Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

02-01-2013, 18:44

Nasz ostatni wywiad z Teresą Torańską  »

Newsweek.pl
Rafał Kalukin
02-01-2013

Jeden z “naszych” mówi mi, że Mazowiecki i Balcerowicz to mordercy. A więksi niż Stalin? – pytam. Więksi. Wtedy pomyślałam sobie, że “nasi” są oderwani od rzeczywistości nie mniej niż “oni”, komuniści – opowiadała w ostatnim wywiadzie dla “Newsweeka” Teresa Torańska.

Rafał Kalukin: Twój wywiad z Jarosławem Kaczyńskim w “My”…
Teresa Torańska:
Znowu Kaczyński! Bez niego żyć już nie potrafimy, prawda? Jest symbolem pewnego myślenia.

Teresa Torańska

Rafał Kalukin: Ten wywiad z początku lat 90. to Kaczyński w pigułce: oto mistrz gry politycznej, który otwiera na oścież swoje laboratorium.
Teresa Torańska: Właśnie! Wyobrażałam sobie wtedy, jak Kaczyński siedzi z Wałęsą, przed nimi szachownica i oni przestawiają figury. Dla mnie jest graczem, bez poglądów. A najciekawsze, że – sądzę – jego wcale nie podnieca rezultat gry. Tylko sama gra, mechanizm przestawiania figur.

Rafał Kalukin: A wtedy było tak, że rozmawiacie, Kaczyński się rozpędza. Ty już nawet nie polemizujesz, tylko wzdychasz: “Jarek, przestań!”. Element spektaklu?
Teresa Torańska:
Tak, ta rozmowa była spektaklem! Kaczyński jest genialnym rozmówcą i potrzebuje teatru. Rozmawiam z nim i widzę, że błyska mu oko. Zaraz powie coś takiego, co nada naszej rozmowie właściwą formę. Ta forma bywa ważniejsza od treści. Do tego jest próżny. Więc łatwo daje się podpuszczać. Chce zaimponować rozmówcy.

Rafał Kalukin: A co ty tamtą rozmową chciałaś osiągnąć?
Teresa Torańska:
Pokazać mechanizm uprawiania polityki. Zobaczyłam, że on jest identyczny jak w latach 70., 80. Nie ma idei, po prostu robi się politykę. Społeczeństwo traktuje się jak masy, nie próbując niczego tłumaczyć. A ja uważam, że trzeba tłumaczyć. Do skutku.

Rafał Kalukin: “My” ukazało się w 1994 r. Już po klęsce pokłóconego obozu solidarnościowego. “My” – bo wcześniej wydałaś książkę “Oni” o komunistach. Ale to “my” było już wtedy ironiczne, prawda?
Teresa Torańska:
Oczywiście! Chciałam pokazać, że “my” jesteśmy jak “oni”. Wszyscy, łącznie ze mną. To przecież było moje środowisko.

Rafał Kalukin: Podkreślałaś to ostentacyjnym: “Krzysiu”, “Leszku”, “Jarku”. Kontrast – bo rozmawiając wcześniej z Jakubem Bermanem i jego towarzyszami, równie ostentacyjnie mówiłaś do nich: “proszę pana”.
Teresa Torańska:
Zabawna historia. Krzysia Bieleckiego prawie nie znałam. Był z Gdańska. Przychodzę do niego i mówię: panie Krzysztofie, trzeba przejść na ty. Tak musi być w książce.

Rafał Kalukin: A pan premier co?
Teresa Torańska:
Nie było problemu. Był świetnym, wyluzowanym facetem z brodą. Ale spotykałam też zacietrzewionych. Pytałam Romana Bartoszcze, pierwszego szefa PSL, o Mazowieckiego. A on od razu, że Mazowiecki i Balcerowicz to mordercy. Jan Parys, minister obrony od Olszewskiego, tak samo: Mazowiecki – morderca. Pytam: “A większy niż Stalin?”. “Tak, większy!”.
Bartoszcze urzędował w pałacu Sobańskich. W oficynie, jak to chłop – czujesz? Wyżej inne organizacje miały swoje siedziby. A w tym pałacu było zimno jak cholera. W pokoju Zdzisława Najdera, szefa Komitetu Obywatelskiego z nadania Wałęsy, stał piecyk. Niewielki, ogrzewał mu nogi. Wtedy zrozumiałam, dlaczego warto powalczyć, by dostać się do Kancelarii Prezydenta na Wiejską albo do Belwederu, gdzie jest ciepło i są ładne gabinety.

Rafał Kalukin: Bywałaś tam?
Teresa Torańska:
Dla nas, podziemnych dziennikarzy, wszystkie urzędy były pootwierane na oścież. Wchodziło się do prezydenckich ministrów bez zapowiedzi jak do kumpli. Sławek Siwek zupełnie serio ogłasza mi: “Jestem czwartą osobą w państwie”. Pokazuje swoją belwederską legitymację i wylicza, kto jest przed nim. Przychodzę potem drugi raz. Akurat trafiłam na moment, jak Wałęsa wszystkich swoich ministrów powyrzucał. Siwek otwiera barek i proponuje: ‘Zobacz, Teresa, ile tu koniaków. Wypijmy, żal zostawiać”. Albo taka scena. Rozmawiam z Janem Olszewskim już po tym, jak upadł jego rząd. Przychodzi nagle Macierewicz, jego szef MSW. Ja do Olszewskiego zwracam się “panie Janie”. A Macierewicz “panie premierze”, Olszewski do Macierewicza też “panie ministrze”. Rozumiesz? Dam głowę, że normalnie byli po imieniu. Ale przede mną urządzali cyrk. Zależało im na tytułach. Upajali się nimi. Dowartościowywali.

Rafał Kalukin: Gdybyś teraz spotkała Kaczyńskiego, to byłoby jak wtedy: “Jarku”?
Teresa Torańska:
Tak. Zresztą niedawno się spotkaliśmy. Macierewicz przedstawiał swoje ustalenia w sprawie katastrofy smoleńskiej. Siedzę na podłodze, przede mną szpaler kamer telewizyjnych. Nagle szpaler znika, jestem w pierwszym rzędzie i widzę Jarka za stołem prezydialnym. Spojrzał na mnie. Ja na niego. Nasze spojrzenia się zatrzymały. Na jakieś 20 minut. Patrzyliśmy sobie w oczy.

Rafał Kalukin: Co wyczytałaś?
Teresa Torańska:
Nic. To była rozgrywka, kto kogo przetrzyma.

Rafał Kalukin: Zrobiłabyś z nim dziś rozmowę?
Teresa Torańska:
Poszłabym na pewno. Taka rozmowa musiałaby się zacząć od pytania: “Jarek, po co ty to robisz?”.

Rafał Kalukin: A myślisz, że on wie po co?
Teresa Torańska
: Nie wiem… On przecież nie wierzy w żadne zamachy.

Rafał Kalukin: W rozmowie z książki “My” z początku lat 90. Jacek Merkel opowiada, jak puszczano w obieg plotkę o jego agenturalnych powiązaniach, a ty wtrącasz, że też miałaś podobne doświadczenie. O co chodziło?
Teresa Torańska:
A to znacznie wcześniej. Był stan wojenny, “Kulturę”, gdzie pracowałam, rozwiązano. Nawet nie podeszłam do weryfikacji. Zaczęłam wtedy chodzić po starych komunistach. Dla wielu ludzi w moim środowisku nie było oczywiste, czego od nich chcę. Bo jakże to tak? Idzie do Bermana? Porozmawiać? Wielu dziennikarzom, zwłaszcza partyjnym, nie przychodziło do głowy, że można pójść do Bermana i powiedzieć “dzień dobry, proszę pana”. A nie – “towarzyszu sekretarzu”. Uważali, że ktoś musi za tym moim chodzeniem stać. Jakieś służby.

Rafał Kalukin: Jak ty w ogóle wpadłaś na pomysł tych rozmów? U progu lat 80. tacy ludzie jak Berman czy Ochab dożywali swych dni w milczeniu. Dla większości ludzi byli tylko figurami z zakłamanego podręcznika.
Teresa Torańska:
Ten temat leżał na ulicy. Wystarczyło się schylić.

Rafał Kalukin: Czemu akurat tobie się udało?
Teresa Torańska:
Nie wiem. Może miałam w sobie tę naiwną szczerość, że po prostu chciałam wiedzieć, jak było?

Rafał Kalukin: A na co liczyli twoi rozmówcy? Przecież było oczywiste, że nikt tego legalnie w PRL nie opublikuje.
Teresa Torańska:
Roman Werfel sam mi to powiedział. Oni różnie reagowali. Jedni chcieli pozostawić po sobie przekaz historyczny, innych trzeba było długo otwierać. Stanisław Radkiewicz, szef bezpieczeństwa w czasach stalinowskich, w ogóle nie zdecydował się na rozmowę. Bał się.

Rafał Kalukin: Do Gomułki poszłaś?
Teresa Torańska:
Zbadałam możliwości. Chodziła do niego Maria Turlejska. Odpuściłam.

