Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

30-11-2011, 16:39

Spotkanie opłatkowe 2011  »

Zarząd  Katowickiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP serdecznie zaprasza wszystkie Koleżanki i Kolegów na doroczne, tradycyjne spotkanie opłatkowe, które odbędzie się 12 grudnia (poniedziałek) o godzinie 13.00 w lokalu Stowarzyszenia przy ulicy Warszawskiej 6.

Zdecydowanych na uczestnictwo prosimy o potwierdzenie swojej obecności drogą mailową: sdrp.katowice@op.pl, względnie telefoniczną, tel.: 32 253 93 40, 32 256 49 92 lub +48 609 179 238, bądź też bezpośrednio w biurze Stowarzyszenia w każdy wtorek, w godz.11-13 i w czwartek, w godz. 15-17.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/2594

30-11-2011, 12:01

Jak zapewnić dziennikarzom bezpieczeństwo? Czas na propozycje policji  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pr/zr/pap/zpe
30-11-2011

Do końca tygodnia policja ma przygotować propozycje rozwiązań, które mają zapewniać bezpieczeństwo dziennikarzom obsługującym imprezy podwyższonego ryzyka, np. manifestacje, w czasie których może dojść do zamieszek.

Jak powiedziała wczoraj rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak, propozycje zostaną następnie omówione z przedstawicielami poszczególnych redakcji. Spotkać ma się z nimi m.in. wiceminister spraw wewnętrznych Adam Rapacki.

“Zależy nam na wypracowaniu wspólnych rozwiązań tak, by z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo dziennikarzom, a z drugiej umożliwić im wykonywanie ich pracy” – powiedziała Woźniak. Jak dodała, policja i resort chcą m.in., by podczas imprez, gdzie może dojść do zamieszek, wyznaczane były specjalne miejsca (“wyspy”), w których dziennikarze będą mogli pozostawiać wozy transmisyjne czy nadawać relację.

“To jednak czy dziennikarze z nich skorzystają, czy nie zależeć będzie od nich. Kolejną propozycją jest przekazywanie przez policję dziennikarzom informacji o niebezpiecznych miejscach. Chcielibyśmy też wprowadzić jakiś sposób identyfikacji tak, by policjanci zabezpieczający np. manifestację wiedzieli, że dana osoba jest dziennikarzem” – zaznaczyła Woźniak.

W sprawie bezpieczeństwa dziennikarzy wypowiedział się też we wtorek warszawski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. Według niego atak na reportera powinien być traktowany na równi z atakiem na urzędnika państwowego. SDPR apeluje też do właścicieli mediów o objęcie dziennikarzy specjalnym ubezpieczeniem.

W oświadczeniu wydanym w sprawie zajść ulicznych, które miały miejsce 11 listopada, w Święto Niepodległości, warszawski SDRP napisał: “Zdecydowanie potępiamy chuligańskie burdy podczas ulicznych manifestacji. Ubolewamy, że prawie po dwóch tygodniach od tych skandalicznych i karygodnych wydarzeń ich faktyczni prowodyrzy nie zostali ujawnieni, a wszyscy czynni uczestnicy awantur – ukarani”.

W trakcie zamieszek, które miały miejsce 11 listopada w Warszawie, w wielu punktach miasta dochodziło do ataków na dziennikarzy, operatorów i fotoreporterów, którzy byli obrzucani kamieniami i petardami; zdemolowano kilka samochodów redakcji.

W tym roku doszło też do pobicia pracownika Polsatu w Poznaniu, skopania kamerzystki podczas zamieszek na stadionie w Bydgoszczy oraz napaści na ekipę Polsatu, która w lipcu w Częstochowie relacjonowała pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja.

“Po raz kolejny ofiarami słownych i czynnych napaści stali się także relacjonujący wydarzenia dziennikarze, fotoreporterzy oraz członkowie ekip realizacyjnych radia i telewizji” – zwraca uwagę SDRP.

Stowarzyszenie podkreśliło, że od dłuższego czasu obserwowana jest narastająca tendencja utrudniania, a także czynnego przeszkadzania reporterom w wykonywaniu ich obowiązków, co jest sprzeczne z konstytucją i wieloma aktami prawnymi, gwarantującymi w Polsce wolność słowa oraz powszechny dostęp do informacji.

W swoim oświadczeniu warszawski SDRP zwrócił się do polskich władz o uznanie dziennikarzy wykonujących swoje obowiązki za osoby publiczne i objęcie ich ochroną prawną na równi z funkcjonariuszami państwowymi. Kilka dni temu z podobną inicjatywą wystąpił Press Club Polska.

W piśmie SDRP znalazł się też apel do właścicieli publicznych i prywatnych mediów w Polsce, by objęli dziennikarzy wykonujących obowiązki służbowe specjalnym ubezpieczeniem na wypadek doznania uszczerbku na zdrowiu, trwałego kalectwa lub śmierci w wyniku agresji. Takie rozwiązania stosowane są w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Włoszech.

