Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

13-07-2011, 17:13

“Nasza dziennikarka Kasia Nylec na podium pływackich MP”  »

Dziennik Zachodni
Dorota Niećko
13-07-2011

W 8,5 minuty pokonała 300 metrów w zimnej, bo mającej zaledwie 18 stopni Celsjusza, wodzie! Nasza redakcyjna koleżanka, Katarzyna Nylec, w sobotę zajęła trzecie miejsce na Mistrzostwach Polski Dziennikarzy w Pływaniu, które przeprowadzono na jeziorze Kiekrz w Poznaniu. Do domu wróciła z dyplomem i statuetką.

Katarzyna Nylec na podium Mistrzostw Polski Dziennikarzy w Pływaniu

Na starcie stanęli dziennikarze z całego kraju, prasowi i telewizyjni. Nie było podziału na kategorie dla pań i panów. Wygrał dziennikarz z Poznania.

Obowiązywał styl dowolny.

- Mnie najlepiej płynęło się żabką – przyznaje Kasia. – Gdyby to był krótszy dystans, na przykład 50 metrów, pewnie wybrałabym kraula.

Katarzyna Nylec w tych zawodach startowała po raz pierwszy, ale już zapewnia, że w przyszłym roku będzie chciała poprawić wynik. Zresztą pływanie to dla niej nic nowego. – Przez lata trenowałam pod okiem Piotra Szymika, pływaka z Piekar Śląskich, który do dziś zdobywa medale na ogólnopolskich zawodach – mówi.

Kasia nie po raz pierwszy reprezentuje naszą redakcję w sportowych zmaganiach. W ubiegłym roku wzięła też udział w Biegu Katorżnika, organizowanym w Lublińcu. To 7,5-kilometrowy maraton przez wodę, błoto i las. I ten morderczy bieg ukończyła! W tym roku też planuje w nim wystartować.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/sport/426111,nasza-dziennikarka-kasia-nylec-na-podium- plywackich-mp,id,t.html?cookie=1

13-07-2011, 11:14

W Katowicach powstaje telewizja uniwersytecka  »

PAP
13-07-2011

Wydarzenia uczelni, odkrycia naukowe, wynalazki i wykłady będą m.in. prezentowane w telewizji Uniwersytetu Śląskiego, która zostanie uruchomiona w październiku. W roli dziennikarzy i kamerzystów wystąpią studenci. Nabór już się rozpoczął.

Założeniem telewizji Uniwersytetu Śląskiego będzie przekazywanie wszystkich informacji związanych z życiem uczelni. ”Będziemy także celowali w wydarzenia związane z aglomeracją górnośląską. W tym wypadku skupimy się przede wszystkim na wydarzeniach kulturalnych oraz sprawach społecznych powiązanych ze środowiskiem akademickim” – powiedział w środę koordynator telewizji Uniwersytetu Śląskiego doktorant Radosław Aksamit.

Ideą przedsięwzięcia będzie nie tylko pokazywanie wydarzeń organizowanych przez uczelnię, odkryć, wynalazków i osiągnięć naukowych instytutów badawczych oraz poszczególnych naukowców, w planach znalazło się także nagrywanie wykładów. ”Oferta telewizyjna będzie wszechstronna, dlatego pojawi się w niej także element dydaktyki” – wyjaśnił Aksamit.

Telewizja uniwersytecka będzie miała własną stronę internetową, do której dostęp będzie miał każdy internauta. Nieliczne nagrania, prawdopodobnie m.in. wykłady oraz inne materiały edukacyjne będą dodatkowym bonusem dla studentów.

Rozpoczął się nabór współpracowników do telewizji, która zostanie uruchomiona z dniem nowego roku akademickiego 2011/2012. Koordynator powstającej telewizji wyjaśnia, że zainteresowanie jest ogromne i niemal każdego dnia odbiera po kilkanaście telefonów. ”Istotną sprawą jest stworzenie zespołu dziennikarzy, których chcemy znaleźć wśród studentów m.in. politologii o specjalności dziennikarstwo i komunikacja społeczna, choć oferta skierowana jest do wszystkich” – tłumaczył Radosław Aksamit.

Każdy z młodych adeptów dziennikarstwa zostanie wyposażony w kamerę, mikrofon, sprzęt do transmisji na żywo. Organizatorzy tego przedsięwzięcia liczą, że nowa metoda komunikacji ze środowiskiem uniwersyteckim oraz z mieszkańcami aglomeracji oraz absolwentami pozwoli wypromować uczelnię na zewnątrz.

