20-08-2011, 09:12
“Wernisaże, wernisaże” »
Michalina Wawrzyczek-Klasik
20-08-2011
Wernisaż jest świętem artysty, podsumowaniem jego pracy, domknięciem pewnej rozwiniętej w prezentowanych pracach myśli. Jest też dla twórcy pierwszą konfrontacją odbiorców z tym, co dotychczas było tylko jego, tylko “w nim”. To silne przeżycie, kiedy pokazuje się ludziom coś tak osobistego, jak własna sztuka. Spontaniczne, silne emocje wywołane tym wydarzeniem obnażają charakter, stosunek do własnej sztuki, do ludzi, świata, samego siebie. Pozwalają wiele się o danym artyście dowiedzieć.
Mimo swojej wagi, są to niestety chwile bardzo ulotne. Znalazła się jednak osoba, która wpadła na pomysł, jak je ocalić. „Wernisaże, wernisaże” to tytuł najnowszej wystawy wybitnego fotografa – Zbigniewa Sawicza. Ekspozycja została zorganizowana w galerii Związku Polskich Artystów Plastyków “Art Nova 2″. Aby w pełni odczytać tematykę prezentowanych prac, warto spojrzeć na nie w kontekście całej twórczości artysty.
Zbigniew Sawicz jest jednym z najwybitniejszych śląskich fotografów. Jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików, przez 11 lat pełnił funkcję prezesa Katowickiego Towarzystwa Fotograficznego. Od kilkunastu lat jest również współpracownikiem naszego miesięcznika. Cała twórczość artysty związana jest z naszym regionem – to właśnie jemu Sawicz zdecydował się poświęcić kilkadziesiąt lat swojej pracy i wiele, wiele, fotograficznych zapisów. Wystarczy przytoczyć tu chociażby “Śląską balladę” – niezwykłą wystawę artysty w Muzeum Śląskim (2009), otwierającą cykl “Mistrzowie fotografii”. Była to wystawa retrospektywna, przedstawiająca poruszające, czarno-białe fotografie, utrwalające śląski krajobraz, jego mieszkańców, atmosferę, tradycje – wszystko to, co ważne, a co powoli odchodzi w niepamięć…
Kolejnym wątkiem w twórczości Zbigniewa Sawicza jest wyjątkowy, fotograficzny “zbiór” sylwetek twórców współczesnej, polskiej kultury – “Mistrzowie piękna”. Fotograf utrwalił wiele postaci polskiej sceny artystycznej, m.in.: Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza czy Józefa Szajnę, wybitnych muzyków i kompozytorów – Wojciecha Kilara, Krzysztofa Pendereckiego, Krystiana Zimermana a także wielu reżyserów, aktorów, fotografów, malarzy, rzeźbiarzy, grafików, artystów intermedialnych, szczególnie eksponując sylwetki twórców związanych ze Śląskiem. Wśród nich można odnaleźć m.in.: Romana Kalarusa, Lecha Majewskiego, Jana Szmatlocha, Kazimierza Kutza, Jerzego Dudę-Gracza czy Wojciecha Kuczoka. Wszyscy zostali sfotografowani w naturalnym dla siebie otoczeniu – w miejscu swojej twórczej pracy, na tle własnych dzieł. Powstałe, w ten sposób, fotograficzne portrety są autentyczne, całkowicie pozbawione nieszczerej pozy.
Cykl “Wernisaże, wernisaże” wydaje się być częściowo kontynuacją tego tematu. Sylwetki twórców to jeden z głównych wątków prezentowanych na tej wystawie. Z tą różnicą, iż przedstawiane osoby sfotografowane zostały podczas tytułowej uroczystości, pod wpływem wywołanych tym wydarzeniem emocji, na tle własnych prac, w otoczeniu gości. Fotografie te stanowią rzetelny zapis chwili, zbliżając się w swej formie bardziej do reportażu, co nadaje im specyficzny, nietuzinkowy charakter. Są to bowiem zdjęcia wykonane szybko, zwykle nie pozowane, ukazujące spontaniczność sytuacji. Za tym idzie oczywiście technika. Fotografie są kolorowe i dosyć surowe w kompozycji. Prezentacja głównie śląskich (bądź ze Śląskiem w jakichś sposób związanych) twórców, pozwala odbierać wystawę, jako swoistą kronikę artystycznych wydarzeń naszego regionu. A portret to niezwykły – prosty i przenikliwy.
