Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

14-01-2012, 18:24

Anna Sojka nagrodzona  »

Polskie Radio Katowice
14-01-2012

Profesjonalizm śląskich dziennikarek zajmujących się tematyką medyczną doceniło Stowarzyszenie “Dziennikarze dla zdrowia”.

Anna Sojka i Maria Zawała

Pierwszą nagrodę w kategorii audycji radiowej o tematyce medycznej w 2011 roku otrzymała nasza redakcyjna koleżanka Anna Sojka.

Anna Sojka otrzymała również główną nagrodę za program o homeopatii.

Maria Zawała z Dziennika Zachodniego, która razem z naszą radiową, nagrodzoną koleżanką przygotowuje i prowadzi Spotkania Medyczne im. Krystyny Bochenek, została prasową dziennikarką roku. W kategorii telewizyjnej zwyciężyła Lidia Tarczyńska z Telewizji Katowice.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=259&tx_ttnews[tt_news]=21783&tx_ttnews[backPid] =66&cHash=b6aaf5b813

14-01-2012, 16:43

Dziennikarze “Echa” nominowani do nagrody głównej Konkursu SGL Local Press 2011  »

Górnośląski Tygodnik "Echo"
14-01-2012

Jury Konkursu SGL Local Press 2011 wyłoniło nominacje do nagrody głównej w poszczególnych kategoriach. Dziennikarze “Echa” zdobyli nominacje w kategorii “Społeczeństwo”.

Redaktor naczelny “Echa” Jarosław Jędrysik został nominowany za artykuł “Satysfakcja za 70 tys. zł”. Redaktor Zdzisław Barszewicz za tekst “Nierówne prawa”. Uroczystość ogłoszenia wyników odbędzie się w piątek, 3 lutego 2012 r. o godzinie 12:00 w sali Kolumnowej Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Weźmie w niej udział Marszałek Sejmu Ewa Kopacz, która objęła konkurs swoim patronatem.

Całość: http://www.tygodnikecho.pl/#?&news_id=1638&module=news

14-01-2012, 13:23

Antena Gónośląska: Miała być telewizja regionalna, wyszło studio producenckie  »

Dziennik Zachodni
Henryka Wach - Malicka
14-01-2012

Chcieli założyć prywatną telewizję regionalną, a wyszło im prężne studio producenckie. Barwną historię Anteny Górnośląskiej, przy wsparciu jej twórców: Michała Smolorza i Wojciecha Sarnowicza, przypomina Henryka Wach-Malicka

Trudno w to uwierzyć, ale kiedyś w Wigilię pracowali w Polsce nie tylko sprzedawcy w supermarketach, lecz także urzędnicy. W każdym razie Antena Górnośląska, zwana w rozszerzeniu “Studiem Programów i Filmów Telewizyjnych”, została zarejestrowana 24 grudnia 1991 roku. Była więc jak bożonarodzeniowy prezent dla swoich twórców, którzy mieli ambitny plan stworzenia pierwszej w Polsce prywatnej telewizji regionalnej.

Planów nie udało się zrealizować, nazwa (zastrzeżona) pozostała. Cóż było robić z tak pięknie rozpoczętym projektem? Kontynuować – postanowili. Konkretnie postanowili: Grażyna i Michał Smolorzowie oraz Wojciech Sarnowicz. Skoro nie udało się stworzyć telewizji, stworzą studio producenckie z prawdziwego zdarzenia.

Pionier brzmi… niepewnie

Łatwo nie było. Antena Górnośląska nie miała kogo i czego naśladować, w Polsce prywatni producenci dopiero raczkowali. Rola pionierów była kusząca, ale niekoniecznie wygodna. Mieli tylko swój pomysł na telewizyjną twórczość o Śląsku; na wysmakowanym poziomie. Wytrwali w nim przez 20 lat, minionej Wigilii obchodzili skromny jubileusz. Mogą się pochwalić ponad 250 zrealizowanymi filmami dokumentalnymi, programami telewizyjnymi, widowiskami i koncertami. Przez 20 lat okrzepli i zdobyli dobrą pozycję na producenckim rynku. A przy okazji wielu przeciwników, którym nie podoba się to, co robią. A czasem nawet oni sami…

- Szczerze mówiąc – wyznaje Michał Smolorz – głównie to ja się nie podobam! Zwłaszcza tym, którym niewygodną (dla nich) prawdę walę prosto w oczy w felietonach i artykułach. Nie przepadają za mną, a odgrywają się na firmie. Na to rady nie ma. Wojciech nieraz utyskiwał, że powinienem wybierać: albo pisanie, albo produkcja filmowa.

