22-12-2012, 12:53
Powrót Stanisława Ligonia »
Bogdan Widera
22-12-2012
Z prezesem zarządu Polskiego Radia Katowice HENRYKIEM GRZONKĄ
rozmawia BOGDAN WIDERA
- 4. grudnia 1927 roku Polskie Radio Katowice po raz pierwszy odezwało się do swoich słuchaczy, Ale i 19. października 1937 roku jest dla rozgłośni datą ważną, bo właśnie wtedy przeniosła się do nowej siedziby przy ulicy Juliusza Ligonia 29.
- Dlatego świętujemy nie tylko osiemdziesiąte piąte urodziny naszego Radia, ale też siedemdziesięciopięciolecie naszej obecności w tym gmachu. A był to pierwszy w niepodległej Rzeczypospolitej obiekt projektowany i budowany z przeznaczeniem dla stacji radiowej. Jak Stanisław Ligoń, który był wtedy dyrektorem Radia, to załatwił, że Katowice były pierwsze – nie udało mi się tego ustalić. Były przecież inne, bardzo ważne ośrodki: Warszawa, Wilno, Łódź, a jednak to Katowice otrzymały tak nowoczesny i znakomity gmach dla stacji radiowej. Radio przeniosło się tu z budynku banku przy ul. Warszawskiej w ostatnich dniach sierpnia 1937 roku. Potem trwały jeszcze jakieś drobne prace wykończeniowe, a program nadawano stąd już od września. Ale poświęcenie gmachu i uroczyste otwarcie odbyło się dopiero 19 października. Dlaczego? Otóż Radiowa Orkiestra Symfoniczna pod dyrekcją Grzegorza Fitelberga, która rezydowała w Warszawie, wtedy dopiero mogła dotrzeć do Katowic po swojej pierwszej podróży zagranicznej do Francji. I dać tu z okazji powstania rozgłośni koncert.
- Nikt w tamtym czasie nie przypuszczał, że Grzegorz Fitelberg ze swoimi muzykami zamieszka kiedyś w Katowicach. A przecież tak się stało po II wojnie światowej… Wiemy zatem, dlaczego akurat 19. października święcimy jubileusz.
- Wtedy wszyscy uczestnicy zebrali się przed Radiem, na frontonie zaświecił neon “Polskie Radio”, po czym wszyscy weszli do środka, były przemówienia, poświęcenia gmachu, wreszcie – wspomniany już koncert. Nawiązaliśmy do tamtego dnia, też wszyscy zgromadzili się przed budynkiem, na ścianę wrócił neon z zachowanym z tamtego czasu liternictwem… Wtedy gospodarzem był Stanisław Ligoń, który teraz… wrócił. Odlany z brązu siedzi na ławeczce przed swoim Radiem.
- Wrócił Karlik, ale i budynek odmłodniał…
- Nie ukrywam, że moją ambicją było przywrócenie tego gmachu do stanu z 1937 roku. To piękny obiekt, wybudowany w stylu modernistycznym, znakomite dzieło inżyniera Tadeusza Łobosa, architekta ze Lwowa, ale bardzo mocno związanego z Katowicami. Wiem, że przedtem odwiedzał on inne kraje, studiował tamtejsze siedziby stacji radiowych, za to potem to do nas przyjeżdżały delegacje, żeby studiować naszą rozgłośnię. Przyjeżdżali ze Szwecji, z Belgii… Robili sobie zdjęcia przed jednym z najnowocześniejszych radiowych gmachów w ówczesnej Europie. Bardzo chciałem, żeby nasza siedziba odzyskała dawny blask. Inna sprawa, że trzeba było to zrobić, bo ten budynek przez 75 lat nie był w ogóle remontowany, mogło się więc zdarzyć, że na kogoś idącego chodnikiem spadnie kawałek tynku… Zależało mi również na tym, żeby przywrócić historyczny szyld – “Polskie Radio”. Dodaliśmy jeszcze “Katowice”, bo tak się teraz nazywamy. Dziwię się trochę, że nikt tego nie zrobił wcześniej, przez te wszystkie lata od 1945 roku (Nem-cy zdemontowali go zaraz we wrześniu 1939), przecież ślady po mocujących napis hakach były, do czasu tego remontu, widoczne. Zachowały się stare fotografie (to właśnie na ich podstawie odtworzyliśmy napis). Wtedy litery rozświetlał neon, dziś mamy oszczędne ledowe światełka.