Własną telewizję internetową uruchomił już m.in. Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pomysłodawcy ze Śląska nie ukrywają, że wzorem będą dla nich pomysły amerykańskie, gdzie ta forma komunikacji jest bardzo popularna od wielu lat.

Całość: http://www.tvp.pl/katowice/aktualnosci/spoleczne/w-katowicach-powstaje-telewizja-uniwersytecka/4879654

12-07-2011, 18:55

Adam Grzesik: 26 lipca wyrok w sprawie zadośćuczynienia  »

Dziennik Zachodni
PAP
12-07-2011

Dziennikarz radiowy Adam Grzesik domaga się od Getin Banku 100 tys. zł zadośćuczynienia i przeprosin za to, że kilka lat temu, kiedy skradziono mu dokumenty, informacja o tym nie trafiła do międzybankowego rejestru. Wyrok w tej sprawie zapadnie 26 lipca.

Adam Grzesik zeznał we wtorek przed Sądem Okręgowym w Katowicach, że po kradzieży m.in. dowodu osobistego na jego nazwisko zostało zaciągniętych dziewięć kredytów na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Portfel i dokumenty wraz z dowodem osobistym skradziono dziennikarzowi w kwietniu 2006 roku. O znalezieniu części dokumentów został powiadomiony przez pracownika jednego z katowickich kantorów, gdzie – jak mówił Grzesik – znaleziono niektóre ze skradzionych dokumentów wraz z fakturą za telefon.

Jak zeznał, jeszcze tego samego dnia powiadomił o kradzieży policję i Getin Bank, w którym miał konto VIP. Był przekonany, że dokumenty zostały zastrzeżone i sprawa jest zamknięta. Wkrótce okazało się jednak, że przestępcy posługujący się dowodem Grzesika zaciągali na jego nazwisko kredyty, które później nie były spłacane. Jak mówił, pierwszy kredyt na jego nazwisko został wyłudzony miesiąc po kradzieży. Wtedy uświadomił sobie, że z “zastrzeżeniem dokumentów w macierzystym banku jest coś nie tak”.

Grzesik powiedział, że przez wiele lat odczuwał skutki tej sytuacji: wiele razy był przesłuchiwany na policji, potem komornik zajął mu pensję, stracił pracę; utracił też zdolność kredytową, ponieważ został wpisany do rejestru Biura Informacji Kredytowej (BIK zawiera dane o zobowiązaniach klientów).

“Życie zamieniło się w jeden wielki koszmar” – mówił. Jak zeznał, na klatce schodowej w pobliżu jego mieszkania pojawiły się niewybredne wpisy, został zniszczony samochód należący do firmy; nieprzychylne komentarze na jego temat pojawiły się w internecie, sprawa rozniosła się w środowisku dziennikarskim oraz wśród sąsiadów, a niektórzy zaczęli myśleć, że “może być coś na rzeczy skoro ta sprawa tak długo trwa”.

Pełnomocnik Grzesika mecenas Mariusz Fras podkreślił, że doszło do naruszenia godności osobistej, czci powoda i jego dobrego imienia. “Postrzeganie powoda było w tym okresie absolutnie negatywne. Postrzegano go jako osobę niewiarygodną, wręcz podejrzewano go o liczne oszustwa. Miało to bezpośredni wpływ również na sferę zawodową” – mówił przed sądem Fras.

Mecenas przypomniał, że na ostatniej rozprawie bezpośrednia przełożona Grzesika przyznała, że cała ta sytuacja miała wpływ na podjęcie decyzji o wyznaczeniu dziennikarza do zwolnienia, a po zajęciu komorniczym straciła do niego pełne zaufanie. Dodał, że powód przeżył czteroletni okres gehenny, czuł się bezradny i zagubiony.

Jako bezsensowne uznał twierdzenia banku, że powód nie wpłacił 10 zł i dlatego nie zastrzeżono jego dowodu w międzybankowej bazie. Jego zdaniem, bank naruszył swój podstawowy obowiązek polegający na zapewnieniu bezpieczeństwa klientowi.

