Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

06-09-2010, 15:44

Stop Nierzetelni. Poszkodowani przez Jaworowicz zakładają stowarzyszenie  »

Gazeta Wyborcza
AGKO
06-09-2010

Bohaterowie programu “Sprawa dla reportera” zarzucają Elżbiecie Jaworowicz: manipulację, nierzetelność, brak obiektywizmu. Do TVP wysłali już prośbę, by na pasku na dole ekranu podczas emisji jej programu szedł napis: “Osoby wypowiadające się w “Sprawie dla reportera” robią to na własne ryzyko i mogą za swoje słowa odpowiedzieć przed sądem” – donosi “Newsweek”.

Elżbieta Jaworowicz

Elżbieta Jaworowicz to legenda. Jej program “Sprawa dla reportera” już 24 lata nie schodzi z telewizyjnej Jedynki. Ona – odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi przez byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, zdobywczyni czterech Telekamer i Wiktora. Dziś posądzana o manipulację, wypaczanie faktów, brak obiektywizmu. Przez bohaterów swoich programów. Jej programy od lat mają ten sam sznyt: poszkodowani, skrzywdzeni ludzie walczą z wymiarem sprawiedliwości, nieuczciwym deweloperem czy bezduszną władzą. Teraz, niektórzy z nich, postanowili walczyć w sądzie z prowadzącą program. W Jeleniej Górze na Dolnym Śląsku kilkanaście osób czuje się skrzywdzonych przez Jaworowicz. Według “Newsweeka” to osoby, które od lat prosiły, by w “Sprawie dla reportera” pokazano ich przypadek: zostali oszukani przez Bogusława K. Miał wybudować mieszkania, oni wpłacili mu pieniądzem domy nie powstały. Program też nie, bo Bogusław K. w programie do tej pory występował jako biznesmen o nieposzlakowanej opinii. Z czasem stał się ekspertem.

Pretensję do Jaworowicz ma też Janusz Rawczuk. Bo Jaworowicz przedstawiła go jako alkoholika, sutenera, który swoją teściową, byłą żonę i córkę pozbawia dachu nad głową, bo musi spłacić swoje kilkunastomilionowe długi – przytacza jego historię “Newsweek”. I pyta: Czego nie można się z programu dowiedzieć? – Tego, że żadna z kobiet, ani była żona, ani córka, nie traci dachu nad głową, bo jego eksżona jest bogatą bizneswoman, właścicielką dużej, znanej w mieście restauracji i okazałej willi – czytamy w tygodniku.

Skrzywdzonych jest więcej. Olga Chobot jako pierwsza postanowiła walczyć. Chciała, by Jaworowicz pokazała jak ciężko dojść praw w sądach i prokuraturze po konflikcie ze wspólniczką biznesową. Ale w “Sprawie dla reportera” o tym nie było. Było o samym konflikcie, który spowodował, że Olga straciła męża, wpadła w kłopoty finansowe i w każdej chwili mogła stracić dom. Wspólniczki Olgi w nagraniu nie było. Za to po programie podała Olgę do sądu, by ta przeprosiła za to, co mówiła w telewizji. Sprawę wygrała. A dla Jaworowicz stała się nagle natrętem – pisze Newsweek. Kobieta zaczęła szukać osób z podobnymi doświadczeniami. Tak powstało stowarzyszenie Stop Nierzetelni. “Fenomen polega na tym, że wśród nich są nie tylko ci, którzy zostali pokazani jako krzywdzący i twierdzą, że niesprawiedliwie, lecz także skrzywdzeni – ci, których Jaworowicz miała bronić. Lub skrzywdzeni przez ludzi przez nią w programie wychwalanych” – opisuje ich dziennikarz tygodnia.

