Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

12-01-2012, 11:27

Dziennikarz “Gazety” pozwał CBA  »

Gazeta Wyborcza
Ewa Siedlecka
12-01-2012

Bogdan Wróblewski, który w “Gazecie” pisze m.in. o służbach specjalnych, był “billingowany” przez CBA za czasów Mariusza Kamińskiego, teraz posła PiS. Z jakiego powodu? CBA do dziś nie potrafi wytłumaczyć.

Obecny szef CBA Paweł Wojtunik uważa, że nie było po temu podstawy prawnej. Mimo to prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie inwigilacji połączeń telefonicznych dziennikarza. Podobnie jak inne postępowania w sprawie inwigilacji dziennikarzy i nadużywania tzw. czynności operacyjnych.

Skoro więc na drodze karnej nie można wyegzekwować od policji i służb poszanowania konstytucyjnych praw i wolności, to może uda się to w procesie cywilnym?

Precedensową próbę podjął z pomocą Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Bogdan Wróblewski. Zdecydował się na to jako jedyny z dziesiątki dziennikarzy “billingowanych” przez służby za czasów rządu PiS.

O tej inwigilacji dowiedzieliśmy się z akt sprawy dotyczącej bezprawnego podsłuchiwania innego dziennikarza “Gazety” – Wojciecha Czuchnowskiego. Fakt, że było to za czasów IV RP, nie ma znaczenia, bo ciągle wychodzi na jaw, że służby lekką ręką sięgają po dziennikarskie billingi – jak choćby w sprawie przecieków z tzw. śledztwa smoleńskiego zakończonej próbą samobójczą prokuratora.

A o tym, że “billingowanie” dotyka setki tysięcy Polaków, świadczą dane Urzędu Komunikacji Elektronicznej: rocznie policja i służby 1,3 mln razy (!) sięgają po billingi, dane abonentów, wykazy SMS-ów i BTS (dane lokalizacyjne pozwalające śledzić ruchy i kontakty właściciela telefonu). A wszystko to bez konieczności uzyskania zgody sądu i jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli. Skarga rzecznika praw obywatelskich na takie prawo od pół roku jest w Trybunale Konstytucyjnym, ale jeszcze nie rozpoczęto nad nią prac.

Sprawa Bogdana Wróblewskiego pokazuje wszystkie patologie “billingowania”.

Policja i służby mogą sięgać po dane telekomunikacyjne bez niczyjej zgody czy kontroli, ale powinny to robić z jakiegoś prawnie uzasadnionego powodu. Np. w ramach postępowania karnego. Tymczasem ani CBA, ani prokuratura nie potrafiły powodu wskazać.

Chodziło o dwa tygodnie maja 2007 r. I nie o jeden telefon, ale trzy: służbowy, prywatny telefon żony dziennikarza (ale zarejestrowany na niego) i prepaid.

Przesłuchiwany w 2007 r. przez sejmową komisję ds. służb specjalnych b. szef MSWiA Janusz Kaczmarek powiedział, że to ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro chciał poznać, z kim Wróblewski się kontaktuje. Później, przed naciskową komisją śledczą, b. wiceszef CBA Maciej Wąsik – który zlecał “billingowanie” Wróblewskiego – twierdził, że chodziło o sprawdzenie źródeł informacji dziennikarza do artykułu o jednym ze śledztw.

Jaki to był artykuł i jakie śledztwo – nie pamiętał. Zupełnie nie potrafił też sobie przypomnieć, po co żądał jego billingów wcześniej – w grudniu 2006 r. Wtedy powstało CBA i można podejrzewać, że po prostu, ot tak, dla własnego komfortu sprawdzono sobie dziennikarzy, którzy mogą się służbą interesować.

To kolejna patologia, bo choć według prawa pobieranie danych teleinformacyjnych nie musi się dziać w ramach konkretnego postępowania, to jednak musi być związane z kompetencjami służby. CBA jest od zwalczania korupcji, monitorowania przetargów, sprawdzania oświadczeń majątkowych funkcjonariuszy publicznych. Wśród jej kompetencji nie ma badania przecieków ze śledztw. A w kompetencjach żadnej ze służb nie mieści się badanie kontaktów dziennikarzy dla samej wiedzy.

To oczywiste nadużycie i tak już dziurawego prawa. I obejście ochrony dziennikarskich źródeł informacji. Czyli prawa, które chroni nie dziennikarza, ale jego informatorów. A także jest jedną z gwarancji, by prasa mogła wypełniać swoją konstytucyjną rolę: informować, kontrolować i umożliwiać debatę publiczną.

