Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

05-06-2011, 19:04

6 czerwca 1990 roku skończyła się w Polsce cenzura  »

Wiadomości24.pl
Grażyna Wosińska
05-06-2011

Cenzura w ponad czterdziestoletniej historii PRL obowiązywała jeszcze rok i dwa dni po wyborach 4 czerwca 1989 roku. Podlegało jej prawie wszystko: instrukcje obsługi maszyn, gazety, a nawet utwory mimiczne.

Początki cenzury na wzór sowiecki zaczynają się w Polsce już w okresie rządów PKWN (Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego) w 1944 roku. Prawie dwa lata później, 5 lipca 1946 Krajowa Rada Narodowa uchwaliła dekret o powołaniu Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Przez prawie 44 lata cenzorzy czuwali, by naród wiedział tylko to, co władza uzna za stosowne.

Tajna księga zapisów

Cenzorzy nie mieli dokładnych wytycznych, bo dekret z 1946 roku był pełen ogólników. Posługiwali się oni utajnioną Księgą Zapisów z instrukcjami opracowanymi na podstawie zaleceń komitetów wojewódzkich partii.

To władza decydowała jak przedstawiać i interpretować fakty historyczne. Owszem można było mówić o Katyniu, ale tylko z zaznaczeniem, że mordu dokonali Niemcy. Gdy ktoś chciał podać, że jego ojciec zginął w Katyniu musiał podać datę po lipcu 1941 roku, gdy te tereny zajęli Niemcy.

Białe plamy cenzury

Do 1981 roku działalność cenzorów nie była widoczna, no może poza ich znakami identyfikującymi typu L 16, H14 przy informacjach o szczegółach druku. Ustawa z 1981 roku nakazywała ingerencje oznaczać czterema pauzami w nawiasie kwadratowym. Tak działo się do końca działalności cenzury.

W książce „Dzieje sprawy Katynia” Jerzego Łojka wydanej we wrześniu 1989 roku cenzor ingerował 16 razy na na 74 stronach publikacji. W gazetach po powstaniu „Solidarności” kilkakrotnie pojawiały się wydania z białymi plamami po ingerencji cenzury.

Strach przed wielkim bratem

Nie tylko Katyń, wojna polsko-sowiecka 1920 roku czy napaść na Polskę 17 września 1939 roku uruchamiała cenzorskie nożyce. Nie wolno było pisać o budowie kościołów, katastrofach górniczych czy kupowaniu przez polskie firmy zachodnich licencji. Jest oczywiste, dlaczego było to dla władzy niewygodne. Ale jak wyjaśnić zakaz podawania wielkości zbiorów ziemniaków? Okazuje się, że ze strachu przed wielkim bratem w Moskwie. Władze PRL nie chciały sprzedawać tam ziemniaków i tłumaczyły się niskimi plonami.

Władze cenzurowały także zaproszenia ślubne, instrukcje obsługi maszyn, formularze, znaczki pocztowe i stemple. W 1975 roku zrezygnowano z cenzurowania niektórych druków, ale wprowadzono… cenzurę utworów mimicznych.

Miłosz na czarnej liście

Władza nie znosiła niezależnie myślących. Nie zawsze zamykała ich w więzieniu wystarczyło przekazać cenzorom, by nic co dana osoba napisała nie ukazało się drukiem. W 1976 roku na czarnej liście byli, m.in. Zbigniew Herbert, Wojciech Młynarski, Stanisław Tym, Jerzy Waldorff, Stefan Kisielewski, Czesław Miłosz. Ten ostatni szczególnie się naraził, bo zamiast mieszkać w socjalistycznym raju i wysławiać go wybrał emigrację. Dopiero gdy dostał nobla Polacy dowiedzieli się jakiego mamy słynnego poetę.

