi bezpośrednio z budżetu miasta mediami samorządowymi. Nadmierne wydatki na media mogą również utrudniać utrzymanie niezależności mediów komercyjnych. Sytuacja taka może w konsekwencji doprowadzić do uzależnienia mediów lokalnych od pieniędzy i polityki Urzędu Miejskiego.
Warunkiem niezależnych mediów jest wysoki poziom etyczny dziennikarzy, ich profesjonalizm, niezależność prawna oraz organizacyjna od władzy i niezależność finansowania. Dobra kondycja mediów, niezależność finansowa i polityczna jest niezwykle ważna, bo są one uszami i oczami społeczeństwa obserwującego działalność społeczną i polityczną na każdym szczeblu władzy, “wolność prasy jest podstawą demokratycznego społeczeństwa”mówi w 1 artykule Europejska Karta Wolności Prasy.
www.nowinyzabrzanskie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=786&Itemid=10
Problem jest więc poważny i daleko wykracza poza zabrzański przypadek.
Ogólniejsze pytanie brzmi tak:
Czy ma sens czytanie gazety, którą finansuje lokalna władza?
Paweł Twardysko na portalu www.ithink.pl/:
(“) Lokalni politycy przywiązują (“) wielką wagę do swojego wizerunku w prasie (lokalnej). Chcieliby, by był on jak najkorzystniejszy. Łatwiej, bowiem “wymusić” rozmaitymi metodami przychylność lokalnej gazety, niż starać się dobrze rządzić i reagować na krytykę lepszą pracą. Dlatego wydawcy poddawani są naciskom i jest to zjawisko bardzo groźne. Bo jakość naszego życia codziennego zależy w największym stopniu właśnie od pracy tych polityków na rzecz swoich wyborców. Pozbawieni krytyki “czwartej władzy” rządzą poza kontrolą społeczną.
Wiadomo, że istotą wolności prasy jest niezależność od władzy publicznej. Tak, więc źródło finansowania nie może płynąć z budżetu publicznego. Istnieją jednak rozmaite sposoby nieformalnego wspomagania gazet lokalnych z budżetu samorządowego. Może to być bezpłatne udostępnienie lokalu gminnego dla redakcji z możliwością korzystania ze sprzętu biurowego, może to być regularne publikowanie na łamach takiej lokalnej “niezależnej” gazety wszelkich możliwych płatnych ogłoszeń (uchwał, zarządzeń, informacji). W rewanżu wydawca chwali niezmiennie pracę administracji samorządowej, zaś najbardziej kompromitująca afera opisywana jest jako spisek opozycji politycznej.
Jakiż jest sens czytania takiej prasy, skoro jest to wyłącznie pas transmisyjny polityki ratusza?
Skąd mamy czerpać swoje własne zdanie na temat otaczającej nas rzeczywistości, wiedzę na temat naszych reprezentantów w radach?
Jak mamy dokonywać świadomych wyborów politycznych, w jaki inny sposób wywierać presję na polityków lokalnych, jeśli zabraknie prawdziwie wolnej prasy lokalnej? (“)
Tekst powstał na bazie referatu Julii Pitery
To był głos przeciw ?mediom samorządowym?. Ale sprawa nie jest jednoznaczna i zdania są tu podzielone:
Samorząd może być wydawcą prasy!
Samorząd nie może być wydawcą prasy!
Łukasz Lasek, www.regioportal.pl:
Helsińska Fundacja Praw Człowieka wspólnie z Izbą Wydawców Prasy oraz Szkołą Prawa Amerykańskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego zorganizowała 29 października 2009 r. w Krakowie konferencję pt.: “Wolność słowa w prasie lokalnej. Prasa lokalna a normy ochrony konkurencji i pluralizm medialny”. Debata dotyczyła głównych problemów prasy lokalnej, a w szczególności mechanizmów ochrony prasy lokalnej.
Wstęp do konferencji nakreślił profesor Michał Kulesza (Uniwersytet Warszawski, redaktor naczelny “Samorządu Terytorialnego”). (“) Nie ma on (“) wątpliwości, że samorząd może i niekiedy powinien być wydawcą prasy. (“) Polski system prawny nie zawiera (bowiem) zakazu wydawania prasy lokalnej przez jednostki samorządu terytorialnego. Oczywiście działalność ta musi odbywać się w poszanowaniu zasady pomocniczości oraz mieścić się w ustawowo określonych ramach (“)
Istotnym zagadnieniem jest pytanie o kształt lokalnego rynku prasy. Zdaniem M. Kuleszy istnieje różnica między sytuacją, gdy na rynku funkcjonuje wydawca prasy lokalnej, a takim przypadkiem, gdy na rynku nie ukazuje się żadna gazeta lokalna. Jego zdaniem w tej drugiej sytuacji samorząd powinien wejść na rynek i rozpocząć działalność wydawniczą. Społeczność lokalna ma, bowiem prawo do otrzymywania prasy lokalnej.
(“) Wydawcy prasy lokalnej nie zgodzili się z poglądem prof. Kuleszy (“) Jednomyślnie podkreślili, że tezy, iż władze samorządowe mogą być wydawcą prasy, nie można obronić.