Grzesik domaga się od Getin Banku 100 tys. zł zadośćuczynienia. Bank nie zaprzeczał już w listopadzie, że w sprawie Grzesika popełniono błąd. We wtorek pełnomocnik Getin Nobel Banku radca prawny Wojciech Leszczyński powiedział, że uwzględnienie roszczeń jest zasadne. Bank kwestionuje jednak kwotę, której domaga się powód. Pełnomocnik Getin Nobel Banku podtrzymuje zaproponowaną w listopadzie kwotę 10 tys. zł.

“Kwota 10 tys. zł powinna wyczerpywać roszczenie” – powiedział po rozprawie Leszczyński.

Getin Bank jest częścią Getin Noble Bank.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/pieniadze/pieniadze/426018,adam-grzesik-26-lipca-wyrok-w-sprawie- zadoscuczynienia,id,t.html#material_1

11-07-2011, 21:48

Polsko-Niemieckie Dni Mediów – uwagi na marginesie  »

MediaFM.net
Stanisław Stanowski
11-07-2007

Zielona Góra była tegorocznym gospodarzem Polsko-Niemieckich Dni Mediów. Jak co roku spotkanie ludzi prasy, stało się miejscem dyskusji, stawiania pytań i szukania odpowiedzi dotyczących nie tylko mediów, ale też historii i przyszłości, gospodarki i polityki obu krajów.

W tym roku, zgodnie z tytułem “Agenda 2031: Kolejnych 20 lat sąsiedztwa – Polska, Niemcy i UE”, szczególnie wiele miejsca poświęcono wzajemnym relacjom obu państw i narodów w Unii Europejskiej. Z pewnością każda z prowadzonych dyskusji zasługuje na osobne omówienie, które i tak nie wyczerpałoby tematu. Dlatego kilka zdań chciałbym poświęcić wystąpieniu dla mnie najbardziej znamiennemu, nadającemu ton całemu wydarzeniu. Jego autorem był Jerzy Baczyński, redaktor naczelny “Polityki”, autor wykładu wprowadzającego w dyskusję “O przyszłości mediów. Demokratyzacja poprzez technikę. Jak Twister, portale społecznościowe i blogi zmieniają kulturę polityczną? Jak reagują na to media tradycyjne?”.

Dla szefa tygodnika opinii, istotne stało się pytanie o przyszłość, w tym także finansową znanych i posiadających długą historię tytułów prasowych. To znamienny przejaw podziału, jaki występuje we współczesnych mediach. Część, czyli tzw. tradycyjne, broni posiadanych pozycji, pozostałe (tworzone na przykład z wykorzystaniem Internetu) są konkurencją w walce o odbiorcę. Jedni liczą na zachowanie obecnej pozycji, inni chcą choćby osiągnąć stabilność finansową. Odniosłem wrażenie, że w tonie Baczyńskiego, mimo deklarowanej świadomości zmian, pobrzmiewała nostalgia za starymi, dobrymi czasami, gdy media pełniły misję wychowawczą i nauczycielską. Wprawdzie redaktor naczelny nie określił dokładnie, jaki okres w dziejach prasy ma na myśli, ale w przypadku “Polityki” mogą to być jedynie czasy PRL-u, którym przecież nie towarzyszyła wolność, zwłaszcza mediów. To kolejna linia podziału między “starymi” i “nowymi” mediami.

Od sekretarza do celebryty

Oczywiście miniony okres z pewnością gwarantował dziennikarzom i publicystom pewien prestiż, a w większym jeszcze stopniu stabilność zawodową i materialną. Ówczesny głos dziennikarza nie był jednak głosem samodzielnym, a jedynie, zresztą zgodnie z nazwą dziedziny, z którą był związany (media/środki masowego przekazu), środkiem, pośrednikiem, narzędziem w docieraniu, przekonywaniu i agitowaniu społeczeństwa. Czasem bywało i tak, zresztą jak w przypadku “Polityki”, że medium stawało się nadawcą. Nie kto inny przecież, a poprzednik Baczyńskiego został premierem, a nawet I sekretarzem PZPR. Był to już jednak schyłkowy okres PRL, po którym pierwszy sekretarz okazał się zarazem ostatnim, podejmując się ponownie roli medium, które przeprowadziło skupionych przy partii do nowej rzeczywistości. Po to, by przekazać władzę młodszym następcom.

