Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

11-05-2010, 12:15

Menadżer Zagłębia 2009: Wydawca i dziennikarz – trudne połączenie  »

Puls Zagłębia
11-05-2010

Rozmawiamy z właścicielem firmy MyszPress s.c. Jarosławem Mazankiem, jednocześnie redaktorem naczelnym dwóch tygodników: Kuriera Zawierciańskiego i Gazety Myszkowskiej.

- Nie za dużo ma pan tych funkcji?

- Za dużo i chętnie zrezygnuję z funkcji naczelnego w Kurierze Zawierciańskim. Szukam na to stanowisko odpowiedniej osoby.

- Czy trudno jest łączyć funkcje wydawcy i redagującego tygodniki?

- Siedemnaście lat temu, gdy zakładałem pierwszy tygodnik, przyzwoite łącze komunikacyjne było problemem. Do drukarni jeździło się z laptopem, żeby zgrać pliki do naświetlania, bo wysłanie maila tej wielkości było niemożliwe. Czasem więcej czasu zajmowały problemy techniczne, awarie oprogramowania, niż praca redakcyjna. Dzisiaj pod tym względem pracuje się o wiele wygodniej, Dużo tańszy jest sprzęt komputerowy. Mamy dobrze działającą pocztę elektroniczną, serwery, ftp, komunikatory. Nie muszę być w redakcji, aby wiedzieć do robią dziennikarze, doskonalić wspólnie z nimi nawet każdy artykuł. Mogę redagować tygodniki nawet z plaży na Rodos, co robiłem w ostatnie wakacje. Jeszcze kilka lat temu byłoby to niemożliwe. Oczywiście nie da się tak pracować cały rok, cenię sobie kontakt z pracownikami, niezbędna jest własna obserwacja życia. Tego nie zastąpi Internet i maile. Nie chcę się tu zresztą przechwalać, bo na taki luksus, zostawienia redakcji latem na dłużej niż tydzień pozwoliłem sobie pierwszy raz po chyba 15 latach.

- Jest pan bardziej dziennikarzem czy wydawcą?

Jarosław Mazanek

- W moim przypadku trudno to rozdzielić, gdyż od zawsze byłem wydawcą i naczelnym, i piszącym dziennikarzem. Z czasem traciła na znaczeniu na ostatnia funkcja. Obecnie piszę niewiele, niektóre komentarze, realizuję kilka trudnych tematów, które mnie pasjonują. Jako redaktor naczelny mam obowiązek planować zawartość całego tygodnika, redagować teksty dziennikarzy. Jako wydawca, muszę zadbać przede wszystkim o niezależność ekonomiczną tygodników.

MyszPress s.c. jest wydawcą tygodników Gazeta Myszkowska i Kurier Zawierciański. “Myszkowska” ma dorobek 17 lat. To gazeta o ugruntowanej, właściwie dominującej pozycji w Powiecie Myszkowskim, którą założyłem jeszcze na studiach. Od roku wydajemy Kurier Zawierciański, tygodnik informacyjny dla mieszkańców Powiatu Zawierciańskiego. Po niecałym roku od 1 numeru Kurier Zawierciański jest już rentowną gazetą. Bilansują nam się bieżące wpływy i koszty tej gazety, choć do zwrotu całej inwestycji jeszcze daleko. Jej uruchomienie kosztowało dotychczas około 300.000 zł.

- Dlaczego drugi tygodnik właśnie w Zawierciu?

- W 1993 roku założyłem Gazetę Myszkowską. Niedługo później otrzymałem propozycję redagowania miejskiej Gazety Zawierciańskiej. Miasto ją wcześniej zawiesiło, bo była zbyt droga, “zjadła” chyba prawie 1 mln zł dotacji (do czasy przed denominacją złotówki). Ja zrobiłem to samo za 200.000 zł i jeszcze świetnie na tym zarobiłem. Ale dodatkowo zrozumiałem, że prowadzenie gazety, wszystko jedno: gminnej czy powiatowej, czyli należącej do samorządu, jest bez sensu. To oszukiwanie czytelników, że otrzymują prawdziwą lokalną gazetę. Otrzymują produkt gazeto-podobny, który nie ma nic wspólnego z niezależnym dziennikarstwem. Po latach, gdy zdecydowałem, że dla dalszego rozwoju musimy warto tworzyć nowe redakcje, Zawiercie było naturalnym wyborem. Moje doświadczenia z przed lat 15 są ciągle aktualne: urzędnicy co chwilę gazety w tej czy innej formie zakładali, radni byli z tego zawsze niezadowoleni lub odwrotnie: prezydent uginał się pod naciskiem radnych i dawał im “ich” gazetę”. Zawsze miasto sporo to kosztowało, a efekt był żaden. Kilka miesięcy temu Zawiercie zrezygnowało z wydawania własnej gazety i dobrze. Bo urzędnicy tworzą gazety zawsze dla siebie, dla propagandy własnych sukcesów, minimalizując lub pomijając porażki. A ja lubię redagować gazetę dla Czytelników.

