W wieku 84 lat zmarła Krystyna Broll-Jarecka, poetka, autorka znakomitych słuchowisk radiowych, nagradzanych w ogólnopolskich konkursach.

Krystyna Broll-Jarecka
Urodzona 15 lipca 1927 roku w Katowicach, w tym mieście ukończyła liceum ogólnokształcące. Jako poetka debiutowała w 1954 roku na antenie Polskiego Radia. Wcześniej związana była z grupą malarską “ST-53″. Było to ugrupowanie młodych artystów malarzy, wychowanków śląskiej uczelni, które, w dowód uznania dla wielkiego polskiego awangardzisty Władysława Strzemińskiego, przyjęło nazwę Grupa “ST-53″. W ówczesnym Stalinogrodzie nazwę dla tej grupy wymyślił Andrzej Wydrzyński, a należeli do niej m.in. nieodżałowanej pamięci Konrad Swinarski i Waldemar Świerzy.
W połowie lat 50. minionego stulecia Krystyna Broll-Jarecka wraz z Tadeuszem Kijonką, Leonardem Drzewieckim, Janem Wyżgołem, Czesławem Slezakiem i nieżyjącym już od lat Stanisławem Horakiem należała do grupy literackiej Domino. Wydała tomiki poezji: “Półcienie”, “Horyzonty wiatru”, “Traktat” i “Rosą rozbici”.
Przez wiele lat kierowała redakcją literacką Polskiego Radia Katowice. “Trafiłem do redakcji literackiej. Była tam poetka, Krystyna Broll-Jarecka, siostra znakomitej malarki Urszuli Broll, był pisarz cieszący się zasłużonym uznaniem, Kalman Segal, Żyd z pięcioletnim stażem w sowieckich łagrach, bardzo ważny dla mnie człowiek; w tym samym pokoju był Aleksander Widera, który spędził pięć lat w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, i była reportażystka Agata Wojterzanka, absolwentka polonistyki, wychowanka Pigonia, Kleinera, która kilka lat wojny spędziła na robotach w Niemczech. Mając dwadzieścia pięć lat wszedłem w takie środowisko, pomiędzy ludzi takiego formatu. Krysia Broll-Jarecka była całkowicie niepodatna na jakiekolwiek komunistyczne zakusy. W czasie okupacji dostała od Niemki w twarz na ulicy za mówienie po polsku, po wojnie aresztowana, bita przez funkcjonariuszkę UB, Polkę! Redakcja Audycji Literackich była w radiu i w ogóle w ówczesnej rzeczywistości miejscem szczególnym. Zawiązały się przyjaźnie na całe życie. To była moja radiowa rodzina. Radio było dla mnie czymś więcej, niż tylko miejscem pracy…” – wspominał Feliks Netz w rozmowie z Witoldem Turantem w grudniowym wydaniu miesięcznika Śląsk” w 2009 roku.
Bliscy i przyjaciele pożegnają Krystynę Broll-Jarecką, w piątek, 2 grudnia, na cmentarzu w Katowicach-Bogucicach.
————————————————————–
KRYSTYNA BROLL-JARECKA urodziła się i zmarła w Katowicach. Ślązaczka z inteligenckiego domu. Przez niemal całe życie zawodowe związana z katowicką rozgłośnią Polskiego Radia, gdzie przygotowywała na antenę audycje poetyckie. Z tekstów pisanych na antenę ułożyłaby kilka książek. Z oryginalnych słuchowisk także skomponowałaby obszerny tom. Ale więcej uwagi, pasji, czasu poświęcała innym – początkującym awansowanym w lirycznym rzemiośle – niż samej sobie. Przez blisko dekadę siedzieliśmy biurko w biurko, twarzą w twarz. Zawsze skupiona, ważąca słowa, słuchająca, milcząca, sceptyczna, wiele wiedząca, wiele doświadczyła. Kobieta o pięknej twarzy, mądrych oczach i wdzięcznym uśmiechu. Zaprezentowane wiersze wybrałem z czterech cienkich tomików, jakie wydała w katowickiej oficynie “Śląsk”. Oto ich tytuły: Półcienie 58, horyzont wiatru (1962), trakt (1969), Rosą rozbici (1978). Etyczna wrażliwość, wyczulenie na fałsz, kłamstwo, pozór, napuszone słowo i teatralny gest. Więcej w tych wierszach milczenia niż słów. Więcej soli i pieprzu atramentu.
