16-12-2011, 12:16
Wystawa z okazji 100-lecia kremu Nivea w Katowicach »
PAP
16-12-2011
Blaszane, szklane, ebonitowe i plastikowe opakowania po kosmetykach Nivea – od przedwojennych po współczesne – znalazły się na wystawie w Bibliotece Śląskiej w Katowicach.
Okazją jest 100-lecie popularnego kremu, którego korzenie tkwią m.in. na Śląsku.
Krem Nivea był pierwszym na świecie kosmetykiem wytwarzanym na skalę przemysłową. Od narodzin był śnieżnobiały – stąd wzięła się jego nazwa: Nivea – od łacińskiego nix, nivis (śnieg). Na rynku pojawił się – jak pierwszy śnieg – w grudniu 1911 roku.
Krem powstał w laboratorium firmy Beiersdorf w hamburskiej Altonie; tam rozpoczęła się jego światowa kariera. Historia Nivei ma także swój górnośląski wątek. Producentem i współwynalazcą kremu był Oscar Troplowitz, urodzony w 1863 r. w Gliwicach, który w 1890 r. przejął firmę od P. Beiersdorfa.
Ponadto 29 kwietnia 1925 r. w Katowicach zarejestrowano pierwszą w Polsce “wytwórnię specyfików Beiersdorfa” PEBECO (od P. Beiersdorf & Co.).
Ten niemiecko-polski wątek dziejów Nivei – kremu i innych produktów – obrazuje otwarta w piątek w holu Biblioteki Śląskiej wystawa opakowań ze zbiorów red. Wojciecha Mszycy.
Unikatowym eksponatem jest puszka Nivei Pudru dla Dzieci z katowickiej filii PEBECO (1925-1931). Trzonem ekspozycji są opakowania po kremie Nivea (m.in. przedwojenne, peerelowskie i współczesne), a także buteleczki (np. Mundwasser z Beiersdorf AG Posen, 1939-1944), pudełeczka po plastrach (np. Leukoplast, Poloniaplast, Hansaplast) i wycinki reklam prasowych.
Uwagę na wystawie zwracają charakterystyczne niebiesko-białe barwy oraz obowiązujące od 1925 r. kroje czcionek, zastrzeżone dla marki Nivea. Jest też firmowe przedwojenne logo Pilot/Lotnik.
Pierwotnie wystawa miała być czynna do końca roku, ale potrwa prawdopodobnie przynajmniej do 22 stycznia br.
Poniżej wywiad Stasi Warmbrand z autorem wystawy.
Nivea, czyli śnieżnobiały stulatek!
Z Wojciechem Mszycą – dziennikarzem, kolekcjonerem i miłośnikiem historii (także) Katowic rozmawia Stanisława Warmbrand.
- Melchior Wańkowicz wymyślił hasło, które pewnie będzie trwało do końca świata: Cukier krzepi! Gdyby wymyślić hasło propagujące krem Nivea…
- Ależ nie trzeba wymyślać! Straganiarka Świętkowa – bohaterka Janoschowego “Cholonka, czyli dobrego Pana Boga z gliny” – tak rzekła za ciotką Hejdlą do swojej Michci: Nivea jest dobra na wszystko! No a dalej było: - Gdzie posmarować, mamo? – Na dole!… Resztę doczytajcie sami.
- A tak serio: na co dobra jest Nivea?
- Spotykam przy okazji mojej wystawy ludzi, którzy powtarzają z całą mocą: Nivea! Tak, ja tylko Nivei używam! Szczególnie kobiety…Do tego kremu przyznawała się też wszak Marylin Monroe, a i Claudia Schiffer zaczynała od prezentowania Śnieżnobiałego.
- No, Nivea także w demoludach była superkremem, ale też najpewniejszym i uznawanym środkiem… płatniczym!
- Była towarem wymiennym, walutą zamienną i doskonałym prezentem. Każdy, kto jechał np. do Bułgarii – ja też – wiedział, że Nivea to zakup obowiązkowy. Czy to na wyjazd wakacyjny, czy na delegację.
- Słowem, kto miał Niveę, ten pachniał wielkim światem…
- Po wojnie funkcjonowały dwie pełnoprawne marki Nivea: zachodnia, która ogarnęła cały świat, i… polska, która również firmowała licencjonowaną produkcję kremu Nivea w Poznaniu, ale też w Warszawie – Lechia, Pollena-Lechia, Polfa…
- Który był lepszy?
