Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

18-12-2012, 07:31

JAK ZOSTAŁEM KORESPONDENTEM “FRANCE FOOTBALL”  »

Czesław Ludwiczek
18-12-2012

Prawie dokładnie w połowie lat siedemdziesiątych podjąłem pracę w redakcji “Sportu”. Wprawdzie dziennikarstwem sportowym zajmowałem się już przed kilkunastoma laty w okresie mojego stażu w katowickim oddziale Polskiej Agencji Prasowej, ale dopiero teraz poświęciłem mu się całkowicie i niezmiennie. Wyspecjalizowałem się tam w tematyce tenisowej, co jednak nie przeszkadzało mi w podejmowaniu problemów występujących w innych dyscyplinach sportu. Bywało, chociaż rzadziej, że pisałem także i o piłce nożnej. Okoliczność ta sprawiła, że miałem dostęp do prenumerowanego przez redakcję tygodnika”France Football” i mogłem go czytywać do woli, a nawet zabierać do domu, bo poza mną francuski znał jeszcze tylko Zbigniew Dobrowolny, ale on był wybitnym specjalistą lekkoatletki i futbolem się nie interesował. Przeglądałem więc owo pismo, czasem coś z niego dla „Sportu” tłumaczyłem lub szukałem w nim inspiracji do tworzenia własnych tekstów. Z samą redakcją francuskiego periodyku żadnego kontaktu nie miałem, ale tylko do czasu.

W roku 1981, szalejąca wtedy burza polityczna w kraju dotarła również do naszej gazety, a w niej pod wpływem redakcyjnej Solidarności eksmitowany został ze stanowiska naczelnego Andrzej Nawrocki. Jego miejsce zajął, zresztą po ostrej dyskusji z udziałem sekretarza KW i kierownika Wydziału Prasy KC, popierany przez opozycyjną część redakcji Janusz Jeleń. Nowy szef był doświadczonym dziennikarzem sportowym, a przy tym jeszcze bardzo ambitnym. Usilnie dążył do podniesienia jakości gazety, nie tylko poprzez wzrost poziomu publikowanych tekstów, ale i poprzez wymyślane przez niego lub prowokowane przez życie wydarzenia organizacyjno-sportowe. Jedno z nich nastąpiło w owym roku, kiedy to reprezentacja Francji pokonała w meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata Holandię i uczyniła to we wspaniałym stylu. Mogliśmy się o tym przekonać, przynajmniej częściowo, bo telewizja polska transmitowała bezpośrednio drugą połowę tego spotkania. I po tym właśnie meczu Jeleń wpadł na pomysł aby zadzwonić do “France Football”, by popytać o wrażenia i opinie jakie ten mecz wywołał w kraju Galijskiego Koguta, no i zadanie to powierzył mnie.

Muszę przyznać, że serce mi trochę drżało, bo nie byłem pewien czy uda mi się to polecenie w miarę dobrze wykonać. Dzwonić miałem następnego przedpołudnia, ale już tego wieczoru zabrałem się do roboty. Przygotowałem sobie zestaw pytań, przetłumaczyłem je na język żabojadów, wyszukałem numer francuskiego pisma, sprawdziłem u maszynistek taśmę magnetofonową, na którą miała być nagrywana rozmowa i byłem gotów. Problem tylko do kogo konkretnie zadzwonić. Najchętniej rozmawiałbym z naczelnym redaktorem “France Football”, legendarnym już dziennikarzem i współtwórcą tego pisma Jacquesem Ferranem, tylko czy tak ważna figura zechce w ogóle podjąć ze mną rozmowę? Ostatecznie nie odpowiedziałem sobie na to pytanie, ale gdy następnego dnia centrala międzynarodowa poinformowała mnie, że mam na linii francuskie pismo, odruchowo powiedziałem do tamtejszej telefonistki: – passez moi le redacteur en chef*. A po chwili usłyszałem w słuchawce: Ferran, je vous ecoute**.

No i poleciało. Przedstawiłem się, poinformowałem skąd dzwonię, wyraziłem zachwyt wczorajszym meczem i poprosiłem o opinię, nie tyle o samej grze reprezentacji ile o sposobie jej przygotowania do przyszłorocznych mistrzostw świata. Mój rozmówca był wyraźnie zadowolony, wręcz dumny z postawy francuskich piłkarzy, toteż mówił chętnie, szeroko odpowiadając na to i na każde następne moje pytanie. Strzelał szybko jak karabin maszynowy, więc co pewien czas wtrącałem wykrzyknik: – plus lentement s`il vous plait***, bo obawiałem się, że tak pośpieszne zbitki słowne będzie mi trudno z magnetofonu odtworzyć. Na szczęście wszystko się udało znakomicie więc wywiad z Jacquesem Ferranem ukazał się następnego dnia na pierwszej stronie “Sportu”.

Jak z powyższego wynika był to jednorazowy i tylko telefoniczny kontakt z szefem paryskiego tygodnika, ale sam tygodnik docierał do mnie tydzień w tydzień. Przeglądałem go więc systematycznie, czytając co ciekawsze artykuły i pilnie śledząc kilka ostatnich stron, na których ukazywały się krótkie korespondencje z różnych krajów europejskich. Niegdyś, od końca lat pięćdziesiątych zamieszczano tam także teksty Kazimierza Gryżewskiego, później Jacka Gucwy, a w drugiej połowie lat siedemdziesiątych Krzysztofa Wyrzykowskiego. Wszakże w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych trudno tam było znaleźć jakąkolwiek wzmiankę o polskiej piłce nożnej. Trochę mnie to dziwiło, zastanawiało i nawet denerwowało, bo trafiałem na artykuliki z krajów nie odgrywających w futbolu żadnej roli, a o Polsce, która dwukrotnie zdobyła medalowe miejsca w MŚ ani słowa.

