Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

19-08-2010, 08:37

“Nasi dziennikarze w studiu Telewizji Polskiej”  »

nowiny.pl
19-08-2010

Już dziś o godzinie 21:30 na antenie TVP 1 Zostanie wyemitowany kolejny odcinek “Sprawy dla reportera”. Materiał dotyczy Raciborszczyzny i został nakręcony z udziałem dziennikarzy Nowin Raciborskich i Nowin Wodzisławskich.

Po raz kolejny materiał zrealizowany przez reporterów naszego wydawnictwa staje sie przedmiotem zainteresowania ogólnopolskich mediów. Bulwersujący temat opisywany przez nas w marcu zainteresował Elżbietę Jaworowicz, prowadzącą popularny program “Sprawa dla reportera”. Ekipa Telewizji Polskiej przyjechała na początku lipca do Raciborza na zdjęcia. Jaworowicz spotkała się również z dziennikarzami naszego wydawnictwa w studiu, aby porozmawiać na temat przeprowadzonej przez nas dziennikarskiej prowokacji. Sprawa dotyczy szesnastoletniej Oli, którą bezskutecznie poszukiwała policja. Nam wystarczyło zaledwie kilka godzin, by ustalić jej miejsce pobytu.

Tekst autorstwa Rafała Jabłońskiego i Adriana Czarnoty pt. “Wczoraj córka, dziś kochanka” został opublikowany na łamach Nowinach Raciborskich i Nowin Wodzisławskich 16 marca i od razu wywołał burzę. Artykuł dotyczył Adama R., który najpierw zaopiekował się nieletnią Olą, a następnie uciekł z nią porzucając rodzinę i piątkę dzieci. Jak ustaliliśmy, nastolatka nadal ukrywa się ze swoim ojczymem gdzieś na Śląsku. Nie uczęszcza również do szkoły. Choć rodzina R. pochodzi z Gorzyczek w powiecie wodzisławskim, sprawa ma również wiele raciborskich wątków i jest ściśle powiązana ze sprawą Edwarda Smotryckiego. Córka mężczyzny sześć lat temu prowadziła pogotowie opiekuńcze dla dzieci. Wychowankowie zostali im jednak odebrani a Edward Smotrycki niesłusznie oskarżony o pedofilię. Mężczyzna potrzebował aż sześciu lat aby oczyścić się z zarzutów. Ostatecznie mężczyznę uniewinniono a Prokuratura Okręgowa w Gliwicach przygląda się sposobowi prowadzenia śledztwa w sprawie pana Edwarda. – To bulwersująca i skomplikowana sprawa. Nie jest łatwo pozbyć się takiej łatki mimo uniewinniającego wyroku – mówi Elżbieta Jaworowicz. Wśród dzieci odebranych panu Edwardowi była również  Ola F.

Całość: http://www.nowiny.pl/63378-nasi-dziennikarze-w-studiu-telewizji-polskiej.html

14-08-2010, 08:04

“Dwudziestolecie miesięcznika: Szaman – Człowiek – Zdrowie – Natura – 1990-2010″  »

Zespół Redakcyjny Portalu "Macierz"
14-08-2010

Specjalistyczne czasopismo medyczne i uzdrowicielskie “Szaman” ukazuje się regularnie od sierpnia 1990 roku. Jako pierwsze w Polsce podjęło tematykę, szeroko rozumianej medycyny naturalnej i alternatywnej. Na łamach miesięcznika “Szaman” publikują wybitni specjaliści – lekarze i terapeuci – doświadczeni znawcy problematyki zdrowotnej. Miesięcznik “SZAMAN”, wciąż będący unikatem wśród polskich czasopism, stara się w każdym numerze zamieszczać praktyczne porady, jak zapobiegać rozmaitym dolegliwościom oraz jak je leczyć – w myśl zasady: “PRZEDE WSZYSTKIM NIE SZKODZIĆ” (Primum non nocere)! “Szaman” jest miesięcznikiem założonym przez dziennikarzy Ninę Grellę i nieżyjącego już Andrzeja Wrazidło w 1990 roku.