Cenzura zajmowała się także tymi z wysokich władz partyjnych. Jedno z zaleceń dotyczyło Mariana Spychalskiego, przez pewien czas nawet przewodniczący Rady Państwa. Cenzorzy pilnowali, by nie ukazały się żadne życzenia imieninowe, co najwyżej wzmianki.

Areszt za wolność słowa

Dziennikarze starali się uśpić czujność cenzury. Hanna Krall pisała reportaż o cyrku i kończyła go zdaniem: dyrektor kieruje, a treser rządzi. Nikt nie miał wątpliwości, że jest to satyra na hasło partia kieruje, rząd rządzi.

Takie teksty stawały się bardzo popularne. Podczas stanu wojennego w „Dzienniku Bałtyckim” z 12 lutego 1982 roku ukazały się słowa: “WRONA SKONA”. Cenzor nie zauważył, że początkowe litery akapitów felietonu Stanisława Danielewicza o płycie Amandy Lear układają w te słowa. WRONA to Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Władze dostały szału. Dziennikarz spędził 9 miesięcy i 13 dni w areszcie. Został uniewinniony, ale po wyjściu na wolność nie mógł znaleźć pracy. Za wolność słowa trzeba było płacić w PRL wysoką cenę.

Czasem dziennikarzy wyręczał chochlik drukarski. Zamiast konferencja sprawozdawcza, na pierwszej stronie pojawiała się konferencja sprawozdawcza PZPR. Wtedy nudna gazeta partyjna miała wyjątkowo dużo czytelników.

Cenzorzy gdy popełnili błąd kończyli karierę. Bywało, że zatrudniali się w wydawnictwach. Te miały fachowców, którzy byli specjalistami w kontaktach z cenzorami. Szóstego czerwca 1990 roku urząd cenzorski przy ul. Mysiej w Warszawie przestał istnieć na mocy Ustawy o Likwidacji Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk. Cenzorzy stali się bezrobotni.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/6_czerwca_1990_roku_skonczyla_sie_w_polsce_cenzura_197801.html

03-06-2011, 18:52

Przewodnik Anny Dudzińskiej wyróżniony  »

Polskie Radio Katowice
03-06-2011

Już po raz szósty w Cieszynie wybrane zostały najlepsze produkty i projekty graficzne stworzone na Śląsku. Konkurs Śląska Rzecz, promuje przedmioty dobrze zaprojektowane. 

W kategorii przedmiotów użytecznych nagrodę wśród wyróżnionych znalazła się także nasza redakcyjna koleżanka, Anna Dudzińska i jej przewodnik “Śląskie z dzieckiem”, którego wydawcą była Śląska Organizacja Turystyczna.

Przewodniczący jury, profesor Wojciech Małolepszy podkreślił, że w Polsce zbyt często projektowanie kojarzy się z drogimi przedmiotami, a istotą wzornictwa jest użyteczność.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=259&tx_ttnews[tt_news]=15405&tx_ttnews[backPid]=66&cHash=5f8d616077

03-06-2011, 12:25

Poznaj wyniki majowego konkursu dla szkolnych gazetek Junior w druku  »

Dziennik Zachodni
POW
03-06-2011

"Dycha na cel"

Tym razem najlepszą szkolną gazetką jest “Dycha na cel” – bielskich gimnazjalistów.

Zwycięzcami są: “Dycha na cel” z Gimnazjum nr 10 w Bielsku-Białej, “Tłelfka” ze Szkoły Podstawowej nr 12 w Gliwicach, “Matmomania” ze Szkoły Podstawowej nr 17 w Tychach, “Na tropie czyli 15 pod lupą” ze Szkoły Podstawowej nr 15 w Sosnowcu oraz “Szkolne Czytadełko” ze Szkoły Podstawowej im. W. Budryka w Chudowie.

Nagrodą w konkursie jest 250 egzemplarzy pisma, wydrukowanych w naszej bardzo nowoczesnej drukarni prasowej.