- Wrócił więc – nazwijmy to tak umownie – “neon”, ale powrócił również Stanisław Ligoń, o którym pan prezes wie wszystko…
- Wszyscy mówią, że Grzonka o Ligoniu wie wszystko, ale tak do końca nie jest. Rzeczywiście jestem zafascynowany tą postacią, jednak ciągle badam jego biografię, jeszcze nie wszystkie jej wątki zostały wyjaśnione, dotyczy to zwłaszcza lat wojny, kiedy przebywał na emigracji w Palestynie. Są w jego życiorysie historie, o których wcześniej nie można było mówić, bo takie były czasy. Czy – dajmy na to – można było wspominać o tym w latach na przykład siedemdziesiątych, że Ligoń odwiedzał obozy jenieckie, w których spotykał Ślązaków w mundurach Wehrmachtu? Potem wielu z nich kończyło wojnę w mundurach II Korpusu generała Andersa… O tym się nie mówiło. Więc ta niesamowita działalność Ligonia, który na obczyźnie pamiętał o Ślązakach, wymaga gruntowniejszego zbadania.
- Po wojnie również, mimo robotniczego pochodzenia, Karlik nie był dla władzy wygodny. Przecież jako malarz wykonywał wcześniej wiele prac dla Kościoła.
- Poza tym był przed wojną posłem sanacji. Tak naprawdę nie był politykiem, angażował się jedynie wtedy, kiedy widział w tym dobro Śląska. Dla niego Śląsk był najważniejszy. Ale wracając do jego pomnika przed Radiem powiem tak: czasami marzenia się spełniają. 3 lata temu w audycji „Ligoniowe Radio” razem z Anną Musialik powiedzieliśmy, że byłoby dobrze, gdyby pomnik Stanisława Ligonia stanął przed Radiem, które nosi jego imię. I zapytaliśmy słuchaczy: co państwo o tym myślicie? Odezwali się różni ludzie, generalnie wszyscy byli za, ale z tego jeszcze nic nie wynikało. Bo rzeźbę trzeba zaprojektować, odlać, no i przede wszystkim za nią zapłacić… Ale ile razy brałem się za jakieś sprawy z Ligoniem w tle -jakoś wszystko się udawało. Miałem takie przekonanie, że i w tym przypadku się powiedzie. Problem polegał na tym, że Radio nie może stawiać pomników. Myślę, że to dobry moment, aby podziękować prezydentowi Katowic panu Piotrowi Uszokowi, który włączył się w sprawę. Dziękuję także innym darczyńcom, przede wszystkim panu Karolowi Cebuli, społecznikowi, filantropowi, który kiedy pomysł się narodził, powiedział do mnie: “Panie redaktorze, jak przyjdzie czas konkretnego działania, proszę się do mnie zgłosić, ja się dołożę”. I zrobił to. Dzięki pomocy darczyńców powstał ten wspaniały pomnik, dzieło świetnego artysty profesora Mariana Molendy z Instytutu Sztuki Uniwersytetu Opolskiego. Ustaliłem z rzeźbiarzem, że będzie to Ligoń z okresu kiedy był dyrektorem Radia.
- Jako człowiek palący spędzam czasem chwilę przed budynkiem rozgłośni, więc widzę, że siedzący na ławeczce Ligoń został przyjęty przez mieszkańców z wielką sympatią, o czym świadczą na przykład ich rozmowy…
- Patrzę na ten pomnik z okna, więc też widzę, co się dzieje. Od kiedy stanął tu 1. października, ludzie przystają, robią sobie zdjęcia, przysiadają na ławce obok Ligonia. .. A dla mnie osobiście był to jeszcze dodatkowo prezent, bo właśnie tego dnia dokładnie 30 lat temu zacząłem swoją pracę w Radiu Katowice. Dlatego powiedziałem, że czasami marzenia się spełniają. Mam nadzieję, że dzięki tej ławeczce uda się przywrócić pamięć o Stanisławie Ligoniu, wspaniałym człowieku i twórcy.
- Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że w katowickim Radiu jest wielu ludzi, którzy są – nazwijmy to – patriotami firmy. Interesują się historią rozgłośni, dbają o to, żeby zachować dokumenty, pamiątki, dawny sprzęt. Na pewno można tu wymienić Karola Lipowczana, dziś emeryta, który zrobił tak wiele, żeby Radio Katowice miało swoją izbę pamięci.
- Radio Katowice pracuje dziś w oparciu o najnowsze technologie. Jesteśmy nowoczesną stacją radiową. Z drugiej strony – mamy 85 lat i to jest przebogata, znakomita, nacechowana pracą wielu świetnych radiowców, artystów, twórców historia… Bo Radio – to przede wszystkim ludzie.
- Kiedy się czyta książkę Feliksa Netza “Róg Ligonia i Królowej Jadwigi”, ma się wrażenie, że ludzie Radia z tego pierwszego okresu to tacy chłopcy, którzy dostali nową, fantastyczną zabawkę. Transmitowano na przykład “koncert” słowika z jego gniazda, przeprowadzono transmisję z dołu kopalni, co nawet dziś nie jest łatwe.
- To był Dzień Śląska na antenie wszystkich rozgłośni. Program transmitowano z 5 zakładów pracy. To było wtedy przedsięwzięcie bez precedensu. W naszym Radiu, jeszcze w czasie kiedy mieściło się przy ul. Warszawskiej, przeprowadzono pierwsze w Polsce próby z telewizją. Zmierzam do tego, że nie da się robić współczesnego radia bez historii, bez tradycji. To jest nasza siła, nasz atut. Dopóki starczy mi sił, będę do tego przywiązywał wielką wagę, bo od lat sam próbuję się zajmować historią polskiej radiofonii, historią, która i dziś odgrywa w naszej pracy rolę inspirującą. Dlatego myślę, że nasze uroczystości jubileuszowe, pokazujące, czy też przypominające dzieje Radia Katowice, są w jakiś sposób ważne dla zespołu, zwłaszcza dla pracowników młodych, bo pozwalają na lepsze identyfikowanie się rozgłośnią i na lepsze zrozumienie słuchaczy – ludzi, do których mówimy o ich sprawach, ale też historii naszej ziemi.
- Mam tu wielu kolegów, którzy mówią o sobie z dumą “stare radio”, jednocześnie zaś sporo w rozgłośni dziennikarskiej młodzieży, która nigdy nie miała w ręku żyletki i lepca, a montażówkę może sobie obejrzeć tylko w izbie pamięci. Przy czym u jednych i u drugich można zauważyć, że radio to jakaś “infekcja”. Kto raz się nim zarazi, nie wyobraża sobie innej pracy.
- Kiedy ja przyszedłem do Radia, to pamiętam, że moje pokolenie już samo montowało. I wtedy patrzano na nas trochę jak na dziwaków, Jak to, dziennikarze sami montują? A co mają robić montażyści? Potem zaczęliśmy sami robić sprawozdania sportowe. Już niepotrzebny był do tego duży wóz transmisyjny, wystarczyło samemu się podłączyć. A mieliśmy wtedy w Radiu ogromny dział transmisji. Dziś nie ma po nim śladu. Są połączenia przez internet z jakością taką, jaka była nieosiągalna przy łączach analogowych. W dawnych czasach dziennikarz wyjeżdżał w teren z kierowcą
1 z technikiem, który obsługiwał magnetofon. Redaktor nagrywał materiał, wracał z asystą do rozgłośni, dostarczał taśmę z przenośnego magnetofonu na specjalne stanowisko, gdzie przegrywano ją na taśmę radiową. Potem trafiała do montażystki, która nagranie montowała. Dzisiaj te wszystkie czynności, łącznie z prowadzeniem samochodu, wykonuje sam dziennikarz. I to najlepiej pokazuje skalę zmian i rewolucji, która już się dokonała. Patrzymy dziś na młodych kolegów, dla których nowe technologie są tak oczywiste, że nie muszą się tego nawet uczyć. Jeśli natomiast mówimy o radiowym montażu, to jego istota niewiele się zmieniła. Nadal polega na selekcji materiału i na komponowaniu z wybranych elementów audycji. Komputer zastąpił lepiec, żyletkę i montażówkę, o których pan wspomniał. Ale Radio to przede wszystkim ludzie.
