Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

12-04-2013, 16:08

Hajdarowicz nie chce płacić za pomoc prawną dla swoich byłych dziennikarzy  »

Press
(MW)
12-04-2013

Grzegorz Hajdarowicz, prezes Gremi Media, pozbawił ochrony prawnej Tomasza Wróblewskiego, byłego redaktora naczelnego “Rzeczpospolitej”, Cezarego Gmyza, byłego dziennikarza tego dziennika oraz Pawła Lisickiego, byłego naczelnego “Rzeczpospolitej” i tygodnika “Uważam Rze”.

W procesach wytoczonych w czasie, gdy pracowali oni w Presspublice (obecnie Gremi Media), sami będą musieli zapewnić sobie pomoc prawną. O decyzji Grzegorza Hajdarowicza poinformował dziennikarzy reprezentujący Gremi Media w procesach sądowych mecenas Jacek Kondracki.

Wróblewski, Gmyz i Lisicki zostali zwolnieni z wydawnictwa jesienią ub.r. – Wydawcy i byli naczelni zawsze byli solidarni, gdy chodziło o ochronę dobrego imienia tytułów. Trudno mi sobie inaczej wytłumaczyć decyzję Hajdarowicza, jak tylko chęcią zemsty – mówi Lisicki.

Przeciwko Wróblewskiemu, Lisickiemu i Gmyzowi toczą się procesy rozpoczęte, gdy pracowali w Presspublice. Wróblewski ma wytoczony jeden proces (nie chce ujawnić, czego dotyczy), a Lisicki i Gmyz mają ich po kilka. 

Konflikt między byłymi dziennikarzami tytułów należących do Gremi Media a Grzegorzem Hajdarowiczem trwa od jesieni. Paweł Lisicki wytoczył w sądzie pracy proces Hajdarowiczowi o bezprawne dyscyplinarne zwolnienie z funkcji redaktora naczelnego “Uważam Rze”. Z prezesem Gremi Media procesuje się też na drodze cywilnej Tomasz Wróblewski, zarzucając mu zniesławienie. Hajdarowicz nazwał Wróblewskiego w programie TVP 1 człowiekiem bez honoru i miał sugerować, że Wróblewski współpracuje z rosyjskimi służbami specjalnymi. – To przejaw małości Grzegorza Hajdarowicza. W umowach o pracę zawieranych z dziennikarzami Presspubliki były zawsze zapisy gwarantujące pomoc prawną. Jeśli będę musiał wynająć prawnika, obciążę kosztami Gremi Media – zapowiada Wróblewski. 

Z tej możliwości nie będzie mógł skorzystać Cezary Gmyz, który w Presspublice nie miał etatu. – Końca dobiega proces, który wytoczył mi były szef ABW Krzysztof Bondaryk. Hajdarowicz chce na złość babci odmrozić sobie uszy, bo w większości procesów, choć akurat nie w tym, pozwany jestem nie tylko ja, ale i Presspublica. Jedziemy więc z Hajdarowiczem na tym samym wózku – uważa Gmyz. 

Hanna Wawrowska, pełnomocnik zarządu ds. korporacyjnych Gremi Media, nie udzieliła nam komentarza w tej sprawie.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/41483,Hajdarowicz-nie-chce-placic-za-pomoc-prawna-dla -swoich-bylych-dziennikarzy

12-04-2013, 07:26

5. urodziny telewizji TVS. Dzień otwarty 14 kwietnia  »

Dziennik Zachodni
Katarzyna Pachelska
12-04-2013

5. urodziny Telewizji Silesia

Telewizja Silesia rozpoczęła nadawanie 29 marca 2008 roku o godz. 10.00. Jednak uroczyste obchody piątych urodzin odbędą się w niedzielę 14 kwietnia. Będzie można zwiedzić siedzibę stacji, spotkać się z ulubionymi dziennikarzami i prezenterami, posłuchać występów gwiazd śląskiej muzyki biesiadnej, a nawet coś zjeść.

Prezentacja najnowszej ramówki, koncerty gwiazd i pokaz dachowania autem – to tylko niektóre z atrakcji, jakie czekają na gości przyjęcia urodzinowego Telewizji TVS. Impreza odbędzie się w niedzielę 14 kwietnia przed siedzibą stacji (pl. Grunwaldzki w Katowicach). Rozpocznie się o godz. 10.00.

