Dziesięć osób zabiega o cztery miejsca w radzie nadzorczej Radia Katowice. Wśród nich: dyrektor szpitala neuropsychiatrycznego, dziennikarz radiowy, rektor uczelni i kilku prawników.
Do Katowic przyjechali w czwartek członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, by sprawdzić, jakie pomysły na radio mają kandydaci do rady nadzorczej katowickiej rozgłośni. Spośród dziesięciu osób rada wybierze cztery, piątą wskaże minister skarbu państwa.
Kandydaci to: prof. Ryszard Barcik, rektor Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej, dr Agnieszka Bielska-Brodziak, dr Rafał Blicharz, prof. Wojciech Popiołek (wymieniona trójka to prawnicy), były prezes stacji Wiesław Rola oraz jej dziennikarz Jerzy Zawartka. Do rady chce wejść także ekonomista Mirosław Czerwiński, Bogdan Marcinkowski, animator kultury, ekonomista Jacek Pyka oraz Henryk Kromołowski, socjolog, dyrektor szpitala neuropsychiatrycznego w Lublińcu.
Każdego kandydata członkowie KRRiT przez pół godziny przepytywali m.in. z wiedzy na temat mediów publicznych i uprawnień rady nadzorczej. Barcik nie był pewien, czym jest ramówka, ale przekonywał, że radio powinno być bardziej widoczne na południu regionu i stawiać na edukację.
Kromołowski nieźle orientował się w finansach rozgłośni, ale pytany o to, czym jest “Wampiriada” [akcja honorowego oddawania krwi, którą współtworzyła Krystyna Bochenek - przyp. red.] trochę się pogubił. – Coś ostatnio było w Bielsku-Białej – rzucił. Potem opowiadał o roli mediów. Przy okazji przywołał wypowiedzi Jana Dworaka, przewodniczącego KRRiT, z zeszłego roku na temat mediów. – Też sprawdziłem pana w internecie – przyznał wtedy Dworak i wypomniał Kromołowskiemu, że swego czasu został odwołany ze stanowiska dyrektora szpitala w Częstochowie za długi, a w szpitalu w Lublińcu zdarzyło się samobójstwo. Kromołowski, zanim odpowiedział, wziął łyk wody. Potem zwolnienie wytłumaczył polityką, a nieszczęście w Lublińcu charakterem szpitala.
Witolda Grabosia z KRRiT interesowała wiedza kandydatów o Radiu Katowice. Blicharza spytał o patrona (dał dobrą odpowiedź, że Stanisław Ligoń), przy okazji wyznał, że radiu chce dać całego siebie. – Słucham Radia Katowice i nic bym nie zmieniał, może byłoby dobrze, gdyby było trochę więcej publicystyki – zdiagnozował.
Bielską-Brodziak Graboś zapytał, z czym się jej kojarzy określenie “Karlik z Kocyndra”. Nie wiedziała, że to pseudonim Ligonia. – Kocynder to nazwa klubu studenckiego, do którego chodziłam, a Karlik to takie śląskie imię – strzeliła, parokrotnie podkreślając jednak swoje przywiązanie do regionu.
Członkowie rady byli też ciekawi, dlaczego Zawartka chce wejść do rady, a tym samym nie chce już być dziennikarzem. Jak wyjaśnił, jego 30-letnie doświadczenie może się przydać firmie w inny sposób. Wtedy bezlitosny okazał się Krzysztof Luft z KRRiT, głośno zastanawiając się, jak to jest, że Zawartka pracował już dla jednego z ministrów i rzecznikował Śląskiej Kasie Chorych i za każdym razem wracał do radia. – Nie miał pan z tym problemów? To odejmuje wiarygodności – dziwił się Luft. Zawartka wyjaśnił, że radio zawsze okazywało się najważniejsze. Gdy mówił o swojej wizji rozgłośni, zasugerował, że można się zastanowić nad wprowadzeniem audycji rolnych, większym wykorzystaniem archiwów, pomyśleć o produkcji teatru.
Teraz członkowie KRRiT jadą do kolejnych rozgłośni, nie wiadomo więc, kiedy poznamy nazwiska nowych członków rady nadzorczej katowickiej stacji.