Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

04-10-2016, 07:34

Dziennikarz “Do Rzeczy” Marcin Makowski prowadzącym “Tematy dnia” w TVP Kraków  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
04-10-2016

Marcin Makowski, dziennikarz tygodnika “Do Rzeczy”, dołączył do grona gospodarzy programu publicystycznego “Tematy dnia” w TVP Kraków. Będzie prowadził jego jedno-dwa wydania tygodniowo.

Marcin Makowski

- Byłem w TVP Kraków jednym z komentatorów Światowych Dni Młodzieży, wypadłem dość dobrze w tej roli. Piotr Legutko, którego wcześniej nie znałem, a który kojarzył mnie z innych mediów, zapytał, czy nie jestem zainteresowany stałą współpracą – opisuje Marcin Makowski portalowi Wirtualnemedia.pl. – Przeszedłem standardową ścieżkę każdego kandydata na prowadzącego, m.in. nagrania próbne – zaznacza.

Marcin Makowski ma prowadzić tygodniowo jedno, maksymalnie dwa wydania “Tematów dnia”. Program jest emitowany w TVP Kraków od poniedziałku do soboty o godz. 18:56, trwa ok. 10 minut. Pozostałymi prowadzącymi są Sławomir Mokrzycki, Magdalena Drohomirecka i Marcin Pulit.

Makowski będzie też jednym z gospodarzy wieczornego programu publicystycznego, który pojawił się w nowej ramówce Radia Kraków.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarz-do-rzeczy-marcin-makowski-prowadzacym-tematy-dnia-w-tvp-krakow

04-10-2016, 07:29

Wydawca “Newsweeka” o pozwie PWPW na milion zł: to próba kneblowania głosu prasy  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Łukasz Brzezicki
04-10-2016

Wydająca tygodnik “Newsweek” Grupa Ringier Axel Springer Polska ocenia pozwanie dziennikarza Michała Krzymowskiego przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych jako próbę kneblowania głosu prasy. – Do zapowiedzianych działań prawnych podchodzę ze spokojem, bo wiem, że swoją pracę wykonałem uczciwie i rzetelnie – zapewnia Wirtualnemedia.pl Michał Krzymowski.

Michał Krzymowski

Wczoraj Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych poinformowała, że w pozwie cywilnym dotyczącym tekstu Michał Krzymowskiego o spółce zamieszczonym w “Newsweek Polska” (Ringier Axel Springer Polska) będzie domagać się publikacji przeprosin i miliona zł odszkodowania. Prezes PWPW Piotr Woyciechowski skierował także w tej sprawie prywatny akt oskarżenia za pomówienie, a spółka chce, żeby Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznało Krzymowskiemu tytuł Hieny Roku.

W tekście pt. “Wielki strach w fabryce dokumentów” dziennikarz “Newsweeka” opisał sytuację m.in. zwolnienia części pracowników oraz konflikt nowego kierownictwa Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (na czele z prezesem Piotrem Woyciechowskim) z częścią załogi. Powołał się m.in. na informacje z listu przesłanego przez związek zawodowy pracowników firmy do ministra Skarbu Państwa. Artykuł Michała Krzymowskiego ukazał się w wydaniu z ostatniego tygodnia lipca.

Grupa Ringier Axel Springer Polska, będąca wydawcą “Newsweeka”, oraz redakcja tygodnika nie mają wątpliwości co do zachowania najwyższych standardów profesjonalizmu autora artykułu.

- W naszej opinii żądanie zapłaty zadośćuczynienia w wysokości 1 miliona złotych jest próbą kneblowania głosu prasy w istotnych kwestiach społecznych i politycznych. Ubolewamy, iż w celu zamknięcia ust “Newsweekowi” Pan Woyciechowski skorzystał również z archaicznego i cieszącego się złą sławą w środowisku dziennikarskim przepisu art. 212 Kodeksu karnego. Nie otrzymaliśmy jak do tej pory ani pozwu ani aktu oskarżenia przeciwko autorowi, dlatego nie możemy odnosić się do sprawy szczegółowo – wyjaśnia portalowi Wirtualnemedia.pl Agnieszka Odachowska, dyrektor komunikacji korporacyjnej Grupy Onet-RASP.

Na proces przygotowany jest Michał Krzymowski, który zapewnia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że jego artykuł jest dobrze udokumentowany.

- Do wszystkich działań prawnych zapowiedzianych przez PWPW podchodzę ze spokojem, bo wiem, że swoją pracę wykonałem uczciwie i rzetelnie. Jestem pewien, że napisałem prawdę i jestem przekonany, że sąd to potwierdzi – tłumaczy nam Krzymowski.