Stacja otworzy podwoje dla widzów, co zresztą jest już tradycją w przypadku urodzin TVS. Będziemy mogli przyjrzeć się pracy telewizji “od kuchni”, spróbować sił jako prezenterzy pogody czy porozmawiać na żywo z ulubionym prowadzącymi.

Telewizja nie zapomniała również o najmłodszych widzach – wśród atrakcji przewidzianych dla dzieci są konkursy z nagrodami, malowanie wraków samochodów wyścigowych oraz koncert zespołu Śląskie Bajtle. O swoim nowym programie pt. “Zawodowi rodzice” opowie Patrycja Tomaszczyk-Kindla.

Dorośli wraków malować nie będą, ale aby zaspokoić i ich apetyty na mocne wrażenia, przed siedzibą TVS pojawi się symulator dachowania. Będzie można wsiąść do niego i na własnej skórze przekonać się, jak groźny może być wypadek samochodowy. Obecność tych atrakcji związana jest z nowym programem edukacyjnym na antenie TVS pt. “Wypunktowani”.

Jeśli po tych wrażeniach jeszcze ktoś pozostanie głodny, to szef kuchni Wiesław Ambros, specjalizujący się m.in. w daniach kuchni śląskiej, nakarmi nas śląskim jadłem. Towarzyszył mu będzie góral z krwi i kości, Piotr Jezutek, który opowie jakie zakątki Śląska odwiedzi w kolejnych odcinkach “Śląskiego od kuchni”.

Podczas Dnia Otwartego odbędą się także pokazy taneczne, pokazy profesjonalnego makijażu, zagrają również: Mariusz Kalaga, Iroxana, Kola&Jula, Jacek Silski, Kamila i Volare.

Wstęp na imprezę jest wolny.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/803519,5-urodziny-telewizji-tvs-dzien-otwarty-14-kwietnia-atrakcje,id,t.html

11-04-2013, 19:16

Trzy furie prawicy  »

Polityka
Grzegorz Rzeczkowski
11-04-2013

Gargas, Lichocka, Stankiewicz – prawicowe misjonarki

Anita Gargas, Joanna Lichocka i Ewa Stankiewicz to najbardziej gorliwe głosicielki wiary smoleńskiej. Ich filmy weszły do jej kanonu, a one same zdobyły status niemal świętych męczennic.

Trzy czołowe dziennikarki prawicy, Anita Gargas, Joanna Lichocka i Ewa Stankiewicz, jakby się podzieliły zadaniami. Uświęcona mianem polskiej Joanny d’Arc Stankiewicz dba o uciskany przez władzę “lud smoleński”, Lichocka niestrudzenie wieszczy koniec Tuska i Platformy, demaskując przy okazji „przemysł przykrywkowy”, czyli “wspierające władzę media”, Gargas zaś obsługuje samą katastrofę smoleńską.

Oto próbki ich publicystycznych umiejętności z ostatnich tygodni. “Musi być naprawdę źle, skoro mimo nieustającego lansu premiera i jego ministrów w koncesjonowanych mediach elektronicznych sondaże pokazują dramatycznie niskie poparcie dla rządzących. Może stąd – z wiedzy o kruchości układu rządzącego i potężnej dezaprobacie, z jaką spotyka się on od dłuższego już czasu – wynika drastyczność metod używanych przez polityków PO? Może hamulce puszczają nie dlatego, że władza jest tak pewna swojej siły i przewagi, ale właśnie dlatego, że jest potężnie przestraszona (…). Premier i jego otoczenie na serio obawiają się Marty Kaczyńskiej, naprawdę doceniają pamięć Lecha Kaczyńskiego i mit zmarłego prezydenta. Dobrze wiedzą – lepiej niż my wszyscy – że pewnego dnia to wszystko, co przez lata rządów uczynił Tusk, i to, czego nie zrobił, może go zmieść nie tylko z fotela premiera, ale w ogóle ze sceny politycznej. To strach każe platformersom sięgać po przemoc” – pisała Lichocka w “Gazecie Polskiej” na początku lutego.