Nina Grella i Andrzej Wrazidło

Oboje poznali się podczas studiów (polonistyka na Uniwersytecie Jagiellońskim) i stworzyli zgraną parę małżeńsko-zawodową. Znani śląscy dziennikarze i specjaliści z zakresu medycyny naturalnej. Wspólnie założyli miesięcznik popularyzujący medycynę naturalną “SZAMAN – Człowiek – Zdrowie – Natura” i największą w Polsce przychodnię medycyny holistycznej, czyli łączącej wiedzę akademicką i niekonwencjonalną.

Dwudziestolecie miesięcznika “Szaman”

W sierpniu 1990 roku z inicjatywy redaktor Niny Grelli pojawił się na rynku prasowym w Polsce niekonwencjonalny miesięcznik “Szaman”. Miesięcznik “Szaman” był efektem zainteresowania medycyną naturalną redaktor Niny Grelli, ale także rezultatem buntu przeciwko trwałości niegodziwych zachowań różnych sierot po okresie PRL-u, które jak wtedy mówiono “załapały się na styropian”, awansowały w nowym systemie politycznym i wszystkimi siłami próbowały pozbyć się tych, którzy dobrze znali ich przeszłość, zwykle esbecką.

Nina Grella

Jedna z takich styropianowych sierot po PRL-u postanowiła pozbyć się redaktor Niny Grelli z zespołu redakcyjnego “Trybuny Robotniczej”, z której już w stanie wojennym wyrzucono panią Ninę Grellę i jej męża, a do której wróciła na mocy ustawy o znoszeniu skutków stanu wojennego. Redaktor Nina Grella powiedziała wtedy publicznie: dosyć tego! Ustrój dyktatury proletariatu w PRL ją wyrzucił, a potem przyszła kościelna Silidarność i próbowała zrobić dokładnie to samo. Redaktor Nina Grella postanowiła założyć własną gazetę, tak, aby nikt już nie zamykał usta dziennikarzom ani nie wyrzucał z pracy za przekonania i poglądy: ani PZPR ani Solidarność.

Kilka miesięcy wcześniej, przed założeniem gazety, redaktor Nina Grella wpadła na pomysł organizowania “szamańskich śród” w katowickim Klubie Dziennikarza. Spotkania środowe od razu zdobyły ludzkie serca, a sala często nie mogła pomieścić wszystkich chętnych. “Szamańskie Środy” gromadziły tłumy ludzi spragnionych wiedzy o medycynie naturalnej, uzdrawianiu i rozmaitych terapiach, którą to medycynę lansowała przez wiele lat za czasów PRL poprzez katowicką popołudniówkę “Wieczór” redaktor Maria Jarochowska, znana wśród przyjaciół jako Ika. Po koleżeńsku, redaktor Ika Maria Jarochowska wsparła pomysł założenia gazety, podobnie jak i mąż Niny Grelli, pan Andrzej Wrazidło.

Ryzyko było w 1990 ogromne, szalejąca spirala inflacji solidarnościowej, a i po przeżyciach z wywalaniem z pracy w stanie wojennym Ninie Grelli i Andrzejowi Wrazidło nie wiodło się najlepiej. Nowa gazeta nie miała żadnego kapitału startowego na założenie firmy ani reklamę. Pierwszy “Szaman” wydany został jednak na kredyt. Nina Grella w drukarni poklepała pierwszą paczkę gazet i powiedziała” “Idź do tych, którzy Cię potrzebują i sprawiaj radość im i nam!” I tak się stało.

Na rok 2010, w swoje dwudzieste urodziny “Szaman” ma ponad 30 tysięcy sztuk nakładu, co oznacza, że czyta ten miesięcznik środowisko około 80-100 tysięcy osób! Jak na rodzaj niszowej publikacji o uzdrawianiu, jest to w Polsce bardzo dużo. Spora część nakładu wędruje do innych krajów i jest czytana jako pismo wśród Polonii, która wyraźnie cierpi na deficyt tego rodzaju publikacji. O dziwo, redakcja nie ma zbytnio pieniędzy na reklamę ani huczne obchody 20-tej rocznicy powstania miesięcznika, ale za to ma liczne grono sympatyków, którzy całkiem dobrze propagują pismo i wiedzę naukową na temat medycyny naturalnej.

