Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

03-08-2011, 18:41

List Rady Etyki Mediów do Tomasza Szymborskiego  »

REM
03-08-2011

Warszawa, 3 sierpnia 2011 r.

 

 

 

 

Pan Tomasz Szymborski

Katowice

Każdy autor skargi do Rady Etyki Mediów dołącza do niej materiały (teksty artykułów, nagrania audycji radiowej lub programu telewizyjnego) będące podstawą skargi. Tak też postąpił red. Marek Chyliński,

co nazywa Pan „udostępnieniem dokumentów przez zainteresowanego”. Sugestia, że pominięto materiały, które wykazałyby bezzasadność skargi jest chybiona, bo Pańskie publikacje, które przytacza Pan w liście do REM na obronę swego stanowiska, także zostały dołączone przez red. Chylińskiego. Stwierdzają one – podobnie jak Pan, w swoim liście do REM – że pytał Pan redaktora naczelnego dziennika Polska The Times o „dualizm” w postępowaniu Polskapresse, wydawcy tego dziennika, pomiędzy deklaracją, iż „w Polskapresse nie ma miejsca dla osób, które kiedykolwiek współpracowały ze służbami PRL-owskich organów przemocy”, a zatrudnianiem red. Chylińskiego (i trzech innych osób). To jednoznaczny i całkowicie bezpodstawny – w świetle prawomocnego wyroku sądu lustracyjnego – zarzut, iż red. Chyliński współpracował z tymi służbami.

REM pozostaje przy swoim stanowisku i zamyka tym listem korespondencję w sprawie.

W imieniu REM

Ryszard Bańkowicz

Całość: http://www.radaetykimediow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=202:list-do-tomasza-szymborskiego&catid=33:nasze-stanowisko&Itemid=40

02-08-2011, 04:57

Wiśniewska: media publiczne nie mogą być „tubą propagandową”  »

WIRTUALNEMEDIA.PL
02-08-2011

 - Nie da się budować nowoczesnych mediów publicznych, opartych na zaufaniu społecznym, jeśli będą podejmowane próby stworzenia z nich „tuby propagandowej” – mówi Wirtualnemedia.pl

Jolanta Wiśniewska, nowy prezes Związku Pracodawców Mediów Publicznych.

Jolanta Wiśniewska

- Nie sądzę, żeby rolą Związku Pracodawców Mediów Publicznych było odnoszenie się do tzw. „upolitycznienia” mediów. Obecnie funkcjonująca procedura wyłaniania kandydatów do władz mediów publicznych nie jest idealna i nie likwiduje w pełni zagrożenia ingerencji politycznych w ich działanie. Decydując się na udział w konkursie na członka zarządu Polskiego Radia miałam tego świadomość. Polskie Radio z jednej strony realizując swoją misję, a z drugiej rywalizując na różnych polach z komercyjnymi rozgłośniami musi wyróżniać się obiektywizmem, rzetelnością i dobrym programem. Jestem pewna, że tak właśnie będzie – podkreśla Jolanta Wiśniewska, która kilka dni temu została powołana na stanowisko prezesa Związku Pracodawców Mediów Publicznych.

Z nową szefową ZPMP rozmawialiśmy także o jej strategii dotyczącej działalności związku. - Ma to być skuteczna platforma do załatwiania ważnych, wspólnych spraw łączących media publiczne, wspierająca realizację i reprezentację ich interesów oraz egzekwowanie prawa. Jest bardzo wiele tematów, które dotyczą zarówno Polskiego Radia, Telewizji Polskiej, jak i rozgłośni regionalnych. Tylko działając wspólnie możemy nasz głos uczynić bardziej słyszalnym i stać się silnym partnerem m.in. w relacjach z organizacjami zarządzania prawami autorskimi, producentami czy operatorami infrastruktury nadawczej. Myślę, że podobnie myślą moi koledzy z zarządu związku. Konkretny plan kolejnych działań będziemy ustalać już podczas roboczych spotkań – mówi Wiśniewska.

Wiśniewska podsumowała także ostatnie lata działalności związku. - ZPMP został powołany w 2005 roku jako wzmocnienie reprezentacji mediów publicznych, które znalazły się w defensywie w stosunku zarówno do mediów komercyjnych, jak i całego otoczenia rynkowego, a także coraz mocniej działających w ich strukturach organizacji związkowych. Pomysł był jak najbardziej uzasadniony, lecz z tego, co wiem tylko w początkowym okresie związek podejmował działania statutowe i tak naprawdę dopiero rok temu został ponownie zaktywizowany – ocenia Wiśniewska.

