Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

27-09-2011, 16:01

SDP apeluje do urzędników, aby nie utajniali informacji publicznych  »

Press
(RUT, PAP)
27-09-2011

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zaapelowały do urzędników, by nie korzystali z możliwości ograniczania dostępu do informacji publicznej, którą daje im nowa ustawa.

W niedzielę prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o dostępie do informacji publicznej. Na jej podstawie prawo do informacji można ograniczyć ze względu na “ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa” w dwóch przypadkach: gdyby osłabiało to pozycję państwa w negocjacjach (np. umów międzynarodowych) oraz by chronić interesy majątkowe państwa w postępowaniach przed sądami czy trybunałami.

“Zwracamy uwagę, że szeroki, niedookreślony i rodzący pole do nadużyć zapis, pozwalający utajniać informacje ze względu na »ochronę ważnego interesu gospodarczego«, został wprowadzony wbrew protestom licznych organizacji pozarządowych i mediów” – apelują SDP i CMWP.

Dlaczego jednak urzędnicy mieliby rezygnować z przepisów, które pozwalają im nie odpowiadać na niewygodne pytania? – Zwracamy się do urzędników, bo już tylko to nam zostało. Co innego możemy zrobić, skoro prezydent podpisał tę ustawę? – mówi Krystyna Mokrosińska, prezes SDP.

W niedzielę Kancelaria Prezydenta informowała PAP, że po ogłoszeniu nowelizacji w Dzienniku Ustaw Bronisław Komorowski wystąpi do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z konstytucją poprawki ograniczającej prawo do informacji publicznej. – Oby tak się stało – mówi szefowa SDP. – Ta sprawa mogłaby połączyć środowisko dziennikarskie, ale nawet gdy wszyscy myślą podobnie, to i tak działają osobno – dodaje Mokrosińska.

Całość: http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=27082

25-09-2011, 20:09

Róża dla twórcy Śląskiej Kawiarni Naukowej  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Magdalena Warchala
25-09-2011

Tomasz Rożek, twórca Śląskiej Kawiarni Naukowej, odebrał w sobotę w Warszawie Złotą Różę za najlepszą książkę popularnonaukową roku. To prezent w sam raz na czwarte urodziny kawiarni.

Tomasz Rożek z nagrodzoną książką

Rożek jest dziennikarzem naukowym i fizykiem z Katowic. Cztery lata temu wymyślił Śląską Kawiarnię Naukową, w której zwykli ludzie przy kawie i ciastku mogliby toczyć z profesorami dyskusje o nanotechnologii czy lotach w kosmos. Ślązacy złapali bakcyla – na każde spotkanie w Rondzie Sztuki przychodzą tłumy ciekawskich. Kiedy w lutym dr Rożek wydał książkę “Nauka po prostu. Wywiady z wybitnymi”, w której rozmawia z siedmioma uczonymi m.in. o badaniach mózgu, klimacie i genetyce człowieka, do księgarń wyruszyli nie tylko miłośnicy ŚKN. 4-tys. nakład sprzedał się w trzy tygodnie, więc wydawnictwo Demart zrobiło 4,5-tys. dodruk. Książkę docenili nie tylko czytelnicy, lecz także organizatorzy warszawskiego Festiwalu Nauki, Instytut Książki i redakcja “Nowych Książek”, którzy w sobotę nagrodzili dr. Rożka Złotą Różą. – Cieszę się, że doceniona została publikacja z zakresu nauk ścisłych, bo na te tematy niełatwo pisać przystępnie, zwłaszcza jeśli książka ma formę wywiadu z uczonymi. Trzeba pytać tak, by rozmówca, przyzwyczajony do skomplikowanej terminologii, opisał problem w najprostszych słowach – wyjaśnia dr Rożek.

Nagroda to świetny prezent na czwarte urodziny kawiarni, które obchodzone będą 6 października o godz. 18. Ich gościem będzie prof. Andrzej Udalski, astronom i odkrywca kilkunastu planet spoza Układu Słonecznego. Wyjaśni, co to jest mikrosoczewkowanie grawitacyjne, oraz odpowie na pytania o prawdopodobieństwo znalezienia drugiej Ziemi i występowania życia w kosmosie.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,10353738,Roza_dla_tworcy_Slaskiej_Kawiarni_Naukowej_.html#ixzz1Z2I3Mlwj

25-09-2011, 19:38

Szósta edycja Polsko-Niemieckiej Akademii Dziennikarstwa w Gliwicach  »

Wiadomości24.pl
Adam Podgórski
25-09-2011

W Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach podsumowano szóstą edycję Polsko-Niemieckiej Akademii Dziennikarskiej.