Zdaniem SDRP właściciele mediów powinni traktować napaść na dziennikarza pełniącego obowiązki służbowe jako napaść na firmę, którą reprezentuje, i udzielać mu wszelkiej pomocy prawnej w dochodzeniu przed sądem ewentualnych roszczeń wobec sprawców. Stowarzyszenie zaapelowało też o wprowadzenie widocznych oznakowań ułatwiających identyfikację dziennikarzy przez policję i inne służby porządkowe, np. kamizelek odblaskowych z napisem “REPORTER”.

Apel do właścicieli mediów dotyczy też organizacji szkoleń dla dziennikarzy wysyłanych do niebezpiecznych zadań w zakresie sposobu zachowania się w nadzwyczajnych sytuacjach.

Z kolei do dziennikarzy warszawski oddział SDRP zwrócił się o zgłaszanie wszelkich aktów agresji, jakich doznali podczas pracy. Na tej podstawie ma powstać “rzetelna faktografia” zagrożeń i ryzyka wiążących się z wykonywaniem tego zawodu.

Na mocy uchwalonych w lipcu tego roku przepisów ochroną przewidzianą dla funkcjonariuszy publicznych objęte zostały pielęgniarki i położne.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej jest twórczą i zawodową organizacją zrzeszającą dziennikarzy, wydawców, nadawców oraz producentów. Zgodnie ze swoim statutem, organizacja ta ma na celu m.in. obronę wolności słowa i pluralizmu mediów, upowszechnianie swobód obywatelskich oraz działanie na rzecz umacniania demokracji.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jak-zapewnic-dziennikarzom-bezpieczenstwo-czas-na-propozycje-policji

29-11-2011, 10:53

Dokumenty Dagmary Drzazgi  »

Miesięcznik społeczno-kulturalny "Śląsk" nr 11/2011
Jan F. Lewandowski
29-11-2011

Specjalnością Dagmary Drzazgi były dotąd filmy o muzyce, sztuce i artystach, które przyniosły jej najwięcej laurów. Było niespodzianką,   że   zabrała   się za księdza Jana Machę z górnośląskiej przeszłości.

Najpierw Dagmara Drzazga po studiach muzycznych poszukała bliskich sobie tematów muzycznych. Przez lata realizowała programy i relacje kulturalne dla telewizji, w tym zwłaszcza o tematyce muzycznej. Z tej sfery należy wspomnieć dwa filmy poświęcone postaci wybitnego skrzypka Romana Totenberga, niegdyś przyjaciela Karola Szymanowskiego. Za Totenbergiem poleciała przed dziesięciu laty po raz pierwszy do USA, gdzie mieszkał artysta, co otwarło przed nią nowe tematy amerykańskie.

Jednak pierwszym sukcesem Drzazgi stał się z pozoru skromny reportaż „Bobrek dance” zrealizowany w 2002 roku w zdegradowanej dzielnicy przemysłowego miasta. To poruszający zapis z życia Bobrka, dzielnicy Bytomia, gdzie warsztaty taneczne zmieniają realne życie młodych bohaterów z biednych rodzin. Nagrodzono go “Białą Kobrą” czyli Grand Prix na Festiwalu Mediów “Człowiek w zagrożeniu” w Łodzi w 2002 roku, a do tego prestiżową nagrodą Circom Regional przyznawaną przez Europejską Federację Telewizji Regionalnych we Włoszech /w 2003 roku/. Dzięki temu filmowi otworzyły się przed nią nowe możliwości.

Gdy wyruszyła do Nowego Jorku, by nakręcić drugi film o Totenbergu, przywiozła stamtąd reportaż o polskim poecie Jacku Gulli, mieszkającym w Nowym Jorku, przeważnie pokątnie w przygodnych mieszkaniach, a czasami pod mostem. Z Nowego Jorku trafiła dalej do Teksasu, podążając śladami imigrantów z Górnego Śląska, którzy w połowie XIX wieku osiedlili się w osadzie Panna Maria. Po drodze poszukała Poli Negri w San Antonio, także w Teksasie.

Dagmara Drzazga z nagrodą Grand Prix Italia na najlepszy dokument 62 festiwalu Prix Italia w Turynie

Nie gdzie indziej, jak w Nowym Jorku, spotkała Lecha Majewskiego, który prezentował filmy w Museum of Modernę Art. Z tego spotkania narodziły się dwa filmy o Majewskim. W drugim “Lech Majewski. Świat według Bruegela” podążyła za reżyserem wchodzącym w świat flamandzkiego malarza Petera Bruegela. Zarejestrowała sceny na planie i opowieści Majewskiego o fascynacji Bruegelem, także fragmenty z udziałem Rutgera Hauera /w roli Bruegela/, Charlotte Rampling i Michaela Yorka, którzy zdecydowali się zagrać w jego filmie. W efekcie zbudowała pociągającą relację o procesie tworzenia, co doceniono także na świecie, nagradzając film Prix Italia w Turynie w 2010 roku.