Rafał Kalukin: Przychodzisz więc do Bermana, pukasz do drzwi i…
Teresa Torańska:
Inaczej. Najpierw poszedł do niego Leon Chajn, którego miałam już zapoznanego, zrobiłam z nim wywiad. Chajn mówi Bermanowi, że jest taka sympatyczna dziewczyna i warto z nią porozmawiać. Ale Berman wtedy puścił to mimo uszu.
To działało jak łańcuszek. Chajna znał Wojtek Giełżyński, dziennikarz. Dał telefon. Bo najważniejszy był telefon. Przez Chajna dotarłam do Ochaba. Składałam kolejne wizyty, a oni się o tym wzajemnie informowali. Dzwonię do Leona Kasmana i on w pierwszych słowach: “No, nareszcie! Zastanawiałem się, dlaczego pani nie chce ze mną rozmawiać”.

Rafał Kalukin: Frustrował się, że go pominęłaś?
Teresa Torańska:
Miał potrzebę przedstawienia swojej interpretacji historii. A z Bermanem było tak, że on miał wypadek i po wyjściu ze szpitala, z połamaną miednicą, zamieszkał u córki. Zadzwoniłam do niej. Był luty 1982 r., właśnie odblokowano telefony. Powiedziałam, że nie proszę, ale żądam rozmowy. Jest stan wojenny i domagam się prawdy, jak cały ten komunizm się zaczął.
Miałam maszynopis “Narodzin władzy” Krystyny Kerstenowej. Pomyślałam, że pożyczę Bermanowi i będę miała zagwarantowane dwa spotkania. Wziął. Poszłam drugi raz. Oddał przez próg, nie zapraszając do środka.

Rafał Kalukin: Wyniosły starszy pan?
Teresa Torańska:
Nie, pocieszał mnie. Że to wszystko kiedyś minie, że stan wojenny nie będzie trwał wiecznie. Nie wolno się załamywać.
Poskarżyłam się Celinie Budzyńskiej. Kiedyś w KC PZPR, ale potem przeszła na naszą stronę, wiążąc się z KOR, a potem z Solidarnością. Z nią jedną rozmawiałam szczerze, uprzedzając, że zamierzam te rozmowy wydać w drugim obiegu. Po jakimś czasie Budzyńska spotkała Bermana w sanatorium. Powiedziała mi: “Masz tu do niego numer, będzie rozmawiał”. Czym go przekonała – do dziś nie wiem.
Przychodzę więc do Bermana. Dwa pokoje z kuchnią. Na biurku jego portret z Bierutem, z wakacji na Krymie. W kuchni naszykowana filiżanka na herbatę i szklanka na kawę. Do wyboru.
Elegancki pan, piękna rzeźbiona twarz. “Pani chciała ze mną rozmawiać”. “Tak”. “Ale mam nadzieję, że to nie będzie jedna rozmowa”. Proponuję, że będziemy się spotykać co wtorek, o stałej godzinie. Wiedziałam już, że taka regularność pomaga im przygotować się psychicznie.
“A co pani robi z taśmami?”. “Mama zaszywa w materacu”.

Rafał Kalukin: Tak było?
Teresa Torańska:
Tak było! Pierwszej i drugiej rozmowy nie nagrywałam. To było pokolenie nieprzyzwyczajone do magnetofonu. Trzeba ich było oswajać.

Rafał Kalukin: A ty? Gdzie były twoje emocje?
Teresa Torańska:
Dominowała ciekawość. Choć nieraz gotowałam się. Ich partyjnych towarzyszy zamykano do więzień, a oni nawet nie starali się dociec, dlaczego i za co. Partia miała zawsze rację.

Rafał Kalukin: Cóż, to byli ludzie ubezwłasnowolnieni ideologią. Czy można do nich przykładać standardowe normy etyczne? Takie pytania sobie stawiałem, przypominając sobie te teksty.
Teresa Torańska:
Potraktowałam ich jak normalnych ludzi. To była moja siła. Oni wygłaszali manifesty, a ja cierpliwie słuchałam, aby potem zadać najbardziej oczywiste pytanie: “Dlaczego, proszę pana?”. Tylko tak można było przebijać się przez ideologiczny pancerz. Cierpliwie wbijać te szpileczki.
Z Ochabem spotykałam się w lesie, bo bał się, że nas podsłuchują. Berman potrafił przerwać rozmowę i poprosić szeptem: “Niech pani tu podejdzie”. Podchodzę, nachylam się, a on mi prosto do ucha: “Bo wie pani, towarzysze w radzieckim Biurze Politycznym to…”.

Rafał Kalukin: A brałaś pod uwagę, że bezpieka może was podsłuchiwać?
Teresa Torańska:
Skoro oni brali, to ja już nie musiałam o tym myśleć. Te rozmowy i tak były wyczerpujące. Pod koniec byłam nimi udręczona. Musiałam hamować nerwy. U Bermana wychodziłam do łazienki, aby ochłonąć.
A potem poszłam do Moczara i…

Rafał Kalukin: Byłaś u Moczara? Tej rozmowy nie ma w książce!
Teresa Torańska:
Bo do nagrań nie doszło. Rok 1984. Odwiedziłam go, on zaczął się przede mną popisywać. Na koniec mówi: “Niech pani zostawi swoje namiary”. Piszę na kartce: imię… nazwisko… Pytam: “Panieńskie matki też?”. “Oczywiście”.
Wychodzę, żegnamy się. Mówię: “Ale z pana to kawał chłopa”. Moczar szczęśliwy. A ja, już na klatce schodowej, myślę sobie: “Tfu, co ty wyrabiasz? Prawisz Moczarowi komplementy? Nie! Upadłam zbyt nisko, to mnie w końcu zniszczy. Dość tego!”.

Rafał Kalukin: Jak po latach czytasz te rozmowy, masz pokusę, aby coś w nich zmienić? Weryfikujesz swój stosunek do tych ludzi?
Teresa Torańska:
Nie. Bo jeśli przez długie miesiące myślisz o człowieku, to znasz go na wylot. Czujesz go w każdej komórce. A potem robisz z nim autoryzację. Autoryzacja jest jak ściąganie majtek. Od razu widzisz, na czym zależy twojemu rozmówcy i co chciałby wymazać. I gdzie fakty podkoloryzował. Wtedy odkrywa się najbardziej.

Rafał Kalukin: Tytuł “Oni” to był twój pomysł?
Teresa Torańska:
Miesiącami nad tym myślałam. Aż pewnego dnia budzę się i – olśnienie! już wiem. Książka wyszła w podziemiu, w 1985 r. Byłam wtedy w Paryżu.

Rafał Kalukin: A po latach wróciłaś jeszcze do rozmów z komunistami opublikowanych w książce “Byli”. Ale to już inne pokolenie – Jaruzelski, Urban. Grabarze ustroju.
Teresa Torańska:
“Oni” to idealiści, ludzie z twardego komunistycznego rdzenia. A “byli” to przede wszystkim ludzie władzy, przychodzący zresztą z rozmaitych stron. Wiesz, co ich różni? “Oni” nigdy nie usiedliby do Okrągłego Stołu. A “byli” usiedli i poszli na kompromisy. I dzięki Bogu!

Całość: http://spoleczenstwo.newsweek.pl/nasz-ostatni-wywiad-z-teresa-toranska,93092,1,1.html

02-01-2013, 17:26

Teresa Torańska nie żyje. Trzy tygodnie temu mówiła: Dziennikarstwo to moja grupa krwi  »

Gazeta.pl, Newsweek.pl, TokFM.pl, Onet.pl, Press
mil
02-01-2013

Teresa Torańska, znana polska dziennikarka i pisarka, zmarła dzisiaj w Warszawie, po długiej chorobie. Wczoraj skończyła 69 lat. Była niezwykłym człowiekiem i wspaniałą rozmówczynią. Jej wywiady, nacechowane wyjątkową uważnością, dociekliwością i ciekawością drugiej osoby, zmieniały naszą wiedzę o świecie.- Wywiady Teresy Torańskiej pozostaną na zawsze w dziejach kultury polskiej jako zapisy pamięci, świadomości i zdarzeń. To są wielkie rzeczy, wielkie wywiady i świadectwa – powiedział historyk prof. Andrzej Friszke.

Teresa Torańska

Trzy tygodnie temu, w wywiadzie dla “Krytyki Politycznej” dziennikarka mówiła o tym, co jest dla niej najważniejsze w jej zawodzie: “To, że się ciągle muszę czegoś uczyć, że grzebię w tych życiorysach, a każdy życiorys niesie jakąś zagadkę. Ciągle odkrywam, że historia jest niedopowiedziana, więc zbieram te fragmenty, które zostały, i próbuję je sklejać. Dziennikarstwo to moja potrzeba życia, moja grupa krwi. Codziennie mnie pobudza. Od nowa”.

