Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-09-2011, 20:38

Otwarta noc z Telewizją Katowice  »

Telewizja Katowice
16-09-2011

W sobotę, 24 września, Telewizja Katowice zaprasza do swojej siedziby, przy ul. Telewizyjnej 1 na OTWARTĄ NOC Z TELEWIZJĄ KATOWICE.

Już o godz. 17.00 gości przywita przed wejściem Teatr Szczudlarzy. Będzie buchający ogień oraz wielkie bańki mydlane.

PROGRAM:

Otwarta noc z Telewizją Katowice

1) 19:00–21:00 – Teatr Szczudlarzy 4 osoby-przewodnicy przed wejściem do budynku TV w strojach nawiązujących do postaci teatralnych witają widzów i rozdają im szczegóły programu „Noc w TVP Katowice”. W tym czasie szczudlarze wprowadzają gości w magiczny nastrój buchając ogniem oraz tworząc wielkich rozmiarów bańki mydlane.

2) 19:15–19:45–20:15–20:45–21.15–21:45–22:15–22:45–23:15 – nocny spacer po zakamarkach telewizyjnych. 4 przewodników (Hamlet, Papkin, Dulska,Pinokio) oprowadzają widzów w grupach (10-15 osób) po najciekawszych miejscach w telewizji. W rolę przewodników wcielają się aktorzy teatru ATENEUM , którzy opowiedzą historie związane z ponad 50-letnią historią naszej stacji telewizyjnej. W trzech największych magazynach (kostiumy, rekwizyty, taśmy archiwalne) zorganizujemy działania parateatralne pod hasłem „koncerty na byle czym”. Trzech muzyków pod kierownictwem Joanny Bronisławskiej z Akademii Muzycznej zachęcać będzie widzów do grania na: odpadach metalowych, rurkach aluminiowych, wyrobach z poliestru i innych rekwizytach z naszego magazynu. Każde z odwiedzanych miejsc będzie miało swojego gospodarza (pracownik OTV), który odpowiadać będzie za bezpieczeństwo oraz przygotowanie sali.

3) 20:00–22:00 – projekcja w patio telewizyjnym – na telebimach wyemitujemy jeden ze spektakli Teatru Telewizji „Kroniki Królewskie” Stanisława Wyspiańskiego, w reż. Ignacego Gogolewskiego z 1974 r. Widzowie oglądają siedząc na słynnych, kolorowych materaco-ławkach znanych z promocji biura ESK, które latem tego roku robiły furorę na ulicy Mariackiej.

4) 19:30–01:00 Sala 104 . Do współpracy zaprosiliśmy Śląski Teatr Lalki i Aktora „Ateneum” który zorganizuje w trakcie nocy wystawę swoich najciekawszych prac scenograficznych.. Przypomnimy widzom zarówno małym jak i dużym najsłynniejsze przedstawienia , z którymi artyści teatru „Ateneum” gościli na wielu międzynarodowych festiwalach.

5) 22:30–0:00 – duże studio OTV – Spektakl pt. „Dulska Forever” w wykonaniu Teatry ZL z Tarnowskich Gór, w adaptacji i reżyserii Ewy Wyskoczyl. Realizacja w oparciu o tekst Gabrieli Zapolskiej, oraz „Autobiografii” Thomas Bernharda to próba nieskrępowanej współczesnej interpretacji klasycznego już tekstu usuniętego 5 lat temu ze spisu lektur szkolnych. Tekst Zapolskiej sprawiał że każdy młody Polak wiedział co to podwójna moralność, kołtuństwo i drobnomieszczaństwo. Autorka adaptacji śladem francuskich dadaistów przypomina w swoim spektaklu o ponadczasowej tradycji w kulturze europejskiej, czyli obłudzie, dorobkiewiczostwu, oraz ksenofobii.

Obsada:

Dulska – Karol Gembczyk
Juliasiewiczowa – Anna Przedpełska
Hesia – Agata Wierszeń
Mela – Marzena Paszkowiak
Zbyszko – Adam Polakowski
Hanka – Marek Bula

Scenografia i kostiumy – Łukasz Błażejewski
Uwaga!!!
Na spektakl “Dulska Forever” obowiązuje rezerwacja bezpłatnych wejściówek email: promocja.katowice@tvp.pl, tel. 32/ 259 55 55. Liczba miejsc ograniczona.