Prezes ZPMP dodaje, że podjęte w ciągu ostatnich lat inicjatywy w dużej części będą kontynuowane. – Najprawdopodobniej skupimy się przede wszystkim na negocjacjach przed komisją prawa autorskiego dotyczącą stawek wynagrodzeń dla organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, na działalności edukacyjnej głównie w zakresie wiedzy o mediach publicznych i istocie ich funkcjonowania, organizacji szkoleń dla pracowników spółek-członków związku. Dyskutujemy też zasadność dalszego zaangażowania w dotychczasowym zakresie w sprawę EmiTela – zapowiada Wiśniewska.

 

Z Jolantą Wiśniewską, nową prezes Związku Pracodawców Mediów Publicznych oraz członkiem zarządu Polskiego Radia, rozmawiamy o planach ZPMP, odpolitycznieniu mediów, sytuacji w polskich mediach publicznych.

Krzysztof Lisowski: Czy ma Pani w chwili obejmowania stanowiska Prezesa Związku Pracodawców Mediów Publicznych wizję rozwoju tej organizacji na następne lata?

Jolanta Wiśniewska, prezes Związku Pracodawców Mediów Publicznych oraz członek zarządu Polskiego Radia: Dopiero kilka dni temu zostałam powołana na stanowisko członka zarządu Polskiego Radia, a tak się złożyło, że zaraz potem odbywało się zebranie ogólne Związku Pracodawców Mediów Publicznych. Ukonstytuowały się na nim nowe władze organizacji, do których zostałam wybrana. Mimo tego ekspresowego tempa mam jednak jasną wizję funkcjonowania tej organizacji. Ma to być skuteczna platforma do załatwiania ważnych, wspólnych spraw łączących media publiczne, wspierająca realizację i reprezentację ich interesów oraz egzekwowanie prawa. Jest bardzo wiele tematów, które dotyczą zarówno Polskiego Radia, Telewizji Polskiej, jak i rozgłośni regionalnych. Tylko działając wspólnie możemy nasz głos uczynić bardziej słyszalnym i stać się silnym partnerem m.in. w relacjach z organizacjami zarządzania prawami autorskimi, producentami czy operatorami infrastruktury nadawczej. Myślę, że podobnie myślą moi koledzy z zarządu związku. Konkretny plan kolejnych działań będziemy ustalać już podczas roboczych spotkań.

Jak Pani podsumowałaby okres 6 lat dotychczasowej działalności związku? Jakie były jego największe osiągnięcia, a jakie porażki?

Związek został powołany w 2005 roku właśnie jako wzmocnienie reprezentacji mediów publicznych, które znalazły się w defensywie w stosunku zarówno do mediów komercyjnych, jak i całego otoczenia rynkowego, a także coraz mocniej działających w ich strukturach organizacji związkowych. Pomysł był jak najbardziej uzasadniony, lecz z tego, co wiem tylko w początkowym okresie związek podejmował działania statutowe i tak naprawdę dopiero rok temu został ponownie zaktywizowany. Podjęte w tym czasie inicjatywy w dużej części będą kontynuowane. Najprawdopodobniej skupimy się przede wszystkim na negocjacjach przed komisją prawa autorskiego dotyczącą stawek wynagrodzeń dla organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, na działalności edukacyjnej głównie w zakresie wiedzy o mediach publicznych i istocie ich funkcjonowania, organizacji szkoleń dla pracowników spółek - członków związku. Dyskutujemy też zasadność dalszego zaangażowania w dotychczasowym zakresie w sprawę EmiTela.

W jaki sposób będziecie współpracować ze związkami zawodowymi?

Niektóre związki zawodowe wcześniej niż pracodawcy w mediach publicznych uznały, że warto być reprezentowanym przez jedną wspólną organizację. Jako związek pracodawców możemy uczestniczyć w ewentualnych negocjacjach z partnerami społecznymi i rozwiązywać te problemy, które dotyczą całej grupy spółek jednocześnie.

Czy związek będzie brał udział w negocjowaniu stawek autorskich i w jakim zakresie?

Moim zdaniem to jedna z najważniejszych ról, jakie związek powinien odgrywać. Z jednej strony są organizacje zarządzania prawami autorskimi. Z drugiej, mam nadzieję, jednym głosem mówiąca organizacja zrzeszająca pracodawców zainteresowanych korzystnymi regulacjami w tym zakresie.

Co Pani sądzi o nowelizacji ustawy o prawie autorskim oraz prawach pokrewnych?

