Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

27-11-2011, 15:12

Po atakach dziennikarze chcą spotkania z ministrem spraw wewnętrznych i Komendantem Głównym Policji  »

MediaFM.net
Tomek Dzik
27-11-2011

W ostatnich miesiącach doszło do kilku aktów przemocy wobec przedstawicieli mediów podczas wykonywania ich obowiązków służbowych – przypomnijmy, że podczas zamieszek 11 listopada w Warszawie spalony został wóz transmisyjny TVN24, pobito pracownika Polsatu w Poznaniu, skopano kamerzystkę podczas zamieszek na stadionie w Bydgoszczy oraz napadnięto na ekipę Polsatu, która w lipcu w Częstochowie relacjonowała pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja.

W oświadczeniu przekazanym w sobotę do Polskiej Agencji Prasowej, Stowarzyszenie Twórców Obrazu Telewizyjnego (STOTv), skupiające operatorów i realizatorów telewizyjnych głównych stacji działających na polskim rynku wyraziło “głębokie zaniepokojenie” atakami na ekipy telewizyjne. “Te akty brutalnej agresji, skierowane przeciwko naszym kolegom, wykonującym swój zawód profesjonalnie i obiektywnie, stanowią zagrożenie naszego zdrowia i życia” – podkreśliło stowarzyszenie. Jednocześnie zapowiedziało, że zwróci się do prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska, marszałek Sejmu Ewy Kopacz oraz wszystkich klubów poselskich “o podjęcie zdecydowanych działań prawnych” umożliwiających “bezpieczne, a jednocześnie rzetelne i obiektywne” wykonywanie zawodu. STOTv poinformowało również, że “jako stowarzyszenie twórcze, reprezentujące grupę zawodową niezbyt liczną, ale społecznie ważną” poprosi o rozmowę z ministrem spraw wewnętrznych i Komendantem Głównym Policji. “Spotkanie miałoby na celu wypracowanie zasad pracy ekip telewizyjnych w warunkach zagrożenia, a więc podczas demonstracji, wieców, marszy, masowych imprez sportowych, meczów piłkarskich, zarówno ligowych jak i rozgrywanych w ramach Euro 2012″ – podkreśla STOTv.

Także Stowarzyszenie Fotoreporterów chce zwiększenia bezpieczeństwa pracowników mediów. W oświadczeniu przekazanym również w sobotę do Polskiej Agencji Prasowej, stowarzyszenie podkreśliło, że popiera inicjatywę Press Clubu Polska zmiany przepisów w celu zwiększenia ochrony prawnej dziennikarzy i pracowników mediów podczas wykonywania przez nich obowiązków dziennikarskich i służbowych. “Jesteśmy zaniepokojeni rosnącą agresją i bandyckimi atakami wobec ludzi mediów. Fotoreporterzy, którzy ucierpieli 11.11.2011 nie byli przypadkowymi ofiarami, byli celem ataków bandytów tylko dlatego, że reprezentowali media. Doszło do kilku przypadków pobicia oraz kradzieży lub zniszczenia sprzętu” – zaznaczyło stowarzyszenie. W jego ocenie, nigdy wcześniej fotoreporterzy nie spotkali się z “taką falą przemocy”. “Specyfika zawodu fotoreportera wymaga od nas bycia blisko wydarzeń. Dlatego wspieramy działania, zmierzające do zapewnienia dziennikarzom, fotoreporterom oraz pracownikom mediów możliwie jak największej ochrony prawnej.” – napisano w oświadczeniu.

Taką zmianę przepisów przygotowuje Press Club Polska. Prezes klubu Marcin Lewicki powiedział, że inicjatywa powstała z powodu ataków i narastającej fali agresji wobec dziennikarzy i pracowników mediów. Przedstawiciele Press Clubu zapowiadają, że gdy projekt będzie gotowy, zwrócą się do prezydenta, by skorzystał z przysługującej mu inicjatywy ustawodawczej i skierował go do Sejmu. Według niego, obecnie przepisy nie chronią dziennikarzy dostatecznie. Prawo prasowe przewiduje karę dla kogoś, kto używa przemocy lub groźby w celu zmuszenia dziennikarza m.in. do opublikowania lub nie materiału prasowego. Jedynie uczestnik częstochowskiej pielgrzymki dostał zarzut złamania tego przepisu. Jednak – podkreślił Lewicki – ataki na dziennikarzy w Bydgoszczy, Poznaniu i Warszawie nie miały takiego celu, lecz były chuligańskimi wybrykami.

