Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

29-03-2011, 15:57

Przemysław Pająk: Drażni mnie arogancja dziennikarskich celebrytów  »

Wiadomości24.pl
Rafał Gdak
29-03-2011

- „Bloger” – kategoria, którą sam po części reprezentuję – to jeden z ważniejszych przedstawicieli dziennikarstwa obywatelskiego – mówi Przemysław Pająk, twórca opiniotwórczego blogu Spider’s Web. I dodaje: – Dziennikarz, który „nie czuje internetu” i siły jaka za nim stoi, powinien odejść z zawodu.

W sieci jest Pan znany przede wszystkim z opiniotwórczego blogu technologicznego Spider’s Web. Porusza Pan w nim między innymi tematy związane z szeroko pojętym rozwojem internetu. Proszę powiedzieć czy zetknął się Pan z dziennikarstwem obywatelskim?

Oczywiście, że się zetknąłem. Co więcej, wydaje mi się, że „bloger” – kategoria, którą sam po części reprezentuję – to jeden z ważniejszych przedstawicieli dziennikarstwa obywatelskiego. Nie jest obarczony reżimem linii redakcyjnej, nie musi się spowiadać przed redaktorem prowadzącym, nie wykonuje swojej pracy z mianowania – pisze bo lubi i na dodatek, jeśli jest dobrym blogerem, robi to nie gorzej od swoich dziennikarskich odpowiedników.

W październiku ubiegłego roku Pana blog był pierwszym, który napisał o premierowych produktach firmy Apple, zanim te jeszcze się pojawiły. Cytowały Pana największe serwisy. Piszę o tym, bo działalność którą Pan prowadzi na Spider’s Web nie jest komercyjna. Poniekąd jest to więc wariant dziennikarstwa obywatelskiego. Czy myślał Pan o tym zjawisku w podobnych kategoriach?

To nie jest do końca tak, że działalność Spider’s Web nie ma charakteru komercyjnego. Nie jest to może najważniejszy aspekt funkcjonowania takiego serwisu jak nasz, ale by serwis mógł żyć musi co najmniej na siebie zarobić. W założeniu Spider’s Web ma żyć bardziej z treści, które produkuje niż na reklamie, którą może przy okazji wyświetlać. Po części udaje się tę wizję realizować. Nasze teksty pojawiają się w innych miejscach polskiej sieci. Są serwisy, które chcą część naszych treści syndykować do siebie. Spider’s Web od niedawna ma swoją kolumnę w tygodniku „Przekrój”. Sam regularnie piszę do „Newsweeka Polska”. To wszystko są projekty komercyjne. Poza tym są inne pozapieniężne i niemniej ważne aspekty prowadzenia bloga, który dostrzegany jest w swoim środowisku.

W sieci widoczne są dwa trendy. Z jednej strony rozpoczyna się era płatnego dostępu do treści, z drugiej rozwija się blogosfera, a serwisy społecznościowe stają się opiniotwórcze i często informacyjne. Zawodowe redakcje coraz częściej sięgają po newsy z pierwszej ręki, których dostarczają im świadkowie różnych wydarzeń. Czy według Pana można mówić o zbliżającym się czasie dziennikarstwa obywatelskiego i czy może ono stanowić odpowiedź na płatny dostęp do treści np. New York Times?

Era płatnego internetu rzeczywiście powoli wchodzi do świadomości przeciętnego internauty, ale droga do tego, byśmy płacili za dostęp do podstawowych treści w sieci, jeszcze daleka, wyboista i w żadnej mierze nieukształtowana. Pamiętajmy jednak – informacja w internecie pewnie gdzieś w 75 procentach wciąż pochodzi z mediów tradycyjnych – prasy, telewizji. Nie demonizowałbym jeszcze dziś znaczenia internetu, jako twórcy informacji. To oczywiście nie oznacza, że w sieci informacja nie rozprzestrzenia się najszybciej oraz tego, że nie zdarzają się spektakularne sukcesy internetu jako twórcy informacji.

To, co napiszemy, może być użyte przeciw nam – Kataryna dla W24

Osobiście cieszy mnie to, że internet powoli się „specjalizuje”, że obok treści globalnych, nastawionych na masowego odbiorcę liczonego w milionach, prężnie rozwijają się małe, specjalistyczne miejsca, które coraz częściej mają niebagatelny wpływ na to o czym i w jaki sposób dyskutują ci najwięksi przedstawiciele mediów internetowych.

