Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

15-02-2013, 14:37

Zbyt szybkie przeprosiny naczelnego “Uważam Rze”  »

Gazeta Wyborcza
Wojciech Czuchnowski
15-02-2013

Jan Piński, redaktor naczelny “Uważam Rze”, ucieka przed właściwym wykonaniem wyroku za pomówienie. Ogłoszenie w telewizji kosztowałoby go 84 tys. zł. Czy dlatego pozbył się całego majątku?

Jan Piński

Jan Piński w 2009 r. był szefem “Wiadomości” TVP i Agencji Informacyjnej z rekomendacji współrządzącej wówczas telewizją LPR. Gdy partia Romana Giertycha straciła wpływy w TVP, Piński odszedł, kasując za osiem miesięcy pracy 216 tys. zł odprawy. Potem był naczelnym tygodnika “Wręcz Przeciwnie” (wyszły trzy numery) i redaktorem radykalno-narodowego portalu “Nowy Ekran”.

Od listopada 2012 r. kieruje “Uważam Rze”, z którego po zwolnieniu twórcy tygodnika Pawła Lisickiego odeszła większość zespołu. Tygodnik pod nowym kierownictwem słabo radzi sobie na rynku. Sprzedaż ze 120 tys. egzemplarzy spadła do 40 tys.

Szybko po dobranocce…

31 sierpnia 2011 r. wieczorem po dobranocce widzowie Jedynki TVP mogli w przerwie pomiędzy reklamami zobaczyć planszę z tekstem, w którym Piński przepraszał spółkę paliwową J&S za materiał wyemitowany w “Wiadomościach” w maju 2009 r. Przeprosiny czytała lektorka w tempie karabinu maszynowego. Tekst, którego wygłoszenie zajmuje ok. 1 minuty, przeczytała w 30 sekund.

Niczego nie można było zrozumieć. – Istotą wyroku jest przekazanie pewnej treści, jeżeli ta treść jest niezrozumiała, to znaczy, że wyrok nie został wykonany. Przeczytanie niezrozumiałego tekstu tekstu nie daje żadnej satysfakcji pomówionemu – mówi “Gazecie” mec. Jacek Dubois z kancelarii Pociej, Dubois, Kosińska-Kozak, która reprezentowała w sądzie J&S.

Prawnicy uznali, że będą domagać się od Pińskiego “właściwego wykonania” wyroku. W sądzie uzyskali zgodę na tzw. egzekucję zastępczą. Polega ona na tym, że strona, która wygrała sprawę o pomówienie, może sama opublikować przeprosiny, a potem obciążyć kosztami tego, kto przegrał.

W porozumieniu z Biurem Reklamy TVP wyliczono, że trwające ok. minuty odczytanie tekstu bezpośrednio przed “Wiadomościami” – a nie pomiędzy reklamami – kosztować będzie 84 tys. zł. Z tym wyliczeniem kancelaria poszła do komornika, by ten ściągnął pieniądze od Pińskiego.

150 zł od “Penelopy”

Ale komornik nic nie wskórał. W sierpniu 2012 r. po wysłuchaniu Pińskiego stwierdził, że “wierzyciel nie wskazał mienia, z którego może być prowadzona egzekucja”, a postępowanie “nie doprowadziło do wyjawienia majątku dłużnika”. Ostatecznie 30 stycznia tego roku postępowanie wobec Pińskiego umorzył. Powód: redaktor naczelny “Uważam Rze” nie ma nic cennego. Już po prawomocnym wyroku udziały w mieszkaniu przepisał na rodzinę.

A pensja szefa tygodnika? Komornik: “Dłużnik nie jest zatrudniony w Presspublica sp. z o.o”. To wydawca “Uważam Rze”. Okazuje się, że Piński pracuje tylko w wydawnictwie o nazwie Penelopa, ale zarabia tam “kwotę wolną od potrąceń”. Dokładnie jest to 150 zł. To znaczy, że formalnie naczelny sporego tygodnika wydawanego przez jednego z czołowych polskich wydawców nie dostaje pensji.