- Jakie są warunki niezależności w gazecie?

- Przede wszystkim ekonomiczne. Znam wiele tytułów prasowych, czy portali lokalnych, które nawet w nazwie mają słowo “niezależny”. Niestety to niezależności nie gwarantuje. Podstawą niezależności gazety, a gazety lokalnej w szczególności, jest silny ekonomicznie wydawca. My wypracowaliśmy sobie tę pozycję z działalności podstawowej, którą zawsze było wydawanie tygodników lokalnych. Oczywiście zamieszczamy ogłoszenia urzędów, ale w najmniejszym stopniu byt Kuriera Zawierciańskiego czy Gazety Myszkowskiej nie zależy od ilości ogłoszeń od gmin, czy powiatów. W roku 2009 był to tylko nieco ponad 1 proc. rocznych obrotów, które sięgnęły 1 mln zł netto.

- Największe sukcesy ostatniego roku to...

- Właśnie uruchomienie tygodnika Kurier Zawierciański, choć nie była to największa nasza inwestycja 2009 roku. W sumie przeznaczyliśmy na inwestycje ponad 1 mln zł, większość w nieruchomości. To nowy kierunek działania MyszPress s.c., ale korzyści z tych inwestycji w nieruchomości mają być po dłuższym okresie i nie wymaga to już większej troski. Teraz skupiam się na dalszym rozwoju Kuriera Zawierciańskiego. Mamy trudny, ale ciekawy rok wyborczy. Czekają nas zarówno przyśpieszone wybory prezydenckie jak i dużo ważniejsze dla lokalnej gazety, wybory samorządowe. Mam nadzieję, że wyborcy z Zawiercia i gmin powiatu docenią wysiłek dziennikarzy KZ w prezentowaniu sukcesów i porażek samorządów. My mamy dać informację. Czytelnicy wybiorą.

Jestem też dumny z faktu, że MyszPress s.c. tworzy stabilne, rozwojowe miejsca pracy. Dzięki uruchomieniu nowego tygodnika zatrudnienie w firmie podwoiło się. O jeden etat zwiększyliśmy dział techniczny, a 3 etaty powstały bezpośrednio redakcji Kuriera Zawierciańskiego. Dziennikarze KZ i biura ogłoszeń to pracownicy oczywiście z Zawiercia i okolic, np. Poręby, Włodowic. Zatrudnienie w MyszPress s.c. wynosi obecnie 8 osób. W porównaniu do dużych zakładów produkcyjnych Zawiercia to oczywiście nie są liczby imponujące, ale cieszę się, że mogę mówić, że zatrudniamy, nie zwalniamy.

MyszPress s.c. stara się też tworzyć przyjazne warunki zatrudnienia. Gazeta to towar wrażliwy społecznie. Sami piętnujemy mnóstwo nieprawidłowości, przekrętów, afer, więc w swojej pracy kierujemy się zasadami etyki biznesu. Zawsze fair wobec kontrahentów, pracowników. Gdy dziennikarze nawet dużych stacji telewizyjnych dowiadują się, że wszyscy nasi dziennikarze mają etaty, otwierają oczy ze zdziwienia. Krytykujemy w Gazecie Myszkowskiej i Kurierze Zawierciańskim ucieczkę firm od zatrudniania na etat. Firmy zmuszają pracowników do samo zatrudnienia, tworząc armię pseudo-przedsiębiorców. Ten proceder niestety się rozrasta. Jakie mielibyśmy prawo krytykować takie zjawiska, samemu się im poddając? Zjawisk patologicznych na rynku pracy jest więcej. Trudniej znaleźć pracę młodym kobietom, bo zajdą w ciążę. U nas przewaga jest kobiet, a jedna to młoda matka. Zatrudnialiśmy nawet dziennikarzy “po przejściach” wiedząc już przy zatrudnianiu, o ich, oczywiście biernej, chorobie alkoholowej. Jeden musiał odejść, bo wrócił do picia i po prostu nie był w stanie pracować.