Ubiegłoroczna nowelizacja wynikała w głównej mierze z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował regulację dotyczącą trybu postępowania przed komisją prawa autorskiego, zatwierdzającą tabele wynagrodzeń za korzystanie z utworów lub artystycznych wykonań. Sędziowie Trybunału słusznie wytknęli m.in. brak możliwości uczestniczenia w charakterze strony użytkowników praw autorskich, którzy płacą tantiemy. Po tej zmianie właśnie taka organizacja jak ZPMP może dochodzić praw swoich członków i walczyć o najbardziej korzystne rozwiązania na równych zasadach z organizacjami zarządzającymi prawami autorskimi. Jednocześnie nasi przedstawiciele w charakterze arbitrów biorą udział w pracach komisji prawa autorskiego. Jeśli procedura nie będzie się specjalnie przedłużać, ZPMP może odegrać istotną role w kształtowaniu relacji, w tym tak ważnym dla funkcjonowania PR SA obszarze.

Jak Pani ocenia aktualną ustawę o radiofonii i telewizji?

Nie chcę oceniać tej ustawy. Dla mnie w tej chwili znacznie istotniejsze są np. kwestie wdrożenia jej ostatniej nowelizacji, a także nowelizacji ustawy o opłatach abonamentowych wprowadzających zadaniowe rozliczanie działalności misyjnej. Zmiana ta w zupełnie innej sytuacji stawia media publiczne. Może się bowiem okazać, że za kilka lat tzw. misję będą również realizować inne podmioty. 

Na jakim etapie jest projekt powołania Rady Etyki Mediów Publicznych, zapoczątkowany jakiś czas temu przez ZPMP? Kiedy mogłaby ona być powołana i jaka jest szansa na rychłe stworzenie kodeksu etyki mediów?

Na razie zastanawiamy się nad zasadnością takiego pomysłu. Kwestie przestrzegania zasad etyki w mediach są systematycznie dyskutowane. Od lat działają przecież takie organizacje, jak Rada Etyki Mediów, której członkowie wybierani są przez środowisko. Nie można jednak nie dostrzec podziałów w kwestii postrzegania dokonań rady i coraz częstszego bagatelizowania jej stanowisk. W tej sprawie głos zabierają też stowarzyszenia dziennikarskie, a poszczególne media mają swoje wewnętrzne regulacje dotyczące etyki.

W Polskim Radiu od lat są to jasno sprecyzowane zasady w tym zakresie i działa Komisja Etyki, która – z tego, co wiem – miała w tamtym roku ręce pełne roboty. To niezwykle trudny temat, ale nie ulega wątpliwości, że musimy wreszcie wypracować uznawane przez wszystkich standardy. Nie mają to być jednak papierowe, okrągło brzmiące zapisy, tylko akceptowane, rozumiane i respektowane przez dziennikarzy i wszystkich ludzi mediów zasady. Osobiście mam wątpliwość, czy powoływanie nowego ciała, reprezentującego tylko media publiczne jest uzasadnione. Na forum ZPMP będziemy o tym dyskutować.

Czy jako związek macie jakiś pomysł na odpolitycznienie mediów?

Nie sądzę, żeby rolą związku było odnoszenie się do tzw. „upolitycznienia” mediów. Obecnie funkcjonująca procedura wyłaniania kandydatów do władz mediów publicznych nie jest idealna i nie likwiduje w pełni zagrożenia ingerencji politycznych w ich działanie. Decydując się na udział w konkursie na członka zarządu Polskiego Radia miałam tego świadomość. Moim zdaniem nie da się jednak obecnie budować nowoczesnych mediów publicznych, opartych na zaufani społecznym, jeśli będą podejmowane próby stworzenia z nich „tuby propagandowej” jakiejkolwiek partii politycznej. Polskie Radio z jednej strony realizując swoją misję, a z drugiej rywalizując na różnych polach z komercyjnymi rozgłośniami musi wyróżniać się obiektywizmem, rzetelnością i dobrym programem. Jestem pewna, że tak właśnie będzie.

Jak Pani ocenia aktualną sytuację w TVP? Jako prezes ZPMP reprezentuje Pani wszystkie media publiczne, także telewizję.

Jako członek zarządu Polskiego Radia dosyć niezręcznie wypowiadać mi się o sytuacji w TVP. W związku będziemy zajmować się wspólnymi problemami dotyczącymi mediów publicznych jako swoistej branży.

Jak Pani podsumowuje pracę zarządu Polskiego Radia w ciągu ubiegłej kadencji?

Nasi poprzednicy zostali skwitowani zarówno przez radę nadzorczą, jak i walne zgromadzenie akcjonariuszy, tym samym otrzymali formalnie pozytywne oceny. Jako zarząd kolejnej kadencji jesteśmy kontynuatorami ich pracy. Nie oznacza to jednak, że wszystkie projekty i kierunki rozwoju firmy będą takie same. O tym będziemy decydować wspólnie. Mam nadzieję, że już w pełnym składzie zarządu.

