Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-12-2011, 12:16

Wystawa z okazji 100-lecia kremu Nivea w Katowicach  »

Dziennik Zachodni
PAP
16-12-2011

Blaszane, szklane, ebonitowe i plastikowe opakowania po kosmetykach Nivea – od przedwojennych po współczesne – znalazły się na wystawie w Bibliotece Śląskiej w Katowicach.

Okazją jest 100-lecie popularnego kremu, którego korzenie tkwią m.in. na Śląsku.

Tak reklamowano "śnieżnobiały, pachnący produkt stulecia"

Krem Nivea był pierwszym na świecie kosmetykiem wytwarzanym na skalę przemysłową. Od narodzin był śnieżnobiały – stąd wzięła się jego nazwa: Nivea – od łacińskiego nix, nivis (śnieg). Na rynku pojawił się – jak pierwszy śnieg – w grudniu 1911 roku.

Krem powstał w laboratorium firmy Beiersdorf w hamburskiej Altonie; tam rozpoczęła się jego światowa kariera. Historia Nivei ma także swój górnośląski wątek. Producentem i współwynalazcą kremu był Oscar Troplowitz, urodzony w 1863 r. w Gliwicach, który w 1890 r. przejął firmę od P. Beiersdorfa.

Ponadto 29 kwietnia 1925 r. w Katowicach zarejestrowano pierwszą w Polsce “wytwórnię specyfików Beiersdorfa” PEBECO (od P. Beiersdorf & Co.).

Ten niemiecko-polski wątek dziejów Nivei – kremu i innych produktów – obrazuje otwarta w piątek w holu Biblioteki Śląskiej wystawa opakowań ze zbiorów red. Wojciecha Mszycy.

Unikatowym eksponatem jest puszka Nivei Pudru dla Dzieci z katowickiej filii PEBECO (1925-1931). Trzonem ekspozycji są opakowania po kremie Nivea (m.in. przedwojenne, peerelowskie i współczesne), a także buteleczki (np. Mundwasser z Beiersdorf AG Posen, 1939-1944), pudełeczka po plastrach (np. Leukoplast, Poloniaplast, Hansaplast) i wycinki reklam prasowych.

Uwagę na wystawie zwracają charakterystyczne niebiesko-białe barwy oraz obowiązujące od 1925 r. kroje czcionek, zastrzeżone dla marki Nivea. Jest też firmowe przedwojenne logo Pilot/Lotnik.

Pierwotnie wystawa miała być czynna  do końca roku, ale potrwa prawdopodobnie przynajmniej do 22 stycznia br.

 

Poniżej wywiad Stasi Warmbrand z autorem wystawy.

Nivea, czyli śnieżnobiały stulatek!

Z Wojciechem Mszycą – dziennikarzem, kolekcjonerem i miłośnikiem historii (także) Katowic rozmawia Stanisława Warmbrand.

- Melchior Wańkowicz wymyślił hasło, które pewnie będzie trwało do końca świata: Cukier krzepi! Gdyby wymyślić hasło propagujące krem Nivea…

- Ależ nie trzeba wymyślać! Straganiarka Świętkowa – bohaterka Janoschowego “Cholonka, czyli dobrego Pana Boga z gliny” – tak rzekła za ciotką Hejdlą do swojej Michci: Nivea jest dobra na wszystko! No a dalej było: - Gdzie posmarować, mamo? – Na dole!… Resztę doczytajcie sami.

- A tak serio: na co dobra jest Nivea?

- Spotykam przy okazji mojej wystawy ludzi, którzy powtarzają z całą mocą: Nivea! Tak, ja tylko Nivei używam! Szczególnie kobiety…Do tego kremu przyznawała się też wszak Marylin Monroe, a i Claudia Schiffer zaczynała od prezentowania Śnieżnobiałego.

- No, Nivea także w demoludach była superkremem, ale też najpewniejszym i uznawanym środkiem… płatniczym!

- Była towarem wymiennym, walutą zamienną i doskonałym prezentem. Każdy, kto jechał np. do Bułgarii – ja też – wiedział, że Nivea to zakup obowiązkowy. Czy to na wyjazd wakacyjny, czy na delegację.

- Słowem, kto miał Niveę, ten pachniał wielkim światem…

- Po wojnie funkcjonowały dwie pełnoprawne marki Nivea: zachodnia, która ogarnęła cały świat, i… polska, która również firmowała licencjonowaną produkcję kremu Nivea w Poznaniu, ale też w Warszawie – Lechia, Pollena-Lechia, Polfa…

- Który był lepszy?

- Pewnie nie ma odpowiedzi. Ważne, że Polska miała prawo do produkowania kremu o światowej renomie. To dawało asumpt do zaopatrywania rynków RWPG. Prywatnymi sposobami również… To był i jest rynek ogromny, zatem po 1997 roku zachodni wytwórca – Beiersdorf AG – najpierw stał się udziałowcem, a w 2006 roku pełnoprawnym właścicielem poznańskiej firmy Nivea Polska.

- Gdzie wymyślono ten prosty i genialny krem?

Fragment wystawy

- To, że na świecie zaistniała Nivea, zawdzięczamy Oskarowi Troplowitzowi, urodzonemu w Gleiwitz, czyli… Gliwicach, 16 stycznia 1863 roku. Notabene – pora powstania styczniowego! Otóż Troplowitz w 1890 roku kupił – namówiony przez swojego wuja a zarazem teścia, Gustawa Mankiewicza, farmaceutę z Poznania – hamburską firmę Paul Beiersdorf & Co. Do współpracy miał tam wybitnego dermatologa – profesora Paula Unnę. Obaj postarali się o współpracę wynalazcy eucerytu, czyli czynnika wiążącego różne składniki w stabilną emulsję – doktora Isaaka Lifschuetza (także wynalazcę zapałek!). I tak wszystkim trzem świetnym specjalistom udało się stworzyć w grudniu 1911 roku krem Nivea.

