Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-11-2011, 19:50

Media Regionalne dogadały się ze związkami  »

Press
SK
16-11-2011

Zarząd Mediów Regionalnych porozumiał się z organizacjami związkowymi działającymi w spółce w sprawie przeprowadzenia zwolnień grupowych.

Wczoraj po serii konsultacji doszło do porozumienia ze związkowcami oraz z przedstawicielami pracowników. Uzgodniono kryteria zmian warunków pracy i płacy, kryteria wyboru pracowników, którzy będą podlegali zwolnieniom oraz warunki rozwiązania umów o pracę. “Zawarcie porozumienia umożliwi nam skuteczne przeprowadzenie zaplanowanego procesu restrukturyzacji naszej firmy” – informuje Joanna Pilcicka, prezes Mediów Regionalnych.

Media Regionalne, grupa wydająca dzienniki regionalne, w połowie października br. rozpoczęły program restrukturyzacji. Ma on poprawić efektywność operacyjną i kosztową wydawnictwa. Media Regionalne zamierzają m.in. ograniczyć koszty pracy o ok. 10 proc. – planowane są zwolnienia, obniżki pensji i zmiany formy zatrudnienia.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/27539,Media-Regionalne-dogadaly-sie-ze-zwiazkami

16-11-2011, 16:03

Prof. Mrozowski o 11.11: Media były katalizatorem, nie przyczyną wydarzeń  »

TokFM.pl
psm
16-11-2011

- Media przypominają o tym, że nasila się zainteresowanie manifestacjami 11 listopada, ale nie sądzę, żeby same je prowokowały. Nie demonizujmy ich siły – mówi w rozmowie z TOKFM.pl prof. Maciej Mrozowski, medioznawca z SWPS i UW. – Media nie są w stanie zorganizować tego typu manifestacji i doprowadzić do zamieszek. Do tego musi istnieć już jakiś klimat – a ten klimat odziedziczyliśmy po wyborach – dodaje.

Trwa liczenie strat po manifestacjach, które miały miejsce 11 listopada w Warszawie. Policja wstępnie oszacowała swoje na ponad 250 tys. zł, z kolei TVN, któremu spalono m.in. wóz transmisyjny, stracił ok. 2 mln zł. Nieprzerwanie także organizatorzy Marszu Niepodległości i Kolorowej Niepodległej – manifestacji i kontrmanifestacji zorganizowanych w Święto Niepodległości – przerzucają się odpowiedzialnością za zamieszki, które towarzyszyły obydwu wiecom.

Dodatkowo w całej dyskusji pojawiają się argumenty o braku rzetelności i przygotowania mediów do przekazywania tego, co działo się podczas Święta Niepodległości. Niektórzy twierdzą także, że to przez pokazywanie w mediach zapowiedzi manifestacji, zwiększa się zainteresowanie uczestniczeniem w nich.

Media jak katalizator, nie przyczyna

Rolę mediów 11 listopada ocenia dla TOKFM.pl prof. Maciej Mrozowski, medioznawca z SWPS i UW. Jego zdaniem przypominają one jedynie o tym, że zainteresowanie tego typu wiecami z roku na rok się nasila. Jednakże: – Nie sądzę, żeby media miały aż tak wielką siłę mobilizacyjną, żeby same prowokowały różnego typu zajścia. Nie demonizujmy ich siły. Media nie są w stanie zorganizować tego typu manifestacji i doprowadzić do zamieszek. Musi już istnieć jakaś struktura organizacyjna, klimat. A ten klimat odziedziczyliśmy po wyborach i chociażby debatach o kibolach. Wiele czynników złożyło się na wydarzenia z 11 listopada, ale media pełniły tylko rolę pośrednika, katalizatora, a nie przyczyny głównej – podkreśla ekspert.

