Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

10-03-2010, 11:22

“Nowy bezpłatny tygodnik w Zagłębiu”  »

WIRTUALNEMEDIA.PL
pp
10-03-2010

5 marca. ukazał się pierwszy numer nowego bezpłatnego tygodnika “Twoje Zagłębie”, który dystrybuowany jest na terenie Zagłębia Dąbrowskiego (Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza, Będzin, Czeladź). Wydawcą pisma jest F.H.U. “Elcyd” Jacek Dyc.

W piśmie znaleźć można wiadomości z regionu, informacje kulturalne oraz porady finansowe i zdrowotne. Tygodnik liczy obecnie 8 stron, ale – jak informuje Paweł Gawor, kierownik biura reklamy tytułu -  wydawca będzie się starał w ciągu najbliższych tygodni poszerzyć objętość tytułu do 12-16 stron. Redaktorem naczelnym pisma jest Jacek Dyc.

“Twoje Zagłębie” ukazuje się w nakładzie 45 tys. egz. i jest kolportowane bezpośrednio do mieszkań, domów oraz punktów użyteczności publicznej w regionie, tygodnik jest także rozdawany w centrach miast.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/nowy-bezplatny-tygodnik-w-zaglebiu

08-03-2010, 19:54

Wyróżnienia dam heroicznych. Tytuły Lady D. Anno 2010 rozdane!  »

Wiadomości24.com.pl
Adam Podgórski
08-03-2010

Parnassos – największa aula Biblioteki Śląskiej wypełniona była po brzegi podczas dorocznej, ósmej z rzędu gali plebiscytu Lady D.

Z rąk posła Marka Plury zaszczytne wyróżnienia odebrały kobiety nieprzeciętne, kobiety niepospolite, kobiety wyjątkowe. Kobiety niepełnosprawne, którym aktywności i pasji działania można zaprawdę pozazdrościć. Niestety podczas uroczystości zabrakło dobrego ducha imprezy, Grzegorza Franki, który nagle trafił do kliniki, lecz i stamtąd raportuje do W24.

Uhonorowane tytułem Lady D. Anno 2010

- Tytuły Lady D. przyznawane są od 2002 roku paniom, które pomimo tego, że na co dzień zmagają się z własną niepełnosprawnością, to w życie społeczne naszej ojczyzny czasem z trudem, ale zawsze z radością wnoszą istotny wkład w różnych dziedzinach – wyjaśnił Marek Plura. – Wyróżnienie to oddaje ducha artykułu 6. Konwencji Praw Osób Niepełnosprawnych ONZ. Miano stanowi skrót angielskiego wyrażenia “Lady Disabled” (Dama Niepełnosprawna), jednak skojarzenia z Lady Dianą i jej działalnością prospołeczną są jak najbardziej dopuszczalne.

Nasze plebiscyty nie są wyborami miss piękności, a jednak owocują kolekcjami prawdziwych gwiazd, których światło ducha i talentu prowadzi przez życie w różne obszary społecznej aktywności.

Przewodniczącą Kapituły wyróżnienia jest od lat Wicemarszałek Senatu RP, Krystyna Bochenek. W tym roku w Kapitule zasiadali także: redaktor Beata Tomanek z Radia Katowice (wyróżniona Statuetką PFRON za 20-lecie realizowania audycji dla osób niepełnosprawnych), Edyta Świątczak – Gurzęda (laureatka Lady D. 2008, pełnomocnik prezydenta Siemianowic Śląskich ds. Osób Niepełnosprawnych) oraz niżej podpisany (dziennikarz, społecznik, laureat tytułu Działacz Obywatelski 2008, również niepełnosprawny).

W ósmej edycji konkursu wyróżnienia Lady D. zostały przyznane w sześciu kategoriach. Prezentacji laureatek dokonała niezastąpiona i niesamowita w każdej roli Krystyna Bochenek. Dyplomy, kwiaty, upominki. wręczali: Marek Plura, już nazywany Ambasadorem Niepełnosprawnych, wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk, członek zarządu województwa śląskiego Mariusz Kleszczewski oraz dyrektor Biblioteki Śląskiej prof. Jan Malicki, który uroczystość otworzył, cytując jako motto spotkania wiersz niepełnosprawnej poetki Barbary Marzec.