Jakie kroki będziecie podejmować w celu poprawienia ściągalności abonamentu?

To jeden najważniejszych problemów, którym związek, jak przypuszczam, będzie zajmował się permanentnie. Abonament jako opłata ustawowo wymagana od obywateli i podmiotów gospodarczych musi być traktowany z powagą i skutecznie egzekwowany. W przypadku „dużego” radia, a jeszcze bardziej rozgłośni regionalnych to jest być albo nie być. Rynek reklamy radiowej nie daje szans na uzupełnienie uszczerbku powstałego w wyniku  spadającego abonamentu. Telewizja także chcąc realizować w dotychczasowym zakresie swoje obowiązki misyjne musi aktywnie włączyć się w kampanię abonamentową. Myślę, że  cały czas będziemy pracować nad formami docierania do odbiorców oraz środowisk opiniotwórczych z informacją o konieczności płacenia abonamentu. Będziemy także przekonywać ustawodawców o konieczności uszczelnienia systemu abonamentowego lub stworzenia inne skutecznej formuły finansowania mediów publicznych.

W jaki sposób związek będzie dbał o interesy publicznych radiowych rozgłośni regionalnych, które często są pozostawione same sobie?

Regionalne rozgłośnie publiczne są naszymi naturalnymi partnerami do współpracy. Występowanie pod egidą ZPMP z pewnością zwiększy ich siłę przebicia. Problemy poruszane na forum związku np. związane z kwestią pozyskiwania praw i współpracy z organizacjami nimi zarządzającymi są niezwykle ważne dla ich bieżącego funkcjonowania.

Podobno ZPMP chce przeprowadzić badania słuchalności stacji radiowych. Jaki jest cel tych badań? Czy nie bardziej zasadne jest wykorzystanie licznych badań, które są już dostępne?

Od lat docierają do nas informację, że powszechnie wykorzystywane badania słuchalności bywają nieprecyzyjne. Być może warto zatem podjąć próbę stworzenia nowego, bardziej dokładnego badania radia. Oczywiście ewentualne koszty jego przygotowania powinny ponieść zainteresowane nim stacje radiowe, a nie TVP.

O rozmówcy

Jolanta Wiśniewska od 12 lipca 2011 pełni funkcję członka zarządu Polskiego Radia. Absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu i podyplomowych studiów menedżerskich na SGH. Ukończyła aplikację radcowską.

Związana z branżą mediową i reklamową od 1990 roku. W latach 1990-1995 pełniła funkcje prezesa zarządu i dyrektora generalnego Radia Eska, a przez następne 5 lat wiceprezesa zarządu i dyrektora generalnego RMF FM. W kolejnych latach zajmowała stanowiska: wiceprezesa zarządu Fundacji Warta, dyrektora biura marketingu TU na Życie Warta Vita, dyrektora biura marketingu i PR TUiR Warta, dyrektora departamentu komunikacji marketingowej Polkomtel i dyrektora marketingu wydawnictwa Presspublica.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wisniewska-media-publiczne-nie-moga-byc-tuba- propagandowa

29-07-2011, 16:14

Rozmowa z Markiem Chylińskim o agenturalności, infamii i autolustracji  »

Błażej Torański
29-07-2011

Z Markiem Chylińskim o zarzucie agenturalności, infamii i autolustracji, rozmawia Błażej Torański.

Marek Chyliński

Marek Chyliński, rocznik 1960, doktor nauk humanistycznych, absolwent nauk politycznych i dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim. Zaraz po studiach związał się z “Dziennikiem Zachodnim” i w latach 1997-2004 był redaktorem naczelnym tego największego dziennika regionalnego w Polsce. W 2005 roku współtworzył Instytut Dziennikarstwa Polskapresse w Warszawie. Obecnie jest adiunktem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego, gdzie wykłada dziennikarstwo, komunikację społeczną i stosunki międzynarodowe. W 2008 roku wydał (jako współautor wraz ze Stephanem Russ-Mohlem) książkę “Dziennikarstwo”.

Miał Pan kiedykolwiek kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa?

Nie, nigdy nie miałem kontaktów. Mówiłem o tym przed prokuratorem Instytutu Pamięci Narodowej i w procesie, przed sądem, który zadał to samo pytanie.

Czy zarejestrowano Pana bez Pańskiej wiedzy, jako TW Aleksander?

W czerwcu 2009 roku dowiedziałem się, że  karta informacyjna zawierająca moje dane istnieje. Odkrył ją w zasobach IPN dziennikarz Tomasz Szymborski i napisał o tym do mojego pracodawcy, a później na blogu.

