Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

27-02-2013, 13:10

TYCHY, JAWORZNO – Gadzinówki cię zmanipulują  »

Co Tydzień Jaworzno
27-02-2013

Co Tydzień Jaworzno

Manipulacja, sianie propagandy i promowanie obecnej władzy. Tak wygląda sytuacja w Tychach, gdzie od 2007 roku ukazuje się tygodnik Twoje Tychy. Problem w tym, że wydaje go miasto.

Każdy, kto choć trochę śledzi informacje zawarte w lokalnych mediach w czasie przedwyborczym doskonale wie, że można tam znaleźć wiele reklam kandydatów na radnych i prezydenta miasta. W zasadzie to nic dziwnego – klient nasz pan, jak się mawia – płaci, zamawia reklamę więc jest ona publikowana. Problem pojawia się, gdy gazeta promuje tylko daną opcję – szczególnie w niby niezależnych tekstach i artykułach. A przecież dziennikarz ma zachować obiektywizm i przedstawiać wszystkie dobre i złe strony.

W wielu miastach w Polsce zostały założone, nie przebierajmy w słowach – gadzinówki. Gazety samorządowe wydawane przez Urzędy Miasta, w których możemy natrafić na same pozytywne informacje dotyczące naszego miasta. Ot, przedstawienie mieszkańcom, że przecież nasze miasto jest miodem i mlekiem płynące. A wszystko to z pieniędzy podatników, czyli naszych.

A teraz od początku. W Tychach funkcjonują obecnie dwie gazety lokalne: Twoje Tychy i Tygodnik Echo. Pierwszy z nich powstał w 2007 roku, drugi posiada wieloletnią tradycję. Wydawcą Tygodnika Echo jest Lokalne Wydawnictwo Prasowe “Echo” sp. z o.o., a wydawcą Twoich Tychów Śródmieście sp. z o.o. Co takiego kryje się pod tajemniczą nazwą Śródmieście sp. z o.o.? Sprawdziliśmy. Według Biuletynu Informacji Publicznej Miasta Tychy jest to jedna ze spółek prawa handlowego z udziałem Miasta. Oczywiście większościowym.

Przeglądając tygodnik Twoje Tychy nie natrafimy na krytykę obecnych władz. Większość numeru poświęcona jest wydarzeniom kulturalnym i sportowym, czyli tak naprawdę dosyć mało istotnych pod względami politycznymi. A jeśli pojawia się polityka, to taka, która pcha na piedestał obecnego prezydenta Tychów.

W 2012 roku ukazała się publikacja Athenaeum Polskie Studia Politologiczne wydawana przez wykładowców z uniwersytetów z całej Polski. Znalazł się tam artykuł Grażyny Piechoty i Roberta Rajczyka pt. “Media samorządowe jako narzędzie kreacji wizerunku lokalnego lidera i jego otoczenia”. Warto zaznaczyć, że osoby, które opublikowały materiał mają ku temu kompetencje z prostego powodu. Robert Rajczyk był rzecznikiem prasowym oraz głównym specjalistą ds. komunikacji społecznej w Urzędzie Miasta Tychy od lutego 2007 r. do czerwca 2008 r. (czyli wtedy, gdy gazeta Twoje Tychy już funkcjonowała). Grażyna Piechota była od listopada 2009 do listopada 2010 r. również rzecznikiem prasowym Urzędu Miasta w Tychach.

Autorzy publikacji zarzucają władzom manipulowanie opinią społeczną. W jaki sposób? Na początek błahe sprawy, czyli nakład. Zazwyczaj Twoje Tychy ukazywały się w nakładzie od 12-14 tys. egzemplarzy. W okresie przedwyborczym (listopad) nakład wzrósł nawet do 22 tys. egzemplarzy.

Jakie treści przekazywała gazeta w okresie wyborczym? Na próżno było w niej szukać jakichkolwiek reklam polityków opozycji. Pojawiało się za to dużo reklam promujących pełniących władzę. Gdy publikowano artykuły dotyczące wydarzeń w mieście przytaczano słowa prezydenta Tychów oraz jego współpracowników. Nie można było doszukać się zdania opozycji.

Dodatkowo wszelkie reklamy i ogłoszenia Urzędu Miejskiego trafiają właśnie do Twoich Tychów.