W Otwartej Nocy z Telewizją Katowice udział biorą:
Asi Mina
Mołr Drammaz
Drekoty
Orkiestra Leopolda
Szczudlarze
Aktorzy z Ateneum

W telewizyjnym bufecie, na specjalnym ekranie, będzie można podglądnąć co się dzieje na trasie zwiedzania posilając się domowym ciastem serwowanym przez PysznościTV.

Całość: http://www.tvp.pl/katowice/polecamy/otwarta-noc-z-telewizja-katowice/5269112

16-09-2011, 19:17

“Śląscy mistrzowie piękna” w Bielsku-Białej  »

Onet.pl
AAM
16-09-2011

Przez cały wrzesień w Galerii Wystaw Czasowych Muzeum w Bielsku-Białej zobaczyć można wystawę zdjęć śląskiego artysty Zbigniewa Sawicza “Mistrzowie piękna”.

Plakat wystawy Zbigniewa Sawicza "Mistrzowie piękna"

Wojciech Kilar, Henryk Mikołaj Górecki, Kazimierz Kutz, Barbara Ptak, Krystian Zimerman, Zygmunt Brachmański ale także Józef Skrzek i Ireneusz Dudek – to tylko niektóre nazwiska z długiej listy wybitnych postaci, których portrety znajdą się na wystawie fotografii autorstwa  śląskiego artysty Zbigniewa Sawicza.

Na około 30 fotogramach pojawią się portrety największych osobowości narodowej kultury, których dorobek jest znany i ceniony na całym świecie. To portrety ludzi, którzy w jakiejś mierze czują się związani z ziemią śląską, a ich działalność pozostawiła trwały ślad w kulturze tego regionu.

Reprezentują niemal wszystkie dziedziny sztuki, także literaturę i architekturę. Każdą z postaci autor chciał przedstawić w sposób indywidualny. Portrety Zbigniewa Sawicza to w przeważającej większości dynamiczny, zarejestrowany w ułamku sekundy gest, wyraz twarzy, mimika, nastrój. Autor przedstawia postacie podczas pracy i w chwilach zadumy czy zaskoczenia.

Te postaci to swoisty pejzaż Śląska – krainy widzianej przez pryzmat piękna, niepowtarzalności i unikatowości. Śląsk bowiem – w każdej jego odsłonie to motyw przewodni fotografii Zbigniewa Sawicza.

Zbigniew Sawicz, rocznik 1939, to śląski artysta fotografik. Członek Katowickiego Towarzystwa Fotograficznego, a także Związku Polskich Artystów Fotografików, należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej. Współpracuje z wieloma instytucjami kultury oraz wydawnictwami w całym kraju, publikuje fotografie w albumach, książkach i czasopismach. Swoje prace prezentował na kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych. Fotografie artysty znajdują się m.in. w zbiorach Śląskiej Kolekcji Artystycznej ZPAF oraz Muzeum Śląskiego.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/slask/slascy-mistrzowie-piekna-w-bielsku- bialej,1,4852548,wiadomosc.html

16-09-2011, 18:29

Jest akt oskarżenia za atak na dziennikarkę na Jasnej Górze  »

Gazeta Wyborcza Częstochowa
Marek Mamoń
16-09-2011

Prokuratura przesłała w piątek do Sądu Okręgowego w Częstochowie akt oskarżenia wobec Andrzeja K. z Katowic, który na pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasnej Górze zaatakował i uderzył w twarz dziennikarkę telewizji Polsat News.

52-letniemu Andrzejowi K. został postawiony zarzut zniszczenia kamery telewizyjnej wartości 27 tysięcy złotych oraz uniemożliwienia zrealizowania materiału dziennikarskiego ekipie Polsatu. Słuchacz Radia Maryja usłyszał brzmienie art. 43 prawa prasowego: “kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″. Sprawy z tego przepisu są rozpatrywane już w I instancji przed sądem okręgowym.