Prof. Maciej Mrozowski

Mrozowski zauważa, że strony, które starły się podczas Święta Niepodległości, same się zwoływały przez internet. Rola mediów tradycyjnych była także w tym aspekcie ograniczona.Pospieszalski, Ziemkiewicz? “To dziennikarze tylko w polskim rozumieniu…”

Medioznawca odniósł się także do zaangażowania dziennikarzy w promowanie wieców 11 listopada. Komentując zaangażowanie Jana Pospieszalskiego i Rafała Ziemkiewicza, stwierdził: – To nazwiska osób, które – według cywilizowanych kryteriów dziennikarstwa – dziennikarzami nie są. Są to działacze polityczni, aktywiści, którzy łączą swoją działalność medialną z zaangażowaniem w ruchy społeczne i polityczne.

Ekspert tłumaczy to polską specyfiką. – My mamy szerokie pojęcie dziennikarstwa, więc ich zaliczamy do dziennikarzy. Zresztą – niech oni sobie wspierają kogo chcą. Do wszystkich zaczyna i tak docierać, że winę za zdarzenia 11 listopada ponosi magistrat. Nie można przecież pozwalać na dwie imprezy, które mają ze sobą walczyć.

Nie ma relacji bez interpretacji

Prof. Mrozowski broni mediów – uważa, że owszem -w swoich relacjach interpretowały wydarzenia, ale jego zdaniem jest to nieuniknione w takich sytuacjach. – To dziennikarz jest od tego, żeby informował, a nie można informować nie interpretując jednocześnie. Wszystkie relacje mediów ze wszystkich demonstracji na świecie są o tyle stronnicze, że media koncentrują się na najbardziej zapalnych i najbardziej gwałtownych momentach demonstracji. Nawet gdyby szło 100 tys. ludzi spokojnych i 500 ludzi wrzeszczących, to media pokażą wrzeszczących.

- To natura współczesnego dziennikarstwa – pokazuje się najbardziej wyrazisty moment, a nie troszczy o reprezentatywność – kontynuuje profesor. – Bo też dziennikarz nie może policzyć na bieżąco, kto jest po której stronie. Oczywiście – interpretacja ma swoje granice. Taka, która w pewnym momencie jest rażąco jednostronna i pomija pewne fakty równie gwałtowne po drugiej stronie, jest tendencyjna. I to trzeba piętnować – podsumowuje medioznawca.

Całość: http://m.tokfm.pl/Tokfm/1,110223,10653567,Prof__Mrozowski_o_11_11__Media_byly_katalizatorem_.html

16-11-2011, 14:57

Boniecki: Cokolwiek robiłem, robiłem na polecenie zakonu  »

Gazeta Wyborcza
olg
16-11-2011

- Zniechęcam się, spotykając się z tępotą niektórych krytyków i cenzorów. Zabroniono mi mówienia na jeden z najbardziej naglących tematów obecnego czasu – tak zaczyna się felieton ks. Adama Bonieckiego w najnowszym “Tygodniku Powszechnym”. Ksiądz cytuje słowa Thomasa Mertona, katolickiego myśliciela, któremu przełożeni zabronili wypowiadać się na temat wojny jądrowej.

- Jeśli takie kłopoty miał wielki Thomas Merton, to doprawdy nie ma się czemu dziwić. Był rozżalony, nawet wściekły, ale decyzji się podporządkował – pisze ks. Boniecki, komentując decyzję Zgromadzenia Księży Marianów. Zakon nałożył na niego nakaz ograniczenia publicznych wypowiedzi.

- Cokolwiek robiłem od czasu wstąpienia do zakonu, zawsze robiłem na polecenie moich zakonnych przełożonych – podkreśla Boniecki. Ksiądz przytacza dokument Watykanu na temat zakonnego posłuszeństwa: – Osoba konsekrowana, gdy żąda się od niej rezygnacji z własnych poglądów lub porzucenia własnych planów, może doświadczyć zagubienia. Jest to jednak ta chwila, kiedy trzeba zawierzyć Ojcu, by wypełniła się Jego wola.