Najważniejsze dokumenty Drzazgi rozgrywały się dotąd w kręgu sztuki. Po drodze zdarzały się dokumenty społeczne, ujawniające inną sferę wrażliwości. Do kategorii kina społecznego należy w pewnej mierze i “Bobrek dance” z powiewem optymizmu w przygnębiającej poprzemysłowej scenerii. Przecież “Bobrek dance” ma potencję porywającej fabuły o sukcesie mimo przeciwności losu. Jeszcze innym świadectwem wrażliwości autorki pozostaje mniej znany “Pekin 2008″, nakręcony w zniszczonej dzielnicy katowickiej podczas olimpiady w chińskim Pekinie. Bo Pekin z filmu Drzazgi znajduje się na terenie katowickiej dzielnicy Bogucice.

Natomiast bohaterem j ej ostatniego filmu telewizyjnego “Bez jednego drzewa las lasem zostanie” jest ksiądz Jan Macha z Chorzowa, który za udział w konspiracji na początku II wojny światowej zapłacił męczeńską śmiercią w 1 942 roku, ścięty ponurej sławy gilotyną w więzieniu w Katowicach.

Opowieść o młodym księdzu — męczenniku rozpoczyna Drzazga w takiej formule, że pokazuje ekipę przy pracy nad filmem, co stwarza sugestię poszukiwania prawdy czy zagadki bohatera, a sugestię potwierdza po chwili wyprawa z jego krewnymi do archiwum, gdzie przeglądają dokumenty. Niewątpliwie Drzazga szukała sposobu na jeszcze jeden film dokumentalny o księdzu – męczenniku, zdając sobie sprawę, że klucz do powodzenia leży w jakiejś nowej, pociągającej formule podejścia do bohatera.

Postarała się najpierw opowiedzieć jego biografię, posługując się relacjami z kręgu rodzinnego, wypowiedziami duchownych z Górnego Śląska, w tym arcybiskupa Damiana Zimonia, i wreszcie historyków. Jednak “gadające głowy” przeplatają się ikonografią z przeszłości i zdjęciami z wizji lokalnych, w tym w obozie w Auschwitz, dokąd trafiła sławna gilotyna z katowickiego więzienia. Do tego posługuje się fragmentami z jego listów do rodziców, w których pisał w tonie intymnej spowiedzi, że „bez jednego drzewa las lasem zostanie”. Był pierwszym księdzem diecezji śląskiej skazanym przez nazistów na karę śmierci.

Niewątpliwie widać w filmie troskę o jego stronę wizualną. Niemniej z projekcji pozostało mi wrażenie, że w którymś momencie postać księdza Machy wymyka się filmowi. Im bliżej końca, tym bliżej standardowego zamknięcia w martyrologicznej formule, chociaż autorka próbuje osłabić ją poezją. Do wymykania się księdza Machy przyczyniają się może wątki poboczne, jak historia gilotyny z katowickiego więzienia, sama w sobie interesująca. Z czasem opowieści o gilotynie, w rym o historii gilotyny jako takiej, a także o więzieniu w Katowicach przytłoczyły nieco historię samego księdza.

Nie jest łatwe robienie filmu, gdy brakuje materiałów filmowych z życia bohatera, a nawet ikonografii fotograficznej, bo i tej zachowało się w przypadku księdza Machy niewiele. Zdawało się, że autorka znalazła własne podejście w samym procesie poszukiwania, lecz nie pozostała przy nim konsekwentnie.

Natomiast Drzazga zgrabnie unika monotonii, nieraz zdarzającej się podobnym przedsięwzięciom. Także zdjęcia Mieczysława Chudzika i montaż Norberta Rudzika zasługują na pochwałę. W ogóle sfera wizualna filmu pozostaje ostatecznie jego mocniejszym atutem.

Zapewne wyprawa filmowa Dagmary Drzazgi w poszukiwaniu księdza Jana Machy z górnośląskiej historii to jakieś nowe dla niej wyzwanie. Może po przygodzie ze sztuką przyszła pora na przygodę górnośląską? W końcu autorka pochodzi z Kluczborka na Górnym Śląsku.

Całość: http://www.alfa.com.pl/slask/201111/aktua.html

28-11-2011, 23:40

Zmarła Krystyna Broll-Jarecka  »

W wieku 84 lat zmarła Krystyna Broll-Jarecka, poetka, autorka znakomitych słuchowisk radiowych, nagradzanych w ogólnopolskich konkursach.

Krystyna Broll-Jarecka

Urodzona 15 lipca 1927 roku w Katowicach, w tym mieście ukończyła liceum ogólnokształcące.  Jako poetka debiutowała w 1954 roku na antenie Polskiego Radia. Wcześniej związana była z grupą malarską “ST-53″. Było to ugrupowanie młodych artystów malarzy, wychowanków śląskiej uczelni, które, w dowód uznania dla wielkiego polskiego awangardzisty Władysława Strzemińskiego, przyjęło nazwę Grupa “ST-53″. W ówczesnym Stalinogrodzie nazwę dla tej grupy wymyślił Andrzej Wydrzyński, a należeli do niej m.in. nieodżałowanej pamięci Konrad Swinarski i Waldemar Świerzy.