W tej sytuacji wyegzekwowanie od niego jakichkolwiek pieniędzy (a więc właściwego wykonania wyroku) jest niemożliwe.

Co na to Piński? W rozmowie telefonicznej narzeka, że musi przepraszać za materiał, którego nie był autorem. Uważa, że jego przeprosiny były wystarczające. “Nie mam wpływu na kolejność ogłoszeń. Tekst był czytany przez zawodowego lektora” – dopowiada w e-mailu do “Gazety”. Przepisania jednej czwartej udziałów w mieszkaniu nie wiąże z wyrokiem. “To część rodzinnych rozliczeń. Był to warunek uzyskania pomocy od rodziny, m.in. na wykupienie ogłoszenia w TVP” – tłumaczy.

A swój status w Presspublice wyjaśnia tak: „Widocznie jest to możliwe. Jestem redaktorem naczelnym »Panoramy Szachowej” od 1999 r. i również nie pozostaję w stosunku pracy z wydawcą. Nie rozumiem działania komornika”.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,13404053,Zbyt_szybkie_przeprosiny__naczelnego__Uwazam_Rze_.html#ixzz2KzSkUFg5

14-02-2013, 23:58

Tygodnik “Nie” złożył doniesienie na Jacka Kurskiego i jego prawnika  »

Press
(MW)
14-02-2013

Tygodnik “Nie” (Urma) złożył w prokuraturze zawiadomienie w związku z zastraszaniem drukarni i kolporterów tego pisma przez europosła Solidarnej Polski Jacka Kurskiego i jego prawnika.

Jak już informowaliśmy na wniosek Kurskiego Sąd Okręgowy zakazał „Nie” pisania o rzekomym romansie eurodeputowanego. Postanowienie dotarło do redakcji tygodnika już po opublikowaniu korespondencji pomiędzy „Nie” i europosłem (redakcja zadała mu pytania dotyczące owego romansu, w odpowiedzi dostała od niego i jego adwokata informację, że Kurski nie zgadza się na publikację materiału na ten temat).

Nasza informacja odbiła się szerokim echem w mediach. W rezultacie wiele redakcji, w tym “Presserwisu”, dostało od prawnika europosła ostrzeżenie, że “zamieszczanie przedruków, omówień i relacji z publikacji »Nie« spowoduje podjęcie przez Jacka Kurskiego kroków prawnych w stosunku do tych redakcji”. Prawnik Kurskiego wysłał również pisma do drukarni i kolporterów “Nie” z żądaniem zablokowania publikacji i wprowadzania tygodnika “Nie” z tym tekstem do obrotu.

Redakcja “Nie” złożyła w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z art. 19 par. 1 (dotyczy podżegania) Kodeksu karnego oraz z art. 41 (o ochronie m.in. rzetelnych ocen działalności publicznej) i 43 (przewidującego sankcje za używanie przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania materiału prasowego lub jego zaniechania). Zakaz Sądu Okręgowego w Gdańsku dotyczył bowiem tylko kierownictwa Jerzego Urbana, redaktora naczelnego “Nie”, Przemysława Ćwiklińskiego – autora artykułu oraz spółki Urma – wydawcy gazety. “Nie mógł zatem rodzić jakichkolwiek obowiązków w stosunku do innych osób ” – czytamy w zawiadomieniu “Nie”.

- Pan poseł Jacek Kurski i wynajęta przez niego kancelaria prawna uzyskali w gdańskim Sądzie Okręgowym zakaz publikacji na temat pewnej sfery życia pana posła. Cokolwiek o tym nie myśleć, niech będzie, ich prawo – mówi Waldemar Kuchanny, zastępca redaktora naczelnego tygodnika “Nie”. – Jednak zanim ten zakaz został przez sąd dostarczony do redakcji, zaczęli w jakiś kuriozalny sposób straszyć drukarnię i kolporterów. Zaczęli straszyć inne media. Redakcja „Nie” oddała sprawę do prokuratury, aby pokazać, że zastraszać się nie da i położyć tamę takim zachowaniom polityków na przyszłość. Liczymy, że prokuratura ustali, kto był pomysłodawcą nękania naszej drukarni i kolporterów – czy pan poseł, czy jego adwokaci – i skieruje odpowiedni akt oskarżenia do sądu – tłumaczy Kuchanny.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40968,Tygodnik-Nie-zlozyl-doniesienie-na-Jacka-Kurskiego-i-jego-prawnika