Całość: http://mediafm.net/telewizja/34072,Po-atakach-dziennikarze-chca-spotkania-z-ministrem-spraw-wewnetrznych-i-Komendantem-Glownym-Policji.html

27-11-2011, 14:47

Jerzy Granowski – “Czuję się człowiekiem renesansu…”  »

Wiadomości24.pl
Marta Gracz
27-11-2011

W listopadzie br., nakładem krakowskiego wydawnictwa MINIATURA, ukazał się tomik poetycki Jerzego Granowskiego “Wstaniemy o świcie”.

Marta Gracz: Pisze Pan wiersze od wielu lat, jest Pan współautorem kilkunastu almanachów poetyckich. Jednak dopiero teraz zdecydował się Pan na autorski tomik. Dlaczego tak późny debiut?

Jerzy Granowski: Tomik wierszy “Wstaniemy o świcie” powstał kilka ładnych lat temu i dojrzewał w tzw. szufladzie. Po prostu czekał na moją decyzję złożenia go w wydawnictwie. Czas ten poświeciłem na szukanie potwierdzenia wartości mojej twórczości poetyckiej. Internet i czytelnicy oraz inni poeci potwierdzili to na forach internetowych. Ostatecznie Stowarzyszenie Siwobrodych Poetów w Krakowie zweryfikowało i wydrukowało książkę w Wydawnictwie Miniatura.

“…wstaniemy o świcie jeszcze przed obudzeniem zegarów i zaśniemy nie mając ochoty do żartów…”. Czy tytułowy wiersz jest manifestem wyobcowania twórczej jednostki czy może przestrogą dla jej ignorantów?

Interpretację wiersza pozostawiam czytelnikom, ale Pani bardzo wnikliwie wyartykułowała istotę myśli. Każdy poeta jest niejako wyobcowany i często niezrozumiany przez współczesnych, musi borykać się z własnymi myślami i osobowością twórczą. Także stara się w swojej poezji wpływać na otoczenie i pobudzać “ignorantów” do działania. To trudne, ponieważ osoba, która czyta poezję i sięga po inne gatunki literackie nie jest ignorantem. A jak dotrzeć do tych, którzy nie czytają książek, a nawet gazet – nie wiem. Więc jak tu mówić o przestrodze?

Poeta, malarz, rzeźbiarz, dziennikarz, miłośnik kolei… Czy uważa Pan siebie za człowieka renesansu?

Jerzy Granowski

Żyję, mieszkam i tworzę tu i teraz, obserwuję otaczające mnie środowisko. Ciekawość pozwalała mi odnajdywać siebie w nowych wyzwaniach nowych dziedzin sztuki. Daje mi to wewnętrzną satysfakcję, a jeśli to, co stworzę podoba się odbiorcom, tym bardziej mnie motywuje do nowych wyzwań. To ciągłe doskonalenie się, rozwijanie swoich wrodzonych i nabytych umiejętności. Kolejne wyzwania nie pozwalają pozostawać w miejscu, ponieważ w XXI wieku kto stoi w miejscu ten się cofa. Człowiekiem renesansu możemy nazwać kogoś, kto przez całe życie kształcił się, rozwijał swoją osobowość, dążył do osiągnięcia pełni człowieczeństwa. To osoba otwarta, szczera, odważna, o szerokich zainteresowaniach. A więc, z przymrużeniem oka, mogę zaliczyć się do ludzi renesansu.

Należy Pan do grupy poetyckiej WARS, której twórcy opiewają w swoich wierszach przed wszystkim tematykę związaną z koleją. W Pana wierszach fascynacja koleją jest dość wyraźna i znacząca. Skąd się wzięła?

Koleją interesowałem się od dzieciństwa, zresztą prawie każdy chłopiec marzył o kolejce elektrycznej, ja także, choć dawniej były kolejki z lokomotywą na kluczyk. Na kolei przepracowałem ponad dwadzieścia lat na różnych stanowiskach, począwszy od zwrotniczego, dyżurnego ruchu, a na stanowisku konstruktora rozkładów jazdy kończąc. Chociaż dziś zajmuję się dziennikarstwem radiowym w Fiacie, z sentymentem wspominam kolej i nadal się nią interesuję, ale z zupełnie innej perspektywy. Stąd czerpię inspirację do moich wierszy o tematyce kolejowej i nie tylko, gdyż kolejowe artefakty wykorzystuję w twórczości nie tylko poetyckiej. Muszę dodać, że w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku napisałem dwa słuchowiska o tematyce kolejowej, które wyemitowane były na antenie PR Katowice w audycji “Mikrofon i muzy” pod redakcją Macieja Michała Szczawińskiego.


