22-09-2011, 17:03
Dziennikarz, który nie przestraszył się kury w samolocie »
Magdalena Warchala
22-09-2011
- Zostałem dziennikarzem, żebym mógł przychodzić do pracy w południe i nagle wylądowałem w telewizji śniadaniowej – zwierzał się licealistom w Katowicach Bartosz Węglarczyk, publicysta “Gazety Wyborczej” i prezenter programu “Dzień dobry TVN”.
Korespondent, a później wieloletni szef działu zagranicznego “Gazety” opowiadał, że do tworzącej się właśnie redakcji trafił w 1989 roku zupełnie przypadkiem, jako chłopak od parzenia kawy. – Robiłem jednak tak fatalną kawę, że przeniesiono mnie do działu komputerowego, a wkrótce po inwazji na Kuwejt okazało się, że przydam się do tłumaczenia anglojęzycznych depesz agencji prasowych – wspominał w czwartek Węglarczyk podczas spotkania w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej.
Zrobił wrażenie na licealistach opowiadając, jak w wieku 19 lat pojechał do Moskwy relacjonować komunistyczny pucz. – Dziś takiego żółtodzioba nie wysłałaby żadna redakcja, ale wówczas tylko ja miałem w domu paszport, bo wróciłem z wakacji i nie zdążyłem go oddać do biura paszportowego – wyjaśniał. Planowany na chwilę pobyt w Rosji przedłużył się do pięciu lat.
Węglarczyk doprowadził uczniów do śmiechu historią, jak wraz z fotoreporterem Krzysztofem Millerem próbowali dotrzeć z armeńskiego Erewanu do Moskwy, ale na lotnisku usłyszeli, że najbliższy samolot będzie pojutrze. – Nie martwcie się, za 100 dolarów coś się znajdzie za kwadrans – uspokoił ich jednak pracownik lotniska. – I rzeczywiście, po chwili lecieliśmy z bagażami na kolanach, w towarzystwie babć wiozących na targ kiełbasę, jajka, a nawet żywą kurę. Luk bagażowy był zajęty przez kilka tysięcy par butów, które przemycał do Polski rosyjski piłkarz, a w kabinie pilotów trwała zakrapiana impreza – relacjonował Węglarczyk, wyjaśniając, że obsługa lotniska regularnie dorabiała na nielegalnych lotach.
Licealiści byli ciekawi także opowieści ze Stanów Zjednoczonych. Nie zawiedli się, bo Węglarczyk jak z rękawa sypał anegdotami o sławnych ludziach. Np. o tym jak George Bush ograł go na 150 dolarów w pokera i w ramach rekompensaty wyjawił, że w maju przyleci do Polski. – Pozwolił mi o tym napisać, jeśli nie ujawnię źródła informacji. Następnego dnia do Waszyngtonu przyjechał prof. Bartoszewski i rozpętało się piekło, bo termin przyjazdu Busha miał być podany właśnie podczas jego wizyty. Profesor naciskał, bym wyjawił, kto zdradził sekret, robił mi awanturę, ale ja milczałem, jak grób – śmiał się Węglarczyk.
Podkreślał, że praca dla TVN-u, choć bywa “pleceniem trzy po trzy”, jest równie ekscytująca, jak relacjonowanie amerykańskiej inwazji na Haiti. – Pasjonują mnie rozmowy z ludźmi, niezależnie od tego, czy jest to prezydent Bush, babcia, która sprząta w moskiewskim metrze czy Doda – mówił Węglarczyk. Jego zdaniem dziennikarstwo, które dostarcza ludziom rozrywki jest potrzebne, jednak nie może wyprzeć rzetelnej publicystyki, której w polskich mediach jest, niestety, coraz mniej.
Węglarczyk był gościem Strefy Młodzieży – cyklu spotkań w SWSP, podczas których gimnazjaliści i licealiści dyskutują o ważnych dla siebie sprawach i spotykają się z ciekawymi ludźmi. Jego rozmówcami byli uczniowie klas dziennikarskich, a spotkanie poprowadziła Ewa Niewiadomska z Radia Katowice.