14-02-2013, 23:30

Rusza konkurs Grand Press Photo 2013  »

Press
(RG)
14-02-2013

Grand Press Photo 2013

15 lutego rusza kolejna edycja Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Prasowej – Grand Press Photo 2013. Przewodniczącym jury będzie hiszpański fotoreporter Samuel Aranda, ubiegłoroczny zwycięzca World Press Photo.

Miesięcznik “Press” już po raz dziewiąty organizuje konkurs dla osób zajmujących się zawodowo fotografią prasową. W tym roku oceniane będą zdjęcia wykonane między 1 kwietnia 2012 roku a 31 marca 2013 roku. Organizator, widząc ewolucję rynku fotografii prasowej, wprowadził pewne zmiany w kategoriach. Zarówno w przypadku zdjęć pojedynczych, jak i fotoreportaży prace można zgłaszać w kategoriach: Wydarzenia, Życie codzienne, Ludzie, Sport, Środowisko – ta ostatnia dotyczy zdjęć prezentujących przyrodę oraz wpływ działania człowieka na środowisko naturalne. Ponadto wśród zdjęć pojedynczych powstała nowa kategoria: Portret sesyjny – zdjęcia, które wykonano podczas sesji osobom prywatnym lub publicznym ze świata polityki, sztuki, kultury czy biznesu (ewentualnie grupom osób).

Jeden autor może zgłosić do konkursu maksymalnie pięć pojedynczych fotografii i trzy fotoreportaże. W fotoreportażach zwiększono maksymalną liczbę zdjęć do ośmiu. Nowością jest także wprowadzenie elektronicznych formularzy zgłoszeniowych, co ułatwi fotoreporterom udział w konkursie. W każdej kategorii zostaną przyznane nagrody, a spośród wszystkich nadesłanych prac wybrane zostanie Zdjęcie Roku – jego autor otrzyma 10 tys. zł.

Zgodnie z tradycją Grand Press Photo jury będzie przewodniczył zwycięzca prestiżowego konkursu World Press Photo. Przypomnijmy, że w poprzednich edycjach byli to: Francesco Zizola, Claus Bjorn Larsen, Jean-Marc Bouju, Eric Grigorian, Spencer Platt, Finbarr O’Reilly, Lucian Perkins, Jodi Bieber. W tym roku przewodniczącym jury jest Samuel Aranda – hiszpański fotoreporter pracujący dla największych gazet, w tym dla “The New York Times”. Jego zdjęcie zrobione w 2011 roku w Jemenie podczas protestów przeciwko prezydentowi Salehowi, ukazujące kobietę trzymającą w ramionach rannego syna, wygrało w ub.r. konkurs World Press Photo.

W ramach oddzielnej kategorii Grand Press Photo 2013 oceniane będą – już po raz trzeci – fotokasty, czyli multimedialne formy fotoreportażu. Do oceny fotokastów powołane zostanie oddzielne jury. W tym roku fotokasty można zgłaszać wyłącznie drogą elektroniczną.

Prace do Grand Press Photo 2013 przyjmowane będą do 4 kwietnia br. Ogłoszenie wyników nastąpi w maju 2013 roku. Regulamin konkursu, opisy kategorii oraz formularze zgłoszeniowe dostępne są na stronie www.grandpressphoto.pl.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40969,Rusza-konkurs-Grand-Press-Photo-2013

14-02-2013, 21:24

Małgorzata Lichecka z Nowin Gliwickich nagrodzona!  »

Nowiny Gliwickie
14-02-2013

Z dumą zawiadamiamy, że nasza wspaniała redakcyjna koleżanka Małgorzata Lichecka, została nagrodzona w dorocznym konkursie Stowarzyszenia Gazet Lokalnych Local Press 2012 w kategorii “Publicystyka historyczna” za tekst “Nu Poldziu, ty fest pomagier”.