To nie koniec billingowych patologii. Pozyskując billingi i inne dane teleinformatyczne Wróblewskiego z tak długiego okresu, CBA musiało uzbierać kilka segregatorów danych. Co się stało z tymi materiałami? Zniszczone? Nie ma protokołu zniszczenia. Są gdzieś w archiwum? CBA nie potrafi ich odnaleźć. Ktoś wyniósł? Ile było kopii? Kamień w wodę.

A przecież tam są wrażliwe informacje, także o życiu prywatnym. I to nie tylko dziennikarza, ale również jego żony. A także osób, z którymi przez kilka miesięcy oboje się kontaktowali. Można sprawdzić, gdzie i kiedy byli, z kim się spotykali. Wszystkie te informacje są gdzieś we władaniu nie wiadomo kogo. A ponieważ prokuratura umorzyła postępowanie – mamy przyjąć, iż jest to stan zgodny z prawem.

W odróżnieniu od procesu karnego, w cywilnym to pozwany – czyli CBA – musi dowieść, że działał zgodnie z prawem. I że za jego działaniami stał interes publiczny, który usprawiedliwia naruszenie prywatności.

Prowadzący pro bono sprawę pełnomocnik Bogdana Wróblewskiego adw. Maciej Ślusarek pisze w pozwie, że takiego interesu nie było, a “celem ingerencji w prawo do prywatności powoda nie była realizacja ustawowych zadań CBA, a raczej partykularny interes tego podmiotu”.

Cywilny proces o ochronę dóbr osobistych – prywatności, tajemnicy komunikowania się, autonomii informacyjnej i dziennikarskiej reputacji, którą mógł podkopać fakt inwigilowania przez służby źródeł informacji dziennikarza – może się okazać skutecznym sposobem wykazania, że “billingowanie” w wykonaniu policji i służb łamie prawo. Spowodować zmianę praktyki, a może i prawa – jeśli np. sąd zwróci się z pytaniem prawnym do Sądu Najwyższego czy Trybunału Konstytucyjnego.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,10949809,Dziennikarz__Gazety__pozwal_CBA.html#ixzz1jEYLworN

11-01-2012, 23:35

SCHUDNIJ JAK W… AUSCHWITZ?!  »

Portal Opinii Newsweek.pl
ZEW
11-01-2012

Właściciel pewnej siłowni w Dubaju wykorzystał zdjęcie z KL Auschwitz – Birkenau, by pokazać, jak można stracić kilka kilogramów spalając kalorie.

Hasło reklamowe siłowni głosi (w wolnym tłumaczeniu) – DAJ BUZIAKA SWOIM KALORIOM NA DO WIDZENIA. Do tego fotka rampy w Brzezince.

Sprawę nagłośniły media, interweniowało nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Podobno właściciel siłowni wyraził zażenowanie i obiecał “suty datek” na rzecz Muzeum Zagłady w Oświęcimiu. Cel jednak został osiągnięty – o jego firmie zrobiło się głośno w całym świecie.

Jakie i czy w ogóle są granice wolności w reklamie na wolnym rynku? Co Państwo Blogerzy o tym myślicie? Bywam i ja cynikiem, ale są jednak jakieś granice, których staram się nie przekraczać.

ZEW

Całość: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/603302,schudnij-jak-w-auschwitz.html

11-01-2012, 22:46

Dziennikarze o inwigilacji – panel na Foksal  »

SDP
mp
11-01-2012

Sięganie po nasze bilingi jest obejściem prawa – mówili dziennikarze podczas konferencji zorganizowanej przez Centrum Monitoringu Prasy SDP w Domu Dziennikarza.

Uczestniczący w panelu Cezary Gmyz z “Rzeczpospolitej” i Maciej Duda z TVN24 są przekonani, że prokuratorzy badający ich bilingi doskonale wiedzieli, że numery badanych telefonów należą do dziennikarzy. Według nich takie operacje podważają zaufanie informatorów i grożą ich zdemaskowaniem.

Mecenas Dariusz Pluta podkreślił, że bez tajemnicy dziennikarskiej profesji nie jest możliwa ochrona źródeł informacji. Dziennikarz – zgodnie z art. 180 kpk – nie może być przesłuchany na okoliczność, która mogłaby ujawnić dane informatora. Nieprawne było żądanie od operatorów komórkowych treści dokumentów elektronicznych. Treść esemesów poddana jest tym samym rygorom, co podsłuchy. Do tego, by można było wystąpić z takim żądaniem potrzebna jest zgoda sądu.

