Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

30-07-2010, 10:16

“Elity znad Brynicy: Tadeusz Kijonka”  »

Dziennik Zachodni
Michał Smolorz
30-07-2010

Wszelkie pisanie o redaktorze naczelnym miesięcznika “Śląsk” to robota saperska, zawsze grozi wybuchem niekontrolowanej furii bohatera, wyczulonego na punkcie własnej tożsamości i własnego życiorysu. Patrząc jednak na bogactwo charakterologiczne i koloryt tej postaci, warto podjąć ryzyko.

Tadeusz Kijonka

Pochodzi z Radlina (ur. 1936) z rodziny śląskiej i polskiej – co podkreśla stanowczo ze szczególnym naciskiem na drugi człon, zwłaszcza w polemikach.

Absolwent polonistyki z dyplomem Uniwersytetu Jagiellońskiego, w gomułkowsko-gierkowskim PRL-u wybrał zawód koncesjonowanego poety, pisarza i publicysty – ludzi tej profesji skupiała wówczas katowicka redakcja “Poglądów”, kierowana przez legendarnego Wilhelma Szewczyka.

W 1995 roku Kazimierz Kutz tak opisał w telewizyjnym talk-show swoje pierwsze spotkanie z tym gremium: “Wszedłem do redakcji, gdzie trwała nieustanna balanga, związana z goszczeniem pisarzy z bratnich krajów socjalistycznych. W progu leżał Kijonka i wznosił ręce ku niebu z dziękczynnym westchnieniem: takij roboty już w życiu mieć niy byda”. Bohater anegdoty zaprzeczał temu opisowi, jednak wyłącznie w odniesieniu do własnej osoby, bowiem koloryt życia “Poglądów” znany był powszechnie.

W latach 80. ub. wieku Szewczyk popadł w niełaskę i został odsunięty od zaszczytów, a redakcja “Poglądów” rozwiązana, więc zwolnił się fotel “Wybitnego Śląskiego Literata”, który Tadeusz Kijonka zajął i okupuje do dziś. W 1985 roku przejął też mandat swego mentora w PRL-owskim Sejmie, do Izby wszedł raz jeszcze w czerwcowych wyborach 1989 roku z listy PZPR. Po czasach ancien régime`u została mu też synekura kierownika literackiego Opery Śląskiej – unikatowe stanowisko w historii teatru operowego.

W 1995 roku założył Górnośląskie Towarzystwo Literackie, schronienie dla twórców, osieroconych przez zlikwidowane “Poglądy”. Zebranie założycielskie przeszło do anegdoty, ponieważ jedynym znaczącym głosem w dyskusji było pytanie z sali: a co zrobimy, jeśli do naszej organizacji zechcą wstąpić Hupka i Czaja?

Organem GTL stał się miesięcznik “Śląsk”, odwołujący się do dawnego pisma Wilhelma Szewczyka, lecz nigdy nie osiągający ani nakładu, ani społecznego odbioru, ani siły opiniotwórczej dawnych “Poglądów”.

Czasy okazały się inne, zapotrzebowanie na koncesjonowanych literatów zmalało, nie sprzyjało też “Śląskowi” coraz bardziej archaiczne, ostentacyjnie polonocentryczne spoglądanie na region. Linia pisma przez długie lata powielała propagandowe dogmaty wypracowane jeszcze przez przedwojenną, sanacyjną ekipę wojewody Grażyńskiego i kontynuowane w PRL.

Sam Tadeusz Kijonka długo wpisywał się w publiczne polemiki na śląskie tematy, broniąc rzekomo zagrożonej “polskiej racji stanu” i żarliwie sprzeciwiając się wszelkim próbom odwoływania się do niepolskich składników śląskiej historii, kultury i tożsamości; był też jednym z kontestatorów uczczenia Grundmanna i Holtzego, historycznych założycieli Katowic. Jednak z biegiem lat łagodniał, choć dalej pryncypialnie odwołuje się do swojej śląsko-polskiej tożsamości, w kolejnych debatach zaczął nieoczekiwanie przyznawać adwersarzom prawo bytu.

A nawet – ku zaskoczeniu wszystkich – zapisał się do grona orędowników nadania śląskiej gwarze statusu języka regionalnego, wygłaszając na posiedzeniu sejmowej komisji płomienne przemówienie.