“Wstaniemy o świecie” to zbiór wierszy o różnorodnej tematyce, do kogo adresowany przede wszystkim?

Każdy poeta chciałby, żeby jego wiersze czytali wszyscy. Czy to możliwe? Na to pytanie może odpowiedzieć czytelnik, który zanurzy się w strofach mojej poetyki i powie – ten wiersz do mnie przemawia. Poeta wskazał mi coś, co znałem, a na co przez całe zagonione życie, wyścig szczurów, nie zwracałem uwagi i przechodziłem obok obojętnie. Każdego dnia, wstając o świcie, nie zapominajmy o sobie, swoich bliskich i całym otaczającym nas pięknie tego świata. Tomik adresuję do wszystkich, a chciałbym, żeby trafił szczególnie do tych, którzy zagonieni codziennością zapomnieli, że życie daje więcej niż walkę o intratne stanowiska i pieniądze.

Kiedy czytelnicy mogą oczekiwać Pana kolejnego tomiku?

Nie zasypiam gruszek w popiele i przyznam się, że intensywnie pracuję nad kolejnym tomikiem poetyckim o roboczym tytule “Odkrywcy”, ale czy ujrzy światło dzienne w przyszłym, czy kolejnym roku – zobaczymy.

Dziękuję za wywiad i życzę dalszych sukcesów twórczych!

Marta Gracz

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jerzy_granowski_czuje_sie_czlowiekiem_renesansu_218830.html

26-11-2011, 23:37

Dziennikarze zaśpiewali od serca dla Fundacji Iskierka  »

Dziennik Zachodni
Maria Olecha
26-11-2011

Oszibarack, Renata Przemyk, Szymon Majewski, Grupa Mocarta oraz około 40 dziennikarzy, którzy dzisiejszego wieczory wystąpili w nietypowej roli – chóru. Tylu artystów i amatorów mogło zaśpiewać tylko dla podopiecznych Fundacji Iskierka uczestnicząc w wyjątkowym koncercie Dziecięcej Orkiestry Onkologicznej.

Dla Iskierki zaśpiewali dziennikarze: Dziennika Zachodniego, naszegomiasta.pl, Gazety Wyborczej Katowice, Radia Katowice, Trójki oraz...

Mali pacjenci, podopieczni Iskierki, bez kroplówek, za to uśmiechnięci i przejęci stali na scenie, grali i śpiewali wspólnie z chórem dziennikarzy oraz artystami.

Koncert odbył się w Teatrze Rozrywki w Chorzowie.

Jolanta Czernicka-Siwecka, prezes Fundacji Iskierka, podkreśla, że to każdego roku jest wyjątkowy wieczór dla małych podopiecznych Iskierki.

- Dzieci zapominają o chorobie, skupiają się na muzyce, na graniu, śpiewaniu. Każdy występ na scenie jest dla nich ogromnym przeżyciem – mówi Jolanta Czernicka-Siwecka.

5-letnia Julka z przejęciem grała na licznych instrumentach. Jak mówi, tremy nie miała. Bo na scenie czuję się wspaniale!

- Chciałabym zostać piosenkarką – wyznała dziewczynka.

Wszyscy twórcy dzisiejszego koncertu podkreślali, że są ogromnie wzruszeni.

- To dla mnie wielka zagadka, jak niemożliwe co roku staje się możliwe – śmieje się Piotr Sutt, nieoceniony dyrygent Dziecięcej Orkiestry Onkologicznej. – Bo to nie miało prawa się udać: tak trudny repertuar, rytmika, śpiew, granie. Na scenie było około 150 amatorów muzycznych, a jednak wypadli znakomicie – nie kryje wzruszenia prof. Sutt.

Rzeczywiście: łatwo nie było. Zdecydowana większość chóru nigdy profesjonalnie nie śpiewała, nie znała nawet nut. Jednak dla dzieci nauczyliśmy ich błyskawicznie. Tysiące wskazówek prof. Piotra Sutta i dyrygenta prof. Grzegorza Rubina musieliśmy zapamiętać podczas licznych i intensywnych prób. Najważniejsza była jedna: naszą ekspresję i radość musimy przekazać dzieciom. Czy nam się udało? Oceńcie sami!