Przez pięć dni, od 19 do 23 września, dwadzieścioro studentów dziennikarstwa lub kierunków pokrewnych, z Polski i z Niemiec, uczestniczyło w seminariach i warsztatach praktycznych. Odwiedzili redakcję “Gazety Wyborczej” i Radia Opole oraz Zespół Producencki Pro Futura w Opolu. Pod kierunkiem polskich i niemieckich ekspertów uczyli się jak przygotować materiały na stronę internetową, jak prowadzić blogi, jak samodzielnie tworzyć krótkie felietony, artykuły oraz reportaże radiowe i prasowe.

Kamil Durczok na szóstej edycji Polsko-Niemieckiej Akademii Dziennikarskiej

– Skierowaliśmy ofertę do tych, których interesuje magia mediów, a zarazem polsko-niemiecka współpraca na rzecz przyszłości wielokulturowej Europy – objaśniała Helena Kazimierczak, menedżerka projektów Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej. – Pragnęliśmy tego, aby spotkanie młodych ludzi z Polski i Niemiec, fascynujących się dziennikarskim rzemiosłem i kierujących się przesłaniem zawodu, dało okazję do niecodziennego spojrzenia na świat mediów “od kuchni”.

Wieczorem, w piątek, z uczestnikami Akademii spotkał się Kamil Durczok redaktor naczelny “Faktów” TVN. Rozmowę sprawnie moderował Tomasz Zacharewicz z Radia Opole. – Dziennikarstwo to moja miłość – zdradził Durczok. – Trudna miłość! – Do Gliwic przypędził, nieco się spóźniwszy, prosto z Poznania, gdzie wygłaszał wykład inauguracyjny na jednej z uczelni. Jego żona, na wiadomość, gdzie mąż się wybiera, zauważyła krotko, że Kamil jest “kompletnie nieasertywny” i oświadczyła: – Ale ja to zmienię!

Kamil Durczok wspominał początki swojej dziennikarskiej kariery (zawalenie studiów na prawie), opowiedział, jak powstają „Fakty” i jakich wyborów dokonuje. Stwierdził, że cechą każdego dziennikarza powinna być ciekawość świata i ciekawość ludzi oraz intuicyjna zdolność zadawania pytań. – Nie można nie chcieć rozmawiać z ludźmi, nie można nie ciekawić się, o czym myślą – zakończył.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/szosta_edycja_polsko_niemieckiej_akademii_dziennikarstwa_w_212615.html

25-09-2011, 18:19

Noc Otwarta w TV Katowice  »

Telewizja Katowice
25-09-2011

Prawie 300 osób odwiedziło w sobotnią noc Telewizję Katowice. W kilkunastoosobowych grupach zwiedzano magiczne zakamarki budynku przy Telewizyjnej 1.

Wystawa scenografii

W każdym z pomieszczeń czekała niespodzianka – a to duch Marchwickiego, seryjnego mordercy, który kilkadziesiąt lat temu grasował w Bytkowie, a to ruiny starego cmentarza, na terenie którego – jak głosi miejska legenda – postawiono siedzibę katowickiej telewizji. Otwarto magazyny kostiumów, mebli i rekwizytów, w których do wspólnego koncertowania zapraszali muzycy z zespołów Mołr Drammaz, Drekoty i Orkiestra Leopolda. Gospodarzami byli aktorzy Teatru Lalki i Aktora „Ateneum”, którzy w przebraniach Papkina, Hamleta, Dulskiej i Diabła oprowadzali zwiedzających.

Od 22.30 ponad setka widzów nagradzała brawami spektakl „Dulska Forever” teatru ZL z Tarnowskich Gór. Noc Otwarta zakończył się krótko po północy. „Jesteście super!” – to tylko jeden z entuzjastycznych wpisów do telewizyjnej Księgi Gości. (Joanna Waszczak)

Całość: http://www.tvp.pl/katowice/aktualnosci/kultura/noc-otwarta-w-tv-katowice/5311967

25-09-2011, 16:39

Po śląsku o Śląsku  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Iwona Sobczyk
25-09-2011

Czy zięć z Wietnamu to powód do wstydu dla śląskiej rodziny? A jak przyjąć wujka, który walczył w wojnie po niemieckiej stronie? Z takimi tematami zmierzyli się autorzy sztuk po śląsku. W sobotni wieczór w teatrze Korez ogłoszono wyniki konkursu.