Rada Etyki Mediów rozpatrzyła pierwsze skargi. Dwie uznała za zasadne. W obu przypadkach sposób realizacji programu uznała za nieobiektywny, niezgodny z podstawowymi standardami dziennikarskimi i etyką zawodową. Kolejne skargi sa rozpatrywane. Pierwsza oficjalna rysa na wizerunku Jaworowicz pojawiła się dwa lata temu Krakowscy dziennikarze przyznali jej reporterską Antynagrodę Dziennikarzy. Za program o kamienicy przy ul. Szerokiej 12 w Krakowie. Jaworowicz tropiła w nim układ urzędniczo- prokuratorsko-policyjny, który niszczył właściciela kamienicy. W tym czasie prasa krakowska donosiła, że budynek przy Szarej 12 to rażąca samowola budowlana, burząca architektoniczny ład miejsca wpisanego na listę zabytków UNESCO.

Jaworowicz nie chciała rozmawiać z “Newsweekiem”.

Całość: http://wyborcza.pl/1,76842,8340535,Stop_Nierzetelni__Poszkodowani_przez_Jaworowicz_zakladaja .html

02-09-2010, 14:43

“Jesteśmy w momencie rewolucji w mediach” – rozmowa z Andrzejem Skworzem  »

Wiadomości24.pl
Michał Mazik
02-09-2010

Praca w mediach traktowana jest jako prestiżowy zawód. Internet stwarza ogromne możliwości sprawdzenia się w pracy dziennikarza. Coraz trudniej jednak o zatrudnienie w najlepszych, najbardziej rozpoznawalnych mediach. Jak dostać się do redakcji? Jak zacząć karierę dziennikarza? O tym i o innych sprawach związanych z dziennikarstwem rozmawiamy z Andrzejem Skworzem, redaktorem naczelnym miesięcznika “Press”.

Jakie cechy powinien mieć dobry dziennikarz?

- Przede wszystkim musi być ciekawy świata, uważny i rzetelny. Jednak najbardziej cenię u ludzi zajmujących się dziennikarstwem umiejętność zdziwienia. Jeśli kogoś nie dziwi świat, przejawy jego złego urządzenia – to będzie złym dziennikarzem. Dobry dziennikarz jest uparty, nie puszcza tematu, który raz pochwycił. Ryszard Kapuściński mówił, że w tym zawodzie trzeba lubić ludzi. Nie jestem pewien, czy to wielka wartość dla dziennikarza śledczego, ale reporter lubiący innych na pewno łatwiej dociera do informatorów i więcej od nich uzyskuje. Ktoś, kto nie lubi rozmawiać, kto nie potrafi zadawać pytań, nie poradzi sobie w tym fachu.

Jako redaktor naczelny miesięcznika “Press” jakiej postawy Pan oczekuje podczas ubiegania się o pracę?

Andrzej Skworz

- Teraz, gdy ciężko o etat dziennikarski, biurka w redakcjach są zawalone podaniami o pracę, więc najczęściej lądują one w okrągłym segregatorze, czyli koszu. Trzeba się wśród tego zalewu CV wyróżnić. Ale pozytywnie, bo ostatnio zapamiętałem życiorys niedoszłej dziennikarki, która wielokrotnie przesyłała mi ten sam plik. Piątego dnia moja asystentka odpisała, że przeczytaliśmy to już za pierwszym razem. Co innego, gdyby każdy jej kolejny mail zawierał nową treść. Pewnie spojrzałbym na nią przychylnie. Dostałem kiedyś CV od chłopaka, który zrobił sobie zdjęcie jako taternik, gdzieś w skałkach, z nagim torsem. Może i ma charakter, ale trochę zabrakło mu wyczucia sytuacji.