Wieczorami odkłada miecz i tarczę, zdejmuje zbroję obrońcy narodowych pryncypiów przed krzyżacką zawieruchą – i wówczas bywa sympatyczny, świetnie śpiewa improwizowane kuplety, sypie wyrafinowaną anegdotą, a nawet rubasznym śląskim witzem. Taki już jest Tadeusz Kijonka, takiego trzeba kochać, choćby i bez wzajemności.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/opinie/287989,elity-znad-brynicy-tadeusz-kijonka,id,t.html#material_1

30-07-2010, 08:35

Gazeta była na pierwszym miejscu  »

Przegląd Sportowy
Tomasz Mucha
30-07-2010

Tadeusz Bagier

Ojciec odradzał mi zawód dziennikarza, chciał mnie przed nim uchronić. Dlatego pewnie wysłał mnie na studia rolnicze – opowiada Władysław Bagier, syn Tadeusza Bagiera, pierwszego redaktora naczelnego “Sportu”.

- Gdy ojciec stanął na czele nowej gazety sportowej, miał pan zaledwie rok. Jakie wspomnienia zachował pan z dzieciństwa związane z pracą ojca? – pytamy Władysława Bagiera.

- Gdy po wojnie przyjechaliśmy do Katowic, zamieszkaliśmy przy ulicy Jordana. Do dziś pamiętam, że ojciec zabierał mnie na spacery do Parku Kościuszki, a tam spotykał się z różnymi ważnymi ludźmi, związanymi ze sportem: prezesami klubów, trenerami, dziennikarzami. Wychowałem się w tym środowisku. Na mecze piłkarskie chodziliśmy z jego kolegami, Wiesławem Kaczmarkiem, Tadeuszem Maliszewskim czy Mieczysławem Szymkowiakiem, którzy przyjeżdżali na Śląsk z całego kraju.

- Czy ojciec kibicował którejś z drużyn?

- Głównie Polonii Bytom, pewnie z racji kresowego pokrewieństwa z wieloma ludźmi z tego klubu. Ale kibicował też chorzowskim zespołom: Ruchowi i AKSowi. Jeździliśmy też często do Zabrza na mecze Górnika, bo to była przyjemność: tam zawsze była fajna piłka, grali wspaniali piłkarze i padało bardzo dużo bramek.

- Przyjaźnił się ze sportowcami?

- Raczej nie, w każdym razie do domu ich nie zapraszał. Ale na przykład bardzo lubili się z Teodorem Wieczorkiem, piłkarzem AKS-u, a później także trenerem wielu śląskich drużyn.

- Jak ciężko ojciec pracował?

- Właściwie cały dzień. Rano szedł do pracy, ale przychodził do domu na obiad. Wtedy zamieniał parę słów z nami i znów szedł do redakcji. Do domu wracał późnym wieczorem. Co prawda „Sport” na początku był tygodnikiem, ale szybko zwiększono cykl wydawniczy do trzech wydań w tygodniu. A w latach 50. gdy jeździł kolarski Wyścig Pokoju, specjalne wydanie ukazywało się nawet w tym samym dniu! Ojciec stworzył tę gazetę, ona była zawsze na pierwszym miejscu. Potem byłem ja, a dopiero potem starsza siostra, Iwona. Był pracowitym, szlachetnym, dobrym człowiekiem, ale tak naprawdę wychowywała nas mama.

- Czy pracował w domu?

- Zdarzało się, że pisał. Stukał teksty na maszynie. Pamiętam, że jedną z nich, firmy Olivetti, przywiózł z igrzysk olimpijskich w Tokio, gdzie wygrał ją w jakimś konkursie. Z zagranicznych wojaży przywoził natomiast tony gazet. Gdy ojciec wracał z igrzysk w Melbourne, ktoś z Polskiego Komitetu Olimpijskiego zaproponował mu, że zabierze je w ramach swojego bagażu.

- Przyprowadzał pana do redakcji?

- Oczywiście. Miałem w niej swoich ulubieńców. Bardzo lubiłem Karola Weisberga, który pisał o hokeju, czy Jerzego Dobrowolnego, specjalistę od lekkiej atletyki. Szczególną sympatią zaś darzyłem Stanisława Penara. To był nie tylko dziennikarz i redaktor, ale także poeta publikujący swoje wiersze. Uroczy człowiek.

- Sam uprawiał pan sport?

- Kopałem w drużynie katowickiego liceum Kopernika, dotarliśmy nawet na szczebel centralny rozgrywek o Puchar Polski.

