14-11-2011, 16:51
Prof. Godzic o 11.11.: Dziennikarze mówią bzdury. Widać, że nie panują nad sytuacją »
psm
14-11-2011
- Widziałem relację ze strony prawicowej, która mówiła, że wszystko jest w porządku i marsz się porusza, i w tym samym czasie inną – mrowie ludzi, strzelające petardy i tłum raczej stojący niż idący.
Informację w mediach zastąpiła interpretacja – mówi o roli mediów w transmitowaniu wydarzeń z 11. listopada prof. Wiesław Godzic, medioznawca.
- Z przekazów medialnych z 11. listopada nie dowiedziałem się niczego. Obraz tamtych wydarzeń mam niezmiernie zmącony – mówi w rozmowie z TOKFM.pl prof. Wiesław Godzic, medioznawca z SWPS.
Podkreśla, że to, jaką wiedzę otrzymywał, w dużej mierze zależało od stacji telewizyjnej, którą oglądał.
- Po pierwsze w samym dniu 11. listopada żadna ze stacji nie zdecydowała się pokazać wideogramów i wektorów z obrazkami, które ulice są zamknięte. TVN zrobił to dopiero dzień później. A taka mapa zdarzeń była niezmiernie potrzebna ludziom, szczególnie w Warszawie, którzy chcą wyrobić sobie zdanie – podkreśla profesor. – To było niezmiernie ważne, do jakiego miejsca pochód miał zgodę, jaka była “strefa niczyja”, czy też w którą stronę działali policjanci – dodaje.
“Guzik mnie obchodzą poglądy dziennikarza”
Relacja, zdaniem medioznawcy, z czasem się poprawiła. – Zorientowałem się, jak wygląda pole walki, natomiast nadal nie wiedziałem, kto bił, kogo bito i czyje są narzędzia, które znaleziono w redakcji na Nowym Świecie. Czekałem aż dziennikarz – guzik mnie obchodzi: lewicowy czy prawicowy – powie mi, co się stało, jakie były zdarzenia. Bez ubierania tego w nieodzowne: “niestety”, “jak zwykle”. Mnie to nie interesuje – to jest interesujące w innym typie dziennikarstwa. Ja chcę wysnuć wnioski sam dla siebie – mówi medioznawca.
- Ze smutkiem zauważam, że brak informacji staje się normą. Informację zastępuje – co tu dużo mówić – interpretacja – podkreśla Godzic. I podkreśla: – Chciałbym dostać np. relację na obrazku, z podziałem na strefy, liniami demonstracji, drogą, którą miał przechodzić marsz. Wtedy sam mógłbym ocenić, czy te 300 metrów między protestującymi a kontrmanifestacją to dużo czy mało. Bo 300 metrów w zabudowie a 300 metrów na polu to co innego.
- Ja chcę mieć same fakty i dziennikarza, który palcem mi pokaże, że tutaj i tutaj przerwano pierścień policji, a nie było na to zgody – dodaje profesor.
“Dziennikarze opowiadają bzdury, nie panują nad sytuacją”
Według Godzica dziennikarstwo, które po prostu przekazuje fakty, nie jest dzisiaj w cenie. – Chciałem np. dowiedzieć się, jakie decyzje zostały podjęte i na jakiej podstawie – niech to chociaż będzie napisane na ekranie. I tu pokazał się kolejny problem – nie potrafimy streszczać. Nie dostrzegam tego typu umiejętności wśród naszych dziennikarzy – idą w jakąś “boczną uliczkę” i opowiadają bzdury, widać, że nie panują nad sytuacją – mówi medioznawca.
- Widziałem relację ze strony prawicowej, która mówiła, że wszystko jest w porządku i marsz się porusza, i w tym samym czasie inną – mrowie ludzi, strzelające petardy i tłum raczej stojący niż idący. I nie wiem skąd się wzięły i po której stronie były grupy chuligańskie, nie wiem, w którą stronę maszerowały, z której strony przychodziły, w którą stronę uciekały. Ja tego nie mam w oczach. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby znaleźć się pomiędzy helikopterem, który nam kompletnie nic nie przekazywał, tylko zbiorowiska ludzkiej petardy, a poziomem ulicy. To, co widziałem, to albo globalne spojrzenie z helikoptera, albo potrącanego reportera.
- Media po raz kolejny zostały zaskoczone. Tymczasem powinny wszystko co się działo przewidzieć. Boję się, że na kolejny raz nie skorzystają z tego piątkowego doświadczenia – podsumowuje prof. Godzic.
Całość: http://m.tokfm.pl/Tokfm/1,110223,10640237,Prof__Godzic_o_11_11___Dziennikarze_mowia_bzdury_.html