Co u licha? Czy tak musi być stale? Zadawałem sobie podobne pytania, a im więcej ich było, tym bardziej dojrzewała w mojej mózgownicy myśl, aby zapytać “France Football” dlaczego nie uwzględnia na swych łamach polskiego futbolu? Wreszcie w 1985 roku sformułowałem list, którego najważniejszą część stanowiło owo zdanie z pytajnikiem. Dodałem również, że jeśli nie mają w Polsce korespondenta, to ja mogę się podjąć tej roli. I aby nie rzucać słów na wiatr, do listu dołączyłem półtora kartkową informację o przygotowaniach reprezentacji naszego kraju do mistrzostw świata w Meksyku. List wysłałem, ale wszelki ślad po nim zaginął, nie docierała żadna odpowiedź z redakcji i nie pojawiała się w tygodniku moja korespondencja. I na tym zapewne skończyłaby się przygoda z francuskim pismem, gdyby nie przypadek.

W kilka miesięcy później jako członek zarządu Polskiego Związku Tenisowego wydelegowany zostałem do Paryża na zgromadzenie generalne do spraw młodzieży Europejskiej Federacji Tenisowej. Pewnego  późnego popołudnia spacerując po Montrmartrze dostrzegłem w odchodzącej od tej alei uliczce Faubourg Monmartre olbrzymi pionowy napis zawieszony na jednym z domów: L`EQUIPE.

Rzeczownik ten oznacza nazwę dziennika sportowego, ale i koncernu prasowego, do którego należy również „France Football”. Wszedłem do gmachu i zastukałem do drzwi redaktora naczelnego, którym w tym czasie był już Jacques Thibert, dyktujący akurat jakiś tekst sekretarce. Przedstawiłem się i powiedziałem, że jestem tym facetem, który kilka miesięcy temu wysłał propozycje współpracy i drobny artykuł.

- Ach tak, przypominam sobie – powiedział i zwracając się do sekretarki dodał: - Powiedz Armelle co myśmy z tym tekstem zrobili?

- Posłaliśmy go do pana Wyrzykowskiego.

Krzysztof Wyrzykowski, dawny dziennikarz sportowy TVP, który wyjechał z kraju w stanie wojennym był już od 1982 roku pracownikiem „L`Equipe”.

- Rzeczywiście, teraz sobie przypominam. Ten pański rodak z Polski zaproponował nam parę miesięcy temu, że będzie brał materiał od swoich kolegów z Warszawy i pisał dla nas informacje o polskiej piłce.  Nie jesteśmy jednak usatysfakcjonowani, bo do tej pory nie dał nam żadnego tekstu.

- To ja chętnie podejmę się takiego zadania.

- Tak – odparł Thibert, ale nie wiem jak pan pisze po francusku, a my tu mamy 306 krajowych i zagranicznych korespondentów i nie mamy czasu na adiustację tekstów.

Po tej kwestii  zaproponowałem naczelnemu, że udam  się teraz do hotelu, napiszę tekst o polskiej piłce i wrócę jutro, a wtedy będzie mógł podjąć decyzję. Jak powiedziałem tak zrobiłem, a następnego dnia, gdy już szef “FF” mój tekst przeczytał, powiedział: – Nie jest to francuzczyzna najwyższych lotów, a ponadto nie uwzględnia pan typowych dla futbolu sformułowań. U nas nie piszę się np. skrzyżowanie słupka z poprzeczką, ale la lucarne. Musi pan przyswoić sobie wiele takich zwrotów, a wtedy będzie ok. Mimo tych drobnych niedociągnięć akceptuję pańską współprace z nami.

Zadowolony z takiego obrotu sprawy wróciłem do kraju i co tydzień wysyłałem dalekopisem krótkie korespondencje o tym co dzieje się na naszych boiskach. Ukazywały się one z moim podpisem na łamach rzeczonego pisma. Nie wszystkim chyba po francuskiej stronie się to podobało, bo po mniej więcej dwóch miesiącach otrzymałem z Paryża list następującej treści:
„Szanowny Panie! Ostatnio współpracował Pan z naszym tygodnikiem “France Football” i jesteśmy Panu winni sumę 380 franków, którą chcielibyśmy uregulować. Aby to uczynić powinien Pan przesłać nam adres i numer konta pańskiego banku. Z drugiej jednak strony chcielibyśmy zwrócić pańską uwagę, że mamy już korespondenta „futbolowego” w Warszawie w osobie p. Sikory. Z góry dziękujemy za odpowiedź, zasyłając równocześnie nasze najlepsze pozdrowienia. Sekretarz generalny redakcji P.  Courtois.

