Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

14-02-2011, 19:32

Nowości programowe oraz zmiany na stanowiskach w TVS  »

mediaNews.com.pl
Michał Czarnecki
14-02-2011

“Dziwne i niebezpieczne”, “Gdzie wtedy byłeś?”, “Okno na południe” i “Olimpiada kabaretowa” to tytuły programów, które w marcu zagoszczą w ramówce TVS. “Dziwne i niebezpieczne” to program rozrywkowy, w którym zobaczymy ludzi nietuzinkowych, mających oryginalne pomysły na spędzenie życia, ludzi odważnych, a czasem wręcz igrających ze śmiercią.

W programie “Dziwne i niebezpieczne” zobaczymy człowieka, który Walentynki postanowił spędzić z wielkiej bańce, w nadziei na zdobycie serca ukochanej. Zajrzymy do wioski w Indiach, gdzie obyczajem jest tzw. “body piercing” oraz poznamy rodzinę, która swój dom dzieli z..krokodylami. W poniedziałki, środy i piątki o godz.: 20:25. “Gdzie wtedy byłeś?” – to program popularnonaukowy, przypominający momenty, które zmieniły losy świata. Od zrzucenie bomby na Hiroszimę, zabójstwa Johna. F. Kennedy’ego, przez lądowanie człowieka na Księżycu, po Czarnobyl i huragan Katrina – jak do tego doszło? Jak zmieniło to losy świata? Krok po kroku, widzowie TVS będą mogli przyjrzeć się tym wydarzeniom i zastanowić się: “gdzie wtedy byłem?”. We wtorki i czwartki, o godz.: 20:25.

W marcu TVS rusza, a właściwie wraca z dobrze znanym widom morning show “Okno na południe”. Program, który powstał na początku funkcjonowania stacji, teraz wraca w nowej, bardziej dynamicznej formie. W dużym studiu TVS pojawią się ciekawi goście – gwiazdy, ale i ludzie mniej znani, którzy robią w życiu coś niezwykłego, o czym warto powiedzieć i co warto pokazać. Gotował będzie znany i lubiany Remigiusz Rączka, będzie poranna gimnastyka w rytmie zumby oraz dużo dobrej muzyki. “Okno na południe” zobaczymy w każdą sobotę o godz.: 8:00. “Katowicka olimpiada kabaretowa” to program, który też jest już dobrze znany widzom TVS – teraz wraca w wiosennej odsłonie. Zmagania młodych, nieznanych jeszcze formacji kabaretowych, których wysiłki oceniać będzie profesjonalne jury, publiczność i widzowie. W soboty, o godz.: 15:30.

29 marca Telewizja TVS obchodzi 3. urodziny. Wszystko wskazuje na to, że widzowie postanowili już teraz zrobić prezent – ubiegły weekend (12-13.02) okazał się rekordowy jeśli chodzi o wyniki oglądalności. W sobotę oglądało TVS średnio 13 800 widzów, co daje 0,45 proc. udziału w rynku; w niedzielę 21 300 tys. widzów ze średnim udziałem 0,60 proc. W TVS oprócz zmian programowych, także zmiany na stanowiskach. Zastępcą szefa redakcji Silesia Informacji został Rafał Kulig. Kulig w telewizji TVS pracuje od 3 lat jako wydawca Silesia Informacji, wcześniej pracował w Radiu Plus. Zastępcą Sekretarza Programowego telewizji TVS została Marta Piotrowska. Dotychczas prowadziła Redakcję Kontaktu z Widzami i Mediami i pracowała w Sekretariacie Programowym, a także jako wydawca programu “Cała wstecz”. W stacji od początku jej nadawania, wcześniej związana z redakcją “Aktualności” TVP Katowice i “Wiadomościami Zagłębia”.

Całość: http://www.medianews.com.pl/telewizja/2-telewizja/314-nowoci-programowe-oraz-zmiany-na-stanowiskach-w-tvs

14-02-2011, 19:15

“Czy Katowice potrzebują własnej gazety?”  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Anna Malinowska
14-02-2011

Radny Andrzej Zydorowicz chce sprawdzić, czy opłacalne jest wydawanie przez miasto własnej gazety: – Każdego miesiąca na “Nasze Katowice” trzeba wydać 10 tys. zł. Nikt tymczasem nie policzył, ilu jest czytelników, kto po nią sięga i czy zawartość gazety jest interesująca.

Pierwszy numer miesięcznika “Nasze Katowice” ukazał się w listopadzie 2008 r. Wydawanie miejskiej gazety nie jest niczym nadzwyczajnym – podobne wydawnictwa są m.in. w Sosnowcu i Gliwicach. Ale od początku pomysł wydawania katowickiej gazety wzbudzał kontrowersje.