Redakcję “Dziennika Zachodniego” dzielnie reprezentowali dzisiejszego wieczoru: red. Marek Twaróg, redaktor naczelny, Marcin Kasprzyk, sekretarz redakcji, red. Anna Ładuniuk, red. Maria Zawała, red. Katarzyna Pachelska, red. Małgorzata Powązka i wyżej podpisana. Z kolei portal naszemiasto.pl zaśpiewał głosami Łukasza Maliny i Agnieszki Śmietańskiej.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/stronaglowna/476659,dziennikarze-zaspiewali-od-serca-dla-fundacji-iskierka,id,t.html

26-11-2011, 18:20

Piłem wódkę z Wiesławem Gomułką na górniczej Barbórce. Wspomnienie  »

Wiadomości24.pl
Rajmund Czok
26-11-2011

Im człowiek robi się starszy, tym częściej wraca pamięcią do lat młodości. Myślami przenoszę się do Barbórki, górniczego święta sprzed ponad pół wieku. Rada Zakładowa ówczesnej kop. Zabrze-Wschód w Zabrzu powierzyła mi wtedy zorganizowanie części artystycznej, na której obecny miał być Władysław Gomułka. To miało być dla mnie nie tylko ogromne przeżycie, ale zaszczyt wystąpienia przed tak ważną szychą.

Zmiany, jakie nastąpiły w rządzonej przez komunistów Polsce w roku 1956, były konsekwencją narastającego kryzysu. Polskę ogarnęła fala odwilży. Władysław Gomułka, tuż po wyjściu z więzienia tryumfalnie powrócił do władzy… na stanowisko I. Sekretarza KC PZPR. Odwilż sprawiła przywrócenie na kopalniach zlikwidowanych ołtarzy św. Barbary – patronki górników. Górnicy kopalni Zabrze-Wschód uchwalili, że w dniu Barbórki egzekutywa partii razem z dyrekcją i górnikami, weźmie udział z pocztami sztandarowymi w uroczystej mszy świętej, potem w ceremonii poświęcenia odnowionego ołtarza w cechowni kopalni.

Redaktor Rajmund Czok jako konferansjer na Barbórce w Zabrzu w 1956 roku

Wtedy poza pracą w redakcji, zajmowałem się się jeszcze konferansjerką w katowickiej estradzie. Przygotowałem program artystyczny, w którym wystąpili artysci Operetki Gliwickiej i Estrady. “Odwilż” sprawiła, że przez kilka tygodni nie obowiązywała cenzura, konferansjer mógł sobie pozwolić na dwuznaczne i nieprzyzwoite dowcipy polityczne.

Po części oficjalnej Barbórki, sceną zawładnąłem jako konferansjer. Wpierw wzrokiem ogarnąłem salę, by zobaczyć licznych notabli partyjnych i związkowych otaczających Władysława Gomułki… po czym zagaiłem: – Witam obecny tu na sali „Rząd”… mam na myśli pierwszy, drugi, trzeci, czwarty oraz wszystkie pozostałe rzędy. – Na sali konsternacja. – Witam również wyższe sfery (ręką wskazałem na balkon, zajmowany przez prostych górników). Z balkonu popłynęły rzęsiste brawa, po chwili pochwyciła je reszta sali z partyjnym i związkowym towarzystwem. Gomułka się do mnie uśmiechał, ja odetchnąłem.

Miny notabli pierwszego rzędu (za wyjątkiem tow. Wiesława) były minorowe, moje powitanie nie przypadło im do gustu. Jednak brnąłem dalej, sięgając po nieco dosadniejszy kaliber: – Proszę państwa, mam zaszczyt powitać obecnego wśród nas złotego medalistę… Złoty Medal w skoku wzwyż…. z kryminału wprost do gmachu Komitetu Centralnego Partii na stanowisko pierwszego Sekretarza. Na sali jakby makiem posiał. Dopiero kiedy Gomułka zaklaskał, notable poszli w jego ślady. Wszyscy powstali z miejsc. Burza oklasków oraz skandowanie na cześć Wiesława. Kamień spadł mi z serca.

W garderobie czekał na mnie facet, powiedział, że jest sekretarzem zakładowego komitetu partyjnego. Zrugał mnie solidnie za dowcip pod adresem Gomułki. Odparłem, że nie mogę się stresować, że muszę być w komforcie psychicznym i dobrze zrobi, jeśli natychmiast stąd wyjdzie. Wkurzył mnie, ale na scenie radziłem sobie nawet z nieprzewidzianą sytuacją. Zawsze byłem pełen fantazji i błyskotliwego dowcipu.

... i dzisiaj

- Proszę państwa – zwróciłem się do widowni – nasi artyści zaliczyli ostatnio cykl występów we Wrocławiu. Nasz akompaniator, wyjątkowy esteta, miał nawyk zakładania do każdego występu śnieżnobiałej koszuli. Któregoś razu, pokojówka hotelowa upomniała się u niego o należność za pranie i prasowanie koszul. I jak przystało na dżentelmena, przeprosił i zapłacił… nawet z nawiązką. I miał czyste sumienie. Tak czyste, jak sumienie sekretarza zakładowego komitetu partii po dzisiejszej komunii świętej! Widownia pokładała się ze śmiechu.