Ów tytuł: “sekretarz generalny redakcji” odnosił się nie tylko do “France Football”, ale do całego koncernu “L`Equipe”. Oznacza to, że pan Courtois był ważną figurą, a jego decyzje ostateczne. Mimo iż dał mi wyraźnego kopniaka postanowiłem się nie poddawać. Napisałem do niego list, w którym poinformowałem go, że od lat systematycznie przeglądam “L`Equipe” i “France Football” i o tym, że w ciągu minionego roku w dzienniku dostrzegłem tylko jedną (jedną) korespondencję p. Sikory, natomiast w tygodniku ani jednej. W tej sytuacji zaproponowałem aby dziennikarz z Warszawy pozostał przy “L`Equipe”, a ja przy “France Football”. Nie bardzo wierzyłem, że moja propozycja przyniesie jakiś skutek, ale jednak z nadzieją wyczekiwałem listu z Paryża. I wreszcie po kilku tygodniach, wbrew mojej niewierze, nadszedł. Otworzyłem go, rzuciłem okiem na nagłówek i już wszystko wiedziałem, bo zamiast suchego tytułu: Panie, pojawił się tam ciepły zwrot: Mon cher correspondent****. Nie musiałem już dalej czytać, choć to uczyniłem, bo sam tytuł wyraźnie wskazywał, że moja współpraca z “France Football” została ostatecznie zaakceptowana.

W ten sposób zostałem korespondentem najpopularniejszego pisma piłkarskiego w świecie. To właśnie ten tygodnik zainicjował Puchar Europy Mistrzów Krajowych zwany teraz Ligą Mistrzów, on stworzył instytucję Złotej Piłki przyznawanej rok rocznie już od 56 lat najlepszemu piłkarzowi grającemu w Europie, on zainicjował wiele zawodów, nagród, klasyfikacji, na jego opinie powołują się największe pisma sportowe na różnych kontynentach. Współpraca z takim pismem nobilituje dziennikarza i przysparza mu splendoru. Mogłem się o tym osobiście przekonać, bo mimo iż działałem w regionalnym ośrodku jakim niewątpliwie są Katowice, to jednak stałem się  znaną postacią w krajowym środowisku dziennikarstwa sportowego, a także wśród znacznej części czytelników interesujących się piłką nożną, w szczególności zaś przyznawaniem indywidualnych nagród zawodnikom.

Tak, bo w ciągu 24 lat mojej współpracy z “France Football” napisałem nie tylko kilkaset informacji o polskim futbolu, ale równocześnie byłem członkiem międzynarodowego jury wybierającego laureata Złotej Piłki. I ten właśnie ostatni akt przysporzył mi najwięcej popularności, bowiem pod koniec grudnia każdego roku we francuskim tygodniku ukazywały się w odpowiedniej hierarchii nazwiska typowanych przeze mnie kandydatów do nagrody i mój do nich komentarz, po czym informację tę powielała cała krajowa prasa sportowa z radiem i telewizją włącznie. Przyczyniłem się zatem do przyznania tego honorowego trofeum wielu asom piłkarstwa europejskiego, od Igora Biełanowa w 1986 roku poczynając, a na Lionelu Messim w 2010 roku kończąc. A po drodze wybierałem takich gigantów futbolu, jak: Ruud Gullit, Zinedin Zidane, Luis Figo, Pavel Nedved, Andrij Szewczenko, no i wielu innych, w tym oczywiście Ronaldo.

Czesław Ludwiczek z koszulką Ronaldo i umieszczoną na niej specjalną dedykacją brazylijskiego piłkarza

Z tym ostatnim brazylijskim fenomenem futbolu, który swoją pierwszą Złotą Piłkę otrzymał w roku 1997 wiąże się pewien zabawny incydent. Otóż wyrażając wdzięczność, że na niego głosowałem, Ronaldo przysłał mi specjalnym kurierem koszulkę z odręcznym autografem i napisem po angielsku: Dziękuję za twój głos. Pochwaliłem się tym podarunkiem w redakcji “Sportu”, gdzie zresztą zrobiono mi z nim zdjęcie i zamieszczono je w gazecie. No, ale co miałem z tą koszulką robić? Pomyślałem, że lepszy z niej pożytek będzie miał red. Stefan Szczepłek z Warszawy, znany kolekcjoner piłkarskich trofeów. Zadzwoniłem do niego aby podał mi adres, na który mam wysłać koszulkę, ale mój rozmówca zdecydowanie się sprzeciwił. - Nie, w żadnym wypadku, nie wysyłaj pocztą, bo może zaginąć – powiedział i natychmiast dodał: - sam po nią przyjadę. No i następnego dnia Stefan przybył do Katowic. Teraz koszulka Ronaldo pojawia się na organizowanych co pewien czas przez warszawskiego dziennikarza wystawach.

Podczas tych 24 lat mojej kolaboracji z “France Football” przetrwałem aż pięciu redaktorów  naczelnych no i kilkakrotną zmianę formuły pisma. Najważniejsza z nich sprawiła, że tygodnik przekształcił się w bi-tygodnik. Każda z tych zmian zmierzała do coraz intensywniejszego eksponowania na łamach futbolu francuskiego, a w następnej kolejności pięciu najsilniejszych piłkarsko krajów europejskich. Zrozumiałe jest zatem, że ograniczono miejsce na korespondencje z innych państw, w tym i z Polski, eliminując je całkowicie w ostatnich latach. Zmieniała się także formuła wyboru laureatów Złotej Piłki. Liczba jurorów wzrastała systematycznie od 26 kiedy powołany zostałem do tego grona, do 96 w w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych i do przeszło 600 w roku 2010, kiedy do wyłaniania najlepszego piłkarza włączyła się FIFA. Szczerze pisząc, w ostatnich kilku latach moja współpraca z “France Football” była już tylko symboliczna, mimo iż za tak zwaną gotowość płacono mi 28 euro miesięcznie. Mimo to z końcem 2010 roku złożyłem rezygnację na ręce aktualnego redaktora naczelnego Denisa Chaumiera i rozstałem się ostatecznie z tym pismem. Na pożegnanie wręczono mi pamiątkowy zegarek, na którego częściach widnieje nazwa pisma: “France Football”.