Waldemar Bojarun, wówczas rzecznik magistratu, wyjaśniał potrzebę takiego wydawnictwa treściami prezentowanymi przez gazety lokalne. Jak mówił radnym, “Dziennik Zachodni” zmienił charakter na bardziej ogólnopolski, a “Gazeta Wyborcza”, jak zasugerował, jest zbyt krytyczna wobec władz.

Zydorowicz uważał takie tłumaczenie za skandaliczne. – Rzecznik podważył sens czytania gazet. Później z wszystkiego się wycofał, tłumacząc, że wydawanie własnej gazety dostarczy mieszkańcom więcej informacji o Katowicach – mówi radny.

Podczas prac komisji zajmującej się promocją Zydorowicz wielokrotnie wytykał, że w gazecie prezentowane są nieaktualne wydarzenia. – To miesięcznik. Co czytelnika obchodzi, że dwa albo trzy tygodnie temu była taka i taka impreza? Przecież o tym wszystkim można się dowiedzieć z mediów elektronicznych czy prasy codziennej – denerwował się.

Teraz chce, by niezależni eksperci sprawdzili sens wydawania gazety. Chodzi m.in. o sposób dystrybucji. “Nasze Katowice” wykładane są w różnych instytucjach, nie tylko miejskich. Można je znaleźć m.in. w hotelach, na uczelniach czy w sklepach. – W Centrum Sztuki Filmowej leży cała sterta gazet. Chciałbym się dowiedzieć, czy nikt po nie nie sięga, bo miejsce jest nieodpowiednie, czy dlatego, że treść jest mało interesująca – dodaje Zydorowicz.

Radny o pomoc poprosił prof. Krystynę Doktorowicz, dziekan Wydziału Radia i Telewizji UŚ. Profesor na razie zastrzega, że o wnioskach będzie mogła powiedzieć po dokładnej analizie pisma, bo nie jest stałą czytelniczką. – Każde wydawnictwo samorządowe wzbudza kontrowersje. Czasem nie wiadomo, czy jest to promowanie miasta, czy też jego władz. Jeśli ma to być tylko propaganda dokonań władzy, to szkoda na to pieniędzy. Gazeta jest przecież wydawana za pieniądze mieszkańców – uważa prof. Doktorowicz.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,9103026,Czy_Katowice_potrzebuja_wlasnej_gazety_.html

12-02-2011, 22:32

“Miody i Chrzany “Dziennika Zachodniego” przyznane”  »

Dziennik Zachodni, Telewizja Silesia, Polskie Radio Katowice
opr. ów
12-02-2011

Od 66 lat trzymają rękę na pulsie wydarzeń, a od 18 przyznają nagrody. Miody dla tych, którzy zasłużyli się dla regionu i Chrzany tym nieco mniej zasłużonym. Nagrody Dziennika Zachodniego wręczono w tym roku w chorzowskim Teatrze Rozrywki. Dziennikarzem multimedialnym została Maria Olecha, a dziennikarzem prasowym roku Dziennika Zachodniego – Marcin Zasada. Miody trafiły w ręce: Kamila Durczoka, Marcina Wyrostka, prof. dr hab. Lecha Cierpki, zespołu Dżem, Chrzany natomiast do byłego marszałka województwa śląskiego Bogusława Śmigielskiego, Górnośląskiego Związku Metropolitalnego oraz Śląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych. Arcybiskup Damian Zimoń otrzymał Super Miód – symboliczne podziękowanie za 26-letnią posługę, zrozumienie i mądre słowo.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/stronaglowna/368506,na-66-lecie-dziennika-zachodniego-przybyli-prawie-wszyscy,id,t.html

12-02-2011, 18:12

Nie chrzańcie Śmigielskiego  »

SILESIA24.com.pl
Maciej Wąsowicz
12-02-2011

Według moich – nieoficjalnych informacji – podczas Gali Dziennika Zachodniego “chrzan” otrzyma Bogusław Śmigielski. Dla niezorientowanych przypomnę: marszałek województwa poprzedniej kadencji, lekarz, obecnie prezes niepublicznej lecznicy w Jaworznie.

Przypomnę również, że chrzan to nagroda dla “czarnych charakterów”, osób publicznych, które jednoznacznie negatywnie wpisały się w ubiegłoroczny krajobraz regionu. Chrzan to dziennikarski sposób na publiczne napiętnowanie, zakucie w dyby i obśmianie osoby chrzanem “nagrodzonej”.