W taki sposób Twoje Tychy wydawane przez Śródmieście sp. z o.o. są gazetą samorządową. W dodatku darmową. A zaraz pod tytułem znajduje się adres internetowy www.tychy.pl

Tym sposobem Twoje Tychy jest nieuczciwym konkurentem dla Tygodnika Echo. Dziennikarze Echa nie boją się konkurencji, ale uczciwej. Ta taka z pewnością nie jest.

Gadzinówka wydawana jest także w Jaworznie. Tutaj jednak pod oficjalnym szyldem Urzędu Miejskiego. Nagłówki w gazecie utwierdzają nas w przekonaniu, że Jaworzno to raj. “Mamy najniższe bezrobocie w regionie!”, “Rozwijamy się i zmniejszamy zadłużenie”, “Zażegnaliśmy widmo gigantycznych korków!” grzmią nagłówki z Informatora Miejskiego. Jaworzno ma nawet gazetę przystankową.

W odróżnieniu od Tychów Jaworzno posunęło się krok dalej. Ma nawet swoją własną telewizję.

Tym sposobem niezależne media są wypierane z rynku przez takie, które pokazują to, co uważają za słuszne.

Całość: http://gazetylokalne.pl/g/co-tydzien-jaworzno

26-02-2013, 20:58

Misja w TVP? Prezes Braun: “Barwy szczęścia”, “M jak miłość”, “Viva Najpiękniejsi”  »

Gazeta Wyborcza
Sebastian Kucharski
26-02-2013

Podoba się, jak mówią, że TVP do zaorania? Bo jak się powie, że wszyscy posłowie to idioci, to też klaszczą. Ale kiedy emitujemy “M jak Miłość” 4,5 mln widzów siada i patrzy. I też klaszcze – mówi w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” Juliusz Braun, szef TVP.

Sebastian Kucharski: “TVP jest jak statek i dopiero po dłuższym czasie można zauważyć, w jakim kierunku płynie” – tak pan mówił. Strata TVP za 2012 r. wyniesie ponad 200 mln zł. Statek idzie na dno?

Juliusz Braun

Juliusz Braun: To prawda, że rok zakończy się dużą stratą, ale wynik będzie znany na końcu marca. Każda liczba to dziś prognoza albo spekulacja.

Statek, choć z trudnościami, ale płynie. Nigdy nie straciliśmy płynności finansowej, a dziś stan kasy jest o niemal 100 mln zł lepszy niż w połowie 2012 r. Wynik stycznia jest o 15 mln zł lepszy niż w styczniu rok temu.

Kurs TVP zmieniamy już od dwóch lat, ale to trwa dłużej niż na transatlantyku. Jeśli chodzi o repertuar filmowy, to wciąż posługujemy się w istotnej części zakupami sprzed trzech czy pięciu lat. Gospodarność, nie mówiąc o przepisach prawa, nakazuje mi dziś wykorzystać także takie filmy, których zakupu dziś bym nie akceptował.

Przyszedłem w momencie, kiedy finansowanie publiczne osiągnęło dno. Do tego głębokie załamanie rynku reklamowego, którego nikt nie spodziewał. Dlatego wynik będzie zdecydowanie gorszy niż planowany. Ale – podkreślę – telewizja kosztuje blisko 700 mln zł rocznie mniej niż jeszcze pięć lat temu. To ogromne ograniczenie wydatków. Poza tym w 2012 r. w kosztach znalazły się Euro i igrzyska olimpijskie.

Dwie wielkie imprezy sportowe, na których TVP również straciła.

- Bezpośrednie koszty były większe niż bezpośrednie przychody. Ale zyskaliśmy w innych dziedzinach, dlatego uważam, że to był słuszny zakup.

Na zeszłoroczną stratę największy wpływ mają jednak koszty tzw. simulcastu, czyli jednoczesnego nadawania analogowego i cyfrowego oraz Euro i olimpiady. To razem blisko 200 mln zł. W tym roku takie wydatki się nie powtórzą i nie będzie już straty. Tym bardziej że wprowadziliśmy kolejne ograniczenia.

Jakie?