CZESŁAW LUDWICZEK

*Proszę z redaktorem naczelnym
**Ferran, słucham
*** Trochę wolniej proszę

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/4108

17-12-2012, 17:13

Braun chce zrobić film o Adamie Michniku  »

Gazeta Wyborcza
Sebastian Kucharski
17-12-2012

Urzędujący od niedawna redaktor naczelny “Uważam Rze” Jan Piński przeprowadził wywiad z reżyserem Grzegorzem Braunem. Tym, który mówił, że należy zabijać redaktorów “Gazety Wyborczej” i TVN.

Grzegorz Braun

Piński pyta go o plany związane z filmem o Adamie Michniku, redaktorze naczelnym “Gazety Wyborczej”. Braun zapewnia, że udało mu się zebrać “nieco interesujących materiałów”. Ale chyba za mało, bo wygłosił apel. – Apeluję do świadków historii, którzy mieliby coś ważnego do powiedzenia lub posiadaliby znaczące dla historii dokumenty w tej sprawie, aby szukali ze mną kontaktu – mówił w wywiadzie opublikowanym pod tytułem “Robię film o Michniku”. Ale więcej informacji na ten temat trudno znaleźć w tym tekście.

Braun zapewnia też, że nie ukrywa się przed prokuraturą i policją. Jego zdaniem informacje na ten temat świadczą, o tym, że prokuratura i policja działają w porozumieniu z “paradziennikarzami”, którzy z nim się nie kontaktują. – “Paradziennikarzom” PAP, telewizji reżimowej, zwanej dla zmylenia telewizją publiczną i szeregu innych gwiazd śmierci, których wydzieliny składają się na główny ścisk medialny III RP, nic nie jest w stanie przeszkodzić w insynuowaniu, że jestem złym, niebezpiecznym, podejrzanym, ukrywającym się przed wymiarem sprawiedliwości osobnikiem – tłumaczy w wywiadzie. Wyraźnie stara się też podkreślić swój stosunek do “Gazety Wyborczej”. Prosi Pińskiego o tym, aby gwiazdę śmierć pisać przez duże “GW” – czyli “GWiazdę śmierci”.

Całość: http://wyborcza.pl/autorzy/1,129153,12599747,Strona_Sebastiana_Kucharskiego,,,375394.html? bo=1

17-12-2012, 15:30

Tygodniklisickiego.pl już w Internecie  »

Press
KOZ
17-12-2012

”Wspólne pismo autorów, którzy wierzą, że tylko niezależność daje prawdziwą siłę” – tak zapowiada nowy tytuł Paweł Lisicki w uruchomionym serwisie Tygodniklisickiego.pl.

”Tak jak dawne “Uważam Rze” będzie to pismo całkiem niezależne. Prawicowe i konserwatywne, odważne i krytyczne, ale nie partyjne. Temu ma służyć specjalna i unikatowa konstrukcja prawna, zapewniająca redakcji kontrolę linii politycznej pisma” – napisał Paweł Lisicki.

Lisicki zapowiedział, że będzie to pismo autorów, którzy do tej pory gwarantowali siłę i autorytet ”Uważam Rze”. Zespół redakcyjny tworzą: Cezary Gmyz, Piotr Semka, Bronisław Wildstein, Rafał A. Ziemkiewicz, Waldemar Łysiak, Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gabryel, Piotr Gociek, Piotr Gursztyn, Andrzej Horubała, Marek Magierowski, Piotr Gontarczyk, Agnieszka Rybak i Tomasz Wróblewski.

Na stronie przeczytać już można pierwsze teksty. Rafał A. Ziemkiewicz opublikował przegląd prasy, a Agnieszka Rybak napisała o Polakach na Wschodzie.

Nowe pismo, według zapowiedzi Pawła Lisickiego, ma pojawić się na rynku na początku 2013 roku.

Całość: http://www.press.pl/newsy/internet/pokaz/40599,Tygodniklisickiego_pl-juz-w-Internecie

17-12-2012, 12:31

W “Uważam Rze” pusta rubryka – “Miejsce na felieton Jadwigi Staniszkis”. A Piński tłumaczy…  »

TokFM.pl
psm
17-12-2012

Puste pół strony, zdjęcie Jadwigi Staniszkis i podpis: “Miejsce na felieton” – m.in. to dzisiaj czytelnicy “Uważam Rze” mogą znaleźć w tygodniku. W ten sposób Jan Piński zaprasza socjolożkę do współpracy.

Miejsce na felieton Jadwigi Staniszkis

Tygodnik “Uważam Rze” w najnowszym wydaniu w specyficzny sposób polemizuje z prof. Jadwigą Staniszkis – zaprasza ją do współpracy, zostawiając… pustą kolumnę z jej zdjęciem i tytułem “Miejsce na felieton Jadwigi Staniszkis”.

W ten sposób redakcja odpowiada na słowa socjolożki nieprzychylne nowemu kierownictwu pisma. Staniszkis stwierdziła ostatnio m.in., że Jan Piński, nowy redaktor naczelny “Uważam Rze”, jest “człowiekiem Giertycha”. Zauważyła też, że samo “URze” “kradnie radykalizm Prawu i Sprawiedliwości”.

