
Prof. Maciej Mrozowski
- Optymizmem napawa fakt, że rośnie zainteresowanie dziennikarstwem obywatelskim i utrwala się potrzeba natychmiastowego informowania innych o ważnych zdarzeniach.
Kolejny ruch będzie należał do nowych pokoleń, już „urodzonych w sieci” – mówi Maciej Mrozowski, medioznawca, profesor UW i SWPS. Tym wywiadem rozpoczynamy cykl tekstów dotyczących dziennikarstwa obywatelskiego.
Lidia Raś: W tym roku mija 5 lat od założenia serwisu Wiadomości24.pl oraz 5 lat dziennikarstwa obywatelskiego w Polsce. Jak Pan ocenia rozwój tego zjawiska na scenie medialnej i społecznej?
Profesor Maciej Mrozowski: Zacznijmy od tradycyjnych mediów, bo one chyba nauczyły się najlepiej wykorzystywać dziennikarstwo obywatelskie, dostrzegając w nim dodatkowe źródło aktualnych informacji. Nie wiem jak często z nich korzystają (pewno się nie przyznają), ale chyba coraz częściej. Znaczenie dziennikarstwa obywatelskiego rośnie i będzie rosnąć, bo mediom zależy na czasie. Zanim na miejsce wypadku czy innego ważnego zdarzenia dotrą dziennikarze, DO już tam są, robią zdjęcia telefonem komórkowym i przesyłają je do redakcji. Bardziej skomplikowany jest bilans, gdy chodzi o trudniejsze tematy: o nasz stosunek do rzeczywistości, o społeczne zaangażowanie, gdy chcemy nie tylko o czymś poinformować, ale i coś załatwić.
Dziennikarstwo obywatelskie rozbudziło nadzieje, że oto dzięki niemu może odrodzić się społeczeństwo obywatelskie, bo pojawi się przestrzeń, w której DO będą poruszać problemy ważne dla społeczności lokalnych oraz aktywizować twórczy potencjał tych społeczności. Tu postępy są jednak skromniejsze. Wielu wyraża rozczarowanie, że ten potencjał obywatelski nie jest wykorzystany. Aktywność informacyjna w sieci nie „przekłada się” na aktywność społeczną. Zapewne dlatego, że jak dotąd DO nie wytwarza społeczników, tylko ich aktywizuje i równocześnie pochłania znaczną część ich aktywności. W przyszłości powinno się to zmienić. Ale 5 lat to zbyt mało czasu, by oceniać wpływ DO na rozwój nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Z tej perspektywy nie można jeszcze oceniać efektów i prognozować w jakim kierunku pójdzie DO.
Na razie optymizmem napawa fakt, że wciąż rośnie zainteresowanie tym zjawiskiem i utrwala się potrzeba natychmiastowego informowania innych o ważnych zdarzeniach. Kolejny ruch będzie należał do nowych pokoleń, już „urodzonych w sieci”, które gdy zderzą się z problemami, wreszcie zrozumieją, że dziennikarstwo obywatelskie może pomagać w rozwiązywaniu tych problemów. Wtedy dopiero wkroczymy w nową erę. Na czym powinni skupić swoją uwagę dziennikarze obywatelscy? Poważne dziennikarstwo dopiero dojrzewa, takie bardziej zaangażowane, które nie polega tylko na zrobieniu zdjęcia z wypadku i wysłaniu go do redakcji. Widzę tu dwie drogi. Jedna to wspomaganie różnego typu organizacjitakich jak NGO. Druga to działania samoistne, rozsadzające zaskorupiałe struktury władzy poprzez obnażanie ich sekretów, jak czyni to np. WikiLekas.
Wspomniał Pan, że tradycyjne media korzystają z materiałów dziennikarzy obywatelskich, ale te same media często też ich krytykują, np. za nierzetelność.