Teresa Torańska urodziła się 1 stycznia 1944 roku w Wołkowysku. Była znaną polską dziennikarką i pisarką. W latach 70. współpracowała z tygodnikiem “Kultura”, później także z paryską “Kulturą”. Przez lata była związana z “Gazetą Wyborczą”. Ostatnio pracowała w tygodniku “Newsweek”.

Teresa Torańska przyglądała się bacznie ludziom władzy prawie 30 lat. W “Onych” (wydanej po raz pierwszy w 1985 r., w drugim obiegu), tomie rozmów z ludźmi ekipy stalinowskiej, dziś już dziennikarskiej klasyce gatunku, sportretowała pokolenie komunistów instalujących nowy ustrój po wojnie. Książka stała się światowym bestsellerem. Została przetłumaczona na trzynaście języków i weszła do kanonu obowiązujących lektur na wydziałach nauk społecznych i politycznych uniwersytetów w wielu krajach. Za książkę autorka otrzymała nagrodę podziemnej Solidarności (1985 r.) oraz PEN Clubu (2000).

- O ile wiem, nic podobnego jak “Oni” nie powstało w innych krajach komunistycznych. To jest coś nadzwyczajnie ważnego. Dawni dygnitarze opowiadali jej jako pierwszej o swoich wyborach. Wcześniej żaden komunista nie udzielał takich wywiadów, nie tłumaczył się niekomuniście – powiedział dla PAP prof. Andrzej Friszke. – Ponieważ w Polsce wybuchła Solidarność i ten system znalazł się w głębokiej kolizji ze społeczeństwem, więc niektórzy z nich nagle poczuli potrzebę wytłumaczenia i obrony swoich racji. Dlatego zgodzili się na rozmowy z młodą dziennikarką z tygodnika “Kultura”, która zadawała im niezwykle agresywne pytania, ale pozwalała im się tłumaczyć. Była dociekliwa, ale nie obrażała ich osobiście. Także późniejsze książki Teresy Torańskiej są niezwykle istotnymi świadectwami. To największa szkoła wywiadu prasowego, jaką można sobie wyobrazić. Swoje rozmowy prowadziła z ogromną empatią, wnikliwością i znajomością materii rzeczy. Pochylała się nad ludzkim losem, nad realiami politycznymi. Nie umiem powiedzieć, czy jest dzisiaj ktoś, kto potrafi przejąć ten warsztat – zaznaczył Friszke.

Tom “My” (1994) był portretem zbiorowym opozycji demontującej porządek zaprowadzony przez bohaterów “Onych”.

Torańska była pierwszą laureatką Nagrody im. Barbary Łopieńskiej (2005 r.) za najlepszy wywiad prasowy – rozmowę z gen. Wojciechem Jaruzelskim, opublikowaną 13 grudnia 2004 r.w “Dużym Formacie Gazety Wyborczej”. W uzasadnieniu kapituła podała, że wywiady Torańskiej cechuje “najwyższy poziom warsztatowy, dziennikarska dociekliwość, odwaga i głęboka wiedza historyczna, mają też osobisty, autorski styl, trudny do podrobienia”.

Pytała tak długo, aż dotarła do sedna

W “Byłych” (2006) Teresa Torańska wraca do peerelowskiej końcówki: gierkowskiego gnicia, karnawału pierwszej “Solidarności”, stanu wojennego i późniejszego zastoju. Na ten tom składa się sześć rozmów: z generałem Wojciechem Jaruzelskim; z Kazimierzem Kąkolem, nadwornym propagandystą partii w czasach Marca ‘68, za Gierka zaś szefem Urzędu ds. Wyznań; Maciejem Szczepańskim, szefem Komitetu ds. Radia i Telewizji w latach 70., twórcą osławionej propagandy sukcesu i wizerunku ekipy Gierka; Michałem Jagiełłą, członkiem KC PZPR w ostatnim roku przed wprowadzeniem stanu wojennego; i z Jerzym Urbanem. – Rozmowy przypominają raczej polowanie. Oni kluczą, zacierają tropy, prężą się w miejscach, w których ich ongiś nikt nie widział, za to dyskretnie omijają te, w których zostawili przed laty nieładne ślady – pisał w recenzji “Byłych” Włodzimierz Kalicki. – Torańska jest jak wytrawny myśliwy. Nie strzela na oślep. Ona zna ich obyczaje i skrywane okruchy życiorysów. Cierpliwie podąża za nimi, precyzyjnie osacza, zamyka drogi ucieczki. Słowa Kalickiego dobrze opisują dziennikarski warsztat Torańskiej. Zawsze świetnie przygotowana, precyzyjna, dociekliwa. Ciekawa swoich rozmówców. Słuchała ich uważnie i pytała tak długo, aż dotarła do sedna.

- Jestem wstrząśnięty informacją o śmierci Teresy Torańskiej. Wiedziałem, że bardzo poważnie choruje, ale nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko. Była osobą bardzo mi bliską od czasów, kiedy powstawali “Oni”. Umawiała się wtedy z tymi dygnitarzami, prowadziła z nimi rozmowy, opowiadała mi to wszystko. Uczyła się sama historii, bo przecież nie było żadnych książek – powiedział prof. Andrzej Friszke.

Teresa Torańska była także autorką talk-show “Teraz Wy” w TVP 2 oraz cyklu wywiadów telewizyjnych z działaczami komunistycznymi. Była współautorką filmów dokumentalnych, m.in. “Dworzec gdański”, “Noc z generałem”, “Było i już” oraz filmu dla BBC – “Changing the guard” o początkach demokracji w Polsce.

Nikt jej nam nie zastąpi – Tomasz Lis wspomina Teresę Torańską

Gdy słyszałem o przerzutach, wiedziałem, że sytuacja jest poważna. Jednak jej głos nie wskazywał na chorobę. Emanowała z niej siła o wola walki i radość życia. Nikt jej nam nie zastąpi.

Po raz pierwszy spotkaliśmy się w 1995 roku w Nowym Jorku. Akurat w USA pojawił się Leszek Balcerowicz i Teresa przygotowała dla nas wszystkich kolację. Dla mnie, młodego dziennikarza, to było wielkie wydarzenie. Byłem wówczas i nadal jestem na etapie zafascynowania jej twórczością. W latach 70-tych czytałem jej teksty w “Kulturze”, dekadę później rewelacyjną książkę “Oni”, a od dwóch lat pracowaliśmy razem. Spełnienie marzeń.

Dla mnie Teresa Torańska była ważna z wielu powodów. Przede wszystkim uważałem ją za jedną z najwybitniejszych polskich dziennikarek. Byłem absolutnie zachwycony jej pracą, a miałem to szczęście, że mogłem z nią pracować. A była to współpraca wyjątkowo owocna. Jej dwa pierwsze teksty były okładkami moich pierwszych numerów “Newsweeka”.

 

Ludzie chcieli z nią rozmawiać - dziennikarz i publicysta Mariusz Ziomecki o zmarłej dziennikarce Teresie Torańskiej

- Znałem Teresę wiele lat. Mniej więcej w tym samym czasie przyszliśmy do warszawskiej “Kultury” w latach 70-tych. To była wtedy gazeta wyładowana różnymi sławami literacko-dziennikarskimi. Byli tam m.in. Janusz Głowacki, Ryszard Kapuściński, Tomasz Łubieński, Krzysztof Mętrak, Krzysztof Teodor Toeplitz, Barbara Łopieńska i wiele innych osób.

Trzymaliśmy się razem, a Teresa nigdzie nie przynależała, zawsze trzymała się z boku. Rzadko wypowiadała się na kolegiach, była nieśmiała, gdy miała omówić numer, to bardzo ją to stresowało. I nagle “wybuchła” książką “Oni”.

Dokonała rzeczy absolutnie genialnej, miała doskonałą intuicję i pokazała, że z komunistami można przeprowadzić prawdziwy wywiad. To było niesamowite. Wszyscy zazdrościliśmy jej tego pomysłu.

Teresa miała ogromne umiejętności interpersonalne, inteligencję emocjonalną, która sprawiała, że ludzie chcieli z nią rozmawiać.

Odeszła wybitna dziennikarka, która w trudnych czasach cenzury wymyśliła formę dziennikarsko-literacką, żeby pisać prawdę o świecie.

Prawda, którą napisała Teresa, pozostaje częścią polskiej kultury i polskiej historii.


Teresę Torańską wspomina prof. Ewa Łętowska

Rozmowa z Teresą Torańską budziła w rozmówcy przekonanie, że to co osobiste, jednostkowe – przekazane innym, do czegoś się im przyda - wspomina prof. Ewa Łętowska.

Teresa Torańska była pisarką, nie dziennikarką “od wywiadów”. Jej rozmówcy, ich sytuacje życiowe były dla Torańskiej tworzywem, i to tworzywem szczególnym, bo żywym, wymagającym empatii, poszanowania prywatności i umiejętności dostrzeżenia w ludzkiej historii tego co głębsze, czasem- skrywane, zaskakujące, godne szacunku albo przynajmniej zrozumienia.