- Pewnie nie ma odpowiedzi. Ważne, że Polska miała prawo do produkowania kremu o światowej renomie. To dawało asumpt do zaopatrywania rynków RWPG. Prywatnymi sposobami również… To był i jest rynek ogromny, zatem po 1997 roku zachodni wytwórca – Beiersdorf AG – najpierw stał się udziałowcem, a w 2006 roku pełnoprawnym właścicielem poznańskiej firmy Nivea Polska.
- Gdzie wymyślono ten prosty i genialny krem?
- To, że na świecie zaistniała Nivea, zawdzięczamy Oskarowi Troplowitzowi, urodzonemu w Gleiwitz, czyli… Gliwicach, 16 stycznia 1863 roku. Notabene – pora powstania styczniowego! Otóż Troplowitz w 1890 roku kupił – namówiony przez swojego wuja a zarazem teścia, Gustawa Mankiewicza, farmaceutę z Poznania – hamburską firmę Paul Beiersdorf & Co. Do współpracy miał tam wybitnego dermatologa – profesora Paula Unnę. Obaj postarali się o współpracę wynalazcy eucerytu, czyli czynnika wiążącego różne składniki w stabilną emulsję – doktora Isaaka Lifschuetza (także wynalazcę zapałek!). I tak wszystkim trzem świetnym specjalistom udało się stworzyć w grudniu 1911 roku krem Nivea.
- Ciekawam, a pewnie nigdy się tego nie dowiemy, czy trzej geniusze zmierzali wprost do wyprodukowania kremu, czy też był to wynalazek “przy okazji”?
- Firma w ręku Troplowitza nabrała rozmachu; kontynuowała produkcję leczniczego plastra, słynnego Leukoplastu, ale zaczęto produkować też absolutną nowość – zamiast proszku pierwszą pastę do zębów, a także pomadkę do ust Labello w sztyfcie (wynalazek i nazwa autorstwa Oskara!) oraz firmowe mydło zapachowe. Już to przyniosło firmie rozgłos i fortunę, a po drodze narodził się jeszcze krem…
- …Nivea!
- Od łacińskiego niveus/nivea/niveum – czyli śnieżnobiały albo nix, nivis * – czyli śnieg. Oprócz eucerytu, który służył powiązaniu delikatnych olejków z wodą, krem zawierał również glicerynę, kwasek cytrynowy oraz olejek różany i konwaliowy. A miejscem narodzin Nivei jest Altona, obecnie dzielnica Hamburga.
- Wróćmy do Gliwic…
- Troplowitz, jak już mówiłem, urodził się w Gliwicach. Jego dziadek, Salomon, był znanym handlarzem win i pierwszym żydowskim radnym miasta. Adres – Rynek, tam gdzie dziś stoi tam kamienica nr 25. W jego winiarni specjalnością były wina węgierskie. Ojciec naszego wynalazcy – Louis, miał firmę budowlaną, zasiadał także w radzie miejskiej. Był współbudowniczym gliwickiej synagogi. Na najstarszym żydowskim cmentarzu, Na Piasku, jest kwatera dziadków Oskara. On sam, jako siedmiolatek, wraz z rodzicami wyjechał do Wrocławia, gdzie również byli Troplowitze, jako że ród Troplowitzów wywodził się z Dolnego Śląska, dokładnie z czeskiej miejscowości Opavica, wcześniej… Troplowitz! We Wrocławiu młody Oskar uczył się i podjął pierwszą pracę, jako praktykant w aptece. Tamże studiował farmację, ale skończył jako doktor… filozofii w Heidelbergu. Zanim trafił do Hamburga, ożenił się i pracował w aptekach swego wuja, Gustawa Mankiewicza, w Poznaniu…
- Jak to się jednak u nas, w Katowicach zaczęło?
