Jeszcze niedawno kręcił reportaże dla TVP i pisał artykuły do gazet. Teraz stoi za ladą pierwszego w Polsce sklepu z farmerskimi serami. O zmianie zawodu i swoim zamiłowaniu do tradycyjnych serów opowiada nam Grzegorz Jankowski.
Maciej Sandecki: Przypomnij mi, w jakich mediach pracowałeś przez ostatnie 20 lat?
Grzegorz Jankowski: W Wieczorze Wybrzeża, TVN24, TVN Uwaga, Dzienniku Bałtyckim, Nowym Dniu, Gazecie Wyborczej, a ostatnio w TVP.
Sporo. Byłeś i dziennikarzem prasowym, i reporterem telewizyjnym. Co się stało, że postanowiłeś rzucić ten zawód?

Grzegorz Jankowski w swoim sklepie z serami
- Długo by opowiadać. Wszyscy widzimy, co się dzieje z mediami. Są coraz słabsze, upadają, ich sytuacja jest obecnie bardzo ciężka. Z redakcji zwalnia się najlepszych dziennikarzy, bo są za drodzy, a zatrudnia ludzi niedoświadczonych, ale tanich. Wiadomości są przez to coraz gorsze. Do pracy w telewizji potrzeba dzisiaj ludzi, którzy gdzieś staną, nadadzą krótką relację i nie będą się przy tym zacinać. To po co profesjonaliści? Ja w dziennikarstwie przeszedłem długą drogę i uznałem, że dotarłem do ściany, że już więcej nic dobrego mnie w tym zawodzie nie czeka. Poza tym pochodzę ze starej szkoły dziennikarskiej, w której liczyła się rzetelność i dociekliwość dziennikarza, a nie liczba odsłon na stronie. Z tych powodów postanowiłem odejść z mediów, choć kto wie, może nie jest to pożegnanie raz na zawsze.
Ale dlaczego postanowiłeś otworzyć akurat sklep z serami? Mogłeś wybrać jakąkolwiek inną branżę.
- Kiedy odchodziłem z telewizji, długo się zastanawiałem co dalej, co ja tak naprawdę w życiu lubię? I stwierdziłem, że zawsze bardzo lubiłem sery. W międzyczasie pracy w mediach pracowałem jako kucharz w Londynie, gastronomia to moje hobby. Jako dziennikarz też lubiłem robić materiały z jakichś jarmarków, targów żywności, gdzie można było spróbować naturalnych, dobrej jakości produktów. Uznałem, że sery to jest to, że jeśli uda mi się swoją pasją zarazić choć jedną osobę na dziesięć, to może to być udany biznes. Szczególnie, że sery uzależniają, a ja czasami się czuję jak handlarz heroiny (śmiech).
Co ty mówisz?
- Sam spróbuj. W moim sklepie są tylko sery wyrabiane tradycyjnymi metodami przez polskich farmerów. To pierwszy taki sklep w Polsce. Ludzie często nie znają smaku takich prawdziwych serów, bo są przyzwyczajeni do tych, które kupują w sklepach spożywczych, a to bardziej są produkty przemysłu chemicznego. Prawdziwy ser, wyrabiany naturalnymi metodami, nie może kosztować mniej niż 20 złotych za kilogram. To po prostu niemożliwe, bo do wyprodukowania takiego sera potrzebna jest odpowiednia ilość mleka. Dlatego ludzie, którzy przychodzą do mojego sklepu, są często zadziwieni smakami niektórych serów. Jedna kobieta wzięła kawałek na spróbowanie i go wypluła, bo nie sądziła, że tak może smakować ser. Reakcje są jednak w większości bardzo pozytywne i ludzie jak raz spróbują takich serów, to przychodzą po następne. Jedna pani przyjechała aż z Warszawy do Sopotu, aby kupić u mnie ser, bo chciała poczęstować znajomych tym “niesamowitym serem”, który jadła tu podczas wakacji. Ja jednak nie miałem akurat go w sklepie, bo farmer, od którego go kupuję, nie wyprodukował jeszcze kolejnej partii.
No właśnie, powiedz, skąd bierzesz te sery? Kim są farmerzy, którzy je produkują?