- We wszystkim – od produkcji widowisk po seriale. Teraz odcinek jednego serialu jest nawet o 20 proc. tańszy niż 3-4 lata temu.

Przedłużył pan umowę z firmą producencką Tomasz Lisa. Też były oszczędności?

- Nowa umowa obowiązuje od lutego. Dotyczy produkcji 37 odcinków. Wszyscy w TVP muszą trochę zaciskać pasa. Mogę powiedzieć, że koszty produkcji jego programu są teraz dużo niższe od tych, które zapisano przed laty w umowie zawartej przez Andrzeja Urbańskiego. Ale żeby nie było wątpliwości – decyzję prezesa Urbańskiego, który zadecydował o powrocie Tomasza Lisa do TVP, w pełni popieram.

Ma pan po dwóch latach urzędowania pomysł na to, aby TVP stanęła jeszcze na nogi?

- Bez finansowania publicznego TVP na nogi nie stanie. Mogłaby zrobić to sama, ale musiałaby się zmienić w telewizję komercyjną, a tym nie jestem zainteresowany.

Chcę uniwersalnej telewizji publicznej, takiej jak w całej Europie, w której też jest miejsce na rozrywkę i serial. Ale nawet seriale nie zawsze mogą się finansować z reklam. To widać po funkcjonowaniu TVN i Polsatu, które inwestują w produkcję, jakiej stacja publiczna nie może akceptować. Chodzi o tzw. docu-scripty, czyli paradokumenty, które są produkowane przy udziale amatorów. One są technicznie bardzo prymitywne. Nie zawsze jestem zadowolony z poziomu naszych programów, ale pewnych granic nie przekraczamy.

Spełniamy też liczne obowiązki – publicystyka, Teatr TV czy filmy dokumentalne. Są też transmisje mszy świętej w każdą niedzielę. Tego nie zapewni żadna stacja komercyjna, a jest to ważne dla blisko miliona obywateli, często ludzi starszych, unieruchomionych w domu.

Kilka lat temu mówił pan o piosenkarce Dodzie występującej w show TVP, że “szkodzi wizerunkowi stacji”?

- Podtrzymuję.

Teraz TVP rozpoczyna kolejną edycję show “Voice of Poland”, gdzie też mamy sporo tzw. bytów celebryckich.

- Kompletne nieporozumienie. Trenerzy w “Voice of Poland” to artyści, którzy trafili tam z racji swych kompetencji. To kwestia standardów. Zaproszenie Dody jako jurorki do show o tańcu na lodzie i jej słynne wulgarne dialogi z innymi jurorami przekraczało granice, których nadawca publiczny, odpowiadający m.in. za kształtowanie wzorców, przekraczać nie powinien. Do tej pory słyszę pretensje o “tańce na lodzie”, choć nie miałem z tym programem nic wspólnego.

Czyli są celebryci lepsi i gorsi.

- Nie wszyscy pasują do TVP. Ale już nie chcę mówić o tej nieszczęsnej Dodzie.

Mam przy sobie program TVP. Proszę pokazać, gdzie pan np. przykład widzi misję w poniedziałkowym wieczornym paśmie Dwójki (program z 11 lutego).

- Od razu mówię: jest wszędzie.

Proszę?

- Dwa seriale “Barwy szczęścia” i “M jak miłość”. Jest też relacja z imprezy “Viva Najpiękniejsi”. To akurat jednorazowa impreza, może nie jest to jakieś szczególne nasze zadanie, ale nie mam powodu tej gali się wstydzić.

Zwracam uwagę, że “M jak miłość” to serial bardzo dobrej jakości, profesjonalnie zagrany i sfilmowany. Chce go oglądać co tydzień kilka milionów osób, 40 proc. widzów wszystkich telewizji. My przyzwyczailiśmy ich do pewnego standardu. Pokazujemy seriale popularne i rozrywkowe, ale mające sensowne przesłanie.

Jak pan wytłumaczy widzom to, że z jednej strony mówi o stracie TVP, a z drugiej chce inwestować w kilka kanałów tematycznych.

- Robimy to także właśnie dlatego, żeby mieć gdzie zarabiać. Dziś już często połowa osób oglądających telewizję to widzowie kanałów tematycznych. Musimy być tam obecni.