- Dlaczego nie został pan dziennikarzem mając w domu taki wzór?

- Bardzo chciałem, ale ojciec chyba chciał mnie uchronić przed tym zawodem, odradzał, wiedział, jaka to ciężka praca, wtedy były też pewne układy. Dlatego na studia wysłał mnie do Wyższej Szkoły Rolniczej we Wrocławiu i dał pod opiekę ówczesnemu trenerowi tamtejszego Śląska, Władysławowi Giergielowi. Miał mnie pilnować (śmiech).

- Żałuje pan, że nie poszedł w ślady słynnego taty i nie pracował w gazecie?

- Człowiek powinien robić w życiu to, co lubi najbardziej. Ja polubiłem w końcu swoją pracę, jestem inżynierem ochrony środowiska. Ale sport mam we krwi, zawsze się nim interesowałem, „Sport” zawsze czytałem.

Całość: https://www.przegladsportowy.pl/inne-dyscypliny/gazeta-byla-na-pierwszym-miejscu/m30e71h

29-07-2010, 09:19

“Marek Twaróg redaktorem naczelnym Polski Dziennika Zachodniego”  »

Dziennik Zachodni
29-07-2010

Zgodnie z decyzją Zarządu Polskapresse Spółka z o.o., 1 sierpnia br. Marek Twaróg zostanie redaktorem naczelnym największej gazety regionalnej – Polski Dziennika Zachodniego. Zastąpi na tym stanowisku Elżbietę Kazibut-Twórz, która została kierownikiem redakcji projektów specjalnych Polskapresse.

Marek Twaróg wraca do Polski Dziennika Zachodniego po trzech latach na stanowisku redaktora naczelnego Polski Gazety Wrocławskiej. Wcześniej w Dzienniku Zachodnim pracował jako wydawca i sekretarz redakcji, dziennikarz działu krajowego i zagranicznego, był też szefem oddziału dziennika w Rybniku. Od lat pasjonuje się tematyką Unii Europejskiej, był korespondentem w Brukseli i Strasburgu.

Elżbieta Kazibut-Twórz zajmowała stanowisko redaktor naczelnej Polski Dziennika Zachodniego od 2005 roku. Obecnie odpowiedzialna będzie za koordynację od strony redakcyjnej projektów specjalnych, dodatków ogólnopolskich, kampanii społecznych realizowanych przez wszystkie tytuły Polskapresse.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/stronaglowna/287764,marek-twarog-redaktorem-naczelnym-polski-dziennika,id,t.html

28-07-2010, 21:06

“Konkurs na koncepcję nowej siedziby Wydziału Radia i Telewizji”  »

PAP
zal/PAP
28-07-2010

Studio telewizyjne i filmowe, biblioteka audiowizualna i sala kinowa mają m.in. znaleźć się w nowej siedzibie Wydziału Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, która ma powstać w centrum miasta.

Katowicki oddział Stowarzyszenia Architektów Polskich wspólnie z Uniwersytetem Śląskim i miastem Katowice ogłosiły konkurs na opracowanie koncepcji urbanistyczno-architektonicznej nowej siedziby wydziału.

“Dla architektów to wyzwanie, bo chodzi właściwie o siedzibę szkoły filmowej. Żadna z uczelni o tym profilu w Polsce – czy to publiczna, czy prywatna – nie mieści się w budynkach zaprojektowanych do tego celu od początku. Tu jest coś, co można zrobić od początku, obiekt z określonymi funkcjami, a jednocześnie walorem promocyjnym. Musi być finezyjnie zaprojektowany” – powiedziała w środę PAP dziekan wydziału prof. Krystyna Doktorowicz.

Jak podkreśliła, nowa siedziba będzie też pełniła funkcję centrum kulturalnego, miejsca spotkań młodych ludzi o artystycznych aspiracjach, studentów nie tylko Uniwersytetu Śląskiego, ale i Akademii Sztuk Pięknych oraz Akademii Muzycznej. “Wspólne zajęcia na naszym wydziale to ważny element tworzenia artystycznego środowiska – filmowcy idą w świat, a potem zatrudniają scenografów czy kompozytorów” – podkreśliła prof. Doktorowicz.

