Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

25-03-2011, 18:19

Redakcja Dziennika Zachodniego dla Małysza. Wszyscy mamy wąsy!  »

Dziennik Zachodni
Joanna Oreł
25-03-2011

Adam Małysz kończy karierę, ale jego osiągnięcia i…jego dyskretny zarost pozostaną legendą. Dlatego jutro obchodzimy Narodowe Święto Wąsa. Kto ma prawdziwego, ten nie ma problemu. Dla reszty zostały sztuczne – stylowe lub współczesne. My też spróbowaliśmy, jak to jest być prawdziwym wąsaczem. A nawet – wśród naszych redakcyjnych kolegów znalazł się drugi Małysz, który. Też zajmuje się sportem.

Taki sztuczny wąs to nie lada sztuka, ale i wielka zabawa. Nie tylko dla panów – dziennikarki DZ, choć nie bez skrępowania, też dały doczepić sobie mały zarost. Namawiały ich do tego Teresa Melek i Wioletta Krysiak z pracowni perukarsko-fryzjerskiej katowickiego Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego.

- Wąsy mogą być różne – od chłopskich po salonowe. Wszystko zależy od epoki i oczekiwań – podkreśla Wioletta Krysiak, charakteryzatorka Teatru Śląskiego. Czy to jednak temat wdzięczny do świętowania? Bez dwóch zdań – podkreśla Teresa Melek, charakteryzatorka.

- Taki wąs to prawdziwa sztuka. Z męskimi nie ma problemu. Można podmalować, czy doczepić dodatkowe włosy. Jednak zrobić taki wąsik dla dam to praca na ok. 3 godziny – zdradza Teresa Melek.

Nie bez śmiechu i żartów – wszyscy przebrnęliśmy jednak dzielnie przez tę nietypową metamorfozę. Okazało się nawet, że niektórym, w tym i paniom, z wąsem jest do twarzy. Niestety – żadna z nich nie zdecydowała się na życie z małym zarostem.

- Współczuję wszystkim panom, którzy mają wąsy – śmieje się Agata Pustułka, której doczepiliśmy dyskretnego wąsa.

Po przemianie odkryliśmy też, że w DZ mamy drugiego Małysza – to Patryk Trybulec, dziennikarz działu sportowego. Prawdziwych wąsów nie zamierza jednak zapuszczać.

- Zawsze czułem się chyba bardziej podobny do Hannavalda, niż do Małysza. Niemniej jednak wąsy to ważna rzecz – teraz już na stałe będą kojarzyły się z naszym orłem z Wisły – uśmiecha się spod sztucznego wąsika Patryk Trybulec.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/aktualnosci/384559,redakcja-dziennika-zachodniego-dla- malysza-wszyscy-mamy-wasy,id,t.html

25-03-2011, 09:42

Prof. Maciej Mrozowski: “Rola dziennikarstwa obywatelskiego będzie rosnąć”  »

Wiadomości24.pl
Lidia Raś
25-03-2011

Prof. Maciej Mrozowski

- Optymizmem napawa fakt, że rośnie zainteresowanie dziennikarstwem obywatelskim i utrwala się potrzeba natychmiastowego informowania innych o ważnych zdarzeniach.

Kolejny ruch będzie należał do nowych pokoleń, już „urodzonych w sieci” – mówi Maciej Mrozowski, medioznawca, profesor UW i SWPS. Tym wywiadem rozpoczynamy cykl tekstów dotyczących dziennikarstwa obywatelskiego.

Lidia Raś: W tym roku mija 5 lat od założenia serwisu Wiadomości24.pl oraz 5 lat dziennikarstwa obywatelskiego w Polsce. Jak Pan ocenia rozwój tego zjawiska na scenie medialnej i społecznej?

Profesor Maciej Mrozowski: Zacznijmy od tradycyjnych mediów, bo one chyba nauczyły się najlepiej wykorzystywać dziennikarstwo obywatelskie, dostrzegając w nim dodatkowe źródło aktualnych informacji. Nie wiem jak często z nich korzystają (pewno się nie przyznają), ale chyba coraz częściej. Znaczenie dziennikarstwa obywatelskiego rośnie i będzie rosnąć, bo mediom zależy na czasie. Zanim na miejsce wypadku czy innego ważnego zdarzenia dotrą dziennikarze, DO już tam są, robią zdjęcia telefonem komórkowym i przesyłają je do redakcji. Bardziej skomplikowany jest bilans, gdy chodzi o trudniejsze tematy: o nasz stosunek do rzeczywistości, o społeczne zaangażowanie, gdy chcemy nie tylko o czymś poinformować, ale i coś załatwić.