Co Pan czuł przez ostatnie dwa lata, kiedy ciążyło nad Panem widmo TW?

Nie chcę mówić o swoich uczuciach. O tym mogę rozmawiać z rodziną, ewentualnie przyjaciółmi. Może Pan się domyślić, jakie to było dla mnie uczucie.

Nie wiem, nigdy nikt nie postawił mi takiego zarzutu.Nie ciążyła nade mną taka infamia.

No tak, ciążyła na mnie infamia. Jej autorem był Tomasz Szymborski  i proponuję na tym zakończyć.

Tyle tylko, że Tomasz Szymborski nigdy nie nazwał Pana kapusiem czy tajnym współpracownikiem. Pisał tylko o tym, że był Pan zarejestrowany, a to nie oznacza jeszcze, że Pan faktycznie współpracował.

Tomasz Szymborski próbuje teraz odwrócić kota ogonem. Niby mówił tylko, że zostałem zarejestrowany. Otóż nie. To jest z jego strony manipulacja, dezinformacja i nadużycie. W swoich publikacjach wskazywał bowiem na moje związki ze służbami specjalnymi, pisał “problem polega na tym, że red. (…) i red. Chyliński nie ujawnili kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa”, a więc wskazywał, że takie kontakty miałem,  pisał o z “trudem zdobywanej wiarygodności zawodu”,  o “przestrzeganiu umowy  zawartej niegdyś z SB”.  Kiedy zapadł  oczyszczający mnie wyrok sądu także nie sprostował i nie przeprosił i taką jego postawę  potępiła  w swoim stanowisku Rada Etyki Mediów. W tekście “Polskapresse zwalnia dziennikarzy, ale toleruje TW” napisał, cytuję: “bez problemu można odnaleźć donosy tegoż agenta w innych dokumentach”.  Słowo “agent” ma w tym przypadku jednoznaczny wydźwięk. Dziennikarz, który pragnie drugiego dziennikarza w ten sposób oczernić, znieważyć, przypisać mu najgorsze cechy donosiciela i współpracownika, przede wszystkim powinien dostarczyć dowody współpracy.  A przecież nie ma żadnych dowodów współpracy. Jest tylko, jak orzekł sąd, fikcyjna  karta  informacyjna. Żeby być tajnym współpracownikiem trzeba według Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego wypełnić pięć zasadniczych warunków. W moim przypadku nie został wypełniony ani jeden.  Prowadzący moją lustracje pion śledczy IPN  stwierdził, że “nie znaleziono żadnych dowodów na materializację współpracy”, a sąd  – cytuję – orzekł: “Na podstawie materiału dowodowego zebranego w niniejszej sprawie sąd nie dopatrzył się w zachowaniu Marka Chylińskiego wypełnienia ani jednej z cech definicji współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa”.

W maju tego roku Sąd Okręgowy w Katowicach uznał, że nigdy nie współpracował Pan ze Służbą Bezpieczeństwa. Równocześnie stwierdził, że  był Pan zarejestrowany jako TW Aleksander, lecz rejestracja ta była “całkowicie fikcyjna”.  Tomasz Szymborski zawsze jednak twierdził, że był Pan zarejestrowany, co nie oznacza jeszcze współpracy.

Zacytuję więc Panu fragment  tekstu  tego autora. “Bez problemu można znaleźć donosy tegoż agenta w innych dokumentach”. To jest kluczowe stwierdzenie. Obowiązkiem dziennikarza było znaleźć te donosy. Po to poddałem się autolustracji, aby te zarzuty wykluczyć. Czy Pan ma świadomość, co oznacza procedura autolustracji?

Nigdy nie byłem w tak klaustrofobicznej sytuacji.

Ale czy zna Pan przypadek dziennikarza – oprócz Małgorzaty Niezabitowskiej, która jest zresztą bardziej politykiem, aniżeli dziennikarzem -  który poddałby się autolustracji?  Ja nie znam drugiego przypadku, aby dziennikarz wystąpił o autolustrację, ale uznałem, że taki krok jest niezbędny. To jest procedura karna. Za złożenie niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego są konkretne konsekwencje. Jestem pracownikiem naukowym, wykładowcą i złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego ściągnęłoby na mnie konkretne skutki. Zakaz zajmowania stanowisk publicznych do 10 lat itd. Rozpoczynając procedurę autolustracji miałem pełną świadomość, na co się narażam.

Czy spotkał się Pan z jakąś reakcją ze strony studentów?