W dziedzinie kultury i sztuki laur tegoroczny przypadł Kai Kosowskiej, niewidomej od urodzenia pianistce, absolwentce Akademii Muzycznej w Katowicach, obecnie studiującej drugi kierunek – kompozycję. Kaja jako solistka z powodzeniem koncertuje m.in. z orkiestrą Simfonietta Cracovia oraz z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia. Jest laureatką wielu konkursów pianistycznych, przygotowuje swoją pierwszą płytę. Jej wirtuozowski mini-recital poprzedził ceremonię rozdania nagród.

W kategorii sportu splendor spłynął na Dorotę Bucław – mistrzynię Polski w tenisie stołowym osób z tetraplegią, mieszkankę Solca Kujawskiego. Dorota po wypadku samochodowym, podczas którego złamała kręgosłup szyjny i została całkowicie paraliżowana, wróciła do pasji sportowej, tym razem już na wózku. Zachęca innych do rozwoju przez sport, a jej marzeniem jest udział w paraolimpiadzie w Londynie w 2012 r. Niestety, nie mogła być dzisiaj na Śląsku, ze względu na ogromnie ważne konsultacje i terminowe zabiegi medyczne.

Na polu aktywności społecznej triumfowały bliźniaczki, Marta i Magdalena Wróbel z Inowrocławia, nasze koleżanki z serwisu Wiadomości24.pl, o czym już donosił z dumą Grzegorz Franki. Siostry chorują na dziecięce porażenie mózgowe. Są absolwentkami studiów licencjackich z zakresu socjologii. Jako dziennikarki obywatelskie publikują w Wiadomościach24.pl teksty o osobach niepełnosprawnych, ich problemach i sukcesach, zachęcające do samodzielności, do nauki i rozwoju. Piszą o sposobach na integrację – wydały mini poradnik, realizują z sukcesem wiele akcji pomocy. Na mnie zrobiły niebywałe wrażenie prawdziwych wulkanów (wulkanek?) energii, optymizmu i radości.

Za aktywność zawodową wyróżniono Iwonę Szarkowicz – poruszającą się na wózku nauczycielkę języka angielskiego z Siemianowic Śląskich. Pani Iwona jest autorytetem dla uczniów, których swoją postawą uwrażliwia na niedolę drugiego człowieka, współtworzy szkolną grupę wolontariuszy, jest inicjatorem wielu imprez integracyjnych. Widać było, że jest całkowicie zaskoczona nagłym wydarzeniem, prawdziwie „oscarowej” rangi.

Doceniono również „dobry start” Aldony Plewińskiej, 18-letniej katowiczanki, uczennicy klasy maturalnej. Mimo wrodzonej niepełnosprawności – urodziła się bez rąk i nogi – Aldona odnajduje radość życia i pasję jako fotomodelka. Tysiące osób mogłoby jej pozazdrościć wiary w siebie i energii, którą rozsiewa wokół zyskując rzesze przyjaciół.

Wyróżnienie specjalne trafiło do rąk Jolanty Janikowskej-Skwary z Katowic, która ze swą niepełnosprawnością ruchu zmaga się już od lat 50. Przełamując ówczesne stereotypy i ograniczenia ukończyła studia filologiczne, działała w opozycji solidarnościowej, jest dziennikarką i społecznikiem. Dzięki przygotowaniu prawniczemu udziela porad obywatelskich, jest ikoną aktywności osób starszych w swoim mieście.

Szczegółowe informacje o konkursie, jego dotychczasowych edycjach oraz wszystkich poprzednich laureatkach wyróżnienia można znaleźć na witrynie internetowej www.marekplura.pl, w dziale: Lady D.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/wyroznienia_dam_heroicznych_tytuly_lady_d_anno_2010_rozdane_128936.html

05-03-2010, 13:18

“Sąd Apelacyjny: Redakcja “Gościa Niedzielnego” musi przeprosić Alicję Tysiąc”  »

NaszeMiasto.pl, Polska Dziennik Zachodni
zal
05-03-2010

Redakcja “Gościa Niedzielnego” musi przeprosić Alicję Tysiąc za publikacje związane z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu w jej sprawie. Sąd Apelacyjny w Katowicach dokonał jedynie kosmetycznych zmian w wyroku sądu pierwszej instancji w sprawie Alicja Tysiąc kontra “Gość Niedzielny”.