Debaty serio, żarty w tle

Smolorz i Sarnowicz nie stworzyli Anteny Górnośląskiej tylko z ambicji lub chęci zysku, choć ambicji im nie brakowało, a normalny człowiek na ogół pracuje dla pieniędzy. Oni byli jednak w sytuacji przymusowej. Właśnie zostali usunięci (mówią bez ogródek “wywaleni”) z pracy w Telewizji Katowice. Wojciech Sarnowicz ze stanowiska dyrektora, Michał Smolorz – z etatu jego zastępcy. Zanim padli na bruk, zdołali powołać do życia Górnośląską Telewizję Regionalną, pierwszy w Polsce program III TVP. Dziś już mało kto chce pamiętać, że to ich dzieło.

Michał Smolorz i Wojciech Sarnowicz

Antena Górnośląska współpracowała zresztą potem z programem 2 TVP, głównie dzięki życzliwości redaktor Niny Terentiew. To w tym czasie (lata 1994-97) na antenie Dwójki emitowany był program “Wesoło czyli smutno. Kazimierza Kutza rozmowy o Górnym Śląsku” – najbardziej chyba dojrzałe dziecko spółki autorskiej: Sarnowicz – Smolorz. Sami twórcy określają te audycje modnym dziś mianem talk-show, w rzeczywistości była to jednak niepowtarzalna mieszanka poważnej, intelektualnej debaty, przyjacielskiej biesiady i wspólnej zabawy, okraszonej czasem nawet dosadnym żartem. Program miał wzięcie, a momentami nawet milionową widownię, co jest dużym osiągnięciem w przypadku programu publicystycznego.

Przede wszystkim audycja odczarowywała jednak Śląsk, poza regionem postrzegany jako miejsce nieznane i lekko podejrzane. Goście Kutza byli zacni, rozmowa istotna, a region… normalny. Okazało się też, że spora grupa znanych w Polsce artystów i naukowców ma śląskie korzenie. I się ich nie wypiera!

Stanika godność własna

Osobną pozycję w dorobku AG zajmują filmy dokumentalne Wojciecha Sarnowicza. Od początku podział kompetencji w firmie był dość jasny, bo choć ojcowie-założyciele większość przedsięwzięć realizowali wspólnie, to wedle umowy każdy miał swoją działkę. Sarnowicz – wizje artystyczne (reżyseria), Smolorz – wizje realistyczne (kasa i organizacja), a Smolorzowa – godzenie Sarnowicza i Smolorza w czasie niekończących się, gwałtownych dyskusji o wyższości sztuki nad kasą (lub odwrotnie).

Filmem dokumentalnym Wojciecha Sarnowicza o wkroczeniu wojsk polskich na Śląsk w 1922 roku, Antena zresztą debiutowała. Wielokrotnie zaś nagradzana “Stanika Cyronia droga do nieba” na wiele lat wyznaczyła Antenie priorytety tematyczne, więc warto poświęcić jej więcej miejsca. To wzruszająca, choć pozbawiona egzaltacji, opowieść o życiu tytułowego bohatera (postaci autentycznej), w którego biografii zbiegły się wszystkie komplikacje, jakich doświadczali (i doświadczają) Ślązacy: wielokulturowość i wielonarodowość, a w konsekwencji – konieczność trudnych wyborów i decyzji.