Bezczelność może jednak pomóc. Na początku lat 90-tych w drzwiach mojego gabinetu stanął wysoki, chudy, dwumetrowy osobnik. Pytam, o co chodzi. Odpowiedział: “Powinien mnie pan zatrudnić, panie redaktorze. Będę dobrym dziennikarzem”. Przedostał się przez podwójne drzwi do redakcji, sekretariat, moją asystentkę i dotarł do mnie. W dodatku nie zapomniał języka w gębie. Uwierzyłem mu, że tak samo poradzi sobie z dotarciem do bohaterów tekstów. Wszystkie poradniki o poszukiwaniu pracy mówią, że trzeba pisać nie, jak bardzo jej potrzebujesz, ale w czym będziesz dobry. Wyjaśnij, jaki problem zatrudniającemu zdejmiesz z głowy. Musisz udowodnić, że znasz firmę, do której aplikujesz. Jeśli to samo CV wysyłasz do wszystkich mediów, a twój list motywacyjny pasuje do każdej z otrzymujących go redakcji, to lepiej daj sobie spokój i nie pisz nigdzie. W ten sposób pracy nie dostaniesz. Musisz swój komunikat zindywidualizować. Do każdej redakcji pisz inaczej. Bo jeśli nie potrafisz ciekawie napisać o najważniejszym dla ciebie temacie, czyli o sobie, to kto ci uwierzy, że o nudniejszych będziesz umiał?

Jakiej innej rady udzieliłby Pan początkującemu dziennikarzowi?

- Żeby jak najszybciej zabierał się za praktykę. Dopiero wtedy dowie się, jak wiele jeszcze nie umie. Teoria to jedno, praktyka to drugie. Rok temu byłem po przeczytaniu i zredagowaniu prawie 700 stron książki “Biblia dziennikarstwa”, gdy zabrałem się za pisanie swojego artykułu do tej książki. Mam ponad 20 lat praktyki, ogromną świeżą teoretyczną wiedzę, ale po napisaniu swoich 60 tysięcy znaków utknąłem. Nie wiedziałem, jak ruszyć z miejsca. Potrzebowałem redaktora, który wyrzuci powtórzenia, podpowie co zostawić, gdzie mój tekst skrócić, a co rozwinąć. Początkujący dziennikarz potrzebuje stałych ćwiczeń.

W takim razie czy dobrym sposobem jest rozpoczęcie nauki w bezpłatnych gazetach studenckich, do których łatwiej się dostać?

- Mam dobre i złe skojarzenia z mediami studenckimi. W tym roku o książce Artura Domosławskiego dyskutowałem z Romanem Kurkiewiczem w studenckim Radiu Kampus. Rzetelnego przygotowania do audycji młodemu redaktorowi z tego radia mogliby pozazdrościć liczni zawodowi dziennikarze. Ale są np. takie studenckie gazety, które powstają od przypadku do przypadku, najczęściej wtedy gdy zbliża się termin zaliczenia, a teksty w nich wołają o pomstę do słownika ortograficznego. Czy zatem zaczynać od mediów studenckich? Tak, ale tylko tych, gdzie znajdziesz nie tylko zapaleńców, ale również prawdziwych redaktorów. Tylko oni mogą cię czegoś nauczyć. A gdy już stwierdzisz, że umiesz więcej od swoich szefów – odchodź. Przeglądałem niedawno CV siedemnastoletniego chłopaka, gdzieś z północnej Polski, który przesłał mi kilkadziesiąt swoich artykułów wydrukowanych w lokalnej prasie. Już pracuje w profesjonalnych mediach. Jeśli masz dwadzieścia lat, powinieneś zmierzyć się z prawdziwym dziennikarstwem, a nie tkwić w mediach studenckich do końca studiów. Wtedy na szukanie pracy w zawodzie będzie już za późno.

Czy zawodowy dziennikarz powinien kończyć dziennikarstwo, czy lepiej być samoukiem po innych kierunkach studiów?

- Większość dziennikarzy, których znam, nie ukończyła studiów dziennikarskich. Jest też sporo takich, którzy dziennikarstwo skończyli dopiero pracując. Monika Olejnik najpierw zrobiła zootechnikę, a dopiero potem podyplomowe dziennikarstwo. Wielu znakomitych dziennikarzy nie napisało pracy magisterskiej – to przypadki Kamila Durczoka (który nadal studiuje) i Tomasza Lisa. Nie ma żadnej pewności, że absolwent studiów dziennikarskich będzie dobrym dziennikarzem. Ale też z biegiem lat będzie coraz więcej dziennikarzy po kierunkowych studiach. Tak jest w USA, gdzie doktorzy dziennikarstwa często pracują w korekcie uniwersyteckich gazet, bo tak wielka jest tam konkurencja.