- Trudno udawać, że sprawa mnie nie dotyczy. Spór się toczy bez mojego udziału, między opinią publiczną a zakonem. Od mojej osoby znacznie ważniejsze i ciekawsze jest to, co w wyniku tej sprawy się ujawniło. W listach dostarczanych przez zwykłą pocztę i w mailach w centrum uwagi znajduje się nie ks. Adam Boniecki, ale własna wiara piszących oraz pełne niepokoju pytania o nią i o Kościół: jaki jest i za jakim tęsknią – dodaje redaktor senior “TP”.

Całość: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,10651704,Boniecki__Cokolwiek_robilem__robile m_na_polecenie.html

16-11-2011, 14:11

List otwarty w obronie Moniki Olejnik. “To brudna kampania”  »

Onet.pl
RC/PAP
16-11-2011

Na łamach tygodnika “Fakty i Mity”, jego redaktor naczelny Roman Kotliński prowadzi brudną kampanię wymierzoną w dobre imię Moniki Olejnik – dziennikarki TVN 24 i Radia Zet – uważają autorzy listu otwartego w obronie Olejnik.

W liście napisano m.in., że Kotliński atakuje Olejnik “za przeszłość jej ojca, posługując się przy tym insynuacjami i manipulacją”.

“Atak na Monikę Olejnik jest odwetem za niewygodne pytania, które dziennikarka zadawała w prowadzonych przez siebie audycjach. Przypomniała, że Kotliński zaprosił na promocję swojego pisma mordercę ks. Popiełuszki, Grzegorza Piotrowskiego. Z ostatnich informacji wynika też, że otworzył dla niego łamy tygodnika, zatrudniając go jako dziennikarza piszącego o Kościele” – brzmi dalsza część pisma.

Pod listem podpisali się ludzie mediów: Marek Balawajder, Wojciech Czuchnowski, Grzegorz Gauden, Mariusz Gierszewski, Bertold Kittel, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Grzegorz Miecugow, Roman Osica, Adam Wajrak, Ewa Wanat i Dominika Wielowieyska.

Autorzy listu podkreślili, że zabierają głos w sprawie publikacji w piśmie Kotlińskiego, bo jest on posłem na Sejm obecnej kadencji, a “swoje artykuły ogłasza już jako parlamentarzysta Ruchu Palikota”.

Ocenili przy tym, że “obecność Kotlińskiego w Sejmie jest kontynuacją smutnej tradycji dopuszczania do najwyższych stanowisk w państwie osób, które nie spełniając podstawowych standardów, nie są tych stanowisk godne”. Wezwali też posłów do zainteresowania postawą Kotlińskiego komisji etyki poselskiej.

Sprawą tej publikacji klub Ruchu Palikota zajmował się w ubiegłą środę. Po posiedzeniu klubu przesłano PAP oświadczenie: “Klub Ruchu Palikota oraz Roman Kotliński osobiście wyraża ubolewanie, że w konflikcie personalnym między Romanem Kotlińskim a Moniką Olejnik doszło do użycia argumentów dotyczących rodziny pani redaktor”.

Jednocześnie podkreślono, że “Ruch Palikota jest stanowczo przeciwny takim metodom i zapewnia, że nigdy w przyszłości nie będzie poruszał takich spraw w debacie publicznej”. Dodano, że wyrazem determinacji Ruchu jest wniosek o likwidację IPN-u.

Okładka "Faktów i mitów"

W najnowszym numerze “FiM” na okładce widnieje duże zdjęcie Olejnik zatytułowane “Stokrotka”. W tekście wicenaczelnego “FiM” Marka Szenborna czytamy: “W przypadku Moniki Olejnik może nie byłoby tego błysku ani blichtru, ani kariery bez PRL-u, Służby Bezpieczeństwa i stanu wojennego”. W nagraniu, które można obejrzeć na YouTube, Kotliński zachwala tekst, mówiąc, że Olejnik “zawdzięcza swoją pozycję tatusiowi esbekowi” i że “wyrosła na godną córunię tatusia”.