- Czym Jarosław Mazanek zajmuje się czasie wolnym?

- Mam taką zasadę, że staram się tak pracować, aby mieć jak najmniej do wykonania pracy. Polega to na zaufaniu do pracowników i delegowaniu odpowiedzialności. Nasz dziennikarz czy pracownik techniczny raczej nigdy nie spotka się z represjami z powodu błędnej, ale podjętej samodzielnie decyzji. Oczywiście omawiamy sytuację, aby błąd się nie powtarzał, co jest już niedopuszczalne, ale doceniam samodzielność.

Nie znaczy to, że czasu wolnego mam mnóstwo, ale wystarczająco dużo, aby poświęcić go rodzinie. Zimą namiętne jeżdżę na nartach, czasem 2-3 razy w sezonie udawało mi się być w Alpach. W najbliższą zimę zacznę uczyć jeździć moją córkę, która wtedy skończy 4 lata. Mam na tym polu pewne sukcesy, gdyż dawniej uczyłem jeździć dzieci przyjaciół. Lubię wodę. Czasem wynajmuję żaglówkę, Ja mam patent żeglarski, żona motorowodny. Marzy mi się wynajęcie jachtu na Adriatyku i zwiedzanie wysepek Dalmacji z morza. Mogą być też piękne Wyspy Greckie. Niestety, na takie poważne żeglarstwo moje umiejętności nie są wystarczające, a cenię sobie pływanie w wąskim gronie, najlepiej tylko rodziny. Ale zawsze mogę zdecydować się wynajęcie z przyjaciółmi większego jachtu z załogą, która zna miejscowe wody.

W przeszłości, ale to już historia sięgająca jeszcze czasów szkolnych, latałem na szybowcach, uzyskując niższą, III klasę sportową. Ciągle myślę o powrocie do skrzydeł, może za jakiś czas zrealizuję ten plan kupując samolot klasy ultralekkiej. To rekreacyjnego latania wystarczy.

- Dziękuję za rozmowę.

Całość: http://www.pulszaglebia.pl/?subaction=showfull&id=1273595360&archive=&start_from=&ucat=&

11-05-2010, 11:00

Orły i Adlery Wojtka Mszycy  »

Nasz Kolega Wojciech Mszyca (rocznik 1947) po 37 latach pracy dziennikarskiej (“Panorama”, “Tak i Nie”, “TiN Śląsk”, “Dziennik Zachodni”, “Raport”, “Gospodarka Śląska”, “Ekoprofit”) niemal całkowicie oddał się swoim pozazawodowym pasjom m.in. kolekcjonerskiej. Mieszka w Katowicach, ale jest przede wszystkim miłośnikiem swojej “małej ojczyzny” – rodzinnych Żarek (tzw. Żydowskich) na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Orły i Adlery Wojtka Mszycy

Za odgruzowanie i zabezpieczenie ruin XVIII-wiecznego kościółka p.w. św. Stanisława, znajdującego się pod Żarkami, otrzymał w 2000 roku ministerialną Złotą Odznakę “Za opiekę nad zabytkami”. W 2006 roku został laureatem Nagrody Marszałka Województwa Śląskiego za ochronę i upowszechnianie dóbr kultury, otrzymał także Dyplom Ambasady Izraela “Za działalność na rzecz ochrony dziedzictwa kultury żydowskiej w Polsce”. Rok temu uzyskał stypendium marszałkowskie na “odrestaurowanie zabytkowych nagrobków na cmentarzach rzymskokatolickim i żydowskim w Żarkach oraz na konserwację zabytków techniki z własnej kolekcji”.