Tak. Jedna z moich studentek, dziennikarka Radia Opole, spytała mnie, jak skomentuję fakt, że zostałem zarejestrowany. Potem bardzo solidnie i rzetelnie z tego wybrnęła, bo natychmiast po komunikacie IPN opublikowała wyjaśnienie.

Czy istniała możliwość, aby ktoś został zarejestrowany jako TW bez zgody i wiedzy?

Historyk IPN Wojciech Sawicki, który pisze książki na temat współpracy, na podobne pytanie odparł, że “TW najczęściej byli rejestrowani bez swojej wiedzy i zgody”. Powiedział też, że rzucać podejrzenie jest bardzo łatwo, dowieść dużo trudniej.

Dlaczego Pana fikcyjnie zarejestrowano?

Nie znam odpowiedzi. Nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Nigdy nie miałem kontaktu ze Służbą Bezpieczeństwa.

Czy poda Pan Tomasza Szymborskiego do sądu?

Tak.  Będę się domagać sprostowania nieprawdziwych, szkalujących mnie informacji i sugestii oraz przeproszenia publicznego.

Ale co to oznacza? Lech Wałęsa też żąda od Krzysztofa Wyszkowskiego tylko przeprosin, ale ich koszty szacuje się na 200-400 tys. zł.

Żeby założyć sprawę cywilną, trzeba wskazać szkody, jakie poniosła ofiara przestępstwa prasowego, zniesławienia. W moim przypadku te szkody są trudne do oszacowania, są ogromne. Zadecyduje o tym prawnik.

Wywiad Błażeja Torańskiego z Markiem Chylińskim pochodzi ze strony internetowej SDPhttp://www.sdp.pl/

Całość: http://www.sdp.pl/

28-07-2011, 19:59

Tomasz Szymborski złamał zasady – uznała Rada Etyki Mediów  »

Dziennik Zachodni
AMC
28-07-2011

Rada Etyki Mediów uznała, że dziennikarz Tomasz Szymborski złamał zasady obiektywizmu i uczciwości. Chodzi o publikacje na łamach salon24.pl oraz na blogu i portalu Silesia 24 na temat rzekomej współpracy b. redaktora naczelnego Dziennika Zachodniego Marka Chylińskiego z SB.

Chyliński poddał się autolustracji. Sąd wykluczył, aby współpracował ze służbami PRL-u. Także IPN nie znalazł dowodów na taką współpracę.

- Szymborski miał okazję przyznać się do błędu. Nie zrobił tego nawet wtedy, kiedy jego informacje zweryfikował sąd i IPN – podkreśla Marek Chyliński.

Ryszard Bańkowicz, przewodniczący REM podkreśla w oświadczeniu, że Tomasz Szymborski: złamał też zasadę wolności i odpowiedzialności, która nakłada na dziennikarza odpowiedzialność za treść i formę przekazu oraz wynikające z niej konsekwencje, a przede wszystkim zasadę prawdy, nakazującą dziennikarzowi okazanie wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, zaś w razie rozpowszechnienia błędnej informacji niezwłocznie dokonać sprostowania”.

Zdaniem REM Szymborski naruszył dobra osobiste red. Chylińskiego jako dziennikarza i wykładowcy uniwersyteckiego. “REM wielokrotnie dawała wyraz swemu oburzeniu wobec takich haniebnych praktyk i stwierdza, że przytoczone wyżej publikacje Tomasza Szymborskiego są jednym z jej przykładów” – czytamy w oświadczeniu.

Poprosiliśmy Szymborskiego o komentarz. Odpowiedział, że jest w Czechach, nie ma dostępu do internetu i nie zna treści oświadczenia REM.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/aktualnosci/432277,tomasz-szymborski-zlamal-zasady-uznala- rada-etyki-mediow,id,t.html?cookie=1

28-07-2011, 13:23

Chyliński pozwie Szymborskiego za nazwanie TW  »

Press
(MW)
28-07-2011

Marek Chyliński, były redaktor naczelny “Dziennika Zachodniego”, zamierza pozwać Tomasza Szymborskiego, dziennikarza TVP Katowice i szefa katowickiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, za oskarżenie o współpracę z SB.

W czerwcu 2009 roku Szymborski napisał w swoim blogu w portalu Salon24.pl, że Chyliński był zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa. Szymborski doniósł też o tym ówczesnym pracodawcom Chylińskiego, który był wtedy prezesem Instytutu Dziennikarstwa Polskapresse – Pawłowi Fąfarze, redaktorowi naczelnemu dziennika “Polska”, i kierownictwu koncernu Verlagsgruppe Passau, do którego należy Polskapresse. W wywiadzie dla portalu Salon24.pl nie krył zdziwienia, że “kierownictwo redakcji i koncernu nie podejmują żadnych decyzji w sprawie dziennikarzy, na których ciążą podejrzenia o współpracę z PRL-owskimi służbami bezpieczeństwa. (…) W archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach znajdują się bowiem dokumenty o tym, że jako Tajni Współpracownicy zostali zarejestrowani: red. Stanisław Bubin (TW Karol) oraz red. dr Marek Chyliński (TW Aleksander)”.