Przypomnijmy. Słuchacze Radia Maryja pielgrzymowali na Jasną Górę w weekend 9-10 lipca. Polsat News nie miał akredytacji na filmowanie tej pielgrzymki, bowiem pozwolenie na jej relacjonowanie miały tylko media o. Tadeusza Rydzyka. Ekipa pojechała nagrać wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. Nie została jednak wpuszczona na ołtarz.

- Stanęliśmy więc na błoniach, wśród pielgrzymów. Przez trzy godziny nic złego się nie działo poza drobnym incydentem, gdy jeden z mężczyzn uderzył pięścią w kamerę – relacjonowała potem dziennikarka Polsatu Ewa Żarska. – Gdy jednak ojciec dyrektor powiedział przez mikrofon, że jest telewizja, która nie ma akredytacji, a która filmuje pielgrzymkę (wówczas ekipa została też pokazana na telebimach ustawionych pod murem Jasnej Góry), wtedy się zaczęło! Zostaliśmy napadnięci. Jeden z napastników wyrwał mi mikrofon i uderzył mnie nim w twarz. Wielokrotnie byłam szturchana i szczypana. O wyzwiskach i wulgaryzmach już nawet nie wspominam.

- Byłem uderzany łokciem, kijem od flagi, jakieś kobiety próbowały wyrwać mi kamerę – relacjonował operator Bartek Tomaszewskiego.

Na pasażu Bareły, który jest terenem miejskim, interweniowała policja. Przewiozła na komisariat 52-letniego katowiczanina, który wyrwał reporterce mikrofon i spoliczkował. Po tym incydencie dyrekcja Telewizji Polsat złożyła do częstochowskiej policji zawiadomienie o zniszczeniu kamery.

Ewa Żarska złożyła odrębne zawiadomienie karne: “Nieznany mi z imienia i nazwiska mężczyzna uderzył mnie otwartą ręką w twarz, naruszając w ten sposób moją nietykalność cielesną. Zdarzenie miało miejsce podczas nagrywania relacji dla mojego pracodawcy, Telewizji Polsat z siedzibą w Warszawie” – brzmiał fragment jej pisma do częstochowskiej policji. Sprawa zrobiła się głośna nie tylko w mediach.

W wyjaśnienie incydentu – dowodząc, że słuchacz Radia Maryja był ofiarą prowokacji – zaangażowali się o. Tadeusz Rydzyk i senator PiS z Częstochowy Czesław Ryszka, który złożył osobistą wizytę komendantowi częstochowskiej policji. Wydarzeniem zajmowały się sejmowa komisja kultury i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Przypomniano, że wszystkie media mają prawo do relacjonowania ogólnodostępnych wydarzeń dotyczących ważnych spraw społecznych, odbywających się w przestrzeni publicznej. Sprawa trafiła w lipcu do prokuratury, która zdecydowała o połączeniu obu doniesień w jedno postępowanie.

24 sierpnia Andrzej K. usłyszał dwa zarzuty, za które grozi mu do 3 lat więzienia. Andrzej K. nie przyznaje się do winy odmówił w prokuraturze składania wyjaśnień.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,10300036,Jest_akt_oskarzenia_za_atak_na_dziennikarke_na_Jasnej.ht ml#ixzz1Y8Es8nIH

16-09-2011, 18:22

Porażka “Super Expressu”. Musi zapłacić 50 000 zł Weronice Marczuk  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pr/zr/pap/zpe
16-09-2011

“Super Express” ma przeprosić Weronikę Marczuk i zapłacić jej 50 tys. zł za obraźliwe informacje w sprawie jej zatrzymania przez CBA w 2009 r. – orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie.

W czwartek sąd uwzględnił pozew Marczuk wobec wydawcy tabloidu i nakazał opublikowanie na jego pierwszej stronie przeprosin oraz wpłatę żądanego przez powódkę zadośćuczynienia. Ponadto pozwani mają jej zwrócić 5,8 tys. zł kosztów procesu. Wyrok jest nieprawomocny. Gazeta zapowiada apelację.

Sąd uznał, że gazeta w sposób oczywisty naruszyła dobra osobiste Marczuk (która jest radcą prawnym), jeśli chodzi o treść i formę informacji o jej zatrzymaniu przez CBA pod korupcyjnymi zarzutami. Polegało to na publikacji obraźliwych i przesądzających winę powódki informacji (np. “Pazura wzięła 100 tys. łapówki” i “prawniczka zadarła z prawem”), podawaniu informacji z jej życia prywatnego oraz “zniekształcenia jej wizerunku”.