Temu odkrywaniu i ratowaniu śladów przeszłości towarzyszy pasja kolekcjonerska, która zaowocowała kilkoma zbiorami, m.in. jurajskich amonitów (Nagroda XXI Wystawy i Giełdy Minerałów i Skamieniałości na Wydziale Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego), żareckich judaików, opakowań aptecznych, a także po produktach Nivei oraz innych. Przede wszystkim jednak Wojtek Mszyca znany jest z zamiłowań do zabytkowych rowerów oraz maszyn do pisania. Historycznych rowerów ma obecnie dziesięć (z lat 1936-1961), a maszyn ponad 60 (od rocznika 1907 po lata 80.). Trzon tych zbiorów stanowią produkty słynnej niegdyś firmy Adler (z Frankfurtu nad Menem) i to one właśnie prezentowane są w Muzeum “Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej, na wystawie pt. “Orły i Adlery na klawisze i pedały, czyli zabytkowe maszyny do pisania i rowery oraz varia ze zbiorów red. Wojciecha Mszycy”. Wśród eksponatów, z których kilka co cenniejszych nabył penetrując od lat m.in. dąbrowski jarmark staroci, na szczególną uwagę zasługują trzy unikatowe polskie Orły, modele: Orzeł 7, tzw. mały Orzeł i Orzeł 30 z poznańskiej firmy Stanisław Skóra i S-ka, będące “klonami” niemieckich Adlerów i uznawane za pierwsze polskie, produkowane seryjnie, maszyny dopisania.

Swoje zabytkowe maszyny do pisania prezentował już w katowickiej Bibliotece Śląskiej na wystawie “Orły wśród Adlerów” (2008 r.) oraz w krakowskim Muzeum Inżynierii Miejskiej na ogólnopolskiej wystawie “Dzieje maszyny do pisania” (2008 r.). Zabytkowe jednoślady pokazywał na kilku wystawach zbiorowych i indywidualnych w kraju (m.in. Muzeum Historii Katowic, Muzeum Śląskim, podczas V i VI Parady Pojazdów Zabytkowych w Bytomiu, Motor Bike Show 2008 w Expo Silesia Sosnowiec, Langteam MTB 2009 w Nałęczowie, II Jarmark “na Nikiszu”), a także w Czechach i Niemczech (m.in. 9-krotnie podczas zlotów Adler MYC, 3-krotnie podczas Diamant-Fahrertreffen, 3-krotnie podczas spotkań Fahrrad-Yeteranen-Freunde-Dresden, Yelocipediade Berlin 2008). Na swych zabytkowych rowerach startuje również jako zawodnik-amator w rozmaitych imprezach rowerowych (m.in. w maratonach MTB w Ogrodzieńcu, w Sosnowcu-Maczkach, Krakowie, w Silesia Cup 2008 w Chorzowie), zdobywając niejednokrotnie różne laury (np. 3-krotnie Złotą Plakietę “Adler-Stemfahrt”, puchary i dyplomy za I, II, Ul i dalsze nagradzane miejsca).

Wojtek jest, co należy podkreślić, członkiem międzynarodowego Adler-Motor-Yeteranen-Club (ok. 450 miłośników z 25 krajów świata) oraz Koła Pojazdów Zabytkowych Automobilklubu Śląskiego.

Wystawę Wojtka zobaczyć można do 30 maja w siedzibie Muzeum Miejskiego “Sztygarka”, przy ul. Legionów Polskich 69 w Dąbrowie Górniczej.

www.muzeum-dabrowa.pl

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/406

05-05-2010, 18:15

Niezaspokojona pasja życia  »

Magazyn Style
Rafał Rogowicz
05-05-2010

Śląska publiczność zna ją z małego ekranu. Co tydzień prowadzi na antenie Telewizji Katowice “Raport z akcji”. Do szerszej publiczności dotarła cyklem “Podwodna Polska”. Mały ekran dla niej to o wiele za mało. Postanowiła przenieść się więc na duży ekran. W maju padnie pierwszy klaps na planie filmu fabularnego według jej pomysłu. Rolę główną zagra Śląsk ze swoim poprzemysłowym dziedzictwem.

Ewa Stępniewicz w jaskini. Okładka Magazynu Style.