Których czołowych polskich dziennikarzy ceni Pan najbardziej?

- Nie odpowiem wprost, gdyż wybieranie spośród jedenastu Dziennikarzy Roku, nie byłoby zręczne. Cenię tych, którzy stale nad sobą pracują i wciąż się rozwijają. Nie o wszystkich laureatach naszego konkursu mógłbym tak powiedzieć. Jednak bardziej od znanych dziennikarzy cenię tych, którzy co dzień rzetelnie wykonują swą pracę, którzy dziennikarstwo traktują nie jako sposób na zarabianie pieniędzy, ale jak misję. Misję informowania, stawania po stronie słabszych, piętnowania zła, przełamywania głupich tabu. Są takich dziennikarzy w Polsce setki. Trzeba ich cenić – zwłaszcza w czasach, gdy ten zawód przestaje być dobrze płatny, a jego minusy – stres, brak czasu dla najbliższych, silne zaangażowanie emocjonalne – nie znikają. Tych zwykłych, dobrych dziennikarzy, którzy mimo pokus nie porzucają tego zawodu, nie przechodzą do PR czy biznesu cenię najbardziej.

Czy według Pana media internetowe są poważną konkurencją dla tradycyjnych mediów?

- Oczywiście. To widać najlepiej na przykładzie prasy, która karmiła internet swoimi treściami i teraz zastanawia się, czy da radę się z tego wycofać. Wydawcy wierzą, że tak. Jesteśmy w momencie rewolucji w mediach. Ci, którzy mówią, że wiedzą jak będą one wyglądały za kilka lat, po prostu kłamią. Wielką nadzieją dla prasy jest iPad, tablet Apple. Na jego ekranie książki i gazety wyglądają doskonale, na ogół są tańsze, nie trzeba czekać aż przypłyną do nas zza Atlantyku. Uwielbiam swojego iPada, choć już czuję, że za kilka lat będziemy się śmiać z jego rozmiarów i ciężaru. Czy nam się to podoba, czy nie, dziennikarstwo przenosi się do nowych mediów. Ale to też trzeba odczytywać pozytywnie. Gdy zaczynałem pracę, nie śmiałbym marzyć o tym, by być wydawcą czytanym na całym świecie. A teraz technologia na to pozwala. I to naprawdę za niewielkie pieniądze. Wystarczy mieć dobry pomysł.

Jakie ma Pan zdanie na temat tabloidów?

- Przez lata narzekałem, że pierwszy polski tabloid “Super Ekspres” nie jest do końca bulwarówką. Teraz już nie narzekam, czasem nawet mam wrażenie, że nasze tabloidy wyprzedzają zachodnie, choćby w liczbie zmyślonych tekstów. Śmieszy mnie tylko, że ich szefowie uważają się za wyrocznie dziennikarstwa i wypowiadają się w kwestiach dziennikarskiej etyki. To pomieszanie z poplątaniem. Ich produkty prasowe mają swoją rolę w systemie mediów, ale w innych krajach dziennikarz tabloidu zarabia większe pieniądze, bo nie jest szanowany przez środowisko. U nas szefowie tabloidów chcą mieć kasę i uznanie. Zabawne.

W jaki sposób zrodziła się inicjatywa założenia miesięcznika dla dziennikarzy “Press”?

Press

- Na pomysł “Press” wpadłem w czasach, gdy dziennikarzom do głowy nie przychodziło, by pisać o sobie nawzajem. To być może niewiarygodne, ale w początku lat 90. dziennikarze “Rzeczpospolitej” nie uważali jeszcze, że ich głównym punktem odniesienia są koledzy z “Gazety Wyborczej” i na odwrót. “Press” jako pierwszy pisał co się dzieje w innych redakcjach, jakie problemy etyczne wiążą się z dziennikarstwem i jak ich unikać. Pokazywał standardy mediów zachodnich, o których nie mieliśmy pojęcia. Tomasz Sekielski powiedział kiedyś, iż dobrze się stało, że pisanie o dziennikarstwie przeniosło się z “Press” do innych gazet. A jak to się zaczęło? Gdy po pracy w “Gazecie Wyborczej” doradzałem mediom regionalnym, poznawałem tam redaktorów, którzy myśleli o mediach podobnie jak ja, z którymi świetnie mi się rozmawiało, ale o istnieniu których wcześniej nie słyszałem. Postanowiłem stworzyć platformę wymiany informacji o mediach i reklamie. W lutym minie 15 lat od pierwszego numeru.