FELIKS NETZ
* * *
Mój krajobraz
jest z dymów
szarych rdzawych
Mój krajobraz
jest rzeźbą
fruwającej sadzy
Mój krajobraz
to ruch
potężny
rwący
I twarz jeszcze
idąca za słońcem
a kwiat dereniu taki żółty
a kwiat dereniu taki czerwony
* * *
Nie proś o łaskę
Proś łaskę
by była miłością
Nie proś o miłość
Proś miłość
by była życiem
Nie proś o życie
Proś życie
by było łaską
“Śląsk” nr 1/2012
——————————————————————–
Poetka radiowych fal
Dzięki poezji Krystyna Broll-Jarecka stała się radiowcem z krwi i kości. Nawet po latach trudno orzec, czy tworzyła lepsze słuchowiska radiowe czy wiersze.
O Krystynie Broll-Jareckiej urodzonej 15 lipca 1927 roku w Katowicach, córce urzędnika Jana Brolla i Katarzyny z domu Loch, znany krytyk literacki Piotr Kuncewicz napisał, że “była katowiczanką z urodzenia, zamieszkania, wyglądu i poglądów”. Z tym dowcipnym powiedzeniem warszawskiego literaturoznawcy zgodzić można się tylko w odniesieniu do miejsca urodzin i zamieszkania oraz twórczości radiowej, bo już pisane przez nią wiersze w niczym nie odstawały od ówczesnego ogólnokrajowego poezjowania.
Krystyna Broll-Jarecka naukę w szkole podstawowej rozpoczęła w mieście narodzin. Tydzień przed wybuchem II wojny światowej wraz z rodziną uciekła z Katowic, bo nazwisko jej ojca – byłego powstańca śląskiego i międzywojennego naczelnika gminy Wełnowiec- hitlerowcy umieścili w osławionej Fahndunsgbuch, co było równoznaczne z wyrokiem śmierci. Po uspokojeniu się sytuacji wróciła do rodzinnej willi przy ulicy Klonowej. W domu zarekwirowanym przez Niemców zamieszkała wraz z rodzeństwem i rodzicami w jednym wydzielonym pokoju. “Musiałyśmy iść do szkoły, oczywiście niemieckiej, to był przymus” – wspominała po latach okupacyjne czasy w książce Feliksa Netza “Róg Ligonia i Królowej Jadwigi”. Ale polskości się nie wyrzekła i uczęszczała na tajne komplety. Za rozmowę po polsku z siostrą na ulicy dostała nawet od przechodzącego Niemca po twarzy. Poza nauką pracowała dorywczo.
Po wyzwoleniu uczyła się w liceum. Wtedy po raz pierwszy wraz z siostrami trafiła do katowickiego radia. “Przez jakiś czas brałyśmy udział w audycjach Zdzisia Pyzika, śpiewałyśmy w nich piosenki”- opowiadała Feliksowi Netzowi. Jako osiemnastolatka aresztowana została przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, którzy podejrzewali ją o współpracę z byłymi akowcami. Wyszła na wolność dzięki wstawiennictwu wojewody Aleksandra Zawadzkiego, którego o interwencję poprosił jeden ze znajomych ojca. Później była urzędniczką. Gdy zdała maturę w 1948 roku, zatrudniła się w Powszechnej Spółdzielni Spożywców, a społecznie prowadziła zespół świetlicowy. Choć potem pracowała w Ministerstwie Energetyki w Katowicach, źle przyjęła zmianę nazwy Katowic na Stalinogród. “Poczułam, że to jest inne miasto, a mnie wysadzono z Europy, z tym, że tym razem gdzieś pod Ural” – opisywała swoje ówczesne odczucia.