Zmiana dotycząca treści przeprosin jest nieznaczna – powiedziała sędzia Ewa Tkocz. “Polega ona na zastąpieniu w treści przeprosin, do których zobowiązani zostali pozwani, słów “za zagładę Żydów” słowami “za morderstwa”. Określenie to ma odniesienie do sytuacji w obozie Oświęcim-Brzezinka” – mówiła sędzia.
Redaktor naczelny “Gościa Niedzielnego” ksiądz Marek Gancarczyk powiedział po usłyszeniu wyroku, że redakcja została skazana za słowa, których nigdy nie wydrukowała, odważyła się natomiast nazwać aborcję zabiciem człowieka.

Podczas rozprawy w katowickim Sądzie Apelacyjnym 19 lutego pełnomocnik Alicji Tysiąc przyrównywał publicystykę ‘”Gościa Niedzielnego” do języka nazistowskiej propagandy. 23 września 2009 roku katowicki sad skazał redaktora naczelnego “Gościa Niedzielnego” i Archidiecezję Katowicką w procesie wytoczonym przez Alicję Tysiąc za “bezprawne naruszenie jej dóbr osobistych”, “porównanie jej do hitlerowskich zbrodniarzy” oraz “używanie języka nienawiści”, co spowodowało jej ból i krzywdę”.

Dziś Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy decyzję Sądu pierwszej instancji w kwestii wypłaty Alicji Tysiąc przez wydawcę 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
Alicja Tysiąc pozwała gazetę i księdza Gancarczyka za artykuły, które jej zdaniem oczerniały jej osobę. O kobiecie zrobiło się głośno, gdy Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał jej 25 tysięcy euro odszkodowania od polskiego rządu. Kobieta odwołała się do tej instytucji, gdy lekarze odmówili jej przeprowadzenia aborcji. Wyrok skomentował “Gość Niedzielny”.

Przed dzisiejszym wyrokiem “Gość Niedzielny” zwracał uwagę, że wyrok nie będzie dotyczył tylko redakcji. “Będzie wyrokiem precedensowym, którego środowiska feministyczne chcą używać jako instrumentu w walce z Kościołem i wszystkimi środowiskami zaangażowanymi w obronę poczętego życia” – pisał wicenaczelny Andrzej Grajewski.

Całość: http://katowice.naszemiasto.pl/artykul/338104,sad-apelacyjny-redakcja-goscia-niedzielnego-musi-przeprosic,id,t.html

05-03-2010, 13:15

“Gość Niedzielny” ma przeprosić Alicję Tysiąc za język nienawiści”  »

PAP, d
05-03-2010

Redaktor naczelny “Gościa Niedzielnego” i wydawca tego katolickiego tygodnika, czyli archidiecezja katowicka mają przeprosić na łamach tej gazety Alicję Tysiąc za naruszenie jej dóbr osobistych – postanowił w piątek Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Pozwani – w drugim numerze “Gościa Niedzielnego” po dniu uprawomocnienia się wyroku – na swój koszt powinni zamieścić na trzeciej stronie wydrukowany normalnie stosowaną w druku czcionką następujący tekst przeprosin:

“Archidiecezja katowicka w Katowicach jako wydawca i Marek Gancarczyk jako redaktor naczelny tygodnika Gość Niedzielny przepraszają panią Alicję Tysiąc za bezprawne porównanie jej do hitlerowskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za morderstwa w obozie Oświęcim-Brzezinka oraz za męczeństwo Żydów w gettach. Archidiecezja katowicka w Katowicach jako wydawca i Marek Gancarczyk jako redaktor naczelny tygodnika Gość Niedzielny wyrażają ubolewanie, że przez bezprawne naruszenie dóbr osobistych pani Alicji Tysiąc i używanie języka nienawiści, wyrządzili jej ból oraz krzywdę”.

Pełnomocnik “Gościa” mec. Jacek Siński powiedział, że strona pozwana będzie czekała na pisemne uzasadnienie i wtedy zapadnie decyzja czy składać skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. “Oczywiście z wyroku nie jesteśmy zadowoleni, ale po prostu tak to bywa – raz się wygrywa, raz się przegrywa” – dodał Siński.

