Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

27-07-2011, 13:21

Włodzimierz Janiurek nie żyje  »

Włodzimierz Janiurek

Urodził się 21 września 1924 roku w Chorzowie. Był dziennikarzem, publicystą i działaczem społecznym. Przez wiele lat sprawował funkcję naczelnego redaktora “Trybuny Robotniczej”. Od roku 1957, przez trzy kolejne kadencje zasiadał w ławach Sejmu. W latach 1966 – 1971 był ambasadorem w Czechosłowacji i w Meksyku. Po zakończeniu misji dyplomatycznej, do roku 1980 był podsekretarzem stanu w Urzędzie Rady Ministrów i pierwszym w powojennej Polsce rzecznikiem prasowym rządu.

W roku 1958, razem z Wilhelmem Szewczykiem napisał rzecz “O Śląsku i Ślązakach”. Potem była książka “Dzień dobry Nusantaro” oraz zbiór reportaży i listów z podróży po Morzu Śródziemnym ”Ucieczka z klepsydry”. Wspólnie z Jeremim Gliszczyńskim wydał album “Suita Śląska”. W 1991 roku opublikował wspomnienia “Nie wołać mnie z powrotem”. Ta książka, jak sam o niej mówił, miała być jego osobistym przyczynkiem do “biografii” rodzinnego Śląska.

– Czterdzieści cztery lata działałem w PPR i PZPR, pamiętając o tym, co powiedział Stary Tygrys Clemenceau, że kto w młodości nie był socjalistą, ten na starość będzie łajdakiem – napisał na kartach swego pamiętnika. – Wytrwałem w tej wierze do końca. Dziś mam co wspominać.

Redaktor Włodzimierz Janiurek zmarł w Łodzi, 22 lipca 2011 roku.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/1962

26-07-2011, 17:57

Klient wygrał z bankiem  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Przemysław Jedlecki
26-07-2011

Getin Noble Bank ma zapłacić swojemu byłemu klientowi 57 tys. zł zadośćuczynienia. Pozwał go Adam Grzesik, mieszkaniec Bytomia i dziennikarz radiowy, który twierdził, że z powodu niedopatrzenia bankowców jego życie zamieniło się w koszmar.

Adam Grzesik

Sąd Okręgowy przyznał we wtorek rację Grzesikowi i nakazał bankowi wypłacenie 57 tys. zł zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Bank ma również przeprosić go na łamach sobotnio-niedzielnego wydania “Gazety Wyborczej”.

Grzesik postanowił pozwać bank po serii przykrości, które spotykały go od kwietnia 2006 roku. To właśnie wtedy, gdy śpieszył się na konferencję prasową, kieszonkowcy ukradli mu portfel wraz z dokumentami.

- Szybko zgłosiłem kradzież na policję, poszedłem też do Getin Banku, gdzie miałem konto – opowiada Grzesik. Zgodnie z procedurą bank powinien przekazać jego dane do międzybankowej bazy Systemu Dokumentów Zastrzeżonych, czyli zgubionych lub skradzionych. Daje to gwarancję, że nikt na podstawie takiego dokumentu nie zaciągnie kredytu.

Grzesik był przekonany, że wizyta w banku zamknęła sprawę. Było jednak inaczej. Po kilku miesiącach z komend policji z całego województwa zaczął dostawać wezwania na przesłuchania. Okazało się, że ktoś na jego nazwisko zaciąga kolejne kredyty i ich nie spłaca. Grzesik jeździł po komendach, składał zeznania, zaręczał o swojej uczciwości. W 2008 roku komornik zajął mu pensję, w pracy zjadały go nerwy, myślał tylko o tym, kiedy znowu dostanie wezwanie na policję. W końcu został zwolniony.