Koszt nowej siedziby dziekan szacuje na 20 mln zł, zastrzegając, że trudno mówić o kosztach, nie mając projektu. Przedstawiciele katowickiego samorządu zadeklarowali wydanie na całą inwestycję kwoty rzędu 10 mln zł. Prof. Doktorowicz ma nadzieję, że uda się zgromadzić również pozostałe potrzebne środki.

Nowy budynek Wydziału Radia i Telewizji UŚ ma stanąć w kwartale ulic Pawła, Wodnej i Górniczej – w szczególnie zdegradowanym dotąd fragmencie katowickiego śródmieścia, który ma być zrewitalizowany. Jednocześnie przez rzekę Rawę będzie sąsiadować z rozbudowywanym kampusem uczelni, w tym z powstającym właśnie Centrum Informacji Naukowej i Biblioteką Akademicką. Nieopodal znajduje się też Instytucja Kultury “Silesia-Film”.

Zgodnie ze wstępnymi założeniami, siedziba wydziału ma być kilkupiętrowym budynkiem z ok. 5,5 tys. m kw. powierzchni użytkowej oraz m.in. podziemnym garażem. Obiekt ma być wzniesiony na będącej własnością miasta działce o powierzchni niespełna 2,3 tys. mkw.

Obecnie istniejąca od 1978 r. “katowicka filmówka” mieści się przy kompleksie Międzynarodowych Targów Katowickich, w pobliżu siedziby regionalnego oddziału Telewizji Polskiej, w budynku dawnego hotelu. Studenci i wykładowcy narzekają na znaczną odległość od centrum miasta i przestarzałą infrastrukturę, w której uczą się i pracują. Według prof. Doktorowicz, koszty remontu i dostosowania obecnej siedziby do współczesnych norm byłyby porównywalne z kosztami budowy nowego gmachu.

Całość: http://katowice.naszemiasto.pl/artykul/511018,konkurs-na-koncepcje-nowej-siedziby-wydzialu-radia-i,id,t.html

23-07-2010, 11:24

“Elity znad Brynicy: Krzysztof Karwat”  »

Dziennik Zachodni
Michał Smolorz
23-07-2010

Jest współczesnym wcieleniem św. Pawła z Tarsu, który chrześcijaństwem zafascynował się dopiero po trzydziestce, i to skutkiem gwałtownego objawienia – by rychło przemienić się w najgorliwszego i najskuteczniejszego głosiciela nowej wiary.

Krzysztof Karwat

Krzysztof Karwat w podobnym wieku doznał objawienia względem własnej śląskości, by wzorem Pawła stać się jej wiarygodnym i żarliwym apostołem.

Bytomianin (ur. 1958), absolwent chorzowskiego Liceum im. Batorego i teatrologii na Uniwersytecie Śląskim; u progu zawodowej aktywności zdawał się w całości skupiać na sztuce scenicznej, jej też poświęcał niemal całą twórczość dziennikarską i publicystyczną.

Znakomicie rozwijał się jako krytyk i recenzent, regionalizm zdawał się być dlań zjawiskiem mało ważnym, “ludowym”, co najwyżej, w każdym razie istniejącym gdzieś obok. Dopiero po upadku PRL-u odkrył śląskość jako płodne pole poszukiwań – niewykluczone, że na te tory skierowała go twórczość Stanisława Bieniasza (1950-2000) i przyjaźń z zabrzańskim dramaturgiem.

Niezależnie od rzeczywistych powodów “nawrócenia”, zrodziły się z tego same pożytki. Śląsk jeszcze długo po 1989 roku cierpiał na utartą, urzędową publicystykę, poruszającą się wyłącznie po “koncesjonowanych” polach i skutecznie omijającą “tabu”; narzucone jeszcze przez reżim sanacyjny i PRL-owską doktrynę. Niemal wszyscy “koncesjonowani” znawcy tematu potrzebowali wielu lat i wielu wysiłków, by zrzucić wypraktykowane ograniczenia i lęki, niektórym nie udało się to do dziś. A Krzysztof Karwat był w tej mierze swoistą “białą kartką”, nieskażoną utartymi schematami myślenia i pisania o regionie, więc odważnie rzucał się na głęboką wodę i na swój sposób przecierał szlaki.