Piński: Jak Staniszkis chce polemizować – zapraszam

Piński pustą kolumnę w najnowszym “Uważam Rze” wytłumaczył i we wstępniaku gazety, i w wywiadzie udzielonym serwisowi Wirtualnemedia.pl. Naczelny tygodnika stwierdził, że być może to puste miejsce i zaproszenie do współpracy “sprowokuje Panią Profesor do polemizowania na naszych łamach, a nie w mediach elektronicznych”.

Dodatkowo Jan Piński odpiera krytykę, która pojawiła się wobec niego po przejęciu szefostwa w “URze”, w szczególności ze strony innych prawicowych publicystów. “Myślę, że ta medialna nagonka ma charakter środowiskowy. A zarzutami kierowanymi pod moim adresem jestem po prostu zdziwiony, a wręcz zniesmaczony i zażenowany… Mamy do czynienia z jakimś bezpodstawnym praniem brudów z przeszłości” – uważa naczelny “Uważam Rze”.

“Gwiazdy” tworzyły 30 proc. treści

Nowy naczelny tygodnika odpiera też zarzut, że pod jego kierownictwem, a bez wielu publicystów, którzy niedawno odeszli, pismo po prostu upadnie. “Podkreślam, że około 70 procent zawartości “Uważam Rze” przygotowują ci dziennikarze, którzy zostali i nadal są w redakcji. Osoby, które zrezygnowały ze współpracy, przygotowywały około 30 procent zawartości pisma” – twierdzi Piński. “To jest obrażanie dziennikarzy i redaktorów, kiedy tzw. gwiazdy twierdzą, że tylko to, co robiły one, jest czymś wartościowym. To jest totalne lekceważenie pracy wszystkich pozostałych. Nigdy bym nie twierdził, że tygodnik się kończy tylko dlatego, że ja odchodzę”.

Całość: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103088,13063768,W__Uwazam_Rze__pusta_rubryka____Miejsce_na_felieton.html

17-12-2012, 10:51

Jan Piński: Jestem zażenowany zarzutami pod moim adresem  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
17-12-2012

- Opinie, że pod moim kierownictwem “Uważam Rze” upadnie obrażają mnie, a przede wszystkim tych dziennikarzy, którzy teraz są związani z tytułem. Ci, którzy odeszli przygotowywali zaledwie 30 procent zawartości pisma – mówi Wirtualnemedia.pl Jan Piński, szef tytułu.

Przypomnijmy. Paweł Lisicki został pod koniec listopada odwołany przez zarząd Presspubliki z funkcji redaktora naczelnego tygodnika “Uważam Rze”. Nowym szefem pisma został wtedy Jan Piński.

Z danych ZKDP wynika, że sprzedaż ogółem tygodnika “Uważam Rze” we wrześniu 2012 wyniosła 129 884 egz.

——————————————————————————-

Z Janem Pińskim, nowym redaktorem naczelnym “Uważam Rze”, rozmawiamy o przyszłości magazynu, fali negatywnej krytyki kierowanej pod jego adresem oraz o tym, co się dzieje na rynku tygodników opinii.

——————————————————————————-

Krzysztof Lisowski: Nie czuje się Pan dziwnie jako nowy szef “Uważam Rze” widząc, jak wiele negatywnych opinii pojawia się w mediach o Panu? Wieszczy się nawet rychły upadek “Uważam Rze” pod Pana wodzą…

Jan Piński

Jan Piński, redaktor naczelny “Uważam Rze”: Myślę, że ta medialna nagonka ma charakter środowiskowy. A zarzutami kierowanymi pod moim adresem jestem po prostu zdziwiony, a wręcz zniesmaczony i zażenowany… Mamy do czynienia z jakimś bezpodstawnym praniem brudów z przeszłości. Rafał Ziemkiewicz wytyka mi, że parę lat temu przyjąłem z rąk prezesa Farfała stanowisko szefa “Wiadomości” w TVP1 podczas, gdy on sam z rąk moich i wspomnianego prezesa też przyjął w tym samym czasie stanowisko w telewizji. To samo dotyczy np. Igora Zalewskiego, wtedy nie miał wątpliwości. Robert Mazurek był moim podwładnym w tygodniku “Wprost” i wtedy nie miał z tym problemu. Po tym, jak objąłem stanowisko szefa “Uważam Rze” większość publicystów przekazała mi informację, że są chętni do rozmów na temat dalszej współpracy, dopiero potem się z tego wycofali.

Dopatruje się Pan jakiegoś spisku?

Nie, ale to była po prostu z ich strony bardzo nieuczciwa zagrywka. W chwili, kiedy odchodziłem z tygodnika “Wprost”, poszedłem do właściciela i powiedziałem, że nie podobają mi się zmiany w wydawnictwie i odchodzę wraz z grupą dziennikarzy, którzy myślą podobnie jak ja, ale od razu zaznaczyłem, że chcę ten proces rozłożyć na kilka miesięcy, żeby nie zostawiać wydawnictwa “na lodzie”. Co więcej, zgodziłem się pozostawić swoje nazwisko w stopce kilka tygodni dłużej niż byłem pracownikiem. Zadeklarowałem również, że gdyby było jakieś zagrożenie, to mogę pomóc z zewnątrz. W wypadku “Uważam Rze” publicyści postąpili nieuczciwie. Jak ich zachowanie ma się do honorowania podpisanych przez nich umów? Skoro ktoś ma okres wypowiedzenia w umowie, to powinien go przestrzegać. Mamy tutaj do czynienia z jeszcze jedną kwestią. Dziwne jest, że grupa publicystów, którzy zrezygnowali ze współpracy z “Uważam Rze” nadal pobiera pieniądze od Grzegorza Hajdarowicza, współpracując z innymi tytułami Presspubliki. Z jednej strony krytykują właściciela, oskarżają go o niestworzone rzeczy, ale nadal uważają, że może im płacić. To jest przynajmniej dziwne.