Po występie życzliwi górnicy gratulowali mi dowcipnej konferansjerki. Może z tego powodu zostałem również zaproszony na spotkanie Gomułki z górnikami przy biesiadnym stole? Stoły uginały się od znakomitego jadła i
wódki. Siedziałem w tzw. podkowie naprzeciwko Gomułki. Po jego prawej ów sekretarz partii, któremu dałem wycisk ze sceny. Jego wzrok nie zdradzał wobec mnie sympatii.

Po którymś z rzędu toaście – Gomułka jedynie przykładał kieliszek do ust, ochroniarz od razu mu go zabierał – poprosiłem tow. Wiesława o ocenę mojej konferansjerki: „Brawo, dalej tak, dalej…” – tak mnie postrzegł, a sekretarz obok niego zrobił minę, jakby żabę połknął. Usatysfakcjonowany pozytywną oceną szychy, jednym haustem wypiłem setkę wódki. I pomyśleć, że od tamtego pamiętnego wydarzenia minęło już ponad pół wieku.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pilem_wodke_z_wieslawem_gomulka_na_gorniczej_barborce_218641.html

26-11-2011, 11:04

Dzisiaj w Chorzowie niezwykły koncert. Chór Dziennikarzy już ćwiczy!  »

Dziennik Zachodni
Joanna Oreł
26-11-2011

Wczoraj do późnych godzin wieczornych, a dzisiaj – od samego rana Chór Dziennikarzy, w tym i nasi redaktorzy, trenuje granie i śpiewanie, by wieczorem wystąpić na scenie chorzowskiego Teatru Rozrywki razem z jedyną w swoim rodzaju Dziecięcą Orkiestrą Onkologiczną Fundacji Iskierka.

Chór Dziennikarzy podczas ćwiczeń

- Myślę, że koncert będzie na wysokim poziomie. Atmosfera jest fantastyczna, a dyrygent to świetny człowiek – mówił nam – w przerwie dzisiejszej próby – Marcin Kasprzyk, sekretarz redakcji “Dziennika Zachodniego”.

I chociaż nie wszyscy dotrzymywali kroku (wielu z dziennikarzy nigdy nie śpiewało w żadnym chórze czy zespole muzycznym), to atmosfera była gorąca do końca próby. Dodatkowo dziennikarze dostali instrumenty muzyczne.

Jak je opanowali? Będziemy mogli zobaczyć i usłyszeć podczas wieczornego koncertu. Jednak w nowej roli sprawdzą się również członkowie Dziecięcej Orkiestry Onkologicznej.

- Mali pacjenci oddziałów onkologicznych będą mogli na kilka minut stać się kimś innym.

Stanąć na scenie i dać się porwać muzyce – podkreśla Aneta Klimek-Jędryka z Fundacji Iskierka, która jest organizatorami.

W sumie w dziecięcej orkiestrze zagra ok. 100 młodych muzyków, a w chórze zaśpiewa ok. 40 dziennikarzy. Towarzyszyć im będą muzycy: Renata Przemyk, grupa MoCarta, zespół Oszibarack i Szymon Majewski. Całością będzie dyrygował prof. Piotr Sutt.

Koncert rozpocznie się o godz. 17 w Teatrze Rozrywki w Chorzowie.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/stronaglowna/476458,dzisiaj-w-chorzowie-niezwykly-koncert-chor-dziennikarzy-juz,id,t.html

26-11-2011, 10:06

Przywiarki śląskich niedowiarków  »

Miesięcznik społeczno-kulturalny "Śląsk" nr 11/2011
Ryszard Bednarczyk
26-11-2011

Znawcą mitologii śląskiej nie musi był Ślązak. Ale pisać o niej z uwielbieniem może tylko ktoś, kto pokochał regionalną tradycję i śląską “godkę” oraz wrósł w śląską ziemię tak, jak małżeństwo Podgórskich.

O takich ludziach jak Barbara i Adam Podgórscy na Górnym Śląsku opowiadają, że to “krzoki”, czyli urodzeni i wychowani w innej części Polski, ale po zamieszkaniu w regionie wrośnięci w śląską ziemię. Adam Podgórski mówi o sobie, że jest hanysem z Łowicza, a jego żona Barbara określa siebie jako hanyskę z Łaska. – Staliśmy się Ślązakami  z przypadku,  a potem już  ze świadomego wyboru – dodaje Adam Podgórski.