Konkurs na jednoaktówkę po śląsku wymyślił dramaturg i reżyser Ingmar Villqist. Chciał sprawdzić, czy język świetnie sprawdzający się w formach kabaretowych nadaje się do napisania dramatu. Nikt wcześniej tego nie próbował. Villqistowi w jego eksperymencie postanowiły pomóc agencja Imago PR, teatr Korez i katowicka “Gazeta Wyborcza”. Wspólnie ogłosiliśmy konkurs.

Przez pierwsze dwa tygodnie nie zgłosił się do niego nikt. W kolejnych do naszej redakcji dotarło zaledwie kilka prac. Kiedy już zaczęliśmy tracić nadzieję, nagle, tuż przed zamknięciem konkursu, jednoaktówki sypnęły jak z rogu obfitości. Ostatecznie przysłano 37 sztuk. Ich autorzy i wielbiciele śląskiej godki szczelnie wypełnili w sobotni wieczór salę teatru Korez.

Laureaci konkursu: Roman Gatys, Lidia Michalska i Leszek Sobieraj - dziennikarz z portalu TwojeTychy.pl

- Dramat to bardzo trudna forma. Jestem pozytywnie zaskoczony ilością i poziomem nadesłanych jednoaktówek. Nie ma wśród nich prac grafomańskich, są za to bardzo precyzyjne ilustracje stanu tożsamości współczesnych Ślązaków – mówił Villqist. Sztuki pomagali mu oceniać: Mirosław Neinert, szef Korezu, Robert Talarczyk, dyrektor Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, Rafał Czechowski z Imago PR i Waldemar Szymczyk z “Gazety”.

Tego wieczoru w Korezie aż roiło się od znakomitych artystów. Zwycięskie prace prócz samych jurorów z podziałem na role czytali ze sceny m.in. Bernard Krawczyk, Tadeusz Madeja i Grażyna Bułka.

Czytali tak wspaniale, że Lidię Michalską, laureatkę trzeciej nagrody za sztukę “Kościołowe dźwiyrze”, doprowadzili do łez. – To ze wzruszenia! – mówiła pani Lidia. Mieszka w Wodzisławiu Śląskim i jest nauczycielką języka polskiego. Do tej pory pisała tylko scenariusze dla dzieci. “Kościołowe dźwiyrze” to jej pierwsza sztuka dla dorosłych i pierwsza napisana po śląsku. Z wymyśleniem historii nie miała kłopotu. Trochę trudności sprawiło jej tylko oddanie śląskich brzmień za pomocą liter polskiego alfabetu. – Strasznie mnie boli ten kabaretowy wizerunek Ślązaka, który mówi tylko gwarą i żywi się wyłącznie roladą z modrą kapustą. Myślę, że ten konkurs jest okazją, żebyśmy pokazali się z innej strony. Śląski to nie jest język ludzi ograniczonych, niewykształconych i prostackich. To nie gorsze od innych narzędzie wyrażania myśli i emocji – mówiła Michalska.

Drugą nagrodę przyznano Leszkowi Sobierajowi, który rozbawił publiczność sztuką “Karlus niy z tyi ziymi”, opowieścią o tradycyjnej śląskiej rodzinie, do której być może dołączy zięć z Wietnamu. Pierwsze miejsce zajął Roman Gatys z Nakła Śląskiego, autor jednoaktówki “Bysuch s Reichu”. On również postawił śląską rodzinę przed dylematem, jak przyjąć gościa. W tym przypadku to wujek Jorg z Frankfurtu, który nie dość, że w czasie wojny walczył po stronie Niemców, to jeszcze dostał od nich medal za zasługi. – Ta sztuka to wypadkowa rozmaitych opowieści, które opowiadali mi znajomi Ślązacy, podszyta też historią mojej własnej rodziny. Brat mojego ojca zginął na froncie wschodnim. Śląskie losy to skomplikowana sprawa – mówił pan Roman, który pisaniem zajmuje się zawodowo. Do tej pory wspólnie z żoną opisywał śląską porcelanę. Mało brakowało, a w konkursie na jednoaktówkę nie wziąłby udziału. – Znajomy powiedział mi o nim tuż przed ostatecznym terminem. Pobiegłem do biblioteki i wypożyczyłem “Dwa teatry” Szaniawskiego, żeby zobaczyć jak w ogóle zbudowana jest taka jednoaktówka. W południe usiadłem do pisania i pracowałem do 23.30. Wysłałem tekst w ostatniej chwili – opowiada Gatys.