Może zrezygnowali m.in. dlatego, że obawiali się drastycznej zmiany kierunku ideologicznego w piśmie?

Już przy wydaniu pierwszego numeru pod moim kierownictwem powiedziałem, że w “Uważam Rze” zasadniczo nic się nie zmieni. Na pewno będziemy prezentowali poglądy konserwatywne i na pewno nie zrobimy z tego tytułu mainstreamowego pisma, które będzie prorządowe. Poza tym zapraszam do internetu, w którym jest kilkaset moich tekstów z ostatnich lat, gdzie widać, że ja poglądów nie zmieniam. W przeciwieństwie do niektórych publicystów “W sieci”, którzy tak się wstydzili politycznej wymowy swoich tekstów, że usuwali je z internetowego archiwum dziennika, w którym pracowali.

W mediach artykułowane są podejrzenia, jakoby właściciel Presspubliki Grzegorz Hajdarowicz był frontmanem, za którym stoi Platforma Obywatelska. Czy słusznie?

Odpowiem na to pytanie inaczej. Proszę zobaczyć naszą okładkę z Donaldem Tuskiem i tematyką numeru. Przecież od razu widać, że nie jesteśmy i nie będziemy prorządowi.

Dlaczego ci publicyści, którzy zrezygnowali ze współpracy, mają tak bardzo za złe Grzegorzowi Hajdarowiczowi to, że zwolnił z pracy Pawła Lisickiego?

Gdyby Paweł Lisicki zwolnił dyscyplinarnie Michała Karnowskiego i powiedział publicznie to, co powinien powiedzieć każdy redaktor naczelny, którego autorzy tworzą “na boku” konkurencyjne pismo, to byśmy dzisiaj nie rozmawiali. To był powód zwolnienia Pawła Lisickiego. Myślę, że prezes Hajdarowicz “przełknąłby” wywiad, jakiego Paweł Lisicki udzielił serwisowi wpolityce.pl, w którym go krytykował. Moim zdaniem publiczne krytykowanie szefa jest skandaliczne. Jeśli coś takiego się robi, to jednocześnie składa się rezygnację. Nie rozumiem, na jakiej podstawie bracia Karnowscy upierają się przy tym, że nie prowadzili działalności konkurencyjnej? Michał Karnowski w “Uważam Rze” wyceniał pracę autorów, którzy potem piszą do magazynu “W sieci”. Był również członkiem zarządu spółki wydającej konkurencyjny tytuł. Moim zdaniem układa się to w jasną całość.

Jak Pan postrzega brata Michała Karnowskiego, Jacka? Uważa Pan, że zdoła tak zarządzać magazynem “W sieci”, aby odniósł on długofalowy sukces?

Jacek Karnowski był w 2009 roku przez kilka miesięcy moim podwładnym. Nie zauważyłem wtedy, żeby był niepokorny. Wręcz przeciwnie. Karnowski był najbardziej ustosunkowany (doskonale pamiętam, którzy politycy interweniowali, aby nie zwalniać go z pracy) i był liderem promowania Libertasu. Wynika to z raportu przygotowanego dla TVP. Najwięcej Libertasu było wówczas w kierowanej przez niego “Panoramie”. Bracia Karnowscy są sprawnymi organizatorami, ale nie potrafią robić magazynów. Czytałem bardzo dokładnie te numery “W sieci”, które się ukazały i są one po prostu bardzo słabe. Nie będę mówił dokładnie i konkretnie, co mi się nie podoba, bo nie chcę braciom Karnowskim udzielać fachowych porad. Ale nie wróżę temu magazynowi powodzenia.

Ale czytelnicy ten magazyn kupują. Jeszcze w grudniu ma on stać się tygodnikiem. Kolejne numery mają ukazać się w nakładzie aż 250 tysięcy egzemplarzy…

Każdy może pisać, że ma taki nakład, jaki chce. Jeżeli tego typu wypowiedzi są prawdziwe, to niech “W sieci” przystąpi do Związku Kontroli i Dystrybucji Prasy. Dopóki tego nie zrobi, to tego typu deklaracje pozostaną pustym sloganem reklamowym. Jacek Karnowski odmawia konsekwentnie podania danych sprzedażowych i to jest najlepszy komentarz do danych.

Jak wpłynie na przyszłość “Uważam Rze” to, że tak dużo publicystów odeszło? Niektórzy z nich już piszą na łamach magazynu “W sieci”, Paweł Lisicki poinformował, że pracuje nad własnym tygodnikiem. Wszyscy twierdzą, że „Uważam Rze” teraz upadnie…

Takie opinie obrażają mnie, a przede wszystkim tych dziennikarzy, którzy teraz są związani z tytułem. Podkreślam, że około 70 procent zawartości “Uważam Rze” przygotowują ci dziennikarze, którzy zostali i nadal są w redakcji. Osoby, które zrezygnowały ze współpracy, przygotowywały około 30 procent zawartości pisma. To jest obrażanie dziennikarzy i redaktorów, kiedy tzw. „gwiazdy” twierdzą, że tylko to, co robiły one jest czymś wartościowym. To jest totalne lekceważenie pracy wszystkich pozostałych. Nigdy bym nie twierdził, że tygodnik się kończy tylko dlatego, że ja odchodzę.