Joanna Lichocka, Anita Gargas i Ewa Stankiewicz

“Jesteśmy w bardzo groźnej sytuacji. To znaczy mamy do czynienia nie z nieudolnymi rządami jakiejś grupy, która po prostu kopie sobie w piłkę i nie chce jej się przypilnować jednych czy drugich interesów. Mamy do czynienia z rozbiorem Polski: gospodarczym, politycznym, praktycznie we wszystkich dziedzinach. Mamy do czynienia również ze zbrodniarzami. Bo to nie są tylko nieudacznicy, ale zbrodniarze. Mamy kolejną śmierć osoby publicznej w Polsce, eksperta lotniczego Krzysztofa Zalewskiego [przedstawianego w GP jako eksperta badającego katastrofą smoleńską – red.], mamy całą serię zgonów” – to fragment wypowiedzi Stankiewicz z programu “Rozmowa Niezależna” umieszczonego pod koniec grudnia na stronie “Gazety Polskiej”.

Wreszcie Gargas, która w niedawnym wywiadzie dla “Polski” twierdząc, że 10 kwietnia 2010 r. na pokładzie Tupolewa “wybuchy miały miejsce” zasugerowała, że katastrofa smoleńska była w istocie robotą Kremla. “Znane są w najnowszej historii przypadki, kiedy Kreml zwyczajnie likwidował przeciwników politycznych. O tych zbrodniczych metodach załatwiania porachunków politycznych nie powinniśmy zapominać. Podobnie jak powinniśmy pamiętać, że wywiad rosyjski zawsze bardzo aktywnie działał i jest skuteczny do dziś. Moskwa nie akceptuje sprzeciwu”.

Swoją ostatnią krucjatę Anita Gargas rozpoczęła na początku roku w sali kina Wisła na warszawskim Żoliborzu (kilkaset metrów dalej stoi rodzinny dom Kaczyńskich). – Wydrzemy prawdę o katastrofie niezależnie od tego, iloma warstwami kłamstwa będzie skrywana. To mogę państwu obiecać – mówiła do wypełnionej po brzegi sali podczas premierowej projekcji “Anatomii upadku”, swego najnowszego filmu o przyczynach katastrofy smoleńskiej. Przetłumaczony na kilka języków, reklamowany jako ten, który “rozbija w pył oficjalną wersję przebiegu katastrofy”, miał być głównym egzorcyzmem przeciwko ostatniemu przejawowi tego “kłamstwa”, czyli filmowi National Geographic Channel “Śmierć prezydenta”. W oczach wyznawców egzorcyzmem zapewne skutecznym, w końcu “Anatomię” pokazaną w pierwszym programie TVP obejrzało 3,1 miliona widzów, o ponad 200 tys. więcej niż rekonstrukcję National Geographic, co zresztą skwapliwie odnotowały prawicowe media.

Sukces filmu Gargas w publicznej telewizji zapewne wyniesie go do rangi kolejnej części smoleńskiej ewangelii filmowej po “Solidarnych 2010” i “Mgle”. Ją samą ustawi na równi z autorkami tych filmów: Ewą Stankiewicz i Joanną Lichocką, która w przeddzień trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej pokazała swój najnowszy dokument o Lechu Kaczyńskim pt. “Prezydent”.

Wszystkie one mają w sobie specyficzną żarliwość i emocję raczej niespotykaną w “męskiej”, prawicowej publicystyce. Jakby tu chodziło o coś więcej, a podział na dobro i zło, światło i ciemność, był jeszcze bardziej wyrazisty.

Formacja

Znajomi mówią, że nie były zwyczajne. Każda podobno miała w sobie to coś, co wyróżnia z tłumu i pcha do przodu. Gargas, najstarsza z nich (rocznik 1964), z racji wcześniejszego urodzenia jako jedyna miała okazję wykazać się w solidarnościowym podziemiu. W latach 80. jako studentka matematyki na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach należała do Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Solidarności Walczącej.

Znajomi z tamtych czasów pamiętają, że wyróżniał ją ostry antykomunizm. Kiedyś, już w wolnej Polsce, miała powiedzieć, że komunistów nienawidzi i zawsze będzie ich ścigać. – Znamy się prawie 35 lat i od kiedy pamiętam, Anita była typem zdecydowanie walczącym. Była radykalna i jednoznaczna. Taki ma charakter. Gdy ją odwiedzałam, zastanawiałam się czasem, skąd w niej tyle tego charakteru – wspomina Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka PO, koleżanka Gargas jeszcze z czasów nauki w katowickim liceum im. Marcelego Nowotki (razem też studiowały matematykę i pracowały w “Tygodniku Solidarność”, gdzie Gargas na początku lat 90. stawiała pierwsze kroki w poważnym dziennikarstwie). – Z powodu tego radykalizmu czułam się przy niej czasem jak ciocia, bo choć jestem dwa razy mniejsza, to często próbowałam tonować jej zapędy. Spokojniej Anita, mówiłam.