W połowie lat 50. minionego stulecia Krystyna Broll-Jarecka wraz z Tadeuszem Kijonką, Leonardem Drzewieckim, Janem Wyżgołem, Czesławem Slezakiem i nieżyjącym już od  lat Stanisławem Horakiem należała do grupy literackiej Domino. Wydała tomiki poezji: “Półcienie”, “Horyzonty wiatru”, “Traktat” i “Rosą rozbici”.

Przez wiele lat kierowała redakcją literacką Polskiego Radia Katowice. “Trafiłem do redakcji literackiej. Była tam poetka, Krystyna Broll-Jarecka, siostra znakomitej malarki Urszuli Broll, był pisarz cieszący się zasłużonym uznaniem, Kalman Segal, Żyd z pięcioletnim stażem w sowieckich łagrach, bardzo ważny dla mnie człowiek; w tym samym pokoju był Aleksander Widera, który spędził pięć lat w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, i była reportażystka Agata Wojterzanka, absolwentka polonistyki, wychowanka Pigonia, Kleinera, która kilka lat wojny spędziła na robotach w Niemczech. Mając dwadzieścia pięć lat wszedłem w takie środowisko, pomiędzy ludzi takiego formatu. Krysia Broll-Jarecka była całkowicie niepodatna na jakiekolwiek komunistyczne zakusy. W czasie okupacji dostała od Niemki w twarz na ulicy za mówienie po polsku, po wojnie aresztowana, bita przez funkcjonariuszkę UB, Polkę! Redakcja Audycji Literackich była w radiu i w ogóle w ówczesnej rzeczywistości miejscem szczególnym. Zawiązały się przyjaźnie na całe życie. To była moja radiowa rodzina. Radio było dla mnie czymś więcej, niż tylko miejscem pracy…” – wspominał Feliks Netz w rozmowie z Witoldem Turantem w grudniowym wydaniu miesięcznika Śląsk” w 2009 roku.

Bliscy i przyjaciele pożegnają Krystynę Broll-Jarecką, w piątek, 2 grudnia, na cmentarzu w Katowicach-Bogucicach.

————————————————————–

KRYSTYNA BROLL-JARECKA urodziła się i zmarła w Katowicach. Ślązaczka z inteligenckiego domu. Przez niemal całe życie zawodowe związana z katowicką rozgłośnią Polskiego Radia, gdzie przygotowywała na antenę audycje poetyckie. Z tekstów pisanych na antenę ułożyłaby kilka książek. Z oryginalnych słuchowisk także skomponowałaby obszerny tom. Ale więcej uwagi, pasji, czasu poświęcała innym – początkującym awansowanym w lirycznym rzemiośle – niż samej sobie. Przez blisko dekadę siedzieliśmy biurko w biurko, twarzą w twarz. Zawsze skupiona, ważąca słowa, słuchająca, milcząca, sceptyczna, wiele wiedząca, wiele doświadczyła. Kobieta o pięknej twarzy, mądrych oczach i wdzięcznym uśmiechu. Zaprezentowane wiersze wybrałem z czterech cienkich tomików, jakie wydała w katowickiej oficynie “Śląsk”. Oto ich tytuły: Półcienie 58, horyzont wiatru (1962), trakt (1969), Rosą rozbici (1978). Etyczna wrażliwość, wyczulenie na fałsz, kłamstwo, pozór, napuszone słowo i teatralny gest. Więcej w tych wierszach milczenia niż słów. Więcej soli i pieprzu atramentu.

FELIKS NETZ

*     *      *

Mój krajobraz
jest z dymów
szarych rdzawych

Mój krajobraz
jest rzeźbą
fruwającej sadzy

Mój krajobraz
to ruch
potężny
rwący

I twarz jeszcze
idąca za słońcem

a kwiat dereniu taki żółty
a kwiat dereniu taki czerwony

*     *     *

Nie proś o łaskę
Proś łaskę
by była miłością

Nie proś o miłość
Proś miłość
by była życiem

Nie proś o życie
Proś życie
by było łaską

“Śląsk” nr 1/2012

——————————————————————–

Poetka radiowych fal

Dzięki poezji Krystyna Broll-Jarecka stała się radiowcem z krwi i kości. Nawet po latach trudno orzec, czy tworzyła lepsze słuchowiska radiowe czy wiersze.

O Krystynie Broll-Jareckiej urodzonej 15 lipca 1927 roku w Katowicach, córce urzędnika Jana Brolla i Katarzyny z domu Loch, znany krytyk literacki Piotr Kuncewicz napisał, że “była katowiczanką z urodzenia, zamieszkania, wyglądu i poglądów”. Z tym dowcipnym powiedzeniem warszawskiego literaturoznawcy zgodzić można się tylko w odniesieniu do miejsca urodzin i zamieszkania oraz twórczości radiowej, bo już pisane przez nią wiersze w niczym nie odstawały od ówczesnego ogólnokrajowego poezjowania.