Problem niejasnych pespektyw na przyszłość dla dziennikarzy o rozpoznawalnych nazwiskach, a tym bardziej od dziesięcioleci istniejących tytułów prasowych, nie jest w Polsce niczym nowym i niezwykłym. Po 1989 r. w wielu sferach życia zanotowaliśmy nadprodukcję i ukryte bezrobocie. Podobnie jak zwiększyła się na przykład liczba uczelni, studentów, magistrów, artystów, menedżerów, tak też przybyło mediów i dziennikarzy. Bezrobocie czy upadek firm także nie dotknęły jedynie mediów. W przypadku środków przekazu wzrost liczby tytułów i dziennikarzy nie wynikał wyłącznie ze zniesienia cenzury. Postęp techniczny przyniósł zwiększenie możliwości tworzenia nowych tytułów. Do wzbogaconej oferty prasy, radia i telewizji, doszedł Internet. Dziennikarstwo więc mógł i może uprawiać kto, gdzie i na czym chce. Problemem pozostała tylko kwestia za co? Kto stanie się właścicielem, mecenasem, sponsorem, czy zleceniodawcą?

Od tamtej pory mamy wciąż do czynienia z pojawiającymi się nowymi mediami i upadającymi, nawet mimo bogatej historii. Jeszcze większa fluktuacja następuje w gronie samych redakcji. Łączą się, scalają, koncentrują, przyjmują i odrzucają kogoś ze składu, itd. Mało kto jednak to zauważa, gdy sprawa dotyczy mniej znanych mediów. Ludzie mają i bez tego dość własnych problemów. Odbiorca, jak typowy klient, zawsze wybierze to, co może dostać łatwiej, szybciej i taniej. Nawet kosztem jakości, choć nie ma też gwarancji, że to, co droższe oznacza lepsze. Dlatego zamiast czytać naukową książkę, kiedyś czytało się kilka stron gazety. Z czasem technika umożliwiła korzystanie z radia, telewizji, Internetu. Odbiorca coraz rzadziej wybiera pogłębioną informację, gdyż nawet nie kolejny dzień czy godzina, ale następna minuta przynosi nowe, niemniej ważne wydarzenia. Zatem wszystkiego i tak nie sposób ogarnąć. Niechęć do zgłębiania treści wywołuje również fakt, iż na mało którą ze spraw czytelnik, widz czy słuchacz ma jakikolwiek wpływ. Kolejna kwestia, to zmiana sytuacji współczesnych sław dziennikarstwa. Pozycja wielu z nich przestała różnić się czymkolwiek od popularnych celebrytów. Znani i cenieni są dlatego, gdyż są obecni w najpopularniejszych mediach, nie zaś ze względu na ich wiedzę i dorobek. Przykładem może być, by pozostać w kręgu “Polityki”, Janina Paradowska. Ile osób regularnie czyta jej teksty, a ile zna ją, jako prowadzącą wywiady z najważniejszymi politykami na ekranie “Superstacji”?

Rewolucja czy ewolucja?

Czy zatem tradycyjne media wyginą jak dinozaury? Pewnie nie, skoro nawet prehistoryczne gady próbują wskrzesić nie tylko filmowcy z Hollywood. Jednak nic nie trwa wiecznie i z pewnością zmniejszy się ich rola, upadną kolejne tytuły, a dziennikarze pożegnają się z zawodem. Dla wielu będzie to zapewne łagodne przejście na zasłużoną emeryturę, a media, które uważamy za nowe, wkrótce też postrzegane będą, jako uznane tytuły. Dla wielu redakcji coraz większym wsparciem będą systemy przeróżnych dotacji i grantów. Wielu dziennikarzom, w liczbie większej niż dotychczas pomagać będzie związek z władzą, nauką i biznesem, poprzez pełnienie funkcji różnego rodzaju przedstawicieli, rzeczników, doradców, ekspertów. W coraz bardziej pędzącym świecie potrzeba będzie przecież ludzi, którzy potrafią znaleźć czas, by dokładniej poznać problem, wyciągnąć właściwe wnioski i zrozumiale przekazać wiedzę innym. Jeśli nie będzie chciał ich słuchać lud, to będzie musiała posłuchać władza.             