Nigdy nie byłem bezkrytycznym admiratorem samorządu kierowanego przez Bogusława Śmigielskiego ale nie mogę też być bezkrytycznym wyznawcą wszystkiego, co napiszą, czy o czym zadecydują moi koledzy po fachu, z którymi zresztą spędziłem kilka lat w jednej redakcji, od których uczyłem się zawodu.

Są decyzje, z którymi trudno się zgodzić, które trudno przyjąć do wiadomości. I za taką uważam przyznanie “chrzana” Śmigielskiemu. Według nieoficjalnych informacji ma go otrzymać za to, że w czasie powodzi 2010 przebywał na wystawie EXPO w Shanghai’u. Że nie stał wtedy na wałach, że nie brylował w telewizji dzielnie przesypując pryzmę piasku z miejsca na miejsce. Że nie ocierał skroplonego potem czoła dając kolejną telewizyjną “setkę” o tym, jaki będzie dobry i pomocny.
 
Śmigielski ma dostać “chrzan” za to, że w odpowiedniej chwili za namową swoich “piarowców” nie rzucił się w drogę powrotną do kraju już w samolocie zamieniając garnitur na czerwony polar ratownika, a eleganckie półbuty na wykładane filcem gumiaki. Bo przecież – ta druga kreacja znacznie lepiej wygląda w TV.

Nikt dając “chrzan” Śmigielskiemu pewnie nie wspomni o tym, że był to marszałek, który przychodził do pracy o 7 rano a wychodził czasem późno w nocy. Nikt nie wspomni, że zamiast rozgrywać politycznie regionalną PO z pozycji marszałka wolał skupić się na robocie. Ze sceny nie padną słowa o powołaniu do życia Kolei Śląskich, które mogą uratować szynową komunikację na Śląsku, gdy Przewozy Regionalne upadną pod ciężarem zadłużenia. Nikt nie powie tam Śmigielskiemu “dziękujemy” za Stadion Śląski, za DTŚkę, za to i za owo.

Nikt pewnie w końcu nie wspomni, że to nie w kompetencji marszałka leży zarządzanie kryzysowe w czasie powodzi. Bo według mojej najlepszej wiedzy należy to do wojewody, a ten z tego co widziałem w TV był na miejscu w rynsztunku, jakiego oczekiwali dziennikarze: w polarze, z łopatą i ze swadą opowiadając o powodziowych stratach.

Ja od dziennikarzy oczekuję tylko jednego, by każdą decyzję podejmowali z głową. Żeby dając “chrzan” samemu nie chrzanić.

PS Pisząc to naiwnie liczę na opamiętanie Szanownych Redaktorów. Jest jeszcze kilka godzin.

Maciej Wąsowicz

Całość: http://www.silesia24.com.pl/blog/Maciej.W%C4%85sowicz/1/nie-chrzancie-smigielskiego/942.html

12-02-2011, 16:52

“Tychy też mają swoje Press Photo. Bez wojen i śmierci”  »

Gazeta Wyborcza Katowice
łuk, ot
12-02-2011

Fotoreportaż z Afryki Północnej, piękne tyskie iluminacje, a także zdjęcia Jeziora Paprocańskiego zostały wyróżnione w konkursie Tychy Press Photo 2011.

Tychy Press Photo to takie lokalne World Press Photo. Od ośmiu lat nagradzane są na nim najlepsze zdjęcia fotoreporterów pracujących w tyskich redakcjach lub mieszkających w tym mieście. Niekoniecznie zdjęcia z Tychów, choć na tegoroczną edycję nadesłano ich wyjątkowo dużo. – Uczestnicy zaczęli dostrzegać ciekawe sytuacje wokół siebie, o czym przekonuje nagrodzone przez nas zdjęcie Radosława Kaźmierczaka wykonane na tyskim placu Baczyńskiego – mówi Dominik Gajda, jeden z jurorów i współtwórca konkursu.

Jurorzy, a wśród nich Marek Locher, fotoreporter, członek ZPAF; oraz Rafał Klimkiewicz, szef agencji Edytor.net, chwalili z wysoki poziom konkursu, rosnący z roku na rok. Konkurs rozstrzygnięto w piątek, w dniu rozstrzygnięcia 54. edycji konkursu fotografii prasowej World Press Photo.

W tegorocznej edycji konkursu zostali nagrodzeni: współpracujący z katowicką “Gazetą” Radosław Kaźmierczak (za fotoreportaż z Algierii i zdjęcie placu Baczyńskiego w Tychach) oraz Artur Jastrzębski i Damian Puła (fotografowali powódź nad Jeziorem Paprocańskim). Zdjęcia roku – jak w roku poprzednim – nie wyłoniono.