Po śmierci Stalina jej znajomy Konrad Swinarski namówił ją do wstąpienia do samokształceniowej grupy plastycznej ST-53, do której należeli studenci Akademii Sztuk Pięknych i literaci. Nazwa grupy była skrótem od nazwiska znanego artysty Władysława Strzemińskiego, którego tezy zawarte w dziele “Teoria widzenia” były podstawą działania członków zrywających z socrealistycznymi zasadami twórczości artystycznej. Andrzej Wydrzyński wywodził nazwę grupy, do której też należał, od Stalinogrodu oraz jej studyjnego charakteru, czemu jednak zaprzeczała Krystyna Broll-Jarecka, odpowiedzialna za edukację literacką członków.
Pociąg do społecznej działalności artystycznej sprawił, że podczas pracy w Wojskowym Przedsiębiorstwie Handlowym przyszła poetka prowadziła kółko dramatyczne i w 1954 roku zdała egzamin na instruktorkę zespołów teatrów amatorskich. Od 1955 roku pracowała jako referentka planowania w Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach. “Potem Andrzej Wydrzyński wydał mi tomik w Śląskim Funduszu Literackim i wtedy zwolniło się miejsce w Redakcji Audycji Rozrywkowych… pisałam koncerty życzeń, jeździłam z Janką Renikówną na koncerty w terenie… Po drodze miałam debiut poetycki na antenie i Kalman Segal z Olkiem Widerą zaproponowali mi, bym przeszła do pracy w ich redakcji” – opowiadała.

Krystyna Broll - Jarecka
Jej debiutancki wiersz miał tytuł “Sto słońc”. Kolejny utwór “Czysty” opublikowała w Almanachu Młodych wydanym w 1956 roku w Katowicach. Znalazła się w Kole Młodych ZLP oraz działała przez ponad rok wraz z m. in. Tadeuszem Kijonką i Stanisławem Horakiem w grupie poetyckiej Domino, typowo sytuacyjnej powstałej na fali popaździernikowej odwilży. Wówczas w 1957 roku wyszła za mąż za Stanisława Jareckiego.
Rok później ukazał się w Wydawnictwie Śląsk pierwszy jej zbiór wierszy “Półcienie”. Drugą książkę “Horyzont wiatru” opublikowała w tej samej katowickiej oficynie w 1962 roku, co pozwoliło Krystynie Broll – Jareckiej wstąpić do Związku Literatów Polskich. Poza wierszami napisała i zrealizowała w katowickim Polskim Radiu wiele słuchowisk, z których warto wspomnieć “Dialog o sobie” z 1963 roku czy stworzone wspólnie z Andrzejem Babuchowskim “Zaraz mi tu do ordynku” z 1980 roku oraz , “A świat będzie” z 1981 roku. “Poszukałam swojego miejsca w poezji i w słuchowisku, to były dwie dziedziny, w których starałam się realizować” – podsumowała własną twórczość w starszym już wieku. Tworzyła również scenariusze widowisk telewizyjnych. W 1965 roku nagrodzona została nawet wraz z zespołem przez Komitet do spraw Radia i Telewizji za autorstwo cyklu telewizyjnych widowisk regionalnych m. in. o śmigusie, nocy świętojańskiej i zapustach.