Kanały tematyczne są różne i różne mamy wobec nich oczekiwania. Często na jednym oddechu ktoś mówi, że TVP ma nie mieć projektów deficytowych, ale ma być w pełni i wzorcowo misyjna. Tak się nie da. TVP Kultura zawsze będzie kanałem nierentownym w sensie ekonomicznym, ale w sensie społecznym bardzo zyskownym. A kanał TVP Rozrywka, który wystartuje za kilka tygodni, wkrótce przyniesie dochody.

Od lat o TVP mówi się jako o molochu z przerostem zatrudnienia, który najlepiej zaorać. Pana obecność nic tu nie zmieniła. Praktycznie każdy komentarz reżysera czy producenta krytykującego TVP podoba się opinii publicznej.

- Jak ludziom się powie, że wszyscy posłowie to idioci, to przecież też klaszczą. Ale kiedy emitujemy “M jak Miłość”, 4,5 miliona widzów siada i patrzy. I też klaszcze.

Zdarza mi się czytać w internecie, że nikt TVP już nie ogląda. A z badań wynika, że średnio programy TVP przynajmniej przez kilka minut ogląda 25 milionów ludzi! Nie zgadzam się z tym, że TVP to moloch. To instytucja zatrudniająca dziś dwa razy mniej pracowników niż sześć lat temu. Kilkakrotnie mniej niż media publiczne w Niemczech, we Francji czy w Wielkiej Brytanii.

Tylko w ciągu dwóch lat mojej obecności obniżyliśmy roczne koszty o blisko pół miliarda złotych. Proszę pokazać inną spółkę skarbu państwa z takimi wynikami.

Prosta statystyka: biorąc pod uwagę przychód na jednego pracownika przegrywacie z TVN i Polsatem.

- Statystyka czasem fałszuje rzeczywistość. Telewizja jest nie tylko nadawcą, ale także wielkim producentem. To wielka wartość. Sami produkujemy nie tylko wiele programów, ale też seriale takie jak np. “Rodzinka.pl”. Gdybyśmy sami nie zajmowali się produkcją, to wystarczyłoby dwóch pracowników, żeby je kupić na rynku.

Ale jeśli mamy sto osób, które pracują przy produkcjach, operatorów, oświetleniowców, także techników, to efektywność na jednego zatrudnionego jest rzeczywiście dużo mniejsza.

Poza tym TVP powinna mieć pewną rezerwę pracowników na czas szczególnych wydarzeń.

Skoro trudno oszczędzać na ludziach, to może lepiej na nieruchomościach?

- Przygotowaliśmy do sprzedaży nieruchomości, jeszcze z czasów Radiokomitetu, warte blisko 350 mln zł. To budynki, mieszkania, działka nad Zalewem Zegrzyńskim. Ale dziś na rynku nieruchomości też jest kryzys, więc trudno o nabywców, zwłaszcza że obowiązują nas bardzo rygorystyczne procedury. Ale staramy się tego balastu pozbywać.

A gdyby to od pana zależało, zdecydowałby się pan na budowę tej siedziby? Kosztowała prawie 190 mln zł.

- Jak na współczesne potrzeby telewizyjne jest ona zdecydowanie niefunkcjonalna.

M.in. w “Rzeczpospolitej” pojawiły się informacje, że za ubiegłoroczną stratę może pan zapłacić stanowiskiem.

- Nic o tym nie wiem. Media już kilka razy zapowiadały moje odejście, nawet wskazywały następcę, i jakoś się te plotki nie sprawdzały. Tym razem będzie tak samo.

Niedługo pojawi się nowy rynkowy gracz telewizyjny – konserwatywna TV Republika. Ma szanse na sukces w tych trudnych czasach?

- Będzie trudno, ale życzę im jak najlepiej. Uważam, że większy pluralizm na rynku informacji będzie tylko zyskiem dla wszystkich.

Pan nie myślał o zatrudnieniu w TVP któregoś z tzw. autorów niepokornych?