Post Scriptum
Dla ścisłości program tegorocznych, XIV Dni Mediów objął wiele innych, równie ważnych dyskusji. Z dziennikarskiego obowiązku wymienię ich tematykę i prowadzących je specjalistów: W debacie Demokratyzacja poprzez technikę. Jak Twitter, portale społecznościowe i blogi zmieniają kulturę polityczną? Jak reagują na to media tradycyjne? uczestniczyli: Alexander Diekmann, dyrektor zarządzający koncernu prasowego Verlagsgruppe Passau, Paweł Majcher, wiceprezes Polskiego Radia SA, Martin U. Müller z redakcji “Der Spiegel”, Andrzej Skworz. Moderatorami dyskusji byli: prof. dr Jo Groebel, dyrektor Niemieckiego Instytutu Cyfrowego w Berlinie oraz Radosław Krawczyk, prezes spółki Salon 24.pl. Perspektywy 2031 dla Polski i Niemiec przedstawili: prof. dr Robert Leicht, były redaktor naczelny “Die Zeit” oraz Janusz Reiter, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych, w przeszłości ambasador RP w Niemczech i USA. Kryzys demograficzny w Europie – czy stać nas jeszcze na dobrobyt? Był tematem dyskusji z udziałem Zbigniewa Derdziuka, prezesa ZUS, Witolda Gadomskiego z “Gazety Wyborczej”, Uwe-Karsten Heye’a, byłego rzecznika rządu RFN, dr. Reinera Klingholza, dyrektora Berlińskiego Instytutu ds. Demografii i Rozwoju. Debatę prowadzili: Jędrzej Bielecki z “Dziennika Gazety Prawnej” oraz Volkart Widermuth, dziennikarz naukowy. W dyskusji Media regionalne i trans graniczne jako “agenda setters”? Czego powinniśmy się dowiadywać z mediów o kraju sąsiada? uczestniczyli: Jurek Owsiak, dziennikarz i twórca „Przystanku Woodstock”, Wolfgang Kennetemich redaktor naczelnym dr, Jürgen Hingst ze stacji NDR, Adam Krzemiński z “Polityki”, Frank Mangelsdorf, redaktor naczelny “Märkische Oderzeitung” oraz Marek Twaróg, redaktor naczelny “Polska Dziennik Zachodni”. Moderatorzy: Matthias Beermann “Rheinische Post” i  Andrzej Godlewski z “Gościa Niedzielnego” i “Wprost”. Razem na arenie światowej: Polska i Niemcy jako agenda-setters europejskiej polityki gospodarczej: Ruth Berschens z “Handelsblatt”, Janusz Jankowiak, główny Ekonomista Polskiej Rady Biznesu, prof. dr Georg Milbradt, były premier Wolnego Państwa Saksonii. Debatę prowadzili: Roman Młodkowski, dyrektor i redaktor naczelny TVN CNBC Biznes i Eva Schmidt, z telewizji 3sat. Kulminacyjnym punktem imprezy była uroczystość wręczenia XIV Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej. Organizatorami IV Polsko-Niemieckich Dni Mediów było województwo lubuskie, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej i Fundacja  Roberta Boscha.

Całość: http://mediafm.net/prowokator/31470,Polsko-Niemieckie-Dni-Mediow---uwagi-na-marginesie.html

11-07-2011, 16:40

Przejęci  »

Polityka
Mariusz Janicki
11-07-2011

Prawica lamentuje: sprzedana “Rzeczpospolita”

Zakup przez Grzegorza Hajdarowicza większościowego pakietu Presspubliki, wydającej m.in. “Rzeczpospolitą” i “Uważam Rze”, zaangażowani czytelnicy tych pism uznali za kolejny przejaw fatum, które od lat wisi nad prawicowymi mediami.

Grzegorz Hajdarowicz

Narasta nastrój grozy: “To koniec wolnej prasy, Rydzyk miał rację z tym totalitaryzmem, Platforma bierze wszystko, zostaje już tylko “Gazeta Polska”, Polska tonie jak Titanic”, “Anglicy znowu zdradzili”, powstanie “Przekrój Rze”. Część fanów liczy jeszcze na to, że krakowski biznesmen nie będzie zmieniał profilu, zwłaszcza tygodnika, który odniósł (przy niskiej co prawda cenie i dużej akcji promocyjnej) spory sukces czytelniczy. Mniejsze nadzieje są co do samej “Rzepy”, mimo że ta gazeta też ma ostatnio przyzwoite wyniki.

