Po długiej chorobie w piątek rano zmarł Władysław Imielski z Cieszyna, wieloletni kierownik bielskiego oddziału Dziennika Zachodniego. Redaktora wspominają Jego następcy.

Władysław Imielski
Władysława Imielskiego poznałem w 1978 r. na zebraniu redakcyjnym w Katowicach. Byłem początkującym dziennikarzem, a on od lat jednoosobowym szefem i pracownikiem oddziału DZ w Bielsku-Białej. Zwróciły moją uwagę jego baczne spojrzenie i powściągliwość w wypowiadaniu opinii. Rok później ówczesny naczelny DZ, Bronisław Schmidt-Kowalski, nieoczekiwanie zaproponował mi przejście do oddziału bielskiego. – Tam pracuje redaktor Imielski, niedźwiedź beskidzki, on was we wszystko wprowadzi.
Długo zastanawiałem się nad tym “niedźwiedziem”. Że taki wielki, potężny, samotny? Na miejscu wszystko się wyjaśniło. Chodziło raczej o przymiotnik “beskidzki”. Tych gór nikt lepiej nie znał od redaktora. Góry i turystyka piesza były pasją Władysława Imielskiego. Kiedy więc pojawiłem się w oddziale DZ przy ulicy 3 Maja 7 naprzeciw hotelu “Prezydent”, starszy kolega przyjął mnie życzliwie (ale nie serdecznie, bo redaktor dla młodzika był surowy) i powoli zaczął wprowadzać w arkana zawodu.
Przepracowaliśmy wspólnie 10 trudnych lat – w tym okres stanu wojennego, kiedy esbecja zamknęła oddział na kłódkę – aż do przejścia red. Imielskiego na emeryturę. Imponował mi wieloma cechami charakteru, przede wszystkim zaś niezłomnością. Kiedy go nachodzili różni partyjniacy z komitetu, żeby się zapisał do PZPR, odpowiadał zawsze tak samo: – Do partii niech się zapisują ci z “Trybuny”, bo to organ, a “Dziennik” jest bezpartyjny, dlatego ja i pan Staszek też jesteśmy bezpartyjni.
Stanisław Bubin, w latach 1979-1996 reporter i publicysta, a następnie dyrektor oddziału DZ w Bielsku-Białej.
Parę lat temu Władysław Imielski odwiedził naszą redakcję. Interesował się wszystkim, co dotyczy naszej redakcyjnej rzeczywistości: pytał, jak się dziś pracuje, ile osób jest zatrudnionych w bielskim oddziale DZ, jak wiele stron robimy. Ostatni raz spotkałem go, gdy w bielskim Ratuszu wpisywał się do księgi kondolencyjnej po katastrofie smoleńskiej.
Warto dodać, że jego syn, Krzysztof, jest felietonistą cieszyńskiego tygodnika DZ.
Jacek Drost, obecny dyrektor bielskiego oddziału DZ
Wspomnienie o Władysławie Imielskim, redaktorze DZ
W czwartek na cmentarzu w Bystrej Krakowskiej został pochowany red. Władysław Imielski, który od połowy lat 50. do połowy lat 80. ub. wieku był kierownikiem bielskiego oddziału “Dziennika Zachodniego”. Red. Imielski zmarł w ubiegły piątek w wieku 83 lat.
Swojego ojca przy pracy w bielskiej redakcji “DZ” wspomina Krzysztof Imielski, cieszyński lekarz i felietonista naszego tygodnika powiatowego “DZ Cieszyn”: “Kiedy byłem ostatnio w bielskiej redakcji?
Mam wrażenie, że nie tak dawno. Za biurkiem siedział mężczyzna o siwiejących skroniach i poważnym spojrzeniu, ale uśmiechnął się, widząc mnie w drzwiach. Krzysiu, mam jeszcze coś do napisania – powiedział. Zaniesiesz ten list na pocztę? Ten barczysty pan – to mój ojciec, Władysław Imielski. Duża, brązowa koperta ma nadruk: “LIST DWORCOWY. Przewóz oznaczonym kursem pocztowym. Pilny materiał prasowy!”. Czuję się jak posłaniec niosący ważny meldunek. Drąży mnie ciekawość: co też kryje się w tej przesyłce? Ile lat upłynęło od tamtej chwili? Siedzę przy komputerze. Gdyby teraz ojciec stanął w drzwiach, pewnie by w milczeniu patrzył, jak tekst powstaje na ekranie. Na swoim biurku miał maszynę do pisania i telefon, prócz tarczy numerowej wyposażony w dwa przyciski – do łączenia z miastem, albo z panią sekretarką. Niektóre teksty dyktowało się wprost do Katowic. Po drugiej stronie korytarza, w osobnym pomieszczeniu był dalekopis, czyli teleks. O ile pamiętam, tekst zapisywano przy pomocy maszyny, dziurkującej taśmę papierową. Taśmę tę następnie szybko przepuszczano przez aparat nadawczy. Dzięki temu połączenie trwało krócej, niż pisanie (…). Głównym narzędziem pracy ojca był jednak długopis i papier (…) A gazeta? Nie była kolorowa, nie miała tylu stron. Pierwszą zajmowały poważne tytuły, często zdjęcia przywódców politycznych. Ciekawostki były ukryte w głębi numeru. Ostatnia strona w dni powszednie przynosiła informacje lokalne. Najchętniej oczywiście czytałem te sygnowane (w). Dotyczyły na ogół powiatu bielskiego. (…) Dziennik bardzo się zmienił (…) I tylko Gwidon Miklaszewski jak dawniej pociesza nas rysunkami, które w sobie tylko wiadomy sposób przesyła wciąż z nieba. W czasach mojego dzieciństwa tata wychodził na pociąg, kiedy jeszcze spałem. Codziennie dojeżdżał z Cieszyna do Bielska. Gdy wracał, też już spałem. Jeżeli miał dużo pracy, nieraz nocował w redakcji. W tych latach moim ostatecznym argumentem w konfliktach z rówieśnikami bywała groźba: zobaczycie, mój tata was opisze w gazecie! No cóż, bardzo wcześnie doceniłem rolę prasy w społeczeństwie. (…) W drugiej bodaj klasie pani nauczycielka poprosiła mnie, by ojciec przyszedł do szkoły, choć wyjątkowo nic nie przeskrobałem. Cel był inny – na lekcji polskiego opowiedział nam, jak powstaje gazeta. Z przejęciem słuchaliśmy o odpowiedzialnej pracy publicystów, ogromnych maszynach rotacyjnych. Pani nam mówiła, byśmy szanowali każdy kawałek zadrukowanego papieru, bo kryje się za nim ciężka praca ludzka (…).
Krzysztof Imielski
Dziennik Zachodni
03-10-2011