Dziennikarstwo obywatelskie rozbudziło nadzieje, że oto dzięki niemu może odrodzić się społeczeństwo obywatelskie, bo pojawi się przestrzeń, w której DO będą poruszać problemy ważne dla społeczności lokalnych oraz aktywizować twórczy potencjał tych społeczności. Tu postępy są jednak skromniejsze. Wielu wyraża rozczarowanie, że ten potencjał obywatelski nie jest wykorzystany. Aktywność informacyjna w sieci nie „przekłada się” na aktywność społeczną. Zapewne dlatego, że jak dotąd DO nie wytwarza społeczników, tylko ich aktywizuje i równocześnie pochłania znaczną część ich aktywności. W przyszłości powinno się to zmienić. Ale 5 lat to zbyt mało czasu, by oceniać wpływ DO na rozwój nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Z tej perspektywy nie można jeszcze oceniać efektów i prognozować w jakim kierunku pójdzie DO.

Na razie optymizmem napawa fakt, że wciąż rośnie zainteresowanie tym zjawiskiem i utrwala się potrzeba natychmiastowego informowania innych o ważnych zdarzeniach. Kolejny ruch będzie należał do nowych pokoleń, już „urodzonych w sieci”, które gdy zderzą się z problemami, wreszcie zrozumieją, że dziennikarstwo obywatelskie może pomagać w rozwiązywaniu tych problemów. Wtedy dopiero wkroczymy w nową erę. Na czym powinni skupić swoją uwagę dziennikarze obywatelscy? Poważne dziennikarstwo dopiero dojrzewa, takie bardziej zaangażowane, które nie polega tylko na zrobieniu zdjęcia z wypadku i wysłaniu go do redakcji. Widzę tu dwie drogi. Jedna to wspomaganie różnego typu organizacjitakich jak NGO. Druga to działania samoistne, rozsadzające zaskorupiałe struktury władzy poprzez obnażanie ich sekretów, jak czyni to np. WikiLekas.

Wspomniał Pan, że tradycyjne media korzystają z materiałów dziennikarzy obywatelskich, ale te same media często też ich krytykują, np. za nierzetelność.

Dziennikarze zawodowi bronią swoich pozycji, przeciwstawiając swobodzie amatorów obowiązki zawodowców. I ta obrona może być ozdrowieńcza dla etosu dziennikarzy zawodowych. Bo dziennikarze obywatelscy mogą realizować materiały wysokiej jakości, zmuszając dziennikarzy zawodowych do zwiększonego wysiłku, jeśli chcą oni udowodnić, że się czymś różnią się od amatorów. Wiadomości24.pl odwołując się do prawa prasowego, autorskiego, wprowadzają swych autorów w taki półprofesjonalizm, dbają o rzetelność, ale są takie serwisy, których nikt nie sprawdza, a tam dzieją się dziwne rzeczy. Trzeba pamiętać, że w rozmaitych serwisach DO działają nie tylko społecznicy, także wyżywają się tam frustraci, którzy mogą łatwo zniszczyć reputację całego zjawiska. Może się zrodzić przekonanie, że wszelkie informacje o jakichś nieścisłościach to tylko porachunki i że jeśli wątek podejmie gazeta lokalna, to coś jest na rzeczy, a jeśli nie, to mamy wyłącznie targowisko próżności i magiel.

Jak ocenia Pan Wiadomości24 po 5 latach istnienia?

Dziennikarstwo obywatelskie na W24 nie jest zawodowe, ale i nie jest amatorskie, bo cały czas jest tu kontrola etatowej redakcji. Jest to zresztą dobre dla obu stron: piszący mogą się wyżyć, ale mają poczucie , że są kontrolowani, nie działają samodzielnie, że moderator może pomóc jakiś temat pociągnąć. Młodsze pokolenie, dzięki istnieniu W24 uczy się, że jest więcej źródeł informacji niż tylko tradycyjne media. Wiem, że dziennikarze uczący dziennikarstwa online na SWPS analizowali ze studentami dobre i złe strony serwisu W24, co oznacza, że jest on jakimś punktem odniesienia, a więc coś znaczy. Z pewnością warsztatowo dziennikarze obywatelscy zdążają w kierunku wykorzystania multimediów. Gorzej jest z budowaniem narracji. Dzięki temu jednak, że moderatorzy trzymają rękę nad tym, standard jest zachowany. Nawet wśród amatorów muszą być redaktorzy, jeśli przekaz ma być czytelny, a nie chaotyczny. Amator pisze pod wpływem emocji, ale redaktor musi zadbać o minimalne standardy zrozumiałości. Jeśli nie byłoby żadnej
kontroli, to prędzej czy później DO pogrążyłoby się w informacyjnym chaosie.