Krystyna Broll-Jarecka naukę w szkole podstawowej rozpoczęła w mieście narodzin. Tydzień przed wybuchem II wojny światowej wraz z rodziną uciekła z Katowic, bo nazwisko jej ojca – byłego powstańca śląskiego i międzywojennego naczelnika gminy Wełnowiec- hitlerowcy umieścili w osławionej Fahndunsgbuch, co było równoznaczne z wyrokiem śmierci. Po uspokojeniu się sytuacji wróciła do rodzinnej willi przy ulicy Klonowej. W domu zarekwirowanym przez Niemców zamieszkała wraz z rodzeństwem i rodzicami w jednym wydzielonym pokoju. “Musiałyśmy iść do szkoły, oczywiście niemieckiej, to był przymus” – wspominała po latach okupacyjne czasy w książce Feliksa Netza “Róg Ligonia i Królowej Jadwigi”. Ale polskości się nie wyrzekła i uczęszczała na tajne komplety. Za rozmowę po polsku z siostrą na ulicy dostała nawet od przechodzącego Niemca po twarzy. Poza nauką pracowała dorywczo.

Po wyzwoleniu uczyła się w liceum. Wtedy po raz pierwszy wraz z siostrami trafiła do katowickiego radia. “Przez jakiś czas brałyśmy udział w audycjach Zdzisia Pyzika, śpiewałyśmy w nich piosenki”- opowiadała Feliksowi Netzowi. Jako osiemnastolatka aresztowana została przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, którzy podejrzewali ją o współpracę z byłymi akowcami. Wyszła na wolność dzięki wstawiennictwu wojewody Aleksandra Zawadzkiego, którego o interwencję poprosił jeden ze znajomych ojca. Później była urzędniczką. Gdy zdała maturę w 1948 roku, zatrudniła się w Powszechnej Spółdzielni Spożywców, a społecznie prowadziła zespół świetlicowy. Choć potem pracowała w Ministerstwie Energetyki w Katowicach, źle przyjęła zmianę nazwy Katowic na Stalinogród. “Poczułam, że to jest inne miasto, a mnie wysadzono z Europy, z tym, że tym razem gdzieś pod Ural” – opisywała swoje ówczesne odczucia.

Po śmierci Stalina jej znajomy Konrad Swinarski namówił ją do wstąpienia do samokształceniowej grupy plastycznej ST-53, do której należeli studenci Akademii Sztuk Pięknych i literaci. Nazwa grupy była skrótem od nazwiska znanego artysty Władysława Strzemińskiego, którego tezy zawarte w dziele “Teoria widzenia” były podstawą działania członków zrywających z socrealistycznymi zasadami twórczości artystycznej. Andrzej Wydrzyński wywodził nazwę grupy, do której też należał, od Stalinogrodu oraz jej studyjnego charakteru, czemu jednak zaprzeczała Krystyna Broll-Jarecka, odpowiedzialna za edukację literacką członków.

Pociąg do społecznej działalności artystycznej sprawił, że podczas pracy w Wojskowym Przedsiębiorstwie Handlowym przyszła poetka prowadziła kółko dramatyczne i w 1954 roku zdała egzamin na instruktorkę zespołów teatrów amatorskich. Od 1955 roku pracowała jako referentka planowania w Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach. “Potem Andrzej Wydrzyński wydał mi tomik w Śląskim Funduszu Literackim i wtedy zwolniło się miejsce w Redakcji Audycji Rozrywkowych… pisałam koncerty życzeń, jeździłam z Janką Renikówną na koncerty w terenie… Po drodze miałam debiut poetycki na antenie i Kalman Segal z Olkiem Widerą zaproponowali mi, bym przeszła do pracy w ich redakcji” – opowiadała.

Krystyna Broll - Jarecka

Jej debiutancki wiersz miał tytuł “Sto słońc”. Kolejny utwór “Czysty” opublikowała w Almanachu Młodych wydanym w 1956 roku w Katowicach. Znalazła się w Kole Młodych ZLP oraz działała przez ponad rok wraz z m. in. Tadeuszem Kijonką i Stanisławem Horakiem w grupie poetyckiej Domino, typowo sytuacyjnej powstałej na fali popaździernikowej odwilży. Wówczas w 1957 roku wyszła za mąż za Stanisława Jareckiego.