Sąd tylko nieznacznie zmienił zaskarżony przez “GN” wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach z września ubiegłego roku, który uznał, że gazeta i jej wydawca, czyli archidiecezja katowicka, mają przeprosić powódkę i zapłacić jej 30 tys. zł. Zmiany dotyczą treści przeprosin, które mają zostać zamieszczone na łamach tygodnika

Nie wolno poniżać

- Żaden światopogląd nie uzasadnia poniżania innych – tak Sąd Apelacyjny w Katowicach uzasadnił swój wyrok. Sędzia Ewa Tkocz podkreśliła w ustnym uzasadnieniu wyroku, że “chrześcijaństwo jest religią miłości i taki też powinien być język, jakim powinni posługiwać się autorzy katolickiego tygodnika”. Tymczasem, uznał sąd, posługiwali się “językiem nienawiści”.

We wrześniu ubiegłego roku sąd I instancji uznał, że gazeta i jej wydawca, czyli archidiecezja katowicka, mają przeprosić Alicję Tysiąc i zapłacić jej 30 tys. zł. Sąd okręgowy podzielił zdanie powódki, że w komentujących tę sprawę tekstach tygodnika znalazły się sformułowania napastliwe, obraźliwe i pogardliwe. “Gość Niedzielny” odwołał się od tego wyroku.

“GN” nie zgadza się z oceną, że sprawa zakończona korzystnym dla Alicji Tysiąc wyrokiem dotyczyła tylko braku procedur odwoławczych w polskim prawie. Tygodnik zakwestionował też twierdzenia wyroku, że określenie początku ludzkiego życia i – co za tym idzie jego prawna ochrona – to sprawa światopoglądu katolickiego.

Sąd I instancji uznał, że katolicy mogą wyrażać swoją dezaprobatę moralną wobec wykonywania zabiegu aborcji – nazywać aborcję zabójstwem – ale w sensie ogólnym, a nie w odniesieniu do konkretnej osoby, jak zrobił to “GN”.

Redakcja “GN” uznała wyrok za “rażąco niesprawiedliwy”, oparty na błędnych ocenach treści jednego z felietonów redaktora naczelnego ks. Marka Gancarczyka. Tygodnik zaprzecza też, by używał – jak nazwał to sąd – języka nienawiści.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,7630031,_Gosc_Niedzielny__ma_przeprosic_Alicje_Tysiac_za_jezyk.html

05-03-2010, 09:35

Bronisław Schmidt-Kowalski (1957-1981)  »

Dziennik Zachodni
Michał Smolorz
05-03-2010

W cyklu prezentującym ludzi związanych z “Dziennikiem Zachodnim” autorstwa Michała Smolorza dziś sylwetka piątego redaktora  naczelnego naszej gazety. Bronisław Schmidt-Kowalski to człowiek-legenda. Rządził naszą gazetą blisko ćwierć wieku.

Bronisław Schmidt-Kowalski

Najprawdziwsza legenda 65-letniej historii “Dziennika Zachodniego”. W ogóle w dziejach polskiej prasy XX wieku niewielu jest redaktorów naczelnych, którzy tak długo (blisko ćwierć wieku) wytrwali na posadzie i tak wyraziście zaważyli na obliczu gazety.

Pochodził z Poznańskiego, urodził się w 1926 roku w Środzie Wielkopolskiej jako Schmidt, drugi człon dołożył do nazwiska dopiero po wojnie. Spędził ją jako pomocnik biurowy w Spółdzielni Rolniczo-Handlowej, jednej z tych, które założone jeszcze w zaborze pruskim przetrwały wszystkie dziejowe burze i działają do dziś. W marcu 1945 roku zgłosił się do redakcji “Głosu Wielkopolskiego”, po kilku miesiącach przeszedł do “Polski Ludowej”, gazety wydawanej przez opozycyjny “mikołajczykowski” PSL. Po ucieczce Mikołajczyka i spacyfikowaniu PSL-u, postawił na rządzącą partię komunistyczną i podjął pracę w… poznańskiej cenzurze, jednocześnie studiując na Wydziale Prawno-Ekonomicznym miejscowego uniwersytetu. Ukończył też Centralną Szkołę Partyjną przy KC PZPR. Do czynnego dziennikarstwa wrócił w 1952 roku, pracował w “Gazecie Poznańskiej” i “Głosie Szczecińskim”.