- To bardzo ciekawi ludzie, prawdziwi pasjonaci. Ci, których poznałem, to często uciekinierzy z dużych miast, byli pracownicy wielkich korporacji. Znudziło ich siedzenie za biurkiem przed komputerem, kupili więc kawałek ziemi na Mazurach albo Kaszubach i zaczęli hodować owce czy kozy. Najpierw mieli po trzy sztuki, a teraz mają już całe stada. Byłem na kilku takich farmach i widziałem, jak powstają ich sery w naturalnych warunkach, bez żadnych polepszaczy czy dodawania tłuszczów roślinnych. Do odpowiedniego smaku dochodzili przez lata, na zasadzie prób i błędów. Niektórzy doszli już do perfekcji.
Ich serów nie kupisz w normalnych sklepach. Farmerzy sprzedają swoje produkty drogą wysyłkową, za pomocą internetu, bezpośrednio do zamawiających, do restauracji, hoteli albo wyspecjalizowanych sklepów ze zdrową żywnością.
Był u mnie niedawno pewien Francuz, smakosz serów, który był bardzo zdziwiony, że w Polsce w ogóle produkuje się sery. Poczęstowałem go więc takim polskim, niebieskim typu roquefort. Przyznał, że to produkt z najwyższej światowej półki.
Francja słynie z serów, ale czy my w Polsce potrafimy się nimi delektować? Ja to ser jem najczęściej na kanapce.
- Ta francuska kultura jedzenia serów do nas przyszła i się rozwija. Polacy już odkryli różne smaki serów, ale teraz zaczynają odkrywać, z czym należy je łączyć. Wino jest bardzo dobrym dodatkiem, dlatego u mnie w sklepie też można je dostać. Osobiście polecam jednak miód i konfitury. Połączeniem serów, tych z najwyższej półki z miodem balsamicznym daje niesamowity efekt. We Francji jada się w ten sposób sery na deser.
Te twoje sery są droższe niż te, które można kupić w normalnych sklepach. Kim są twoi klienci?
- To bardzo często emeryci, którzy tęsknią za prawdziwym smakiem serów, ale także młodzi ludzie, którzy odkryli, że sery to świetny dodatek do każdej imprezy. Oni przychodzą do mnie i proszą o skomponowanie deski serów na prywatkę. Robię takie kompozycje z przyjemnością, bo później przychodzą do mnie i opowiadają, że te sery zdominowały całą imprezę. Na mojej desce umieszczam zazwyczaj 5-6 gatunków sera, od najłagodniejszego do najostrzejszego. Ważne, żeby były wśród nich sery z mleka koziego, owczego i krowiego. Coraz więcej klientów przychodzi do mnie i kupuje określone gatunki sera na prezent dla znajomych. Wiedzą bowiem, że efekty smakowe będą niezapomniane.
Twój sklep, “Ser Lanselot”, działa w Sopocie od trzech miesięcy. Nie żałujesz, że odszedłeś z mediów? Jak odnajdujesz się w roli sprzedawcy?
- Bardzo dobrze! Dużo bardziej wolę rozmawiać z klientami o serach, niż jako dziennikarz miałbym rozmawiać z policjantami o jakichś wypadkach. Żeby być dobrym sprzedawcą, trzeba mieć w sobie dużo pokory i cierpliwości, a ja się teraz tej cierpliwości uczę. Lubię opowiadać moim klientom o serach, o ich pochodzeniu, metodach produkcji.
Wiem, że moi koledzy i koleżanki z mediów patrzą na mnie trochę ze zdziwieniem, ale również z nadzieją, bo mój przykład pokazuje im, że jest życie poza tą branżą. Kiedy odchodziłem z telewizji, wysłałem do wszystkich znajomych SMS-y, że żegnam się z mediami i otwieram sklep z serami farmerskimi. Jedna ze znanych pań polityczek odpisała mi: “Sery farmerskie lubię w całości, czego nie mogę powiedzieć o polskim dziennikarstwie. Będę pana stałą klientką”. I to jest chyba najlepsze podsumowanie tego mojego życiowego eksperymentu.