Rezultaty tego wyścigu czytelnicy “Gazety” będą mogli poznać w najbliższy piątek. Opublikujemy w “Gazecie” zwycięską jednoaktówkę. Pozostałe dwie nagrodzone i siedem wyróżnionych sztuk będzie można czytać na naszej stronie internetowej. Ale na tym najpewniej ich historia się nie skończy. Za bardzo spodobały się jurorom. – Zrobimy wszystko, żeby z najlepszych jednoaktówek stworzyć spektakl – ogłosił ze sceny w imieniu swoim, Villqista i Neinerta Talarczyk. W planach są też warsztaty dramaturgiczne i być może przygotowanie słuchowisk na podstawie przysłanych sztuk. Już teraz wiadomo, że za rok konkurs zostanie powtórzony.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,120200,10353211,Po_slasku_o_Slasku.html#ixzz1tocFLd2D

24-09-2011, 16:09

Zmarł Władysław Imielski 10 VII 1928 – 23 IX 2011, były redaktor DZ  »

Dziennik Zachodni
24-09-2011

Po długiej chorobie w piątek rano zmarł Władysław Imielski z Cieszyna, wieloletni kierownik bielskiego oddziału Dziennika Zachodniego. Redaktora wspominają Jego następcy.

Władysław Imielski

Władysława Imielskiego poznałem w 1978 r. na zebraniu redakcyjnym w Katowicach. Byłem początkującym dziennikarzem, a on od lat jednoosobowym szefem i pracownikiem oddziału DZ w Bielsku-Białej. Zwróciły moją uwagę jego baczne spojrzenie i powściągliwość w wypowiadaniu opinii. Rok później ówczesny naczelny DZ, Bronisław Schmidt-Kowalski, nieoczekiwanie zaproponował mi przejście do oddziału bielskiego. – Tam pracuje redaktor Imielski, niedźwiedź beskidzki, on was we wszystko wprowadzi.

Długo zastanawiałem się nad tym “niedźwiedziem”. Że taki wielki, potężny, samotny? Na miejscu wszystko się wyjaśniło. Chodziło raczej o przymiotnik “beskidzki”. Tych gór nikt lepiej nie znał od redaktora. Góry i turystyka piesza były pasją Władysława Imielskiego. Kiedy więc pojawiłem się w oddziale DZ przy ulicy 3 Maja 7 naprzeciw hotelu “Prezydent”, starszy kolega przyjął mnie życzliwie (ale nie serdecznie, bo redaktor dla młodzika był surowy) i powoli zaczął wprowadzać w arkana zawodu.

Przepracowaliśmy wspólnie 10 trudnych lat – w tym okres stanu wojennego, kiedy esbecja zamknęła oddział na kłódkę – aż do przejścia red. Imielskiego na emeryturę. Imponował mi wieloma cechami charakteru, przede wszystkim zaś niezłomnością. Kiedy go nachodzili różni partyjniacy z komitetu, żeby się zapisał do PZPR, odpowiadał zawsze tak samo: – Do partii niech się zapisują ci z “Trybuny”, bo to organ, a “Dziennik” jest bezpartyjny, dlatego ja i pan Staszek też jesteśmy bezpartyjni.

Stanisław Bubin, w latach 1979-1996 reporter i publicysta, a następnie dyrektor oddziału DZ w Bielsku-Białej.

Parę lat temu Władysław Imielski odwiedził naszą redakcję. Interesował się wszystkim, co dotyczy naszej redakcyjnej rzeczywistości: pytał, jak się dziś pracuje, ile osób jest zatrudnionych w bielskim oddziale DZ, jak wiele stron robimy. Ostatni raz spotkałem go, gdy w bielskim Ratuszu wpisywał się do księgi kondolencyjnej po katastrofie smoleńskiej.