Szamanka z Katowic – Nina Grella

Autorka m.in. bestselerowej książki “Leczenie naturalne” (80 tys. nakładu), także i “Zdrowy ogród” i “Małe cuda codzinności”. Współautorka, innego bestsellera, wraz z Siergiejem Litwonowem “Widzę bez okularów”. Pomysłodawczyni i współwydawca (wraz z mężem, Andrzejem Wrazidło), miesięcznika “Szaman – Człowiek, Zdrowie, Natura”. Współorganizuje (wczesniej także wraz z mężem), największą w Polsce imprezę popularyzującą medycynę naturalną – targi “Bliżej zdrowia, bliżej natury” w Katowicach, a także – wraz z gliwickim Instytutem Onkologii – szeroko zakrojone akcje antynowotworowych badań profilaktycznych i wykładów zatytułowanych “Zdążyć przed rakiem”.

Dziś już nie dojdziemy pewnie do tego, czy Jan Kiepura śpiewając lat temu kilkadziesiąt swój wielki szlagier “Ninon” słowa refrenu kierował do małej dziewczynki z Galicji, która wciąż grymasiła, a jej kwaśna mina denerwowała otoczenie, czy też adresował je do kogoś zupełnie innego. W każdym razie Janina Grella wzięła sobie tekścik do serca i postanowiła uczynić zeń motto swojego życia. Odtąd więc Nina jest zawsze radosna, czym czasem wywołuje wśród obecnych podobne reakcje jak wtedy, gdy nosiła warkoczyki.

Nina Grella jest kobietą-instytucją, i to nie tylko w śląskiej prasie, w której bryluje niepodzielnie, zaliczając kolejno: organ, popołudniówkę i wreszcie normalną, przyzwoitą gazetę. Ale żeby nie było aż nadto normalnie, Nina Grella założyła i wydaje miesięcznik “Szaman”, który jak wszystko, czego się tknie, stał się przebojem. Jest niezniszczalna, niezatapialna, niezmordowana i wiecznie zadowolona, co w środowisku dziennikarskim należy do całkowitej rzadkości. I taka sytuacja trwa od… No właśnie, tu dotykamy delikatnej materii. Bo o ile kobiet generalnie nie wypada pytać o wiek, to Niny wcale nie trzeba o to pytać. Otóż lat temu kilka w ramach zawodowych obowiązków dziennikarki specjalizującej się w tematyce medycyny i mody Nina Grella poddała się testowi na witalność.

Nie wiemy, po co były te szczegółowe badania, bo po prawdzie wystarczyłby li tylko rzut oka, by wpisać 18-21, ale uczeni chcieli mieć pewność, więc do mędrca oka dodali szkiełko. No i wyszło, co miało wyjść: Nina biologicznie jest ledwie co dojrzałą panną. Ale przecież takiej metryki na czole sobie nie przywiesi, więc kiedy państwo B. (patrz: Krystyna i Andrzej Bochenkowie) wydali party w stylu lat siedemdziesiątych z okazji srebrnego wesela, Nina Grella założyła obłędne mini z czasów młodości. I wtedy dla wszystkich stało się jasne – przez najbliższe 50 lat będziemy świadkami długotrwałego déjá vu. My będziemy się starzeć i kapcanieć, a tylko Nina Grella będzie taka, jak była i jaka wciąż jest. Chwała jej za to! – pisał w 2004 roku Dziennik Zachodni.

Ostatnia droga Redaktora Andrzeja Wrazidło

Rodzina, przedstawiciele mediów, politycy, ludzie kultury i nauki, przyjaciele i znajomi przyszli tłumnie w sobotę, 12 maja 2007 roku by towarzyszyć w ostatniej drodze wybitnemu śląskiemu dziennikarzowi, redaktorowi Andrzejowi Wrazidle. Rodzina, przedstawiciele mediów, politycy, ludzie kultury i nauki, przyjaciele i znajomi przyszli tłumnie w majową sobotę, by towarzyszyć w ostatniej drodze wybitnemu śląskiemu dziennikarzowi, redaktorowi Andrzejowi Wrazidle.

Odszedł przedwcześnie z tego świata, po ciężkiej chorobie nowotworowej, która niespodziewanie przerwała jego pełne zawodowych planów życie. – Był człowiekiem, na którym zawsze można było polegać, który przez cały czas niełatwej dziennikarskiej służby prawdzie zachowywał się godnie – mówił redaktor Kazimierz Zarzycki, żegnając zmarłego w imieniu śląskich dziennikarzy.

