Wysokiej rangi urzędnik katowickiego magistratu stwierdził ostatnio z nutką refleksji: „Przecież my teraz w centrum miasta nie mamy ani jednej dużej redakcji!”. Zgadza się, ostatnią która opuściła pokład gazetowego Titanica była redakcja Dziennika Zachodniego.
To było rok temu. DZ się wyniósł do Sosnowca, tam gdzie drukarnia. Taka teraz moda, taniej przy własnej drukarni. Ładnych kilka lat temu to samo zrobiła katowicka redakcja “Gazety Wyborczej”. Została tylko nazwa – Dom Prasy. Zapraszam do wehikułu czasu, cofnijmy się o te marne 20 lat, na próg lat 90-tych kiedy to Nowy Ustrój i bezlitosna gospodarka rynkowa jeszcze nie zdążyły wszystkiego ZRESTRUKTURYZOWAĆ, czytaj zlikwidować. W samym tylko ww. Domu Prasy mieliśmy: Trybunę Robotniczą (milionowy nakład Magazynu Niedziela!), a także Dziennik Zachodni.
Incydentalnie mieściła się tu redakcja Dziennika Śląskiego – twórca Wojtek Fibak, też. Ale to osobny temat. W tymże obiekcie była również kultowa restauracja POD PRASĄ, kiedyś stołówka pracownicza oraz dyrekcja RSW Prasa – Książka – Ruch (35 lat! Jego dyrektorem był mgr Karol Szarowski, nie do zdarcia…).
Pod adresem obok – Rynek 13 – mieliśmy kolejne redakcje, idąc piętrami Śląska PANORAMA, Wieczór (któż o nim pamięta, popołudniowa mutacja DZ przekształciła się w samodzielną gazetę, tam praktykowałem jako student w latach 70-tych), wreszcie TAK i NIE, tygodnik, który zastąpił po 1989 roku pamiętne POGLĄDY Wilhelma Szewczyka. Redaktorzy urzędowali nie tylko Pod Prasą, ale również w Kaktusach (bar hotelu obecnego Diament).
To były piękne dni, a ileż toastów, kłótni i miłości podczas nich się zrodziło… Okolice Rynku i redakcja to jedna strona bajki – teraz słowo o infrastrukturze. Była nią przede wszystkim potężna drukarnia prasowa przy ul. Liebknechta (obecnie Opolska). Tam przed wojną stacjonował Korfanty ze swoją Polonią – pozostała tablica od strony ul. Sobieskiego… W tejże drukarni powstawało jeszcze dwie dekady temu aż sto tytułów gazet z całej Polski! Terminowałem tam jako redaktora odpowiedzialny, depeszowy, a czasami techniczny. Były to czasy „ludzi z ołowiu”.
Nowa kompowa technika sprawiła, że niektórzy z szanowanych Towarzyszy Sztuki Drukarskiej skończyli na zamiataniu podwórka… Wreszcie w obecnej siedzibie Regionalnej Izby Gospodarczej, również Opolska, mieściła się CENZURA. Droga Młodzieży, bez pieczątki z tajemnym szyfrem Pana Cenzora typu „K-15 zatwierdził do druku” nie mogła się ukazać żadna gazeta… Ostatnia uwaga na koniec: Drodzy Kandydaci na Redaktorów – ja poznałem wagę słowa drukowanego pchając jako student przez 2 tygodnie wózki z gotowymi gazetami, wywożonymi w drukarni na rampę. To była dobra szkoła, teraz siadacie do laptopów i piszecie od razu, że Premier RP to jest taki i owaki. Komp jest cierpliwy, albo w tej samej hali, gdzie ja pchałem ciężki wózek zarabiając na włoskie dżinsy z Pewexu wy sobie popijacie piwko i tańczycie. Bo w byłej rotacji akurat się mieści lokal pt. Browar Spiż.
Ponarzekałeś emerycie przedpomostowy, no to spadaj. Proszę bardzo, zobaczycie i wy co wam powiedzą na wasze medialne wspominki późne wnuki. Amen.
ZEW