Redaktorem naczelnym “Dziennika Zachodniego” został po październikowym przełomie politycznym, 1 lutego 1957 roku. W tym też czasie I sekretarzem KW PZPR w Katowicach został Edward Gierek. Schmidt-Kowalski szybko zyskał łatkę “zaufanego człowieka Gierka”, co na długie lata zapewniło mu “nietykalność”, a przynajmniej spokojny byt w komunistycznej nomenklaturze województwa. Nastał złoty okres dla gazety: nakład i poczytność wzrosły kilkakrotnie, czemu sprzyjała wiarygodność pisma. Siostrzana “Trybuna Robotnicza” ugruntowała swoją pozycję politycznego organu władzy, a “Dziennik” z dawną etykietką “prasy czytelnikowskiej” traktowany był po trosze jako gazeta “obywatelska”. Nie miejmy jednak złudzeń: oba pisma stanowiły integralną część “frontu ideologicznego” tamtego czasu, ale potoczny wizerunek sprzyjał dobremu odbiorowi pośród czytelników. W “dekadzie sukcesu” naczelny ugruntował swoją pozycję w lokalnym układzie władzy. Choć nie zasiadał – jak kolejni redaktorzy “Trybuny” – w egzekutywie KW PZPR, w środowisku katowickiej ekspozytury RSW “Prasa-Książka-Ruch” miał pozycję prawdziwego “ironmana”. Pokazywał się w życiu publicznym w wielu postaciach: wykładał dziennikarstwo na Uniwersytecie Śląskim, funkcjonował jako naukowiec w Śląskim Instytucie Naukowym, był delegatem na zjazd PZPR. Umiejętnie budował swoją pozycję “człowieka nie do zastąpienia”, pieczołowicie dbał, aby wszystkie jego rzeczywiste i domniemane osiągnięcia były nagłaśniane i miały dokumentację w aktach personalnych.

Bezlitośnie zmiotła go “solidarnościowa rewolucja”. Wszyscy jego prawdziwi i domniemani protektorzy popadli w niebyt, on sam został zmuszony do “dobrowolnego” złożenia rezygnacji i zniknięcia z pierwszego szeregu życia publicznego. 31 maja 1981 roku, w wieku 55 lat otrzymał od premiera Wojciecha Jaruzelskiego specjalną emeryturę, ale tak naprawdę nigdy się z tym stanem nie pogodził. Przez całe lata 80. starał się być aktywny, przypominał o sobie, poruszał się po opłotkach śląsko-zagłębiowskiego życia publicznego, ale jego czas najwyraźniej się skończył.

Upadek PRL-u przyjął z nową nadzieją. W listopadzie 1989 roku, już po powstaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego, wysyłał do nowych władz poważne oferty powrotu do pracy w “Dzienniku Zachodnim”. Przywoływał w nich swoje zasługi. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że nie ma szans.

Zmarł 3 czerwca 2000 roku.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/

03-03-2010, 15:59

Czy to w porządku, że gazety…?  »

03-03-2010

Czy to w porządku, że gazety sławiące lokalną władzę, utrzymywane są z pieniędzy podatników?

Zwolnienie z pracy w zabrzańskiej GTV redaktor Grażyny Herich, zbulwersowało środowisko dziennikarskie. Głośno stało się o tym w TVS, w “Dzienniku Zachodnim”, w społecznościowym portalu www.zabrzanie.pl i na forum “Gazety Wyborczej”.
A o co poszło? Można się domyślać, że zazdrośnie strzegąca swojego medialnego wizerunku i poirytowana przeprowadzonym w “jej” telewizji wywiadem z posłem Mirosławem Sekułą, Prezydent Zabrza Małgorzata Mańka-Szulik, nakazała dyrektorowi Domu Muzyki i Tańca pozbycie się niewygodnej dziennikarki. A ten skwapliwie wykonał polecenie…

Postawmy więc pytanie:

Ile wolności w mediach samorządowych?

W przypadku Grażyny Herich na to pytanie, przynajmniej częściowo, odpowie sąd pracy, który orzeknie czy jej zwolnienie zostało przeprowadzone zgodnie z prawem. Dziś jest ona związana ze społecznościowym portalem www.zabrzanie.pl i z lokalną telewizją internetową www.zabrzetv.pl. Za ich to pośrednictwem stara się rzetelnie informować i zwracać uwagę na problemy mieszkańców miasta. Teraz jest niezależna od samorządowego dysponenta środków łożonych na lokalne media.
Grażyna Herich mówi:
- Jako dziennikarz zawsze wyznawałam zasadę, że media nie powinny być poddawane cenzurze. Tymczasem obecna władza od samego początku skupiła się nad tym, co sama robi, nie dopuszczając do głosu innych. Mój konflikt wyniknął z tego, że wielokrotnie zwracałam na to uwagę.
I dodaje:
- Dobrze się stało, że w Zabrzu powstała niezależna telewizja, którą codziennie ogląda około 3 tysięcy osób. Szykujemy kolejne tematy, które dotąd chowane były pod dywan.?