- Nie zamykamy drzwi przed nikim. Ale chcę, żeby w telewizji byli ludzie rzetelni, a nie “niepokorni”.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,13460788,Misja_w_TVP__Prezes_Braun___Barwy_szczescia____M_jak.html?bo=1#ixzz2M7DElv00

26-02-2013, 19:51

Wydawca “Wprost” i “Do Rzeczy” walczy z telewizją o. Rydzyka o miejsce na multipleksie  »

Gazeta Wyborcza
Sebastian Kucharski
26-02-2013

Jedna ze spółek Platformy Mediowej Point Group stara się o koncesję na nadawanie programu telewizyjnego o charakterze społeczno-religijnym. Wniosek o to samo miejsce w konkursie złożyła w poniedziałek Fundacja Lux Veritatis, nadawca TV Trwam.

TV Trwam nie dostała miejsca na multipleksie w pierwszym konkursie. W drugim KRRiT ogłosiła, że jedno z czterech miejsc przeznaczy już konkretnie na kanał religijny. Konkurs rozpoczął się pod koniec grudnia, a oferty w nim można było składać do poniedziałku. Przez ten czas przedstawiciele TV Trwam oraz posłowie PiS niepokoili się, że może wygrać podmiot inny niż TV Trwam (padały nazwy: Religia.tv i Boska.tv).

Doszło nawet do tego, że z jednego z posiedzeń sejmowej komisji przedstawiciele KRRiT wyszli z powodu “lobbowania” przez prawicowych posłów na rzecz stacji o. Rydzyka. Z kolei zwolennicy TV Trwam grozili członkom Krajowej Rady śmiercią, gdyby ta stacja nie otrzymała miejsca na multipleksie. W jednym z listów wysłano nawet kawałek sznura i hasło “Śmierć wrogom ojczyzny”. Wcześniej w kraju organizowano manifestacje “w obronie TV Trwam”.

Teraz KRRiT poinformowała, że do konkursu (na miejsca dla czterech kanałów) wpłynęło 12 ofert. Dwie z nich dotyczą częstotliwości dla kanału społeczno-religijnego. Jedną złożyła Lux Veritatis, a drugą Media Works – spółka zależna Point Group (wydawcy tygodnika “Wprost”, a od niedawna również “Do Rzeczy”).

“W przypadku uzyskania przez Media Works koncesji, rozpoczęcie rozpowszechniania programów będzie mogło nastąpić po uzyskaniu rezerwacji częstotliwości wydanej przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, nie później jednak niż w dniu 28 kwietnia 2014 roku” – napisała w komunikacie spółka Point Group. Wcześniej Media Works podpisała ze spółką Astro list intencyjny o współpracy przy uruchomieniu i rozpowszechnianiu dwóch programów telewizyjnych (ten drugi to kanał edukacyjno-poznawczy).

Anna Pawłowska-Pojawa, PR manager Point Group, nie chce komentować informacji o staranie się o koncesję dla kanału religijnego. – Wszystko, co mieliśmy do powiedzenia, pojawiło się w komunikacie – mówi jedynie.

Konkurs na miejsca na multipleksie ma być rozstrzygnięty w ciągu kilku miesięcy. KRRiT czeka jeszcze na oferty, które mogą zostać dostarczone pocztą.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,13467949,Wydawca__Wprost__i__Do_Rzeczy__walczy_z_telewizja.html

25-02-2013, 17:48

Podręcznik praktycznego pisania reportażu  »

Press
(R)
25-02-2013

Igor Borkowski napisał podręcznik praktycznego pisania reportażu – wykorzystując swoje własne reportaże publikowane w “Wieczorze Wrocławia”.

"Ostatnie lato Pilc"

Autor, który ucząc studentów dziennikarstwa, nie raz oceniał teksty innych, postanowił sam poddać się ocenie czytelników, jednocześnie wyjaśniając, jak budował swoje teksty i jakie techniki stosował. Jego książka zawiera reportaże, jakie wciąż mają szansę istnieć w polskiej prasie: skromniejsze niż te znane z “Dużego Formatu Gazety Wyborczej” czy “Polityki”, będące efektem zwykłej, praktycznej pracy dziennikarskiej uprawianej na miarę czasu i środków. Ale że autor stosował w nich te same techniki reporterskie, sposoby pozyskiwania informacji, zabiegi konstrukcyjne czy chwyty stylistyczne, które są podstawą w reportażu, jego podręcznik przyda się każdemu dziennikarzowi chcącemu pisać lepiej i coraz ciekawiej. O przyszłych reportażystach nie wspominając.

