11-05-2010, 12:15
Menadżer Zagłębia 2009: Wydawca i dziennikarz – trudne połączenie »
11-05-2010
Rozmawiamy z właścicielem firmy MyszPress s.c. Jarosławem Mazankiem, jednocześnie redaktorem naczelnym dwóch tygodników: Kuriera Zawierciańskiego i Gazety Myszkowskiej.
- Nie za dużo ma pan tych funkcji?
- Za dużo i chętnie zrezygnuję z funkcji naczelnego w Kurierze Zawierciańskim. Szukam na to stanowisko odpowiedniej osoby.
- Czy trudno jest łączyć funkcje wydawcy i redagującego tygodniki?
- Siedemnaście lat temu, gdy zakładałem pierwszy tygodnik, przyzwoite łącze komunikacyjne było problemem. Do drukarni jeździło się z laptopem, żeby zgrać pliki do naświetlania, bo wysłanie maila tej wielkości było niemożliwe. Czasem więcej czasu zajmowały problemy techniczne, awarie oprogramowania, niż praca redakcyjna. Dzisiaj pod tym względem pracuje się o wiele wygodniej, Dużo tańszy jest sprzęt komputerowy. Mamy dobrze działającą pocztę elektroniczną, serwery, ftp, komunikatory. Nie muszę być w redakcji, aby wiedzieć do robią dziennikarze, doskonalić wspólnie z nimi nawet każdy artykuł. Mogę redagować tygodniki nawet z plaży na Rodos, co robiłem w ostatnie wakacje. Jeszcze kilka lat temu byłoby to niemożliwe. Oczywiście nie da się tak pracować cały rok, cenię sobie kontakt z pracownikami, niezbędna jest własna obserwacja życia. Tego nie zastąpi Internet i maile. Nie chcę się tu zresztą przechwalać, bo na taki luksus, zostawienia redakcji latem na dłużej niż tydzień pozwoliłem sobie pierwszy raz po chyba 15 latach.
- Jest pan bardziej dziennikarzem czy wydawcą?
- W moim przypadku trudno to rozdzielić, gdyż od zawsze byłem wydawcą i naczelnym, i piszącym dziennikarzem. Z czasem traciła na znaczeniu na ostatnia funkcja. Obecnie piszę niewiele, niektóre komentarze, realizuję kilka trudnych tematów, które mnie pasjonują. Jako redaktor naczelny mam obowiązek planować zawartość całego tygodnika, redagować teksty dziennikarzy. Jako wydawca, muszę zadbać przede wszystkim o niezależność ekonomiczną tygodników.
MyszPress s.c. jest wydawcą tygodników Gazeta Myszkowska i Kurier Zawierciański. “Myszkowska” ma dorobek 17 lat. To gazeta o ugruntowanej, właściwie dominującej pozycji w Powiecie Myszkowskim, którą założyłem jeszcze na studiach. Od roku wydajemy Kurier Zawierciański, tygodnik informacyjny dla mieszkańców Powiatu Zawierciańskiego. Po niecałym roku od 1 numeru Kurier Zawierciański jest już rentowną gazetą. Bilansują nam się bieżące wpływy i koszty tej gazety, choć do zwrotu całej inwestycji jeszcze daleko. Jej uruchomienie kosztowało dotychczas około 300.000 zł.
- Dlaczego drugi tygodnik właśnie w Zawierciu?
- W 1993 roku założyłem Gazetę Myszkowską. Niedługo później otrzymałem propozycję redagowania miejskiej Gazety Zawierciańskiej. Miasto ją wcześniej zawiesiło, bo była zbyt droga, “zjadła” chyba prawie 1 mln zł dotacji (do czasy przed denominacją złotówki). Ja zrobiłem to samo za 200.000 zł i jeszcze świetnie na tym zarobiłem. Ale dodatkowo zrozumiałem, że prowadzenie gazety, wszystko jedno: gminnej czy powiatowej, czyli należącej do samorządu, jest bez sensu. To oszukiwanie czytelników, że otrzymują prawdziwą lokalną gazetę. Otrzymują produkt gazeto-podobny, który nie ma nic wspólnego z niezależnym dziennikarstwem. Po latach, gdy zdecydowałem, że dla dalszego rozwoju musimy warto tworzyć nowe redakcje, Zawiercie było naturalnym wyborem. Moje doświadczenia z przed lat 15 są ciągle aktualne: urzędnicy co chwilę gazety w tej czy innej formie zakładali, radni byli z tego zawsze niezadowoleni lub odwrotnie: prezydent uginał się pod naciskiem radnych i dawał im “ich” gazetę”. Zawsze miasto sporo to kosztowało, a efekt był żaden. Kilka miesięcy temu Zawiercie zrezygnowało z wydawania własnej gazety i dobrze. Bo urzędnicy tworzą gazety zawsze dla siebie, dla propagandy własnych sukcesów, minimalizując lub pomijając porażki. A ja lubię redagować gazetę dla Czytelników.
- Jakie są warunki niezależności w gazecie?
- Przede wszystkim ekonomiczne. Znam wiele tytułów prasowych, czy portali lokalnych, które nawet w nazwie mają słowo “niezależny”. Niestety to niezależności nie gwarantuje. Podstawą niezależności gazety, a gazety lokalnej w szczególności, jest silny ekonomicznie wydawca. My wypracowaliśmy sobie tę pozycję z działalności podstawowej, którą zawsze było wydawanie tygodników lokalnych. Oczywiście zamieszczamy ogłoszenia urzędów, ale w najmniejszym stopniu byt Kuriera Zawierciańskiego czy Gazety Myszkowskiej nie zależy od ilości ogłoszeń od gmin, czy powiatów. W roku 2009 był to tylko nieco ponad 1 proc. rocznych obrotów, które sięgnęły 1 mln zł netto.