W odpowiedzi Chyliński wystąpił o autolustrację do Sądu Rejonowego w Katowicach. Ten, biorąc pod uwagę oświadczenie Instytutu Pamięci Narodowej, w maju br. uznał, że nie był on współpracownikiem SB mimo rejestracji jako TW.

Szymborski twierdzi, że nigdy nie napisał o Chylińskim jako o współpracowniku SB. O wywiadzie dla Fronda.pl, w którym wypowiadał się w tej samej sprawie, mówi: – Nigdy nie przesądzałem o ich winie. To nie była moja prywatna dintojra, tylko konieczność wypełnienia misji wobec z kolegów z “Dziennika Zachodniego”, którzy zwrócili się z prośbą o nagłośnienie sprawy Chylińskiego i Bubina w sytuacji zwolnień w gazecie.

W ciągu najbliższych dni Chyliński, obecnie wykładowca Uniwersytetu Opolskiego, zamierza wytoczyć Szymborskiemu proces o zniesławienie i naruszenie dóbr osobistych. – Ostatnie dwa lata były najtrudniejszymi w moim życiu. Będę publicznie domagał się, by Szymborski oświadczył w prasie, że jego twierdzenia o mojej współpracy z SB były nieprawdą – mówi.

Całość: http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=26610

27-07-2011, 18:58

Odpowiedź Tomasza Szymborskiego na list Rady Etyki Mediów do Marka Chylińskiego  »

27-07-2011

Katowice, 27.07.2011 r.

 

Pan Ryszard Bańkowicz

Przewodniczący Rady Etyki Mediów

Nie zgadzam się ze stanowiskiem REM zawartym w “Liście do Pana Marka Chylińskiego”.

Otóż jest nieprawdą stwierdzenie “[…] że w swoich publikacjach na łamach internetowej platformy hostingowej salon24.pl., w blogu internetowym tosz.blogspot.com/2009/10/z-mojego-podworka, a także w internetowym portalu informacyjnym Silesia24 – dopuścił się złamania zasad zapisanych w Karcie Etycznej Mediów. Informując jakoby był Pan tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL złamał zasady obiektywizmu i uczciwości”.

 Nigdy bowiem nie twierdziłem, że Marek Chyliński był “tajnym współpracownikiem” (TW). Zacznijmy zatem od początku. Na prośbę osób zwalnianych z “Dziennika Zachodniego” (M. Chyliński swego czasu był jego redaktorem naczelnym), które zwróciły się o pomoc do mnie, jako prezesa Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Katowicach, ujawniłem że był on zarejestrowany jako tajny współpracownik (t.w.) Służby Bezpieczeństwa pseudonim “Aleksander”.

Nawiasem mówiąc, nie tylko on. Ich zastrzeżenia dotyczyły też Stanisława Bubina (zarejestrowany jako t.w. “Karol”) – ówczesnego zastępcy redaktor naczelnej “DZ” Elżbiety Kazibut-Twórz i jednego z dziennikarzy radiowych, który miał w tym dzienniku swoją rubrykę satyryczną.

Koleżanki i Kolegów z “DZ” bulwersował fakt, że kierownictwo Polskapresse nie wywiązuje się ze swoich deklaracji, mimo iż przyjęło w 2007 roku stanowisko, w którym znalazło się stwierdzenie:

 ”Jednocześnie chcemy jeszcze raz podkreślić, że w Polskapresse nie ma miejsca dla osób, które kiedykolwiek współpracowały ze służbami PRL-owskich organów przemocy, ani też tych, które podjęły współpracę ze służbami specjalnymi już po 1989 roku. Wierzymy, że nie ma dziś w naszym wydawnictwie takich osób. Próba zatuszowania współpracy z PRL-owskimi służbami czy zachowanie dziś podwójnej lojalności byłaby traktowana jako poważne naruszenie zaufania pracodawcy” (całość dostępna jest tu: http://wyborcza.pl/1,79328,4001070.html)

Na moje zapytanie do Pawła Fąfary, red. naczelnego “Polski The Times” w sprawie owego dualizmu w postępowaniu Polskapresse nie otrzymałem odpowiedzi. Nawiasem mówiąc trudno sobie wyobrazić wystąpienie podobnej sytuacji w Niemczech, gdzie właściciel Polskapresse, pan Axel Diekmann, ma swoje gazety.