Mimo zaangażowania w twórczość radiową i telewizyjną pisała kolejne cykle wierszy. Tomik poetycki “Trakt” wydany w 1969 roku doczekał się recenzji Andrzeja Waśkiewicza w warszawskim miesięczniku “Poezja”. Nie dziwi fakt sięgnięcia po ten zbiorek wierszy Krystyny Broll-Jareckiej właśnie przez jednego z poetów i krytyków literackich związanego z Poetycką Orientacją “Hybrydy”, bowiem strofy autorki, chociaż wyrosły na glebie październikowej odwilży, wyraźnie w latach 60. XX wieku ewoluowały w stronę sterylnej poezji uprawianej przez tę stołeczną konfraternię wierszokletów. Wprawdzie w wersyfikacji tekstów Broll-Jareckiej znać było silny wpływ modelu wiersza Różewiczowskiego. Brak interpunkcji, krótkie wersy, nieobecność rymów oraz zamiłowanie do powtarzalności incipitów czy metafor rzeczownikowych wyraźnie wskazywały na inspiracje – bliskiej jej generacyjnie – poezjowaniem “ze ściśniętym gardłem”. Jednak sfera świata przedstawionego budowanego przez podmiot liryczny utworów katowickiej poetki daleko odbiegała od przerażającego konkretu piewcy rzeczywistości ocalałej po zagładzie kultury i moralności śródziemnomorskiej.
W jednym z wierszy – pozbawionym tytułu jak większość tekstów w zbiorze “Trakt” – ujawniła autorka jeden z przewodnich motywów własnej twórczości poetyckiej, jakim był topos drogi. Pisała o “jedynym trakcie” pojmowanym jako życie człowieka zmuszonego do wiecznej wędrówki. Przy czym posuwanie się w czasie i przestrzeni miało niekiedy charakter poruszania się po linii błędnego koła i stałych powrotach do miejsc i chwil już znanych, choć niepowtarzalnych “jak nawroty/do miejsc okrężnych” – pisała w wierszu “Obraz”.
Z mocnym upodobaniem sięgała też poetka po opisy krajobrazów, w których zjawiska natury przeciwstawiane były wytworom człowieka: budynkom, sadzy i przemysłowym dymom. Jednak ukazane pejzaże wyprane były z jakiejkolwiek konkretyzacji terytorialnej, stawały się abstrakcyjną parabolą traktującą o odwiecznej walce przyrody z ludzkimi produktami. “Smak sadzy jest czarny” – metaforyzowała poetka rzeczywistość. Nawet impresyjne obrazy zmierzchu, słońca, cieni czy ptaków dalekie były od dosłowności. Wyrazy stawały się poetyckimi abstraktami. Słowa-klucze takie jak: “ptak”, “kamień”, “ziemia” pozbawione zostały fizykalnej namacalności. Podobnie słowo “serce” – poetycki synonim dobroci i miłości – straciło w wierszach z tomiku “Trakt” cielesny i erotyczny wydźwięk, stając się filozoficznym oraz etycznym pojęciem. Nawet w typowo miłosnym niezatytułowanym wierszu poetka potrafiła napisać: “przywieramy do siebie/posuchą dni”.
Takie pogrążanie się autorki “Traktu” w słownych grach symbolami – wprawdzie szalenie oryginalnych i błyskotliwych świadczących o bogactwie jej poetyckiej wyobraźni – sprawiło, że jej wiersze z tego okresu odstraszały nadmiernym wyobcowaniem od konkretu życiowego. To zapewne nawarstwianie się przeżyć i lata doświadczeń życiowych, a być może i zmieniająca się poetycka moda, sprawiły, że następny tomik poezji Krystyny Broll-Jareckiej pozbawiony był już tego abstrakcyjnego manieryzmu spod znaku Poetyckiej Orientacji “Hybrydy”.