Najlepsze zdjęcia tegorocznego Tychy Press Photo można oglądać do 16 marca w Teatrze Małym w Tychach.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,9095581,Tychy_tez_maja_swoje_Press_Photo__Bez_wojen_i_smierci.html

11-02-2011, 17:16

“Dziennik Zachodni ma już 66 lat”  »

Telewizja Silesia
Katarzyna Tomczyk
11-02-2011

Na emeryturę mógł przejść już rok temu, ale wolnego zrobić sobie nie zamierza. “Polska Dziennik Zachodni” obchodzi dziś 66-te urodziny i choć na plecach czuje oddech młodszej konkurencji – o czytelników zabiega nieustannie. Już nie tylko na papierze, ale i w internecie.

“Polska Dziennik Zachodni” ukazuje się już od 66 lat. I pewnie dlatego tego tytułu mieszkańcom regionu przedstawiać nie trzeba. Bo to właśnie w nim szukają informacji właściwie o wszystkim. – Przede wszystkim przeglądam oferty pracy, bo jestem obecnie bezrobotna. Oprócz tego czytam też wiadomości ze świata i na temat polityki – mówi Karina Brodowska, mieszkanka Chorzowa. Zdaniem czytelników o tym, co się czyta, decyduje nie tylko co, ale i jak się pisze. Więc i po dziennik ludzie sięgają chętnie. – Najlepiej się sprzedaje “Dziennik Zachodni” i “Fakt”, natomiast w piątek tylko “Dziennik Zachodni” schodzi najlepiej, bo około 40 sztuk – przyznaje Bożena Szarek, sprzedawczyni w kiosku.

Jednak zanim pojawi się na półce – jego papierowe oblicze rodzi się w drukarni. – Proces jest całkowicie skomputeryzowany, a to oznacza prostotę obsługi, szybkie wybieranie oraz ustawianie farby. Natomiast technika nie zmieniła się od ponad stu lat – tłumaczy Stanisław Kochański, drukarz. Trochę krócej, bo zaledwie od czterech lat, z “Dziennikiem Zachodnim” jest Anna Zielonka. Przyszła na praktyki, trafiła pod skrzydła bardziej doświadczonych dziennikarek, i została. – Na początku było bardzo ciężko. Mówiły mi jak mam pisać, sprawdzały, uczyły, czasami się na mnie denerwowały, a ja na nie – wspomina.

Stresu w mediach uniknąć się nie da. Również tego związanego z tym, czy czytelnika uda się skutecznie do siebie przyciągnąć. – Zmienia się świat, zmieniają się przyzwyczajenia mieszkańców, zmieniają się też nawyki naszych czytelników. Dlatego chcemy pójść tą drogą i być obecni w takich mediach jak internet, do których nasi czytelnicy zaglądają – stwierdza Zenon Nowak, prezes Polskapresse. Bo papier, mimo że cierpliwy, nie do końca dobrze znosi współczesny tryb życia – mówią medioznawcy. – Cały czas chodzi o nakłady, ale obecnie chodzi też o wejścia internetowe, które mają coraz większe znaczenie. Na razie nie wiemy, czy tak będzie, że w ogóle znikną gazety papierowe. Ja uważam, że tak nie będzie, ale te wejścia na stronę internetową również mają ogromne znaczenie – uważa prof. Krystyna Doktorowicz.

I to właśnie one stały się przyczyną tarć między “Polską Dziennikiem Zachodnim” a drugim potentatem lokalnego rynku – katowicką “Gazetą Wyborczą” pod koniec ubiegłego roku. A poszło o prawie 90 tys. wejść na strony internetowe obu gazet. Zdaniem “Gazety Wyborczej” “Dziennik Zachodni” bardzo niedokładnie szacował liczbę internautów odwiedzających portale. – Konkurencja to rzecz naturalna – mówi naczelny katowickiej “Gazety Wyborczej”, Dariusz Kortko. – Wtedy człowiek nie gnuśnieje. Jakby nie było konkurencji, moglibyśmy sobie usiąść na swoich fotelach, poczytać książeczki, pooglądać telewizję i byłoby fantastycznie. Ale chyba nie o to nam chodzi – dodaje. Nie o to. Tylko o to, by żadnej gazety, nawet po osiągnięciu odpowiedniego wieku, czytelnicy na emeryturę nie wysłali.

Całość: http://www.tvs.pl/informacje/33417,dziennik_zachodni_ma_juz_66_lat.html