Według Cezarego Gmyza sytuacja zmienia się od lat na gorszą. Proces sięgania po bilingi nie jest kontrolowany przez sądy. – My coraz mniej wiemy o władzy, a władza coraz więcej o nas, to nie jest normalne w demokratycznych krajach – powiedział Gmyz.

Maciej Duda dodał, że jest “wkurzony tym, co się dzieje” – Te historie z bilingami były nagłaśniane i wydawało się, że jest wola, by to zmienić.

W czasie dyskusji na Foksal uczestnicy panelu zastanawiali się również nad sposobami ochrony informatorów i przyszłością dziennikarstwa śledczego w Polsce. Dyskusję prowadził dyrektor CMWP SDP Wiktor Świetlik.  Nie zjawili się zaproszeni do dyskusji przedstawiciele Prokuratury Wojskowej, Prokuratury Generalnej i Policji.

Całość: http://www.sdp.pl/dziennikarze-o-inwigilacji-panel-na-foksal

11-01-2012, 16:40

Jaka różnica?  »

Polityka
Cezary Łazarewicz
11-01-2011

Media a sprawa płk. Mikołaja Przybyła

Po próbie targnięcia się na życie przez płk. Przybyła jeden z blogerów zapytał, jaka jest różnica między dziennikarzem a szmatą?

Jeśli ktoś ma wątpliwości powinien obejrzeć dokładnie film z konferencji prasowej prokuratora. Proszę szczególnie zwrócić uwagę na scenę, gdy kamerzysta bardzo znanej stacji informacyjnej pyta prokuratora, czy może zostawić kamerę w jego gabinecie. Prokurator nie wie jednak, że kamera została włączona, ustawiona w kierunku biurka przy którym przed chwilą tłumaczył się z inwigilowania dziennikarzy i jest po to by podglądać, co zrobi, gdy zamkną się drzwi za dziennikarzami.

Jeśli, ktoś ma wątpliwości, czym różni się dziennikarz od wspomnianej szmaty powinien dokładnie zobaczyć na filmie, kto biegnie udzielać pomocy mężczyźnie leżącemu w kałuży krwi, a kto w tym czasie chwyta za kamerę by stanąć bliżej rannego i mieć lepszej ujęcie tej miazgi. Wszak w tym fachu liczy się refleks. Za takie zdjęcia można dostać redakcyjną nagrodę, a jeśli materiał będzie odpowiednio krwawy – sprzedać zagranicznym stacjom. To się bardziej opłaca niż ratowanie życia postrzelonemu facetowi. I za tę kalkulację należy się ambitnemu kamerzyście nagroda. Warto by poznać jego nazwisko by już dziś nominować go do nagrody “Hieny roku” przyznawanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Warto by anonimowy kamerzysta podzielił się nią ze Sławomirem Jarzębowskim, redaktorem naczelnym “Super Expressu”, który na pierwszej stronie swojej gazety zamieścił zdjęcie Mikołaja Przybyła leżącego w kałuży krwi. – Albo będziemy pokazywać ludziom życie, albo firanki – wyjaśnił swoją decyzję. Tak, jakby między firankami a zmasakrowanym mężczyzną nic już pokazać nie można było.

Całość: http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1523295,1,media-a-sprawa-plk-mikolaja- przybyla.read#ixzz1jDQFnc00

11-01-2012, 12:53

Spracowane ręce górnika na tle dymiących kominów. Czy to cały Śląsk  »

Gazeta Wyborcza Katowice
Iwona Sobczyk
11-01-2012

“Na Śląsku coś się skończyło – tradycyjna dla tego miejsca ikonografia nie straciła wprawdzie aktualności, nadal można tu sfotografować spracowane ręce górnika na tle dymiących kominów. Używanie tej kliszy wprost niczego już jednak nie wyjaśnia” – pisze w tekście towarzyszącym wystawie “Śląskie. Zmiana 2011″ fotograf Filip Springer. Wystawę można oglądać w Galerii Pustej Centrum Kultury Katowice.

Wernisaż wystawy "Śląskie. Zmiana 2011"

Coraz więcej interesujących wydarzeń kulturalnych, wyremontowanych elewacji, nowych budynków i opuszczonych przemysłowych hal. Bieda, z którą muszą sobie radzić ci, którzy nie nadążają za zmianami. Eleganckie przestrzenie publiczne i hałdy, na których też toczy się życie. Tak zmienia się Śląsk. Katowicki Regionalny Ośrodek Kultury postanowił te zmiany udokumentować. Służyć temu ma fotograficzny projekt “Śląskie. Zmiana”.