Według “Gazety Wyborczej” ojciec Olejnik nie pracował w SB, lecz w formacji chroniącej placówki dyplomatyczne, należącej do struktur peerelowskiego MSW.

Według opublikowanych we wtorek internetowych katalogów osób publicznych IPN, Kotliński jako alumn Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku został 24 kwietnia 1989 r. zarejestrowany przez włocławską SB w kategorii “kandydat na TW”; 28 kwietnia przerejestrowany na TW, pseud. Janusz. Według informacji z teczki personalnej współpracę zakończono 17 kwietnia 1990 r. On sam mówił, że był nagabywany, ale nigdy nie był tajnym współpracownikiem.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/list-otwarty-w-obronie-moniki-olejnik-to-brudna-ka,1,4908230,wiadomosc.html

16-11-2011, 09:01

Trybunał Praw Człowieka: można skazać dziennikarza za niedochowanie staranności  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pr/zr/pap/zpe
16-11-2011

Skazanie dziennikarza w procesie cywilnym za to, że nie dochował należytej staranności w przygotowaniu artykułu nie narusza Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, gwarantującej wolność słowa – uznał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Trybunał badał skargę dziennikarki Teresy Semik-Orzech wychodzącego w Katowicach “Dziennika Zachodniego”. W złożonej w 2006 roku skardze twierdziła ona, że Polska naruszyła jej prawo do otrzymywania i rozpowszechniania informacji, co gwarantuje art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

W grudniu 2002 roku dziennikarka napisała artykuł “Nonszalancja prawnika?”. Twierdziła m.in., że nonszalanckie było niestawienie się prawnika na rozprawę w sprawie, w której występował jako pełnomocnik.

Upoważnił on innego prawnika – M. K. – do reprezentowania swojego klienta. Jak się jednak okazało, wcześniej między tym klientem a klientem M. K. zaistniał konflikt interesów. W związku z tym nie mógł ich reprezentować jeden pełnomocnik. Z tego względu sąd musiał rozprawę odroczyć, co spowodowało niepotrzebne przedłużenie postępowania.

Po ukazaniu się artykułu w “Dzienniku Zachodnim” prawnik zażądał od gazety sprostowania, twierdząc, że nie mógł wiedzieć o konflikcie interesów, którego stroną był jego klient. “Dziennik” odmówił jednak opublikowania sprostowania, a żądanie prawnika zamieścił jedynie w rubryce “Listy”.

W odpowiedzi prawnik wytoczył powództwo przeciwko autorce tekstu, redaktorowi naczelnemu gazety oraz wydawcy. Zarzucił im naruszenie jego dóbr osobistych.

Sąd Okręgowy w Katowicach, rozpoznając sprawę w pierwszej instancji, nakazał pozwanym zapłacić w sumie 30 tys. złotych zadośćuczynienia. Sąd uznał, że oskarżenie prawnika w materiale prasowym o niedbalstwo mające doprowadzić do przedłużenia postępowania, pozbawione było podstaw faktycznych.

Podobnego zdania był Sąd Apelacyjny w Katowicach. Stwierdził, że dziennikarka przekroczyła granice wolności prasy przez to, że w swoim artykule zawarła opinie, a nie tylko same fakty. Ponownie zapadł wyrok skazujący. Sąd Najwyższy odmówił rozpoznania kasacji.

Sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Ten podzielił argumentację sądu, że w artykule brakuje obiektywizmu, ma raczej wydźwięk sensacyjny niż informacyjny. Trybunał zaznaczył, że dziennikarka mogła skontaktować się z prawnikiem, aby wyjaśnić sytuację. Żadne argumenty, które mogłyby usprawiedliwić ten brak, nie zostały przytoczone przed sądami krajowymi, ani przed Trybunałem. Zaznaczył też, że oskarżenie dotyczące adwokata było poważne, dotyczyło zawodowej integralności adwokata i stawiało pod znakiem zapytania jego wiarygodność.