Cytowany przez pana „New York Times” będzie święcił największe triumfy jeśli dobrze zintegruje społecznościowy internet ze swoim informacyjnym serwisem. Z tego co już dziś wiadomo, taki właśnie ma pomysł. Wydaje mi się, że projekt NYT ma naprawdę spore szanse powodzenia. Widać, że wydawca odrobił pracę domową i gruntownie przeanalizował to, w jaki sposób funkcjonuje dziś internet.

Niejako kontynuacją powyższego zagadnienia jest pytanie o przyszłość mediów. Jak Pan wyobraża sobie środki masowego przekazu za 10 lat?

Z treści mojej niedawnej rozmowy z Grzegorzem Hajdarowiczem, wydawcą „Przekroju” i miesięcznika „Sukces” utkwiło mi jedno zdanie, które wygłosił – Dziennikarz musi widzieć swoje dzieło w wymiarze przestrzennym. To bardzo ciekawe stwierdzenie, w którym zawiera się wizja tego, jak wyglądać będą media w całkiem niedalekiej przyszłości. Stawać się będą coraz bardziej interdyscyplinarne, w takim sensie, że medium to będzie marka dostępna na różnych platformach dystrybucji. Gazeta nie będzie więc tylko gazetą, ale też aplikacją na tablety, smartfony, komputery, e-czytniki, internetową telewizją, blogiem itd. By dobrze „obsłużyć” odpowiednie platformy dystrybucji mediów, dziennikarz będzie rzeczywiście musiał uwzględniać to, w jaki sposób jego dzieło będzie odbierane na różnych nośnikach. To determinować będzie rozwój tego, w jaki sposób wszyscy będziemy postrzegać media. Podoba mi się ta wizja – ten nowy etap w historii rozwoju środków masowego przekazu będzie ciekawszy od aktualnego.

W środowisku dziennikarskim często słyszymy zarzut, że dziennikarze obywatelscy po pierwsze zabierają pracę zawodowcom, po drugie, że treści dostarczane przez nich są mało wiarygodne. Jak Pan się odniesie do takiego zarzutu?

Dziennikarz, który „nie czuje internetu” i siły jaka za nim stoi powinien odejść z zawodu. Nic mnie tak nie drażni jak arogancka postawa niektórych dziennikarskich celebrytów, którzy za nic mają użytkownika internetu utożsamiając go z „anonimowym wulgarnym komentatorem na internetowym forum”. Niezwykle dynamiczny rozwój internetu społecznościowego, w którym całkiem sporą rolę odgrywa dziennikarstwo obywatelskie pokazuje dobitnie, że bezpowrotnie zmienia się sposób dystrybucji informacji. Pracy internauci dziennikarzom nie zabierają, tylko dziennikarz powinien otworzyć oczy na to, w jaki sposób funkcjonuje dziś informacja, którą produkuje. Bo funkcjonuje dziś zupełnie inaczej niż kiedyś. Przestrzennie – jak mówi Hajdarowicz, z którym w tym zakresie się zgadzam.

Dziękuję za rozmowę

Rafał Gdak

Przemysław Pająk jest twórcą blogu Spider’s Web, na którym, wraz z czterema innymi autorami, pisze opinie i analizy na temat rynku technologii i rozwoju internetu. Pracuje jako menedżer ds. public relations. Współpracuje m.in. z “Newsweekiem” i “Przekrojem”.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/przemyslaw_pajak_drazni_mnie_arogancja_dziennikarskich_18 8053.html?sesja_gratka=efdcaa52f6d1f1b63e9ac92420069589

28-03-2011, 12:57

Brazylijka nową sekretarz generalną IFJ  »

Elisabeth Costa z Brazylii została pierwszą kobietą wybraną na sekretarza generalnego Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (FIJ/IFJ).

Przez 24 lata sekretarzem generalnym FIJ był Aidan Wihite. Wybór ogłoszono w Brukseli 23 marca br.

Elisabeth Costa była szefową brazylijskiego oddziału International Federation of Journalists oraz członkiem Komitetu Wykonawczego FIJ/IFJ w latach 2001 – 2004. Ponad 20 lat pracowała jako dziennikarka telewizyjna w Rio de Janeiro i Sao Paulo.