- To zawdzięczamy wrocławianinowi, Maksymilianowi Małuszkowi. Ten wątek niejako odkrywa na nowo i rozpoznaje nasz kolega po fachu, katowicki dziennikarz, Henryk Szczepański. A ma on już niejedno katowickie odkrycie na koncie!… Ostatnio mocno zaangażował się w temat Nivei, tak więc idąc tropem kremu wydobywa na światło dzienne postać Maksymiliana Małuszka, który po plebiscycie przeniósł się z Wrocławia do Polski, czyli do Katowic. Wniósł do naszego miasta pomysłowość, energię i … handlowe kontakty, więc w 1922 roku ściągnął firmę Beiersdorf. Szkoda, że Oskar Troplowitz już wtedy nie żył; zmarł na udar w 1918 roku – znów znamienna data!
- Czy Oskar Troplowitz bywał w Gliwicach?
- Z dokumentów wyszperanych przez Annę Strzeszewską, pracownicę Urzędu Miejskiego w Gliwicach wynika, że bywał, i to dość często. Ostatni raz w 1918 roku! Mało, czynił dary na rzecz Gliwic…
- Śląski trop produkcyjny…
- Zawdzięczamy go wspomnianemu już dyrektorowi Małuszkowi. To on, 29 kwietnia 1925 roku zarejestrował w katowickim sądzie rejestrowym firmę PEBECO – Wytwórnia Specyfików Beiersdorfa, Sp. z ogr. odp. Katowice. W 1925 roku była to filia handlowa, a właściwie hurtownia Beiersdorfa, dość szybko jednak w Katowicach zaczęła się także produkcja. Ponoć najpierw to była pasta do zębów, a wkrótce też krem Nivea. W prasie lokalnej, w “Gościu Niedzielnym” i ogólnopolskiej, szczególnie w ilustrowanym krakowskim “Światowidzie”, pojawiły się reklamy produktów katowickich firmy PEBECO. W moich zbiorach mam pięć takich reklam z 1928 roku. To są egzemplarze unikatowe! No i mam absolutny rarytas – oryginalny Nivea Puder dla dzieci (z 1/3 zawartości!) z katowickiej wytwórni PEBECO. Jest to prawdopodobnie jedyny taki zachowany eksponat. Byłem o krok od kupna unikatowego opakowania po katowickim kremie Nivea, ale przegapiłem finał aukcji. Poszedł za marne 22 zł, a próba odkupienia go za 22 euro nie powiodła się, bo jak mi powiedziano niebiesko-biały obiekt pożądania trafi(ł?) do Anglii…
- Czy znasz adres katowickiej wytwórni?
- Tę wiedzę również zawdzięczamy Henrykowi Szczepańskiemu. Była to ulica Piotra Skargi, nr 3. Dziś już trudno to miejsce zlokalizować – były przebudowy, zmieniała się numeracja. W każdym razie chodzi o pierzeję naprzeciwko obecnego dworca PKS, tam gdzie posesje nr 4, 6 i 8. Ta ostatnia w połowie lat dwudziestych była jeszcze niezabudowana, więc katowicka Nivea była najprawdopodobniej pod 6 lub 4.
- Jak długo PEBECO działało w Katowicach?
- Od 1925 roku do 1931, ale już w 1928 roku tenże Maksymilian Małuszek zarejestrował w Poznaniu kolejną spółkę PEBECO. Trudno dziś dociec, czy miała to być filia-córka katowickiej firmy, czy też w zamiarze była całkowita przeprowadzka do Poznania. Tak czy inaczej w ciągu dwóch lat wybudowano w Poznaniu bardzo nowoczesną fabrykę kosmetyków. Oddano ją w 1931 roku do użytku. W tym czasie zlikwidowano wytwórnię katowicką.
- A więc to poznańska Nivea przetrwała okupację…
- Oczywiście pod komisarycznym zarządem niemieckim, a po zbombardowaniu fabryki w Hamburgu to w Pebeco AG Posen trwała produkcja opatrunków i środków higieny na potrzeby Wehrmachtu. Bo niby krem Nivea to kosmetyk z damskiej torebki, ale to również “męska rzecz”, a w czasie wojny krem Nivea znajdował się w każdym niemieckim, żołnierskim plecaku.
- Mieli wypielęgnowane, czyste ręce?
- Hmmm… raczej szło o siekący do krwi dłonie i twarz wschodni wiatr i mróz… Obecnie te “wojenne” egzemplarze Nivei są bardzo cenione i poszukiwane przez zbieraczy tzw. miękkich militariów. Ciekawe, że jedno z moich niemieckojęzycznych pudełeczek kremu Nivea ma na otoczce nazwę POZNAŃ. Po polsku! I jest to zagadka – czy był to tuż przedwojenny eksport poznańskiej firmy do Niemiec, czy już jakieś okupacyjne niemieckie niedopatrzenie, czy być może polski sabotaż?!