Oprócz konkursów, projekt Junior Media to przede wszystkim internetowa platforma do tworzenia gazet. Szczegóły na juniormedia.pl. Konkurs “Junior w druku” adresowany jest do uczniów wszystkich typów szkół. Umożliwia ona tworzenie wydawnictw na szablonach prawdziwych dzienników regionalnych (z wykorzystaniem specjalnej, internetowej platformy do przygotowywania gazet). Z naszych obserwacji wynika, że nasi młodsi koledzy robią coraz lepsze gazetki. Uczą się szybko i skutecznie. Partnerem projektu Junior Media jest Wydawnictwo Pedagogiczne Operon.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/411168,poznaj-wyniki-majowego-konkursu-dla-szkolnych-gazetek,id,t.html

02-06-2011, 09:09

Adam Podgórski, autor W24, Liderem Ochrony Informacji Niejawnych  »

Wiadomości24.pl
02-06-2011

W dniach 25 – 27 maja 2011 roku, w Centralnym Ośrodku Sportu – Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale, odbył się VII Krajowy Kongres Ochrony Informacji Niejawnych, Biznesowych i Danych Osobowych.

Adam Podgórski

Adam K. Podgórski, zaproszony jako przedstawiciel Gazety Internetowej Wiadomości 24.pl, otrzymał honorowy tytuł, puchar i dyplom Lidera Ochrony Informacji Niejawnych, Biznesowych i Danych Osobowych, przyznany przez Kapitułę Krajowego Stowarzyszenia Ochrony Informacji Niejawnych.

Nagrody wręczali: minister Andrzej Lewiński, zastępca Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, minister gen. bryg. Paweł Pruszyński, były zastępca Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz płk rez. Mieczysław T. Koczkowski, prezes Krajowego Stowarzyszenia Ochrony Informacji Niejawnych.

Wyróżnienie przypadło Adamowi K. Podgórskiemu w kategorii “Działalność publicystyczno – informacyjna”. W swoich publikacjach jako dziennikarz obywatelski często podejmuje problematykę ochrony informacji niejawnych. Wyróżnienie w tej samej kategorii przypadło również Januszowi Pilszakowi, redaktorowi naczelnemu miesięcznika “Europerspektywy”.

(red.)

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/adam_podgorski_autor_w24_liderem_ochrony_informacji_197318.html

01-06-2011, 20:43

TW Marek Chyliński…  »

SILESIA24.com.pl
Maciej Wąsowicz
01-06-2011

Marek Chyliński, kiedyś redaktor naczelny Dziennika Zachodniego, wykładowca i autorytet dla wielu młodych dziennikarzy, nie kłamał. Nie był tajnym współpracownikiem o pseudonimie operacyjnym Aleksander.

Maciej Wąsowicz

Tak orzekł sąd w jego autolustracyjnym procesie a ja odnalazłem tę informację ukrytą gdzieś na 7 lub 9 stronie poniedziałkowego lub wtorkowego Dziennika. I można by powiedzieć – nic się nie stało. Facet jest “niewinny”, nie współpracował i życie płynie dalej.

Można by tak powiedzieć, gdyby nie to, co wydarzyło się przed laty, chyba jeszcze w 2009 roku, kiedy media i opinia publiczna dowiedziały się z “wiarygodnych źródeł”, że redaktor Chyliński ponoć donosił na kolegów.

Wtedy Ci sami ludzie, którzy kiedyś robili wszystko, by uścisnąć Chylińskiemu dłoń, zaczęli ze świętego oburzenia unosić się 15 centymetrów nad ziemią recytując pod nosem litanię obrzydliwości pod jego adresem. A Ci, którzy wcześniej z gorliwością psa-przybłędy dzień w dzień dzwonili i pytali: co słychać Marku?, zaczęli mówić o donosicielu, sprzedawczyku wraz z profetycznym, godnym kapłanki Pytii dopowiedzeniem: ja wiedziałem, z nim zawsze było coś nie tak.