Już w liceum Gargas potrafiła pójść ostrym kursem. Na jeden z pochodów pierwszomajowych przyszła z ustami wymalowanymi wściekle czerwoną szminką, z imponującym afro na głowie. W tamtych czasach wymagało to odwagi, bo nie mogło zostać odebrane inaczej jak prowokacja.

W przypadku młodszej o trzy lata Stankiewicz to coś jak wspominają znajomi w pełni ujawniło się na studiach w łódzkiej filmówce. Miała wtedy za sobą ukończoną polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim, doświadczenie z reportażem w Radiu Wrocław i roczny epizod jako stewardesa w amerykańskich liniach Delta. – Niezwykle dynamiczna, lubiła przewodzić grupie. W szkole filmowej panuje pięknoduchostwo, a ona potrafiła rozmawiać w bezkompromisowy sposób, mocno angażowała się w otaczającą rzeczywistość. A do tego miała talent do reżyserii – wspomina prof. Mariusz Grzegorzek, jej wykładowca ze szkoły filmowej. Pamięta, że potrafiła pójść do dziekana i rzucić mu w twarz, że zajęcia są beznadziejne, nie pamięta za to, by kiedykolwiek ujawniała swoje poglądy polityczne.

Kolega z tego samego roku studiów: – Była typem zbawcy świata. Gdy się w coś angażowała, robiła to wręcz fanatycznie. Koleżanka: – Zawsze była w niej pewna histeryczność, ale głównie dobijanie się o sprawiedliwość dla biednych ludzi, których pokazywała w studenckich etiudach. Jak robiła film, w tych swoich emocjach, wszystko było podporządkowane idei. Tej wiary i szczerości bardzo jej zazdrościłam.

Gdy Stankiewicz studiowała reżyserię, Joanna Lichocka (rocznik 1969) była od dawna znaną dziennikarką, po stażu m.in. w “Tygodniku Solidarność”, gdzie poznała Anitę Gargas. Nazywała się wówczas Bichniewicz (po ówczesnym mężu) i pracowała w Polsacie. Ówczesny szef informacji i publicystyki Bogusław Chrabota zapamiętał ją jako osobę o dużym politycznym temperamencie. – Była szczerą antykomunistką. To było widoczne. Ale przy tym miała dobry warsztat, mocno angażowała się w pracę. Z mnóstwem pomysłów, zawsze chętna do komentowania wydarzeń politycznych. Taki żywy umysł – opowiada Chrabota.

Na studiach [Lichocka skończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim – red.] bardzo rozrywkowa, chodziłyśmy na wiele imprez, które wtedy odbywały się głównie w mieszkaniach. Fajna do babskich rozmów. O ciuchach, o facetach, o związkach. Miała do tego dystans – wspomina dawna koleżanka. – Gdy ją spotkałam po Smoleńsku, zdziwiła mnie jej żarliwość. Wcześniej tego w niej nie było – dorzuca. Żarliwość, za którą zapłaciła wysoką cenę, tracąc najbliższe przyjaciółki.

Rozstania z najbliższymi koleżankami nie są też obce Ewie Stankiewicz, która od czasów studiów tworzyła zgrany duet z Anną Jadowską (razem wyreżyserowały nagrodzony na festiwalu w Gdyni offowy “Dotknij mnie”). Dzisiaj Jadowska nie chce rozmawiać o dawnej przyjaciółce.

Podobnie Anna Ferens, z którą Stankiewicz nakręciła swój najgłośniejszy film – “Trzech kumpli”, czyli historię trzech studentów – opozycjonistów z Krakowa: Stanisława Pyjasa, Bronisława Wildsteina i Lesława Maleszki. Choć na film spadł deszcz nagród w kraju i za granicą (m.in. prestiżowa nagroda im. Andrzeja Wojciechowskiego), Stankiewicz jakby dziś się go wstydziła – powstał w końcu na zamówienie i za pieniądze TVN, czyli telewizji “reżimowej”.