Skąd informacje, że w “Uważam Rze” miały miejsce czystki personalne?

To jest zwyczajne kłamstwo. W “Uważam Rze” nie było żadnych czystek. Złożyłem propozycje współpracy wszystkim publicystom, w tym również byłemu redaktorowi naczelnemu Pawłowi Lisickiemu. Nie było żadnej czystki. Było przeciwnie, zostało zagrożone bezpieczeństwo wydania tygodnika z powodu jednostronnego natychmiastowego zerwania umowy, bez zachowania okresu wypowiedzenia, przez kilku kluczowych współpracowników. Bardzo zażenowały mnie propozycje ze strony niektórych publicystów, którzy zerwali umowy i jednocześnie chcieli, aby zwolnić ich z obowiązku świadczenia pracy. To jest niedopuszczalne. Szczególnie w sytuacji, kiedy w “Uważam Rze” były niebotyczne pensje. Nie mogę mówić o konkretach, ale powiem tylko tyle, że niektóre osoby miały wyceny będące kilkakrotnością stawek rynkowych. Myślę, że w przyszłości pracodawcy zastanowią się, zanim zatrudnią ludzi, którzy bez skrupułów narażają tytuł, dla którego pracują. Co więcej, atakują swojego wydawcę i otwarcie życzą mu, aby splajtował.

Chciałbym na chwilę wrócić do kwestii nowego tygodnika Pawła Lisickiego. Myśli Pan, że ten projekt się uda?

Oczywiście życzę mu jak najlepiej, bo uważam, że każdy nowy tytuł jest elementem poszerzania debaty publicznej. Nie chcę być teraz złośliwy ani wypominać różnych rzeczy, ale Paweł Lisicki może być spokojny i nie musi się obawiać ataków z naszej strony. Przeciwnie niż wtedy, kiedy grupa dziennikarzy pod moim kierownictwem próbowała wydać magazyn “Wprost Przeciwnie”, który musiał zmienić nazwę na “Wręcz Przeciwnie”. Wszyscy pisali wtedy, że splajtowaliśmy. A to jest nieprawda. Sprzedaliśmy po ponad 20 tysięcy każdego wydania (pierwszego numeru 27 tys.) bez żadnej promocji, co chcę mocno podkreślić. Wstrzymanie publikowania wynikało z problemów z kolportażem i faktem, że liczyliśmy na ustabilizowanie sprzedaży na poziomie 30 tys. i do takiego poziomu mieliśmy dostosowane koszty. W tamtym czasie właśnie Paweł Lisicki z całym zespołem “Uważam Rze” nas bardzo atakowali. Wywierali presję na dziennikarzy, aby zaprzestali publikowania dla nas. Starali się wykreować sytuację, w której oskarżali nas o łamanie wartości. Od jednego z czołowych publicystów “Uważam Rze” usłyszałem wówczas: a czego się spodziewałeś, Janie, chcecie budować nam konkurencję? My tego nie będziemy robić. Jedynie Rafał Ziemkiewicz publicznie wypowiedział się w naszej obronie, a przecież było skandalem, że kolporter taki jak Ruch, mający blisko połowę rynku, uniemożliwia dystrybucję legalnie zarejestrowanego w sądzie tytułu.

Jeśli chodzi o “Uważam Rze”, to w jakim kierunku teraz pójdziecie? Czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie?

Można by długo na ten temat rozmawiać. Na pewno będziemy publikowali artykuły, z których można się czegoś dowiedzieć. Nie zmienimy kierunku. W bieżącym numerze opublikowałem wywiad z Grzegorzem Braunem. “Puściłem” w tym wywiadzie nawet pytanie, w którym Braun mnie atakuje, insynuując powiązania z władzą. Tak więc będzie u nas obowiązywał pluralizm. Zaprosiłem również do współpracy Jadwigę Staniszkis. W tym numerze zostawiłem pustą kolumnę z jej zdjęciem, aby – jeżeli chce ze mną polemizować i z tym, co robimy – niech robi to na naszych łamach. W “Uważam Rze” pojawi się więcej artykułów dziennikarskich, które – jak wynika z badań – są bardziej cenione niż „twarda” publicystyka polityczna. W “starym” tygodniku “Wprost” najbardziej poczytnym działem był ekonomiczny. Był to dział także najbardziej poczytny ze wszystkich działów ekonomicznych tygodników opinii. Wypracowano tam, pod kierownictwem nieżyjącego już niestety Mirosława Cielemęckiego taki sposób pisania o gospodarce, który czyni ją zrozumiałą nawet dla ludzi nieznających się na ekonomii. Twórcy tego sukcesu będą teraz pracować dla “Uważam Rze”.

Co Pan myśli o Waszej konkurencji? Najpierw zapytam “Wprost”, bo z tym tytułem jest Pan związany emocjonalnie.