Jednak powiedzieć o Podgórskich tylko tyle, nie wystarcza do określenia roli, jaką odegrali w kształtowaniu kulturowej świadomości współczesnych Górnoślązaków. Mało kto bowiem, nawet z największych “pnioków”, może pochwalić się takim dorobkiem świadczącym o silnych powiązaniach z tradycją i  kulturą górnośląską, jak małżeństwo z Rudy Śląskiej. Mają przecież w dorobku wydawniczym “Słownik gwar śląskich” i sporo publikacji o tematyce rudzkiej,   a  ostatnio  dołożyli   do  tych regionalnych pozycji kilkusetstronicową “Mitologię śląską”. I chyba podczas lektury licznych artykułów i książek Podgórskich można najlepiej prześledzić ich dojrzewanie do podjęcia górnośląskiej tematyki jako swojej. A droga do utożsamienia się w pełni ze śląskością chociaż nie kręta była dosyć długa.

Prosta droga na Górny Śląsk

Adam Podgórski urodził się 6 października 1951 roku w Łowiczu. Po ukończeniu w 1975 roku Akademii Rolniczej w Krakowie został inżynierem leśnictwa. Jako absolwent wyższej uczelni trafił na obowiązkowe roczne przeszkolenie wojskowe do Szkoły Oficerów Rezerwy w Elblągu i Opolu. Po wyjściu z wojska ukończył w 1977 roku Studia Podyplomowe Akademii Spraw Wewnętrznych w Warszawie i podjął pracę w milicji. Wtedy przeprowadził się do Rudy Śląskiej. Trzy lata później został absolwentem Podyplomowego Studium Kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. W latach 1987-2002 był redaktorem w Redakcji Czasopism Policyjnych Komendy Głównej Policji w Warszawie w tygodnikach “W Służbie Narodu”, “Gazeta Policyjna”, “Magazyn Kryminalny 997″. Ze służby w policji odszedł na emeryturę w stopniu podinspektora.

Jednak nie zaprzestał działalności publicystycznej i społecznej. Nadal należał do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i był założycielem oraz przewodniczącym Rudzkiego Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw i Rudzkiego Towarzystwa Przyjaciół Drzew. Wstąpił do Towarzystwa im. Karola Goduli oraz Ogólnopolskiego Policyjnego Klubu Literackiego “Niebieskie pióro” w Komendzie Głównej Policji w Warszawie. Został rzecznikiem prasowym kilku organizacji pozarządowych i dziennikarzem obywatelskim w internetowym portalu “Wiadmości24″. Jego aktywność społeczna znalazła uznanie internautów, którzy przyznali mu w 2008 roku miano Działacza Obywatelskiego. W 2010 roku został Laureatem I Nagrody Bonum Publicum Miasta Sandomierza im. Aleksandra Patkowskiego za osiągnięcia w pracy na rzecz własnego regionu.

Cały czas najlepszą współpracowniczką Adama Podgórskiego była jego żona Barbara. Urodzona 2 listopada 1951 roku w Łasku maturę zdała w 1969 roku w I Liceum Ogólnokształcącym w rodzinnej miejscowości. Po wyjściu za mąż urodziła dwoje dzieci i zamieszkała w 1976 roku wraz z mężem w Rudzie Śląskiej, gdzie była zastępcą oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji, dosługując się stopnia starszego aspiranta sztabowego.

Wspólnie z mężem zakładała rudzkie stowarzyszenia. Publikowała artykuły i książki. Została laureatką Konkursu Literackiego o Nagrodę Komendanta Głównego Policji “Niebieskie Pióro” w dziedzinie reportażu. Sporym wyróżnieniem było przyznanie jej w 2009 roku “Kryształowej Rozety” przez redakcję “Rozrywki” z okazji 50-lecia wydawnictwa za opracowanie leksykonów przydatnych szaradzistom.

Od szarady do demonologii

Właśnie od opublikowania w 1994 roku w Gdyni książki “Pantropy, kryptogramy, szarady: leksykon terminów szaradziarskich i pokrewnych” rozpoczęła się kariera małżeństwa Podgórskich jako autorów antologii i leksykonów. Początkowo były to pozycje typowo użytkowe, przydatne miłośnikom rozwiązywania krzyżówek lub prowadzenia pamiętników. Różne antologie wierszyków okolicznościowych, wpisów do sztambucha, toastów, powiedzonek piwoszy i ludowych przysłów cieszyły się dużym powodzeniem mniej wybrednych czytelników.

O takich ludziach jak Barbara i Adam Podgórscy na Górnym Śląsku opowiadają, że to "krzoki", czyli urodzeni i wychowani w innej części Polski, ale po zamieszkaniu w regionie wrośnięci w śląską ziemię.