Zaletą filmu jest nie tylko portret mądrego człowieka, ale też pokazanie, że dotykające bohatera komplikacje płyną z zewnątrz. Że biorą się z opinii innych ludzi. Bo dla Stanika Cyronia życie to życie – starał się być człowiekiem dobrym i uczciwym. Żonę Niemkę potępiali obcy, on ją kochał. W ich domu były dwa modlitewniki – jeden po polsku, drugi po niemiecku. Obydwa wydane w tym samym roku, w tej samej drukarni, z tymi samymi litaniami…

- Na przykładzie Stanika – mówi Sarnowicz – widać doskonale, że Ślązaków nie da się wyplątać z ich tradycji i z historii miejsca, w jakim żyją. Rzecz w tym, że często niezrozumiani, nie chcą już mówić. Zamykają się w swoich małych społecznościach. Wielu bohaterów musiałem długo namawiać, żeby zgodzili się na wypowiedź przed kamerą. Najdłużej, bo całe dziesięć miesięcy, ordynariusza opolskiego biskupa Alfonsa Nossola. Orędownik polsko-niemieckiego pojednania czuł się obco w świecie, który nakazywał wybór tylko jednej opcji narodowościowej. Ten film nosi znamienny tytuł: “… i Twoja mowa cię zdradza” – dodaje reżyser.

Wśród portretowanych przez Sarnowicza ludzi znaleźli się m.in.: arcybiskup Damian Zimoń (“Na mnie to spadło”), prof. Dorota Simonides (“Posłuchajcie przypowieści o życiu szczęśliwym”), Henryk Bereska (“Język jest twoją ojczyzną”), biskup Ignacy Jeż (“Prawie cały wiek”), ale też Bogumił Kobiela i Zbigniew Cybulski. Wszystkie filmy wyprodukowała lub współprodukowała Antena.

Są, a jakby ich nie było?

Trudną, choć szalenie rajcującą realizatorów działką były duże formy teatralne. Satysfakcja z przygotowań była ogromna, ale zyski… marne. Ojcowie-założyciele AG, w głębokim przekonaniu o sensowności swoich pomysłów, nie pomyśleli, że nie posiadają własnej sceny. A jak jej nie mają, to muszą teatr wynajmować, panuje zaś kapitalizm i każdy dyrektor na cudzej produkcji woli zarobić niż do niej dołożyć. Jakby co – to jednak próbowali. Wyprodukowali np. musical “Zolyty” (libretto Marian Makula, muzyka Grzegorz Spyra, reżyseria Jacenty Jędrusik) oraz “Album rodzinny Erwina Respondka” (teksty Michał Smolorz, muzyka Stefan Sendecki, reżyseria Wojciech Sarnowicz). Ten ostatni był pokłosiem sympatycznego (17 odcinków) cyklu telewizyjnego “Opowieści Erwina Respondka”, emitowanego w Dwójce w latach 1993-1996. Niezapomniany duet śląskiego farorza i zgorzkniałego emeryta stworzyli w nim Józef Polok i Marian Skorupa. Powrotem do tamtych audycji był “Patefon ujka Ericha”, z Wiesławem Sławikiem w roli gospodarza.

Antena Górnośląska to dziś tylko siedem osób stałej załogi, ale przez jej produkcje przewinęło się w sumie jakieś 800 osób. W tym świetni autorzy zdjęć, m.in.: Marek Uhma, Mieczysław Chudzik i Henryk Kępa, znakomici fachowcy wszystkich innych telewizyjnych specjalności i niemal setka aktorów.

Jak prowadzi się prywatny biznes telewizyjny poza Warszawą, gdzie powstaje ponad 80 proc. krajowej produkcji? Sarnowicz i Smolorz przez 20 lat nie narzekali. Po śląsku “robili swoje”.

- Jedno nas uwiera – twierdzą zgodnie – że w świadomości regionalnych urzędników nie istnieje ktoś taki jak “prywatny producent dóbr kultury”. Nas nie ujmuje się w statystykach, nami się nikt nie chwali, nas nie nagradza, bo też i do nas nie dokłada. A skoro nie ma nas w budżetach, to nie istniejemy. Na obu regionalnych kongresach kultury też ani słowa, choć te 250 filmów i audycji, razem ponad 150 godzin Śląska na krajowych i europejskich antenach telewizyjnych, powinno dawać do myślenia. Ale dla wojewódzkiego urzędnika Sarnowicz to ledwie emerytowany dyrektor telewizji, a Smolorz to tylko obmierzły felietonista – konkludują.

Całość: http://slask.naszemiasto.pl/serwisy/magazyn/1237981,historia-anteny-gornoslaskiej-miala-byc-prywatna-telewizja,id,t.html

13-01-2012, 20:01

Andrzej Krzysztof Wróblewski nie żyje  »

Press, Gazeta Wyborcza, Polityka
PAP, Andrzej Lubowski, zespół redakcyjny "Polityki"
13-01-2012

W piątek zmarł wieloletni dziennikarz i komentator tygodnika “Polityka” Andrzej Krzysztof Wróblewski. Były naczelny “Gazety Bankowej” i “Nowej Europy”.