Dziennikarz “Newsweeka” dodaje, że dotarł do treści wewnętrznego komunikatu podpisanego przez prezesa Woyciechowskiego i skierowanego do pracowników PWPW w intranecie spółki. Woyciechowski zapowiada poszukiwania osoby udzielającej informacji dziennikarzom.

Przypomnijmy, że o artykule Krzymowskiego zrobiło się głośno jeszcze przed publikacją, ponieważ zarząd PWPW wyraził oburzenie przesłanym przez dziennikarza pytaniem na temat mszy zamówionej w intencji firmy. Władze spółki zarzuciły dziennikarzowi brak norm etycznych i konwencji człowieka, porównały jego pytanie do działań służb PRL-owskich walczących z religią.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wydawca-newsweeka-o-pozwie-pwpw-na-milion-zl-to-proba-kneblowania-glosu-prasy

04-10-2016, 07:18

Czarny protest w mediach: “Gazeta Wyborcza”, “Newsweek” i “Polityka” bez kobiet, TV Republika na biało  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kl
04-10-2016

Poniedziałek upłynął w całej Polsce pod znakiem “czarnego protestu”, w ramach którego odbyły się manifestacje przeciw zaostrzeniu przepisów w sprawie aborcji. Choć prawie wszystkie media to wydarzenie mniej lub bardziej obszernie relacjonowały, to tylko niektóre z nich jednoznacznie opowiedziały się po stronie manifestujących.

Na początek przypomnijmy: “czarny protest” to ogólnopolski strajk kobiet, związany z planowanym zaostrzeniem przepisów antyaborcyjnych. Obywatelski projekt ustawy przewidującej m.in. całkowity zakaz aborcji i kary dla kobiet, które jej się poddały, został skierowany do prac w komisji podczas poprzedniego posiedzenia Sejmu. Jednocześnie posłowie odrzucili w pierwszym czytaniu projekt liberalizujący obowiązujące przepisy. Przez cały poniedziałek w Polsce odbywały się liczne manifestacje kobiet. Jednocześnie organizowane były tzw. “białe protesty” jako sprzeciw wobec “czarnego protestu”.

Zapytani w ubiegłym tygodniu przez portal Wirtualnemedia.pl najwięksi nadawcy telewizyjni i radiowi oraz wydawcy prasowi i internetowi poinformowali nas, że nie będą zachęcać swoich pracownic do udziału w “czarnym proteście”. Ale nie będą wyciągać konsekwencji wobec kobiet, które w poniedziałek nie pojawią się w pracy (w większości przypadków można było skorzystać z urlopu na żądanie lub opieki nad dzieckiem). W poniedziałek poprosiliśmy większość biur prasowych o przynajmniej orientacyjną informację, jaka grupa kobiet skorzystała z możliwości nieobecności tego dnia w pracy. Za każdym razem odmówiono nam odpowiedzi na to pytanie, wyjaśniając, że tego typu dane są tajne.

Wrzało za to na stronach internetowych niektórych mediów, a także w mediach społecznościowych, szczególnie na Twitterze, za pośrednictwem którego kilka redakcji wyraźnie opowiedziało się po stronie strajkujących kobiet. Redakcja tygodnika “Polityka” napisała na swojej stronie internetowej m.in.: “Nie chcemy pozwolić na to, żeby aborcja, zabieg, który powinien być dostępny w sytuacji zagrożenia zdrowia płodu, została usunięta z listy naszych praw. Nie chcemy dopuścić do takiej sytuacji, dlatego w tak znaczącym momencie chcemy zaprotestować także my. Dziś, w poniedziałek, 3 października, pracownice naszej redakcji nie przyjdą do pracy. W ten sposób nawiążemy do tzw. islandzkiego strajku kobiet z 24 października 1975 roku, gdy 90 proc. kobiet w Islandii nie przyszło do pracy. Wesprą nas tego dnia nasi koledzy, oni również będą protestować”.

Grzegorz Rzeczkowski, redaktor naczelny serwisu Polityka.pl, zamieścił na koncie na Twitterze post, w którym podkreśla, że w poniedziałek nie było w redakcji ani jednej kobiety.

W podobny sposób solidaryzowała się ze strajkującymi kobietami redakcja magazynu “Newsweek Polska”. Na twitterowym koncie tygodnika zamieszczono zdjęcie z porannego kolegium w redakcji, w którym brali udział sami mężczyźni. Z kolei na facebookowym profilu tygodnika widniało na czarnym tle zdanie popierające demonstracje kobiet.

Manifestacje odbywające się w ramach “czarnego protestu” poparły niektóre gwiazdy TVN Style, były wśród nich m.in.: Maja Sablewska, Małgorzata Rozenek-Majdan, Anna Nowak-Ibisz, Izabela Janachowska oraz Karolina Korwin Piotrowska.