 Zwróciłem się też z pytaniem do M. Chylińskiego przed publikacją artykułu: “W związku z przygotowywaną publikacją proszę o skomentowanie informacji o tym, że w latach 80. został Pan zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa ps. “Aleksander”.”

I otrzymałem odpowiedź:

“Wykluczam związek pomiędzy moją osobą a tajnym współpracownikiem ps. “Aleksander”. Rozumiem, że jako dziennikarz publicznie stawia Pan dotyczące mnie pytania, zatem w dniu dzisiejszym  wystąpiłem do Sądu Okręgowego w Katowicach z wnioskiem o autolustrację. Z poważaniem, Marek Chyliński”. Takie też stanowisko zamieściłem w artykule.

Tak więc nieprawdziwe i krzywdzące jest stwierdzenie REM, jakobym “Złamał też zasadę wolności i odpowiedzialności, która nakłada na dziennikarza odpowiedzialność za treść i formę przekazu oraz wynikające z niej konsekwencje, a przede wszystkim zasadę prawdy, nakazującą dziennikarzowi okazanie wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, zaś w razie rozpowszechnienia błędnej informacji niezwłocznie dokonać sprostowania”.

Nie rozpowszechniałem wbrew tego, co stwierdza REM żadnej błędnej informacji. Z komunikatu IPN po orzeczeniu w sprawie autolustracyjnej wynika, że “W toku postępowania ustalono, że Marek Chyliński w zapisach ewidencyjnych SB figuruje w charakterze t.w. ps. “Aleksander”, natomiast teczka: pracy i personalna TW ps. “Aleksander” zostały zniszczone. Nie odnaleziono żadnych dokumentów wskazujących na materializację współpracy Marka Chylińskiego z organami bezpieczeństwa państwa”.

Wniosek z tego taki, że Chyliński był zarejestrowany jako tajny współpracownik. Sąd i IPN stwierdzili, że nie zachowała się teczka  personalna i pracy t.w. “Aleksander”, bo zostały zniszczone.

Nieprawdziwe jest także stwierdzenie REM: “Zaprzeczając faktom twierdził [Szymborski – przyp. moje], iż informując, że był Pan zarejestrowany jako TW nie sugerował, iż podjął Pan współpracę z służbami specjalnymi w tym charakterze. REM stwierdza, iż i w tej deklaracji Tomasz Szymborski całkowicie mija się z prawdą, bo taka insynuacja zawarta była w jego tekście na blogu. Co więcej – tekst blogu dostępny na stronie internetowej także dziś, kilka miesięcy po uprawomocnieniu się wyroku oczyszczającego Pana z fałszywego zarzutu, zawiera sformułowanie Tomasza Szymborskiego, iż “bez problemu można znaleźć donosy tegoż agenta w innych dokumentach”.

Fragment na moim blogu (http://tosz.blogspot.com/2009/10/z-mojego-podworka.html) w pełnej wersji (nie wybiórczo użytej przez REM) tak brzmi:

“Dziennikarz wykonuje zawód zaufania publicznego. Problem polega na tym, że red. Bubin i red. Chyliński nie ujawnili kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa z własnej inicjatywy. […]

Jak wynika z pobieżnej kwerendy w archiwum znaleziono jedynie karty rejestracyjne TW. Na każdej z nich znajduje się pseudonim, a szczególnie numer rejestracji, dlatego bez problemu można odnaleźć donosy tegoż agenta w innych dokumentach.”

Uwaga o odnajdowaniu dokumentów z teczek, które zostały zniszczone dotyczyła ogólnej organizacji archiwów bezpieki przejętych przez IPN.

Na koniec chcę wyrazić swoje zaskoczenie, że Rada Etyki Mediów próbuje mnie zdyskredytować bez próby uzyskania ode mnie jakiegokolwiek stanowiska na temat “sprawy Marka Chylińskiego”. Sprawę rozpatruje natomiast jedynie na podstawie dokumentów udostępnionych przez zainteresowanego. Nawiasem mówiąc Marek Chyliński nie zwrócił się do mnie o sprostowanie opublikowanych informacji, które według niego są nieprawdziwe i zniesławiające.

Takie działanie Rady Etyki Mediów nosi znamiona jednostronnego podejścia do sprawy. Liczę na to, iż REM wycofa się ze stwierdzeń naruszających moje dobra osobiste.

Z poważaniem,

Tomasz Szymborski

 

Całość: http://www.radaetykimediow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=201:list-tomasza-szymborskiego-do-rem&catid=33:nasze-stanowisko&Itemid=40