Jak mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Rafał Wagner, chodziło o fotomontaż, w którym “wykreowano coś, czego nie było: kajdanki na rękach i zamknięcie w celi za kratami”. Sąd uznał, że redakcja posłużyła się tym w celu “przyciągnięcia widza”. Sędzia zwrócił uwagę, że przekaz ten kierowano do “prostego odbiorcy”.

“SE” utworzył obraz, który utrwalił się w świadomości ludzi” – oświadczył sędzia Wagner. Podkreślił, że informacja o umorzeniu śledztwa wobec Marczuk “nie znalazła się już na pierwszej stronie i nie dotarła do odbiorcy, który wcześniej czytał, że powódka wzięła łapówkę”.

Ani Marczuk, ani nikogo od wydawcy “SE” nie było na ogłoszeniu wyroku. Naczelny gazety Sławomir Jastrzębowski powiedział, że strona pozwana czeka na pisemne uzasadnienie orzeczenia, ale – jak zapewnił – “z całą pewnością będziemy się odwoływać”. Dodał, że “fotomontażu nie bronimy”. Według Jastrzębowskiego redakcja działała w interesie publicznym.

Aby nie przegrać procesu o ochronę dóbr osobistych, pozwany musi dowieść, że jego słowa były prawdziwe albo wykazać, że jego działanie nie było bezprawne, bo kierował się interesem publicznym.

Weronika Marczuk (dawniej – Pazura) podejrzana była od 2009 r. o powoływanie się na wpływy oraz żądanie i wzięcie łapówki za pośredniczenie w korzystnym rozstrzygnięciu prywatyzacji Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Miało chodzić w sumie o 450 tys. zł, z których – według CBA – miała przyjąć pierwszą transzę 100 tys. zł. Groziło jej do 8 lat więzienia.

W styczniu br. Prokuratura Okręgowa w Warszawie uznała, że Marczuk nie dopuściła się płatnej protekcji i miała prawo do wynagrodzenia za doradztwo przy prywatyzacji WN-T. Śledztwo przeciw niej umorzono z braku znamion przestępstwa. B. szef CBA Mariusz Kamiński uznał umorzenie za wyraz niekonsekwencji i złej woli prokuratury. Prokuratura prowadzi obecnie śledztwo wobec działań CBA, bo ma “istotne wątpliwości” co do legalności działań Biura wobec Marczuk.

CBA zatrzymało Marczuk we wrześniu 2009 r. Sąd odmówił wtedy aresztowania Marczuk i zwolnił ją za kaucją. Działania wobec niej prowadził m.in. agent Tomasz Kaczmarek, dziś emeryt CBA, znany jako “agent Tomek” (kandyduje z listy PiS do Sejmu).

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prowadzi śledztwo w sprawie ujawnienia tajemnicy państwowej i służbowej, jej bezprawnego wykorzystania oraz rozpowszechniania wiadomości ze śledztwa przeciw Marczuk w książce Kaczmarka. On sam zapewniał, że nie ujawnił żadnych tajemnic. Mówił, że bronił się przed “frontalnym atakiem” niektórych dziennikarzy oraz pomówieniami Marczuk oraz Beaty Sawickiej, czego nie mógł robić jako funkcjonariusz.

Adwokaci Marczuk zapowiadali, że pozwą autora książki o agencie “Tomku”, wydawcę i samego Kaczmarka. Zdaniem adwokatów książka narusza dobre imię, prywatność i cześć ich klientki i jest “bezczelnym atakiem na osobę, której wina nie została udowodniona”. “Chciałabym, aby ten człowiek odpowiedział za to, co zrobił mnie i innym ludziom. Mam za dużo tego pana w swej biografii, wolałabym o nim zapomnieć” – mówiła Marczuk o “agencie Tomku”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/porazka-super-expressu-musi-zaplacic-50-000-zl-weronice-marczuk

15-09-2011, 09:07

Dwa nowe dodatki lokalne z “Dziennikiem Zachodnim”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
15-09-2011

zabrze nasze miasto

“Bielsko – Biała Nasze Miasto” i “Zabrze Nasze Miasto” to dwa nowe dodatki lokalne, które mieszkańcy tych miejsc otrzymają wraz z każdym piątkowym wydaniem Dziennika Zachodniego.