 Nowa sekretarz generalna, wybrana z dość licznego grona kandydatów, „przesłuchiwanych” w marcu w Brukseli powiedziała po wyborze, że z optymizmem patrzy w przyszłość i liczy na mocniejszy głos organizacji jako „globalny głos dziennikarzy”.

Jim Boumelha, prezydent FIJ/IFJ podkreślił, że Costa była najlepszą kandydatką i cieszy się z tego wyboru.”Globalne dziennikarstwo jest w dobrych rękach” – powiedział.

Do Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy należą organizacje ze 125 krajów, skupiające ponad 600 000 członków.

BAJ

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/1504

28-03-2011, 11:37

“To, co napiszemy, może być użyte przeciw nam”  »

Wiadomości24.pl
Dominik Tomaszczuk
28-03-2011

Kataryna – autorka jednego z najpopularniejszych w Polsce blogów o polityce, opowiada na pytania o przyszłość dziennikarstwa obywatelskiego, zagrożenia wolności słowa i przyszłości internetu.

Czy podejmie się Pani zdefiniowania pojęcia dziennikarstwa obywatelskiego?

Chyba nie. Szczerze mówiąc przeszkadza mi tu słowo “dziennikarstwo”. Nie widzę powodu, żeby każdego, kto pisze artykuły nazywać dziennikarzem (“obywatelskim”, gdy pisze je za darmo), bo przecież autorów blogów literackich nie nazywamy “pisarzami obywatelskimi”. Czy naprawdę każdą wypowiedź trzeba szufladkować?

Sama mam z tym kłopot, dziennikarstwo to konkretny zawód, z warsztatem i etyką, traktuję go na tyle poważnie, że mam opory przed nazywaniem dziennikarzem każdego, kto coś pisze. Sama siebie za dziennikarkę nie uważam.

Czy Pani zdaniem dziennikarze obywatelscy i blogerzy stanowią zagrożenie dla dziennikarzy profesjonalnych? Czy mogą zająć ich miejsce?

Chyba jednak nie. Z wielu powodów dziennikarze obywatelscy i blogerzy nie zajmą miejsca dziennikarzy, nie zagrożą też ich pozycji. Odbiorcy tego co piszą to bardzo wąska grupa ludzi ponadstandardowo interesujących się polityką. Nisza, którą dziennikarze tradycyjni w coraz mniejszym stopniu się przejmują, bo są nastawieni na jej dokładne przeciwieństwo – czytelnika masowego, powierzchownego, niewiele czytającego i jeszcze mniej zastanawiającego się nad tym co czyta.

Takich czytelników zawsze będzie więcej i zawsze będzie łatwiej do nich dotrzeć. Nie jest to oczywiście jedyny powód, dla którego nie mamy wielkich szans, ale istotny. Innym powodem jest oczywiście to, że jesteśmy wtórni, prawie całkowicie uzależnieni od dziennikarzy i ich informacji. Dopóki nie nauczymy się generować własnych informacji – a trudno mi sobie wyobrazić coś takiego na poważną skalę – nie mamy szans zająć miejsca dziennikarzy. Gdyby oczywiście ktoś o tym marzył.

Jak duży wpływ mają dziennikarze obywatelscy na opinię publiczną? Czy ich obecność jest wystarczająco wyraźna?

Moim zdaniem ciągle niewielki. Chyba, że pośredni – gdy jakiś temat przechwycą mainstreamowe media, ale to dość rzadkie przypadki.

Czy blogerzy i dziennikarze obywatelscy powinni raczej przyjmować rolę mediów informacyjnych czy opiniotwórczych?

Powinni przyjmować taką rolę, do jakiej mają predyspozycje i jaka im bardziej pasuje, wiele zależy od możliwości, warsztatu, temperamentu. Blog HGW-watch jest na przykład świetnym medium informacyjnym, to zresztą jeden z niestety nielicznych w sieci przykładów prawdziwego dziennikarstwa informacyjnego (tak jak je rozumiem) – zdobywania i podawania istotnych informacji, w przystępnej formie, z podaniem źródeł, rzetelnego realizowania prawa czytelnika do informacji o władzy.

Obawia się Pani wprowadzenia ostrej cenzury w polskim internecie? Czy istnieje takie zagrożenie dla blogosfery i dziennikarstwa obywatelskiego?