- Ciekawam, a pewnie nigdy się tego nie dowiemy, czy trzej geniusze zmierzali wprost do wyprodukowania kremu, czy też był to wynalazek “przy okazji”?

- Firma w ręku Troplowitza nabrała rozmachu; kontynuowała produkcję leczniczego plastra, słynnego Leukoplastu, ale zaczęto produkować też absolutną nowość – zamiast proszku pierwszą pastę do zębów, a także pomadkę do ust Labello w sztyfcie (wynalazek i nazwa autorstwa Oskara!) oraz firmowe mydło zapachowe. Już to przyniosło firmie rozgłos i fortunę, a po drodze narodził się jeszcze krem…

- …Nivea!

- Od łacińskiego niveus/nivea/niveum – czyli śnieżnobiały albo nix, nivis * – czyli śnieg. Oprócz eucerytu, który służył powiązaniu delikatnych olejków z wodą, krem zawierał również glicerynę, kwasek cytrynowy oraz olejek różany i konwaliowy. A miejscem narodzin Nivei jest Altona, obecnie dzielnica Hamburga.

- Wróćmy do Gliwic…

- Troplowitz, jak już mówiłem, urodził się w Gliwicach. Jego dziadek, Salomon, był znanym handlarzem win i pierwszym żydowskim radnym miasta. Adres – Rynek, tam gdzie dziś stoi tam kamienica nr 25. W jego winiarni specjalnością były wina węgierskie. Ojciec naszego wynalazcy – Louis, miał firmę budowlaną, zasiadał także w radzie miejskiej. Był współbudowniczym gliwickiej synagogi. Na najstarszym żydowskim cmentarzu, Na Piasku, jest kwatera dziadków Oskara. On sam, jako siedmiolatek, wraz z rodzicami wyjechał do Wrocławia, gdzie również byli Troplowitze, jako że ród Troplowitzów wywodził się z Dolnego Śląska, dokładnie z czeskiej miejscowości Opavica, wcześniej… Troplowitz! We Wrocławiu młody Oskar uczył się i podjął pierwszą pracę, jako praktykant w aptece. Tamże studiował farmację, ale skończył jako doktor… filozofii w Heidelbergu. Zanim trafił do Hamburga, ożenił się i pracował w aptekach swego wuja, Gustawa Mankiewicza, w Poznaniu…

- Jak to się jednak u nas, w Katowicach zaczęło?

- To zawdzięczamy wrocławianinowi, Maksymilianowi Małuszkowi. Ten wątek niejako odkrywa na nowo i rozpoznaje nasz kolega po fachu, katowicki dziennikarz, Henryk Szczepański. A ma on już niejedno katowickie odkrycie na koncie!… Ostatnio mocno zaangażował się w temat Nivei, tak więc idąc tropem kremu wydobywa na światło dzienne postać Maksymiliana Małuszka, który po plebiscycie przeniósł się z Wrocławia do Polski, czyli do Katowic. Wniósł do naszego miasta pomysłowość, energię i … handlowe kontakty, więc w 1922 roku ściągnął firmę Beiersdorf. Szkoda, że Oskar Troplowitz już wtedy nie żył; zmarł na udar w 1918 roku – znów znamienna data!

- Czy Oskar Troplowitz bywał w Gliwicach?

- Z dokumentów wyszperanych przez Annę Strzeszewską, pracownicę Urzędu Miejskiego w Gliwicach wynika, że bywał, i to dość często. Ostatni raz w 1918 roku! Mało, czynił dary na rzecz Gliwic…

- Śląski trop produkcyjny…

- Zawdzięczamy go wspomnianemu już dyrektorowi Małuszkowi. To on, 29 kwietnia 1925 roku zarejestrował w katowickim sądzie rejestrowym firmę PEBECO – Wytwórnia Specyfików Beiersdorfa, Sp. z ogr. odp. Katowice. W 1925 roku była to filia handlowa, a właściwie hurtownia Beiersdorfa, dość szybko jednak w Katowicach zaczęła się także produkcja. Ponoć najpierw to była pasta do zębów, a wkrótce też krem Nivea. W prasie lokalnej, w “Gościu Niedzielnym” i ogólnopolskiej, szczególnie w ilustrowanym krakowskim “Światowidzie”, pojawiły się reklamy produktów katowickich firmy PEBECO. W moich zbiorach mam pięć takich reklam z 1928 roku. To są egzemplarze unikatowe! No i mam absolutny rarytas – oryginalny Nivea Puder dla dzieci (z 1/3 zawartości!) z katowickiej wytwórni PEBECO. Jest to prawdopodobnie jedyny taki zachowany eksponat. Byłem o krok od kupna unikatowego opakowania po katowickim kremie Nivea, ale przegapiłem finał aukcji. Poszedł za marne 22 zł, a próba odkupienia go za 22 euro nie powiodła się, bo jak mi powiedziano niebiesko-biały obiekt pożądania trafi(ł?) do Anglii…

- Czy znasz adres katowickiej wytwórni?

- Tę wiedzę również zawdzięczamy Henrykowi Szczepańskiemu. Była to ulica Piotra Skargi, nr 3. Dziś już trudno to miejsce zlokalizować – były przebudowy, zmieniała się numeracja. W każdym razie chodzi o pierzeję naprzeciwko obecnego dworca PKS, tam gdzie posesje nr 4, 6 i 8. Ta ostatnia w połowie lat dwudziestych była jeszcze niezabudowana, więc katowicka Nivea była najprawdopodobniej pod 6 lub 4.

- Jak długo PEBECO działało w Katowicach?