Warto dodać, że jego syn, Krzysztof, jest felietonistą cieszyńskiego tygodnika DZ.

Jacek Drost, obecny dyrektor bielskiego oddziału DZ

Wspomnienie o Władysławie Imielskim, redaktorze DZ

W czwartek na cmentarzu w Bystrej Krakowskiej został pochowany red. Władysław Imielski, który od połowy lat 50. do połowy lat 80. ub. wieku był kierownikiem bielskiego oddziału “Dziennika Zachodniego”. Red. Imielski zmarł w ubiegły piątek w wieku 83 lat.

Swojego ojca przy pracy w bielskiej redakcji “DZ” wspomina Krzysztof Imielski, cieszyński lekarz i felietonista naszego tygodnika powiatowego “DZ Cieszyn”: “Kiedy byłem ostatnio w bielskiej redakcji?

Mam wrażenie, że nie tak dawno. Za biurkiem siedział mężczyzna o siwiejących skroniach i poważnym spojrzeniu, ale uśmiechnął się, widząc mnie w drzwiach. Krzysiu, mam jeszcze coś do napisania – powiedział. Zaniesiesz ten list na pocztę? Ten barczysty pan – to mój ojciec, Władysław Imielski. Duża, brązowa koperta ma nadruk: “LIST DWORCOWY. Przewóz oznaczonym kursem pocztowym. Pilny materiał prasowy!”. Czuję się jak posłaniec niosący ważny meldunek. Drąży mnie ciekawość: co też kryje się w tej przesyłce? Ile lat upłynęło od tamtej chwili? Siedzę przy komputerze. Gdyby teraz ojciec stanął w drzwiach, pewnie by w milczeniu patrzył, jak tekst powstaje na ekranie. Na swoim biurku miał maszynę do pisania i telefon, prócz tarczy numerowej wyposażony w dwa przyciski – do łączenia z miastem, albo z panią sekretarką. Niektóre teksty dyktowało się wprost do Katowic. Po drugiej stronie korytarza, w osobnym pomieszczeniu był dalekopis, czyli teleks. O ile pamiętam, tekst zapisywano przy pomocy maszyny, dziurkującej taśmę papierową. Taśmę tę następnie szybko przepuszczano przez aparat nadawczy. Dzięki temu połączenie trwało krócej, niż pisanie (…). Głównym narzędziem pracy ojca był jednak długopis i papier (…) A gazeta? Nie była kolorowa, nie miała tylu stron. Pierwszą zajmowały poważne tytuły, często zdjęcia przywódców politycznych. Ciekawostki były ukryte w głębi numeru. Ostatnia strona w dni powszednie przynosiła informacje lokalne. Najchętniej oczywiście czytałem te sygnowane (w). Dotyczyły na ogół powiatu bielskiego. (…) Dziennik bardzo się zmienił (…) I tylko Gwidon Miklaszewski jak dawniej pociesza nas rysunkami, które w sobie tylko wiadomy sposób przesyła wciąż z nieba. W czasach mojego dzieciństwa tata wychodził na pociąg, kiedy jeszcze spałem. Codziennie dojeżdżał z Cieszyna do Bielska. Gdy wracał, też już spałem. Jeżeli miał dużo pracy, nieraz nocował w redakcji. W tych latach moim ostatecznym argumentem w konfliktach z rówieśnikami bywała groźba: zobaczycie, mój tata was opisze w gazecie! No cóż, bardzo wcześnie doceniłem rolę prasy w społeczeństwie. (…) W drugiej bodaj klasie pani nauczycielka poprosiła mnie, by ojciec przyszedł do szkoły, choć wyjątkowo nic nie przeskrobałem. Cel był inny – na lekcji polskiego opowiedział nam, jak powstaje gazeta. Z przejęciem słuchaliśmy o odpowiedzialnej pracy publicystów, ogromnych maszynach rotacyjnych. Pani nam mówiła, byśmy szanowali każdy kawałek zadrukowanego papieru, bo kryje się za nim ciężka praca ludzka (…).

Krzysztof Imielski
Dziennik Zachodni
03-10-2011

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/454087,zmarl-wladyslaw-imielski-byly-redaktor- dz,id,t.html