“Wprost” jest przykładem, że można nie tylko zmienić linię tygodnika, ale także zespół i utrzymać się na rynku. Dziś sprzedaż „Wprost” wynosi niecałe 67 tys. egzemplarzy. Gdy ja odchodziłem z pracy miał około 120 tys. sprzedaży. W ciągu roku tytuł stracił blisko połowę sprzedaży. Było to jednak spowodowane nie tyle tym, że odeszliśmy, ale faktem przekazania faktycznego kierowania pismem Katarzynie Kozłowskiej, która pracowała w tabloidach i nie miała pojęcia o wydawaniu tygodnika opinii. Właśnie z uwagi na tę nominację zrezygnowaliśmy z pracy. Tamta grupa pracowników była ostatnią związaną ze starym “Wprost”. Pozostał wówczas samotny redaktor naczelny Stanisław Janecki, który – niestety – dał Katarzynie Kozłowskiej swobodę w redakcji pisma. Od tego czasu to już nie jest “stary” liberalny, przekorny, łamiący tabu tygodnik. Obecnie nie widać, aby ktoś miał tam pomysł na przywrócenie świetności pisma. Beneficjentem zmiany linii i upadku “Wprost” jest właśnie “Uważam Rze”, gdzie przeszli czytelnicy ceniący wolny rynek, przekorę i niezależność w myśleniu.

“Newsweek”?

Tomasz Lis redaguje antypisowski tabloid. Nie sili się na żaden obiektywizm. Świadomie robi pismo, którego głównym targetem jest środowisko określane mianem lemingów. Dla nich jest to dobrze robiony produkt. Dla mnie jest to młócenie cepem, tudzież cięcie brzytwą.

“Polityka”?

Od lat jedzie na marce. Równie tendencyjna i nieobiektywna, co “Newsweek”, ale bardziej subtelna. Czyli coś dla elektoratu SLD i bardziej wyrafinowanego Platformy. Teksty niepolityczne są tam jednak ciekawe i dobrze pisane. Jest również mocny dział reportażu, który od lat stanowi o tym, że osoby o nieokreślonych poglądach wybierają “Politykę”.

Co Pan myśli o mediach katolickich (Radio Maryja, TV Trwam, “Gość Niedzielny”). Skąd ich tak wielka popularność?

To odpowiedź na brak równowagi w mainstreamowych mediach. Ojciec Tadeusz Rydzyk to sprawny menadżer mediów. Gdyby żył, znany z przekory, Stefan Kisielewski, to przyznałby mu swoją nagrodę w kategorii przedsiębiorca. “Gość Niedzielny” zawdzięcza sukces nie tylko dobrym treściom, ale także dystrybucjom przez parafie.

A “Gazeta Polska”? Czy sądzi Pan, że czytelnictwo tego tytułu będzie wzrastać? W czym tkwi jego sukces w postaci nieustannie wysokiej sprzedaży?

W środowisku dziennikarskim krąży dowcip, że gdyby szukać organizatorów rzekomego zamachu na samolot prezydencki wśród tych, którzy odnieśli na tym korzyści, to Tomasz Sakiewicz otwierałby listę podejrzanych. Przed katastrofą smoleńską w 2010 r. sprzedaż “Gazety Polskiej” oscylowała w granicach powyżej 25 tys. sztuk, mimo obecności na rynku już przez dwie dekady. Dopiero katastrofa sprawiła zwiększanie się sprzedaży o ponad 200 procent. Trzeba przyznać Sakiewiczowi, że znakomicie wykorzystał szansę, którą stworzył mu los. Przejął również część elektoratu dawnego “Wprost”, dla którego postawienie na czele tego tygodnika Tomasza Lisa było nie do zaakceptowania. Nie zmienił jednak formuły “Gazety Polskiej”, która jest przestarzała. Zagrożeniem dla pozycji “Gazety Polskiej” jest przejście “Warszawskiej Gazety” do ogólnopolskiej dystrybucji. To jest ten sam target, a “Warszawska Gazeta” jest prawie dwa razy tańsza – kosztuje 2 zł.

O rozmówcy

Jan Piński, od końca listopada br. jest nowym redaktorem naczelnym “Uważam Rze”, ostatnio był szefem działu “Wiadomości” w portalu Nowyekran.pl. W przeszłości był kierownikiem redakcji “Wiadomości” TVP1 (2009) i dziennikarzem “Wprost” (w latach 2001-2009, w tym okresie przez prawie rok był szefem działu krajowego tygodnika). Kierował też tygodnikiem “Wprost Przeciwnie”, który ukazywał się przez kilka tygodni w 2011 roku. Ukończył Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jan-pinski-jestem-zazenowany-zarzutami-pod-moim-adresem

16-12-2012, 15:27

Kongres FIJ  »

16-12-2012

Kolejny kongres Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy FIJ odbędzie się w stolicy Irlandii Dublinie,  od 4 do 7 czerwca 2013 roku.

Członkami FIJ  są organizacje dziennikarskie z ponad 130 krajów,  skupiające ponad 600 tysięcy dziennikarzy. Członkami FIJ z Polski są Stowarzyszenie Dziennikarzy RP oraz SDP.

Głównymi tematami kongresu będzie obrona miejsc pracy, praw i dziennikarstwa. Przed formalnym otwarciem kongresu przez prezydenta Irlandii odbędzie się konferencja pod hasłem „Godna praca,  oszczędności-nie”.  5 czerwca przewidziana jest m.in. debata nad poprawkami do konstytucji FIJ i sprawozdanie sekretarza generalnego organizacji B. Costy , 6. czerwca poznamy raport finansowy FIJ oraz odbędą się spotkania dziennikarzy poszczególnych regionów, natomiast 7 czerwca – przyjęcie uchwał i wybory władz Federacji.

Poprzedni kongres obradował trzy lata temu  w Kadyksie.

Warto przypomnieć , że FIJ działa od 1926 roku i jest najstarszą organizacją skupiającą dziennikarzy ze wszystkich kontynentów.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/4107