 

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/41039,Podrecznik-praktycznego-pisania-reportazu

24-02-2013, 20:04

Mali dziennikarze odebrali nagrody. Wręczał je im Maciej Musiał z serialu Rodzinka.pl  »

Dziennik Zachodni
Ł
24-02-2013

Znamy już zwycięzców konkursu Mali dziennikarze, projektu edukacyjno-rozrywkowego Silesii City Center. Poznaliśmy ich w niedzielę w SCC na finałowym spotkaniu, prowadzonym przez Macieja Musiała, młodego aktora z Rodzinki.pl. Za najlepsze reportaże jurorzy, organizatorzy i internauci uznali dzieła Lidii Stachurskiej (o sushi) i Laury Heisig (jak być piękną).

"Mali dziennikarze"

Najpierw był wielki casting. Po raz pierwszy w życiu stanęli przed kamerami i jury i opowiadając o sobie, wcielając się w role prezenterów pogody musieli pokonać ponad pięćdziesięcioro swoich rówieśników. Potem przyszła ciężka praca. Tak samo jak dorośli dziennikarze, musieli zrealizować reportaż telewizyjny. Jak to wyglądało?
Najkrócej scharakteryzowała to jedna z finalistek, Kinga Olejniczak: – Trzeba się było trochę popisać,wchodzić do sklepów, rozmawiać z ludźmi, przeprowadzać sondy.

Kiedy już reportaże były gotowe, pojawiły się w internecie, a internauci zaczęli głosować na według nich najlepszy.

W tym samym czasie nad wyborem zastanawiało się też jury pod przewodnictwem Bartka Jędrzejaka z TVN (w jury była też przedstawicielka naszej redakcji Anna Ładuniuk). Potem było poznawanie dziennikarskiej kuchni w śląskich redakcjach: radiowych, TVS Silesia oraz oczywiście Dzienniku Zachodnim. No i na koniec, w niedzielę przyszedł dzień wielkiego finału , ogłoszenia zwycięzców i rozdania nagród.

Wczoraj w Silesia City Center konkurs Mali dziennikarze się zakończył. W finałowych zmaganiach brało udział siedmioro dzieci w wieku od 7 do 10 lat. To Laura Heisig, Marta Klos, Martyna Fornalczyk, Karol Ruszkiewicz, Mikołaj Jędraski, Lidia Stachurska i Kinga Olejniczak. – Nieważne czy dostanę nagrodę. Ale na pewno to były moje najlepsze ferie w życiu – zdradził nam tuż przed ogłoszeniem wyników Mikołaj Jędraski, który przygotowywał reportaż “Mieć mięśnie jak mięśniak”.

Gospodarzem wczorajszej uroczystości był Maciej Musiał, zaledwie kilka lat starszy od finalistów, ale już doświadczony w kontakcie z kamerą. Znamy go z ekranu telewizyjnego – jest jednym z aktorów serialu Rodzinka.pl, Hotel 52, a od niedawna także z programu “The Voice of Poland” w TVP2.

Bezapelacyjną zwyciężczynią została i dwie główne nagrody (nagrodę Silesii oraz śląskich mediów) odebrała Lidia Stachurska, autorka reportażu o sushi. Otrzymała MacBook Air, oraz Xbox kinect oraz… dwa rowery górskie marki KROSS z limitowanej serii “Warto być dobrym”, ufundowane przez Stowarzyszenie “Przyjazna Szkoła”. Zwyciężczyni wybrana przez internautów, czyli Laura Heisig, wyjechała wczoraj z SCC z iPadem Mini oraz także rowerem górskim.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/769083,mali-dziennikarze-odebrali-nagrody-wreczal-je-im-maciej,id,t.html

22-02-2013, 16:06

Durczok, Czyż, Wajda – czy wiecie co ich łączy?  »

Dziennik Zachodni
Katarzyna Śleziona
22-02-2013

Radio TOP.FM

Praca w Radiu TOP w Katowicach to był fantastyczny okres w moim życiu. 24-letni facet z grupą zapaleńców – tak zwanych radiotów, ludzi pozytywnie kopniętych, tworzyło radio, gdzie puszczaliśmy muzykę, jaką chcieli słuchacze. Ludzie w naszym regionie czuli, że mają swoje radio. Przez dwa lata pracy w TOP zachorowałem na pracę w radiu i ta choroba trwa do dzisiaj – powiedział nam Kamil Durczok, który 20 lutego 1993 roku został redaktorem naczelnym i dyrektorem Radia TOP, pierwszej komercyjnej stacji radiowej w Katowicach. Program był nadawany na częstotliwości 72,6 FM. Minęło 20 lat od jego powstania.