Rozmowa z Teresą Torańską budziła w rozmówcy przekonanie, ze to co osobiste, jednostkowe – przekazane innym, do czegoś się im przyda. Że to nie będzie emocjonalny ekshibicjonizm albo łatwe usprawiedliwienie własnej postawy, ale próba podzielenia się swoją prawdą i racją. Bez pisarskiego talentu Teresy Torańskiej byłoby to niemożliwe.

Ona rozumiała, ze ludzka kondycja jest najczęściej szara, ani biała, ani czarna. Tylko że ta szarość miała w jej pisarstwie niezliczone, bogate odcienie.

Teresa Torańska umiała wzbudzać zaufanie i szanować zaufanie cudze. Dlatego udawało się jej rozmawiać na bardzo trudne tematy z rozmówcami nie skłonnymi do wynurzeń. Była mistrzynią współbycia z rozmówcą. A słowo pisane było posłuszne jej zamysłowi.

Ufałem jej i nazywałem ją polską Orianą Fallaciwspomina Teresę Torańską senator Jan Rulewski.

Teresa, nie wiedzieć czemu, odnalazła mnie wśród plejady wielu polityków. Jak sądzę, zainteresowała ją pewna wartość, która legła u podstaw tworzenia koalicji solidarnościowej nazywanej skrótowo “rządem Suchockiej”. Wartością tą była obrona solidarnościowego pokolenia. Nieprzypadkowo oddałem się pod jej redaktorską opiekę – na dobre i na złe. Ufałem jej i nazywałem ją polską O. Fallaci.

Zaufanie to wywierało wrażenie na wielu ludziach z różnych obozów politycznych. Szczególne wrażenie robiły rozmowy z byłymi stalinowskimi funkcjonariuszami, którzy ciągle operowali partyjnym slangiem, chcąc zapewne uniknąć osądzenia przez opinię publiczną. Teresie Torańskiej udało się sprowokować spowiedź, która ukazała ich ludzkie siły i słabości. Dzięki niej otrzymali na nowo przepustkę do ludzkości. Pracę tę można skwitować jako większy sukces lustracyjny niż ten prowadzony przez połączone siły IPN i innych “śledczych” III Rzeczpospolitej.

Potem zdałem sobie sprawę, że myliłem się. Nie była ona egoistyczną Falacii, która krami media błyskotliwymi rozmowami.

Dzisiaj, gdy los prowokuje spojrzenie na nią na nowo, przyjrzenie się jej życiu, ukazuje się nam niezwykle skromna, pracowita i odważna dama, której ambicją było sportretowanie pokoleń. Bez ucieczki od prawdy, bez uszczerbku dla godności “lustrowanych” osób, z zachowaniem wszystkich standardów dziennikarskiego warsztatu.

Na zawsze zapamiętam jej świdrujące umysł i sumienie słowa “No i co Pan na to?”.

————————————————-

Teresa Torańska we wspomnieniach dziennikarzy

Po długiej walce z ciężką chorobą zmarła dziś Teresa Torańska. Dziennikarkę współpracującą m.in. z tygodnikiem “Newsweek”, czy z “Gazetą Wyborczą” wspominają przedstawiciele środowiska dziennikarskiego.

“Oni otwierali się przed nią, nie czuli się zagrożeni”

- Teresa Torańska to bardzo ważna osoba w historii polskiego dziennikarstwa – tak zmarłą dziennikarkę wspomina Janina Jankowska. Była dziennikarka Polskiego Radia podkreśla, że Teresa Torańska była niezwykle ważną postacią dla jej pokolenia. - Była wyróżniającą się dziennikarką w środowisku warszawskich dziennikarzy przed i po stanie wojennym - wspomina. Według Janiny Jankowskiej, Teresa Torańska stworzyła swój styl reportażu, historii opowiedzianej przez rozmowę.

Janina Jankowska podkreśla, że Teresa Torańska posiadała umiejętność przekonywania do siebie swoich rozmówców. Dzięki temu w jej wywiadach z politykami można przeczytać sporo ciekawostek, o których nikomu innemu nie mówili. – Oni otwierali się przed nią, ponieważ nie czuli zagrożeni - tłumaczy Janina Jankowska.

“Była wybitną dziennikarką”

Teresa Torańska

Teresę Torańską wspomina także Stefan Bratkowski, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. - To się zaczęło w “Kulturze”, pod ręką Macieja Wierzyńskiego. Było tam kilka utalentowanych dziewcząt, choćby Basia Łopińska. Ale to Teresa rozkwitła na pierwszą gwiazdę. Była osobą, która umiała słuchać, ale to nie wszystko. Była też człowiekiem niesłychanie ciekawym wszystkiego, z czym miała do czynienia – opowiadał na antenie TVN24.

- Sam pomysł przesłuchania byłych, komunistycznych dygnitarzy był wyjątkowy. To byli ludzie odchodzący z życia. Ona potrafiła ich odnaleźć i namówić do rozmowy. Była wybitną dziennikarką, nie tylko w sensie pisania, ale też znajdowania tego, co ciekawe. Jej książki odegrały dużą rolę w obrazowaniu świata, który już minął. Nie będzie można ich pominąć – wspominał Stefan Bratkowski.

“Była osobą wielkiej ciekawości, wielkiej dobroci”

Swoje wspomnienia przypomniał Maciej Wierzyński, dziennikarz TVN24. – Ona była osobą wielkiej ciekawości, ale też wielkiej dobroci, chęci zrozumienia innych ludzi oraz dramatów ludzkich. Wykazywała niesłychaną cierpliwość w słuchaniu, przyglądaniu się swoim rozmówcom, w odnajdywaniu ludzkiej, głęboko osobistej strony. Wielu z nich ją fascynowało. To było niezwykłe dziennikarstwo, miało głęboko osobistą nutę – mówił.

Dodał, że “w ostatnich czasach takimi osobami, które robiły na niej ogromne wrażenie byli Ewa Łętowska i Michał Głowiński. Interesowała się także dramatem Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia. To była jej wielka pasja, którą drążyła, chciała pokazać z możliwie wielu stron”. – “Oni” – to bez wątpienia była książka o przełomowym znaczeniu, nikt nie potrafił rozmawiać z tymi osobami jak ona. To był kamień milowy – podkreślił Wierzyński.

“Była po prostu niezwykła”

- Była fantastyczną reporterką, umiała słuchać, pisała wspaniałe wywiady, do których zawsze była świetnie przygotowana. To była jej absolutnie wyjątkowa i unikalna cecha. Myślę, że w Polsce nie było wielu dziennikarzy, a w zasadzie pisarzy – bo ona z wywiadu uczyniła literaturę – którzy by potrafili tak pracować jak ona. Była znakomitą koleżanką, a dla mnie osobiście wielką nauczycielką. Gdyby nie Teresa nie potrafiłbym tego, co potrafię – powiedział reporter i pisarz Paweł Smoleński.

- Spotkaliśmy się jeszcze na początku lat 80. i dzięki niej trafiłem ze swoimi tekstami do “Kultury” paryskiej i te teksty przechodziły przez jej ręce. Bo ona zanim zajęła się wywiadem, zaczęła od reportażu, czyli od tego, co staram się teraz robić. I gdyby nie ona, ja bym tak nie pisał nigdy, jak piszę dzisiaj. Ona mnie tego zawodu uczyła, może w sposób nieco brutalny, bo czytała tekst, napisany jeszcze na maszynie do pisania i mówiła “rzeczywiście udało ci się”. Po czym tę kartkę międliła w ręku i mówiła “to teraz jeszcze raz napiszesz lepiej”. I tak potrafiła zrobić kilka razy. Ale w tym nie było żadnej złośliwości czy poczucia wyższości – mówił.

Dodał, że “była cudowną nauczycielką bez mentorskiego tonu, nigdy nie pokazywała, że jest gwiazdą, tylko była właśnie koleżanką”. - I to było absolutnie niezwykłe, bo była w tym wszystkim bardzo ciepła i miła. I jeszcze do tego wszystkiego była taka drobniutka. Ja z jednej strony miałem poczucie, że jak coś mi tłumaczy, to jest taką absolutnie wielką osobą, która z drugiej strony była taka delikatna i krucha fizycznie. Mam z nią związane tylko dobre wspomnienia, pamiętam jej przyjaźń, ciepło i taką opiekuńczość. Była po prostu niezwykła” - mówił Smoleński.

“Bezpowrotnie odchodzi kawałek pięknego świata”

- O Teresie Torańskiej zapewne będzie się mówiło “Ostatnia taka, która…”. Gdybym miał rozwinąć tę frazę, powiedziałbym: ostatnia taka, która umiała słuchać i rozmawiać. W naszych czasach rozmowa jest czymś bardzo trudnym, ponieważ zastąpił ją monolog - powiedział medioznawca prof. Wiesław Godzic.

