Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

07-03-2011, 11:05

“Film absolwenta Wydziału Radia i Telewizji UŚ na 14. Festiwalu Filmów Krajów Unii Europejskiej”  »

Uniwersytet Śląski w Katowicach
07-03-2011

Królik po berlińsku

W Chicago trwa 14. Festiwal Filmów Krajów Unii Europejskiej. Podczas tego prestiżowego przeglądu kina europejskiego zaprezentowany zostanie film pt. „Królik po berlińsku” w reżyserii Bartka Konopki, absolwenta reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego. Autorem zdjęć do filmu jest również absolwent Wydziału Piotr Rosołowski.

„Królik po berlińsku” to wzruszająca i dowcipna opowieść o tysiącach dzikich królików, które przez 28 lat zamieszkiwały obszar zieleni stworzony między dwoma pasami muru berlińskiego. Snując metaforyczną historię o królikach, reżyser opowiedział o ludziach, których losy ukształtował komunistyczny system.

Przegląd filmów europejskich w Chicago potrwa do 31 marca.

Bartek Konopka (ur. 1972 r. w Myślenicach) jest absolwentem reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz filmoznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ukończył też kurs dokumentalny i fabularny w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy.

Całość: http://www.us.edu.pl/film-absolwenta-wydzialu-radia-i-telewizji-us-na-14-festiwalu-filmow-krajow-unii-europejskiej

06-03-2011, 19:35

Pokazać nieuchwytne! Arkadiusz Gola na wystawie we Francji  »

Wiadomości24.com.pl
Adam Podgórski
06-03-2011

Na początku lutego w Centrum Historii Górnictwa w Pas de Calais we Francji pokazano wystawę zdjęć “Górnicy stąd i skądinąd”, ujmującą ostatnie półwiecze światowego górnictwa.

Fotografie zaprezentowało 25 najlepszych fotografów świata, zafascynowanych problematyką górniczą. Między innymi z USA, Chin, Brazylii, Indii, Maroka, Kuby, Boliwii, Niemiec Wśród nich był rudzianin z pochodzenia, Arkadiusz Gola.

Zanim prace Arkadiusza Goli dotarły do Francji, organizatorzy wystawy wypatrzyli je w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu. Zafascynowały ich niezwykle sugestywne postacie kobiet pracujących w rudzkich kopalniach. Zdjęcia swe Gola pstrykał przez kilka lat.

Arkadiusz Gola

Arkadiusz Gola jest kochłowiczaninem z urodzenia, obecnie mieszkającym w Zabrzu. Mając 13 lat zaczął chodzić do kółka fotograficznego. Obecne jest cenionym fotoreporterem prasowym, zdobywcą wielu nagród, uczestnikiem głośnych wystaw i konkursów, współtwórcą albumów, laureatem prestiżowych wyróżnień i tytułów.

Już kiedy zawarliśmy z nim znajomość w 2006 roku, lista jego dokonań była imponująca długa. Uzyskał m. in. II miejsce w Grand Press Foto w 2010 roku, I i II nagrodę w konkursie Polska Fotografia Prasowa, wyróżnienie w Newsreportaż, główną nagrodę w konkursie ekologicznym Bayera, II miejsce w prestiżowym konkursie BZ WBK Press Foto oraz tytuł Dziennikarza Roku 2003 “Dziennika Zachodniego”. Studiując w Instytucie Twórczej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w Opawie, obronił pracę licencjacka uznaną za najlepszą w 2009 roku. Jego fotogramy znajdują się w kilku muzeach śląskich.

W Rudzie Śląskiej zasłynął jako dokumentalista życia orzegowskich Romów oraz twórca niezapomnianych obrazów ocalających pamięć po Karmańskiem (Koloni Karola Emanuela), wielkiej osadzie robotniczej, którą unicestwiła nieomal bez śladu budowa Drogowej Trasy Średnicowej.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pokazac_nieuchwytne_arkadiusz_gola_na_wystawie_we_francji_185396.html

04-03-2011, 18:07

Film “Profesor od serca – Zbigniew Religa” już w środę w TVP  »

Dziennik Zachodni
04-03-2011

Kadr z filmu "Profesor od serca - Zbigniew Religa"

Obejrzyjcie ten pasjonujący, wartki dokument o człowieku, którego życie w istocie mogłoby posłużyć za kanwę kinowego przeboju. Mowa o filmie red. Haliny Szymury z OTV w Katowicach (reżyseria i scenariusz), która na zlecenie telewizyjnej “Jedynki” zrealizowała ten obraz. Najpierw obejrzymy go na pokazie przedpremierowym w zabrzańskim Multikinie – już w najbliższy wtorek o godz. 19.00. Widzowie w całej Polsce obejrzą go w środę, 9 marca, o godzinie 22.10 w “Jedynce”.