Tak. Nie dlatego, że uważam za realne cenzurowanie internetu na jakąś dużą skalę, ale dlatego, że władza ma mnóstwo możliwości, żeby skutecznie zniechęcić do patrzenia jej na ręce, a z nową ustawą będzie mieć ich jeszcze więcej.

Świadomość, że wszystko co napiszemy może być – i z dużym prawdopodobieństwem będzie – użyte przeciwko nam w naszym życiu prywatnym czy zawodowym, może skutecznie zahamować rozwój dziennikarstwa obywatelskiego. Nie jest u nas najlepiej z wolnością słowa, każda więc kolejna próba wprowadzenia regulacji, które choćby tylko potencjalnie mogłyby ją ograniczyć jest bardzo groźna.

Jak wyobraża sobie Pani zmiany w polskim internecie w ciągu najbliższych lat? Czy spodziewa się Pani dynamicznego rozwoju blogosfery i dalszego stawiania przez wydawców na treści tworzone przez użytkowników, czy przeciwnie?

Chciałabym się mylić, ale obawiam się innego trendu – zmęczenia natłokiem informacji w internecie i spadku zainteresowania tym, co mają do powiedzenia “dziennikarze obywatelscy”. Myślę, że dotknie nas to, co tradycyjną prasę.

Czy jest możliwe, w Pani ocenie, że w polskim internecie z czasem popularność tzw. “watchdogów” dorówna ich popularności na zachodzie?

Z czasem może tak, ale nie wiem czy ja jego dożyję. Prowadzenie prawdziwego watchdoga to naprawdę ogromna praca, i bardzo niewdzięczna. A do jego sukcesu potrzeba nie tylko sprawnego i oddanego autora, ale także obywatelsko świadomych czytelników, ta informacja musi być przecież po coś, wywołać refleksję, wpływać na wybory. Jeśli cierpimy na niedostatek watchdogów to nie tylko dlatego, że nie ma chętnych, ale także dlatego, że jako społeczeństwo jeszcze nie dojrzeliśmy do tego, żeby rozumieć jak bardzo ich potrzebujemy.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/to_co_napiszemy_moze_byc_uzyte_przeciw_nam_kataryna_dla_w 24_188134.html?sesja_gratka=0e266b0bb492ab9537abf5ce80a209e1

25-03-2011, 18:59

Cyfrowa jakość, większy zasięg  »

TVP Katowice
25-03-2011

Lepsza jakość obrazu, większy zasięg. Na Skrzycznem w Szczyrku ruszyła testowa emisja sygnału z nadajnika cyfrowego. Efekty mogą zobaczyć już mieszkańcy Podbeskidzia , a także części województwa śląskiego.

5 programów telewizji polskiej, w tym telewizje Katowice można już oglądać w lepszej – cyfrowej jakości. Testowa emisja potrwa do 1 sierpnia. Niewykluczone, że okres ten będzie wydłużony. Natomiast w październiku pełną parą ruszają cyfrowe nadajniki w mysłowickich Kosztowach i Częstochowie. Pozwoli to na odbiór sygnału cyfrowego na terenie całego województwa śląskiego.

Całość: http://www.tvp.pl/katowice/aktualnosci/rozmaitosci/cyfrowa-jakosc-wiekszy-zasieg/4201422

25-03-2011, 18:56

JA JAKO MISJONARZ  »

Portal Opinii Newsweek.pl
ZEW
25-03-2011

Szlag mnie trafia, kiedy w ciągu kończącego się tygodnia dzwoni do redakcji trzecia z kolei nauczycielka napominając mnie, że MAM REALIZOWAĆ JAKO DZIENNIKARZ MISJĘ. To znaczy muszę być na ich szkolnej akademii i pisać w lokalnej gazetce o stanie wdrażania kolejnego programu Unii Europejskiej o nazwie Leonidas, czy też inny Sokrates.

Ja MUSZĘ a one MOGĄ używać sobie za te euro. Po czym się dowiaduję, że szkoła dostała grant 10 tysięcy euro za który wydrukowała aż 25 kalendarzy z pracami malarskimi młodzieży. Za resztę kasy zdrowa część grona pedagogicznego plus uczniowie (z silną przewagą grona) jeździ sobie po Lizbonie, Brukseli, czy też innych Niemczech podnosząc swoje kwalifikacje i robiąc fotki z Mannekenem Pisem w tle.