Perfekcyjna, choć tego słowa nie lubi. Delikatna i wrażliwa, ale nie stroniąca od ekstremalnych wyzwań. Skromna, wrażliwa, opanowana, lecz na planie zdjęciowym wulkan energii. Kobieta, która zaraża swoim pasjami innych. To Ewa Stępniewicz – dziennikarka, prezenterka, wydawca, scenarzystka, autorka wielu filmów dokumentalnych i reportaży, nagradzanych w kraju i za granicą. Zjednuje sobie ludzi uśmiechem. Ciągle stawia sobie nowe wyzwania.

Przypadek sprawił, że Ewa trafiła do telewizji. Od razu została rzucona na głęboką wodę. Wniosła świeżość i nową jakość do katowickich Aktualności.

- Wtedy były proste zasady pracy – albo sobie, człowieku, radzisz albo nie. Znalazłam swojej miejsce w szeregu. Wymagano od nas pełnej dyspozycyjności. Czasem z redakcji się nie wychodziło. Nie narzekałam. Chciałam się uczyć dziennikarstwa – mówi Ewa. – Ta praca uzależniała. Rygor czasu pobudzał adrenalinę. To była szkoła życia. Bardzo dobrze wspominam ten okres - dodaje Ewa.

Jej pracowitość została szybko doceniona. Zaledwie po dwóch latach w telewizji prowadziła już swój program poruszający kwestie prawne. Widzowie pamiętają ją zapewne z małego ekranu dzięki programom: “Z wokandy”, “Diagnoza”, “Z raportu policji”, “Magia głębin” czy “Raport z akcji” emitowanego w TVP Katowice. Ale największym sukcesem młodej dziennikarki był cykl “Podwodna Polska”, który zakończył się rewelacyjnym “Ostatnim rejsem Graffa Zeppelina”. Nad tym filmem Ewa pracowała z Ewą Kozik i Krzysztofem Millerem z Telewizji Katowice.

Rok 1999 stał się dla Ewy Stępniewicz przełomowy. W swojej książce “Podwodna Polska” pisze tak: “To był słoneczny wrześniowy ranek 1999 roku. Kolejny dzień spędziłam na dziennikarskim dyżurze w redakcji regionalnego dziennika “Aktualności”. Na moim biurku niespodziewanie zadzwonił telefon”.

Do redakcji katowickich Aktualności zadzwonił Eugeniusz Buchczyk, szef Górnośląskiego Centrum Nurkowego SEA FISH w Bytomiu. Poinformował o akcji zbierania śmieci wokół zbiornika Pogoria III w Dąbrowie Górniczej. Nurkowie mieli wydobywać to, co leży na jego dnie, a przy okazji rozpocząć budowę sztucznej rafy dla małż. Ewa sądziła, że to jakiś żart. Rafa koralowa na Śląsku? Ale pojechała na miejsce i jej materiał wyemitowały ogólnopolskie Wiadomości.

- Płetwonurkowie pokazali mi wtedy zdjęcia wykonane pod wodą. Zakochałam się od razu w tym intrygującym wodnym świecie. I tak zrodził się pomysł cyklu pokazującego akweny wodne na Śląsku - wspomina Ewa.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Polsce było niewiele kamer podwodnych. Dlatego pomysł Stępniewicz spodobał się ówczesnym  szefom w telewizji. W październiku pojawił się pierwszy odcinek programu “Magia głębin”, pokazujący śląskie akweny.

- Zaczęłam nurkować na potrzeby programu. Nie wyobrażałam sobie innego rozwiązania. Nie czuję się płetwonurkiem, ale bardziej filmowcem. Fascynuje mnie to spowolnienie, jakie daje woda. Wchodzi się w zupełnie inny świat, który chciałam pokazać widzom. Odkrywaliśmy  nieznany Śląsk, a tego jeszcze telewizja nie pokazywała – mówi Ewa.

Ewa miała wiele obaw związanych z realizacją projektu. Nurkowanie nie było popularne w Polsce, tak jak dziś. Ale obawy te były bezpodstawne. Okazało się, że na Śląsku jest wiele fantastycznych miejsc do nurkowania: Pogoria w Dąbrowie Górniczej czy kamieniołom w Jaworznie-Szczakowej. Jednak Ewa myślała cały czas o poszerzeniu swoich eksploracji podwodnego świata.

W swojej książce “Podwodna Polska pisze tak: „Zaczęłam odczuwać potrzebę zmiany formuły programu. Chciałam zrobić coś, czego nikt przede mną w naszym kraju nie zrobił. Świadomość, że mogę zostać pierwszą osobą, która realizuje cykl reportaży o polskich wodach, mobilizował do działania”.