“Profesor od serca – Zbigniew Religa” to pierwszy film dokumentalny o tym wielkim człowieku i lekarzu. – To efekt mojej siedemnastoletniej współpracy z Profesorem, realizowałam wszystkie koncerty “Serce za serce” – od pierwszego, z Placido Domingo, po “Muzykę irlandzką”, w którym Profesor wystąpił po raz ostatni na scenie. Był wielokrotnie gościem moich programów studyjnych, na żywo, wielokrotnie nagrywałam z nim także wywiady poza studiem – opowiada red. Szymura.

Całość oparta jest na wspomnieniach najbliższych mu osób – w zawodzie i w życiu. O atmosferze, jaka towarzyszyła pierwszym transplantacjom, o dramatach, jakie wspólnie przeżywali, mówią towarzyszący mu przy zabiegach dawni asystenci – dziś profesorowie – Andrzej Bochenek, Marian Zembala, Jerzy Foremny. Wszyscy oni uwiecznieni są w cennych, archiwalnych materiałach z pierwszych przeszczepów serca w latach 1985-1990.

Te dokumentalne zdjęcia zrealizowane przez TV Katowice, to jedyna w świecie rejestracja pionierskich dokonań wielkiego chirurga. O tym, jak życie zawodowe męża i ojca wpływało na życie rodzinne, mówią żona, córka i syn.

Wzruszające są opowieści dawnych pacjentów, którzy nazywają Profesora drugim ojcem – m.in. Tadeusza Żytkiewicza – najdłużej żyjącego pacjenta z przeszczepionym sercem.

O niezwykłych sytuacjach podczas współpracy lotnictwa wojskowego z prof. Religą opowiada lotnik – płk inż. Mirosław Czechowski. Dramaty, jakie towarzyszyły tym lotom, uwiecznione na filmie dokumentalnym zrealizowanym dla potrzeb lotnictwa wojskowego, obrazują chwile grozy i determinacji w walce Profesora o ludzkie życie.

Autorem zdjęć do filmu jest Sławomir Chudowski, montaż – Beata Widuch. Producent – Marek Styś. Produkcja – Telewizja Polska Oddz. w Katowicach dla PR1 TVP. Film powstał przy współpracy UM w Zabrzu i firmy Voigt z Zabrza. Patronat nad filmem objął “Dziennik Zachodni”.

Całość: http://slask.naszemiasto.pl/artykul/802590,film-profesor-od-serca-zbigniew-religa-juz-w-srode-w-tvp,id,t.html

02-03-2011, 19:20

“Prasa, mój chleb nikczemny”  »

Portal Opinii Newsweek.pl
ZEW
02-03-2011

Wysokiej rangi urzędnik katowickiego magistratu stwierdził ostatnio z nutką refleksji: „Przecież my teraz w centrum miasta nie mamy ani jednej dużej redakcji!”.  Zgadza się, ostatnią która opuściła pokład gazetowego Titanica była redakcja Dziennika Zachodniego.

To było rok temu. DZ się wyniósł do Sosnowca, tam gdzie drukarnia. Taka teraz moda, taniej przy własnej drukarni. Ładnych kilka lat temu to samo zrobiła katowicka redakcja “Gazety Wyborczej”. Została tylko nazwa – Dom Prasy. Zapraszam do wehikułu czasu, cofnijmy się o te marne 20 lat, na próg lat 90-tych kiedy to Nowy Ustrój i bezlitosna gospodarka rynkowa jeszcze nie zdążyły wszystkiego ZRESTRUKTURYZOWAĆ, czytaj zlikwidować. W samym tylko ww. Domu Prasy mieliśmy: Trybunę Robotniczą (milionowy nakład Magazynu Niedziela!), a także Dziennik Zachodni.