Rok później ukazał się w Wydawnictwie Śląsk pierwszy jej zbiór wierszy “Półcienie”. Drugą książkę “Horyzont wiatru” opublikowała w tej samej katowickiej oficynie w 1962 roku, co pozwoliło Krystynie Broll – Jareckiej wstąpić do Związku Literatów Polskich. Poza wierszami napisała i zrealizowała w katowickim Polskim Radiu wiele słuchowisk, z których warto wspomnieć “Dialog o sobie” z 1963 roku czy stworzone wspólnie z Andrzejem Babuchowskim “Zaraz mi tu do ordynku” z 1980 roku oraz , “A świat będzie” z 1981 roku. “Poszukałam swojego miejsca w poezji i w słuchowisku, to były dwie dziedziny, w których starałam się realizować” – podsumowała własną twórczość w starszym już wieku. Tworzyła również scenariusze widowisk telewizyjnych. W 1965 roku nagrodzona została nawet wraz z zespołem przez Komitet do spraw Radia i Telewizji za autorstwo cyklu telewizyjnych widowisk regionalnych m. in. o śmigusie, nocy świętojańskiej i zapustach.

Mimo zaangażowania w twórczość radiową i telewizyjną pisała kolejne cykle wierszy. Tomik poetycki “Trakt” wydany w 1969 roku doczekał się recenzji Andrzeja Waśkiewicza w warszawskim miesięczniku “Poezja”. Nie dziwi fakt sięgnięcia po ten zbiorek wierszy Krystyny Broll-Jareckiej właśnie przez jednego z poetów i krytyków literackich związanego z Poetycką Orientacją “Hybrydy”, bowiem strofy autorki, chociaż wyrosły na glebie październikowej odwilży, wyraźnie w latach 60. XX wieku ewoluowały w stronę sterylnej poezji uprawianej przez tę stołeczną konfraternię wierszokletów. Wprawdzie w wersyfikacji tekstów Broll-Jareckiej znać było silny wpływ modelu wiersza Różewiczowskiego. Brak interpunkcji, krótkie wersy, nieobecność rymów oraz zamiłowanie do powtarzalności incipitów czy metafor rzeczownikowych wyraźnie wskazywały na inspiracje – bliskiej jej generacyjnie – poezjowaniem “ze ściśniętym gardłem”. Jednak sfera świata przedstawionego budowanego przez podmiot liryczny utworów katowickiej poetki daleko odbiegała od przerażającego konkretu piewcy rzeczywistości ocalałej po zagładzie kultury i moralności śródziemnomorskiej.

W jednym z wierszy – pozbawionym tytułu jak większość tekstów w zbiorze “Trakt” – ujawniła autorka jeden z przewodnich motywów własnej twórczości poetyckiej, jakim był topos drogi. Pisała o “jedynym trakcie” pojmowanym jako życie człowieka zmuszonego do wiecznej wędrówki. Przy czym posuwanie się w czasie i przestrzeni miało niekiedy charakter poruszania się po linii błędnego koła i stałych powrotach do miejsc i chwil już znanych, choć niepowtarzalnych “jak nawroty/do miejsc okrężnych” – pisała w wierszu “Obraz”.

Z mocnym upodobaniem sięgała też poetka po opisy krajobrazów, w których zjawiska natury przeciwstawiane były wytworom człowieka: budynkom, sadzy i przemysłowym dymom. Jednak ukazane pejzaże wyprane były z jakiejkolwiek konkretyzacji terytorialnej, stawały się abstrakcyjną parabolą traktującą o odwiecznej walce przyrody z ludzkimi produktami. “Smak sadzy jest czarny” – metaforyzowała poetka rzeczywistość. Nawet impresyjne obrazy zmierzchu, słońca, cieni czy ptaków dalekie były od dosłowności. Wyrazy stawały się poetyckimi abstraktami. Słowa-klucze takie jak: “ptak”, “kamień”, “ziemia” pozbawione zostały fizykalnej namacalności. Podobnie słowo “serce” – poetycki synonim dobroci i miłości – straciło w wierszach z tomiku “Trakt” cielesny i erotyczny wydźwięk, stając się filozoficznym oraz etycznym pojęciem. Nawet w typowo miłosnym niezatytułowanym wierszu poetka potrafiła napisać: “przywieramy do siebie/posuchą dni”.

Takie pogrążanie się autorki “Traktu” w słownych grach symbolami – wprawdzie szalenie oryginalnych i błyskotliwych świadczących o bogactwie jej poetyckiej wyobraźni – sprawiło, że jej wiersze z tego okresu odstraszały nadmiernym wyobcowaniem od konkretu życiowego. To zapewne nawarstwianie się przeżyć i lata doświadczeń życiowych, a być może i zmieniająca się poetycka moda, sprawiły, że następny tomik poezji Krystyny Broll-Jareckiej pozbawiony był już tego abstrakcyjnego manieryzmu spod znaku Poetyckiej Orientacji “Hybrydy”.