Głośno ostatnio było o planach ingerencji w internet. Niektórzy nawet wieszczyli, że grozi nam cenzura. Czy sądzi Pan, że pewna kontrola sieci jest niezbędna?

Jeżeli w internecie ma być jakakolwiek kontrola, to tylko na skalę globalną. Trzeba by więc wypracować pewne standardy możliwe do przyjęcia przez społeczność globalną. Od strony technicznej takie standardy już są. Problem, to czy i jak regulować poziom aplikacji. Dążenie do kontroli Internetu będzie się nasilać, pytanie tylko w jakim kierunku. Większość ludzi chyba się zgodzi, że każdy powinien łatwo identyfikować źródła informacji, gdy np. jakiś sfrustrowany student mi naubliża i sfabrykuje jakieś materiały poniżające mnie. Powinienem mieć możliwość ochrony cywilno-prawnej, a nie trafić na mur niemożności zdefiniowania źródła. Ale gdy chodzi o źródła, które demaskują jakieś nieprawidłowości władzy, to tu konieczna jest ostrożność.

Czego by Pan życzył dziennikarzom obywatelskim, co radził?

Przede wszystkim odczarowania mistyki nowych mediów, czyli porzucenia wiary, że one za nas coś załatwią. Dziennikarstwo obywatelskie może być źródłem nowego odrodzenia, jeśli tylko porzuci neoficką fascynację samymi mediami i wykorzysta je do ponownego odkrycia człowieka i społeczeństwa. Zamiast ekscytować się możliwościami dorównania zawodowym redakcjom, portale obywatelskie powinny niezależnie od nich „robić swoje”, czyli sprowadzać rozmiłowanych w rzeczywistości wirtualnej internautów na ziemię, bo tylko na ziemi możemy rozwiązać nasze ziemskie problemy.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/prof_maciej_mrozowski_rola_dziennikarstwa_obywatelskiego_188044-2--1-d.html

24-03-2011, 18:43

“Dwie dekady po PRL-u” – konkurs prof. Adama Gierka  »

TVP Katowice
PAP
24-01-2011

Konkurs na wspomnienia z ponad dwudziestu lat, które minęły od 1989 r., ogłosił poseł do Parlamentu Europejskiego, syn b. I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, prof. Adam Gierek.  Jak przekazał w komunikacie europoseł SLD-UP, konkurs pod hasłem “Dwie dekady po PRL-u” to nawiązanie do podobnego, zorganizowanego przed trzema laty, konkursu historycznego “Moja młodość w PRL-u”.

Wówczas prace nadesłało 150 uczestników. Wszystkie teksty przekazano Bibliotece Śląskiej – jako pamiętniki dokumentujące prawdę doświadczeń ludzi żyjących w tamtych czasach.

Teraz – według prof. Gierka – celem konkursu ma być zgromadzenie “autentycznych świadectw o ponad dwudziestu latach, które minęły od 1989 r., ukazujących blaski i cienie tego okresu, dokumentujących zarówno wielkie wydarzenia, jak i osobiste przeżycia piszących”.

“Były to lata, które przyniosły wielkie zmiany Polsce i jej obywatelom” – zaznaczył europoseł.

Prace – o objętości do 50 stron znormalizowanego maszynopisu (1800 znaków na stronie) – można nadsyłać do końca sierpnia 2011 r. pocztą lub e-mailem do biura poselskiego prof. Gierka w Sosnowcu. Teksty w formie elektronicznej lub maszynowej, ewentualnie czytelnego rękopisu, powinny zawierać dane i kontakt do autora wraz ze zgodą na ich przetwarzanie.

Komisja konkursowa oceni prace, biorąc pod uwagę “autentyzm opisanych spraw” oraz “osobiste refleksje autora”. Autorów trzech wybranych prac prof. Gierek zaprosi – z osobą towarzyszącą – na wycieczkę do Parlamentu Europejskiego. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi do końca 2011 r. Lista nagrodzonych zostanie ogłoszona do końca stycznia 2012 r.

Po rozstrzygnięciu konkursu organizatorzy nie będą zwracać prac – podobnie jak po konkursie “Moja młodość w PRL-u” zostaną one przekazane do Biblioteki Śląskiej.