Kiedy brytyjska grupa Mecom obejmowała udziały w Presspublice (51 proc., resztę ma Skarb Państwa), wprowadziła swojego naczelnego, więc tego samego można się spodziewać po spółce Gremi Media Hajdarowicza. Po stronie państwowego udziałowca Presspubliki podobno jest gotowość do odwołania Pawła Lisickiego (wcześniej na temat sprzedaży musi się wypowiedzieć jeszcze UOKiK). Na giełdzie rzekomych kandydatów na naczelnego pojawiają się pierwsze spekulacje: Bereś, Skoczylas (czyli desant krakowski), Wołek, Gauden, Najsztub, Maziarski, Leski, Łętowski.

Zaniepokojenie prawicy budzi fakt, że Hajdarowicz nie tylko podtrzymał, ale – jej zdaniem – wręcz pogłębił liberalno-lewicowy profil przejętego wcześniej “Przekroju”; że interesują go bardziej sprawy nowych technologii (przyszłość prasy widzi w tabletach), kultury, cywilizacji, że do polityki nie ma serca, a po prostu nie chce konfliktów z żadną władzą. Dlatego na pewno – to zdanie przeważa na prawicowych portalach, także samej “Rzepy” – media prawicowe otrzymały kolejny cios. Hajdarowicz, jak mówi, chce zostać szefem rady nadzorczej spółki, a potem odkupić udziały państwowe. Za 80 mln kupił pakiet kontrolny, a wartość całej spółki szacuje się na 120 mln.

Od lat prawicowym mediom było pod górę. Kolejne inicjatywy padały jak ścięte łany albo ledwo trwały. “Nowy Świat” Wierzbickiego, “Głos” Macierewicza, dwa wcielenia ‘Życia” Wołka, Telewizja Familijna, “Dziennik”, słabo się sprzedająca przez długi czas “Gazeta Polska” (to się zmieniło po katastrofie smoleńskiej), więdnące pod rządami sprzyjającej PiS ekipy “Wprost”, niemogący wypłynąć na szersze wody “Nasz Dziennik” – to przykłady niezbyt udanych inicjatyw. I nie dość umiejętnego kierowania mediami, które – jak zawsze uważała prawica – w konserwatywnym kraju powinny mieć dużą publiczność. Choć winnych zawsze szukano gdzie indziej, w okrągłostołowej zmowie, zagarnięciu pieniędzy i gazet przez część dawnej opozycji i ogólnym szykanowaniu “środowisk niepodległościowych”.

Z reguły jednak te pisma przyjmowały zbyt wąski cel polityczny, wspierały konkretne ugrupowania (AWS, ZChN, PiS), wdawały się w wewnętrzne rozgrywki tych ugrupowań, a jednocześnie prowadziły obsesyjną walkę z “Gazetą Wyborczą”. Największy prezent dla prawicy, jakim był “Dziennik”, wydawany przez Axel Springer, został zmarnowany właśnie przez syndrom “zwartej ekipy”, która poparła projekt IV RP, a wroga ideologicznego i biznesowego znalazła w redakcji przy Czerskiej. Poza tym, wszystkie te gazety zawsze chciały uchodzić za pisma niejako z drugiego obiegu, jako niemal polityczne fanziny, mimo że były często dużymi przedsięwzięciami. Ostentacyjnie odcinały się od tzw. mainstreamu, establishmentu, podkreślały misyjność, same skazując się tym samym na specyficzną niszowość.

Na tym tle “Rzeczpospolita” pod rządami Pawła Lisickiego wyglądała i tak nieźle, drukowała publicystów o całkowicie odmiennych od redakcji poglądach, starała się dystansować od najbardziej niezrównoważonych wystąpień i działań polityków PiS czy kręgów Radia Maryja.

Lisicki wyraźnie miał ambicję stworzenia gazety wykraczającej poza prostą obsługę programu PiS, z profilem kulturowym i cywilizacyjnym, chciał propagować idee konserwatyzmu, odcinając się od jego najbardziej skrajnych wersji. Ale i tam wystąpił syndrom ekipy, zwartej grupy osób, które się nawzajem na łamach cytują, życzliwie recenzują swoje książki, a nawet występują na okładce rodzimego tygodnika.

