20-01-2011, 12:23
“Milcząca TV” »
Przemysław Jarasz
20-01-2011
Stacja chwaliła się pełną niezależnością. Przestała nadawać od czasu przegranych wyborów prezydenckich Mirosława Sekuły.
Internetowa Zabrze TV – mianująca się do niedawna jedyną niezależną telewizją w mieście, przestała nadawać swe audycje i programy. Ich operator nie nagrywał już także sesji Rady Miejskiej – było to od dwóch lat stałym wręcz zwyczajem tej stacji. Według naszych ustaleń program „zszedł z Internetu” dokładnie wraz z przegraną w prezydenckich wyborach samorządowych posła Platformy Obywatelskiej Mirosława Sekuły. Stacja nie zdążyła nawet poinformować o wyniku wyborów i składzie nowej Rady Miejskiej. Czyżby więc potwierdzały się nasze podejrzenia, iż stacja była zapleczem medialnym posła, mającym za zadanie głównie piętnowanie urzędującej władzy i mówienie wyłącznie dobrze o zabrzańskiej Platformie i jej kandydacie?
Pierwszy raz o dziwnie niezależnej Zabrze TV napisaliśmy w listopadzie 2010 roku pokazując, jak wbrew zasadom, jej reklama znalazła się w finansowanym z publicznych pieniędzy biuletynie informacyjnym biura poselskiego Mirosława Sekuły. Ujawniliśmy też, że wbrew przepisom prawa prasowego stacja nie wykazywała, kto ją finansuje (kto jest wydawcą), kim jest redaktor naczelny, ani nawet gdzie mieści się siedziba redakcji. Główna dziennikarka nagrywająca programy – Grażyna Herich czuła się tak dobrze w otoczeniu posła Sekuły, że obok jego biura nagrywała swoje wywiady z zaproszonymi gośćmi.
- Faktycznie, od ostatnich wyborów samorządowych ludzie z Zabrze TV chyba ani razu nie zjawili się w urzędzie, a już na pewno nie prosili o wypowiedź przed kamerą – przyznaje pytany o sprawę Dariusz Krawczyk, naczelnik Wydziału Kontaktów Społecznych UM w Zabrzu.
Choć (współ)pracownicy Zabrze TV starali się działać jak normalna redakcja, to pod wieloma względami odstawała ona organizacyjnie od zasad panujących w profesjonalnych mediach. Na przykład główną formą kontaktu widzów ze stacją było… wypełnienie formularza internetowego. Bo gdy dzwoniło się pod podany numer telefonu słyszało się zaskakującą informację: - My nie jesteśmy Zabrze TV, tylko firmą z nią współpracującą. Najlepiej kontaktować się z nimi poprzez pocztę elektroniczną - oznajmił nam męski głos.
Czy taką internetową telewizję można więc było w ogóle uznawać za prasę w rozumieniu ustawy prawo prasowe? – Mam co do tego poważne wątpliwości. Bo w dzisiejszych czasach każdy ma prawo chodzić po mieście z kamerą i publikować nagrania w Internecie, ale nie oznacza to automatycznie, że przysługują mu prawa należne prasie – przyznaje proszony przez GŁOS o komentarz prasoznawca, profesor Marian Gierula, kierownik Zakładu Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. – By w ogóle można było mówić o danym wydawnictwie jako prasowym, bezwzględnie muszą być znane tak podstawowe informacje jak pełna nazwa prawna jego wydawcy, nazwisko redaktora naczelnego i adres siedziby redakcji. Pod tym względem prasa musi być absolutnie przejrzysta, a informacje jawne. Bez tych informacji trudno nawet mówić o sądowej rejestracji tytułu Na mój gust to co państwo opisujecie to jakieś amatorskie przedsięwzięcie.
Sama Grażyna Herich także przestała się pojawiać na publicznych spotkaniach w Zabrzu. Na nasze szczegółowe pytania wysłane do niej już w listopadzie 2010 roku, a dotyczące zasad funkcjonowanie Zabrze TV, nie odpowiedziała nam do dziś. Telefonu od nas też już nie odbiera…
PRZEMYSŁAW JARASZ