Incydentalnie mieściła się tu redakcja Dziennika Śląskiego – twórca Wojtek Fibak, też. Ale to osobny temat. W tymże obiekcie była również kultowa restauracja POD PRASĄ, kiedyś stołówka pracownicza oraz dyrekcja RSW Prasa – Książka – Ruch (35 lat! Jego dyrektorem był mgr Karol Szarowski, nie do zdarcia…).

Pod adresem obok – Rynek 13 – mieliśmy kolejne redakcje, idąc piętrami Śląska PANORAMA, Wieczór (któż o nim pamięta, popołudniowa mutacja DZ przekształciła się w samodzielną gazetę, tam praktykowałem jako student w latach 70-tych), wreszcie TAK i NIE, tygodnik, który zastąpił po 1989 roku pamiętne POGLĄDY Wilhelma Szewczyka. Redaktorzy urzędowali nie tylko Pod Prasą, ale również w Kaktusach (bar hotelu obecnego Diament).

To były piękne dni, a ileż toastów, kłótni i miłości podczas nich się zrodziło… Okolice Rynku i redakcja to jedna strona bajki – teraz słowo o infrastrukturze. Była nią przede wszystkim potężna drukarnia prasowa przy ul. Liebknechta (obecnie Opolska). Tam przed wojną stacjonował Korfanty ze swoją Polonią – pozostała tablica od strony ul. Sobieskiego… W tejże drukarni powstawało jeszcze dwie dekady temu aż sto tytułów gazet z całej Polski! Terminowałem tam jako redaktora odpowiedzialny, depeszowy, a czasami techniczny. Były to czasy „ludzi z ołowiu”.

Nowa kompowa technika sprawiła, że niektórzy z szanowanych Towarzyszy Sztuki Drukarskiej skończyli na zamiataniu podwórka… Wreszcie w obecnej siedzibie Regionalnej Izby Gospodarczej, również Opolska, mieściła się CENZURA. Droga Młodzieży, bez pieczątki z tajemnym szyfrem Pana Cenzora typu „K-15 zatwierdził do druku” nie mogła się ukazać żadna gazeta… Ostatnia uwaga na koniec: Drodzy Kandydaci na Redaktorów – ja poznałem wagę słowa drukowanego pchając jako student przez 2 tygodnie wózki z gotowymi gazetami, wywożonymi w drukarni na rampę. To była dobra szkoła, teraz siadacie do laptopów i piszecie od razu, że Premier RP to jest taki i owaki. Komp jest cierpliwy, albo w tej samej hali, gdzie ja pchałem ciężki wózek zarabiając na włoskie dżinsy z Pewexu wy sobie popijacie piwko i tańczycie. Bo w byłej rotacji akurat się mieści lokal pt. Browar Spiż.

Ponarzekałeś emerycie przedpomostowy, no to spadaj. Proszę bardzo, zobaczycie i wy co wam powiedzą na wasze medialne wspominki późne wnuki. Amen.

ZEW

Całość: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/552437,prasa-moj-chleb-nikczemny.html

02-03-2011, 18:08

“Śląska fotografia prasowa, czyli co lubią obiektywy”  »

Dziennik Zachodni
Agata Pustułka
02-03-2011

Śląska Fotografia Prasowa 2010

Tegoroczni finaliści ósmego już konkursu Śląska Fotografia Prasowa zabiorą nas nie tylko do Rudy Śląskiej czy Świętochłowic, ale też do Birmy, Laosu i Kambodży – wszędzie tam, gdzie było ekscytująco i gdzie fotoreporterzy zapamiętale uwieczniali ludzi, zdarzenia i emocje.

Na organizowany przez Bibliotekę Śląską i Regionalne Stowarzyszenie Syndykatu Dziennikarzy Republiki Czeskiej w Ostrawie prestiżowy konkurs napłynęła rekordowa liczba prac. Ponad sześćdziesięciu fotoreporterów (w tym roku po raz pierwszy również z województw dolnośląskiego, opolskiego oraz morawsko-czeskiego Republiki Czeskiej) nadesłało łącznie kilkaset zdjęć. Już samo znalezienie swojej fotografii na wystawie jest wielkim wyróżnieniem, a zdobycie nagrody to marzenie każdego z fotoreporterów. To furtka do elitarnego świata prawdziwych mistrzów.