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Andrzej Krzysztof Wróblewski urodził się 2 lipca 1935 roku w Wilnie. W 1956 r. ukończył Wydział Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1959-1981 był związany z tygodnikiem “Polityka”. W latach 1984-89 pracował dla miesięcznika “Zarządzanie”. Od listopada 1990 r. do maja 1995 r. był redaktorem naczelnym “Gazety Bankowej”, a przez kolejny rok – “Nowej Europy”. Do “Polityki” wrócił w 1996 roku. Był autorem licznych publikacji, głównie o tematyce gospodarczej.

Wróblewski był autorem książek, m.in.: “Niedziela w sobotę” (1964), “Złote ręce” (1966), “Na głębsze wody” (1975), “Trudno zmienić skórę” (1978), “Polska na co dzień” (1980), “Polska na kółkach” (1989), “Zgoda na wyjazd” (1989).

Jego syn Tomasz Wróblewski jest redaktorem naczelnym “Rzeczpospolitej”.

Andrzej Krzysztof Wróblewski większość zawodowego życia spędził w „Polityce”. Od ponad 10 lat zmagał się z chorobą Parkinsona i chociaż praktycznie rozstał się z dziennikarstwem, wielu czytelników dobrze pamięta jego reportaże i publicystykę. Do dziś także pamiętają go widzowie telewizji z audycji „Kontrapunkt”, w której dużymi nożycami ciął przydługie wynurzenia polityków z początku lat 90.

Andrzej Krzysztof Wróblewski zaczął pisać dzienniki pod koniec studiów na Uniwersytecie Warszawskim, w 1956 r., roku polskiego Października. Bruliony zabrali mu potem z domu ubecy w czasie rewizji. Dopiero niedawno się odnalazły.

W tej książce, wydanej przez Agorę SA i Spółdzielnię Pracy Polityka Czytelnik dostaje obraz kraju, jaki Autor bez retuszu zapisywał pół wieku temu. Zapiski złożyły się na pasjonującą opowieść o codzienności w PRL, obyczajach, postawach ludzi, romansach i konfliktach rodzinnych, a to wszystko na politycznym tle tamtych czasów.

x     x     x

Zmarł Andrzej Krzysztof Wróblewski

Umarł wspaniały dziennikarz i mądry, odważny człowiek – Andrzej Krzysztof Wróblewski.

Urodził się w 1935 r. Przez wiele lat był podporą tygodnika “Polityka”. Aż do wprowadzenia stanu wojennego. Wtedy odszedł. W radiowej “Trójce” słuchaliśmy Jego charakterystycznego głosu zdrowego rozsądku, gdy w “Peryskopie” komentował wydarzenia tygodnia.

Na początku lat 90. prowadził telewizyjny program “Kontrapunkt”. Dużymi nożycami ciął przydługie wynurzenia polityków z tamtego okresu. Kierował “Gazetą Bankową”. Do “Polityki” wrócił w 1996 r. Niedługo potem dopadła go choroba Parkinsona. Początkowo pisywał, ale coraz trudniej Mu to przychodziło. Koledzy chcieli zostawić w stopce Jego nazwisko. Ale Andrzej nie akceptował taryfy ulgowej.

Okładka "Dzienników zabranych przez bezpiekę" - ostatniej książki Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego

Pod koniec studiów na Uniwersytecie Warszawskim, w 1956 r., Andrzej zaczął pisać dzienniki. Bruliony zabrali mu potem z domu ubecy w czasie rewizji. Był już chory, gdy się odnalazły. Namawiałem Go, aby je opublikował. Byłem pewien ich wartości poznawczej: nieretuszowanego obrazu kraju oczyma genialnego reportera. Opierał się. Wątpił, czy kogokolwiek zainteresuje taka odległa historia. Miał też inne obiekcje.