Dzisiaj w Katowicach odbędzie się spotkanie ludzi z radia TOP. Minęło 20 lat od jego powstania.

- Zupełnie nie pamiętam pierwszego dnia w pracy. Było wiele nerwów i emocji. Jeśli dobrze pamiętam, zaczęliśmy nadawać o godzinie 12 z Markiem Czyżem – dodaje Kamil Durczok, który przez dwa lata szefowania w Radiu TOP prowadził między innymi piątkowy blok w godzinach od 6 do 9 lub sztandarową audycję, nadawaną w godzinach od 19.30 do 20.30, obejmującą podsumowanie polityczno-społecznnych wydarzeń w regionie.

Prof. Dariusz Pawelec

Program ten Durczok prowadził m.in. z Dariuszem Pawelcem, dzisiaj profesorem Uniwersytetu Śląskiego i dyrektorem Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickiej (CINiBA). – Praca w Radiu TOP to była niesamowita przygoda w moim życiu. Prowadziłem chyba najdłuższą audycję radiową w Radiu Top, nieprzerwanie od godziny 18 do 13 następnego dnia. Jeden zmiennik miał pojawić się o północy, ale się nie zjawił. Następny też nie przyszedł o godzinie 5 rano, bo się rozchorował i ta sama sytuacja powtórzyła się jeszcze o godzinie 9. Wyszło, że pracowałem non stop przez 19 godzin aż do 13. Znużenie było ogromne, ale radziłem sobie. Nie mogłem budzić się kawą, bo nie było nikogo, kto mógłby mi ją podawać. Ratowałem się, wchodząc na antenę i rozmawiając ze słuchaczami albo wyszukując ciekawych kawałków muzycznych – mówi nam Dariusz Pawelec, dyrektor programowy, związany z radiem TOP od lutego 1993 do lutego 1995 roku. Do Radia TOP przeszedł z radia studenckiego Rezonans w Sosnowcu. Pawelec był wtedy młodym doktorem nauk humanistycznych i literatury. Jego “działką” w radiu TOP było prowadzenie m.in. rozmów o literaturze, kulturze i muzyce w czwartki o godzinie 20. – Ciekawie o oświeceniu mówił wówczas np. Janusz Ryba, a o muzyce poważnej Edward Kłosiński – dodaje Dariusz Pawelec. Wspomina, że redaktor naczelny Kamil Durczok był “dynamicznym i młodym groźnym szefem”.

Nie brakowało wielkich sukcesów i wpadek w radiu TOP. – Kiedyś przyjechałem na audycję do radia na godzinę 6. Była cisza, a przecież radio nie lubi ciszy. Nie mogłem wejść do radia, bo kolega… zasnął. Pół godziny nadawaliśmy bez sygnału. Na szczęście słuchacze wybaczyli nam wpadkę – wspomina Dariusz Pawelec. – Wpadki w radiu na pewno się zdarzały, choć staram się je wypierać z pamięci. Byliśmy chyba pierwszym radiem, które prowadziło poranne rozmowy z politykami.

Marek Czyż

Udało nam się nawet zaprosić do studia profesora Lecha Falandysza, który był wówczas szefem Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy.Zdarzyło się, że nasze rozmowy z politykami nagrywała telewizja Katowice. Pracownicy telewizji instalowali kamery w naszym studiu i nagrywali rozmowę z gościem. Tak rozpoczął się mój flirt z telewizją – mówi Kamil Durczok.