Redaktor Andrzej Wrazidło po ukończeniu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie swoją pierwszą pracę rozpoczął w redakcji Dziennika Zachodniego. Niemal całe swoje zawodowe życie zajmował się tematyką ekonomiczną. Uczciwie i rzetelnie, o czym świadczy m.in. fakt, że jego książka “Mit o śląskim Eldorado”, którą napisał już podczas pracy w redakcji Trybuny Robotniczej, gdzie przez parę lat był też zastępcą redaktora naczelnego, nigdy nie ujrzała światła dziennego, wstrzymana przez cenzurę PRL.

Represjonowany w stanie wojennym, z zakazem jakiejkolwiek pracy umysłowej (IPN przyznał mu status pokrzywdzonego), trafił w końcu do redakcji tygodnika “Górnik”, gdzie jako pierwszy dziennikarz w kraju po 1989 roku podjął śledztwo w sprawie losów polskich górników, zmuszanych do niewolniczej pracy w kopalniach Związku Radzieckiego. W latach 90-tych XX wieku był naczelnym tygodnika Panorama.

W 1990 roku razem z żoną Niną Grellą założył i redagował miesięcznik “Szaman-człowiek, zdrowie, natura”, popularyzując w całym kraju medycynę naturalną. Do ostatnich chwil swego życia kierował założonym wraz z żoną Centrum Medycyny i Psychoterapii w Katowicach. – Będzie nam Ciebie Andrzeju bardzo brakowało, Twojej wiedzy, pogody ducha i życzliwości – stwierdził w imieniu własnym i wszystkich, którzy Go znali znany bioenergoterapeuta, Paweł Trembaczowski. Redaktor Andrzej Wrazidło spoczął w Alei Zasłużonych Cmentarza Komunalnego w Katowicach przy ul. Murckowskiej. Cześć Jego Pamięci.

Całość: http://www.macierz.org.pl/artykuly/spoleczenstwo/dwudziestolecie_miesiecznika_szaman-czlowiek-zdrowie-natura-1990-2010.html

09-08-2010, 11:34

“MOŻE PASSENT, MOGĘ JA”  »

Portal Opinii Newsweek.pl
Zbigniew Aleksander Wieczorek
09-08-2010

Kilka słów w sprawie Wojciecha Fibaka

Daniel Passent, numer 1 wśród felietonistów PRL, napisał książkę o Wojciechu Fibaku. Ze stronic tejże jawi się eks-tenisista i kolekcjoner dzieł sztuki jako człowiek światowy, człowiek sukcesu itd. itp.

Ja jako były pracownik koncernu Fibak Noma Press też mam prawo do zabrania głosu w ww. sprawie. Nie będzie to jednak kolejne hagiograficzne CV Pana Wojciecha, tylko historia pewnej gazety z moim skromnym udziałem. Zacznę może od uwagi natury ogólnej. Kapitalizm polega na tym, że się inwestuje wolne środki finansowe. Na progu lat 90-tych Wojciech Fibak firmował swoim nazwiskiem (i kapitałem również) pewne przedsięwzięcie medialne na Śląsku.

Dogadał się z trzema panami z firmy Noma, którzy zaczynali od obrabiarki w garażu, ale potem zaszli dalej i kupili najpierw drukarnię prasową w Katowicach (kiedyś powstawało w niej prawie sto gazet!). Potem założono z wielkim hukiem „DZIENNIK ŚLĄSKI”. Samoloty z ulotkami promocyjnymi tego tytułu wczesną wiosną Roku Pańskiego 1992 latały nad Katowicami, aż wydawca dostał mandat za zaśmiecanie środowiska.

Założono również Dziennik Beskidzki (to już Bielsko – Biała); w planach było również założenie Dziennika Jurajskiego (Częstochowa), radia, a nawet telewizji. Zespół zmontowano z niezłych piór ściągniętych z innych tytułów (pisał do nas również Zygmunt Broniarek, Jan Pietrzak). Ja przeszedłem z Gońca Górnośląskiego gdzie byłem niezadowolonym z wyników prywatyzacji, sekretarzem redakcji. Tu zostałem redaktorem techniczno – depeszowym. O 16.00 szedłem na depesze, które kończyły się wraz ruszaniem maszyny rotacyjnej (średnio o 2.00 w nocy); rano wstawałem o 7.00, żeby pisać artykuły ponieważ praktycznie byłem na 2 etatach.