Zdenerwowany postanowił sprawdzić, dlaczego kolejne banki dają komuś kredyt na jego nazwisko. I właśnie wtedy dowiedział się, że jego dowód nie figuruje w rejestrze zastrzeżonych dokumentów. W Getin Banku usłyszał, że sam jest sobie winny, ponieważ należało zrobić dodatkowe zastrzeżenie i zapłacić za to 10 zł. – Nikt mi tego nie powiedział – mówił.

Sędzia Joanna Kozera z Sądu Okręgowego w Katowicach uznała, że sprawa naraziła Grzesika na opinię osoby niewypłacalnej, a nawet współpracującej w wyłudzaniu kredytów. Przypomniała, że dziennikarz był narażony na niewybredne dowcipy.

Grzesik nie ukrywa satysfakcji z wyroku. – Po raz pierwszy od dawna się uśmiechnąłem. Bank zgotował mi koszmar, a do swojej winy przyznał się dopiero na sali sądowej – mówi Grzesik. Jego zdaniem zachowanie banku w jego sprawie świadczy o braku profesjonalizmu. – Traktowano mnie arogancko, wręcz niegrzecznie. Jedyne, co zrobiono, to gest medialny wraz z propozycją zadośćuczynienia w wysokości 10 tys. zł. Mnie jednak nie chodziło o pieniądze, tylko o to, żeby było jasne, kto w tej sprawie zawinił. Dziś to już wiemy – mówił po ogłoszeniu wyroku.

Wojciech Sury, rzecznik Getin Noble Banku, powiedział, że nie będzie komentował wyroku. Nie chciał też przesądzać, czy bank złoży od niego apelację. – Podjęcie dalszych kroków rozważymy po zapoznaniu się z uzasadnieniem orzeczenia sądu – dodał.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,10013546,Klient_wygral_z_bankiem.html#ixzz1TJzj5h3l

25-07-2011, 17:41

List Rady Etyki Mediów do Marka Chylińskiego  »

25-07-2011

 

Warszawa, 25 lipca 2011 r.

 

 

Pan Marek Chyliński

Katowice

 

Szanowny Panie,

Rada Etyki Mediów stwierdza iż p. Tomasz Szymborski – w swoich publikacjach na łamach internetowej platformy hostingowej salon24.pl., w blogu internetowym tosz.blogspot.com/2009/10/z-mojego-podworka, a także w internetowym portalu informacyjnym Silesia24 – dopuścił się złamania zasad zapisanych w Karcie Etycznej Mediów. Informując jakoby był Pan tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL złamał zasady obiektywizmu i uczciwości. Złamał też zasadę wolności i odpowiedzialności, która nakłada na dziennikarza odpowiedzialność za treść i formę przekazu oraz wynikające z niej konsekwencje, a przede wszystkim zasadę prawdy, nakazującą dziennikarzowi okazanie wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, zaś w razie rozpowszechnienia błędnej informacji niezwłocznie dokonać sprostowania. Po oczyszczającym Pana z tego bezpodstawnego zarzutu wyroku Sądu Okręgowego w Katowicach stwierdzającym, iż nie był Pan TW, a Pańskie oświadczenie lustracyjne było zgodne z prawdą, Tomasz Szymborski nie tylko nie zamieścił wymaganego przez zasadę prawdy sprostowania, ani nie przeprosił Pana, czego wymaga zwykła przyzwoitość, ale okazał lekceważenie wobec prawomocnego orzeczenia sądu i nadal podtrzymywał swoje kłamliwe zarzuty wobec Pana na jednym z wyżej wskazanych blogów internetowych. Zaprzeczając faktom twierdził, iż informując, że był Pan zarejestrowany jako TW nie sugerował, iż podjął Pan współpracę z służbami specjalnymi w tym charakterze. REM stwierdza, iż i w tej deklaracji Tomasz Szymborski całkowicie mija się z prawdą, bo taka insynuacja zawarta była w jego tekście na blogu. Co więcej – tekst blogu dostępny na stronie internetowej także dziś, kilka miesięcy po uprawomocnieniu się wyroku oczyszczającego Pana z fałszywego zarzutu, zawiera sformułowanie Tomasza Szymborskiego, iż “bez problemu można znaleźć donosy tegoż agenta w innych dokumentach”.