Wspomniał Pan, że jest jednym z autorów książki o dziennikarstwie…

- Na dniach (23 września b.r.) ukaże się najlepsza książka o praktycznym dziennikarstwie, jaką napisano po polsku: “Biblia dziennikarstwa”. 65 autorów i dwóch redaktorów pracowało nad nią ponad dwa lata. Jestem dumny z efektu jaki osiągnęliśmy. To książka o wszystkich rodzajach dziennikarstwa od prasowego, przez telewizyjne i radiowe do internetowego. Piszemy o reportażu i fotoreportażu, o dziennikarstwie śledczym i informacyjnym, o wywiadach i publicystyce. O sprawozdaniach sportowych i recenzjach kulturalnych. Ta książka to kompendium wiedzy, którą dzielą się mistrzowie naszego zawodu. Niech wystarczą tylko te nazwiska: Boniecki, Milewicz, Baczyński, Tochman, Szczygieł, Pochanke, Durczok, Stomma, Pilch czy Raczkowski. Niezwykle zabawny tekst o talk show napisał Kuba Wojewódzki. Słowo biblia, jest marketingowym chwytem, ale powiedzenie, że “Biblia dziennikarstwa” jest największym i na najwyższym poziomie uniwersytetem dziennikarstwa w Polsce – to już szczera prawda.

Dziękuję za rozmowę.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jestesmy_w_momencie_rewolucji_w_mediach_rozmowa_z_andrzejem_157511.html

26-08-2010, 18:08

“Premiera filmu o Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności”  »

Dziennik Zachodni
PS
26-08-2010

Film pt. Taka jest historia, przybliżający powstanie i pierwsze miesiące działalności Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności, miał dziś premierę w siedzibie związku w Katowicach.

- Ten film łączy pokolenia. Są tu dziś na sali i działacze z tamtych czasów, i osoby które nie pamiętają tego, co działo się w 1980 – mówił podczas pokazu szef Śląsko-Dąbrowskiej S Piotr Duda. – Nasz związek musi patrzeć wprzód, to oczywiste, ale musimy też dbać o naszą historię i codziennie się kłaniać w pas naszym kolegom, którzy walczyli o wolną Polskę.

Autorami dokumentu są dziennikarze katowickiego oddziału Telewizji Polskiej Aleksandra Fudala i Krzysztof Toboła. Film w zdecydowanej większości oparty został na materiałach archiwalnych, nie tylko tych wyemitowanych, ale i tych wyciętych przez cenzurę oraz dziennikarzy stosujących wówczas autocenzurę. Autorom filmu zależało, by nie był on wyłącznie historycznym kalendarium.

Film wyprodukowała Telewizja Polska. Współfinansowała go Śląsko-Dąbrowska Solidarność.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/aktualnosci/299477,premiera-filmu-o-slasko-dabrowskiej-solidarnosci,id,t.html

21-08-2010, 11:31

“Adam Podgórski laureatem nagrody Bonum Publicum za pracę na rzecz własnego regionu!”  »

PAP, MojaBykowina.pl
21-08-2010

Adam Podgórski z Rudy Śląskiej, Jerzy Jakubowów z Kowar i sandomierzanin Józef Myjak – to tegoroczni laureaci nagrody Bonum Publicum im. Aleksandra Patkowskiego. Funduje je Sandomierz (Świętokrzyskie) za szczególne osiągnięcia w pracy na rzecz własnego regionu.