Przemiana

Stankiewicz zmieniła się po śmierci rodziców, którzy zmarli w krótkim czasie, gdy kończyła studia filmowe. “Zanim dotknęła ją tragedia rodzinna, była wesołą, zwariowaną, wręcz ekscentryczną dziewczyną. Potem spoważniała” mówił “Przekrojowi” dwa lata temu Andrzej Kuryłowicz, były partner. Dziś jest wręcz uduchowiona, co słychać w jej głosie nawet wtedy, gdy odmawia rozmowy z POLITYKĄ.

W przypadku Lichockiej jej mocny skręt w prawo zaczął się gdzieś w połowie lat 90., po wyjściu za mąż za Michała Bichniewicza, z zawodu inżyniera budownictwa, byłego współpracownika Antoniego Macierewicza jeszcze z czasów jego ministrowania w MSW (1992 r.). Bichniewicz był w zespole, który przygotowywał listy polityków figurujących w archiwach SB jako agenci. Po dojściu PiS do władzy w 2005 r. Bichniewicz znalazł się w składzie komisji weryfikującej kadry Wojskowych Służb Informacyjnych. Dobrze też znał Jarosława Kaczyńskiego – w 1993 r. wydał wywiad rzekę z późniejszym prezesem PiS “Czas na zmiany”. – To on poznał ją z prezesem i to pod jego wpływem Joanna zaczęła radykalizować swoje poglądy. Może imponował jej swoją wiedzą wyniesioną z MSW? – zastanawia się dobra znajoma.

Jako potwierdzenie tej teorii może służyć wydarzenie z tego mniej więcej czasu. Do sztandarowego wówczas polsatowskiego programu publicystycznego “Polityczne graffiti” Lichocka zaprosiła Wojciecha Jaruzelskiego. – I po prostu odbyło się regularne przesłuchanie prokuratorskie. Aśka oskarżała, a nie pytała. To było moralnie uzasadnione, ale nie do pogodzenia ze sztuką dziennikarską. Jej ówczesny szef Boguś Chrabota nie miał innego wyjścia i musiał ją na jakiś czas zawiesić – wspomina dziennikarz Polsatu. Kilka lat później Lichocka sama zdecydowała. Gdy szefem informacji Polsatu został związany z prezydentem Kwaśniewskim Dariusz Szymczycha, w proteście złożyła wypowiedzenie i po siedmiu latach spędzonych w stacji odeszła do dziennika “Życie”.

Podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi 2010 r. powtórzyła manewr podobny do tego, jaki wykonała z Jaruzelskim. W czasie telewizyjnej debaty między Jarosławem Kaczyńskim i Bronisławem Komorowskim jako jedna z trójki prowadzących zadawała pytania, ale tylko te jej były w istocie antyrządowymi przemówieniami, co spotkało się z krytyką Rady Etyki Mediów, która zarzuciła jej stronniczość.

Teczkowo-lustracyjne ukąszenie widać wyraźnie w życiorysie Anity Gargas. Sięga ono do słynnej “Nocy teczek” z czerwca 1992 r., gdy Antoni Macierewicz przekazał najważniejszym osobom w państwie listę z nazwiskami osób figurujących w archiwach SB jako TW. W rocznicę tych wydarzeń Gargas opublikowała ją – objętą tajemnicą państwową – w “Gazecie Polskiej”, którą wówczas kierował Piotr Wierzbicki. Od tej pory, aż do czasów smoleńskich, tropienie esbeckiej agentury stanie się jej pasją, a zarazem obsesją. – Uważała, że każdy, kto się dorobił po 1989 r., musiał mieć związki z komunistycznymi służbami. Pisała teksty o różnych aferach na styku służby biznes, głównie paliwowy. Te teksty były nawet ciekawe, ale podlane ideologicznym sosem. Choć wówczas granic przyzwoitości nie przekraczała – wspomina Michał Matys, reporter “Gazety Wyborczej”, który współpracował z Gargas w TVP.

Lustracyjna gorliwość w pełni ujawni się u Gargas wiele lat później, gdy za rządów PiS będzie redagowała program “Misja specjalna”, w którym zajmowała się głównie ujawnianiem zawartości teczek z archiwów IPN, szczególnie znanych polityków i ludzi biznesu.