Dodał, że “Teresa Torańska potrafiła prowadzić dialog nawet z największymi wrogami, z ludźmi, których nie miała powodu lubić”. - W każdym wywiadzie próbowała zrozumieć swojego rozmówcę, starała się nie osądzać, tylko rozumieć, w jaki sposób ludzie postępują, co jest motorem ich działania - mówił prof. Godzic.

- Teresa Torańska była wspaniałym przykładem człowieka, który żyjąc w tej rzeczywistości zachował pojęcie honoru, pojęcie bycia uczciwym. To była osoba, która rozumiała nie tylko generałów, ale także zwyczajnych, najzwyklejszych ludzi. Była zafascynowana tym, co jest pod powłoką, blichtrem zewnętrznym naszego świata. Mam przekonanie, że bezpowrotnie odchodzi kawałek dawnego pięknego świata – dodał.

Najsztub: Wolimy nazwać kogoś głupkiem, zdrajcą… Ona pytała

Piotr Najsztub apelował, aby Torańskiej nie nazywać mistrzynią wywiadu, a “mistrzynią rozmowy”. – Takiej, którą każdy z nas powinien odbywać sam ze sobą. Ona miała taki stopień przygotowania na temat swoich rozmówców, że to bohater rozmawiał sam ze sobą. Rolą i zasługa Teresy było to, że w ten sposób nie można pomijać żadnych wątków, bo samego siebie nie warto oszukiwać. Nie warto było oszukiwać Teresy, bo była jak gdyby odbiciem bohatera - opisywał dziennikarz.

Najsztub podkreślał, że Torańska zawsze chciała zrozumieć motywy postępowania innych ludzi. Nawet tych, których czyny powszechnie nazywa się “potwornymi”. - To jest coś, na co się zamykamy nawet my, dziennikarze. Wolimy nazwać kogoś głupkiem, debilem, zdrajcą. Zamiast słuchając go, pytając, zacząć rozumieć, dlaczego on taki jest. Bo jak zaczniemy rozumieć, jaki jest, to już tak nie powiemy. Jego życie stanie się częścią naszego życia i empatia nie pozwoli go tak nazwać. Teresa nigdy nie przekroczyła tej bariery, jaką są epitety - zaznaczył Najsztub.

Bortnowska: nie wykręcała się

Jaki był styl pracy Torańskiej? - Ona dopytywała tych ludzi w nieskończoność, a potem potrafiła to zamknąć w prosty, mocny sposób. Bezwzględnie uczciwie - zdecydowanie podkreśliła w TOK FM Halina Bortnowska.

Torańska na serio traktowała stwierdzenie: “jeżeli nie ja, to kto?” - Myślała: jeżeli trzeba pomóc, to ja muszę to zrobić. Nie wykręcała się, jak wielu teraz. W tym też będzie się czuło jej wielki brak. Ubył nam dobry, współczujący człowiek. Bardzo trudno się z tym pogodzić, bo na mój rachunek to strasznie wcześnie - mówiła w TOK FM filozofka i teolożka.

Szejnert: umiała pisać o śmierci

Małgorzata Szejnert, reportażystka, mówiła o Teresie Torańskiej: Ona ma niezwykły instynkt moralny, taką wielką gotowość do rozumienia innych ludzi. Nawet jeśli jej książki nazywały się “Oni” i “My”, to w każdym wypadku rozmawiając z onymi, nie rozmawiała jak z obcymi, a rozmawiając z tymi, którzy tworzyli tę grupę “My”, rozmawiała krytycznie. Ona była absolutnie niezależna – mówiła w Popołudniu Radia TOK FM. – Poza wielkim instynktem politycznym, jaki miała, poza wielką umiejętnością zdobywania materiału, świetnym profesjonalizmem była dobrym człowiekiem. Potrafiła pisać teksty o śmierci. Była jedną z niewielu osób w tym zawodzie, które potrafią pisać o śmierci, a napisała parę wspaniałych rozmów z ludźmi, którzy stracili bliskich. To jest niezwykły wzór wrażliwości, jakiejś empatii. I to nie były absolutnie teksty ckliwe, to były teksty o niezwykłej powadze i – powiedziałabym nawet – takiej surowości wewnętrznej – stwierdziła Szejnert.

——————————————————————————————————————

Adam Pomorski – Prezes polskiego PEN Clubu o zmarłej dziennikarce Teresie Torańskiej:

Jej dziennikarstwo było skrzyżowane z literaturą

“Śmierć pani Teresy jest wielką stratą. Torańska była jedną z najlepszych polskich dziennikarek i publicystek. Dziennikarstwo Torańskiej było skrzyżowane z literaturą. Jej słynna książka “Oni” przeorała naszą świadomość i daje do myślenia po dziś dzień. Myślę, że ta pozycja reprezentuje ten rodzaj literatury, który nigdy się nie zestarzeje. O jej książce będziemy pamiętać, mimo że epoka PRL-u i jej bohaterowie coraz bardziej się od nas oddalają. Terasa Torańska zaliczała się do, niestety, odchodzącego już pokolenia dziennikarzy, które polskie piśmiennictwo pchnęło na nowe tory.

Miałem styczność z panią Teresą. Była laureatką nagrody polskiego PEN Clubu. Zapamiętałem ją jako osobę niesłychanie żywą i impulsywną. Przede wszystkim jednak była bardzo profesjonalna. Potrafiła zjednać sobie swoich rozmówców. Miała duży instynkt poznawczy i potrafiła z innych wydobyć wiele interesujących informacji”.


Profesor Wnuk-Lipiński wspomina Teresę Torańską

Teresa, znana z doskonałej umiejętności wzbudzenia zaufania, przy mnie nie musiała tego robić - wspomina prof. Wnuk-Lipiński.

Z profesorem Wnukiem-Lipińskim Teresa Torańska rozmawiała o jego wielkiej tragedii: stracie żony i syna.

- Była to rozmowa szczególna. Znaliśmy się z Teresą od czasów studiów, mieszkaliśmy wtedy w sąsiednich akademikach - wspomina profesor Wnuk-Lipiński. - Teresa, znana z doskonałej umiejętności wzbudzania w ludziach zaufania, ze mną nie musiała tego robić – od dawna ją znałem i bardzo jej ufałem. Wiadomość o jej śmierci jest dla mnie szokująca – mimo, że jest ona osobą o tak ogromnym dorobku, miała jeszcze tak wiele do zrobienia.

- Pierwsza zajęła się przecież mentalnością komunistów, dygnitarzy, którzy wprowadzali i podtrzymywali w Polsce ten ustrój, mimo że sami byli Polakami. Potem zwróciła uwagę na tych, którzy przejmowali po nich władzę.
Ogromnie boli mnie ta strata, mieliśmy ciągły kontakt. Mieliśmy wybrać się na kolację, gdy Teresa wydobrzeje
– dodaje profesor.

“To niepowetowana strata dla nas wszystkich”

- Teresa Torańska, którą znałem od początku jej kariery w tygodniku “Kultura”, była wspaniałą osobą. Bardzo ciepłą i bardzo życzliwą. Trochę w gruncie rzeczy na początku nieśmiałą. Tą początkową nieśmiałość przerodziła w niezwykłą otwartość na ludzi. Nie mówię tu tylko o jej wspaniałych wywiadach z “Onymi”, ale pamiętam czasy naszej wspólnej pracy, kiedy ona odbiegając od swojej działalności zawodowej niosła pomoc bardzo wielu ludziom. Bardzo konkretną pomoc – wspominał Teresę Torańską pisarz i publicysta tygodnika kultura, prof. Wiktor Osiatyński.

- Przypominam sobie taki przypadek nauczycielki fortepianu, która mieszkała pod Warszawą i która miała jakąś bardzo trudną sytuację życiową, mieszkaniową. Ona nie tylko o tym napisała, ale chodziła po różnych urzędach i starała się pomóc tej osobie, zaprzyjaźniła się z nią. I wiem, że nie była to jedyna taka osoba. Takich osób było znacznie więcej - dodał.

Podkreślił, że Torańska “potrafiła zachować obiektywizm, choć to raczej za mało powiedziane, potrafiła zachować uczciwość, nie potępiać, nie szukać haków na ludzi, tylko szukać w rozmowie ich motywacji, pokazywać to, co ludźmi kierowało”. – Te książki “Oni” otworzyły nam wszystkim oczy na ludzi, na motywacje ludzi dawnego systemu, jakimi kierowali się w dawnym systemie. Dla mnie, na ważną, może trudną drogę do duchowego pojednania. Wspaniała postać nie tylko dziennikarska, ale także etyczna. To było coś niezwykłego, jak bardzo te wartości miłości bliźniego, wybaczenia, zrozumienia, współczucia były obecne w jej twórczości i życiu. To jest niepowetowana strata dla nas wszystkich - mówił prof. Osiatyński.