Przez 10 lat nagrodę im. Patkowskiego przyznawało osobom i instytucjom za promowanie “małych ojczyzn” i bezinteresowną pracą na rzecz własnego, lokalnego środowiska Muzeum Okręgowe w Sandomierzu. “Od tego roku fundatorem nagrody jest miasto Sandomierz. Zachowana została idea i imię patrona, zmienił się regulamin i nazwa” – poinformował w imieniu jury Jerzy Krzemiński.

Rozszerzony zespół jurorów pod przewodnictwem Wiesława Myśliwskiego przyznał w tym roku pierwszą nagrodę Adamowi K. Podgórskiemu “za szeroką działalność ekologiczną i edukacyjną, prowadzoną w ramach przez siebie założonego Towarzystwa Przyjaciół Drzew oraz za pracę w Rudzkim Stowarzyszeniu Pomocy Ofiarom Przestępstw”.

Jerzemu Jakubówowi przypadła druga nagroda. Laureat z Kowar otrzyma ją za rekonstrukcję kolejowej wieży ciśnień z przeznaczeniem na pracownię graficzną, unikatową kolekcję lasek i kijów pasterskich oraz za dokumentowanie i reaktywowanie niektórych elementów dawnej obrzędowości pasterskiej – zdecydowali jurorzy.

Józefa Myjaka z Sandomierza – zdobywcę trzeciej nagrody – uhonorowano za wieloletnią aktywność, utrwalającą lokalne dziedzictwo kulturowe okolic sandomierskich i istotny wkład autorski w monografię “Ożarów. Dzieje miasta i gminy”.

Nagrody – pierwsza w wysokości 7 tys. zł, druga 5 tys. zł, trzecia 3 tys. zł – zostaną wręczone 11 września w sandomierskim Zamku.

Aleksander Patkowski (1890-1942) był wybitnym regionalistą, autorem m.in. dwutomowej antologii “Regionalizm europejski”, redaktorem “Pamiętnika Świętokrzyskiego”, a także animatorem życia społecznego w Sandomierzu i Warszawie. (PAP)

Całość: http://mojabykowina.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=169:adam-podgorski-laureatem-nagrody-bonum-publicum-za-prac-na-rzecz-wasnego-regionu&catid=40:w-poblizu-nas&Itemid=93

20-08-2010, 12:04

“Tablica i rajd motocyklowy pamięci Henryka Sławika”  »

PAP
20-08-2010

Tablicę upamiętniającą Henryka Sławika – Ślązaka, który w czasie II wojny światowej na Węgrzech uratował życie ok. 5 tys. Żydów i pomógł dziesiątkom tysięcy polskich uchodźców – odsłonięto w piątek rano w Katowicach.

Tablica poświęcona Henrykowi Sławikowi

Mosiężna tablica m.in. z podobizną bohatera zawisła na rogu katowickiego Rynku i ul. św. Jana – w miejscu, gdzie przed wojną stał dom, w którym w latach 1928-1939 mieszkał Henryk Sławik. Po odsłonięciu tablicy z Katowic na Węgry i do Austrii wyruszył też pierwszy rajd motocyklowy “Śladami Henryka Sławika i Jozefa Antalla”.

Odsłaniając ufundowaną przez miasto tablicę prezydent Katowic Piotr Uszok nawiązał m.in. do wymazywania przez powojenne władze Polski nazwiska Sławika z kart historii. “Nadszedł czas powrotu do tej znamienitej postaci” – zaznaczył Uszok przypominając, że w Katowicach jego imię nosi już jedno z rond i szkoła, poświęcono mu też tablicę na jednym z cmentarzy.

Proboszcz katowickiej katedry Chrystusa Króla ks. Stanisław Puchała wskazał natomiast, że Sławik był wierny żywym na Śląsku ideałom – wierności ojczyźnie i człowiekowi. “Odbieram jego postawę, zwłaszcza na terenie Węgier w czasie drugiej wolny światowej, jako bardzo ewangeliczną, zgodną z przesłaniem “Służcie sobie nawzajem z miłością” – zaznaczył ks. Puchała.