Podkreślił też, że sądy badające sprawę uznały, że w tym przypadku doszło do konfliktu interesów między prawem skarżącej dziennikarki do swobody wypowiedzi i ochroną jej reputacji a prawami adwokata. W ocenie Trybunału sądy wzięły pod uwagę ten konflikt interesów stron.

Trybunał zaznaczył, że sąd pierwszej instancji zwrócił uwagę, że dziennikarz nie dochował należytej staranności.

Ocenił też, że 30 tys. zadośćuczynienia nie jest sumą wygórowaną, gdyż miała ją pokryć nie sama dziennikarka, ale także wydawca i redaktor naczelny. Uznał, że nie doszło do naruszenia konwencji.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/trybunal-praw-czlowieka-mozna-skazac-dziennikarza-za-niedochowanie-starannosci

15-11-2011, 09:15

SDP: Atak na dziennikarza jest atakiem na nas wszystkich  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
15-11-2011

Zarząd Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w specjalnym oświadczeniu wyraził oburzenie w związku z atakami na dziennikarzy w dniu Święta Niepodległości. Zwrócił on jednak uwagę, że dziennikarze stający po jednej stronie konfliktu, tracą “dziennikarski immunitet”.

- Zarząd Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wyraża głębokie oburzenie w związku z napaściami, biciem, zastraszaniem kolegów, niszczeniem i kradzieżą dziennikarskiego sprzętu. Wzywamy władze do konsekwentnej pracy nad ustaleniem i ukaraniem winnych tych zdarzeń - napisano w przesłanym do portalu Wirtualnemedia.pl komunikacie. – Każdy atak na dziennikarza jest atakiem na nas wszystkich. Jest też policzkiem wymierzonym demokratycznemu społeczeństwu, któremu służymy informacją i opinią – głosi dalej oświadczenie.

- Zwracamy jednocześnie uwagę, iż bezpośrednie zaangażowanie po jednej ze stron ostrego konfliktu społecznego, co niektórzy z nas uważają za przejaw swej obywatelskiej postawy, rodzi w antagonistach przekonanie o stronniczości dziennikarzy i bywa pożywką dla agresywnych postaw wobec mediów w ogólności. Zamaskowanej agresji nie usprawiedliwia nic. Kiedy jednak poza relacjonowaniem i komentowaniem wydarzeń bierzemy w nich czynny udział, tracimy dziennikarski immunitet nie tylko my. Tracą go niestety także ci nasi koledzy, którzy uczestniczą w wydarzeniach w roli bezstronnych obserwatorów. Stają się łatwym do zidentyfikowania, poręcznym, bo bezbronnym celem ataku - czytamy w liście Zarządu Oddziału Warszawskiego SDP.

Na koniec oświadczenia podkreślono, że jego sygnatariusze “solidaryzują się z wszystkimi kolegami służącymi swą pracą demokratycznemu społeczeństwu i z ofiarami aktów przemocy wynikającej z nienawiści do mediów demokratycznego państwa”.

W piątek z okazji Święta Niepodległości w Warszawie odbył się m.in. wiec “Kolorowa Niepodległa”, zorganizowany przez Porozumienie 11 listopada, a także “Marsz Niepodległości”, zorganizowany przez Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolską. W wyniku starć demonstrantów z policją zatrzymano 210 osób; 40 funkcjonariuszy zostało lekko rannych. Do szpitali przewieziono 30 osób, które odniosły obrażenia. Miasto oszacowało wstępnie straty na 72 tys. zł.

W trakcie zamieszek w wielu punktach Warszawy dochodziło do ataków na dziennikarzy, operatorów i fotoreporterów, którzy byli obrzucani kamieniami i petardami. Na pl. Konstytucji i pl. Na Rozdrożu zdemolowane zostały też wozy satelitarne Polsat News, Superstacji oraz Polskiego Radia.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sdp-atak-na-dziennikarza-jest-atakiem-na-nas-wszystkich