A niech uczestnicy i organizatorzy tych wyjazdów przewidzą też datek na prasę, która jest prywatna i wcale nie musi realizować każdej misji jaka się trafia. Niechże tę misję realizuje publiczne Radio i TV, które jeszcze choć trochę są przynajmniej teoretycznie publiczne. Tym bardziej, że regulamin takiego programu dotacji przewiduje „Publikacja na temat w lokalnej prasie”.

TEMAT EDUKACJI EUROPEJSKIEJ jest szerszy – przyznaje, że 10 lat temu Urząd Komitetu Integracji Europejskiej dotował strony w gazetach poświęcone właśnie tej tematyce. Był więc taki paragraf i możliwość. Tygodnik w Sosnowcu dostawał takową przez rok. Było to 800 złotych na kolumnę (stronę), a że dojście znaleźliśmy przez biskupa to już inna sprawa.

Takiej możliwości jednak teraz nie ma – piszcie i już, bo to jest wasz redaktorski, zafajdany obowiązek. Słyszę na takich czy innych forach. Teksty te wypowiadają nie tylko Bogu ducha winne nauczycielki ale również: ministrowie, wojewodowie, prezydenci miast, prezesi organizacji NGO. Wszyscy mają etaty, biura, euro z Brukseli na drogi, kulturę itd. itp. JA JEDNAK I MOJE TYTUŁY MAMY REALIZOWAĆ MISJĘ.

I to my jesteśmy winni, że naród ciemny jest, nie odróżnia Brukseli od brukselki a Komisji Europejskiej od Parlamentu Europejskiego. Hola, hola! Weźmy tu przykład z ekologii – tu są dotacje dla prasy i to dawna. Są konkursy, my piszemy, oni sprawdzają, zatwierdzają albo i nie, gazety dalej wychodzą a nie padają I JEST GIT, wiedza się szerzy legalnie i bez przymusu a więc?!

PS. Co do szkół i Unii to nie tak dawno był modny program SOKRATES. Czy aby to dobry przykład dla młodzieży? Szlajał się taki po Atenach, wredna żona go do domu nie wpuszczała (mam nadzieję, że nie była nauczycielką) i jeszcze do tego był PAREZJASTĄ. Nie żadne to zboczenie tylko skłonność do mówienia prawdy za wszelką cenę. W dodatku jednym z zarzutów podczas procesu Sokratesu było, że „psuje on młodzież” oraz „demontuje państwo”. I to ma być wzór dla przyszłych pokoleń?!

ZEW

Całość: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/556705,ja-jako-misjonarz.html

25-03-2011, 18:30

“Śląską Fotografię Prasową 2010 zdominowała powódź”  »

Dziennik Zachodni
Aldona Minorczyk-Cichy
25-03-2011

Tegoroczny konkurs Śląskiej Fotografii Prasowej zdominowała powódź. Nie zabrakło też zdjęć, które pokazują nasze piękne zwyczaje, codzienne życie, pasje i miejsca warte ocalenia od zapomnienia – pisze Aldona Minorczyk-Cichy.

Wielka ubiegłoroczna powódź zdominowała konkurs Śląskiej Fotografii Prasowej. Nie mogło być inaczej, bo fotoreporter jest zawsze tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Na szczęście na tej ważnej dla regionu wystawie nie zabrakło także zdjęć pokazujących nasze zwyczaje, codzienne życie, pasje i miejsca warte tego, by je ocalić od zapomnienia.

Antoni Golonek, były pracownik zamkniętej w latach 90. cementowni

Zdjęcie pierwsze. Autor – Dawid Chalimoniuk

 Zamknięta w latach 90. cementownia Szczakowa w Jaworznie. Antoni Golonek, kiedyś zatrudniony na stanowisku ustawiacz pieców obrotowych, siedzi na tym, co zostało po murze zakładu. Dawid Chalimoniuk jest fotoreporterem “Gazety Wyborczej”. Mówi o sobie: – Rok po roku zamykam w kadrach wszystko, co przemija, a co warto byłoby zachować dla potomności, nawet na dnie szuflady.

A co lubi “zamykać”? Teatr, performance, industrial, człowieka, religię, zjawiska nowe, ciekawe i nieprzerobione. – Wyciągam na powierzchnię to, co nonkonformistyczne, niewidoczne, szokujące – podkreśla.