Zbiór wierszy „Rosą rozbici” opublikowany w 1978 roku zrecenzowany został przez Krystynę Heską-Kwaśniewicz w śląskim dwutygodniku “Poglądy”. Nie bez powodu nawet po kilkunastu latach Piotr Kuncewicz napisał o ostatnim tomiku poetki, że “jest znacznie bardziej interesujący” niż trzy poprzednio wydane “umiarkowanej jakości tomy”. W leksykonie “Agonia i nadzieja” z 1995 roku wspomniany krytyk i historyk literatury w całości zacytował wiersz “Ojcze mój” – według niego najbardziej udany w tym zbiorku: “Ojcze mój / który jesteś w ziemi / stajesz się ziemią / ziemią jesteś / dochodzę ciebie w czasie / który narastając nieuchronnie / zbliża nas do siebie…”

W tekście tym ziemia nie była już sterylnym abstraktem, a dosadna dosłowność wersów wręcz sprawiała wrażenie przesadnej namacalności. Zwróciła się bowiem poetka w kierunku opisu autentycznych przeżyć i w stronę fizykalnego konkretu, nie pozbawiając własnej twórczości metaforycznej symboliki. W wierszu podszytym egzystencjalnym niepokojem autorka, którą można utożsamiać z podmiotem lirycznym, skarżyła się nieżyjącemu ojcu na trud życia ze świadomością zbliżania się do nieuchronnego kresu życia. Ta swoista rozmowa ze zmarłym przepojona była lękiem przed całkowitym unicestwieniem jednostkowego bytu i przemiany w ziemię, do której złożono ciało ojca. Konstrukcja wiersza odwołująca się do modlitewnych błagań i litanijnych powtórzeń sprawiła, że sens tekstu można zinterpretować jak wyraz żalu za nieistnieniem zaświatów, miejscem pośmiertnych spotkań istnień ludzkich.

Krótki utwór “Ojcze mój” -jakby już w tytule nawiązujący przewrotnie do znanego pacierza – powielał także trop poetycki znany z wcześniejszej twórczości poetki, a mianowicie: motyw człowieczego życia jako wędrówki. Chętnie sięgnęła poetka po paradoksy słowne obrazujące zagmatwanie indywidualnego bytu w nieuniknioną powtarzalność, w zależność od kolistości trwania. Nie bez powodu pisała w jednym z wierszy „poskręcane moje ścieżyny”. Nadal obecne były w poezji Broll-Jareckiej słowa klucze takie jak: „kamień” – symbol trwałości, “wiatr” – uosobienie niestałości – oraz pojęcia z zakresu psychiki: samotność, współczucie – czy refleksje o reifikacji człowieczeństwa. Jakże dramatycznie brzmiało choćby takowe pytanie o przymusowe urzeczowienie zawarte w lakonicznych strofach: “ale jak odejść / od rzeczy/kiedy się rzeczą /jest”.

Istotną nowością było pojawienie się w tekstach dualizmu ciała i umysłu. Pamięć, wyobraźnia, senne marzenia przeciwstawione zostały cielesności nagiej egzystencji. Dominującą stała się opozycja wytworów mózgu i natury. Łąki, drzewa oraz słońce czy ziemia to przeciwne bieguny ludzkich myśli. Sporo w poetyckich przemyśleniach autorki pojawiło się także lęków przed grozą niszczycielskich żywiołów: ognia i wody. Ale dopełnieniem dwoistości – tym razem tkwiącej w charakterze ludzi – było sięgnięcie po motywy zwierzęce. Podążając śladem bajek, przypisała poetka postaciom zwierząt określone ludzkie przywary. Szakalowi krwiożerczy instynkt łowcy a jagnięciu bezbronność i łagodność jako zwierzęciu składanemu Bogu w ofierze. Jednak wyższość etyczna i dominacja przypisana została człowiekowi: “wrasta poświatą człowiek / uciekam w mój zaszczuty smutek / i żebrzę o kawałek dobra /ja stary szakal wśród szakali / wygłodniały do cna”.

Nie brak w ostatnim tomiku Broll-Jareckiej i nielicznych pokoleniowych reminiscencji wojennych. Wspomnienie młodych istnień zgasłych przedwcześnie rówieśników z czasów okupacji wywoływało żal odzwierciedlany przez metaforę zerwanego kwiatu: “zawinęłam w oczy / wojenny kaczeniec”. Takie bezpośrednie sięgnięcie do własnych autentycznych przeżyć i skonkretyzowanie ich w historycznym czasie to bardzo rzadkie zjawisko w jej poezji, która stała się zamkniętym rozdziałem po śmierci poetki w listopadzie 2011 roku.

Ryszard Bednarczyk

“Śląsk” nr 2/2012

———————————————————————


Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/2590

28-11-2011, 18:12

Ponad 50 materiałów nominowanych do Grand Press  »

Press
RG
28-11-2011

Jury konkursu Grand Press nominowało do finału 52 materiały dziennikarskie – spośród 733, które wpłynęły na konkurs. Zwycięzców poznamy 14 grudnia. Wciąż trwa natomiast głosowanie redakcji na Dziennikarza Roku 2011.