Z biegiem czasu zbiory frywolnych rymowanek i powiedzonek nabierały bardziej poważnego charakteru. Za taką pierwszą książkę Barbary i Adama Podgórskich o charakterze folklorystycznym i antropologicznym uznać można wydaną w 2000 roku we Wrocławiu “Encyklopedię demonów”. Zainteresowania demonologiczne małżeństwa potwierdzone zostały wydaniem w 2004 roku “Pamiętnika Rokity. Encyklopedii baśniowych stworów” oraz rok później “Wielkiej księgi demonów polskich”. Prace te recenzowane były w liczących się czasopismach “Res Humana”, “Przegląd Religioznawczy” i “Nomos”.

Wówczas Podgórscy daleko jeszcze byli od napisania jakiejkolwiek śląskiej księgi demonów. Żeby doszło do napisania takiego dzieła małżonkowie musieli jeszcze przejść lekcję śląskiej mowy. Stało się to w 2008 roku, gdy opracowali i opublikowali “Słownik gwar śląskich”.

- Choć nie jesteśmy rdzennymi Ślązakami, gwara nie stanowi dla nas tajemnic – wyznaje Adam Podgórski.

Zakorzenienie się małżeństwa w śląskiej mowie i wierzeniach ludowych nie nastąpiłoby, gdyby nie zaangażowanie się podczas działalności społecznej w organizacjach pozarządowych w sprawy mieszkańców Rudy Śląskiej. Zainteresowali się także historią miasta na tyle mocno, że stali się jej znawcami. Opublikowali mnóstwo artykułów w “Rudzkim Roczniku Muzealnym”, “Wiadomościach Rudzkich” i “Faktach Rudzkich”. Kilkanaście tekstów o postaciach zasłużonych dla miasta spoczęło na prawach manuskryptów w Miejskiej Bibliotece Publicznej i Muzeum Miejskim im. Maksymiliana Chroboka w Rudzie Śląskiej. Wrośli tak silnie w miejsce zamieszkania, że uznali Górny Śląsk za swoją “małą ojczyznę”.

- Przyszło nam żyć na Śląsku i dziękujemy losowi za takie zrządzenie. Nas nie dotykają nawet określenia “gorolami”, bo jesteśmy “gorolami”, ale jesteśmy też Ślązakami. Nikt nam prawa do uważania się za takich nie odbierze – deklaruje dobitnie Adam Podgórski.

Mitologia wieńczy dzieło

Ukoronowaniem dotychczasowej działalności publicystycznej i społecznej Podgórskich oraz dowodem utożsamienia się z regionem stała się “Mitologia śląska”, która ujrzała światło dzienne w 2011 roku. Książka nie powstałaby, gdyby dwa lata wcześniej małżeństwo nie usłyszało o stypendiach marszałka województwa śląskiego w dziedzinie kultury.

-  Zamarzyło nam się opracowanie ujmujące całościowo wiedzę o dawnych śląskich wierzeniach w demony. Swoista śląska encyklopedia demonów. Napisaliśmy wniosek, chwyciło, i wtedy zabraliśmy się do roboty – wspomina Adam Podgórski.

Na zebranie materiałów i napisanie księgi mieli niewiele czasu, tylko pięć miesięcy, bo tyle przewidywał program stypendialny. Przydały im się wówczas wszystkie wcześniejsze opracowania z kręgu demonologii, ale i tak musieli przeprowadzić kwerendę prac dotyczących etnografii Śląska. Spędzili wiele dni i tygodni w Bibliotece Śląskiej, a także w bibliotekach rudzkich. Wyjeżdżali do Biblioteki Narodowej w Warszawie i do książnic w Krakowie. W imponującej bibliografii, którą zebrali, znalazły się opracowania polskie i niemieckie. Sięgnięcie po opracowania niemieckich folklorystów – dotychczas pomijanych ze względów poprawności politycznej – było nowością. Podgórscy jako nieliczni badacze docenili ich wyjątkowy i nieoceniony wkład w badanie podań wierzeniowych na Śląsku. Pokonać przy tym musieli barierę językową.

- Z częścią tłumaczeń dawaliśmy sobie radę, często jednak o przysługę prosiliśmy osoby kompetentne – wyjaśnia Adam Podgórski.