Niektóre osobowości TVN Style były jednak ostrożne w wyrażaniu opinii na temat poniedziałkowych manifestacji. Dorota Szelągowska napisała m.in.: “Jestem przeciwniczką aborcji. Jednak nie śmiałabym decydować za kobiety, które zostały zgwałcone, noszą w łonie ciężko chore dzieci, lub muszą wybierać między życiem swoim, a nienarodzonego. To najtrudniejsza decyzja w życiu i nikt, poza Kobietą, nie poniesie jej konsekwencji. Ani moralnych, ani tych związanych z codziennością. To, co powinno dać nam państwo, to nie zaostrzenia i kary, a wsparcie i opiekę specjalistów. Takich, którzy mogą pomóc w tych dramatycznych wyborach, by były one w pełni świadome, ze znajomością konsekwencji”.

Wiadomo już, że wtorkowe wydanie “Gazety Wyborczej” poświęcone będzie “czarnemu protestowi”. Poinformował o tym za pośrednictwem swojego konta na Twitterze Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego gazety. – Jutrzejsza “Wyborcza” w całości o #czarnyponiedziałek – w całości zrobiona przez facetów …w czerni – napisał Kurski, nawiązując do tego, że większość mężczyzn zatrudnionych w “Gazecie Wyborczej”, przyszła w poniedziałek do pracy w czarnych strojach.

Zamieszczono m.in. zdjęcie dziennikarek “Gazety Wyborczej” spod Kolumny Zygmunta na Placu Zamkowym w Warszawie, gdzie odbyła się jedna z największych manifestacji “czarnego protestu”.

Nie wszystkie media solidaryzowały się ze strajkującymi kobietami. Fala krytyki pod adresem organizatorów strajku popłynęła m.in. z TV Republika, na antenie której 3 października odbywał się “Biały Dzień”. Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny stacji powiedział na antenie m.in., że “kobiety, które strajkują przeciwko zaostrzeniu przepisów w sprawie aborcji nieprzypadkowo ubierają się na czarno, ponieważ jest to kolor ciemności”. Mówiąc o “czarnym proteście” Terlikowski dodał także m.in., że – jego zdaniem – większość kobiet tak naprawdę nie chce uczestniczyć „w tej hucpie na rzecz śmierci”.

Protestu kobiet nie poparł np. tygodnik “Do Rzeczy”. – Dla redakcji „Do Rzeczy” poniedziałek był normalnym dniem pracy. Nic nie wiem o żadnych kobietach, które wczoraj miałyby nie przyjść do pracy w redakcji – powiedział nam Paweł Lisicki, redaktor naczelny tego magazynu.

Bardzo ostro na temat “czarnego protestu” wypowiadał się wczoraj na łamach Wirtualnemedia.pl Michał Karnowski, członek zarządu Fratrii wydającej tygodnik “w Sieci”. – Spółka Fratria i media w niej zgrupowane powstały oddolnie, dzięki ideowemu zaangażowaniu i poświęceniu wielu osób, są zbudowane na fundamencie wartości chrześcijańskich i rodzinnych. Nie wyobrażamy sobie, by którakolwiek z osób z nami współpracujących chciała wspierać tego rodzaju barbarzyńską akcję i nie otrzymujemy żadnych takich sygnałów. Bardzo nas to wszystko smuci, bo źli ludzie robią sobie polityczną zabawę z rzeczy najważniejszych i najświętszych, z troski o życie bezbronnych istot. Co więcej, używają, zapewne z niewiedzy historycznej, czerni żałobnej kobiet czyli symbolu związanego z okresem przed Powstaniem Styczniowym – wyjaśnia Michał Karnowski.

- Wszystko to powoduje, że w naszej redakcji narodziła się idea wspólnego udziału we Mszy Świętej w intencji ochrony życia nienarodzonych i zawrócenia z drogi zła ludzi, którzy takie akcje organizują. Zachęcamy do tego także innych ludzi sumienia. Zachęcamy by każdy wziął udział we Mszy Świętej w swoim Kościele, w swoim mieście – podkreślał Michał Karnowski.

Blogerka Kataryna napisała na Twitterze: “Ty nie na czarno, potworze?”. Na branżowej imprezie jest nas ledwie kilka na kolorowo. Czuję się w czerwieni jakbym pogrzeb trollowała”. Od akcji dystansowali się także niektórzy dziennikarze, m.in. Brygida Grysiak z TVN24. – Dla mnie pytanie o możliwość usunięcia ciąży z powodu niepełnosprawności dziecka ma konkretne twarze. Twarze wieloletnich przyjaciół – napisała Grysiak na swoim koncie na Twitterze. Z kolei Anna Kalczyńska z “Dzień Dobry TVN” napisała: “Gdyby ktoś pytał, ja dziś na szaro”.