- Jest jeszcze jedna zagadka…
- …i gratka dla miłośników małych-wielkich historii rzeczy powszednich. Na denku niemieckich pudełek, z II połowy lat dwudziestych, jest znak-głowa (zakapturzona) z napisem Pilot, co w podstawowym tłumaczeniu znaczy: sternik. To zrozumiałe, bo Hamburg, ojczyzna naszego kremu, wszak jest portem, a Nivea miała chronić m.in. ogorzałe od wiatru męskie, marynarsko-rybackie lica. Natomiast w polskim wydaniu kremu pojawia się dość szybko znak-głowa z podpisem Lotnik – w pilotce i okularach lotniczych! Skąd ta przemiana Pilota-sternika w lotnika? Czy ktoś może rozwikłać tę zagadkę?
Spróbuję. Początek polskiej linii produkcyjnej to Katowice i rok 1925. To równocześnie czas, kiedy miasto przymierzało się do budowy lotniska na Muchowcu, które powstało w latach 1926-1928, z inicjatywy Ligi Obrony Przeciwpowietrznej i Przeciwgazowej oraz Śląskiego Towarzystwa Lotniczego. Samolot wtedy jeszcze to było cudo, więc być może nowoczesny, światowy krem zaczęto sygnować głową pionierskiego lotnika? Wszak kabiny samolotów były otwarte! Och, ten wiatr!… Czy ktoś z Czytelników wie, skąd na polskim kremie Nivea lotnik? Lotnik katowicki?
To Katowice, za twoją przyczyną, uczciły godnie 100-lecie kremu Nivea. W Bibliotece Śląskiej dyrektor, prof. dr hab. Jan Malicki z otwartymi rękoma przyjął twoje zbiory pod dach książnicy.
- Wystawa została zorganizowana błyskawicznie, w ciągu niespełna dwóch dni! Wszyscy wiemy, że Biblioteka jest otwarta na ciekawe, nietypowe i niesztampowe ekspozycje, a jeśli w dodatku niosą wiedzę o Katowicach i o Śląsku, to serce profesora Malickiego mięknie jak wosk… Były już w Bibliotece wystawiane moje zbiory Orłów i Adlerów – maszyn do pisania i rowerów wraz z variami, a teraz jest zbiór 115 eksponatów z hambursko-katowicko-poznańskiej firmy, produkującej m.in. od stu lat krem Nivea. Są to głównie jego opakowania z lat dwudziestych po rok 2011 – polskie i niemieckie. Od opakowań mini po małe, średnie, duże – np. 1-kilogramowe! Są jednak również słynne leukoplasty, hansaplasty, poloniaplasty, produkowane w Hamburgu i w Poznaniu. Są na wystawie również opakowania szklane po kremie (blaszano-szklane, plastikowo-szklane), jak i buteleczki – po olejku do opalania, Wodzie do ust w wersji niemieckiej i polskiej, jest Olejek łopianowy do włosów, z poznańskiej produkcji, jest Olejek orzechowy (czy ktoś z Państwa wie, do czego służył?!). Są np. opakowania kremu Nivea z trzech peerelowskich linii – niebieskiej, białej i czarnej. A w ogóle trzeba powiedzieć, że te słynne, markowe, niebieskie z białymi napisami pudełeczka kremu Nivea na początku, od 1911 roku były… żółte! Zżółkłbym z zazdrości, gdybym takie u kogoś zobaczył… Niebiesko-białe pojawiły się od 1925 roku. Na mojej wystawie można prześledzić, jak zmieniał się ich designe, jak zmieniały się intensywność barw, krój i wielkość czcionek, a także treść napisów.
- Co na taką unikatową wystawę firma Beiresdorf?