Praca nad leksykonem śląskich demonów nie ograniczała się wyłącznie do poszukiwań w bibliotecznych księgach, Podgórscy korzystali także z osobiście zanotowanych relacji od terenowych informatorów czy też ze współcześnie spisanych tekstów Eweliny Kuśki, Alojzego Łyski, Jerzego Buczyńskiego, Jana Kołodzieja, Ludwika Zogały oraz Mariana i Miłosza Gerlicha. Podczas gromadzenia materiałów nie ograniczyli się z konieczności tylko do terenów Dolnego i Górnego Śląska. Kiedy brakowało w literaturze śląskiej dokładnych definicji i opisów postaci demonów, przywoływali opracowania i gawędy z terenów sąsiedniego pogranicza kulturowego: Zagłębia Dąbrowskiego, Beskidów, Małopolski i rejonu częstochowskiego. W ten sposób dopełniali obraz śląskiej demonologii.

Jednak obecnie wątki demonologiczne w opowieściach są mocno przetworzone i nie objaśniają świata ani nie niosą wartości etycznych i aksjologicznych, co dostrzegli Podgórscy szczególnie w opowieściach o babokach. Właśnie zebranie materiałów do hasła o babokach sprawiło autorom “Mitologii śląskiej” najwięcej kłopotów. Mimo że starali się zgromadzić nawet okruchy informacji, żeby ułożyć całościowy obraz demona, natrafiali na trudności z powodu wielu wariantów, nazw i wyobrażeń baboków. Podobnie sprawa miała się z utopcami i kategorią błędnych ogni, o których kiedyś opowiadano nagminnie, jakby ludzie opętani zostali powszechną psychozą.

Chociaż wiara w demony na Śląsku mieściła się w głównym nurcie wierzeń słowiańskich i germańskich, nie powstała odrębna jakość. Nie stworzyła także uporządkowanego systemu z hierarchią demonów i powiązanych ze sobą mitów. Pozostała konglomeratem dość luźnych wierzeń.

- We wstępie tłumaczymy, że termin mitologia śląska jest pewnym nadużyciem – zastrzega Adam Podgórski.

Co nie oznacza, że mitologia śląska nie ma własnego oryginalnego nurtu, a za taki uznali Podgórscy postacie Skarbników. Te duchy podziemi występują w różnych odmianach i postaciach; jako strażnicy bogactw naturalnych, którzy udostępniają je ludziom bądź przed nimi skarbów strzegą. Kategoria takich demonów znana jest od starożytności, o czym wspominał Walenty Roździeński w poemacie „Officina ferraria”. Równie odrębne są utopce, mocno zakorzenione w wierzeniach i kategoria demonów polnych i leśnych związanych z Zielonym Śląskiem.

Najnowsza książka Podgórskich, której autorzy nadali kształt wymyślony przez siebie i sprawdzony w kilku wcześniej wydanych przez nich opracowaniach, ma charakter popularno-naukowy. Pozbawiona jest drobiazgowych przypisów. Można zacząć ją czytać po otwarciu w dowolnym miejscu i skończyć lekturę w dowolnym czasie. Mimo że przeznaczona dla każdego oparta jest na rzetelnych podstawach naukowych. Ma formę encyklopedii, choć bliska też jest leksykonowi zawierającemu główne hasła i odsyłaczowe.

- Wypisy ze źródeł nie tyle mają objaśniać dane hasło, co udowadniać jego funkcjonowanie – wyjaśnia Adam Podgórski.

Ukazanie się “Mitologii śląskiej” na rynku wydawniczym na początku 2011 roku przyjęte zostało przychylnie przez czytelników. Odzwierciedleniem popularności może być wysoka pozycja dzieła na internetowej Liście Book-Top Silesia, gdzie odnotowano wiele przychylnych opinii czytelników oraz wejść w sieci. Ukazało się także sporo artykułów i informacji prasowych o wydaniu książki. Pojawiły się pierwsze pozytywne recenzje naukowe. Radosław Czarnecki w czwartym numerze czasopisma “Res Humana” z 2011 roku nazywa najnowszy leksykon Podgórskich “dziełem monumentalnym” i nie szczędzi innych pochwał, pisząc: „jest napisana autentycznym, ludowym, śląskim językiem, co przydaje wydaniu swoistego kolorytu i barwności”. Podsumowaniem sukcesu wydawniczego “Mitologii śląskiej” było również z pewnością dobre przyjęcie książki w październiku 2011 roku na Międzynarodowych Targach Książki w Katowicach.

“Słownik gwar śląskich” oraz “Mitologia śląska” Barbary i Adama Podgórskich zostały laureatami I i III miejsca w plebiscycie Book-Top Silesia. Wyniki i lista 50 najwartościowszych, zdaniem Ślązaków lektur, ogłoszone zostały 22 października podczas Targów Książki w Katowicach.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/5391