Dziennikarze zawodowi bronią swoich pozycji, przeciwstawiając swobodzie amatorów obowiązki zawodowców. I ta obrona może być ozdrowieńcza dla etosu dziennikarzy zawodowych. Bo dziennikarze obywatelscy mogą realizować materiały wysokiej jakości, zmuszając dziennikarzy zawodowych do zwiększonego wysiłku, jeśli chcą oni udowodnić, że się czymś różnią się od amatorów. Wiadomości24.pl odwołując się do prawa prasowego, autorskiego, wprowadzają swych autorów w taki półprofesjonalizm, dbają o rzetelność, ale są takie serwisy, których nikt nie sprawdza, a tam dzieją się dziwne rzeczy. Trzeba pamiętać, że w rozmaitych serwisach DO działają nie tylko społecznicy, także wyżywają się tam frustraci, którzy mogą łatwo zniszczyć reputację całego zjawiska. Może się zrodzić przekonanie, że wszelkie informacje o jakichś nieścisłościach to tylko porachunki i że jeśli wątek podejmie gazeta lokalna, to coś jest na rzeczy, a jeśli nie, to mamy wyłącznie targowisko próżności i magiel.
Jak ocenia Pan Wiadomości24 po 5 latach istnienia?
Dziennikarstwo obywatelskie na W24 nie jest zawodowe, ale i nie jest amatorskie, bo cały czas jest tu kontrola etatowej redakcji. Jest to zresztą dobre dla obu stron: piszący mogą się wyżyć, ale mają poczucie , że są kontrolowani, nie działają samodzielnie, że moderator może pomóc jakiś temat pociągnąć. Młodsze pokolenie, dzięki istnieniu W24 uczy się, że jest więcej źródeł informacji niż tylko tradycyjne media. Wiem, że dziennikarze uczący dziennikarstwa online na SWPS analizowali ze studentami dobre i złe strony serwisu W24, co oznacza, że jest on jakimś punktem odniesienia, a więc coś znaczy. Z pewnością warsztatowo dziennikarze obywatelscy zdążają w kierunku wykorzystania multimediów. Gorzej jest z budowaniem narracji. Dzięki temu jednak, że moderatorzy trzymają rękę nad tym, standard jest zachowany. Nawet wśród amatorów muszą być redaktorzy, jeśli przekaz ma być czytelny, a nie chaotyczny. Amator pisze pod wpływem emocji, ale redaktor musi zadbać o minimalne standardy zrozumiałości. Jeśli nie byłoby żadnej
kontroli, to prędzej czy później DO pogrążyłoby się w informacyjnym chaosie.
Głośno ostatnio było o planach ingerencji w internet. Niektórzy nawet wieszczyli, że grozi nam cenzura. Czy sądzi Pan, że pewna kontrola sieci jest niezbędna?
Jeżeli w internecie ma być jakakolwiek kontrola, to tylko na skalę globalną. Trzeba by więc wypracować pewne standardy możliwe do przyjęcia przez społeczność globalną. Od strony technicznej takie standardy już są. Problem, to czy i jak regulować poziom aplikacji. Dążenie do kontroli Internetu będzie się nasilać, pytanie tylko w jakim kierunku. Większość ludzi chyba się zgodzi, że każdy powinien łatwo identyfikować źródła informacji, gdy np. jakiś sfrustrowany student mi naubliża i sfabrykuje jakieś materiały poniżające mnie. Powinienem mieć możliwość ochrony cywilno-prawnej, a nie trafić na mur niemożności zdefiniowania źródła. Ale gdy chodzi o źródła, które demaskują jakieś nieprawidłowości władzy, to tu konieczna jest ostrożność.
Czego by Pan życzył dziennikarzom obywatelskim, co radził?
Przede wszystkim odczarowania mistyki nowych mediów, czyli porzucenia wiary, że one za nas coś załatwią. Dziennikarstwo obywatelskie może być źródłem nowego odrodzenia, jeśli tylko porzuci neoficką fascynację samymi mediami i wykorzysta je do ponownego odkrycia człowieka i społeczeństwa. Zamiast ekscytować się możliwościami dorównania zawodowym redakcjom, portale obywatelskie powinny niezależnie od nich „robić swoje”, czyli sprowadzać rozmiłowanych w rzeczywistości wirtualnej internautów na ziemię, bo tylko na ziemi możemy rozwiązać nasze ziemskie problemy.