Przypomnijmy: tydzień temu Sejm zajmował się dwoma obywatelskimi projektami ustaw dotyczących przerywania ciąży. Posłowie odrzucili w pierwszym czytaniu projekt komitetu “Ratujmy kobiety” liberalizujący przepisy aborcyjne, a do prac w komisji sejmowej skierowano projekt ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne, złożony przez komitet “Stop Aborcji”. Za dalszym procedowaniem ustawy całkowicie zakazującej przerywania ciąży opowiedzieli się posłowie PiS, Kukiz’15, PSL i PO.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/czarny-protest-w-mediach-gazeta-wyborcza-newsweek-i-polityka-bez-kobiet-tv-republika-na-bialo

04-10-2016, 06:58

Silesion.pl bardziej magazynowy niż informacyjny, nowocześniejszy od innych serwisów regionalnych  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Tomasz Wojtas/ps
04-10-2016

Szata graficzna i układ serwisu Kamila Durczoka Silesion.pl bardziej przypomina witrynę magazynową, lifestylową niż portal informacyjny. Prezentuje się atrakcyjniej i nowocześniej od czołowych serwisów regionalnych, chociaż na stronie głównej można odnieść wrażenie przeładowania treściami – oceniają eksperci i specjaliści z agencji interaktywnych.

Uruchomiony w poniedziałek rano Silesion.pl dotyczy przede wszystkim bieżących wydarzeń w regionie śląskim. Serwis redaguje kilkunastoosobowy zespół kierowany przez Kamila Durczoka.

Witryna ma biało-czarną szatę graficzną, strona główna jest oparta na dużych grafikach w układzie kafelkowym. W osobnych sekcjach są prezentowana fotogalerie i materiały wideo. – Półtora roku temu wróciłem do domu. I choć zdawało mi się, że przecież nigdy stąd nie wyjeżdżałem, bo każdy weekend spędzałem w heimacie, to jednak dopiero wtedy zobaczyłem jak inny, nowy i nowoczesny, jest Śląsk – napisał Durczok w artykule inaugurującym serwis.

Eksperci z agencji interaktywnych, których poprosiliśmy o ocenienie strony, podkreślają, że także prezentuje się nowocześnie. – Przy pierwszym kontakcie z serwisem jego szata graficzna robi bardzo dobre wrażenie. Użycie wideo oraz dyskretnego ruchu w obszarze promowanych artykułów tworzą klimat znany z telewizyjnych kanałów newsowych. Wspiera to doskonale prawdopodobnie podstawowy cel komunikacyjny serwisu: uświadomienie nam jak dużo dzieje się na Śląsku i jak nowoczesne jest to miejsce. To zdecydowanie się udało – uważa Paweł Dunia, head of design w Artegence. – Silesion wyraźnie wyróżnia się na tle innych lokalnych serwisów informacyjnych atrakcyjną warstwą wizualną – chwali Piotr Kaczor, IT manager w agencji Insignia. – Trzeba jednak mieć na uwadze, że serwis ten nie pozycjonuje się prawdopodobnie jako portal stricte informacyjny – bliżej mu bowiem do formatu magazynowego, gdzie to zdjęcia, a nie wyłącznie treść, przyciągają najbardziej. Z tego też powodu przypuszczam, że będzie stawiał na artykuły, które żyją dłużej niż kilka godzin i niekoniecznie związane są wyłącznie ze Śląskiem. Widać to już teraz w treściach promowanych na stronie głównej – analizuje Kaczor.

Robertowi Sosnowskiemu, dyrektorowi zarządzającemu agencji Biuro Podróży Reklamy, nowy serwis kojarzy się zarówno z serwisami, jak i czasopismami lifestylowymi. – Silesion przypomina mi Noizz.pl, ale to chyba dobrze, bo oznacza, że jest młody duchem. Natomiast ciekawe na ile projekt jest inspirowany samym naTemat.pl (co do idei i usability). Z pewnością jest to ciekawsze wdrożenie niż na przykład Visitwroclaw.eu, który ostatnio miałem przyjemność recenzować, który nie jest złym serwisem, ale trochę brakuje mu charakteru, rasowości. Tę Silesion posiada choć oczywiście nie jest to odkrycie w zakresie designu czy user expresience – ocenia Sosnowski. – Typografia, dobór zdjęć, dają trochę klimat takich gazet jak “Hiro”, “A4, “Aktivis”t. To fajne, że poważne dziennikarstwo (rozumiem, że takie jest założenie) będzie miało taką jakościową oprawę (utożsamianą bardziej z magazynami lifestylowymi) – dodaje.