Współorganizatorami konkursu – obok prof. Gierka – są: Śląski Oddział Terenowy Stowarzyszenia Pokolenia oraz Biblioteka Śląska w Katowicach. Patronat medialny objął katowicki oddział Telewizji Polskiej.

W skład komisji konkursowej wejdą: prof. Adam Gierek (jako przewodniczący), dyrektor Biblioteki Śląskiej prof. Jan Malicki, Jan Wójtowicz ze Stowarzyszenie Pokolenia, socjolog prof. Jacek Wódz, historyk prof. Zygmunt Woźniczka oraz dziennikarz Ireneusz Łęczek (jako sekretarz komisji).

Prof. Adam Gierek jest jednym z dwóch synów zmarłego w lipcu 2001 r. byłego I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. W swojej pracy naukowej zajmował się przede wszystkim metalurgią. Od 2004 r. jest deputowanym do Parlamentu Europejskiego, członkiem frakcji Partii Europejskich Socjalistów w tym parlamencie. (PAP)

Dwie dekady po PRL – regulamin konkursu

Całość: http://www.tvp.pl/katowice/aktualnosci/spoleczne/dwie-dekady-po-prlu--konkurs-prof- gierka/4196554

24-03-2011, 18:33

“TVS świętuje swoje trzecie urodziny”  »

Dziennik Zachodni
Agata Pustułka
24-03-2011

W najbliższą niedzielę każdy będzie mógł zostać gwiazdą telewizji TVS i zadebiutować na srebrnym ekranie!

Pierwsza prywatna telewizja obchodzi swoje trzecie urodziny i z tej okazji 27 marca zaprasza widzów do swojej siedziby. Będzie można podpatrzeć, jak powstaje program i złożyć przed kamerą życzenia. Będą emitowane na antenie TVS przez kolejne dni.

- Od 9 do 16 będzie można zajrzeć w zwykle niedostępne zakamarki telewizji. Podejrzeć, jak pracują dziennikarze i jak tworzy się program na żywo, porozmawiać z ludźmi telewizji, których na co dzień widzimy na małym ekranie – zachęca Marta Piotrowska, zastępca sekretarza programowego TVS.

TVS, bez której nie wyobrażamy już sobie medialnego rynku w naszym regionie, zadebiutowała trzy lata temu, 29 marca, i z tygodnia na tydzień zyskiwała wiernych widzów. Realizuje model telewizji regionalnej, szybko reagującej na problemy społeczne, nowoczesnej w przekazie informacji. Na antenie stacji gościły śląskie gwiazdy muzyczne i kabaretowe, a szczyty popularności osiągnęła śląska wersja brazylijskiego tasiemca “Niewolnica Isaura” z dubbingiem Joanny Bartel i Krzysztofa Hanke. Sztandarowym programem stacji są “Silesia Informacje”.

Wśród urodzinowych atrakcji należy wymienić także wizytę u mistrza kuchni Remigiusza Rączki, a także występ zespołu Chilltoy.

- Po zakończeniu programu na żywo, w dużym studiu widzowie będą mogli podpatrzyć nagranie “Finału Listy Śląskich Szlagierów”, a nawet wziąć w tym nagraniu udział – dodaje Piotrowska.

My życzymy kolegom stu lat, świetnych pomysłów, udanych programów i skutecznej walki z konkurencją o oglądalność.

 

TVS, czyli telewizja “S” jak… Silesia, seks, a nawet Sosnowiec

Rozmowa z Arkadiuszem Hołdą, właścicielem telewizji TVS

Arkadiusz Hołda

Ostatnio na antenie TVS zagościł odważny serial “Emmanulle”. Czy teraz w nazwie TVS to “S” zacznie oznaczać… seks?

“S” jak Silesia, jak super, albo jak Sosnowiec. Proszę wierzyć, tłumaczeń jest wiele, a świadczą o jednym – o szerokiej grupie naszych odbiorców.

Co uznaje pan za największy hit stacji – program informacyjny, a może Isaurę po śląsku?

Oczkiem w głowie są oczywiście “Silesia Informacje”, program nie tylko w mojej opinii, atrakcyjny ze względu na świeżość spojrzenia, refleks, świetnych reporterów i pomysł na przekazywanie najważniejszych regionalnych newsów. To program niezależny, bez względu na pogodę.

Jakie nowości przygotowujecie w TVS?