- Od 1925 roku do 1931, ale już w 1928 roku tenże Maksymilian Małuszek zarejestrował w Poznaniu kolejną spółkę PEBECO. Trudno dziś dociec, czy miała to być filia-córka katowickiej firmy, czy też w zamiarze była całkowita przeprowadzka do Poznania. Tak czy inaczej w ciągu dwóch lat wybudowano w Poznaniu bardzo nowoczesną fabrykę kosmetyków. Oddano ją w 1931 roku do użytku. W tym czasie zlikwidowano wytwórnię katowicką.

- A więc to poznańska Nivea przetrwała okupację…

- Oczywiście pod komisarycznym zarządem niemieckim, a po zbombardowaniu fabryki w Hamburgu to w Pebeco AG Posen trwała produkcja opatrunków i środków higieny na potrzeby Wehrmachtu. Bo niby krem Nivea to kosmetyk z damskiej torebki, ale to również “męska rzecz”, a w czasie wojny krem Nivea znajdował się w każdym niemieckim, żołnierskim plecaku.

- Mieli wypielęgnowane, czyste ręce?

- Hmmm… raczej szło o siekący do krwi dłonie i twarz wschodni wiatr i mróz… Obecnie te “wojenne” egzemplarze Nivei są bardzo cenione i poszukiwane przez zbieraczy tzw. miękkich militariów. Ciekawe, że jedno z moich niemieckojęzycznych pudełeczek kremu Nivea ma na otoczce nazwę POZNAŃ. Po polsku! I jest to zagadka – czy był to tuż przedwojenny eksport poznańskiej firmy do Niemiec, czy już jakieś okupacyjne niemieckie niedopatrzenie, czy być może polski sabotaż?!

- Jest jeszcze jedna zagadka…

- …i gratka dla miłośników małych-wielkich historii rzeczy powszednich. Na denku niemieckich pudełek, z II połowy lat dwudziestych, jest znak-głowa (zakapturzona) z napisem Pilot, co w podstawowym tłumaczeniu znaczy: sternik. To zrozumiałe, bo Hamburg, ojczyzna naszego kremu, wszak jest portem, a Nivea miała chronić m.in. ogorzałe od wiatru męskie, marynarsko-rybackie lica. Natomiast w polskim wydaniu kremu pojawia się dość szybko znak-głowa z podpisem Lotnik – w pilotce i okularach lotniczych! Skąd ta przemiana Pilota-sternika w lotnika? Czy ktoś może rozwikłać tę zagadkę?

Spróbuję. Początek polskiej linii produkcyjnej to Katowice i rok 1925. To równocześnie czas, kiedy miasto przymierzało się do budowy lotniska na Muchowcu, które powstało w latach 1926-1928, z inicjatywy Ligi Obrony Przeciwpowietrznej i Przeciwgazowej oraz Śląskiego Towarzystwa Lotniczego. Samolot wtedy jeszcze to było cudo, więc być może nowoczesny, światowy krem zaczęto sygnować głową pionierskiego lotnika? Wszak kabiny samolotów były otwarte! Och, ten wiatr!… Czy ktoś z Czytelników wie, skąd na polskim kremie Nivea lotnik? Lotnik katowicki?

To Katowice, za twoją przyczyną, uczciły godnie 100-lecie kremu Nivea. W Bibliotece Śląskiej dyrektor, prof. dr hab. Jan Malicki z otwartymi rękoma przyjął twoje zbiory pod dach książnicy.

dobra na wszystko...

- Wystawa została zorganizowana błyskawicznie, w ciągu niespełna dwóch dni! Wszyscy wiemy, że Biblioteka jest otwarta na ciekawe, nietypowe i niesztampowe ekspozycje, a jeśli w dodatku niosą wiedzę o Katowicach i o Śląsku, to serce profesora Malickiego mięknie jak wosk… Były już w Bibliotece wystawiane moje zbiory Orłów i Adlerów – maszyn do pisania i rowerów wraz z variami, a teraz jest zbiór 115 eksponatów z hambursko-katowicko-poznańskiej firmy, produkującej m.in. od stu lat krem Nivea. Są to głównie jego opakowania z lat dwudziestych po rok 2011 – polskie i niemieckie. Od opakowań mini po małe, średnie, duże – np. 1-kilogramowe! Są jednak również słynne leukoplasty, hansaplasty, poloniaplasty, produkowane w Hamburgu i w Poznaniu. Są na wystawie również opakowania szklane po kremie (blaszano-szklane, plastikowo-szklane), jak i buteleczki – po olejku do opalania, Wodzie do ust w wersji niemieckiej i polskiej, jest Olejek łopianowy do włosów, z poznańskiej produkcji, jest Olejek orzechowy (czy ktoś z Państwa wie, do czego służył?!). Są np. opakowania kremu Nivea z trzech peerelowskich linii – niebieskiej, białej i czarnej. A w ogóle trzeba powiedzieć, że te słynne, markowe, niebieskie z białymi napisami pudełeczka kremu Nivea na początku, od 1911 roku były… żółte! Zżółkłbym z zazdrości, gdybym takie u kogoś zobaczył… Niebiesko-białe pojawiły się od 1925 roku. Na mojej wystawie można prześledzić, jak zmieniał się ich designe, jak zmieniały się intensywność barw, krój i wielkość czcionek, a także treść napisów.

- Co na taką unikatową wystawę firma Beiresdorf?