Zdaniem Aleksandra Tryzny z agencji Imagine Silesion.pl prezentuje się o wiele atrakcyjniej od innych czołowych serwisów regionalnych, takich jak Dziennikzachodni.pl (wydaje się, że to główny konkurent nowej witryny) czy najpopularniejsze w skali kraju Trójmiasto.pl. - Silesion wygląda jak ładnie wydany magazyn dla mężczyzn, a konkurencyjne serwisy lokalne przypominają darmową gazetę rozdawaną na skrzyżowaniach. To niewątpliwie wyróżnia Silesion spośród konkurencji i sprawia, że może stać się czymś więcej niż portal - uważa Tryzna. - Silesion.pl podoba mi się bardziej niż Dziennikzachodni.pl lub Trójmiasto.pl. To na pewno serwis młodszy duchem i nowocześniejszy. Pytanie czy szerokie grono użytkowników, również tych konserwatywnych, połapie się w funkcjonalnościach Silesion.pl. Chyba powinni dać radę - prognozuje Robert Sosnowski.

Nasi rozmówcy najwięcej mankamentów zauważyli na stronie głównej serwisu. – Co prawda sekcje są bardzo wyraźnie oddzielone od siebie, jednak wewnątrz każdej z nich designerzy wymagają od odbiorcy sporego wysiłku. Użycie kafelkowego układu treści dobrze sprawdza się w serwisach blogowych o małej zmienności contentu. Tytuły artykułów pisane wersalikami na bardzo kontrastowym tle, także nie pomagają w szybkim skanowaniu treści, mimo zabiegów graficznych mających to ułatwić – wylicza Paweł Dunia . – Zdecydowanie preferuję dla takich serwisów układ znany z naTemat.pl czy Huffingtonpost.com – podkreśla. – Za to w przypadku strony artykułu projektanci spisali się świetnie. Posiada ona wzorcowe i rzadko spotykane, wśród polskich stron newsowych, czytelność, wielkość fontów, szerokość szpalty zarówno na desktopie jak i na mobile’u. Nic tylko czytać – dodaje Dunia.

- Problemem, jaki dostrzegam w tym momencie jest swego rodzaju konflikt między wybranym stylem wizualnym a zdjęciami, które, jeśli mają być ilustracją także do aktualnych wydarzeń, nie są (i rzadko będą) starannie wypieszczonymi zdjęciami studyjnymi. Ów problem jest dostrzegalny szczególnie na stronie głównej, jaka do pewnego stopnia sprawia wrażenie chaotycznej i na której ciężko oddzielić treści od siebie – ocenia Piotr Kaczor. – Wydaje się, że są to problemy wieku dziecięcego i z czasem prawdopodobnie zostaną rozwiązane – czy to zmianą układu czy też lepszym doborem zdjęć. Aktualnie bowiem interfejs, pomimo ciekawej stylistyki, przytłacza treści, a także i użytkownika – zaznacza.

Z kolei Aleksandrowi Tryznie nie podoba się górne menu. – Litera E w logo Silesiona nawiązuje do ikony menu “hamburgera”. Zabieg ten podkreśla internetowy charakter nowego przedsięwzięcia Kamila Durczoka. Należało jednak poprzestać na użyciu tego elementu jako ozdobnika, a nie stosować menu w takiej formie w rozdzielczościach desktopowych. Nie jest to dobre rozwiązanie, szczególnie dla tego typu serwisów. Nawigacja ukryta jest przed użytkownikiem, dotarcie do kategorii wydłuża się o jedno kliknięcie, nie każdy “czyta” znak “hamburgera” jako menu – analizuje.

- Po włączeniu strony głównej za dużo się dzieje: animacja na zdjęciach, karuzela obrazów, pasek aktualności z przewijanymi komunikatami i zegar sprawiają wrażenie, że oglądamy telewizję informacyjną, a nie portal. Trzeba jednak przyznać, że zdjęcia są dobrej jakości i dobrze współgrają z pomysłem na kafelkową prezentację treści – dodaje Tryzna.

Według Roberta Sosnowskiego Silesion.pl jest mniejszym projektem od portalu Tomasza Lisa naTemat.pl (obecnie należy też do niego kilka serwisów tematycznych). - naTemat.pl startowało z większym przytupem. I miało na siebie pomysł w postaci dużej liczby współredaktorów: celebrytów i autorytetów. No i było na tamte czasy jeszcze bardziej nowatorskie niż Silesion.pl teraz - ocenia Sosnowski. - Silesion.pl trochę brakuje wyróżnika, ale jest postać lidera i fachowca od biznesu informacyjnego – Kamila Durczoka, a to duży atut. Teraz przed Silesion.pl długa walka o rentowność - prognozuje szef Biura Podróży Reklamy.