Właściwie wszędzie, gdzie się pojawiał, stawał się źródłem nowych poszukiwań intelektualnych na polu śląskości. To właśnie dzięki niemu “Dziennik Zachodni” był bodaj pierwszą gazetą codzienną w regionie, która otwarła się na “tematy zakazane” lub przynajmniej “tematy nieznane” – bo u nas dawno zatarła się różnica między prohibicją a ignorancją wiedzy o stronach rodzinnych. Kiedy powstało Górnośląskie Towarzystwo Literackie i wydawany pod jego egidą miesięcznik “Śląsk” – Karwat współtworzył w nim intelektualną i pokoleniową mniejszość pośród gwardii starych wyjadaczy, oszlifowanych jeszcze na łamach dawnych “Poglądów”.

Ale ciągnie wilka do lasu, a w każdym teatrologu drzemie kompleks reżysera. Więc od 2005 roku Krzysztof Karwat żyje ze swoistej syntezy swoich życiowych dokonań i na scenie chorzowskiego Teatru Rozrywki (gdzie znalazł zatrudnienie na enigmatycznym etacie “konsultanta programowego”) stworzył autorską scenę publicystyczną, oryginalny teatr gadany pod tytułem “Górny Śląsk – świat najmniejszy”. Stało się coś wyjątkowego: na publicystyczne spotkania, składające się głównie z rozmów o najważniejszych sprawach regionu, regularnie przychodzą setki widzów. Słuchają z otwartymi ustami, nawet jeśli trzy czwarte spektaklu pochłania niespożyte gadulstwo autora, który ledwie resztkowe kwadranse pozostawia gościom.

Gdyby rzecz mierzyć listą otrzymanych nagród miejskich, wojewódzkich czy regionalnych, wręczanych przez ciała publiczne i organizacje społeczne, powinien się uznać za człowieka spełnionego i docenionego. Nie wiadomo jak on sam to widzi, ale patrząc z boku wciąż wydaje się być zjawiskiem nie do końca wykorzystanym, pożytkującym ledwie część własnej wiedzy, energii i talentów. Cóż, najwyraźniej Górny Śląsk dla wielu pozostaje kochanką kapryśną i niewdzięczną, którą najlepiej wielbić z oddali. Jak w pieśniach Beethovena “An die ferne Geliebte” (Ukochanej dalekiej).

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/opinie/285300,elity-znad-brynicy-krzysztof-karwat,id,t.html?cookie=1

07-07-2010, 21:56

“Medal przewodniczącego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dla katowickiej dziennikarki Agnieszki Świdzińskiej”  »

TVP Katowice
07-07-2010

Agnieszka Świdzińska dziennikarka i prezenterka programu “Celownik” w TVP 1 została wyróżniona Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej za realizację filmu dokumentalnego “Życiorysy z bliznami” o nieznanych wątkach tragedii w kopalni “Wujek”.

Uroczystość wręczenia medali odbyła się w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim. Film zrealizowany został dla Muzeum Pamięci o śmierci 9 górników z kopalni „Wujek”, a jego producentem jest TVP Katowice. Złoty Medal nadany został przez Władysława Bartoszewskiego-przewodniczącego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i jest formą uhonorowania osób za szczególne zasługi w upowszechnianiu idei pamięci narodowej.

Agnieszka Świdzińska

Agnieszka Świdzińska, jako dziennikarz Telewizji Katowice, relacjonowała wszystkie trzy procesy dotyczące masakry w kopalni Wujek i od kilkunastu lat zajmuje się sprawą będącą w centrum zainteresowania opinii publicznej na Śląsku. Dokument odsłania nowe fakty dotyczące pacyfikacji Wujka. Autorce udało się dotrzeć do świadków, którzy widzieli, że zomowcy bili nie tylko górników, ale także lekarzy i sanitariuszy z karetek pogotowia tylko za to, że chcieli oni zawieźć do szpitala rannych pracowników kopalni. Film pokazuje, że mimo upływu lat ciągle pojawiają się nowe, mroczne wątki tej tragedii. Film został wyprodukowany przez TVP Katowice – na prośbę górników – także dla potrzeb Muzeum Pamięci, które powstało przy kopalni Wujek.

Dokument nagradzany był na licznych festiwalach, między innymi na Ogólnopolskim Konkursie Reportażystów Radiowych i Telewizyjnych Melchiory w kategorii Inspiracja oraz na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Niepokalanowie, gdzie zdobył II nagrodę.

Całość: http://www.tvp.pl/katowice/polecamy/medal-przewodniczacego-rady-ochrony-pamieci-walk-i-meczenstwa-dla-katowickiej-dziennikarki-agnieszki-swidzinskiej/2066424