13-09-2010, 18:57
Sprostowanie do tekstu “Dziennikarze z piaskownicy” »
Jarosław Dudycz
13-09-2010
W ostatnim swoim wpisie w Redakcji jak po łysym koniu przejechałem się po redaktorze naczelnym Dziennika Zachodniego. Zarzuciłem mu, że debatę o autonomizacji Górnego Śląska prowadzi w sposób nieodpowiedzialny i mało rozwojowy, wciąż publikując teksty tylko trzech autorów i nie reagując na głosy płynące z zewnątrz. Przyznam, że Marek Twaróg mógł się po przeczytaniu moich sformułowań sążniście wściec i poczuć dotkniętym, wszak zarzuciłem jego gazecie wszystko co najgorsze: infantylizm, niepoważne traktowanie czytelników, uśmiercanie debat. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko tyle, że miałem pewne przesłanki, żeby taką tyradę pod adresem Dziennika Zachodniego wypowiedzieć. Prawdą jest, że przez trzy tygodnie nikt na moje listy nie reagował, redakcja przeciągle milczała, dział Opinii nie odniósł się do żadnego z moich pytań.
Jak się jednak okazało dziś rano, po tym jak odebrałem mejla od redaktora naczelnego, milczenie nie wynikało ze złej woli i z niechęci do przyjmowania głosów polemicznych, z przaśności redakcyjnej pracy, ale z trudności zewnętrznych, za które poturbowany przeze mnie Twaróg wcale nie odpowiada.
Mój błąd zatem: zamiast cierpliwie czekać i prowadzić prywatną korespondencję, postanowiłem sprawę nagłośnić. W dodatku pofolgowałem swojej nerwowości, użyłem ciętego języka, byłem niemiły. Urządziłem sobie felietonowy festyn, odsądzając całą redakcję od czci i wiary.
Biorę za to odpowiedzialność. Szczerze przepraszam redaktora naczelnego. Tym bardziej, że jego otwartość na głosy autorów niezatrudnionych w redakcji jest w istocie bardzo duża. Okazało się, że w Gazecie Wrocławskiej wtedy miałem okazję to i owo wydrukować, kiedy właśnie Twaróg był jej redaktorem.
Muszę zatem publicznie odwołać swoje zdanie, że Marek Twaróg jest dziennikarzem, który ma w nosie czytelników, muszę odwołać zdanie, że szkodzi wolnej dyskusji. Co więcej, dzisiejsza wymiana mejli nakazuje mi wyartykułować zdanie przeciwne: Twaróg popiera debaty i chętnie analizuje nadesłane teksty, jest przy tym człowiekiem cierpliwym i serdecznym. Najlepszym na to dowodem jego postępowanie wobec mojego felietonu, w sprawie którego wywołałem tak wielkie zamieszanie: Marek Twaróg, mimo że na niego nawrzeszczałem, zechce ten tekst wydrukować. A zatem jest człowiekiem dużej klasy, nie wykazuje małostkowości i mściwości.
Raz jeszcze Pana, Panie Marku, przepraszam. I nie ukrywam, że jest mi głupio z powodu tekstu Dziennikarze z piaskownicy. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy się kontaktować już bez tak przykrych incydentów.
Dodam jeszcze, że możliwość wzięcia odpowiedzialności za swoje słowa jest w gruncie rzeczy bardzo przyjemna i niewątpliwie służy rozwojowi zawodowemu, szczerze zachęcam kolegów blogerów do podążania tą drogą. Miejcie odwagę posprzątać, gdy wcześniej narozrabiacie.
Jarosław Dudycz