Przychylnie na internetowy projekt Durczoka spogląda Maciej Kabroński, szef serwisu Fakt24.pl.

- Zawsze z dużą niecierpliwością oczekuję debiutu projektów online tworzonych przez ludzi, którzy do tej pory znani byli raczej z innych kanałów przekazu – przyznaje Kabroński. – Portal Durczoka w pierwszym kontakcie wywarł na mnie dobre wrażenie estetyczne. Gorzej wypada ocena funkcjonalności. Jest całkowicie niezrozumiałe zastosowanie tak dalece ograniczonego pola aktywnego na głównych informacjach slidera. Żeby wejść do widoku detalu, trzeba kliknąć w link na zdjęciu, a nie w dowolny punkt obszaru. Uważam to za spory błąd, ale na szczęście łatwy do naprawienia. Pewna niekonsekwencja jest również w górnym pasku menu. Informacje o pogodzie rozwijają się automatycznie, wystarczy najechać na nią kursorem. Natomiast lista podserwisów wymaga już kliknięcia.

Według Kabrońskiego autorzy serwisu zastosowali bardzo ciekawy mechanizm zoomowania głównych zdjęć. – To może się podobać, bo coś dzieje się na stronie. Dość denerwująca jest natomiast afordancja zastosowana poniżej slidera – ocenia szef Fakt24.pl. – Przybliżanie zdjęć informujące użytkownika, w co może kliknąć, jest zdecydowanie za agresywne. Brakuje tutaj opóźnienia interakcji, które wyeliminuje efekt dyskotekowego szaleństwa podczas przypadkowych ruchów myszką. Z kolei ciekawy patent to informowanie użytkownika, jeszcze przed kliknięciem, jak długi materiał wideo czeka na niego w widoku artykułu. Plus.

Zdaniem Kabrońskiego tworzenie serwisów lokalnych ma przyszłość. – Ludzie zawsze najbardziej interesowało ich własne podwórko – przypomina nasz rozmówca. – Nie dotyczy to tylko i wyłącznie mieszkańców Śląska, ale i tych którzy wyjechali z niego za chlebem do innych miast. Przed ekipą Durczoka stoi  trudne zadanie przyciągnięcia i zlojalizowania użytkowników. Tutaj muszą postawić na unikalne treści. Biorąc pod uwagę olbrzymie doświadczenie dziennikarskie i telewizyjne właściciela Silesionu to może się udać. Nie od razu. Przed nimi długa droga zdobywania zaufania lokalnej społeczności. Trzymam kciuki za ten projekt! – podsumowuje Kabroński.

Przekafelkowana strona i chybiony layout, niejasny model biznesowy

Na drugim biegunie wśród naszych rozmówców stoją ci eksperci, którzy o wiele ostrzej niż poprzednicy oceniają Silesion.pl. Pierwszym, nieco łagodniejszym recenzentem portalu jest Jan Prószyński, szef marketingu agencji technologicznej Rockon.

- Mam wrażenie, że serwis był robiony w szybkim tempie lub nie został dokładnie przetestowany – ocenia Jan Prószyński. – Zaczynając od rzeczy ważnych, które od razu rzucają się w oczy: niedziałająca wyszukiwarka, słaba optymalizacja mobile, pojawiające się nagle i równie nagle znikające linki do profili społecznościowych. Zakładając, że serwis powstał w myśl metodologii Lean Startup mogę jednak przymknąć oczy i pochylić się nad samym biznesem.

Prószyński stawia pytanie, jaki model biznesowy stoi za serwisem i pozostawia je bez jednoznacznej odpowiedzi. – Reklama jest w stagnacji, typowe serwisy regionalne (nie wliczając “lokalnych” oddziałów Onetu etc) nie przekraczają 200-300 tys. użytkowników miesięcznie. Przy takim ruchu trzeba się mocno nakombinować, aby utrzymać redakcję z autorskimi jak zakładam treściami. Pytanie zatem na czym serwis ma zarabiać i czy w ogóle ma? Być może Kamil Durczok jest po prostu lokalnym patriotą. Tak czy inaczej życzymy mu powodzenia – kończy nieco ironicznie nasz rozmówca.

Suchej nitki na nowym projekcie Durczoka nie zostawia natomiast Rafał Agnieszczak, przedsiębiorca internetowy, twórca m.in. portalu Fotka.pl. – Kiepsko. Ociężała, przekafelkowana strona – typowy przerost formy nad treścią – ocenia.