———————————————————————————————————

Gen. Wojciech Jaruzelski o zmarłej w środę dziennikarce Teresie Torańskiej, której udzielił wywiadu opublikowanego w “Gazecie Wyborczej” w grudniu 2004 r.:

“Jestem głęboko poruszony informacją o śmierci pani Torańskiej, tym bardziej, że jakieś dwa-trzy miesiące temu z nią rozmawiałem. Mówiła, że jej stan zdrowia się poprawia. Widziałem jej zdjęcie w telewizji, bardzo ładnie wyglądała. Tak, że dodatkowo dochodzi tutaj zaskoczenie, że ten fakt nastąpił.

To był człowiek o wielkich wartościach: talent publicystyczny, odwaga i urok osobisty. Połączenie tych trzech elementów dawało szczególne możliwości, ażeby dotrzeć do głębi i istoty w tej rozmowie, którą prowadziła.

Ja wspominam tę rozmowę zawsze z dużą satysfakcją, mimo że nie we wszystkim byliśmy zgodni, co jest naturalne, natomiast widziałem chęć dogłębnego sięgnięcia do motywacji, do intencji rozmówcy. To jest niezwykle ważne. Robienie tego w formie takiej właśnie ludzkiej – dociekliwej, ale takiej, która nie denerwuje, która pozwala wydobyć wszystko, co człowiek ma do powiedzenia. (…)

Tonacja tej rozmowy z jej strony i starania z mojej, ażeby odpowiedzieć merytorycznie, pozostały w mojej pamięci bardzo pozytywnie. Oczywiście dziś, jak bym to przeczytał, to prawdopodobnie bym powiedział” ‘A z tym dzisiaj bym się nie zgodził, dzisiaj na to spojrzałbym inaczej’, ale czas płynie i weryfikuje nasze spojrzenie na wiele rzeczy. Ale w generaliach sądzę, że ta rozmowa oddawała ducha tamtego czasu i przede wszystkim spojrzenie wstecz.

Oprócz tej rozmowy miewaliśmy kontakty, ale one miały charakter okazjonalny, głównie telefoniczny. To była osoba o ogromnie ciepłym podejściu do rozmówcy, bez agresji. Jeśli nawet w czymś żeśmy się nie zgadzali, to było w takiej formie, która nie kaleczyła rozmówcy”.

“Lada dzień mieliśmy się spotkać. Jestem bardzo zaskoczony tą śmiercią”

- Teresa Torańska była rozmówcą nadzwyczajnie przygotowanym. Wiedzącym więcej niż rozmówca o rozmówcy, o epoce, o faktach i o sytuacji, o której mowa. Pod tym względem była niezwykła w czasach, kiedy reporterzy, rozmówcy robiący wywiady, patrzą w Wikipedii, z kim mają rozmawiać i w oparciu o tę wiedzę szukają punktu zaczepienia do byle jakiej rozmowy – powiedział o dziennikarce Jerzy Urban, jeden z jej rozmówców.

Dodał, że to, co “robiła, miało wartość historyczną”. - Np. książka “Oni” – rozmowa z ekipą, która tworzyła po wojnie polskie państwo – to tom, który jest niezastąpiony dla historii. Ci ludzie już nie żyją, a tylko ona zarejestrowała to, jak siebie oglądają z perspektywy czasu, jakie kierowały nimi motywy, jakie za nimi stały racje. To wszystko ginie, a dzięki niej zostało po części zachowane.

- Była bardzo ciepłym człowiekiem i dobrze się z nią gadało (…). Była bardzo serdeczna wobec swoich rozmówców, zdobywała zaufanie, a jednocześnie potrafiła sprowokować. Na przykład przyjechała do mnie po rozmowie i dograła kawałek, w którym – już nie pamiętam, jakim sposobem – takiego starego wyjadacza jak mnie zdołała sprowokować, żebym bluznął na Kwaśniewskiego jakąś głupotę – dodał.

- Miała rozmaite talenty. Miała też duży komfort pracy, ponieważ rzadko coś robiła. A robiąc coś rzadko, można robić dobrze. Byłem z nią umówiony towarzysko. Lada dzień mieliśmy się spotkać (…) Jestem bardzo zaskoczony tą śmiercią, bo mieliśmy już zaprojektowany temat towarzyskiej rozmowy - mówił Urban.

Pierwszy niekomunistyczny premier Polski Tadeusz Mazowiecki:

Teresa Torańska była człowiekiem bardzo życzliwym wobec ludzi. Chyba właśnie ta życzliwość wobec ludzi, wobec świata popchnęła ją w stronę takiego dziennikarstwa, które w Polsce ona, jako jedyna, reprezentowała, to znaczy ogromnej empatii przy przeprowadzaniu wywiadów z bardzo różnymi ludźmi, dotyczących bardzo różnych sytuacji. Rozmawiała w sposób empatyczny, nie atakując. Poprzez tę empatię wydobywała różne elementy sytuacji i powikłanych ludzkich życiorysów. Myślę, że stworzyła pewną klasę sama dla siebie, jeśli chodzi o wywiady. Czegoś takiego jak to, co robiła Teresa Torańska nie ma w polskim dziennikarstwie.

“To największa szkoła wywiadu prasowego, jaką można sobie wyobrazić”

- Jestem wstrząśnięty informacją o śmierci Teresy Torańskiej. Wiedziałem, że bardzo poważnie choruje, ale nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko - powiedział historyk i badacz najnowszych dziejów Polski, prof. Andrzej Friszke.

Dodał, że Torańska była osobą bardzo mu bliską “od czasów, kiedy powstawali »Oni«”. - Umawiała się wtedy z tymi dygnitarzami, prowadziła z nimi rozmowy, opowiadała mi to wszystko. Uczyła się sama historii, bo przecież nie było żadnych książek - dodał.

- Wywiady Teresy Torańskiej pozostaną na zawsze w dziejach kultury polskiej jako zapisy pamięci, świadomości i zdarzeń. To są wielkie rzeczy, wielkie wywiady i świadectwa - podkreślił.

Profesor Andrzej Friszke dodał, że o ile wie, “nic podobnego jak »Oni« nie powstało w innych krajach komunistycznych”. - To jest coś nadzwyczajnie ważnego. Dawni dygnitarze opowiadali jej jako pierwszej o swoich wyborach. Wcześniej żaden komunista nie udzielał takich wywiadów, nie tłumaczył się niekomuniście. Ponieważ w Polsce wybuchła Solidarność i ten system znalazł się w głębokiej kolizji ze społeczeństwem, więc niektórzy z nich nagle poczuli potrzebę wytłumaczenia i obrony swoich racji - mówił.

Podkreślił, że “dlatego zgodzili się na rozmowy z młodą dziennikarką z tygodnika “Kultura”, która zadawała im niezwykle agresywne pytania, ale pozwalała im się tłumaczyć”. - Była dociekliwa, ale nie obrażała ich osobiście – dodał.

- Także późniejsze książki Teresy Torańskiej są niezwykle istotnymi świadectwami. To największa szkoła wywiadu prasowego, jaką można sobie wyobrazić. Swoje rozmowy prowadziła z ogromną empatią, wnikliwością i znajomością materii rzeczy. Pochylała się nad ludzkim losem, nad realiami politycznymi. Nie umiem powiedzieć, czy jest dzisiaj ktoś, kto potrafi przejąć ten warsztat - wspominał prof. Andrzej Friszke.

Całość: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13133032,Teresa_Toranska_nie_zyje.html#MT

02-01-2013, 16:21

Premiera: W każdy piątek Biznes Klasa w TVS!  »

Telewizja Silesia
Grzegorz Żądło
02-01-2013

Biznes Klasa w TVS

O biznesie z klasą. Taki będzie nowy program ekonomiczny na antenie Telewizji TVS. Poważne tematy, niekoniecznie w bardzo poważnej formie. Pierwszy odcinek już w najbliższy piątek!

Rozmowy o milionach, ale i złotówkach. Ciekawi goście i równie ciekawe dyskusje. Gospodarka widziana oczami przeciętnego człowieka, ale z nieprzeciętnymi pomysłami na pomnażanie pieniędzy. Dynamiczna forma, rzetelne informacje, wydarzenia, o których się mówi. Do tego ciekawostki z giełdy i praktyczne porady na temat inwestowania. Jednym zdaniem: Biznes Klasa. Program, którego pierwsza odsłona już w najbliższy piątek 4 stycznia o 17.20! Zapraszamy!

Całość: http://www.tvs.pl/42612,premiera_w_kazdy_piatek_biznes_klasa_w_tvs.html

02-01-2013, 14:59

KRRiT pozwie “Nasz Dziennik”? “Media związane z o. Rydzykiem przekroczyły granicę pomówienia”  »

Dziennik Zachodni
PAP
02-01-2013

Artykuły na temat nowego konkursu na miejsca na multipleksie, które ukazały się w mediach związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem, przekroczyły granice pomówienia – poinformował w środę szef KRRiT Jan Dworak. Jak dodał, KRRiT rozważy podjęcie kroków prawnych w tej sprawie.

Krzysztof Luft i Jan Dworak

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przytoczył podczas środowej konferencji prasowej tytuły artykułów, jakie w ostatnich dniach ukazywały się w “Naszym Dzienniku” na temat ogłoszonego pod koniec grudnia konkursu na miejsca na multipleksie, m.in. “Koalicja przeciw Trwam” i “Konkurs z ustawką”.