Może z racji młodego wieku, a może z powodu głupoty i ignorancji nigdy nie byłem zwolennikiem polskiego okładania się teczkami. Nigdy nie podniecałem się tym, kto był “TW” a kto nie, bo pewnie jedyną “TW” jaką znałem była moja rodzona matka – Teresa Wąsowicz:)

Nigdy mnie to nie obchodziło, ale zawsze z zaciekawieniem i współczuciem obserwowałem dalsze losy każdego człowieka, którego w pewnym momencie medialnie napiętnowano i zgodnie z prawdą lub nie, ale bez głębszej refleksji wyryto mu na czole słowo: kapuś.

Obserwowałem profesorów Uniwersytetu Śląskiego, obserwowałem dziennikarzy, obserwowałem tych, dla których publiczne oskarżenie o współpracę oznaczyło nie tylko śmierć towarzyską i zawodową, ale także śmierć ich ambicji, wiary w siebie i w sprawiedliwość.

Dla mnie teczki służyły i służą do zaszczuwania ludzi – a te działania w niczym nie są godniejsze od tego, co robiła kiedyś bezpieka.

Muszę przyznać – wyrok w sprawie Chylińskiego sprawił, że na chwilę się uśmiechnąłem. Ale orzeczenie sądu lustracyjnego mogłoby być – jak dla mnie – dokładnie odwrotne, a i tak nie miałoby to znaczenia.

Bo dla mnie Marek Chyliński nigdy nie był kapusiem, donosicielem, współpracownikiem. Dla mnie był nauczycielem, człowiekiem, który w Instytucie Dziennikarstwa Polskapresse pokazał mi czym jest zawód, który chciałem uprawiać, był uosobieniem kariery zawodowej, który od stażysty zawędrował na funkcję redaktora naczelnego dużego tytułu prasowego, aż w końcu uosobieniem fachowca, który jako jedyny w Polsce potrafił opisać warsztat dziennikarski w dającej się przeczytać książce.

Dlaczego? Bo może nieco naiwnie, ale wierzę w to samo, w co wierzył Oliver Wendell Holmes, że: Na świecie wspaniałe jest nie to, w którym miejscu stoimy, lecz to, w jakim kierunku podążamy.

W tym przekonaniu utwierdził mnie dziś rano nowy szef IPN, który w kontrwywiadzie RMF powiedział, że: Nie ma dowodów na to, że Wałęsa nie był TW Bolek.

Pomyślałem, że skoro tak, to ja z czystym sumieniem mogę napisać, że: nie ma dowodów na to, że Łukasz Kamiński, nowy szef IPN, nie ma bliskich związków z Al-kaidą, nie ma dowodów też na to, że nie jest wielokrotnym gwałcicielem i nie ma dowodów nawet na to, że nie jest nieślubnym dzieckiem… Baracka Obamy.

Maciej Wąsowicz

Całość: http://www.silesia24.com.pl/blog/Maciej.W%C4%85sowicz/1/tw-marek-chylinski/1588.html#com3202

01-06-2011, 10:21

Dzień Dziecka w redakcji Dziennika Zachodniego  »

Dziennik Zachodni
Joanna Oreł
01-06-2011

Zaryzykowaliśmy! Na jeden dzień oddaliśmy naszą gazetę w ręce najmłodszych Czytelników. Uczniowie na co dzień redagujący gazetki szkolne i uczestniczący w naszym programie Junior Media napisali dla Was dzisiejsze wydanie Dziennika Zachodniego! Nie wierzycie, że to możliwe? Przeczytajcie kolejne strony naszej gazety!

Dzień Dziecka w redakcji Dziennika Zachodniego

Przyjechali do nas z całego województwa – m.in. z Gliwic, Sosnowca, Będzina, Radlina czy Lublińca. Młodzi redaktorzy, którzy na co dzień tworzą gazetki w swoich szkołach, dziś pomogli nam przy tworzeniu największej regionalnej gazety w kraju!