Zatem:

Czy samorząd może mieć własną gazetę?

Oczywiście, że może!
Jeśli więc może, to często ma. Problem jedynie w tym, jak rozumie to “ma”. Poseł Mirosław Sekuła pisze w “Nowinach zabrzańskich”:

Politykę medialną samorządów można też oglądać przez pryzmat wydawanych pieniędzy. Zabrzański budżet w ubiegłym roku na zadanie “Przekazywanie informacji związanych z działalnością Urzędu Miasta” wydał 1 milion 800 tysięcy zł. Dla porównania w roku 2005 (trzeci rok poprzedniej kadencji) było to niecałe 200 tysięcy, a więc pięć razy mniej.
Na zadanie “Promocja Miasta” w 2008 r. wydano 771 tysięcy zł.. Na gazetę samorządową “Nasze Zabrze Samorządowe” i samorządową telewizję GTV wydano 792 tysiące zł. Na ich wyposażenie 634 tysiące zł. Jeśli te wydatki zsumujemy to otrzymamy kwotę 3 milionów 205 tysięcy zł.
Kwota zaskakująco duża.
Trzeba też zwrócić uwagę, że organizacyjnie GTV i NZS wchodzą w skład instytucji kultury “Dom Muzyki i Tańca” podległej Prezydentowi Miasta. Jeśliby takie rozwiązanie przenieść na warunki ogólnopolskie, to telewizja publiczna powinna wchodzić w skład na przykład Ministerstwa Kultury lub Centrum Informacyjnego Rządu – na szczęście nikt w Polsce takich zamiarów nie ma.
Tak duże wydatki z budżetu miasta wpływają niewątpliwie na sytuację mediów lokalnych. Niezależnym mediom obywatelskim bardzo trudno konkurować z finansowanymi bezpośrednio z budżetu miasta mediami samorządowymi. Nadmierne wydatki na media mogą również utrudniać utrzymanie niezależności mediów komercyjnych. Sytuacja taka może w konsekwencji doprowadzić do uzależnienia mediów lokalnych od pieniędzy i polityki Urzędu Miejskiego.
Warunkiem niezależnych mediów jest wysoki poziom etyczny dziennikarzy, ich profesjonalizm, niezależność prawna oraz organizacyjna od władzy i niezależność finansowania. Dobra kondycja mediów, niezależność finansowa i polityczna jest niezwykle ważna, bo są one uszami i oczami społeczeństwa obserwującego działalność społeczną i polityczną na każdym szczeblu władzy, “wolność prasy jest podstawą demokratycznego społeczeństwa”mówi w 1 artykule Europejska Karta Wolności Prasy.

www.nowinyzabrzanskie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=786&Itemid=10

Problem jest więc poważny i daleko wykracza poza zabrzański przypadek.
Ogólniejsze pytanie brzmi tak:

Czy ma sens czytanie gazety, którą finansuje lokalna władza?

Paweł Twardysko na portalu  www.ithink.pl/:

(“) Lokalni politycy przywiązują (“) wielką wagę do swojego wizerunku w prasie (lokalnej). Chcieliby, by był on jak najkorzystniejszy. Łatwiej, bowiem “wymusić” rozmaitymi metodami przychylność lokalnej gazety, niż starać się dobrze rządzić i reagować na krytykę lepszą pracą. Dlatego wydawcy poddawani są naciskom i jest to zjawisko bardzo groźne. Bo jakość naszego życia codziennego zależy w największym stopniu właśnie od pracy tych polityków na rzecz swoich wyborców. Pozbawieni krytyki “czwartej władzy” rządzą poza kontrolą społeczną.
Wiadomo, że istotą wolności prasy jest niezależność od władzy publicznej. Tak, więc źródło finansowania nie może płynąć z budżetu publicznego. Istnieją jednak rozmaite sposoby nieformalnego wspomagania gazet lokalnych z budżetu samorządowego. Może to być bezpłatne udostępnienie lokalu gminnego dla redakcji z możliwością korzystania ze sprzętu biurowego, może to być regularne publikowanie na łamach takiej lokalnej “niezależnej” gazety wszelkich możliwych płatnych ogłoszeń (uchwał, zarządzeń, informacji). W rewanżu wydawca chwali niezmiennie pracę administracji samorządowej, zaś najbardziej kompromitująca afera opisywana jest jako spisek opozycji politycznej.
Jakiż jest sens czytania takiej prasy, skoro jest to wyłącznie pas transmisyjny polityki ratusza?
Skąd mamy czerpać swoje własne zdanie na temat otaczającej nas rzeczywistości, wiedzę na temat naszych reprezentantów w radach?
Jak mamy dokonywać świadomych wyborów politycznych, w jaki inny sposób wywierać presję na polityków lokalnych, jeśli zabraknie prawdziwie wolnej prasy lokalnej? (“)