W uroczystości uczestniczył m.in. wnuk Sławika Henryk Kutermak. Jak mówił, w jego rodzinie nikt nigdy nie myślał o nim, jako o wielkim bohaterze. „Tylko babcia powiedziała mi kiedyś, że zaraz po wojnie był krótko uhonorowany – miał jedną z ulic w Katowicach nazwaną swoim imieniem, ale z różnych względów to trwało bardzo krótko, potem ten temat zupełnie nie istniał” – wskazał Kutermak.

Jego zdaniem, to ważne, że zaczyna się o nim mówić, choć często przejawy tej pamięci wynikają z doraźnych potrzeb. “Dla mnie ważne jest to, żeby ludzie pamiętali o przesłaniu i idei, jakiej on służył. Ważne, że zaczyna istnieć w świadomości, że coraz więcej ludzi widzi, przejdzie tędy, zastanowi się, może wstuka w komputer, by zobaczyć, kto to był. I to jest dużo” – ocenił Kutermak.

Po odsłonięciu tablicy z katowickiego rynku grupa ok. dziesięciorga motocyklistów (w tym kilkuletni Kuba) wyruszyła w pierwszy rajd śladami Henryka Sławika i jego węgierskiego współpracownika Jozsefa Antalla. Motocykliści wyznaczyli pięciodniową trasę z Katowic m.in. przez Jastrzębie Zdrój, Budapeszt, okolice Balatonu, Vesprem, Gyor, Wiedeń, po Mauthausen.

“Przygotowania w kręgu przyjaciół trwały od roku. Chcieliśmy zorganizować coś na kształt motocyklowych rajdów katyńskich. Padł pomysł, zaczęliśmy się wdrażać w biografię Henryka Sławika, uznaliśmy, że możemy to zrobić. To zaczyna się niewinnie, jedziemy w kilka motocykli, ale może powstanie z tego wielka impreza” – powiedział Grzegorz Luker.

Henryk Sławik (1894-1944) pochodził ze wsi Szeroka – obecnie dzielnicy Jastrzębia Zdroju. Wcielony do armii niemieckiej w czasie I wojny światowej, trafił na front wschodni, a potem do rosyjskiej niewoli. Po powrocie wziął udział w trzech powstaniach śląskich i akcji plebiscytowej. Ukończył tylko niemiecką szkołę ludową; nie stać go było na dalszą naukę, ale luki uzupełnił samokształceniem.

Po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski został dziennikarzem w Katowicach. Był m.in. radnym miejskim, redaktorem naczelnym katowickiej “Gazety Robotniczej”, pełnił też funkcję prezesa Syndykatu Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Był jednym z liderów antykomunistycznego skrzydła Polskiej Partii Socjalistycznej i radnym Katowic.

Po wybuchu II wojny światowej przedostał się przez Rumunię na Węgry. Wkrótce został prezesem Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Uchodźcami Polskimi na Węgrzech, był też jednym z reprezentantów polskiego rządu na emigracji. Przy cichym poparciu władz węgierskich organizował przerzuty Polaków do armii polskiej na Zachodzie.
Uratował, wyrabiając fałszywe dokumenty – na podstawie wystawianych przez duchownych fałszywych metryk chrztu – ok. 5 tys. polskich Żydów, którzy trafili na Węgry. Zorganizował też, przy współpracy z duchowieństwem, sierociniec dla żydowskich dzieci – dobrze zakamuflowany, bo działający pod szyldem sierocińca dla dzieci oficerów polskich.

Po wkroczeniu na Węgry Niemców przeszedł do pracy w konspiracji. Wydany przez Polaka, niemieckiego konfidenta, został aresztowany w lipcu 1944 r. i poddany gestapowskiemu śledztwu w więzieniu w Budapeszcie. Torturowany, nie wydał m.in. swego współpracownika Jozsefa Antalla. Został zesłany do niemieckiego obozu w austriackim Mauthausen, gdzie zginął rozstrzelany 25 lub 26 sierpnia 1944 r.