Z pierwszej analizy nadesłanych prac wynika, że uwaga fotoreporterów w ubiegłym roku skupiła się na najbardziej palących tematach, m.in. na powodzi w województwie śląskim oraz wielkiej rewolucji na katowickim dworcu PKP, który jest przebudowywany od podstaw. Część prezentowanych prac jest także poświęcona katastrofie smoleńskiej, ale fotoreporterzy szukali i innych, bardziej intymnych tematów. Jak mówią organizatorzy, tradycyjnie już nadesłano wiele zdjęć przedstawiających wydarzenia o mniejszej randze w regionie, ale za to malownicze, klimatyczne, plastyczne. To na przykład zatrzymane w kadrze jak procesje, festyny, odpusty, jarmarki, koncerty czy festiwale. To one tworzą mozaikę teraźniejszości. Wymagają też szczególnej inwencji od artysty. Pojawiło się też wiele zdjęć o tematyce sportowej, a tę obiektywy fotoreporterów nie od dziś bardzo lubią.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/kultura/375317,slaska-fotografia-prasowa-czyli-co-lubia-obiektywy,id,t.html

01-03-2011, 19:33

“To rzecz o hipokryzji, nie zaleceniu Arabskiego”  »

Dziennik Zachodni
Marek Twaróg
01-03-2011

To nie jest rzecz o Polskiej Agencji Prasowej, która nie zadaje pytań, jeśli do jej szefa zadzwoni minister w kancelarii premiera. To jest rzecz o hipokryzji.

Dziennikarski światek komentował wczoraj informację o tym, że podczas wizyty premiera w Izraelu dziennikarz PAP nie zadał na konferencji pytania o reprywatyzację i odszkodowania za mienie pożydowskie, bo o to poprosił Tomasz Arabski, szef kancelarii Tuska. Święte oburzenie. Na dziennikarstwie znają się w Polsce wszyscy (jak na medycynie i piłce nożnej), toteż zaraz rozgorzała dysputa o tzw. kondycji polskiej żurnalistyki, układach, wpływach i wszystkim najgorszym, z czym kojarzy się ta profesja.

Nie jest to rzecz o Polskiej Agencji Prasowej, to jest rzecz o hipokryzji. Tej hipokryzji, która każe wylać kubeł pomyj na dziennikarza bez rozważenia, czy rzeczywiście istnieje coś takiego, jak polska racja stanu, która być może pozwala na niezadawanie pewnych pytań. Do dyskusji. Zostawię to jednak bez rozwinięcia, bo – podtrzymuję – nie jest to rzecz o PAP, ale o hipokryzji.

Niedawno Polska Agencja Prasowa niezdrowo ekscytowała się kolportowanym z DZ dodatkiem reklamowym zleconym przez wojewodę śląskiego. Tak nagle, ni stąd ni zowąd, zainteresowała się takim drobiazgiem. Dyżurni dziennikarscy moraliści – znani z tego, że nic im nie wychodzi, ale w recenzowaniu poczynań innych są mistrzami świata – powołując się na tę depeszę odezwali się natychmiast, wykazując, że to upadek dziennikarstwa. Śląskiego w szczególności. Oczywiście z wyłączeniem dziennikarstwa uprawianego przez moralistów.

Gdyby nie rządziła nami, myślę tutaj zarówno o światku dziennikarskim, jak i światku w ogóle, hipokryzja i stadne myślenie, tylko śmiało spojrzelibyśmy na rzeczywistość i spróbowali ją krok po kroku naprawiać, podobnych złośliwości by nie było.

Moglibyśmy otwarcie rozmawiać o granicach, poza które dziennikarz posunąć się nie może. Ale tak wtedy, jak i teraz, przy okazji zalecenia ministra Arabskiego, o dyskusji mowy być nie może, bo jedynym akceptowalnym zachowaniem było i jest udawanie oburzenia z powodu przenikania się świata mediów i polityki.

Całość: http://www.polskatimes.pl/opinie/374840,to-rzecz-o-hipokryzji-nie-zaleceniu-arabskiego,id,t.html