Zaczęło się niewinnie – od kolegium. Niby nic – dzieci będą pisały z nami gazetę. A jednak… nie wiadomo, kto był bardziej zestresowany… My czy oni. Zaczęło się spokojnie. Kolejne strony gazety, kolejne artykuły. I… spodobał nam się ten nowy, świeży punkt widzenia.

Bo, czy wiecie, że dzisiaj modne są trampki z różnymi sznurówkami, heavy metal to obciach, a prawdziwa babcia nie rozmawia z wnuczkiem przez telefon, tylko przez skype’a?

- Nie, to nie chodzi o taką zwykłą czapkę z daszkiem, tylko taką co odstaje od głowy – tłumaczyła Zuzia naszemu nieco zaskoczonemu nowymi trendami redaktorowi naczelnemu Markowi Twarogowi.

Z kolei nasz najmłodszy dziennikarz, a zarazem prawdziwe objawienie mistrzowskiego pióra, dziewięcioletni Jaś Rybaniec z Borowna, wyjaśnił, że dzisiaj każda babcia może być cool. – Ja na przykład rozmawiam ze swoją przez skype’a i widzę w kamerce internetowej – twierdzi Jasiu. Czy nie ma w tym nutki kłamstwa? Sprawdźcie na stronie 14!

- To dzisiaj jest modne? – zapytaliśmy zaskoczeni, przeglądają z kolei stronę 8. – Szmaciana torebka? – pytamy. – Nie szmaciana, tylko płócienna – szybko stawiają nas do pionu młodzi dziennikarze.

Kolejne strony. Nabieramy respektu i czekamy na to, co będzie dalej… No bo, nie tylko moda i nowinki ze świata show biznesu zainspirowały naszych przyjaciół. Czas na Piece. To mała miejscowość w gminie Gaszowice (powiat rybnicki). O swoim małym Bullerbyn napisała dla nas Dorota Wojaczek. Po tym artykule chyba każdy z nas wybierze się tam w najbliższym czasie, by zażyć trochę “piecowego” spokoju i nostalgii.

Kolejne artykuły przechodzą bez większych uwag. Okazuje się, że spojrzenie dzieci nie ma sobie równych wśród doświadczonych redaktorów. Patrzymy po sobie i zgadzamy się na większość propozycji bez chwili wahania.

Dzieciaki zajrzały do swoich portfeli i pokazały, ile kasy potrzeba im w miesiącu. Ważna wskazówka dla wszystkich rodziców – w tym i dla nas samych. A nawet podpowiedziano nam, czego nie kupować, by nie rozczarować swojego dziecka. Chwilami poczuliśmy się jak na prawdziwej lekcji. W tym dniu, to nie my uczyliśmy młodych ludzi jak pisać, tylko oni nas jak żyć. Oj, dostaliśmy prawdziwą szkołę…

Czy nasi młodzi przyjaciele zostaną dziennikarzami i po latach wrócą do naszej redakcji, by nie tylko przy okazji dnia dziecka napisać kolejne wydanie Dziennika Zachodniego? Plany są różne. Jasiu Rybaniec najpierw chce zostać prezydentem, później planuje karierę w dziennikarstwie. Natomiast Wiktoria Pniok z Tychów na sto, a nawet dwieście procent będzie dziennikarką. – Takie mam marzenie i koniec – mówi zdecydowanie mała Wiktoria.

Dodajmy, że nasi goście współpracują z nami nie tylko przy okazji dzisiejszego, nieco odświętnego wydania Dziennika.

Uczestniczą oni także w projekcie Junior Media, adresowanym do uczniów wszystkich typów szkół. To internetowa platforma do przygotowywania wydawania gazetek szkolnych. Oprócz pisania artykułów, redagowania i wydawania swoich gazetek, uczniowie odwiedzają regularnie naszą redakcję – tak jak i tym razem.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/410267,dzien-dziecka-w-redakcji-dziennika-zachodniego-wideo,id,t.html#material_1