Dodatki będą dołączane do gazety począwszy od dzisiejszego numeru. W ten sposób Polskapresse chce zastąpić samodzielnie wydawane tygodniki “Dziennik Zachodni – Zabrze” i “Dziennik Zachodni – Bielsko-Biała”.

Nowe dodatki mają w szczególności poruszać lokalne tematy polityczne i kulturalne. Na ich łamach, jak zapowiada wydawnictwo, mieszkańcy będą mogli znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania i problemy. Duży nacisk ma być również położony na tradycję i historię.

To nie pierwsza zmiana wprowadzona przez wydawcę w tym roku. W lutym do piątkowego wydania dziennika wprowadzono dodatek “Kocham Katowice”, a od kwietnia mieszkańcy Rybnika otrzymują wraz z gazetą wkładkę “Kocham Rybnik”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dwa-nowe-dodatki-lokalne-z-dziennikiem-zachodnim

13-09-2011, 19:09

Telefoniada była kurą znoszącą złote jajka  »

Dziennik Zachodni
Bolesław Cader
13-09-2011

Jest mi niezwykle miło, że w internetowej sondzie na najlepszy program w historii TVP Katowice wygrała Telefoniada. Wspominam ten program z sentymentem, chociaż zabrał mi on kawałek życia.

Właśnie zakończyliśmy naszą sondę internetową na “Najlepszy program w historii Telewizji Katowice”. Domyśla się pan, który wygrał?

Telefoniada

Nawet wiem, bo śledziłem tę sondę. Jest mi niezwykle miło, że wygrała “Telefoniada”. Wspominam ten program z sentymentem, chociaż zabrał mi on kawałek życia. Jestem dziennikarzem sportowym, więc praca w weekendy nigdy nie była mi obca, ale “Telefoniadzie” musiałem poświęcić każdą niedzielę. Namęczyłem się przy niej sporo, ale i nauczyłem, bo to była niezła szkoła warsztatowa. Program na żywo, z udziałem 100-osobowej publiczności, z łączeniem przez telefon z uczestnikami – to jest najtrudniejsza forma dziennikarstwa telewizyjnego. Dzięki treningowi w “Telefoniadzie” dzisiaj niewiele mnie jest w stanie zaskoczyć. Trzeba pamiętać, że “Telefoniada” zadebiutowała na antenie jeszcze przed “Kołem fortuny” Pijanowskiego, które jest uznawane za pierwszy polski teleturniej z prawdziwego zdarzenia.

Kto właściwie wymyślił “Telefoniadę”?

Ja z Wojtkiem Majewskim. On po 3 latach odszedł z Telewizji Katowice i sam musiałem ten wózek ciągnąć. Tylko w czasie urlopu zastępowali mnie koledzy. Pierwszy odcinek został wyemitowany we wrześniu 1990 roku, a więc dokładnie 21 lat temu. Ostatni – w 1998 roku. Program został zdjęty z anteny w czasie, gdy miał największą oglądalność w TVP Katowice. To była kura znosząca złote jaja. Rzadko która stacja pozwala sobie na rezygnację z takiego programu. Mnie wcześniej odsunięto od prowadzenia, jako gospodarzy zatrudniono dwóch aktorów. To już nie było to, bo próbowano wprowadzić ambitne pytania, a widzowie łaknęli przede wszystkim rozrywki.

Czy jest szansa, by “Telefoniada” została reaktywowana?

Raczej nie, teraz taki teleturniej kosztowałby miliony, a nagrodą musiałby chyba być dom na Kanarach.

Ile odcinków “Telefoniady” wyprodukowano?

52 niedzielne plus nocne wydania, przeznaczone dla widzów dorosłych, z bardziej odważnymi pytaniami, czyli ok. 65-70 rocznie. Przez osiem lat daje to około 600 odcinków.

Czy to prawda, że ludzie, którzy chcieli się dostać na widownię, ustawiali się w kolejce już w nocy?