Po wojnie władze PRL skazały Sławika na niepamięć. W 1990 r. pośmiertnie nadano mu tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. W 2001 r. bliski współpracownik Sławika w Komitecie Obywatelskim, Żyd Henryk Zvi Zimmermann przypomniał o jego dokonaniach. W Polsce pamięć o Sławiku przywróciła publikacja Grzegorz Łubczyka z 2003 r. “Polski Wallenberg. Rzecz o Henryku Sławiku”, na podstawie której powstał dokument filmowy.

W 2004 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski nadał pośmiertnie Sławikowi Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W lutym tego roku został też odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderem Orła Białego. Podczas uroczystości w Katowicach Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski uhonorowano również wtedy pośmiertnie Jozsefa Antalla.

Całość: http://www.tvp.pl/katowice/aktualnosci/spoleczne/tablica-i-rajd-motocyklowy-pamieci-henryka-slawika/2448633

20-08-2010, 08:38

“Ostre pióra dla dziennikarzy Polski Dziennika Zachodniego”  »

Dziennik Zachodni
Katarzyna Grygierczyk
19-08-2010

Elżbieta Kazibut-Twórz, była redaktor naczelna “Polski Dziennika Zachodniego”, teraz kierowniczka redakcji projektów specjalnych Polskapresse, oraz Jacek Drost z bielskiego oddziału “PDZ” znaleźli się wśród dziennikarzy nagrodzonych Ostrym Piórem.

Elżbieta Kazibut - Twórz

Business Centre Club przyznaje to prestiżowe wyróżnienie już od trzynastu lat przedstawicielom mediów, którzy swoją pracą zawodową przyczyniają się do propagowania przedsiębiorczości i idei wolnego rynku. Nagrody wręczono w czwartek podczas gali Loży Katowickiej BCC w Zameczku Myśliwskim w Promnicach.

Wyróżnieni zostali również Marek Czyż z Telewizji Silesia, Janusz Pilszak z miesięcznika “Europerspektywy” oraz Jakub Mazur z Radia Bielsko. Inne nagrody i odznaczenia przyjmowali także tradycyjnie katowiccy biznesmeni.

Najwięcej emocji wzbudziła jednak czwartkowa debata zwołana przez katowicką lożę na temat “Czy Ślązaczki potrzebują parytetu?”. Nad problemem ponad godzinę żywo dyskutowali zaproszeni goście, a wśród nich prof. Krystyna Doktorowicz, prezydent Zabrza Małgorzata Mańka-Szulik, działaczka feministyczna Małgorzata Tkacz-Janik, prezeska Polskiego Domu Kreacji Dorota Stasikowska-Woźniak, prezeska Przedsiębiorstwa Wielobranżowego Moneks, Blanka Gebhard, socjolog prof. Marek Szczepański oraz wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk.

- Parytet to może temat nie tak chwytliwy jak krzyż przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, ale przecież ważny i jak pokazała ta dyskusja, wymagający dalszej edukacji – mówi Eugeniusz Budniok, wiceprezes Zarządu BCC, kanclerz Loży Katowickiej. – Zależy nam na tym, żeby kobiety były widoczne w biznesie. Ostatecznie mamy u nas na Śląsku wiele przedsiębiorczych pań, ale chcemy, żeby było ich jeszcze więcej. Ta gala nie ma tylko służyć promocji regionu, ale też przede wszystkim pokazać ludzką twarz biznesu.

Jednym z tego przykładów miało być wczoraj m.in. podpisanie deklaracji przekazania pieniędzy na pomoc powodzianom. Firma członkowska BCC Bombardier obiecała Adamowi Hajdukowi, staroście raciborskiemu, że przekaże pół miliona złotych Zespołowi Szkół Ogólnokształcących Mistrzostwa Sportowego w Raciborzu, placówce najmocniej poszkodowanej podczas tegorocznych powodzi. Zdewastowane zostało tam boisko szkolne, basen i siłownia. Oszacowano, że na remont będzie potrzebne około 1,6 mln zł.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/fakty24/296720,ostre-piora-dla-dziennikarzy-polski-dziennika-zachodniego,id,t.html