Napisałem do nich. Z Poznania otrzymałem gratulacje, z Hamburgiem nawiązuję kontakt… Słyszałem, że Poznań przekazał swoje zbiory i archiwa do centrali, do Hamburga. Beiersdorf-Nivea stulecie świętuje i skromnie, i ciekawie; w Polsce trwa pożyteczna akcja “100 placów zabaw na 100 lat Nivea”; odbyły się regaty “Nivea Błękitne Żagle”. O ile wiem, w Poznaniu nie było np. żadnej wystawy. A firma wypuściła na rynek z okazji stulecia skromniutkie, plastikowe opakowania z limitowanej serii Nivea Creme 100 lat. Jeszcze warto odnotować, że 11 czerwca ub.r. eurocity “Wawel” ze specjalnymi wagonami teatralnymi projektu “Berlin-Kraków XPRS”, związanego z 20-leciem traktatu pomiędzy RP a RFN, wjechał także na dworzec w Gliwicach, gdzie na peronie przywitały ich m.in. repliki przedwojennych plakatów Nivei. To tak a propos gliwiczanina Troplowitza, a także 100-lecia naszego kremu. Przez Katowice pociąg przejechał bez echa…

Ciekawiej było na 95-lecie, kiedy to Gliwice, a konkretnie pani Anna Strzeszewska, pracownica gliwickiego Ratusza, przypomniała Hamburgowi o jubileuszu. Była wtedy w Gliwicach interesująca wystawa, a gliwickie zbiory hamburska centrala wsparła fotografiami i kopiami posiadanych eksponatów i dokumentów…

Ciekawie może też być w Gliwicach , kiedy to podczas tegorocznej “Śląskiej Nocy Naukowców”, na Politechnice Śląskiej, w planach będzie też próba “wynalezienia” kremu Nivea przez tamtejszych naukowców-chemików! Ja dostarczę im swoich opakowań. Dodam, że może tam zjawić się również ktoś z USA, gdzie potomków Troplowitza tropi Henryk Szczepański, na których ślad naprowadziła go pani Bożena Kubit z Muzeum w Gliwicach.

- Ty, Wojtku, jesteś pniok, krzok, czy ptok? Albo, jak to u nos godajomptok na krzoku?

- Jestem od prawie 40 lat katowiczaninem z wyboru, więc wychodzi na to, że jestem ptok na krzoku! Staram się pochylić nad historią naszego, mojego miasta, stąd zainteresowanie także katowicką Niveą, ale i np. Fabryką Rowerów, Gramofonów i Wyrobów Metalowych EBECO, której 87-letniego weterana-koło ujeżdżam. Mam też medal: Pamiątka biegu 105 km o puhar wędrow. F-y “EBECO”, kl. cykl. “EBECO”, Katowice 1925. Tu warto dodać – przy okazji Roku Konstantego Wolnego – że to on, jeszcze jako mecenas, sporządził akt notarialny przejęcia EBECO przez Polaków w 1922 roku, a już wkrótce potem został pierwszym marszałkiem Sejmu Śląskiego. Moje największe jednak odkrycie katowickie było przypadkowe, kiedy to w czasie przebudowy Ronda wjechałem na rowerze do wykopu i zobaczyłem unikatowe szczątki pieca szybowego huty “Marta”! Zrobiłem zdjęcia, zgłosiłem rzecz całą Konserwatorowi Wojewódzkiemu, Muzeum Śląskiemu, Muzeum Historii Katowic. Zostało to wszystko udokumentowane.

- Są jeszcze inne twoje katowickie znaleziska…

- Mam unikatowe pudełeczko po specyfiku FRANKO-POL-RAD, “Sanitas” Polski Specjalny Dom Hygieniczny, Katowice, Kochanowskiego 12a. Najsilniejsze Iglasto-Świerkowe Kąpiele Radowe (…) we własnym domu (…) przeciw wszelkim cierpieniom… A więc też dobre na wszystko, jak Nivea ciotki Hejdli i Świetkowej z “Cholonka…”! Mam jeszcze ślad po firmie LIGNOZA SP. AKC. (miała dyrekcję także w Katowicach), przedwojenne pudełeczko z czegoś w rodzaju ebonitu, z logiem firmy i z napisem: Wykonano z własnego materiału “Silesit”. Ot, małe-wielkie ślady, o jakich pisze Władysław Kopaliński w “Opowieściach o rzeczach powszednich”…

- … I “mała” Złota Odznaka “Za opiekę nad zabytkami” od ministra kultury RP…

Dziękuję za rozmowę.

 

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/484028,wystawa-z-okazji-100-lecia-kremu-nivea-w- katowicach,id,t.html

15-12-2011, 22:14

Anita Gargas z Główną Nagrodą SDP za “Katastrofę smoleńską”  »

Press
AT
15-12-2011

Główną Nagrodę Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i 20 tys. zł otrzymała Anita Gargas.

Anita Gargas

Główna Nagroda Wolności Słowa przyznawana jest przez SDP za publikacje demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich i praw człowieka. Anita Gargas została nią nagrodzona za reportaż zatytułowany “Katastrofa smoleńska” wyemitowany w “Misji specjalnej” w telewizji publicznej. Nagrodę Watergate, przyznawaną dziennikarzom śledczym, odebrał Łukasz Kowalski, autor reportażu “Testament”, wyemitowanego w TVP Katowice.

Nagrodę im. Kazimierza Dziewanowskiego, przyznawaną za publikacje o problemach i wydarzeniach na świecie, otrzymał Jerzy Haszczyński, autor tryptyku o trzech rewolucjach w Północnej Afryce: “Mój brat obalił dyktatora”, “Pieśń wolnych Libijczyków”, “Przyczajone Bractwo, niespokojni Koptowie”, opublikowanego w “Rzeczpospolitej”.

Nagrodę im. Macieja Łukasiewicza, wręczaną za publikacje na temat współczesnej cywilizacji i kultury, otrzymali ex aequo Kinga Wołoszyn-Świerk (TVP Wrocław) za dokument “Dziewczęta z Auschwitz” oraz Mariusz Kamieński (Radio Lublin) za “Reportaż o zabijaniu”.

Nagrodę im. Eugeniusza Kwiatkowskiego, za dziennikarstwo ekonomiczne, przyznano Andrzejowi Tomczakowi, autorowi reportażu “Franczyza”, wyemitowanego w “Ekspresie Reporterów” w TVP 2.

Nagrodę im. Stefana Żeromskiego, za publikacje o tematyce społecznej, dostał Mariusz Kamiński (Radio Lublin), autor audycji radiowej “Lista Zipsera”.