Tekst powstał na bazie referatu Julii Pitery

To był głos przeciw ?mediom samorządowym?. Ale sprawa nie jest jednoznaczna i zdania są tu podzielone:

Samorząd może być wydawcą prasy!
Samorząd nie może być wydawcą prasy!

Łukasz Lasek, www.regioportal.pl:

Helsińska Fundacja Praw Człowieka wspólnie z Izbą Wydawców Prasy oraz Szkołą Prawa Amerykańskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego zorganizowała 29 października 2009 r. w Krakowie konferencję pt.: “Wolność słowa w prasie lokalnej. Prasa lokalna a normy ochrony konkurencji i pluralizm medialny”. Debata dotyczyła głównych problemów prasy lokalnej, a w szczególności mechanizmów ochrony prasy lokalnej.
Wstęp do konferencji nakreślił profesor Michał Kulesza (Uniwersytet Warszawski, redaktor naczelny “Samorządu Terytorialnego”). (“) Nie ma on (“) wątpliwości, że samorząd może i niekiedy powinien być wydawcą prasy. (“) Polski system prawny nie zawiera (bowiem) zakazu wydawania prasy lokalnej przez jednostki samorządu terytorialnego. Oczywiście działalność ta musi odbywać się w poszanowaniu zasady pomocniczości oraz mieścić się w ustawowo określonych ramach (“)
Istotnym zagadnieniem jest pytanie o kształt lokalnego rynku prasy. Zdaniem M. Kuleszy istnieje różnica między sytuacją, gdy na rynku funkcjonuje wydawca prasy lokalnej, a takim przypadkiem, gdy na rynku nie ukazuje się żadna gazeta lokalna. Jego zdaniem w tej drugiej sytuacji samorząd powinien wejść na rynek i rozpocząć działalność wydawniczą. Społeczność lokalna ma, bowiem prawo do otrzymywania prasy lokalnej.
(“) Wydawcy prasy lokalnej nie zgodzili się z poglądem prof. Kuleszy (“) Jednomyślnie podkreślili, że tezy, iż władze samorządowe mogą być wydawcą prasy, nie można obronić.
(“) Po konferencji HFPCz i IWP wydały wspólne stanowisko, w którym zwróciły uwagę na wielkie znaczenie prasy lokalnej w budowie społeczeństwa obywatelskiego oraz sprawowaniu funkcji kontrolnej nad lokalną władzą. Sygnatariusze stanowiska zwrócili również uwagę, że do skutecznego wypełniania podstawowych funkcji prasy lokalnej nie może ona napotykać przeszkód stwarzanych przez periodyki wydawane przez władze samorządowe, tj. utrudniania dostępu dziennikarzy prasy niezależnej do informacji, nieuczciwej konkurencji na rynku reklamy poprzez pozyskiwanie reklam przez gazety samorządowe od firm zależnych od władzy lokalnej. HFPC i IWP postulowały wprowadzenie rozwiązań prawnych, które w jednoznaczny sposób określałyby zasady wydawania biuletynów informacyjnych przez organy administracji i samorządy wszystkich szczebli.

Źródło: Obserwatorium wolności mediów w Polsce

A dziennikarz? Gdzie w tym wszystkim mieszczą się dziennikarze?

Piotr Biernat:

Czy jesteśmy prostytutkami władzy i pieniądza?