Grand Press 2011

Nigdy dotychczas w historii Grand Press nie zgłoszono tak wielu materiałów dziennikarskich – obradujące w miniony weekend jury, dokonując pierwszej selekcji, stanęło więc przed prawdziwym wyzwaniem. Wśród 733 zgłoszonych prac najwięcej było wywiadów – aż 170, wiele bardzo wysokiej jakości. Tradycyjnie też mocno obsadzona była kategoria Reportaż prasowy – 163 teksty; w kategorii Dziennikarstwo specjalistyczne konkurowały 123 prace, w kategorii Publicystyka – 101, Reportaż telewizyjny – 59, Dziennikarstwo śledcze – 43, Reportaż radiowy – 38, News – 36. Zgodnie z regulaminem w każdej kategorii do finału może przejść maksymalnie siedem prac. Jury nominowało w sumie 52 materiały, lecz teraz zostaną one sprawdzone pod kątem zgodności z regulaminem, więc ostateczna liczba prac w finale może ulec zmianie.

W tym roku w jury Grand Press zasiadają: Bogusław Chrabota (Grupa Polsat), Roman Czejarek (Program I Polskiego Radia), Renata Gluza (”Press”), Andrzej Jonas (”The Warsaw Voice”), Jerzy Jurecki („Tygodnik Podhalański”), Edward Miszczak (TVN), Rafał Olejniczak (Radio Zet), Wojciech Potocki („Gazeta Pomorska”), Andrzej Skworz (”Press”), Jacek Snopkiewicz (TVP 2), Tadeusz Sołtys (RMF FM), Tomasz Wróblewski (”Rzeczpospolita”), Rafał Zakrzewski (”Gazeta Wyborcza”), Jacek Żakowski („Polityka”). Finałowe posiedzenie jury Grand Press rozpocznie się 14 grudnia br., kilka godzin przed galą w warszawskim hotelu Hilton, na której poznamy zwycięzców. 

Jednocześnie wciąż trwa drugi konkurs – na Dziennikarza Roku 2011. Kolegia redakcyjne mogą przesyłać swoje nominacje do 9 grudnia br., wyłącznie e-mailem pod adresem grandpress@press.pl. Regulamin konkursu na Dziennikarza Roku jest na stronie www.grandpress.pl

Organizatorem obu konkursów jest miesięcznik ”Press”. Sponsorami Grand Press 2011 są firmy: Enea, Grupa Żywiec SA, sieć Plus, Bank Pekao SA, a partnerem Google.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/2672

27-11-2011, 20:47

Mikołaje Dziennika Zachodniego nagrywają w Radiu Katowice  »

Dziennik Zachodni
Katarzyna Pachelska
27-11-2011

Dzisiaj w studiu Radia Katowice z inicjatywy “Dziennika Zachodniego” zebrał się niezwykły chór. Prawie 30 najważniejszych i najbardziej zajętych osobistości z naszego regionu, ubranych w czapki Mikołajów, zaśpiewało i zagrało kolędę “Przybieżeli do Betlejem”.

Wyszło im zawodowo, niektórzy od razu zadeklarowali chęć wystąpienia w przyszłym roku w całym koncercie.

Trzymamy za słowo!

Mikołaje Dziennika Zachodniego w studiu nagrań Radia Katowice

Na pianinie na sześć rąk zagrali: prof. Joanna Wnuk-Nazarowa (muzyczna liderka przedsięwzięcia) – szefowa Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, prof. Paweł Buszman – kardiolog i Anna Sekudewicz – dziennikarka Radia Katowice. Na kontrabasie udzielał się wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk, na gitarze publicysta Michał Smolorz, a na akordeonie prof. Marian Zembala, kardiochirurg.

Jolanta Markowska, dyrektor Hospicjum Cordis przygrywała na trójkącie.

Pięknymi głosami popisały się panie: Elżbieta Bieńkowska – minister rozwoju regionalnego, Małgorzata Handzlik – posłanka do Parlamentu Europejskiego, prof. Krystyna Doktorowicz i Krystyna Szaraniec. Wśród panów była silna reprezentacja polityków, na czele z posłami i europosłami – Tomaszem Tomczykiewiczem, Zbyszkiem Zaborowskim, Janem Olbrychtem oraz działaczami samorządowymi – Jerzym Gorzelikiem i Dawidem Kostempskim. Nie zabrakło też przedstawicieli świata biznesu, kultury i mediów.

Choć zebranie tylu osobistości w jednym miejscu i czasie wydaje się niemożliwe, to jednak nam się udało. Po pierwsze dlatego, że znakomita większość wczorajszych kolędników od wielu lat bawi się z redakcją “Dziennika Zachodniego” w Mikołajów, obdarowując naszych Czytelników prezentami świątecznymi. Po drugie – nigdy nie żałują czasu na zrobienie czegoś dobrego i pożytecznego dla innych.

Występ VIP-ów został zarejestrowany przez telewizję Silesia, która zrealizuje świąteczny teledysk. Minikoncert ukaże się na DVD, a zysk z jego sprzedaży zasili konto Hospicjum Cordis, które buduje nowy dom hospicyjny w katowickiej dzielnicy Janów. Kolędy będzie można również posłuchać na antenie Radia Katowice.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/476772,mikolaje-dziennika-zachodniego-nagrywaja-w-radiu-katowice,id,t.html