Nagrodę im. Józefa Ślisza, za publikacje o problemach społecznych i gospodarczych wsi i rolnictwa, odebrała Czesława Borowik autorka audycji “Krok po kroku”, wyemitowanej w Polskim Radiu Lublin.

Nagrodę im. Bolesława Wierzbińskiego Fundacji Przestrzeni Obywatelskiej Pro Publico Bono, za podejmowanie ważkich tematów społeczności lokalnych dla redakcji niezależnych gazet i czasopism (tzn. niezwiązanych z koncernami medialnymi i samorządami) wydawanych w miejscowościach do 100 tys. mieszkańców, otrzymał tygodnik “Nowy Łowiczanin”. Nagrodzony został za “pozytywne oddziaływanie na społeczność lokalną poprzez dobrą informację i służenie pomocą, za więź z czytelnikami i stały rozwój”. 

Nagrodę im. Jerzego Zieleńskiego (popularyzacja wiedzy) otrzymali Bożena Klimus i Jan Zub za reportaż “A mogło Cię nie być…”, który został wyemitowany na antenie TVP Katowice.

Nagrodę im. prof. Stefana Myczkowskiego, przyznawaną przez klub Publicystów Ochrony Środowiska “Ekos” za publikacje o problemach ochrony środowiska, wręczono ex aequo Ewie Szkurłat-Adamskiej (Radio Kraków) za audycję “7 dolin, czyli polityka w okolicznościach przyrody” oraz Grzegorzowi Rudnickiemu i Adamowi Sojce za reportaże telewizyjne “Bomby ekologiczne – zakłady chemiczne w Tarnowskich Górach” i “Bomby ekologiczne – azbest”, wyemitowane przez TVP Katowice.

W skład jury głównego Nagród SDP wchodzili: Krzysztof Skowroński (prezes SDP), Agnieszka Czarkowska (reporterka radiowa), Krystyna Forowicz (publicystka ekologiczna), Paweł Jabłoński (publicysta ekonomiczny), Piotr Legutko (publicysta, wiceprezes SDP), Wanda Nadobnik (dziennikarka telewizyjna), Zbigniew Rytel (dziennikarz i reżyser telewizyjny), Anna Sekudewicz (reporterka radiowa), Konrad Siller (członek zarządu Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej), Stefan Truszczyński (dziennikarz i realizator telewizyjny, sekretarz generalny SDP), Marcin Wolski (publicysta), Bożenna Dobrzyńska (dyr. biura ZG SDP), Jerzy Jachowicz (publicysta), Dominik Zdort (publicysta) oraz Maciej Wierzyński (publicysta).

Do konkursu zgłoszono 375 prac w 10 kategoriach. Łącznie przyznano 33 nagrody i wyróżnienia. W tym roku nie przyznano tytułu Hieny Roku.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/27796,Anita-Gargas-z-Glowna-Nagroda-SDP-za-Katastrofe-smolenska

15-12-2011, 18:10

Trybunał Konstytucyjny orzekł: karanie za brak rejestracji czasopisma jest niekonstytucyjne  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
15-12-2011

Karanie grzywną lub ograniczeniem wolności za brak rejestracji czasopism drukowanych jest niekonstytucyjne, bo sankcja karna jest za surowa – orzekł Trybunał Konstytucyjny. Prawo prasowe z 1984 r. nie jest dostosowane do współczesności – zasygnalizował.

TK uznał w środę (14-12-2011) zasadność jednego zarzutu skargi konstytucyjnej na zapisy Prawa prasowego, pochodzącego z lat PRL. Skargę złożył Wojciech Skrzypczyk, którego oskarżono o wydawanie pisma bez rejestracji. Jego proces umorzono przy uznaniu winy, w wyniku czego stracił mandat radnego Chojny (zachodniopomorskie).

Za niezgodny z konstytucją – jako zbyt surowy i nieproporcjonalny – pięciu sędziów TK uznało zapis przewidujący karanie za przestępstwo wydawania niezarejestrowanego czasopisma. Za zgodną z konstytucją uznano zaś obowiązkową rejestrację czasopism przez sąd, bo “dokonanie rejestracji nie jest uciążliwe”. TK uznał, że chodzi tu o ochronę przed nieuczciwą konkurencją – aby czytelnik „nie kupował innego tytułu niż zamierzał”. Według TK ustawodawca może ten obowiązek zabezpieczyć sankcją, ale nie karną, bo nie jest w tej sytuacji konieczna.

Z powodów formalnych umorzono sprawę zarzutów skargi co do obowiązku podawania we wniosku rejestracyjnym takich danych, jak częstotliwość ukazywania się pisma.

Na zakończenie ustnego uzasadnienia orzeczenia sędzia Adam Jamróz powiedział, że sygnalizuje ono ustawodawcy, iż Prawo prasowe z 1984 r. nie jest aktem dostosowanym do współczesnych form działań prasy. Sygnalizuje też, że w pracy nad nowym prawem prasowym potrzebna będzie “również konfrontacja proponowanych rozwiązań ze współczesnymi standardami państwa demokratycznego”.

Jamróz dodał, że ustawodawca powinien też rozważyć, czy nie należy odrębnie uregulować – w stosunku do czasopism drukowanych oraz innych, w szczególności internetowych – nie tylko kwestii sankcji za brak rejestracji, ale i samego obowiązku rejestracji. TK nie zajmował się kwestią pism z sieci, bo nie obejmowała tego badana w środę skarga konstytucyjna.

Reprezentujący nieobecnego w TK Skrzypczyka mecenas Maciej Ślusarek mówił dziennikarzom, że TK wysłał “niezwykle istotny sygnał” dla ustawodawcy i właściwych ministerstw. Dodał, że wyrok TK nie przywraca skarżącemu mandatu radnego.

Zakwestionowany zapis straci moc prawną po ogłoszeniu wyroku TK w dzienniku urzędowym.