“To są pomówienia mówiące o tym, że konkurs na MUX-1 jest konkursem jakoś już z góry rozstrzygniętym.

W swoich wypowiedziach mówi to wprost o. Tadeusz Rydzyk. Albo że Krajowa Rada, albo jej członkowie, podejmują jakieś działania przeciwko Telewizji Trwam. Oświadczam, że nie ma to nic wspólnego z prawdą” – powiedział Dworak.

W rozdanym dziennikarzom oświadczeniu szef KRRiT podkreślił, że “z uwagi na zainteresowanie Konferencji Episkopatu Polski udziałem Telewizji Trwam w procesie koncesyjnym na naziemne nadawanie cyfrowe sygnału telewizyjnego KRRiT kilkakrotnie przekazywała pisemne informacje księżom biskupom oraz była zapraszana na spotkania m.in. odbywające się na forum Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu”.

Zadeklarował też, że KRRiT “gotowa jest nadal wyjaśniać wszystkie wątpliwości, lecz w sposób i w zakresie, który nie naruszy zasad konkursu”.

Pytany przez dziennikarzy o to, czy Krajowa Rada rozważa podjęcie kroków prawnych wobec mediów publikujących informacje, które w ocenie KRRiT są pomówieniami, Dworak powiedział, że “taki punkt na pewno stanie na posiedzeniu Krajowej Rady”. Najbliższe posiedzenie zaplanowane jest na wtorek.

Zasiadający w KRRiT Krzysztof Luft odniósł się z kolei do wywiadu z o. Rydzykiem, jaki we wtorek ukazał się w “NDz” . Redemptorysta ocenił w nim m.in., że kryteria, jakie zostały zapisane w ogłoszeniu o konkursie na program społeczno- religijny, m.in. to, że audycje mają propagować tolerancję i treści ekumeniczne oraz działania w duchu dialogu międzyreligijnego to “tworzenie jakiejś nowej religii”.

“Ten zapis jest niemal co do słowa zbieżny z tymi zapisami, które znajdują się w koncesji, które do dzisiaj wykonuje TV Trwam. (…) Te sformułowania są zawarte w warunkach programowych, które zostały zaproponowane przez nadawcę, tj. fundację Lux Veritatis, której o. Rydzyk jest prezesem, w roku 2003 i tak zostały zapisane w koncesji” – powiedział Luft.

Konkurs na cztery ostatnie miejsca na pierwszym multipleksie (MUX-1) KRRiT ogłosiła pod koniec ub.r. Krajowa Rada zdecydowała, że otrzymają je podmioty nadające programy: społeczno-religijny, filmowy, edukacyjno-poznawczy oraz dla dzieci w wieku od 4 do 12 lat. Na oferty nadawców Krajowa Rada czeka do 25 lutego 2013 r.

Na MUX-1 czasowo – do 27 kwietnia 2014 r. – znajdują się m.in. programy TVP. Programy wybrane w trwającym konkursie mają je zastąpić.

Zgodnie z treścią ogłoszenia o konkursie na program społeczno-religijny, będzie on zawierał “transmisje i relacje z nabożeństw i uroczystości religijnych, wydarzeń z życia Kościoła i społeczeństwa, edukował w zakresie historii i współczesności chrześcijaństwa w duchu nauczania Stolicy Apostolskiej i jedności z Episkopatem Polski. Audycje poświęcone tematyce religijnej będą propagowały tolerancję i treści ekumeniczne oraz działania w duchu dialogu międzyreligijnego.

Audycje (…) będą wskazywać wartości, wspierać rozwój człowieka i rodziny w wolnym, demokratycznym społeczeństwie”.

W rozmowie z “Naszym Dziennikiem” o. Rydzyk mówił ostatnio, że ma informacje, iż podejmowane są działania, aby ktoś inny, a nie należąca do jego fundacji Telewizja Trwam, dostał miejsce na multipleksie.

“Nie mogę ujawnić, kto mi o tym powiedział, ale rzeczywiście są podejmowane działania, aby utworzyć podmiot, który miałby dostać koncesję na naziemne nadawanie cyfrowe. W te działania są zaangażowani m.in. członkowie Krajowej Rady i niektórzy duchowni” – mówił redemptorysta. Ocenił też, że “niedanie miejsca na MUX-1 będzie równoznaczne z likwidacja tej telewizji”.

Szef Lux Veritatis zaapelował też o dalsze zbieranie podpisów pod protestem “przeciwko dyskryminowaniu Telewizji Trwam”, organizowanie manifestacji i interweniowanie u posłów i senatorów.

Obecnie TV Trwam posiada koncesję na nadawanie drogą satelitarną; program można odbierać w sieciach kablowych i na platformach satelitarnych. W lipcu ub.r. koncesja dla TV Trwam została przedłużona do 2023 r.

Lux Veritatis już raz ubiegała się o miejsce na MUX-1, ale go nie otrzymała. Krajowa Rada tłumaczyła wówczas, że sytuacja finansowa fundacji nie wróżyła powodzenia tego przedsięwzięcia. Fundacja odwołała się od decyzji KRRiT. Odwołanie Krajowa Rada odrzuciła, a późniejszą skargę oddalił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Skarga kasacyjna, jaką fundacja złożyła do NSA, nie została jeszcze rozpatrzona.

Całość: http://www.polskatimes.pl/artykul/731243,krrit-pozwie-nasz-dziennik-media-zwiazane-z-o-rydzykiem,id,t.html

02-01-2013, 13:21

Chrabota: podejmuję najtrudniejsze wyzwanie w mojej zawodowej biografii  »

Press
(KOZ)
02-01-2013

”Rzeczpospolita” jest i pozostanie gazetą użyteczną. Ma wspierać polskich przedsiębiorców i prawników, księgowych i ludzi odpowiedzialnych za finanse polskich przedsiębiorstw. Dostarczać im sprawdzonej i przydatnej wiedzy” – zapowiada nowy redaktor naczelny dziennika Bogusław Chrabota.

Bogusław Chrabota

”Podejmuję dziś najtrudniejsze jak dotąd wyzwanie w mojej zawodowej biografii – stanowisko redaktora naczelnego dziennika “Rzeczpospolita”. To wielkie wyróżnienie, bo tytuł, z którym wiążę swoje losy, był i wciąż jest legendą polskiego dziennikarstwa. W trudnych pierwszych latach minionego 20-lecia udanie wyznaczał standardy rzetelności, niezależności i niekłamanej troski o dobro narodowe. Przez kolejne lata nie odszedł od kursu wyznaczonego przez pierwszych naczelnych. Polska, jej suwerenność, bezpieczeństwo i rozwój zawsze były w centrum uwagi redaktorów, dziennikarzy i publicystów tej gazety” – napisał Bogusław Chrabota w ”Rzeczpospolitej”.

Chrabota wyjaśnia, że rolą oraz misją pisma jest i pozostanie walka o interes polskiego przedsiębiorcy. ”Będziemy z pełną determinacją recenzować rząd i parlament, czy działają na rzecz polskiej gospodarki, a tam, gdzie to konieczne, nie żałować słów bezwzględnej krytyki. Broniąc interesów polskich przedsiębiorców i pracowników, będziemy szczególnie uważnie przyglądać się prawodawstwu Unii Europejskiej i piętnować szkodliwy, antyrynkowy protekcjonizm, nawet jeśli będzie udziałem naszych najbliższych partnerów” – zapowiedział naczelny.

”Nie jestem ani politycznym nominatem, ani urzędnikiem. Jestem z krwi i kości dziennikarzem. Wierzę w wolne słowo i wierzę w Polskę. Cieszę się, że mojej pracy patronować będzie jedno z najdonioślejszych i najpiękniejszych polskich słów, zarazem tytuł dziennika – Rzeczpospolita” – napisał nowy naczelny.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40659,Chrabota_-podejmuje-najtrudniejsze-wyzwanie-w- mojej-zawodowej-biografii

02-01-2013, 11:50

Bortnowska: Czy dziennikarstwo podupada dziś jako fach? Ośmielam się powiedzieć: Chyba tak właśnie się dzieje  »

Gazeta.pl
Halina Bortnowska
02-01-2013

Dziennikarstwo podupada – przyznaje Halina Bortnowska. – Przed degrengoladą można jednak uciec w stronę niezależności, dojrzewając do pisania książek typu non-fiction, reporterskich czy publicystycznych. To jednak trasa nie dla wszystkich dostępna. Kiedyś była ukoronowaniem sukcesu; teraz za wcześnie zaczyna kusić żółtodzióbów – pisze na swoim blogu. Porada? – Utrzymujmy w istnieniu ogniska lepszego stylu – apeluje.

Co jakiś czas przez same media przetacza się fala krytyki… mediów. Zapytaliśmy ekspertów, jak oceniają stan dziennikarstwa w Polsce i jak widzą media idealne. Poniżej wpis z bloga Haliny Bortnowskiej, który powstał na naszą prośbę.