(“) Po konferencji HFPCz i IWP wydały wspólne stanowisko, w którym zwróciły uwagę na wielkie znaczenie prasy lokalnej w budowie społeczeństwa obywatelskiego oraz sprawowaniu funkcji kontrolnej nad lokalną władzą. Sygnatariusze stanowiska zwrócili również uwagę, że do skutecznego wypełniania podstawowych funkcji prasy lokalnej nie może ona napotykać przeszkód stwarzanych przez periodyki wydawane przez władze samorządowe, tj. utrudniania dostępu dziennikarzy prasy niezależnej do informacji, nieuczciwej konkurencji na rynku reklamy poprzez pozyskiwanie reklam przez gazety samorządowe od firm zależnych od władzy lokalnej. HFPC i IWP postulowały wprowadzenie rozwiązań prawnych, które w jednoznaczny sposób określałyby zasady wydawania biuletynów informacyjnych przez organy administracji i samorządy wszystkich szczebli.
Źródło: Obserwatorium wolności mediów w Polsce
A dziennikarz? Gdzie w tym wszystkim mieszczą się dziennikarze?
Piotr Biernat:
Czy jesteśmy prostytutkami władzy i pieniądza?
Nastały czasy straszne, historia chichocze złośliwie dziennikarstwo spsiało i stało się dyspozycyjne – można nas kupić za miskę zupy i kawałek kiełbasy!
Dawniej był sekretarz KW i “jedynie słuszna linia partii”. Dziś o tym, co i jak ma pisać redaktorek decyduje cała sfora decydentów:
- sponsor, bo nam płaci,
- szef, bo pilnuje “politycznej linii redakcji” i zna lokalne układy i rozdania,
- wydawca, bo po nocach śni mu się słupek czytelnictwa i marzy mu, że któregoś dnia jego gazetkę zaszczyci sama Doda i nakład skoczy pod sufit.
Ale, tak czy siak, w przypadku lokalnego medium, o zawartości gazety i tak najczęściej decyduje burmistrz, prezydent czy rada miasta.
Teoretycznie mamy wolne media, wolność słowa i wypowiedzi, tylko czy lokalna gazeta napisze źle o swej władzy? Chętnie przywali z mańki “Kaczorom” i “Tuskom”, ale swojemu burmistrzowi to już raczej nie. Bo ten na przykład nie da płatnych obwieszczeń urzędowych, nie dofinansuje, obłoży anatemą w środowisku lokalnego biznesu i gazeta może się zwijać. Rynek jest okrutny i podzielony między gigantów malutkie pisemko na powierzchni utrzymuje się zwykle z dużym wysiłkiem.
Powyżej przytaczamy przykład Grażyny Herich zwolnionej z zabrzańskiej telewizji samorządowej GTV za to, że nie chciała nachalnie lansować pani Prezydent. Choć finał sprawy nastąpi w sądzie, to dla dziennikarki już skończyła się ona koniecznością szukania nowej pracy. Reakcja internautów po tekstach opisujących ten konflikt świadczy o tym, że na szczęście tym razem nie udało się zamieść go pod dywan. Grażyna nie wylądowała na zasiłku, a mogła.
Więcej:
http://forum.gazeta.pl/forum/w,120,95614132,95614132,Szulikowa_wywalila_Grazyne_Herich_.html
Podobna jest historia Danuty Brix, redaktor naczelnej gminnego pisma z Ożarowic. Zamknięto je z hukiem, gdy odważyło się polemizować z jedynie słusznymi racjami wójta.
Sprawę opisano w katowickim dodatku “Gazety Wyborczej”.
Więcej:
http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,7518143,Gazeta_nie_chciala_byc_tuba_wladzy__to_wojt_ja_zamknal_.html
To nie są wyjątki. To samo stało się w Gliwicach, Pszczynie i kilku innych miejscowościach naszego regionu.
Co tydzień, z racji swych obecnych obowiązków przeglądam dziesiątki pisemek i gazetek redagowanych dla lokalnych społeczności, i finansowanych najczęściej przez władze gmin. Wierzcie mi: Wstyd, obciach i żenada! Służalczość, serwilizm, lizanie pana burmistrza. Po co tu dużo mówić – samorządowa władza już całkiem oficjalnie traktuje dziennikarzy, jak wyrobników a lokalne medium jak swoją prywatną tubę do nagłaśniania gminnych interesików, opisywania nic nie wnoszących wystąpień, otwarć, zamknięć i akademii. Rąsia, klapa, buzia, goździk.
Gdy patrzę na nasz medialny światek, widzę zastraszonych, zahukanych i przestraszonych amatorów. Coraz częściej mam wrażenie, że urzeczywistniło się chore marzenie byłego dyrektora katowickiej telewizji, “demonicznego” Rafała Szymońskiego. Zwykł mawiać, że w każdej chwili dziennikarza może zastąpić przypadkowym pasażerem najbliższego tramwaju?
Dyrektora wprawdzie dawno już zdmuchnął wiatr historii, ale czy nie takie właśnie stosunki panują w wielu regionalnych redakcjach? Pojawili się w nich przypadkowi ludzie, żywcem wyjęci z tramwaju Szymońskiego. Zaciągnięci za kamery, przed mikrofony, do gazetowych komputerów, pozbawieni warsztatowych umiejętności są całkowicie dyspozycyjni wobec szefa, który w każdej chwili może zwolnić niepokornego smarkacza nie dość gorliwie liżącego łapę, która go karmi. No i może mu płacić grosze, bo na jego miejsce czeka już cały tramwajowy wagon.
Już myślałem, że tych słów już nigdy nie usłyszę, a tu proszę: “Wy nam redaktorze wicie rozumicie, a my Wam za to, nie bójcie się”