Człowiek-legenda, bywalec, człowiek-instytucja. W środowisku mający opinię dziwaka, ekscentryka i miłośnika wszystkich pięknych, dostatecznie młodych dam (sam zresztą określa siebie jako estetę), a przy okazji aparycję miłośnika wszystkich dzieci (opinia niektórych).

Janusz Pilszak
Dość egocentryczny typ osobowości, skupiony przede wszystkim na budowaniu własnego wizerunku. Legendarne jasne garnitury w parze z podstarzałą facją z siwą grzywą spiętą w kok tworzą z Janusza postać nietuzinkową.
To zapomniana, stara szkoła lansu, przy której opcje typu włoski na żel oraz paski z dupną klamrą z logiem Dolce & Gabbana zwyczajnie wymiękają. Więc strzeżcie się, Janusz to stary wymiatacz i nielichy Casanova.
Z racji prowadzenia nieźle dochodowego biznesu, jakim są “Europerspektywy” często spotykany na konwentach mieszanych, łączących elity biznesu i polityki. Zawsze wyróżnia się z tłumu, czy to przez swą często nieobliczalną nadpobudliwość (potrafi siarczyście zbesztać gdy nieopatrznie wejdziesz mu w kadr, sam też nie krępuje się z szukaniem sobie miejsca – potrafi np. bite kilka minut stać centralnie przed obiektywem “lajfującej” kamery, nic sobie z tego nie robiąc). Znane są przypadki, gdy Janusz potrafił z miejsc dla prasy tudzież gości instruować mówców, jak mają siedzieć czy też gestykulować, przerywając im tym samym. To wynika z jego pasji fotograficznej, zawsze na posterunku, zawsze w poszukiwaniu idealnego kadru. Trudny w współobcowaniu wizjoner.
Młodsi często są skrępowani jego obecnością, często zniesmaczeni. Powinni zwrócić uwagę na to, jakim hardcorem jest tak naprawdę Janusz. Na jednej konferencji robi za dwóch: zadaje pytania, robi zdjęcia, potem to opisze. Gdyby nie to, że tak na oko dobija setki można by powiedzieć, że jest wzorem nowoczesnego dziennikarza obywatelskiego. No, może przeszkadzałby też w tym fakt, że trzepie na tym kapuchę.
Mottem Janusza są jednak słowa “jestem tu po to, by Wam (dziennikarzom) pomóc”, więc drodzy nadwrażliwcy – nie obrażajcie się pochopnie! To człowiek, który niejedno już widział. A propos widzenia…
Druga natura Janusza to kobiety. Często widywany na pokazach mody, konkursach miss, castingach. Tutaj wychodzi cała jego fotoreporterska pasja. Tu czuje się jak ryba w wodzie, jest w swoim żywiole. Młode dziewczyny (a czym młodsze, tym większe prawdopodobieństwo, że właśnie na nich oko i obiektyw zawiesi) często zawstydza.
Nie jest łatwe bycie legendą mediów. Nie jest łatwe bycie oryginałem. Świat śląskich mediów byłby jednak bez Janusza zdecydowanie uboższy. A tak, mamy gwarantowaną dawkę potrzebnego kolorytu i folkloru. To nie jeden z Twoich dziennikarzy na posyłki w wytartych sztruksach, przetłuszczonych włosach i w spranym prochowcu. To wzór szyku i szpanu z górnej półki.