Małgorzata Lichecka

Autorka opisała historię kanalarza, bohatera filmu “W ciemności” Agnieszki Holland, który podczas wojny pomagał Żydom ukrytym we lwowskich kanałach, a po wojnie zamieszkał w Gliwicach.

Miło nam dodać, że w konkursie SGL w kategorii SPOŁECZEŃSTWO do półfinału zakwalifikował się nasz równie wspaniały redakcyjny kolega Andrzej Sługocki za teksty “Człowiek z ławki” oraz “Oddajcie moje mieszkanie” oraz w kategorii DZIENNIKARSTWO ŚLEDCZE I INTERWENCYJNE za artykuły: “Niezły meksyk z księdzem” oraz “Nigdy nie będę organizował pielgrzymek”.

Do półfinału konkursu SGL zakwalifikowała się również nasza dziennikarka, nie mniej wspaniała Marysia Sławańska w kategorii SPOŁECZEŃSTWO za tekst “Błogosławieni z Czesława”.

Gratulujemy!

Cieszymy się również, że do półfinału zakwalifikował się także nasz portal www.nowiny.gliwice.pl.

Całość: http://www.nowiny.gliwice.pl/wydarzenia,1928,0

14-02-2013, 19:52

Mali dziennikarze: Wielki finał już 24 lutego  »

Dziennik Zachodni
14-02-2013

"Mali dziennikarze"

Wielki finał zabawy “Mali dziennikarze” pod patronatem Dziennika Zachodniego, na którym wyświetlone zostaną wszystkie reportaże, odbędzie się 24 lutego w Cinema City w Silesia City Center w Katowicach.

Trzy dni zdjęciowe, blisko 20 lokalizacji, licząca ponad 10 osób ekipa filmowa i plan zdjęciowy mający aż 86 tys. m kw. Siódemka uczniów śląskich podstawówek skończyła właśnie kręcić własne reportaże. Dzieci biorące w nim udział wcieliły się w rolę dziennikarzy i prowadzących. W nowej roli pomagał im Filip Chajzer, na co dzień dziennikarz Dzień Dobry TVN. Wszystko dzięki projektowi “Mali Dziennikarze”, który realizuje Silesia City Center.

Przez ostatnie trzy dni siódemka dzieci wyłoniona spośród blisko setki podczas castingów na małego dziennikarza kręciła reportaże w Silesia City Center. Każde z nich miało do dyspozycji prawdziwą ekipę filmową, znanego dziennikarza TV oraz całą Silesia City Center.

W sumie powstało aż siedem dwuminutowych reportaży m.in. o tym, jak zrobić sushi, w co się ubrać na szkolną imprezę, a także o tym, jakie gadżety uwielbiają dzieci i jak zafundować sobie mięśnie. Gośćmi dziecięcych mini programów byli m.in. trener fitness, sushi master i stylistka. Teraz przygotowane przez dzieci filmy zostaną zmontowane przez doświadczonych montażystów i już w czwartek trafią na YouTube, gdzie każdy będzie mógł ocenić efekty trzydniowej pracy małych dziennikarzy.

Na filmy będzie można także głosować. Wszystkie zamieszczone zostaną na fan page Silesia City Center na Facebook.com. Tam dzięki specjalnej aplikacji, będzie można wskazać ten, który najbardziej nam się podoba. Swoich faworytów wskażą także dziennikarze – jurorzy zabawy, a także Silesia City Center. Wielki finał zabawy, na którym wyświetlone zostaną wszystkie reportaże, odbędzie się 24 lutego w Cinema City w Silesia City Center.