Skrzypczyka oskarżono o to, że w latach 2004-05 jako radny Chojny wydawał bez wymaganej rejestracji czasopismo pt. “Bez cenzury. Niezależny Biuletyn Informacyjny”. On sam to pismo składał, odbijał na ksero kilkaset egzemplarzy i roznosił po domach. Ostro krytykowało ono władze gminy, które zawiadomiły prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przez niego przestępstwa. Próbę rejestracji pisma Skrzypczyk – który uważał, że jego biuletyn nie powinien podlegać prawu prasowemu – podjął po tym zawiadomieniu, ale sąd odmówił, bo nie prowadził on działalności gospodarczej oraz nie wiedział, jak często pismo będzie się ukazywało.

Początkowo Sąd Rejonowy w Gryfinie w roku 2006 uniewinnił go. Uznał, że biuletyn był czasopismem w świetle prawa prasowego, ale Skrzypczyk “pozostawał w usprawiedliwionym błędzie co do tego”. Po apelacji prokuratury Sąd Okręgowy w Szczecinie uchylił ten wyrok. W ponownym procesie SR w 2007 r. uznał go za winnego i wymierzył karę grzywny, bo “nie mógł w usprawiedliwiony sposób pomylić się co do bezprawności czynu”. W wyniku apelacji obrony w 2007 r. SO zmienił wyrok: uznając winę, warunkowo umorzył postępowanie na 2 lata i nałożył na oskarżonego 300 zł świadczenia pieniężnego. Po prawomocnym wyroku Skrzypczyk stracił mandat radnego.

Mec. Ślusarek mówił w TK, że “każdy, kto chciałby wyrażać swoje opinie na piśmie, musi się poważnie zastanowić”. Ocenił, że dziś w tej kwestii powinien istnieć „model zgłoszeniowy, a nie rejestrowy”. Mówił też: “Czy czasopismo musi być wydawane w regularnych odstępach czasu? Mój klient chciał je wydawać, gdy będzie taka potrzeba, a tu aparat państwa ma argument, by rygorystycznie odmówić zgody na wydawanie prasy”.

Prokurator Generalny uznał zaskarżone przepisy za zgodne z konstytucją: “Sąd o niczym nie decyduje przy rejestracji, wykonuje tylko czynność administracyjną” – mówił prokurator. Także Sejm nie wniósł o uznanie niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów: “Sąd przecież nie tłumi krytyki prasowej, co jest wszak karalne” – mówił w TK poseł Wojciech Szarama.

W 2010 r. Sąd Najwyższy orzekł, że także gazeta wydawana w Internecie musi być rejestrowana sądownie, tak jak prasa papierowa. SN wskazał, że obowiązek ten ma na celu ochronę istniejącego tytułu prasowego.

Z informacji Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (której prawnicy przygotowali skargę) wynika, że tylko w 2010 roku w Polsce zapadły (!) trzy prawomocne skazania za brak rejestracji czasopism, w kilku wcześniejszych latach – po jednym.

Nowelizację Prawa prasowego od dłuższego czasu przygotowuje resort kultury.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/trybunal-konstytucyjny-niekonstytucyjne-karanie-za-brak-rejestracji-czasopism

15-12-2011, 10:11

(Nie)dawnych wspomnień czar  »

Nowiny zabrzańskie
Dariusz Chrost
15-12-2011

Od prawie 17 lat informujemy zabrzan o wszystkim, co dzieje się w mieście. Jak to w życiu, mamy na koncie sukcesy, ale i zaliczyliśmy także kilka wpadek i zabawnych sytuacji.

Choć gazeta, która dziś trafiła do kiosków niemal całkowicie różni się od tej, która pojawiła się w sprzedaży jeszcze tydzień temu, to wciąż tworzą ją ci sami dziennikarze: Wojciech Cydzik, Katarzyna Włodarczyk, Marzena Piechowicz – Gruda, Anna Mrowiec i Dariusz Chrost. Zmienił się natomiast redaktor naczelny pisma – Barbarę Baczyńską zastąpił na tym stanowisku Marcin Król.

Pierwszy numer „Nowin Zabrzańskich” ukazał się 9 lutego 1995 roku. Nowe pismo tworzyliśmy z entuzjazmem, czytelnicy traktowali je z sympatią. Pomysł na “Nowiny Zabrzańskie” urodził się w “Nowinach Gliwickich”, które od dziesięcioleci pisały nie tylko o Gliwicach, ale i o Toszku, Pyskowicach, Knurowie oraz wioskach położonych w tych rejonach. Zabrze wydawało się dobrym miejscem na nową gazetę.

Siłą rzeczy, pierwszymi właścicielami “Nowin Zabrzańskich” były “Nowiny Gliwickie”. Szybko jednak znalazły nowego nabywcę. Po kilku miesiącach kupiło je Przedsiębiorstwo Transportu Kolejowego Holding SA (wtedy Przedsiębiorstwo Transportu Kolejowego i Gospodarki Kamieniem w Zabrzu), które potem weszło do grupy kapitałowej DB Schenker. Obecnie właścicielem gazety jest Przedsiębiorstwo Projektowo – Wdrożeniowe Proinstal.

W ciągu prawie 17 lat trzykrotnie zmienialiśmy siedzibę. Każda była w ścisłym centrum Zabrza. Pierwsza w budynku hotelu Monopol przy ul. Wolności 305. Druga, od l lutego 1996 roku, na III piętrze kamienicy przy ul. Wolności 291. Od stycznia 2004 roku pracujemy w ładnym, wygodnym, zabytkowym budynku przy pl. Teatralnym 10, tuż obok Centrum Handlowego Platan.

Pomagamy mieszkańcom. Mamy na koncie wiele przedsięwzięć charytatywnych, społecznych, kulturalnych i sportowych, w które zaangażowaliśmy się i które zainicjowaliśmy, przekonując do udziału w nich czytelników.