Zarobiłem 9 milionów (na stare), dwa razy więcej niż przedtem, ale pracy miałem trzy razy więcej. Pracowałem po 14 do 16 godzin i po pół roku nie wiedziałem jak się nazywam. Podobnie jak reszta moich kolegów. Była to jednak niezła zabawa dziennikarska. Pamiętam pierwszą czołówkę – Krzysio Petek wymyślił na Prima Aprilis, że w wykopie koło katowickiego więzienia znaleziono zwłoki kobiety. Czytelnicy uwierzyli! Krzysio teraz jest znanym pisarzem dla młodzieży i organizuje obozy przetrwania.

Dziennik Śląski był dla nas również obozem przetrwania – wystarczy powiedzieć, że jedna z pięciu naszych kolejnych siedzib mieściła się w pokoiku Domu Prasy: były dwie maszyny do pisania oraz 10 chętnych do korzystania z nich… Po roku mistrz kortów sprzedał drukarnię bodajże Szwajcarom i przerzucił się na finansowanie kinematografii (Pasikowski, „Psy”).

Widziałem go tylko raz w drukarni – opalony, uśmiechnięty oprowadzał zagranicznych biznesmenów. Chyba od tej pory przestałem go lubić, a był idolem mojej młodości – romantyczna kariera, za sto dolarów tatusia (wtedy 4 pensje) pojechał do Madrytu, wygrał z niejakim Ashem. Ba, nawet w wieku lat 26 próbowałem się nauczyć grać w tenisa…

Kiedy Fibak nas sprzedał, zaczęły się schody, płacono coraz mniej, a roboty było tyle samo. Nowi wydawcy zwalali na nas, że gazeta się nie sprzedaje, a ja zacząłem uciekać na L-4, żeby przeżyć. Bezrobocie zajrzało mi pierwszy raz w oczy. No cóż, idole młodości nie zawsze są nimi z nami do końca.

PS. Obiekt istnieje ale z drukarni prasowej w Katowicach nie zostało ani śladu – jedynie postkomunistyczna tablica na ścianie informuje, że kiedyś Wojciech Korfanty miał tu swoją redakcję. Moje uwagi na temat tego, żeby zrobić z urządzeń już teraz retro (technika ołowiana) izbę tradycji były jak groch o ścianę. Wszystko poszło na złom.

Zbigniew Aleksander WIECZOREK

Całość: http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Spoleczenstwo/538676,Moze-passent-moge-ja.html

03-08-2010, 13:25

“Program mniejszości niemieckiej w TVS”  »

WIRTUALNEMEDIA.PL
kk/pap/pr/masz
03-08-2010

Produkowany przez mniejszość niemiecką dwujęzyczny program “Schlesien Journal” jest od poniedziałku emitowany na antenie satelitarnej stacji TVS. Związek Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce podpisał w tej sprawie umowę z zarządem telewizji.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/program-mniejszosci-niemieckiej-w-tvs

30-07-2010, 23:34

Katowice: Sport ukazuje się od 65 lat  »

Dziennik Zachodni
PAP
30-07-2010

Katowicki “Sport” skończył w piątek 65 lat. Gazeta wystartowała 30 lipca 1945 roku jako tygodnik, później ukazywała się trzy razy w tygodniu, by stać się wreszcie w latach 70-tych dziennikiem. Dotąd ukazały się 13743 numery.

Pierwszym redaktorem naczelnym był Tadeusz Bagier. W momencie narodzin gazety miał 26 lat. Kierował redakcją do roku 1969. Wśród współpracowników znalazł się m.in. Jerzy Janicki, później twórca radiowego słuchowiska “Matysiakowie”.

- Oceny dziennikarzy Sportu były zwykle bardziej surowe niż dziś i choć byliśmy najlepsi w Polsce, czytaliśmy je po każdym meczu, miały dla nas znaczenie. Krytyka bolała. Był taki mecz, po którym nie zostawiono na mnie suchej nitki. Nie obraziłem się, tylko sam sobie powiedziałem, że w następnym spotkaniu udowodnię autorowi, ile jestem naprawdę wart. I byłem najlepszy na boisku – przypomniał czasy gry w Górniku Zabrze jeden z najlepszych polskich piłkarzy Włodzimierz Lubański.