Imprezę poprowadzi Maciej Musiał – aktor znany z serialu Rodzinka.pl, a od niedawna prowadzący także program “The Voice of Poland”.”Mali dziennikarze” to pierwszy w Polsce projekt, w którym dzieci mogą wcielić się w rolę dziennikarza i nakręcić własny program pod okiem profesjonalisty, ucząc się i bawiąc jednocześnie. Nagrodami głównymi zabawy są: MacBook Air, który otrzyma zwycięzca wyłoniony przez Silesię, iPad

Mini – nagroda od internautów oraz Xbox kinect – nagroda mediów. Dodatkowo trójka laureatów otrzyma rowery górskie marki KROSS z limitowanej serii “Warto być dobrym”, ufundowane przez Stowarzyszenie “Przyjazna Szkoła”.

Patronat objął Dziennik Zachodni.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/761675,mali-dziennikarze-wielki-final-juz-24-lutego-zdjecia,id,t.html

14-02-2013, 12:45

Mariusz Szczygieł: Nie róbmy z internautów Boga dziennikarzy obywatelskich  »

Wiadomości24.pl
Katarzyna Olczak
14-02-2013

O młodych zdolnych, którzy marzą, aby zawodowo zająć się reportażem. O tym, jak pisać i kogo warto podpatrywać. I wreszcie o korzyściach, jakie może przynieść publikowanie tekstów w serwisach dziennikarstwa obywatelskiego. Młodym reporterom W24 rad udzielił Mariusz Szczygieł.

Katarzyna Olczak: W głowie młodego człowieka kiełkują myśli, żeby spróbować swoich sił, powołać do życia nową, własną formę. Pragnie zostać reporterem. Znajduje temat, tworzy tekst. Wysyła go do jakiegoś serwisu dziennikarstwa obywatelskiego, publikuje – i koniec. Ktoś skomentuje, ktoś poleci na Facebooku. Trochę wysiłku i człowiek już może uważać się za reportera. No właśnie – może?

Mariusz Szczygieł

Mariusz Szczygieł: W redakcji medium nieobywatelskiego jest identycznie. Jeśli pisze się reportaż i ma się stałe zlecenie redakcji, jest się reporterem. A czy dobrym, czy profesjonalnym, to okaże się po czasie. Zweryfikują to czytelnicy, redakcja i bohaterowie (jeśli nie będą przysyłać sprostowań).

Nie zawsze jest ktoś, kto obiektywnie oceni wartość tego materiału. Kto wskaże błędy, powie, co wykreślić, co wyrzucić. Co się do niczego nie nadaje. Nie ma nikogo, kto nauczy oszczędności stylu. Kto wytłumaczy, jak prowadzić narrację, aby tonować emocje. Kto zwróci uwagę na rolę szczegółu. Nie ma mistrza, od którego można się uczyć, jak więc tu mówić o rozwoju?

Utalentowany młody autor sam umie podejrzeć jak piszą inni. Ja zawsze czytałem cudze reportaże aktywnie. To znaczy podpatrywałem, czym ten wybitny autor zaczyna tekst, czym kończy. Jak charakteryzuje swoich bohaterów. Jak opisuje wydarzenia i zachowania. Czy pisze “był zdenerwowany” czy “walił pięścią w stół”. Czy pisze “pojazd uderzył w drzewo”, czy “Toyota roztrzaskała się o dąb”. Wreszcie, czy wybitny autor ocenia bohaterów, czy komentuje ich zachowanie. Czy ich rozumie, czy raczej jest wobec nich złośliwy. Czy zaskakuje mnie po każdym akapicie, czy jest nudziarzem. I tak dalej. Każdy zdolny umie to wyczytać z cudzych dobrych tekstów. A jak nie umie, to może akurat nie ma talentu do reportażu. Ja zacząłem pisać sam. Pracowałem już pięć lat jako reporter, nim spotkałem Hannę Krall, a potem Małgorzatę Szejnert.

Kiedyś ktoś, kto miał smykałkę do klejenia słów, talent i trochę szczęścia, mógł trafić pod skrzydła mistrza i pobierać najcenniejsze lekcje pisania. Teraz młodzi nie mają takiej możliwości. Kapuścińskiego nie ma, Krall zamknęła się w swoim domku nad Narwią i pisze książki, Szejnert się wycofała i również tworzy. Od kogo mają uczyć się młodzi?

Wymieniła Pani autorki, które należą do starszego pokolenia i nie pracują w redakcjach.