Czy dziennikarstwo podupada? Ośmielam się powiedzieć: Chyba tak

Halina Bortnowska

Uwaga: tekst powstaje w trybie pośpiesznego zastanowienia na żądanie.

Nierzadko spotykam się z pytaniami: – Czy dziennikarstwo podupada dziś jako fach – jako funkcja społeczna – jako droga do twórczego spełnienia, do urzeczywistnienia osobistych aspiracji?

Ośmielam się powiedzieć, że chyba tak właśnie się dzieje. Prawdopodobnie dziennikarstwo ma się nie najlepiej we wszystkich tych aspektach. Nic dziwnego: te domeny są ze sobą oczywiście sprzężone. Przed degrengoladą można jednak uciec w stronę niezależności, dojrzewając do pisania książek typu non-fiction, reporterskich czy publicystycznych.

To jednak trasa nie dla wszystkich dostępna. Kiedyś była ukoronowaniem sukcesu; teraz za wcześnie zaczyna kusić żółtodzióbów.

Dodam jeszcze jeden czynnik: wykształcenie uniwersyteckie obecnie nie sprzyja rozwojowi umiejętności potrzebnych dziennikarzom. W toku studiów coraz mniej okazji do pisania; brak promocji wyrażania myśli czy to na piśmie, czy w wypowiedziach ustnych. Brak pomostu między “wiedzieć” a “powiedzieć”. Redakcje też tracą funkcję miejsc kształtowania i wymiany opinii i projektów. Było to naturalne, gdy redakcje były warsztatami – teraz to fabryki. Tu możliwie niezbyt drogo chce się pozyskiwać produkt, który – jak mówią sprzedawcy na bazarku – “będzie schodzić”.

Praca dziennikarza jest towarem, obecnie coraz bardziej towarem jak inne, nieswoistym, lecz dokładnie takim, jak inne dobra wytwarzane na sprzedaż, zgodnie z popytem, a nie z potrzebami, które by nie całkiem przekładały się na gotowość nabycia.

Samokształcenie indywidualnym luksusem

Świat dziennikarski w pośpiechu zaniedbuje, usuwa na bok pracę samowychowawczą i samokształceniową. Staje się ona co najwyżej przedsięwzięciem indywidualnym, niepopłatnym, rodzajem luksusu. Zespoły nie zawiązują się; są nietrwałe i wciąż podejrzewane. To też przynosi straty.

Ogólnie biorąc praca dziennikarska aż nazbyt często nie ma cech “dobrej pracy”. Co przez taką pracę rozumiem, wyłożyłam swego czasu w swoim “Myślenniku”.

Traktowanie pracy jako towaru prowadzi do degrengolady

W zaproszeniu do debaty na portalu zawierało się także pytanie o przyczyny trudności czy wręcz niepowodzeń w rozwoju dziennikarstwa! Mam nadzieję, że do żadnej katastrofy dziennikarstwa nie dojdzie, ale straty, jakie ponosimy i jeszcze poniesiemy, wynikają – jak sądzę – z wielu różnych przyczyn, które razem składają się na wyjątkowe zagrożenie. Można chyba zaryzykować twierdzenie, że na drodze do upadku wiarygodności najistotniejsze są sobkowskie zaniedbania. Dobra całość sama się nie składa, gdy większość uczestników procesu dba głównie o swoje interesy w przepychance. A ponadto – porozumienie, o które chodzi w komunikacji medialnej – tak naprawdę nie jest tylko towarem, tak jak nie są tylko towarem na przykład opieka i wychowanie.

Konkluzja: moim zdaniem złe cechy systemu mają liczne, złożone przyczyny. Ale traktowanie pracy, w tym dziennikarskiej, jako towaru przyczynia się do degrengolady, tabloidyzacji, do redukcji funkcji opiniotwórczej.

“Innych” nie ignorować, nie wykluczać

Definitywnie należę do grupy seniorów. W związku z tym moje marzenia i wizje przyszłości są z góry zdezaktualizowane. Sama przyznaję, że osobiście tęsknię za pewnymi elementami dziennikarstwa z przeszłości, sięgającej daleko poza rok 1989. Oczywiście nie tęsknię za cenzurą i ograniczeniami z czasów PRL. Cenię sobie ocalane niekiedy koleżeństwo i poczucie, że jako redakcja Znaku pełnimy rodzaj służby.

Mam na dziś pewien postulat, zasadniczy, trwale aktualny. Nie jest on łatwo uchwytny, ale spróbuję coś wskazać.

W swoim wstępie do zbioru moich tekstów z “Gazety Wyborczej” Adam Michnik twierdzi, że podoba mu się poszukiwanie kontaktu i porozumienia z inaczej myślącymi. Chodzi o to, by ich, tych “innych”, nie ignorować, nie pomijać i nie wykluczać. Do wykluczenia może dochodzić poniekąd mimo woli, na przykład przez używanie języka, którego kategorie są obce potencjalnym partnerom. Znają je wtajemniczeni i właściwie tylko oni. Swego czasu Anna Morawska określiła to zjawisko jako “zamknięcie w kokonie”, rozgrywanie sprawy w jego wnętrzu, tak jakby to wnętrze było środkiem świata.

Każdy ma prawo do bezpieczeństwa i swego rodzaju swobody obracania się wśród swoich, z którymi bez problemu da się porozumieć, nawet jeśli się nieco różnią, ale łączy nas wspólny kokon. Morawska uważała, że z kokonu trzeba się wydobyć, w interesie szerszego porozumienia. Wydobywanie się z kokonu jest przeżyciem trudnym, gdy przywykło się do tej osłony. Ci, co zaryzykują, spotkają innych ryzykantów. Nie są skazani na samotność, lecz na wysiłek, by tłumaczyć swoje od początku i podobnie uczyć się – od początku! – rozumieć innych. Przykładów dostarczyć może np. ruch ekumeniczny, jeśli jest naprawdę wyjściem ku innym, a nie tylko próbą połączenia kilku podobnych kokonów tworzących koalicję przeciw relatywizacji kokonów jako takich.

Rozmowy, zwierzenia, wymiana komentarzy, dyskusje pomiędzy spotykającymi się poza kokonami – to dopiero materiał wart poznania. Ale to zjawisko rzadkie. Popularna recepta to aranżowanie starć między kokonami czy wyrwanymi z nich amatorami pojedynków. Stąd popularność zawadiackich polemistów i, co jeszcze gorsze – kpin z prawie wszystkiego, na czym innym zależy.

Jaka na to rada? “Utrzymać ogniska lepszego stylu”

Widzę jedną, skromną – utrzymywać w istnieniu ogniska lepszego stylu. Niech to będą tylko ograniczone, punktowe przedsięwzięcia. Byleby trwały i dawały się odnaleźć. Jest trochę takich Pilnujmy, żeby nie znikały z anten, kamer i czasopism. Kiedyś słuchacze obronili radiowy “program drugi”. Nie całkiem, ale jednak w znacznym stopniu.

Bądźmy czujni, nie zasypiajmy w swoich kokonach.

Notabene myślę, że wart kontynuacji i rozsądnego wspierania jest na przykład model “POLIS”, stowarzyszenia młodych, a raczej przyszłych dziennikarzy, uczących się wzajemnie, próbujących pisać i publikować różne formy gazet czy programów. Lepiej radiowych niż telewizyjnych. Metodą “starsze rodzeństwo – młodszemu” uczestnicy mogą organizować zajęcia w szkołach, gdzie też brakuje pracy nad wyrażaniem myśli i przekazywaniem informacji. Warsztaty dziennikarskie dla młodych w różnym wieku powinny działać systematycznie z roku na rok.

Podobna praca mogłaby wejść w system Centrum Kopernik (tu chodziłoby o przyszłych dziennikarzy naukowych), w system muzeów interaktywnych, ośrodków typu “Karta”. Nie wszystko da się tu robić i zrobić w trybie wolontariatu. Niestety!

Uniwersalne cięcie kosztów, póki będzie trwać, będzie niszczyć szanse na przyszłość. Ona przecież wymaga inwestycji w “kapitał ludzki”.

Może będzie tak, że tradycyjne funkcje dziennikarskie będą pełnić w internecie, nie ukrywając tożsamości, zespoły reporterów – publicystów komentatorów, wolnych od przywar dzisiejszych autorów “postów” w internecie.

Ciekawa jestem, jakie perspektywy zarysuje ta próba debaty, w której uczestniczę.

Halina Bortnowska, filozof, teolog, publicystka. Współzałożycielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Zajmuje się m.in. promowaniem światowych standardów dziennikarstwa. Od 1992 jest animatorką Warsztatów Dziennikarskich Młodych “Polis” w Warszawie. Prowadzi bloga “Myślennik Haliny Bortnowskiej”.

Całość: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114963,13254247,Bortnowska__Czy_dziennikarstwo_podupada_dzis_jako.html