Wiele razy naszymi bohaterami byli ludzie dotknięci przez los. Zbieraliśmy pieniądze dla Marii Skonieczny, zabrzanki, która w 2000 roku, w nieszczęśliwym wypadku straciła obie dłonie. Miały być na protezy, później pojawiła się szansa na transplantację. W pierwszym roku udało się uzbierać 22 tys. zł.

Apelowaliśmy także o pomoc dla 17 – letniej Asi Ślusarczyk, licealistki, na którą najechała rozpędzona ciężarówka. Samochód przygniótł dziewczynę do muru. Groziła jej amputacja nóg, miała zmiażdżoną miednicę, przeszczepiono jej skórę. Czytelnicy wpłacali na jej konto pieniądze, by pomóc matce w kosztownej rehabilitacji. Pomagamy Mateuszowi Zatylnemu, 22 – latkowi, od urodzenia cierpiącemu na porażenie mózgowe, włączyliśmy się w akcję szukania dawcy szpiku kostnego dla chorego studenta. Koledzy ze studiów zorganizowali dla niego koncert i aukcję. Dochód chcieli przeznaczyć na badania dawców szpiku. Postanowiliśmy ich wspomóc i taką akcję zorganizowaliśmy w redakcji. I udało się! 28 czerwca 2007 roku do nas przyjechały pielęgniarki i Leszek Kauc, założyciel Fundacji Przeciw Leukemii, dyrektor Laboratorium Medigen, które tworzy bank dawców szpiku kostnego. Przebadali 46 osób, które podpisały deklarację, że chcą zostać dawcami szpiku.

Organizujemy akcje świąteczne. Dwa lata temu, dzięki prywatnemu przedsiębiorcy z Zabrza, podarowaliśmy 500 paczek żywnościowych najbardziej potrzebującym pomocy mieszkańcom.

Dzięki naszej pomocy 29 dzieci z niezamożnych rodzin pojechało, na przełomie lipca i sierpnia 2004 r., na dwutygodniowy obóz. Do tej akcji wciągnął nas Chrystian Abramowicz z Aachen. Sam zebrał w Niemczech ponad 9 tys. zł, na ten cel pieniądze dorzuciły zabrzańskie soroptymistki i firma Proinstal.

Od kilkunastu lat organizujemy amatorskie zawody narciarskie. Pierwsze Mistrzostwa Zabrza w slalomie gigancie o Puchar Prezydenta Zabrza i “Nowin Zabrzańskich” odbyły się w 1996 r. w Szczyrku. Potem rywalizację przenieśliśmy na Stożek w Wiśle. Od 2003 r. mistrzostwa odbywają się w bytomskich Dolomitach Sportowej Dolinie. Kolejne już w lutym 2012 roku.

Co roku piszemy o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, wspieramy Fundację Rozwoju Kardiochirurgu, pomagamy schronisku dla zwierząt w Biskupicach.

Od samego początku naszą ambicją było, informowanie o ważnych sprawach dla Zabrza. Oczywiście, z zamysłem, by Czytelnik o tym, co istotne przeczytał wyłącznie u nas. Bywało jednak, że nasze publikacje rozpętały burzę. Tak było m.in. po artykule “Morze szmalcu?”. Opisaliśmy jak dwie zaprzyjaźnione z ówczesnymi zabrzańskimi władzami artystki wydały kalendarz z akwarelami, przedstawiającymi zabrzańskie zakłady pracy. Zapłacił za to Urząd Miejski oraz firmy. Część z nich uważała, że bierze udział w miejskiej inicjatywie i nie zasila prywatnych kieszeni. Ale jak to w życiu bywa, nie wszyscy podzielili racje zamieszczone w artykule. Jedna z tych pań, oburzona publikacją, wpadła do redakcji z zamiarem ręcznego przekonania dziennikarzy o swoich racjach. Potem ówczesny radny Jan Białczyk podarował nam jeden egzemplarz kalendarza. Za 200 zł kupił go Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Pracowników Zabrzańskich Zakładów Mechanicznych S.A. Niedługo potem licytowaliśmy kalendarz, podarowany nam przez radnego Jana Fatygę. Za 1400 marek kupili go państwo Chrystian i Krystyna Abramowiczowie, zabrzanie mieszkający w Aachen. Pieniądze podarowaliśmy ośrodkowi wychowawczemu sióstr boromeuszek.

W dziennikarskim fachu trzeba być gotowym na wszystko. Bo i wszystko może się zdarzyć. W 2007 roku nasz kolega tak zamknął drzwi jednego z pokoi, że uwięził w środku kilka koleżanek. Te zadzwoniły po pomoc do Straży Pożarnej. Wielkie było jego zdziwienie, gdy po powrocie zobaczył, jak strażacy ewakuują dziewczyny przez okno.

Czym jednak byłaby gazeta bez interwencji czytelników? A ci potrafią być naprawdę oryginalni! Jeden z nich domagał się naszej reakcji na zbyt duże dekolty kasjerek w hipermartekach. Cóż, panowie byli niepocieszeni. Z kolei inna czytelniczka prosiła o pomoc, bo w pomidorach znalazła kiełki i bała się, że to sprawka kosmitów. Jeszcze inny czytelnik chciał za naszym pośrednictwem znaleźć żonę, koniecznie z tytułem szlacheckim i najlepiej z mieszkaniem.