Zdaniem REM Tomasz Szymborski łamiąc zasady etyki mediów naruszył także Pańskie dobra osobiste, jako dziennikarza i wykładowcy. REM wielokrotnie dawała wyraz swemu oburzenia wobec takich haniebnych praktyk i stwierdza, że przytoczone wyżej publikacje Tomasza Szymborskiego są jednym z jej przykładów.

Ryszard Bańkowicz
Przewodniczący REM

Całość: http://www.radaetykimediow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=200:list-do-p-marka-chyliskiego&catid=33:nasze-stanowisko&Itemid=40

23-07-2011, 18:09

Rusza tajny proces za artykuł w gazecie  »

Rzeczpospolita
Ewa Łosińska
23-07-2011

Po 12 latach od ukazania się publikacji dziennikarze odpowiadają za ujawnienie tajemnicy państwowej.

26 lipca w specjalnie zabezpieczonej sali warszawskiego sądu mają się stawić dziennikarze śledczy Bertold Kittel i Jarosław Jakimczyk. W roku 1999 opublikowali oni w nieistniejącym już dzienniku “Życie” tekst “Hak na Oleksego”. Opisali w nim próbę wykorzystania przez polityków zagubionego tajnego raportu Urzędu Ochrony Państwa do rozgrywek wewnątrz SdRP. Raport był poświęcony przebywającemu w Polsce w 1997 r. Irlandczykowi, który miał mieć związki z IRA, i ujawniał działania urzędu wobec niego.

Choć UOP zastąpiła po latach ABW, a proces dziennikarzy już raz (w 2009 r.) umorzono, sprawa po zażaleniu prokuratury wraca do sądu. Dziennikarzom grozi do pięciu lat więzienia.

– Gdyby można było opublikować akt oskarżenia, okazałoby się, że jest absurdalny. To nie my ujawniliśmy tajemnicę, lecz politycy, którzy zgubili tajny raport UOP. Za to nikt nie został ukarany – mówi Bertold Kittel.

Sprawie przygląda się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. – Sądy czasem nie biorą pod uwagę tego, czy dziennikarz, ujawniając tajemnicę, działał w interesie publicznym – wskazuje Dominika Bychawska z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce fundacji.

O tym, że za ujawnienie tajemnicy można ścigać dziennikarzy, wypowiedział się Sąd Najwyższy w marcu 2009 r. przy okazji innego tajnego procesu Kittela i Jakimczyka. Stwierdził, iż przestępstwo ujawnienia tajemnicy mogą popełnić nie tylko urzędnicy zobowiązani do jej ochrony, ale i właśnie dziennikarze.

– W 1999 r., gdy artykuł o Irlandczyku powstał, taka wykładnia nie była oczywista – twierdzi dr Ireneusz Kamiński z Instytutu Nauk Prawnych PAN.

Przy okazji tego tajnego procesu Kittela i Jakimczyka prokuratura oskarżyła ich, że ujawnili tajemnicę państwową, opisując zatrzymanie przez UOP trzech oficerów WSI pod  zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji i sprawę innego oficera WSI, który miał współpracować z wywiadem USA. Stołeczny sąd początkowo sprawę umorzył, uznając, że podmiotem tego przestępstwa może być tylko osoba mająca legalny dostęp do tajemnic, czyli urzędnicy. Ale prokuratura odwołała się do sądu okręgowego, a ten zwrócił się z pytaniem do SN. Jak wskazywali wtedy prawnicy, odpowiedź Sądu Najwyższego wiąże tylko ten sąd, który pytanie zadał. Inne nie muszą jej brać pod uwagę.