Dalsze losy gazety i tygodnika Lisickiego (jak się powszechnie uważa, stworzonego jako tratwa ratunkowa właśnie przed zmianami w samej “Rzepie”) będą zależeć od modelu biznesowego, na jaki zdecyduje się Hajdarowicz. Po czytelniczej porażce “Przekroju” zapewne będzie on bardzo ostrożnie podejmował decyzje personalne. Gwałtowne odejście dotychczasowych czytelników “Rz” i “Uważam Rze”, przywiązanych do konserwatywnego i antyrządowego kursu gazety, mogłoby się skończyć finansową katastrofą, przed którą nie uchroniliby nawet liczni urzędowi prenumeratorzy, kupujący “Rz” dla stron prawnych i gospodarczych. Jeśli “Rzepa” by się jakoś obroniła, a miała już kilku naczelnych z różnych politycznych stron, to “Uważam Rze”, sformatowane ściśle pod pewną grupę publicystów, znacznie bardziej zwarte ideowo od gazety codziennej, bez dotychczasowych autorów stałoby się tytułem martwym, praktycznie do zamknięcia.

Tak czy inaczej, Hajdarowicz będzie miał problem ze zjawiskiem “ekipy”, która przyszła razem z Lisickim (wcześniej obsługując inne pisma) i z której raczej nie uda mu się wyrzucać ludzi indywidualnie. Albo się zgodzi na pakiet, albo będzie musiał wymienić wszystkich. Ale też podnosi się fakt, że Hajdarowicz był w przeszłości członkiem Konfederacji Polski Niepodległej, a “Rzepę” lubi czytać. W komunikacie o nabyciu udziałów dziennik jest określony jako “nie tylko jeden z liderów prasy codziennej w Polsce”, ale “przede wszystkim gazeta opiniotwórcza, od której dzień zaczyna większość menedżerów, szefów firm i polityków”. Hajdarowicz na razie zadeklarował, że nie zamierza się wtrącać do linii politycznej pism, a nie zgadza się tylko na propagowanie “totalitaryzmu, a zwłaszcza komunizmu”. W tej konstytucyjnej formule obecna redakcja “Rz” się mieści.

Osoby z bliskiego otoczenia Hajdarowicza mówią, że ich szef ma poglądy ogólnie zdecydowanie wolnorynkowe, liberalne, niektórzy dodają “lewicowo-liberalne”, jak się można domyślać, w znaczeniu kulturowym. Mówią też, że Hajdarowicz nie będzie tolerował w swoich pismach ‘awantur, kłamstw i pomówień”. Sygnały są zatem niejednoznaczne, dlatego nie jest jeszcze jasne, czy prawica już straciła swoje pozycje w Presspublice, czy rzecz jest jeszcze do negocjacji.

Całość: http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1517486,1,prawica-lamentuje-sprzedana- rzeczpospolita.read?backTo=http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1533619,1,niepokorni- prawicowi-dziennikarze-przeciw-sobie.read#ixzz2FrmI9YJe

11-07-2011, 10:21

Zmarła redaktor Halina Mamok  »

11-07-2011

W czwartek, 7 lipca odeszła od nas redaktor Halina Mamok, wieloletnia dziennikarka nieistniejącej już  “Trybuny Robotniczej”. Pracowała w tym, największym na Śląsku, dzienniku do ostatnich dni tytułu. Zapamiętaliśmy ją jako pogodną, stale uśmiechniętą i niezwykle życzliwą dziewczynę. Pełna empatii, okazywała ją ludziom i ukochanym przez siebie zwierzętom.

Halina Mamok

W ostatnich latach z prawdziwą pasją oddawała się tematyce kulinarnej. Jako twórczyni nalewek zadebiutowała w 2003 roku na Ogólnopolskim Festiwalu Nalewek Kresowych w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Tam też zdobyła nagrodę za listkówkę na liściach czarnej porzeczki oraz laur artystów i dziennikarzy za nalewkę tarkową. Wydała również książkę “Nalewki na cztery pory roku” zawierającą 85 przepisów na tego typu trunki. Polecane przez siebie nalewki pogrupowała według kryterium, za które przyjęła pory roku.  Oprócz wyjątkowych przepisów, książka mieści także „Dekalog Nalewkowicza”. Cenne rady, które w nim zawarła, przydadzą się zarówno początkującemu, jak i doświadczonemu „nalewkowiczowi”.

Pogrzeb naszej Koleżanki odbędzie się we wtorek 12 lipca w Pszczynie, skąd po mszy św. o 12.30 w kościele pw. Wszystkich Świętych w pobliżu Rynku nastąpi odprowadzenie zmarłej na cmentarz św. Jadwigi.

Wiadomość o śmierci Halinki dotarła do nas za sprawą redaktora Ireneusz Łęczka, który nas o niej powiadomił.

Będzie nam Jej brak.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/1892