Napisałem do nich. Z Poznania otrzymałem gratulacje, z Hamburgiem nawiązuję kontakt… Słyszałem, że Poznań przekazał swoje zbiory i archiwa do centrali, do Hamburga. Beiersdorf-Nivea stulecie świętuje i skromnie, i ciekawie; w Polsce trwa pożyteczna akcja “100 placów zabaw na 100 lat Nivea”; odbyły się regaty “Nivea Błękitne Żagle”. O ile wiem, w Poznaniu nie było np. żadnej wystawy. A firma wypuściła na rynek z okazji stulecia skromniutkie, plastikowe opakowania z limitowanej serii Nivea Creme 100 lat. Jeszcze warto odnotować, że 11 czerwca ub.r. eurocity “Wawel” ze specjalnymi wagonami teatralnymi projektu “Berlin-Kraków XPRS”, związanego z 20-leciem traktatu pomiędzy RP a RFN, wjechał także na dworzec w Gliwicach, gdzie na peronie przywitały ich m.in. repliki przedwojennych plakatów Nivei. To tak a propos gliwiczanina Troplowitza, a także 100-lecia naszego kremu. Przez Katowice pociąg przejechał bez echa…
Ciekawiej było na 95-lecie, kiedy to Gliwice, a konkretnie pani Anna Strzeszewska, pracownica gliwickiego Ratusza, przypomniała Hamburgowi o jubileuszu. Była wtedy w Gliwicach interesująca wystawa, a gliwickie zbiory hamburska centrala wsparła fotografiami i kopiami posiadanych eksponatów i dokumentów…
Ciekawie może też być w Gliwicach , kiedy to podczas tegorocznej “Śląskiej Nocy Naukowców”, na Politechnice Śląskiej, w planach będzie też próba “wynalezienia” kremu Nivea przez tamtejszych naukowców-chemików! Ja dostarczę im swoich opakowań. Dodam, że może tam zjawić się również ktoś z USA, gdzie potomków Troplowitza tropi Henryk Szczepański, na których ślad naprowadziła go pani Bożena Kubit z Muzeum w Gliwicach.
- Ty, Wojtku, jesteś pniok, krzok, czy ptok? Albo, jak to u nos godajom – ptok na krzoku?
- Jestem od prawie 40 lat katowiczaninem z wyboru, więc wychodzi na to, że jestem ptok na krzoku! Staram się pochylić nad historią naszego, mojego miasta, stąd zainteresowanie także katowicką Niveą, ale i np. Fabryką Rowerów, Gramofonów i Wyrobów Metalowych EBECO, której 87-letniego weterana-koło ujeżdżam. Mam też medal: Pamiątka biegu 105 km o puhar wędrow. F-y “EBECO”, kl. cykl. “EBECO”, Katowice 1925. Tu warto dodać – przy okazji Roku Konstantego Wolnego – że to on, jeszcze jako mecenas, sporządził akt notarialny przejęcia EBECO przez Polaków w 1922 roku, a już wkrótce potem został pierwszym marszałkiem Sejmu Śląskiego. Moje największe jednak odkrycie katowickie było przypadkowe, kiedy to w czasie przebudowy Ronda wjechałem na rowerze do wykopu i zobaczyłem unikatowe szczątki pieca szybowego huty “Marta”! Zrobiłem zdjęcia, zgłosiłem rzecz całą Konserwatorowi Wojewódzkiemu, Muzeum Śląskiemu, Muzeum Historii Katowic. Zostało to wszystko udokumentowane.
- Są jeszcze inne twoje katowickie znaleziska…
- Mam unikatowe pudełeczko po specyfiku FRANKO-POL-RAD, “Sanitas” Polski Specjalny Dom Hygieniczny, Katowice, Kochanowskiego 12a. Najsilniejsze Iglasto-Świerkowe Kąpiele Radowe (…) we własnym domu (…) przeciw wszelkim cierpieniom… A więc też dobre na wszystko, jak Nivea ciotki Hejdli i Świetkowej z “Cholonka…”! Mam jeszcze ślad po firmie LIGNOZA SP. AKC. (miała dyrekcję także w Katowicach), przedwojenne pudełeczko z czegoś w rodzaju ebonitu, z logiem firmy i z napisem: Wykonano z własnego materiału “Silesit”. Ot, małe-wielkie ślady, o jakich pisze Władysław Kopaliński w “Opowieściach o rzeczach powszednich”…
- … I “mała” Złota Odznaka “Za opiekę nad zabytkami” od ministra kultury RP…
Dziękuję za rozmowę.