Zamierzamy otworzyć drugi kanał. Będzie to kanał muzyczny, płatny, rozbrzmiewający muzyką pop, ale też pełen regionalnych zespołów, które teraz tak licznie goszczą na naszej antenie i dzięki nam zyskały popularność.

Swego czasu medialny światek aż huczał, że prowadzi pan rozmowy z TVN o sprzedaży stacji…

Dzieje się wręcz przeciwnie, bo to my zamierzamy inwestować i myślimy o kupnie małej telewizyjnej stacji warszawskiej.

Całość: http://katowice.naszemiasto.pl/artykul/832938,tvs-swietuje-swoje-trzecie-urodziny,id,t.html#237f1b133c6e3247,1,3,5

24-03-2011, 11:06

Dziś startuje “Telewizyjny Klub ESK Katowice”  »

MMSilesia.pl
Ada Kiryluk
24-03-2011

Już dziś w TVP Katowice będzie można zobaczyć pierwszy odcinek nowego programu o ESK 2016 dla Katowic.

Program powstał dzięki współpracy Biura ESK 2016 Katowice, miasta Katowice, Metropolii Silesia i TVP Katowice. Będzie informował telewidzów o wydarzeniach kulturalnych na Śląsku, realizowanych w ramach ubiegania się Katowic o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Prowadzącymi programu będą dwie pary. Najnowsze działania i dokonania prezentować będą Zofia Matysik i Michał Kozioł oraz Magdalena Deptała i Rafał Piekut, którzy do tej roli zostali wyłonieniu w castingu, który odbył się w miniona niedzielę.

Pierwszy odcinek będziemy mogli obejrzeć już dziś (24 marca) o godzinie 17:50 na antenie TVP Katowice. Zaprezentowany zostanie w nim między innymi reportaż z castingu, a także relacja z wczorajszej wizyty Woody’ego Allena w Katowicach.

– Pomysł stworzenia programu powstał na początku marca. Następnie podpisaliśmy umowę z TVP Katowice, która jest technicznym realizatorem inicjatywy. Odcinki „Telewizyjnego Klubu ESK Katowice” emitowane będą co tydzień w czwartek, aż do końca czerwca. Głównym pomysłodawcą tematów programu będzie Biuro ESK 2016. Temat kolejnego odcinka nie jest jeszcze znany – mówi w rozmowie z MM Silesią Maciej Grymowicz, dyrektor Górnośląskiego Związku Metropolitalnego.

Przypominamy, że rywalizacja o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 zbliża się do końca – już 22 czerwca komisja wyłoni ostatecznego zwycięzcę.

Przed nami zatem czas największej mobilizacji – zbierajmy siły, pomysły i działajmy!

Całość: http://www.mmsilesia.pl/364527/2011/3/24/dzis-startuje-telewizyjny-klub-esk-katowice?category=news

23-03-2011, 20:38

“Niemcy w Polsce. Jak widzą ich rodacy, a jak Polacy?”  »

Wiadomości24.pl
Adam Podgórski
23-03-2011

Niemcy w Polsce. Die Deutschen in Polen. Antologię zawierającą ważne artykuły z polskiej i niemieckiej prasy z lat 1989-2010, wydał Dom Współpracy Polsko – Niemieckiej. Haus der Deutsch- Polnischen Zusammenarbeit.

Dwujęzyczna publikacja, opatrzona podtytułem: “Artykuły z polskiej i niemieckiej prasy z lat 1989-2010″, przynosi znamienne teksty, które w minionym ponad dwudziestoleciu ukazały się w wiodących pismach w Polsce i Niemczech. Wczoraj zaprezentowano ją w Gliwicach. W spotkaniu z czytelnikami uczestniczyli znani śląscy dziennikarze, publicyści, autorzy książek, Krzysztof Karwat związany z “Tygodnikiem Powszechnym” i Jan Dziadul z tygodnika “Polityka”. Książkę zaprezentował, dyskusję wzniecił i podsycał smakowitymi cytatami, Rafał Bartek – dyrektor DWPN.

Niemcy i Polska podsumowują 20 lat współpracy

Warto uważnie te książkę przeczytać, choć nie jest ona jednoznaczna i łatwa w odbiorze Lektura jednak będzie zajęciem nie tyko pożytecznym, ale fascynującym. Zbiór obejmuje bowiem artykuły uznanych piór, drukowane przez renomowane czasopisma. Po stronie polskiej są to: “Polityka”, “Rzeczpospolita” “Newsweeek Polska”, “Wprost”, “Gazeta Wyborcza”, ‘Tygodnik Powszechny”. Po niemieckiej: “Der Spiegel”, “Die Zeit” “Süddeutsche Zeitung”, “Die Welt”, “Frankfurter Allgemeine Zeitung”, ”Frankfurter Rundschau”, “Die Tageszeitung”.