- Layout magazynowy, a nie newsowy. Widać, że nikt się tam nie zna na internecie. Nie będzie to śląski odpowiednik Trojmiasto.pl, które jest dużym sukcesem i dowodem, że lokalne media mają sens. Kamilowi Durczokowi ze swoim projektem dużo bliżej do zakalca ToCoWażne.pl, którym kierował Tomasz Wróblewski, niż do NaTemat Tomasza Lisa – podsumowuje bezkompromisowo Agnieszczak.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/silesion-pl-bardziej-magazynowy-niz-informacyjny-nowoczesniejszy-od-innych-serwisow-regionalnych

04-10-2016, 06:01

Po krytyce przez klientów Rossmann usuwa artykuł ze “Skarbu” o wadach programu 500+ i przeprasza urażonych  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
04-10-2016

Sieć drogerii Rossmann przeprosiła osoby urażone zamieszczonym w firmowym miesięczniku “Skarb” artykułami o negatywnych konsekwencjach gospodarczych programu 500+. Usunęła też teksty ze swojej strony internetowej. – Moim zdaniem  tekst jest wyważony i neutralny – nie krytykuje programu 500+, a wręcz przeciwnie – podkreśla jego zalety i dobre strony – uważa Mariusz Nowik, autor jednego z tych artykułów.

W tekście “500+ czy minus” Mariusz Nowik, dziennikarz “Dziennika Gazety Prawnej”, opisał dwie rodziny korzystające z programu 500+: kierowcę i przedszkolankę, którzy dzięki otrzymywanym środkom m.in. pierwszy raz pojechali z dziećmi na wakacje, oraz kobietę z podkarpackiej wsi, która w związku z tym wsparciem zrezygnowała z pracy w sklepie, także dlatego że sporo kosztował dojazd i zdarzały się problemy z wypłatą pensji. W artykule zacytowano też Jeremiego Mordasewicza z Konferencji Lewiatan, który zwrócił uwagę na zagrożenia dla rynku pracy wynikające z programu (rezygnowanie przez rodziców z aktywności zawodowej, do której może być trudno wrócić, kiedy dzieci osiągną pełnoletniość) oraz anonimowych przedsiębiorców narzekających, że brakuje chętnych do pracy. Na początku i końcu tekstu opisano rodziców, którzy pieniądze z 500+ wydają na alkohol (dodano, że wiele miejskich ośrodków pomocy rodzinie zamierza takim osobom zamiast pieniędzy przekazywać bony).

Ponadto w magazynie znalazł się felieton Hanny Bakuły “Drugie dziecko”. Artystka skrytykowała w nim mechanizm, zgodnie z którym rodzinom przekraczającym ustaloną wysokość dochodów na osobę 500 zł przyznawane jest tylko na drugie i kolejne dziecko. – Czy to świadczenie pozwala rodzinie się napić albo kupić niebezpiecznego gruchota i pojechać na pierwsze wakacje nad morze? Zapisać dziecko na angielski i nabyć rower? Zapłacić za obóz pod namiotem? Może pokazać dzieciom góry i morze? Co z samotnymi matkami? W czym jest LEPSZE DRUGIE DZIECKO OD PIERWSZEGO? Dlaczego matka mająca dwoje dostaje pieniądze tylko na jedno? – zapytała Bakuła w tekście.

Dodała, że jej fundacja od 20 lat opiekuje się podopiecznymi domów dziecka, do których zgłaszają się teraz, licząc, że otrzymają nowy zasiłek. – Sąsiadka mojej kuzynki, mama trójki dzieci, ma 1000 zł dokładki do zasiłku. Życie jak w Madrycie, jest pijana na okrągło, bo nikt nie kontroluje takich wyrodnych rodziców – zaznaczyła. Oceniła też, że nie jest zdrowa sytuacja, w której matki kilku dzieci rzucają pracę, bo mają pieniądze z 500+.

Zawierający te teksty numer miesięcznika “Skarb” (jego redaktor naczelną jest Agata Młynarska, pismo jest dostępne za darmo w drogeriach Rossmann i w formie e-wydania na stronie internetowej firmy) trafił do dystrybucji w zeszłym miesiącu. W ostatnich dniach na fanpage’u facebookowym firmy sporo internautów skrytykowało artykuły.

- Mam nadzieję, że nikt nie wydaje u was pieniędzy z 500+ – napisał jeden z użytkowników. – Po przeczytaniu tego paszkwila rodziny, które pobierają 500+ ,bo wedle tej gazetki to patologia. Przecież większość waszych klientów pobiera 500+. wizualnie strzał w stopę – napisała inna osoba. – Czasem kupowałem coś…. Po takich artykułach zapamiętam żeby nie wchodzić do niemieckiego sklepu – stwierdził inny internauta. Bojkot Rossmanna z powodu tego tekstu zapowiedziało też kilka innych osób.