27 czerwca 2006 r. napisał do mnie:

“Twoje zachęty, żeby zajrzeć do szuflady (a propos – szuflada to był jeden ze stałych fragmentów gry w UB – zatrzaskiwano szufladę na palcach przesłuchiwanego; dziś ludzie nie potrafią docenić tego humanitaryzmu, który przyświecał pracy esbeków), otóż Twoje zachęty musiałyby zwalczyć – przeważyć dekoniunkturę tematyczną: mianowicie jest w modzie mieć albo mówić, że się ma teczkę, a ja mam taki wredny charakter, że nie lubię tłoku, więc obaw, które żywiłem wcześniej, że kogo dziś obchodzą przygody jakiegoś pana Andrzejka – te obawy jeszcze się wzmocniły”.

Jednak dał się w końcu przekonać. Był już bardzo chory, gdy w 2008 r. wspólnym wysiłkiem “Polityki” i Agory ukazały się Jego “Dzienniki zabrane przez bezpiekę”.

W przedmowie Jego przyjaciel jeszcze z czasów dzieciństwa, Krzysztof Pomian, pisał o Wróblewskim jako klasycznym żoliborskim inteligencie i wyjaśniał, co to znaczy: „Wbrew ostatnio wypowiadanym opiniom » żoliborski inteligent «to nie inteligent, który przypadkiem urodził się na Żoliborzu. To ten, który wychował się w środowisku skupionym wokół Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, ale wykraczającym poza krąg mieszkańców jej osiedla. (…) Kultywowano w nim etos pracy społecznej i poświęcenia, ludzi oceniano nie wedle przynależności partyjnej, ale wedle kwalifikacji moralnych”.

Na pierwszej stronie egzemplarza “Dzienników”, który od Niego dostałem, Andrzej napisał:

“Andrzeju L.! Melduję, że zadanie wykonane, a oto dowód. Gdyby nie Twój napór, ta książka nie zostałaby napisana. Dziękuję. Andrzej Krzysztof W.”.

To ja dziękuję, Andrzeju!

Andrzej Lubowski

“Gazeta Wyborcza”

 

x     x     x

Żegnamy Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego

Andrzej Krzysztof Wróblewski (1935 – 2012)

W piątek zmarł Andrzej Krzysztof Wróblewski – wieloletni dziennikarz i komentator POLITYKI, wybitny publicysta, pisarz i redaktor.

Andrzej Krzysztof Wróblewski urodził się 2 lipca 1935 r. w Wilnie. 21 lat później ukończył Wydział Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1959 – 1981 pracował w POLITYCE. Był niezwykłym człowiekiem i wybitnym dziennikarzem. Zawsze na miejscu najważniejszych wydarzeń, stawiał czoła wszelkim przeciwnościom losu. Po wprowadzeniu stanu wojennego, w 1982 r. odszedł z redakcji tygodnika.  W radiowej Trójce, w programie “Peryskop”, był jednym z komentatorów wydarzeń tygodnia.

Na początku lat 90 prowadził telewizyjny program “Kontrapunkt”. Był redaktorem naczelnym “Gazety Bankowej” i “Nowej Europy”. Był autorem licznych publikacji o tematyce gospodarczej. W 1996 r. wrócił do Polityki. Zmagał się z chorobą Parkinsona, coraz trudniej było mu pisać. Nie chciał taryfy ulgowej, nie pozwolił by jego nazwisko znajdowało się w stopce. Przełamywał tabu nazywania i otwartego mówienia o swojej chorobie.

Był autorem licznych publikacji książkowych:  m.in.: “Niedziela w sobotę” (1964), “Złote ręce” (1966), “Na głębsze wody” (1975), “Trudno zmienić skórę” (1978), “Polska na co dzień” (1980), “Polska na kółkach” (1989), “Zgoda na wyjazd” (1989). Opublikował także dzienniki, które odnalazły się po kilkudziesięciu latach po tym, jak w czasie jednej z rewizji z domu dzienikarza zabrali je ubecy.

- Był jednym z najwybitniejszych dziennikarzy w historii POLITYKI i chyba najlepszym człowiekiem, który tu pracował – zmarłego Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego wspominał w piątek Jerzy Baczyński.

Zespół redakcyjny “Polityki”

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/28003,Andrzej-Krzysztof-Wroblewski-nie-zyje

13-01-2012, 07:51

Będzie proces dziennikarza “Gazety” przeciw służbom  »

Gazeta Wyborcza
es
13-01-2012

Sąd odrzucił wniosek CBA, by oddalić pozew dziennikarza ”Gazety”. Będzie więc pierwszy proces przeciw służbom o naruszenie prywatności przez ”billingowanie”.