Gazeta przechodziła po upadku komunizmu różne dzieje. Tytuł trafił w ręce spółdzielni założonej przez dziennikarzy, a ta weszła w spółkę m.in. z Wojciechem Fibakiem. Były tenisista sprzedał udziały szwajcarskiemu wydawcy Juergowi Marquardowi. Wiosną 2005 wydawca zadecydował o zamknięciu gazety, zwolnił pracowników. Zespół redakcyjny nie dopuścił do przerwy w ukazywaniu się tytułu. Obecnie wydawcą jest Axel Springer Polska a redaktorem naczelnym – Andrzej Grygierczyk.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/aktualnosci/288411,katowice-sport-ukazuje-sie-od-65- lat,id,t.html

30-07-2010, 13:32

“Katowicki dziennik “Sport” obchodzi dziś 65 urodziny”  »

Telewizja Silesia
Adam Szaja
30-07-2010

Dziesiątki tysięcy stron relacji, komentarzy, a przy okazji emocji i wzruszeń. Katowicki dziennik “Sport” obchodzi dziś swoje 65 urodziny. Choć w historii Sportu nie brakowało dramatycznych wydarzeń, to gazeta, a właściwie jej dziennikarze, zawsze potrafili wyjść z nich obronną ręką. Co niezmiennie od lat cieszy sportowców, dla których głównie poniedziałkowe wydanie gazety to lektura obowiązkowa.

Dziennikarze dziękowali władzom piłkarskim, a władze piłkarskie – dziennikarzom. - Moja gazeta jak to się mówi, od dziecinnych lat. Kto miał Sport w poniedziałek był kimś - mówi Rudolf Bugdoł, wiceprezes PZPN. Tak jak Henryk Fornalak, który w swojej kolekcji ma wszystkie numery Sportu. I jak przyznaje niektóre zdobywał dzięki znajomości kioskarzy. - Trzeba już było dawać takie upominki, w postaci jakiejś czekolady lub innych rzeczy. Zakładało się teczki, żeby dostać Trybunę Robotniczą, Przegląd Sportowy, Tempo, no i oczywiście Sport - mówi Fornalak.

Głównie dzięki takim, najwierniejszym czytelnikom, gazeta mogła przetrwać tyle lat. Jednak w historii redakcji nie zawsze było tak miło i przyjemnie. Pięć lat temu ówczesny wydawca zadecydował o jej likwidacji. Do dziś nie wiadomo dlaczego. – Na pewno nie decydowały o tym względy ekonomiczne bo jak późniejsze miesiące i lata pokazały Sport jest w stanie na siebie zarobić. Daje ludziom prace i w dalszym ciągu zaspokaja czytelnicze potrzeby – mówi Andrzej Grygierczyk, redaktor naczelny “Sportu”.

Przez te sześćdziesiąt pięć lat “Sport” informował o wszystkich najważniejszych wydarzeniach sportowych, nie tylko z naszego regionu. – Były takie sytuacje, że na ostatnią chwilę robiło się materiał, a były i takie, że można było dostać zawału bo kliknęło się nie w ten klawisz i tekst poszedł w eter. Wtedy trzeba było go napisać na nowo mając na to 5-10 minut – mówi Zbigniew Cieńciała, dziennikarz “Sportu”.

“Sport” czytają i doceniają też piłkarze, co nierzadko wywołuje burzliwe dyskusje. – Można się czasami kłócić z oceną za występ w spotkaniu, czy nie jest przypadkiem za niska. Zdarzały się również sytuację, że zastanawiałem się czemu dostałem tak wysoka notę – także w drugą stronę też można – mówi Wojciech Grzyb, piłkarz Ruchu Chorzów.

Tak pewnie będzie jeszcze przez wiele lat, bo chociaż Sportowi stuknął właśnie wiek emerytalny to na dłuższy odpoczynek nikt się tu nie wybiera.

Całość: http://www.tvs.pl/informacje/27329,katowicki_dziennik_quotsportquot_obchodzi_dzis_65_urodziny.html