Nastały czasy straszne, historia chichocze złośliwie dziennikarstwo spsiało i stało się dyspozycyjne – można nas kupić za miskę zupy i kawałek kiełbasy!
Dawniej był sekretarz KW i “jedynie słuszna linia partii”. Dziś o tym, co i jak ma pisać redaktorek decyduje cała sfora decydentów:
- sponsor, bo nam płaci,
- szef, bo pilnuje “politycznej linii redakcji” i zna lokalne układy i rozdania,
- wydawca, bo po nocach śni mu się słupek czytelnictwa i marzy mu, że któregoś dnia jego gazetkę zaszczyci sama Doda i nakład skoczy pod sufit.

Ale, tak czy siak, w przypadku lokalnego medium, o zawartości gazety i tak najczęściej decyduje burmistrz, prezydent czy rada miasta.
Teoretycznie mamy wolne media, wolność słowa i wypowiedzi, tylko czy lokalna gazeta napisze źle o swej władzy? Chętnie przywali z mańki “Kaczorom” i “Tuskom”, ale swojemu burmistrzowi to już raczej nie. Bo ten na przykład nie da płatnych obwieszczeń urzędowych, nie dofinansuje, obłoży anatemą w środowisku lokalnego biznesu i gazeta może się zwijać. Rynek jest okrutny i podzielony między gigantów malutkie pisemko na powierzchni utrzymuje się zwykle z dużym wysiłkiem.
Powyżej przytaczamy przykład Grażyny Herich zwolnionej z zabrzańskiej telewizji samorządowej GTV za to, że nie chciała nachalnie lansować pani Prezydent. Choć finał sprawy nastąpi w sądzie, to dla dziennikarki już skończyła się ona koniecznością szukania nowej pracy. Reakcja internautów po tekstach opisujących ten konflikt świadczy o tym, że na szczęście tym razem nie udało się zamieść go pod dywan. Grażyna nie wylądowała na zasiłku, a mogła.

Więcej:
http://forum.gazeta.pl/forum/w,120,95614132,95614132,Szulikowa_wywalila_Grazyne_Herich_.html

Podobna jest historia Danuty Brix, redaktor naczelnej gminnego pisma z Ożarowic. Zamknięto je z hukiem, gdy odważyło się polemizować z jedynie słusznymi racjami wójta.
Sprawę opisano w katowickim dodatku “Gazety Wyborczej”.

Więcej:
http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,7518143,Gazeta_nie_chciala_byc_tuba_wladzy__to_wojt_ja_zamknal_.html

To nie są wyjątki. To samo stało się w Gliwicach, Pszczynie i kilku innych miejscowościach naszego regionu.

Co tydzień, z racji swych obecnych obowiązków przeglądam dziesiątki pisemek i gazetek redagowanych dla lokalnych społeczności, i finansowanych najczęściej przez władze gmin. Wierzcie mi: Wstyd, obciach i żenada! Służalczość, serwilizm, lizanie pana burmistrza. Po co tu dużo mówić – samorządowa władza już całkiem oficjalnie traktuje dziennikarzy, jak wyrobników a lokalne medium jak swoją prywatną tubę do nagłaśniania gminnych interesików, opisywania nic nie wnoszących wystąpień, otwarć, zamknięć i akademii. Rąsia, klapa, buzia, goździk.
Gdy patrzę na nasz medialny światek, widzę zastraszonych, zahukanych i przestraszonych amatorów. Coraz częściej mam wrażenie, że urzeczywistniło się chore marzenie byłego dyrektora katowickiej telewizji, “demonicznego” Rafała Szymońskiego. Zwykł mawiać, że w każdej chwili dziennikarza może zastąpić przypadkowym pasażerem najbliższego tramwaju?
Dyrektora wprawdzie dawno już zdmuchnął wiatr historii, ale czy nie takie właśnie stosunki panują w wielu regionalnych redakcjach? Pojawili się w nich przypadkowi ludzie, żywcem wyjęci z tramwaju Szymońskiego. Zaciągnięci za kamery, przed mikrofony, do gazetowych komputerów, pozbawieni warsztatowych umiejętności są całkowicie dyspozycyjni wobec szefa, który w każdej chwili może zwolnić niepokornego smarkacza nie dość gorliwie liżącego łapę, która go karmi. No i może mu płacić grosze, bo na jego miejsce czeka już cały tramwajowy wagon.
Już myślałem, że tych słów już nigdy nie usłyszę, a tu proszę: “Wy nam redaktorze wicie rozumicie, a my Wam za to, nie bójcie się”

Całość: www.zabrzanie.pl