- W tym i prezes. Widziałem radość, kiedy na radiowe korytarze dotarła wiadomość, że szefem został radiowiec a nie polityk.
- Ja rzeczywiście jestem radiowcem. Przepracowałem tutaj 30 lat. Tak jak pan powiedział kto tu przepracuje 5-10 lat, połyka radiowego “bakcyla”. Radio staje się dla niego wszystkim. Ja nie wiem, jak to wygląda w innych firmach, bo ja nigdzie poza Radiem Katowice nie pracowałem. Przeszedłem tu wszystkie szczeble. Od praktykanta, jeszcze w czasie studiów, po prezesa zarządu. Znam to Radio od podszewki, wiem jak je poprowadzić. Żałuję tylko, że stało się to w trudnych czasach, myślę o finansowaniu mediów publicznych, o ściągalności abonamentów. Pod tym względem moi poprzednicy mieli o wiele łatwiejszą sytuację. Wiem po pierwsze, że siłą tego radia zawsze byli ludzie. Po drugie wiem, że im dalej politycy będą od tego Radia, tym lepiej będzie dla niego. Publiczne radio nie może się przechylić ani w lewo ani w prawo, ani do nieba ani do piekła. Musi być pluralistyczne, otwarte na każdą opinię. Publiczne radio musi pełnić misję. W przypadku rozgłośni regionalnej jest nią warstwa słowna. Zgodnie z obowiązującymi rozporządzeniami musi być jej nie mniej niż 33 procent czasu nadawania. Zatem musi to być radio, które ma coś do przekazania. Misja w znacznej części musi uwzględniać problematykę regionalną. Zauważam też, że zmienia się postrzeganie radia. Kiedyś uważano, że słucha się go po szesnastej i jeszcze w godzinach rannych. To były tak zwane złote godziny radia. Ale teraz pojawiły się i srebrne, co wiąże się z tym, że coraz więcej czasu spędzamy w samochodzie. Dojazd do pracy, powrót, korki to wszystko sprawia, że chcemy radia słuchać, chcemy wiedzieć., co się dzieje, usłyszeć jakiś komentarz do aktualnych wydarzeń. Dlatego staraliśmy się ten czas zagospodarować, co się przekłada na naszą pozycję, na słuchalność.
- Zaskakująco wiele osób słucha radia nocą.
- Tak. I to są – stosując dalej nomenklaturę sportową – brązowe godziny. Ale zagospodarowanie całego tego czasu kosztuje. Mówi się w związku z tym o zmianie ustawy medialnej. Nie w tym jednak problem, bo ustawa jaka jest, taka jest, ale jakoś funkcjonuje. Potrzebna jest zmiana ustawy o opłatach abonamentowych, bo tam tkwią do dziś anachronizmy pamiętające czasy otwarcia naszego Radia. Jest tam między innymi powiedziane, że aby zapłacić abonament trzeba zarejestrować odbiornik. A przecież dziś możemy słuchać radia w internecie, w telefonie komórkowym, w samochodzie i tak dalej. Co więc rejestrować? Inna sprawa – okazuje się, że mieszkańcy województwa śląskiego i tak jeszcze bardzo solidnie opłacają abonament. Gdyby te pieniądze trafiały do naszego Radia, bylibyśmy w całkiem dobrej kondycji. Trzeba zatem podziękować wszystkim mieszkańcom województwa śląskiego płacącym abonament. Należy im się uznanie i podziękowanie.
- Życzę więc Radiu Katowice pomyślnego rozwoju sytuacji finansowej. Myślę, że nie będzie to nadużyciem, że jubileuszowe życzenia i gratulacje złożę w imieniu całej redakcji miesięcznika “Śląsk”, bo tak się składa, iż wszyscy mamy z naszą regionalną stacją jakieś kontakty. Nawet nasz grafik Wojtek Łuka pokazywał swoje prace w radiowej galerii “Na żywo”. A zatem przetrwania kryzysu i wielu, wielu dobrych programów dla nas – wdzięcznych słuchaczy Radia Katowice.
- Dziękuję bardzo.