Na początek ROK zaprosił do niego sześcioro śląskich fotoreporterów, w tym także naszych redakcyjnych kolegów Bartłomieja Barczyka, Grzegorza Celejewskiego i Dawida Chalimoniuka. Prócz nich w projekcie biorą udział Joanna Nowicka, Arkadiusz Ławrywianiec i Arkadiusz Gola. Ich zdjęcia dokumentujące zmiany, jakie dokonały się w województwie śląskim w ubiegłym roku można oglądać na otwartej w środę wystawie w galerii Pustej CKK.

- Czy Śląsk się zmienia? Ależ oczywiście! Nie nadążam fotografować! – mówi Gola. Na wystawie pokazuje zdjęcia plażowicza odpoczywającego na hałdzie w Świętochłowicach, manekiny w chińskim centrum handlowym w Jaworznie i targowisko w Zabrzu. – Zdaję sobie sprawę, że to raczej nie są idealne fotografie promocyjne nowoczesnej aglomeracji. Nic na to nie poradzę, że mnie bardziej interesują obrzeża tej aglomeracji – mówi Gola.

Obrzeża interesują też Grzegorza Celejewskiego. Fotografował dzieci grające w piłkę przed familokiem czy kobietę, która wyprowadza się z uszkodzonego wskutek górniczej eksploatacji domu. Na zdjęciach Bartłomieja Barczyka są tancerze wyginający się w ciemnych halach Elektrociepłowni Szombierki. Dawid Chalimoniuk na wystawę wybrał obrazy dokumentujące kulturalny ferment panujący w Katowicach w czasie walki o tytuł ESK 2016.

Żeby wziąć udział w projekcie nie trzeba wcale być profesjonalnym fotoreporterem. Wystarczy aparat i bystre oko. Zdjęcia dokumentujące zmiany dokonujące się w województwie należy wysyłać do ROK. Zostaną wyeksponowane na stronie rok.katowice.pl. Pod koniec roku najlepsze z nich zostaną pokazane na kolejnej wystawie w ramach projektu.

Pierwszą wystawę “Śląskie. Zmiana 2011″ można oglądać do 5 lutego.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35018,10949833,Spracowane_rece_gornika_na_tle_dymiacych _kominow_.html#ixzz1jDKrCPBc

11-01-2012, 11:40

Wystawa Arkadiusza Ławrywiańca, fotoreportera Dziennika Zachodniego  »

Dziennik Zachodni
AMC
11-01-2011

Do końca stycznia w Bibliotece Śląskiej w Katowicach można oglądać wystawę naszego fotoreportera Arka Ławrywiańca pt. Portrety twórców.

Na otwarciu wystawy Arkadiusza Ławrywiańca

Wystawę niezwykłą, bo Arek z aparatem fotograficznym w ręku wszedł do pracowni najlepszych malarzy, grafików, rzeźbiarzy w regionie. Podglądał przy pracy mistrzów m.in. Zygmunta Brachmańskiego, Wiktora Ostrzołka, Ferdynanda Szypułę, Mariana Oslislo, Erwina Sówkę. Powstało 50 portretów 27 artystów.

- To podsumowanie czterech lat mojej pracy. W intymnej przestrzeni, jaką są pracownie artyści czuli się swobodnie.

Uchwyciłem ich podczas pracy. Jednych ubrudzonych gipsem, innych z rękami w farbie. Każde takie spotkanie było dla mnie wyjątkowym przeżyciem – podkreśla Arek. Jedne pracownie wyglądały jak sterylne sale operacyjne, w innych panował chaos. Każda oddawała charakter artysty.

- Ta wystawa to zaledwie zamknięcie pewnego etapu mojej pracy. Przygotowuję się do następnych sesji. W naszym województwie mieszka tylu niezwykłych twórców, że nie mogę się ograniczyć tylko do tych 27, których już sfotografowałem – mówi Arek. Przygotowuje album, w którym będę mógł pokazać więcej zdjęć niż pomieściła ekspozycja. Będzie gotowy w tym roku. Projekt mógł zrealizować dzięki stypendium marszałka śląskiego w dziedzinie kultury.

Arek jest członkiem ZPAF i zdobywcą wielu nagród. Najważniejsze to II miejsce w “BZWBK Press Foto 2009 za fotoreportaż Powstawanie witrażu i II nagroda za: cykl pt. Powódź w Bieruniu w konkursie Śląska Fotografia Prasowa 2010.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/492788,wystawa-arkadiusza-lawrywianca-fotoreportera- dziennika,id,t.html