Po dwóch latach starań program Ewy trafia na antenę ogólnopolską pod nową nazwą “Podwodna Polska”.  Stępniewicz poleca szczególnie dwa miejsca do nurkowania na Śląsku. Pierwsze z nich to zalany kamieniołom w Jaworznie Szczakowej.

Jaworzno – akwen o głębokości około 14,5 m. Widoczność przeciętnie od 3 do 5 metrów. W zimie nawet ponad 10 m. Na dnie wiele zatopionych atrakcji m.in. samochody i koparki.

Drugie przyjazne nurkom miejsce to Pogoria – szczególnie Pogoria III. Zbiornik Pogoria III jest zbiornikiem przepływowym o sporadycznych wahaniach stanów wody. Podwodne życie zaczyna się na głębokości ok. 7 – 8 m. Dno pokrywa kobierzec roślin, wśród których bardzo często spotkać można liczne gatunki ryb. Głębokość maksymalna jeziora – 17 m.

Ewa z dużą wrażliwością opowiada o eksploracji jaskiń. To kolejna pasja dziennikarki. Szukała nowych tematów. Tak zrodził się pomysł docierania z kamerą do najgłębszych zakątków południowej Polski.

- W jaskini jest tak cisza i taka prawdziwa ciemność. Kiedy wyłączysz lampy, zapadasz się w otchłani ciemności. Ona cię ubezwłasnowolnia. Ale ten rodzaj zniewolenia jest przyjemny. Żeby zobaczyć prawdziwą czerń, trzeba zejść do jaskini - mówi Ewa. - Zapadając się w czerń, zapadasz się w nicość. To jest niesamowite. Wydaje się, że wisisz w przestrzeni – dodaje.

Dziennikarka poleca entuzjastom czynnego wypoczynku szczególnie dwie jaskinie: Szmaragdową z podziemnym jeziorkiem o znacznych rozmiarach. Tym bardziej, że w jurajskich jaskiniach rzadko pojawia się woda, oraz jaskinię Studnisko, do wnętrza której prowadzi pionowy otwór. Jaskinia przypomina kopułę kościoła.

- Nie zakochasz się w jaskiniach jurajskich czytając o nich w książkach. Po prostu trzeba je zobaczyć - mówi Ewa Stępniewicz.

Jaskinia Studnisko
Jest to obecnie najgłębsza znana jaskinia Jury Krakowsko-Wieluńskiej.
Długość – 337 m
Głębokość – 77,5 m
Wysokość otworu – ok. 346 m n.p.m.
Położenie otworu – Źrebice, gmina Olsztyn, woj. śląskie; Góra Puchacz.

Jaskinia Szeptunow (Szmaragdowa)
Długość – 218 m.
Głębokość – 23 (-15,5 +7,5m)
Wysokość otworu – 200 m n.p.m.
Położenie otworu – Rudniki k. Częstochowy

Quentin Tarantino twierdzi, że historia jest jak stare kino, w którym przesuwają się zwycięzcy i straceńcy, toteż nie musimy biedzić się nad scenariuszem, ponieważ jest już gotowy. I tak jest z Ewą, która poszukując nowych form artystycznego wyrazu i inspirując się zabytkami technicznymi Śląska, postanowiła nakręcić fabułę. Pierwszy klaps zaplanowano na 5 maja w Stacji Uzdatniania Wody “Zawada” w Karchowicach.

- Lubię Śląsk. Lubię odkrywać jego tajemnice. Zawsze fascynowała mnie historia tego regionu. Dlatego postanowiłam nakręcić fabułę, łamiąc stereotypy w pokazywaniu śląskiej historii – wyjaśnia Ewa.

Ewa Stępniewicz

Inspiracją tej podszytej sensacją historii stała się Zabytkowa Stacja Wodociągową “Zawada”. Znajdują się w niej zespoły pompowe z lat 30. ubiegłego wieku. Kto był w tym miejscu wie, że to magiczne miejsce. Rodzynek na mapie technicznych zabytków Śląska.