Tak, nazwiska z najwyższej półki.

Niech młodzi spróbują pisać do gazet profesjonalnych. Przecież tam są reporterzy, którzy mają doświadczenie. Ale podpowiem też inny myk. Żeby nie wysyłać tekstów do Szczygła, ponieważ nie konsultuję tekstów. Jestem na urlopie bezpłatnym z redakcji, gdzie ostatnich osiem lat zajmowałem się redagowaniem cudzych tekstów. Każdego dnia dostawałem wiele tekstów z redakcji, ale jeszcze więcej spoza, po kilka na prywatny adres mailowy. Niestety, nie mogę większości dnia czytać tekstów młodych, bo muszę zarabiać na życie i samemu pisać. Wracając do myku. Niech sobie młody autor znajdzie ulubionego starszego autora, poza Szczygłem i Tochmanem, w jakiejś gazecie lokalnej nawet i poprosi go o konsultację. Jestem przekonany, że wielu dziennikarzy będzie uszczęśliwionych, bo taka prośba to komplement dla ich pracy.

Najlepsi reporterzy z tzw. “szkoły GW” nie pomagają. Podróżują. Tochman jeszcze niedawno siedział na Filipinach, Hugo-Bader w Rosji, Smoleński w Izraelu itd. Pan pisze o Czechach. Każdy wybrał sobie kawałek świata, wziął tę cząstkę pod lupę i zamknął się w swoim mikroświecie. A co z Polską? Kto pokaże młodym, że warto o niej pisać?

Większość ich uczy w naszej Polskiej Szkole Reportażu, którą powołała Fundacja Instytut Reportażu. Skończyło ją już ok. 60 dziennikarzy. Z tego co najmniej 20 pisze regularnie reportaże o Polsce do “Gazety Wyborczej”. O Polsce piszą też: Katarzyna Surmiak-Domańska, Małgorzata Kolińska, Marcin Kącki, Lidia Ostałowska, Paweł P. Reszka, Tomasz Kwaśniewski, Wojciech Staszewski – wszyscy z “Gazety Wyborczej”, a także: Barbara Pietkiewicz, Ewa Winnicka, Edyta Gietka, Marcin Kołodziejczyk – ci z “Polityki”. Kącki, Kołodziejczyk, Surmiak – wydali niedawno lub wydadzą za chwilę książki o Polsce.

Wróćmy jednak do tematu. Po opublikowaniu jednego materiału w internecie, reporter obywatelski nabiera apetytu i tworzy kolejne. Niekoniecznie dobre. Czy ta łatwość publikacji i brak kontroli mogą stanowić zagrożenie dla reportażu jako gatunku? Zdewaluować go?

Nie, nie mogą. Mogą być zagrożeniem dla tego autora, ale nie dla gatunku. Disco polo nie zdewaluowało piosenki aktorskiej i poezji śpiewanej. Muzyka ludowa nie zdewaluowała opery. A zapewniam Panią, że i w disco polo znajdzie się talent z operowym głosem, a wśród wykonawców ludowych znajdzie się skrzypek na miarę filharmonii.

To może przeciwnie: młodzi zdolni, którzy publikują w internecie, mogą wyprzeć zawodowców. Mają pasję, chcą, żeby ich zauważono. Czuje Pan oddech konkurencji na plecach?

Nie, nie czuję żadnej konkurencji, bo ja się z nikim nie ścigam. Ale i tak wiem, że jeśli chodzi o zabawy z formą, eksperymentowanie z tekstem, pomysły formalne, którymi zarzucam samego siebie, ale i koleżanki, i kolegów, jestem najbardziej w Polsce do przodu. Bardziej niż autorzy ode mnie o dwadzieścia lat młodsi.

Aby odnieść sukces, trzeba znaleźć sobie niszę. Takie wnioski można wyciągnąć, patrząc na Pana i na innym reporterów ze “szkoły GW”.