Oczywiście. Pierwsi, około 3-4 w nocy, pojawiali się ludzie z Rybnika czy Wodzisławia, którzy mieli najdalej. Reszta pojawiała się rano i kilka godzin czekała, aż zaczniemy wpuszczać do studia. Mieliśmy tylko 100 miejsc na widowni, a chętnych znacznie więcej. Nie wydaje mi się, żeby ich głównym motywem była chęć wygrania nagrody, bo to nie było wcale łatwe. Ta publiczność była ze sobą tak zżyta, że wiele osób przyjaźniło się ze sobą, umawiali się na wspólne wyjazdy, wczasy czy imprezy. Przecież całe rodziny przychodziły na “Telefoniadę”. To był element ich niedzielnego życia. Tak jak dzisiaj wyprawa do centrum handlowego.

Pan jest bezsprzecznie jedną z ikon “Telefoniady”. Proszę mi wybaczyć, ale ja z tego programu pamiętam głównie pana “anonimowego sponsora”, który wcale nie był anonimowy…

To był pan Franciszek, drobny przedsiębiorca z Siemianowic Śląskich. Do nas przyjeżdżał z żoną i dwójką dzieci. Tak był zżyty z programem, że kiedy mieliśmy problemy ze zdobyciem nagród, on, żebyśmy dobrze wypadli, za własne pieniądze kupował drobne upominki. To był bardzo dobry i sympatyczny człowiek. Swoją popularność wykorzystywał pomagając innym ludziom np. załatwiać sprawy w urzędach. Pan Franciszek zmarł kilka lat temu.

Co się dzieje z dziećmi, które występowały w “Telefoniadzie”? Podobno jednym z nich był pański syn?

Tak, mój syn Michał pracował “przy kulkach”, czyli losował numery biletów, których posiadacze odpowiadali później na pytania i mogli wygrać nagrody. Przygodę z “Telefoniadą” zaczął jako 6-latek, a skończył jako 14-latek. Można powiedzieć, że połknął bakcyla telewizji, bo pracuje u nas jako dziennikarz sportowy. Nie jest zachwycony, gdy ktoś mu teraz przypomina, że występował w “Telefoniadzie”, ale myślę, że to była dla niego frajda.

A dziewczynka, która obsługiwała “koło szczęścia”?

Karolinka z Gliwic, rok młodsza od Michała, kręciła przez osiem lat. Niestety nie mam z nią kontaktu. Wiem tylko, że skończyła Politechnikę Śląską.

Trzeba przyznać, że pytania zadawane widzom i uczestnikom w studiu, były oryginalne, np. w formie sond ulicznych.

Tak, bo chcieliśmy, by ich forma była ciekawa, inna niż do tej pory. Dlatego zapuszczaliśmy się z kamerą do centrum Katowic, w okolice Rynku i przepytywaliśmy ludzi z rozmaitych kwestii. Pamiętam, że ludzie czasami reagowali dziwnie. Na przykład zapytaliśmy pewną panią o to, jakie jest największe miasto w Europie, a ona odpowiedziała: Nie wiem, ja ze Szczecina przyjechałam… Ale były też zagadki, w których ludzie pokazywali jakieś przysłowie tylko gestami. Uczestnicy programu po pewnym czasie tak się wycwanili, że wiedzieli mniej więcej kiedy będziemy w centrum Katowic i podsłuchiwali, o co pytamy przechodniów. Były i zagadki filmowe. Puszczaliśmy kawałek filmu, uczestnicy programu starali się zapamiętać nazwiska aktorów, reżysera, a my później pytaliśmy ich o numer taksówki, która przejeżdżała przez ulicę. Oprócz tego prezentowaliśmy występy rozmaitych artystów. U nas pierwszy raz wystąpił np. Stachursky. Przez rok pokazywała nas nawet telewizyjna Dwójka.

Były głosy, że ten program ośmiesza Ślązaków. Pokazuje ich jako niezbyt mądrych ludzi.

To nigdy nie było naszym celem, chcieliśmy żeby było śmiesznie, ale ośmieszająco. Chcieliśmy zachęcić ludzi, żeby śmiali się z samych siebie.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/opinie/450064,telefoniada-byla-kura-znoszaca-zlote-jajka,id,t.html