- To historia jednego dnia spędzonego w Stacji Uzdatniania Wody podczas wymiany pompy. Do kierownika stacji w tym dniu przyjeżdża bratanek. Chłopak po raz pierwszy widzi, jak wygląda taki obiekt od środka. Nudzi go to, co opowiada wujek, ale jego zainteresowanie przykuwa stara maszyna parowa. Chce ją uruchomić i to mu się udaje. W pewnym momencie z urządzenia bucha para. Gdy oszołomiony chłopak dochodzi do siebie, okazuje się, że przeniósł się w czasie – opowiada Ewa.

W filmie będzie wiele zaskakujących zwrotów akcji. Oczywiście zostaną niedomówienia. Tak, by widz sam wyciągnął wnioski. Ta produkcja ma być nowoczesnym spojrzeniem na historię.

- Oprócz zastosowania nowatorskich technik filmowych, pragniemy pokazać emocje. One są najważniejsze w kinie. Dlatego w naszej produkcji chcemy wyeksponować emocje towarzyszące ludziom w odkrywaniu tajemnic śląskiej ziemi - stwierdza Stępniewicz.

W projekt zaangażował się znany śląski aktor i jednocześnie wielki miłośnik Śląska, Zbigniew Stryj, który zagra jedną z pierwszoplanowych ról. Towarzyszyć mu będzie Aleksander Meryk-Olek. Montażem i postprodukcją zajmie się Norbert Rudzik – współpracujący m.in. z Lechem Majewskim. Zdjęcia zrealizują Dariusz Radecki i mąż Ewy – Hubert Stępniewicz. Opiekę artystyczną nad projektem sprawować będzie natomiast Maciej Pieprzyca.

Ewa Stępniewicz to kobieta pełna pasji. W swoich projektach medialnych wychodzi już poza telewizję. Podkreśla, że najważniejsze dopiero przed nią. W jej drodze dziennikarskiej ważną rolę odgrywał i odgrywa Śląsk, z którym jest emocjonalnie związana. Fascynuje ją historia śląskiego tygla kulturowego. Projekty, które rozpoczyna w tym roku, mają promować ten region nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Dlatego ma pomysły na kolejne produkcje. Jeszcze w tym roku rozpoczną się zdjęcia do kolejnego filmu. Trwają również prace nad scenariuszem serialu dotyczącego śląskich zabytków techniki.

- Mam w sobie pasję życia. Nie potrafię stać w miejscu. Zawsze miałam potrzebę tworzenia. Wyrażania siebie. Taką możliwość daje mi właśnie film - mówi Ewa Stępniewicz.

Stępniewicz chce w sposób nieszablonowy przedstawić nam śląską historię. Bez zbędnego patosu i egzaltacji. Chce przede wszystkim dotrzeć do młodego widza. To będzie pierwsza tego typu formuła filmowa realizowana w naszym regionie.

Rafał Rogowicz

NAJWAŻNIEJSZE NAGRODY I WYRÓŻNIENIA :

  • Nagrody specjalne na I i II Międzynarodowym Forum Ekologicznym “Ekoraj”.
  • Nagroda na XI Międzynarodowym Festiwalu Filmów Turystycznych TOUR FILM.
  • Nagroda specjalna w Konkursie Dziennikarskim za film “Moja wolność”.
  • Dwukrotnie nagradzana na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Telewizyjnych TECHNE w Ostrawie za filmy “Cud techniki” i “Ostatni rejs Graffa Zeppelina”.

Całość: http://magazynstyle.pl/ms/index.php?option=com_content&view=article&id=216&Itemid=97

04-05-2010, 11:20

“Cieszyn przyznał nagrody”  »

Gazeta Codzienna
DG
04-05-2010

Tradycyjnie w dniu Święta Konstytucji 3 Maja Rada Miejska Cieszyna przyznała swoje doroczne nagrody za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury oraz wysokie osiągnięcia sportowe w 2009 roku.

W tym roku Rada Miejska przyznała trzy nagrody w kulturze. Otrzymali je: Grażyna Stawarska, choreograf tańca ludowego związana z Zespołem Pieśni i Tańca “Ziemi Cieszyńskiej”, dziennikarz Tadeusz Kopoczek oraz Jerzy Wałga, ostatni cieszyński rusznikarz wykonujący strzelby cieszynki.