Nisza tematyczna pomaga w tym, żeby autor był zauważony przez wielbicieli danego regionu świata. Ale, aby odnieść sukces w dziedzinie reportażu, trzeba wiedzieć jak zajmować czytelnikowi czas. A jak powiedziała jedna prosta kobieta, którą cytuję od dwudziestu lat: Pisanie – to nie takie proste ludziom czas zajmować.

Co zatem trzeba mieć, aby zostać reporterem?

Talent do zauważania tego, czego nie widzą inni. Talent do rozmowy z ludźmi (nie mylić z umiejętnością przeprowadzania wywiadów). Talent do pisania. No a przede wszystkim trzeba mieć determinację i chęć, bo na zarobek nie ma co liczyć. Przetrwają tylko ci, którzy mają potrzebę opisywania i rozumienia świata, ale nie łączą jej z potrzebą zarabiania kokosów.

Nasi młodzi zdolni, o których rozmawiamy, piszący do danego serwisu, mogą otrzymać legitymację prasową. Ktoś, kto ma legitymację, ma łatwiej niż ten, który jej nie ma? Stworzy lepszy tekst, dotrze głębiej?

Nigdy jako reporter nie użyłem legitymacji prasowej. O, przepraszam, w sądach żądają, przy dostępie do akt. Ale nie ma ona nic wspólnego z jakością tekstu.

Sądzę, że w pisaniu ważna jest systematyczność. Nie wolno rezygnować z powodu czystej kartki, trzeba wpaść w rytm. Rozpisać się. Serwisy dziennikarstwa obywatelskiego mogą w tym pomóc?

Publikowanie w tych serwisach może stanowić rozgrzewkę do nauczenia się przyjmowania ciosów od czytelników. Ja uwielbiam kontakt z czytelnikami, często jak mój tekst ukazywał się nie tylko w “Gazecie Wyborczej”, ale i na gazeta.pl, to wchodziłem w kontakt z czytelnikami i odpowiadałem na ich posty pod tekstem. Bardzo to lubię.

Publikowanie materiałów może stanowić rozgrzewkę przed pracą w zawodzie? Czy to jest tak, jak mówią instruktorzy prawa jazdy: ciężko wyplenić złe nawyki z osób, które próbowały uczyć się prowadzenia pojazdów na własną rękę. Jak to wygląda z punktu widzenia zawodowca?

Osąd internautów czasem może być pomocny i mądry, ale przestrzegałbym przed bezkrytycznym przyjmowaniem jakichś uwag warsztatowych. Uwagi warsztatowe mogą robić zawodowcy. Czy internauci mogą dawać uwagi warsztatowe piosenkarce czy aktorowi? Dlaczego mieliby dawać dziennikarzowi? Często czytelnik nie ma nawet pojęcia, jakiego gatunku tekst czyta. O mojej książce “Gottland” czytam na przykład, że to zbiór felietonów albo wywiadów, a to jest zbiór reportaży, zaś o mojej książce “Laska nebeska”, która jest zbiorem felietonów, czytam, że to zbiór reportaży. Gdzieś przeczytałem w internecie, że Szczygieł robi ciekawe wywiady, a przecież ja w ogóle nie przeprowadzam i nie drukuję wywiadów. Więc często odbiorcom się myli wszystko ze wszystkim. I to nie jest problem, ma prawo im się mylić. Tylko nie róbmy z internautów Boga dziennikarzy obywatelskich.

Czy reportaż prasowy w ogóle jeszcze istnieje? Teksty, które oferują czytelnikom znane nazwiska, to literackie hybrydy, korzystające z osiągnięć prozy. To literatura. A może nie?

Oczywiście, że istnieje, patrz wyżej wymienione nazwiska. Katarzyna Surmiak-Domańska nie pisze prozy, ale najlepszej jakości reportaż. Tak samo Ewa Winnicka w swojej rewelacyjnej książce “Londyńczycy” uprawia reportaż taki, jaki przez dziesięciolecia ukazywał się w polskiej prasie: na najwyższym poziomie reportaż literacki. Łączymy fakty i piękno. I każda mądra redakcja chce coś takiego drukować. 

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/mariusz_szczygiel_nie_robmy_z_internautow_boga_dziennikarzy_260495.html