Wystarczy przywołać kilka fotografii: skromny, nieśmiało, ale ciepło uśmiechający się do obiektywu Maciej Bieniasz, za nim jego niezwykłe, czarno-białe rysunki; Roman Kalarus sportretowany na tle swojego plakatu – patrzący nieco z góry, odważnie, z zawadiackim błyskiem w oku; Katarzyna Gawrych-Olender w żywiołowej pozie, z radosnym, szczerym uśmiechem; młoda artystka Agata Rawecka, kolorowa jak obrazy, spontanicznie przykładająca twarz do jednego z nich… Sawicz posiada niezwykły talent wydobywania z portretowanych osób tego, co w nich najistotniejsze. To, co wydaje się stanowić największą wartość w tych fotografiach, to otwartość, z jaką portretowani pozują do zdjęć – są swobodni i czują się “sobą” przed obiektywem.
Kolejne fotografie pokazują twórców w jeszcze bardziej nieformalnych sytuacjach – otoczonych gronem przyjaciół, pogrążonych w rozmowie. Wtedy język ciała mówi o nich bardzo wiele. “Utrwalone” zostają przyjaźnie i relacje między artystami. Szybka migawka aparatu zapisuje czułe przywitania, spojrzenie w oczy, przyjacielski uścisk dłoni… Jednym z moich ulubionych jest zdjęcie przedstawiające trzech wybitnych malarzy – wspomnianego już tutaj Macieja Bieniasza, Ireneusza Walczaka oraz Kazimierza Cieślika. Dwaj ostatni panowie stoją pewni siebie, zamyśleni, paląc papierosy. Maciej Bieniasz sprawia przy nich wrażenie osoby bardzo skromnej, może trochę wycofanej – być może to efekt różnicy charakterów, a może różnicy “malarskich” pokoleń. Jednak mimo tak różnorodnych postaw i sposobu bycia, wyczuwa się ciche porozumienie.
Wiele z postaci utrwalonych na fotografiach, to osoby związane z katowicką Akademią Sztuk Pięknych. Zbigniewowi Sawiczowi nie umknęły też momenty uczelnianych uroczystości – na wystawie oglądać możemy między innymi pochód Senatu w katowickim BWA, z prof. Tomaszem Jurą na przedzie oraz kadry z dyplomowych wystaw.
Na fotografiach obecni są także bliscy artystów, pasjonaci sztuki, ale też tak zwani “stali bywalcy” wystaw. W Katowicach jest wiele takich osób, których twarze pojawiają się na wielu wernisażach. Śmiem nawet twierdzić, iż jeden Pan jest obecny na wszystkich. I to nie bynajmniej jedynie z powodu darmowego wina – silnie reaguje na sztukę i poprzez lata “przebywania” w jej pobliżu, wyrobił sobie o niej własne zdanie. Ktokolwiek z Państwa był na kilku otwarciach wystaw w okolicy Katowic, na pewno wie o jaką barwną postać chodzi. Artysta najwidoczniej również uznał, iż oddanie w pełni klimatu fotografowanych wernisaży wymaga uwiecznienia na wystawie ich stałego bywalca. I tak się właśnie stało – wśród portretów twórców możemy oglądać również ten, bardzo ciekawy portret. Opisywana przeze mnie postać pojawiła się oczywiście także i tym razem, i z dużym zadowoleniem ów pan odnalazł siebie na jednej z fotografii.
Warto również wspomnieć o tym, jak ważną częścią tej wystawy było jej otwarcie – wiele z obecnych na nim osób odnajdowało się na fotografiach, pozostali spośród zgromadzonych gości rozpoznawali wśród otaczającego tłumu, pojawiające się na zdjęciach twarze. Obecność wielu ze sportretowanych osób w symboliczny sposób “domknęła” całe to wydarzenie, uczyniła je “pełnym”.
Zbigniew Sawicz od kilkudziesięciu lat z całą swoją wrażliwością i fotograficzną czułością “pochyla się” nad Śląskiem Dzięki temu przekazuje nam coś bezcennego – wielopłaszczyznowy, głęboki obraz naszego regionu. Cykl „Wernisaże, wernisaże” jest częścią tej fotograficznej kroniki. Już dziś ma ona niezwykłą wartość, a jeszcze cenniejsza stanie się dla kolejnych pokoleń. Pozostaje jedynie życzyć sobie, aby ta kronika przez kolejne lata rozrastała się dalej w tak szybkim tempie. Jak żartobliwie zagroził sam twórca, podczas otwarcia wystawy – “Ja Was jeszcze wszystkich dopadnę!” (fotograficznie oczywiście). Nie pozostaje mi więc nic innego, jak odpowiedzieć – “Trzymamy za słowo!”.