 

 

 

 

Bijasowice, Małgorzata Żydzik zabiera swoje rzeczy z zalanego domu

Zdjęcie drugie. Autor – Arkadiusz Ławrywianiec

Bieruń, a konkretnie Bijasowice. Na zdjęciu Małgorzata Żydzik. Zbiera rzeczy z zalanego przez powódź domu. Ratownicy wywożą je łódką na suchy ląd, gdzie odbiera je rodzina zrozpaczonej kobiety.

Za oknem woda po horyzont. Dochodzi do parapetu okna na wysokim parterze. To i tak nieźle. W najgorszym momencie wdarła się do domu i stała na wysokość około 150 cm. – Do tego domu, położonego około kilometra od miejsca łączenia się Wisły i Gostynki, dopłynąłem razem z WOPR-em. Ta kobieta była bliska płaczu. Musiała opuścić dom – opowiada Arkadiusz Ławrywianiec, wieloletni fotoreporter “Dziennika Zachodniego”.

Wały na Wiśle wytrzymały. Wylała za to mała i zwykle niegroźna rzeka Gostynka. Zabrała ze  sobą majątki gromadzone przez pokolenia. Nie wszyscy chcieli opuszczać zalane domy. Ci, którzy to zrobili, szybko wracali, by je odbudować, ocalić to, co zostało.

Pietrowice Wielkie, procesja konna w Poniedziałek Wielkanocny

Zdjęcie trzecie. Autor – Aleksander Wasilewski

Konna procesja w Poniedziałek Wielkanocny w Pietrowicach Wielkich. Gospodarze na odświętnie przybranych koniach gromadzą się przed kościołem. O 13 dzwony oznajmiają rozpoczęcie procesji. Uczestniczy w niej ksiądz. Towarzyszą mu parafianie wiozący figurę Chrystusa Zmartwychwstałego i krucyfiks przepasany czerwoną stułą. Procesja podąża do drewnianego kościółka Świętego Krzyża.

- Po nabożeństwie gospodarze objeżdżają pola. Kapłan błogosławi zasiewy. Ma to zapewnić urodzaj. Powrót do kościoła zamienia się w zawody hippiczne – opowiada Aleksander Wasilewski, informatyk z zawodu, fotograf z zamiłowania. Jego zdaniem, reportaż z konnej procesji to figura obowiązkowa w portfolio każdego śląskiego fotografa.

Zawodniczka Olimpiady Specjalnej w Ostrowcu Świętokrzyskim w podnoszeniu ciężarów

Zdjęcie czwarte. Autor – Krzysztof Gołuch

Olimpiada Specjalna w Ostrowcu Świętokrzyskim. Młoda kobieta podnosi ciężary. Na widok fotografa pozuje niczym profesjonalna modelka. – Niestety, nie zapamiętałem jej imienia – żałuje Krzysztof Gołuch.

Na co dzień pracuje z osobami upośledzonymi intelektualnie w Caritas Archidiecezji Katowickiej Ośrodku Matki Boskiej Uzdrowienie Chorych w Knurowie. Jest kierownikiem warsztatów terapii zajęciowej. – Zacząłem fotografować niepełnosprawnych, bo irytował mnie sposób, w jaki ich pokazywano – podkreśla.

Przerysowane zdjęcia, na których jego podopieczni nie byli sobą. Wyglądali na nich albo jak ciężko poszkodowani przez życie, albo wręcz karykaturalnie. – A przecież ci ludzie mają normalne życie, mają pasje. Wielu z nich zakłada rodziny, ma dzieci. To właśnie chcę uwieczniać – mówi Gołuch.

Śląska Fotografia Prasowa 2010

Te cztery zdjęcia można było oglądać podczas tegorocznej edycji Śląskiej Fotografii Prasowej. Arek Ławrywianiec, fotoreporter DZ, zdobył w tym konkursie II miejsce. Nasz kolejny redakcyjny kolega Arkadiusz Gola – nagrodę ufundowaną przez Biuro ESK Katowice 2016. Wielki Splendor Śląskiej Fotografii Prasowej przyznano Józefowi Makalowi, emerytowanemu fotoreporterowi DZ.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/fakty24/384034,slaska-fotografie-prasowa-2010-zdominowala- powodz-zdjecia,id,t.html