Całość: http://www.rp.pl/artykul/92106,691772-Rusza-tajny-proces-za-artykul-w-gazecie.html

22-07-2011, 18:22

Dziennikarze DZ, Gwarka i Przeglądu Piekarskiego rozmawiali o Piekarach  »

Dziennik Zachodni
MLG
22-07-2011

Już po raz drugi w restauracji “Sami swoi” na Osiedlu Wieczorka dziennikarze lokalnychmediów – “Dziennika Zachodniego”, tygodnika “Gwarek” i miesięcznika “Przegląd Piekarski” spotkali się, by podyskutować o problemach, którymi żyją Piekary Śląskie. Nagranie kilkunastominutowego programu odbyło się w ubiegły czwartek. 

Tym razem Elżbieta Kulińska, Krzysztof Szendzielorz, Krzysztof Turzański i Małgorzata Węgiel rozmawiali o wciąż zbyt małej liczbie ścieżek rowerowych w mieście i województwie, koncepcji utworzenia bezpłatnych wypożyczalni rowerowych w regionie, walce o place zabaw w konkursie “100 placów zabaw na 100 lat Nivea” i powodach naszej internetowej klęski w porównaniu z dużo mniejszymi wsiami i miastami z całej Polski.

Pochyliliśmy się nad tematem rozwiązania Zespołu Szkół nr 2 w Brzezinach Śląskich – zignorowania przez radnych koalicji pomysłu na przejęcie odpowiedzialności za szkołę przez Stowarzyszenie ProFortalicium. Dziennikarze poruszyli też bardziej drażliwe kwestie – dyskutowali o sprawie okaleczenia 15-latka z Osiedla Wieczorka, zwolnieniu z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Lucjana Molendy, który znalazł sobie pracę w większym ośrodku zarządzającym sportem i turystyką gminy Rewal. Było też kilka słów o roli opozycji w Radzie Miasta w Piekarach Śląskich i znajdowaniu sobie
kozła ofiarnego…

- Tym razem spróbowaliśmy nieco innej formuły – więcej tematów, ale krócej. W formie komentarza, wyjaśnienia i wyrażenia swojej opinii – mówi Krzysztof Turzański, pomysłodawca “Rozmów o Piekarach”. – Wciąż poszukujemy najlepszej formuły na realizację programu, eksperymentujemy i próbujemy “zapomnieć” o kamerach. Myślę, że z każdym następnym odcinkiem będzie lepiej – dodaje. Podczas nagrania niestety ponownie zabrakło dziennikarzy “Głosu Piekarskiego” i “Radia Piekary”.

Całość: http://piekaryslaskie.naszemiasto.pl/artykul/1004771,dziennikarze-dz-gwarka-i-przegladu- piekarskiego-rozmawiali,id,t.html

22-07-2011, 17:48

Żakowski: dziennikarz nie może być sprzedajną małpą i dziwką  »

TOKFM.pl
han
22-07-2011

- Musimy być przekonani, że mówimy to, co myślimy, a nie to, co nam każą. Chyba, że ktoś chce tworzyć system oparty na kłamstwie, gdy dziennikarz jest sprzedajną małpą i dziwką – powiedział TOK FM dziennikarz Jacek Żakowski, który popiera pomysł klauzuli sumienia wpisanej do umów o pracę dziennikarzy mediów publicznych. Zdaniem medioznawcy Wiesława Godzica dziennikarz jest jednak zależny od redaktora i może zrezygnować z pracy w zespole.

Warszawski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich domaga się, by w mediach publicznych, w tym TVP, we wszystkich umowach o pracę między dziennikarzami a pracodawcą wpisane były tzw. klauzule sumienia . Chodzi o zapis mówiący o tym, że dziennikarz ma prawo odmówić wykonania polecenia, które jest sprzeczne z jego sumieniem, a pracodawca nie ma prawa go za to zwolnić.