Radio TOP wykreowało też prawdziwe gwiazdy m.in.: Marka Czyża – dziś pracuje w TVP Info, Bartosza Dąbrowskiego – obecnie w Radiu TOK FM, czy Rafała Olejniczaka – dziś w Radiu ZET. – Kiedyś ogłosiliśmy nawet nabór na nowych dziennikarzy. Z grupy ponad 150 osób wybraliśmy trzy. Na schodach ustawiały się kolejki kandydatów, którzy chcieli u nas pracować. Cieszyliśmy się dużą popularnością, byliśmy marką – mówi Dariusz Pawelec. W radiu pracowali też inni znani prezenterzy i dziennikarze jak np.: Jerzy Zawartka (Dyrektor), Adam Wajda, Agnieszka Świdzińska i inni.

- Razem z Radiem Flash byliśmy liderem w naszym regionie. Ludzie chcieli nas słuchać – dodaje Kamil Durczok. – Wypromowaliśmy też np. Tomasza Żółtko i jego przebój “Kochaj i dotykaj mnie”, który artysta zagrał u nas w radiu live. Śpiewał na żywo przy akompaniamencie instrumentów akustycznych. To był hit absolutny. Mieliśmy mnóstwo telefonów w związku z tym występem, bo ludzie uwielbiali ten przebój – mówi Kamil Durczok, który wówczas w każdej wolnej chwili słuchał radia TOP. – Radia słuchałem na okrągło. Nawet, gdy budziłem się w nocy i nie potrafiłem spać, to na chwilę włączałem radio. Cieszyło nas wtedy także to, że graliśmy mocną muzykę w programie “Złomowisko”. Puszczaliśmy wtedy takie legendy, jak np.: Guns N’ Roses, Metallicę, czy AC/DC. Na okrągło leciało też “Statki na niebie” grupy De Mono – wspomina Kamil Durczok. – Gdy w niedzielne popołudnie przejeżdżało się przez ogródki działkowe na Śląsku to można było też zaobserwować, że ludzie słuchali naszego “Gościńca Śląskiego”, programu biesiadnego. Był tak popularny jak dzisiaj programy biesiadne w Telewizji Silesia – dodaje Kamil Durczok.

Inne sztandarowe programy radia TOP to były m.in.: “Mikstura” -tzw. sety dj-skie, “Hot Byte” – o komputerach, “Dźwięki Życia” – o muzyce elektronicznej, czy “Popcorner” – hity z dyskotek. Specyfiką radia były również serwisy miejskie czy informacje o dyżurach aptek i szpitali.

Kamil Durczok

Skąd wzięły się pieniądze na powstanie radia TOP? – Kapitał wyłożył właściciel radia, Regionalne Przedsiębiorstwo Związkowe – mówi Dariusz Pawelec. – Gdy w tamtych latach pojawiła się Solidarność, zakiełkowała myśl, aby dać ludziom też radio obywatelskie. To była odpowiedź na monopol Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Było przyzwolenie, zaczęło się projektowanie radia, ramówki – mówi Kamil Durczok.

Przez pierwszy rok radio działało nawet bez koncesji.

W pierwszym procesie koncesyjnym, a dokładniej 19 sierpnia 1994 roku, rozgłośnia otrzymała koncesyjne częstotliwości 69,38 i 94,5 FM. Anteny nadawcze pierwotnie znajdowały się w dzielnicy Katowic Koszutce, na budynku dawnego BUDROLU przy ul. Jesionowej 9, a później przeniesiono je na Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Katowice Kosztowy w Mysłowicach.

Redakcja Radia TOP znajdowała się przy ul. Jesionowej 9a w Katowicach, a potem w biurowcu NSZZ Solidarność na al. Korfantego 2. Po przejęciu stacji przez Agorę, redakcja przeniosła się do biurowca Gazety Wyborczej przy ul. Towarowej w Tychach.

W 2000 roku Radio Top zostało sprzedane spółce 4Media, właścicielowi kilku gazet regionalnych w Polsce. Po roku przeszło w ręce Regionalnego Związku Zawodowego Solidarność, pierwszego właściciela. Rok później część udziałów rozgłośni przejął wydawca Gazety Wyborczej Agora SA. W 2003 r. Radio Top zmieniło nazwę na Blue 94,5 FM. Z kolei od 7 października działa jako Roxy 94,5 FM.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/767911,durczok-czyz-wajda-czy-wiecie-co-ich-laczy,id,t.html