- Największe sukcesy ostatniego roku to...
- Właśnie uruchomienie tygodnika Kurier Zawierciański, choć nie była to największa nasza inwestycja 2009 roku. W sumie przeznaczyliśmy na inwestycje ponad 1 mln zł, większość w nieruchomości. To nowy kierunek działania MyszPress s.c., ale korzyści z tych inwestycji w nieruchomości mają być po dłuższym okresie i nie wymaga to już większej troski. Teraz skupiam się na dalszym rozwoju Kuriera Zawierciańskiego. Mamy trudny, ale ciekawy rok wyborczy. Czekają nas zarówno przyśpieszone wybory prezydenckie jak i dużo ważniejsze dla lokalnej gazety, wybory samorządowe. Mam nadzieję, że wyborcy z Zawiercia i gmin powiatu docenią wysiłek dziennikarzy KZ w prezentowaniu sukcesów i porażek samorządów. My mamy dać informację. Czytelnicy wybiorą.
Jestem też dumny z faktu, że MyszPress s.c. tworzy stabilne, rozwojowe miejsca pracy. Dzięki uruchomieniu nowego tygodnika zatrudnienie w firmie podwoiło się. O jeden etat zwiększyliśmy dział techniczny, a 3 etaty powstały bezpośrednio redakcji Kuriera Zawierciańskiego. Dziennikarze KZ i biura ogłoszeń to pracownicy oczywiście z Zawiercia i okolic, np. Poręby, Włodowic. Zatrudnienie w MyszPress s.c. wynosi obecnie 8 osób. W porównaniu do dużych zakładów produkcyjnych Zawiercia to oczywiście nie są liczby imponujące, ale cieszę się, że mogę mówić, że zatrudniamy, nie zwalniamy.
MyszPress s.c. stara się też tworzyć przyjazne warunki zatrudnienia. Gazeta to towar wrażliwy społecznie. Sami piętnujemy mnóstwo nieprawidłowości, przekrętów, afer, więc w swojej pracy kierujemy się zasadami etyki biznesu. Zawsze fair wobec kontrahentów, pracowników. Gdy dziennikarze nawet dużych stacji telewizyjnych dowiadują się, że wszyscy nasi dziennikarze mają etaty, otwierają oczy ze zdziwienia. Krytykujemy w Gazecie Myszkowskiej i Kurierze Zawierciańskim ucieczkę firm od zatrudniania na etat. Firmy zmuszają pracowników do samo zatrudnienia, tworząc armię pseudo-przedsiębiorców. Ten proceder niestety się rozrasta. Jakie mielibyśmy prawo krytykować takie zjawiska, samemu się im poddając? Zjawisk patologicznych na rynku pracy jest więcej. Trudniej znaleźć pracę młodym kobietom, bo zajdą w ciążę. U nas przewaga jest kobiet, a jedna to młoda matka. Zatrudnialiśmy nawet dziennikarzy “po przejściach” wiedząc już przy zatrudnianiu, o ich, oczywiście biernej, chorobie alkoholowej. Jeden musiał odejść, bo wrócił do picia i po prostu nie był w stanie pracować.
- Czym Jarosław Mazanek zajmuje się czasie wolnym?
- Mam taką zasadę, że staram się tak pracować, aby mieć jak najmniej do wykonania pracy. Polega to na zaufaniu do pracowników i delegowaniu odpowiedzialności. Nasz dziennikarz czy pracownik techniczny raczej nigdy nie spotka się z represjami z powodu błędnej, ale podjętej samodzielnie decyzji. Oczywiście omawiamy sytuację, aby błąd się nie powtarzał, co jest już niedopuszczalne, ale doceniam samodzielność.
Nie znaczy to, że czasu wolnego mam mnóstwo, ale wystarczająco dużo, aby poświęcić go rodzinie. Zimą namiętne jeżdżę na nartach, czasem 2-3 razy w sezonie udawało mi się być w Alpach. W najbliższą zimę zacznę uczyć jeździć moją córkę, która wtedy skończy 4 lata. Mam na tym polu pewne sukcesy, gdyż dawniej uczyłem jeździć dzieci przyjaciół. Lubię wodę. Czasem wynajmuję żaglówkę, Ja mam patent żeglarski, żona motorowodny. Marzy mi się wynajęcie jachtu na Adriatyku i zwiedzanie wysepek Dalmacji z morza. Mogą być też piękne Wyspy Greckie. Niestety, na takie poważne żeglarstwo moje umiejętności nie są wystarczające, a cenię sobie pływanie w wąskim gronie, najlepiej tylko rodziny. Ale zawsze mogę zdecydować się wynajęcie z przyjaciółmi większego jachtu z załogą, która zna miejscowe wody.
W przeszłości, ale to już historia sięgająca jeszcze czasów szkolnych, latałem na szybowcach, uzyskując niższą, III klasę sportową. Ciągle myślę o powrocie do skrzydeł, może za jakiś czas zrealizuję ten plan kupując samolot klasy ultralekkiej. To rekreacyjnego latania wystarczy.
- Dziękuję za rozmowę.
Całość: http://www.pulszaglebia.pl/?subaction=showfull&id=1273595360&archive=&start_from=&ucat=&