Pojawiły się też przychylne komentarze. – Atakuje polski rząd, szkaluje Polskę? W którym fragmencie? To, że “Skarb” opisał to co się dzieje w MOPSach, pokazuje jedynie, że każdy medal ma dwie strony. Oczywiście zaraz napiszecie, że to nieprawda, bo w Korei Północnej ma jedną i tam wszystko co władza zarządzi jest dobre i dobrze w mediach opisane. Idziemy niestety w tym kierunku bardzo szybko, dzięki tej tęsknocie która w waszych postach przebija – ocenił jeden z internautów.

Rossman szybko przeprosił osoby urażone artykułami. – Intencją firmy Rossmann nie było dotknięcie kogokolwiek, szanujemy uczucia naszych Czytelników i Klientów. Jeśli ktokolwiek odebrał ten artykuł jako krytykę programu – jeszcze raz przepraszamy – napisano na fanpage’u firmy oraz twitterowym profilu jej rzeczniczki prasowej Agaty Nowakowskiej.

W poniedziałek przed południem tekst został usunięty ze strony Rossmann.pl.

Z krytyką jego artykułu nie zgadza się Mariusz Nowik. – Moim zdaniem  tekst jest wyważony i neutralny – nie krytykuje programu 500+, a wręcz przeciwnie – podkreśla jego zalety i dobre strony – stwierdził w odpowiedzi na pytania Wirtualnemedia.pl. – Artykuł został zamówiony i zaakceptowany przez Rossmanna – poinformował.

Poprzednim szeroko krytykowanym tekstem o negatywnych efektach 500+ był artykuł zamieszczony w sierpniu w “Newsweek Polska” na temat urlopowiczów niestosownie zachowujących się nad Bałtykiem. W tekście wypowiadała się m.in. Agata Młynarska, która parę tygodni wcześniej na Facebooku skrytykowała tłumy niegrzecznych plażowiczów wypoczywających nad morzem (potem za to przeprosiła). Krzysztof Wołodźko w “Gazecie Polskiej Codziennie” porównał jej wpis do hitlerowskiej propagandy antyżydowskiej, za co Młynarska pozwała go do sądu, domaga się usunięcia jego tekstu, przeprosin i 50 tys. zł rekompensaty.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/po-krytyce-przez-klientow-rossmann-usuwa-artykul-ze-skarbu-o-wadach-programu-500-i-przeprasza-urazonych

04-10-2016, 00:31

Radomscy radni złożyli zawiadomienie do prokuratury w sprawie programu Betlejewskiego  »

Press
(JM, PAP)
04-10-2016

Jedenastu radomskich radnych z różnych ugrupowań politycznych złożyło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Rafała Betlejewskiego, autora prowokacji w programie wyemitowanym w TTV.

Rafał Betlejewski

W programie “Betlejewski prowokacje” (zapowiedzianym wcześniej w serwisie Mediumpubliczne.pl, którego założycielem jest Betlejewski) poszukującym pracy mieszkańcom Radomia podstawieni aktorzy proponowali zatrudnienie. Jednocześnie sprawdzali, jak daleko bezrobotni są w stanie się posunąć, aby zdobyć pracę, oferując im szmuglowanie imigrantów, rozprowadzenie narkotyków i świadczenie usług seksualnych. Program wywołał oburzenie w mediach, w ramach protestu z serwisu Mediumpubliczne.pl i radia Medium Publiczne odeszło kilka osób.

“Prowokacje »dziennikarza« Rafała Betlejewskiego ośmieszające i upokarzające mieszkańców Radomia oraz polegające na nakłanianiu ich do popełnienia przestępstw winny zostać objęte ściganiem i ukaraniem” – podkreślili wnioskodawcy pisma do prokuratury. Zdaniem radnych zachowanie autora wyczerpuje znamiona kilku przestępstw określonych w kodeksie karnym (przeprowadzanie eksperymentu bez zgody uczestników, podżeganie do popełniania czynu zabronionego, znęcanie się psychiczne).

Jak powiedziała PAP szefowa Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Urszula Zajkowska, śledczy zapoznają się z doniesieniem i w najbliższych dniach zdecydują o jego dalszych losach.

Rafał Betlejewski nie chciał komentować zawiadomienia, tłumacząc, że to działanie polityczne radomskich radnych. – Chcą bronić dobrego imienia Radomia, ale mamy wolność słowa, każdy może mówić, czy mu się Radom podoba, czy nie – mówi “Presserwisowi” Betlejewski.

Całość: http://www.press.pl/tresc/45889,radomscy-radni-zlozyli-zawiadomienie-do-prokuratury-w-sprawie-programu-betlejewskiego