W dziedzinie sportu nagrody otrzymali zawodnicy: KS “Shindo”Piotr i Michał Szymala oraz Maciej Wilczek; sekcji lekkoatletycznej osób niepełnosprawnych MOSIR Janusz Rokicki i Piotr Cieślik; UKS “Wiraż”Adam Tomiczek oraz rajdowiec Kajetan Kajetanowicz reprezentujący Automobilklub Cieszyński.

Całość: http://www.gazetacodzienna.pl/index.php?p=wwiad&id=3906

28-04-2010, 19:32

PP w nowym składzie  »

Krzysztof Turzański - blog
Krzysztof Turzański
28-04-2010

Nowym redaktorem naczelnym Przeglądu Piekarskiego od kwietnia jest Maciej Wąsowicz. Dziennikarz, publicysta i prezenter telewizji TVS, były redaktor “Publish-Press” i redaktor naczelny “Expresu Sosnowieckiego”. Wieloletni współpracownik i dziennikarz Dziennika Zachodniego. Wyróżniony tytułem “Dziennikarza Roku 2009″ TVS, w 2007 nominowany do nagrody Silesia Press, stypendysta Instytutu Dziennikarstwa Polskapresse.

W nowym zespole PP znaleźli się także: sekretarz redakcji Magdalena Pudo, szef działu kultury Marta Baron oraz dziennikarze: Katarzyna Kiczka oraz Maciej Bartków. To zespół młodych, ambitnych ludzi, którzy jestem przekonany, poradzą sobie z dalszym prowadzeniem Przeglądu Piekarskiego. Czy spełnią Państwa oczekiwania – okaże się w ciągu najbliższych tygodni i miesięcy. Wiem, że szykują się zmiany, a ponieważ PP to moje “dziecko” nie ukrywam, że będę się im przyglądał.

Najnowszy numer Przeglądu Piekarskiego – nr 76 jest już na rynku i trwa jego kolportaż. Oczywiście zanim dostaniecie go Państwo do domu, całą gazetę można przeczytać na stronie internetowej. Nawiasem mówiąc strona Przeglądu Piekarskiego zmieniła swój wygląd, zmienił się także jej adres. Zapraszam na www.przegladpiekarski.pl.

Całość: http://piekary.bloog.pl/kat,178590,r,2010,m,4,index.html?ticaid=6d4d9

28-04-2010, 15:57

“Gazety papierowe nie znikną z życia”  »

katowice.naszemiasto.pl
Teresa Semik
28-04-2010

Forum Mediów Województwa Śląskiego stało się miejscem debaty nad kondycją oraz rolą mediów lokalnych i regionalnych w tworzeniu się społeczności obywatelskiej.

Prof. Krystyna Doktorowicz i dr Marek Jachimowski

W spotkaniu wzięli udział dziennikarze śląskich mediów, politycy i naukowcy. Marszałek śląski Bogusław Śmigielski zauważył, że bez właściwej komunikacji władzy samorządowej ze społeczeństwem, za pośrednictwem mediów, nikłe są szanse na budowę społeczeństwa obywatelskiego.

Media nie działają jednak w próżni, w oderwaniu od kryzysu gospodarczego czy też politycznego, jak w przypadku mediów publicznych. Medioznawca, dr Marek Jachimowski z Uniwersytetu Śląskiego zwrócił uwagę, że w regionie dominują media mające swój ośrodek w Warszawie i pod tym względem sytuacja jest gorsza niż 20 lat temu. To scentralizowanie nie służy aktywności obywatelskiej. – Nasze problemy powinny być podejmowane z perspektywy regionu, a nie z perspektywy korporacji medialnej czy sił politycznych – mówił dr Jachimowski.

Mówiono także o zmianach technologicznych w mediach. – Jestem pewna, że gazety papierowe nie znikną z naszego życia tak, jak nie zniknęło kino po pojawieniu się telewizji – mówiła prof. Krystyna Doktorowicz, dziekan Wydziału Radia i Telewizji UŚ. – W dobie komputerów wzrosło zużycie papieru. Gazeta tradycyjna, regionalna ma szansę stać się luksusem, utrzymując się na fali afirmacji lokalnych tożsamości.

Całość: http://katowice.naszemiasto.pl/artykul/392726,gazety-papierowe-nie-znikna-z-zycia,id,t.html