Dziennikarz jak kucharz, redaktor jak menedżer restauracji

Jacek Żakowski

- Mówimy o wpisaniu do prawa czegoś, co w redakcjach anglosaskich jest oczywiste. Dziennikarz ma poznać problem i przedstawić go według swojej najlepszej wiedzy. A redaktor nie ma kompetencji, żeby w to ingerować. To tak, jakby menadżer z restauracji mówił kucharzowi, ile soli ma do zupy wsypać. Jeśli kucharz jest kompetentny, wie co ma robić – powiedział TOK FM Jacek Żakowski.

Wiesław Godzic

Wiesław Godzic, medioznawca, który jeszcze dwa lata temu popierał pomysł umieszczenia klauzuli sumienia w umowach i kontraktach dziennikarskich, dziś mówi ostrożniej: – Gdyby przyjąć to rozwiązanie, redaktorzy naczelni wszystkich mediów mieliby związane ręce. Zanim podjęliby jakiś temat, musieliby zrobić research w redakcji, kto mógłby się nim zająć. Redakcja zamieniłaby się w klub dyskusji światopoglądowych. Tak oczywiście po części dzisiaj jest, ale nie na etapie wykonawczym. Proszę sobie wyobrazić, że dziennikarz na końcowym etapie prac nad tekstem odmawia dokończenia pracy, bo wynik jest niezgodny z jego sumieniem. Albo że łamacz nie złoży tekstu w gazecie, bo nie mieści się on w jego systemie wartości. Medium musi pracować. Sumienie nie może być wyznacznikiem na każdym etapie pracy – przekonywał Wiesław Godzic.

Kim jest dziennikarz? Żakowski vs Godzic

- Dziennikarz jednak jest zależny od redaktora i zespołu. Ma wolność wyboru, która przejawia się w tym, że może zrezygnować z pracy w danym zespole. To wolność trudna, bo niesie ze sobą konsekwencje – powiedział TOK FM Wiesław Godzic.

- Dziennikarz nie może być listonoszem. Musimy być przekonani, że mówimy to, co myślimy, a nie to, co nam każą. Chyba, że ktoś chce tworzyć system oparty na kłamstwie – gdy dziennikarz jest sprzedajną małpą i dziwką – uważa Jacek Żakowski.

“Nie można wywierać na dziennikarzy presji”

Pomysł “klauzul sumienia” w umowach o pracę nie jest nowy. Już w 2009 roku, przy okazji dyskutowanej w Sejmie ustawy medialnej właśnie Jacek Żakowski zaproponował to rozwiązanie. Pomysł naczelnego publicysty “Polityki” wpisywał się też w akcję na rzecz etycznego dziennikarstwa, prowadzoną na świecie przez Międzynarodową Federację Dziennikarzy (IFJ). Popierał go wtedy Wiesław Godzic. Propozycja Jacka Żakowskiego z 2009 roku brzmiała tak: “Nie można wywierać na dziennikarzy presji, by zmuszać ich do wyrażania poglądów niezgodnych z ich sumieniem lub przekazywania informacji sprzecznych z ich wiedzą o stanie faktycznym”.

Umieszczenie zapisu proponowano mimo formuły istniejącej już w dokumencie “zasady etyki dziennikarskiej w Telewizji Polskiej”: “Dziennikarz ma prawo do odmowy wykonania polecenia służbowego sprzecznego z prawem, zasadami etyki dziennikarskiej, standardami profesjonalnymi lub jego ugruntowanymi przekonaniami. Jeśli z tego powodu nastąpi rozwiązanie umowy o pracę, nie może ono mieć charakteru zwolnienia dyscyplinarnego”. Czy dyrekcja TVP nadal będzie powoływać się na jej istnienie, czy ulegnie naciskom i wprowadzi klauzulę sumienia do umów z dziennikarzami? Na razie TVP uchyla się od odpowiedzi na to pytanie. – Jeśli chcemy potraktować sprawę poważnie, musimy ją dokładnie przeanalizować – powiedziała TOK FM rzeczniczka prasowa TVP Joanna Stempień-Rogalińska.

Całość: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,9993005,Zakowski__dziennikarz_nie_moze_byc_sprzedajna_mal pa.html