Gazetowe pomyłki i zabawne literówki zdarzają się w każdej redakcji. My na pierwszej stronie umieściliśmy kiedyś fotografię starszego posterunkowego Pawła Zimnego z podpisem „Straszy posterunkowy Paweł Zimny”. Zdarzyło nam się podać terminarz rozgrywek Górnika z poprzedniego sezonu. W noworocznym numerze z 1995 roku na pierwszej i ostatniej stronie umieściliśmy życzenia firm i instytucji. Według pomysłu grafika, miały być wkomponowane w śnieżne zaspy. Ale śnieg zakrył wszystko, zostały jedynie tylko fragmenty słów i nazw. Reszta utonęła w śniegu. Podaliśmy też, że ambulans stacji krwiodawstwa zebrał 15 litrów krów. Z ogłoszeń drobnych wspominamy dwa, z rubryki “Sprzedam”: “Plecak ze stolarzem” i “Fotelik samochodowy dla dziecka do 100 kg”, a z literówek “palcówkę” zamiast “placówki”.

Dariusz Chrost

Całość: http://nowinyzabrzanskie.pl/

15-12-2011, 09:38

Katowice: “Czas zamarły” Tadeusza Kijonki  »

Wiadomości24.pl
Adam Podgórski
15-12-2011

W 30.rocznicę ogłoszenia stanu wojennego Wydawnictwo Naukowe “Śląsk” przygotowało wznowienie “Czasu zamarłego”, Tadeusza Kijonki. To zdaniem krytyki najpełniejszy, najbardziej dojrzały poetycki zapis nieodległej mrocznej historii.

"Czas zamarły" Tadeusza Kijonki

13 grudnia, w Sali Portretowej Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego wiersze Kijonki czytali aktorzy Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach: Anna Kadulska, Barbara Lubos-Święs, Artur Święs i Andrzej Warcaba.

Tom zawiera 72 utwory poetyckie, w tym poemat Atlas losów. Jest monotematyczny, jednak polifoniczny w konstrukcji i odbiorze, bowiem jeden wątek główny pokazuje w dziesiątkach odsłon, wiersz po wierszu. – Tamte wydarzenia osadzały we mnie – wyznał autor, prezentując gościom “gorącą” książkę, przywiezioną prosto z wydawnictwa. – Przeżywałem intymnie, ale intensywnie i tamtą noc grozy, noc najdłuższą, i ów bezlitosny grudzień, i cały tamten mroczny czas, kiedy nie obcy był wrogiem, ale swój. Pozostała po nim mroczna pamięć.

Tadeusz Kijonka, Ślązak urodzony w 1936 roku w Radlinie jest polonistą, poetą, publicystą, dziennikarzem, autorem setek artykułów, reportaży, szkiców, esejów, biografii artystycznych, felietonów i opracowań. Jest ponadto autorem librett operowych, tekstów oratoriów i pieśni. Od 1922 roku prezesuje Górnośląskiemu Towarzystwu Literackiemu, od 1995 roku jest redaktorem naczelnym miesięcznika społeczno-kulturalnego “Śląsk”, a od 1967 roku, kierownikiem literackim Opery Śląskiej. W dorobku ma wiele tomów poetyckich. jest laureatem wielu prestiżowych nagród i odznaczeń kulturalnych. W plebiscycie “Gazety Wyborczej” znalazł się w gronie 100 najwybitniejszych Ślązaków XX wieku.

 

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/katowice_czas_zamarly_tadeusza_kijonki_220350.html

15-12-2011, 09:31

Nowiny na nowo  »

Nowiny zabrzańskie
Marcin Król
15-12-2011

"Nowiny zabrzańskie" - nowa winieta

Mówią, że kto stoi w miejscu, ten się cofa. Nie ma chyba takiej dziedziny życia, której ta mądra formułka, by nie dotyczyła. A już na pewno nie mediów. Data 15 grudnia 2011 dla Nowin Zabrzańskich, tygodnika miejskiego, po który od prawie 17 lat sięgają zabrzanie ma wymiar wręcz historyczny. Po latach spędzonych w lokalnych, regionalnych i ogólnopolskich tytułach prasowych, to także ogromne wyzwanie dla mnie, nowego sternika Nowin. Nawet jeśli ten patos i górnolotność słów wyda się komuś nieco na wyrost, to sięgając po kolejne zwyczajne-nie-zwyczajne wydanie Nowin, zmiany zauważy od razu.

Niezmienną pozostaje misja: chcemy być jak najbliżej mieszkańców, ich problemów, radości, jak i smutków. Chcemy czuć się potrzebni Czytelnikom, reagować na ich bolączki, pomagać, gdy zajdzie taka konieczność. Mamy nadzieję, że tytuł, który znacie od lat, w swej nowej, świeżej odsłonie dostarczy Warn nowych wzruszeń i wielu pozytywnych emocji. Znajdziecie w nim nie tylko informacje z dzielnic i przeczytacie o wszystkim, czym żyje miasto.

Stałe miejsce w nowej szacie otrzymują wywiady, reportaże, w sposób wyjątkowy traktujemy tematykę kulturalną, wychodząc z założenia, że nie trzeba zaglądać do ościennych miast, by doświadczyć czegoś wyjątkowego. Bo w Zabrzu naprawdę wiele się dzieje. Dlatego Nowiny rozrosły się z 16 stron aż do 20. Ten dzień jest ważny dla redakcji z jeszcze jednego powodu.

W nowe życie Nowiny wkraczają jako oficjalny partner prasowy Górnika Zabrze, który począwszy od teraz, będzie miał na łamach swoje wyłączne miejsce. Barwy szaty graficznej nie są przypadkiem. Ale czyż to właśnie nie na Roosevelta, gdzie już niedługo wyrośnie nowy stadion, bije serce miasta? Popełnilibyśmy grzech zaniedbania, gdyby na stronach zabrakło miejsca na wspomnienia z historii gazety, anegdot, czy nawet dość dramatycznych sytuacji, których przez te minione lata także nie brakowało. Wszystkim, którzy dziś sięgają po jak najbardziej nowe Nowiny, życzymy przyjemnej lektury z przekonaniem, że będziecie co czwartek pytać o naszą gazetę w kioskach.

Bądźcie z nami!

Marcin Król

redaktor naczelny

Całość: http://nowinyzabrzanskie.pl/