W czwartek rozpoczął się precedensowy proces, w którym dziennikarz ”Gazety” Bogdan Wróblewski pozwał na drodze cywilnej CBA o naruszenie jego dóbr osobistych: prywatności, tajemnicy komunikowania się, autonomii informacyjnej i zaufania (potencjalnych informatorów) potrzebnego mu do wykonywania zawodu. CBA naruszało prywatność przez pozyskiwanie jego billingów telefonicznych, wykazów SMS-ów i danych pozwalających śledzić jego poruszanie się (BTS). Podobnie naruszono prywatność jego rodziny i osób, które się z nim kontaktowały. Wszystko działo się w 2006 i 2007 roku.

Występująca w imieniu CBA Prokuratoria Generalna chciała oddalenia pozwu, bo prokuratura wcześniej ją umorzyła, nie dopatrując się przestępstwa. Reprezentujący Wróblewskiego pro bono adw. Maciej Ślusarek argumentował, że czym innym jest odpowiedzialność karna – gdzie trzeba by udowadniać zamiar bezprawnego naruszenia prywatności, a czym innym odpowiedzialność cywilna – gdzie wystarczy sam fakt bezprawnego naruszenia.

Bezprawność ”billingowania” Wróblewskiego polega na tym, że

* CBA nie potrafi precyzyjnie określić, co było powodem ”billingowania”;

* nie można wskazać, które z ustawowych zadań CBA usprawiedliwiałoby ”billingowanie”;

* nie przestrzegano procedur ochrony danych osobowych (m.in. nie wiadomo, co się stało z materiałami zawierającymi informacje naruszające prywatność).

- Sąd nie skorzystał z okazji i nie uchylił się od sądzenia tej sprawy – cieszył się Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Sąd zgodził się, by Fundacja przystąpiła do sprawy.

Bodnar podkreśla, że w tego typu sprawach ”billingowany” obywatel, dochodząc naruszenia swojej prywatności, skazany jest  tylko na siebie, bo prokuratura nie chce kwestionować działania służb. Dlatego tak ważne jest, by otwarta była droga cywilna.

Następna rozprawa w kwietniu.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,10956360,Bedzie_proces_dziennikarza__Gazety__przeciw_sluzbom.html#ixzz1jJWSs6zw

12-01-2012, 17:43

Bochwic, Stankiewicz i Bieszczad założyli Komisję Etyki Mediów  »

Press
12-01-2012

Grupa sześciu osób, wśród których są m.in. Teresa Bochwic, była członkini Rady Etyki Mediów i Ewa Stankiewicz, reżyser filmowy, powołała obywatelską Komisję Etyki Mediów – poinformował serwis wPolityce.pl.

Założycie Komisji Etyki Mediów tłumaczą, że powołanie tej organizacji to ich „reakcja na powszechne ignorowanie w mediach idei pracy dla dobra publicznego, zarówno wśród samych dziennikarzy, jak i instytucji kierujących środkami przekazu”. Ich zdaniem ”media, a zwłaszcza stacje telewizyjne i radiowe tzw. głównego nurtu, w większości stały się naszym zdaniem podwykonawcą zadań narzucanych przez rozmaite grupy interesów” – napisali w oświadczeniu przekazanym przez wPolityce.pl.

”Media, a zwłaszcza stacje telewizyjne i radiowe tzw. głównego nurtu, w większości stały się naszym zdaniem podwykonawcą zadań narzucanych przez rozmaite grupy interesów. Bezpośrednim powodem pilnego utworzenia Obywatelskiej Komisji Etyki Mediów stały się manipulacje medialne, związane z obchodami Święta Niepodległości 11 listopada 2011” – wyjaśniają.

Wśród założycieli Komisji Etyki Mediów są jeszcze: Tomasz Bieszczad, dziennikarz, Anna T. Pietraszek, reżyser telewizyjny, ks. Roman Piwowarczyk, filozof i Jan Żaryn, historyk. Przewodniczącą organizacji została Teresa Bochwic.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/27990,Bochwic_-Stankiewicz-i-Bieszczad-zalozyli- Komisje-Etyki-Mediow