Same tytuły publikacji brzmią fascynująco, oddając klimat czasów w których były pisane: “Rzesza Opolska”, “My, naród śląski”, “Niemcy pytają o zwrot majątku”, “Powstańcy znów walczą z Freikorpsem”, “Polak, Niemiec – dwa bratanki”, “20-lecie Mniejszości Niemieckiej”. To ze strony polskiej. Po niemieckiej, dla przykładu: “Obcy we własnej ojczyźnie”, “Brak jednomyślności w polityce względem Niemców”, “Śląskie roszczenia, zamieszanie po polskim ataku na prawa mniejszości niemieckiej”. “To, co kiedyś było niewyobrażalne, dziś jest na Górnym Śląsku codziennością. Trochę straszymy Polaków”.

Wybrane wyrywkowo tytuły jeszcze dziś potrafią zaciekawiać, a nawet irytować. Zatem czytając owe publikacje, trzeba nieustannie pamiętać o kontekście historycznym i politycznym, o momencie, w którym powstawały, o realiach wtedy, niekiedy nawet epizodycznych wydarzeniach, które je inspirowały.

Słowa wielkiej pochwały należą się wydawcy, za dokonanie niezwykle trafnego wyboru. Wiarygodnego, odważnego, niejednostronnego. Nie sprzyjającego żadnej z góry założonej tezie albo opcji. Teksty dobrano tak, że prezentują wszystkie istotne nurty publicystyki i historiografii, od strony lewej do prawej. Oczywiście bez skrajności i zajadłości, jaką przejawiały gazetki ugrupowań nacjonalistycznych. Książka skonstruowana odważnie, jako się rzekło, wcale nie jest hagiograficzna wobec mniejszości niemieckiej. I co dla polskiego czytelnika zaskakujące: bardziej krytycznie o tej mniejszości wypowiadają się publicyści niemieccy!

Ponad 20 lat, które minęło od zmian geograficzno-politycznych w Europie, to znaczący szmat czasu. Wiele się zmieniło we wzajemnych stosunkach obu państw i narodów. Ale ta książka pokazuje zarazem, że niektóre kwestie stale są aktualne, bo nie wszystko się wyjaśniło, wyprostowało. Sytuacja ciągle jest dynamiczna. Mniej jakby ważne stały się spory wokół mniejszości niemieckiej, walka pomnikowa, podwójne nazewnictwo miejscowości, natomiast aktualna, na przykład w perspektywie kwietniowego spisu powszechnego, staje się kwestia śląskiej tożsamości narodowej i śląskiego języka regionalnego.

Czy tożsamość śląska zagraża tożsamości polskiej? Ja, Polak wrośnięty, jak mniemam w śląskość, nie obawiam się tego. Im dalej jednak od Śląska tym więcej obaw, tym więcej wskrzeszania upiorów, wywlekania widma rewanżyzmu, straszenia oderwaniem Śląska od Polski,V kolumną, nożem w plecy.

Takie komentarze, pojawiają się chociażby pod naszymi niewinnymi materiałami o języku albo gwarze (jak upierają się inni) śląskiej. Problem potęguje, nie mając zresztą konotacji z omawianą tematyką, idea Ruchu Autonomii Śląska, niejasna i niezrozumiała dla wielu, także Ślązaków.

Kończąc przydługie nieco rozważania: czytając książkę Niemcy w Polsce, pamiętajmy stale o niejednoznaczności historii na śląskiej ziemi, pamiętajmy o potrzebie upomnienia się o wątki niemieckie, o konieczności nieustannego odsłaniania przeszłości. I tej dobrej, i tej złej, zakłamywanej przez obie strony, w PRL-u i w “Enerdeju” – szczególnie brutalnie.

Pytajmy stale siebie samych, co słusznie podniósł Krzysztof Karwat: Czego my tutaj i dzisiaj się uczymy, czego uczymy innych, skoro przez dziesięciolecia ignorowano wpływ kultury niemieckiej, kultury której dowody na każdym kroku wprost kłują tu w oczy.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/niemcy_w_polsce_jak_widza_ich_rodacy_a_jak_polacy_187918.html?sesja_gratka=e35aec17172d6c7e3166e64 154be69bd