Zbiór wierszy „Rosą rozbici” opublikowany w 1978 roku zrecenzowany został przez Krystynę Heską-Kwaśniewicz w śląskim dwutygodniku “Poglądy”. Nie bez powodu nawet po kilkunastu latach Piotr Kuncewicz napisał o ostatnim tomiku poetki, że “jest znacznie bardziej interesujący” niż trzy poprzednio wydane “umiarkowanej jakości tomy”. W leksykonie “Agonia i nadzieja” z 1995 roku wspomniany krytyk i historyk literatury w całości zacytował wiersz “Ojcze mój” – według niego najbardziej udany w tym zbiorku: “Ojcze mój / który jesteś w ziemi / stajesz się ziemią / ziemią jesteś / dochodzę ciebie w czasie / który narastając nieuchronnie / zbliża nas do siebie…”
W tekście tym ziemia nie była już sterylnym abstraktem, a dosadna dosłowność wersów wręcz sprawiała wrażenie przesadnej namacalności. Zwróciła się bowiem poetka w kierunku opisu autentycznych przeżyć i w stronę fizykalnego konkretu, nie pozbawiając własnej twórczości metaforycznej symboliki. W wierszu podszytym egzystencjalnym niepokojem autorka, którą można utożsamiać z podmiotem lirycznym, skarżyła się nieżyjącemu ojcu na trud życia ze świadomością zbliżania się do nieuchronnego kresu życia. Ta swoista rozmowa ze zmarłym przepojona była lękiem przed całkowitym unicestwieniem jednostkowego bytu i przemiany w ziemię, do której złożono ciało ojca. Konstrukcja wiersza odwołująca się do modlitewnych błagań i litanijnych powtórzeń sprawiła, że sens tekstu można zinterpretować jak wyraz żalu za nieistnieniem zaświatów, miejscem pośmiertnych spotkań istnień ludzkich.
Krótki utwór “Ojcze mój” -jakby już w tytule nawiązujący przewrotnie do znanego pacierza – powielał także trop poetycki znany z wcześniejszej twórczości poetki, a mianowicie: motyw człowieczego życia jako wędrówki. Chętnie sięgnęła poetka po paradoksy słowne obrazujące zagmatwanie indywidualnego bytu w nieuniknioną powtarzalność, w zależność od kolistości trwania. Nie bez powodu pisała w jednym z wierszy „poskręcane moje ścieżyny”. Nadal obecne były w poezji Broll-Jareckiej słowa klucze takie jak: „kamień” – symbol trwałości, “wiatr” – uosobienie niestałości – oraz pojęcia z zakresu psychiki: samotność, współczucie – czy refleksje o reifikacji człowieczeństwa. Jakże dramatycznie brzmiało choćby takowe pytanie o przymusowe urzeczowienie zawarte w lakonicznych strofach: “ale jak odejść / od rzeczy/kiedy się rzeczą /jest”.
Istotną nowością było pojawienie się w tekstach dualizmu ciała i umysłu. Pamięć, wyobraźnia, senne marzenia przeciwstawione zostały cielesności nagiej egzystencji. Dominującą stała się opozycja wytworów mózgu i natury. Łąki, drzewa oraz słońce czy ziemia to przeciwne bieguny ludzkich myśli. Sporo w poetyckich przemyśleniach autorki pojawiło się także lęków przed grozą niszczycielskich żywiołów: ognia i wody. Ale dopełnieniem dwoistości – tym razem tkwiącej w charakterze ludzi – było sięgnięcie po motywy zwierzęce. Podążając śladem bajek, przypisała poetka postaciom zwierząt określone ludzkie przywary. Szakalowi krwiożerczy instynkt łowcy a jagnięciu bezbronność i łagodność jako zwierzęciu składanemu Bogu w ofierze. Jednak wyższość etyczna i dominacja przypisana została człowiekowi: “wrasta poświatą człowiek / uciekam w mój zaszczuty smutek / i żebrzę o kawałek dobra /ja stary szakal wśród szakali / wygłodniały do cna”.
Nie brak w ostatnim tomiku Broll-Jareckiej i nielicznych pokoleniowych reminiscencji wojennych. Wspomnienie młodych istnień zgasłych przedwcześnie rówieśników z czasów okupacji wywoływało żal odzwierciedlany przez metaforę zerwanego kwiatu: “zawinęłam w oczy / wojenny kaczeniec”. Takie bezpośrednie sięgnięcie do własnych autentycznych przeżyć i skonkretyzowanie ich w historycznym czasie to bardzo rzadkie zjawisko w jej poezji, która stała się zamkniętym rozdziałem po śmierci poetki w listopadzie 2011 roku.
Ryszard Bednarczyk
“Śląsk” nr 2/2012
———————————————————————