Fascynacja

Jak słychać, podobają się mężczyznom. Koleżanka Stankiewicz ze studiów twierdzi, że “Ewa uwodzi mężczyzn zaangażowaniem pomieszanym z egzaltacją”. Pod tym względem – pewnej uduchowionej, gniewnej determinacji – męska część “niepokornych” wyraźnie odstaje od trójki koleżanek.

Ale znajomi Gargas i Lichockiej mówią też o nich: “efektowne dziewczyny”. Bo przyciągały wzrok. – Joannę pamiętam jako uroczą, atrakcyjną kobietę o urodzie nastolatki. Anita była bardziej wyzywająca. Najczęściej w mini, do tego długie blond włosy – wspomina Ewa Matuszewska, na początku lat 90. sekretarz redakcji “Tygodnika Solidarność”.

Choć podziwiane przez mężczyzn, każda z nich miała problemy w relacjach z facetami – Lichocka i Gargas są po rozwodach, Stankiewicz poświęciła życie prywatne na rzecz pracy, w której potrafi się wręcz zatracić niemal do fizycznego wycieńczenia.

Dawni przyjaciele twierdzą, że najważniejszym mężczyzną w jej życiu był ojciec, który kilka lat temu zmarł na raka. Jemu i nieżyjącej matce zadedykowała swój ostatni głośny film w “erze przedsmoleńskiej” – “Tylko mnie nie opuszczaj”. Po ich śmierci założyła fundację “Dobrze, że jesteś”, która pomaga osobom obłożnie chorym i umierającym.

Wszystkie trzy sprawiają wrażenie, jakby osobiste traumy i niespełnienia próbowały zrekompensować sobie w smoleńskim nurcie, w cieniu Jarosława Kaczyńskiego. Znany polityk prawicy: – Fascynacja Jarosławem Kaczyńskim najdalej posunięta jest u Lichockiej, którą wręcz zaczarował. W tej miłości jest nieprzemakalna, skłonna wybaczyć wszystko. Nawet to, że Kaczyński zrezygnował z jej usług przy pisaniu książki, która miała ukazać się przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. I to mimo że Lichocka zaczęła już pracę. Prezes wolał wziąć do tego Stanisława Janeckiego, byłego naczelnego “Wprost”. Były polityk PiS: – Oprócz ideologicznego uniesienia widzę w tym sporo kobiecego odruchu. Skoro prezes jest taki biedny i skrzywdzony, to trzeba się nim zaopiekować i o niego zatroszczyć, wspierać go i ratować. To takie matczyno-opiekuńcze odruchy.

Tym oczarowaniem niektórzy tłumaczą ostre ataki, jakie Lichocka przypuszcza na Donalda Tuska i Platformę w “Gazecie Polskiej” i “Gazecie Polskiej Codziennie”, której jest wicenaczelną. Nieustannie wyraża naiwne zdziwienie, że to nie Kaczyński, mąż stanu, ale miałki Tusk jest premierem, który mimo kryzysów, katastrof i afer trwa na stanowisku, choć powinien być już dawno pogrzebany. – Aśka w tę walkę zaangażowała się całą sobą – twierdzi dawna przyjaciółka, była dziennikarka. Zresztą wszystkie sprawiają wrażenie, jakby na wzór mickiewiczowskiego Konrada cierpiały za miliony.

Podziw dla prezesa nie jest jednak bezwarunkowy. Szczególnie w przypadku Gargas, która nie tak dawno pozwoliła sobie na otwartą krytykę. Naturalnie w imię “prawdy o Smoleńsku”. W ostatnim numerze tygodnika “wSieci”, w rozmowie z braćmi Karnowskimi, czyniąc wyraźną aluzję do Jarosława Kaczyńskiego, stwierdziła, że politycy PiS muszą wyciągnąć wnioski z wyborczych porażek, by “nie popełniać prostych błędów”. Po czym, bez owijania w bawełnę, zarzuciła prezesowi niemal zdradę idei. “Jak można było w kampanii prezydenckiej rezygnować z tematu tragedii smoleńskiej? Przecież do niej doszło w wyniku konkretnych rządów konkretnej partii. A tu, cicho sza, milczymy”. Zagroziła również, że “jeśli PiS się nie obudzi, energia społeczna zostanie przejęta przez takich polityków [jak Roman Giertych – red.], z bardzo złym skutkiem dla państwa”.

Anita ma uraz do Kaczyńskiego. Najpierw nie bronił jej, gdy usuwano ją ze stanowiska szefa publicystyki w TVP 1 po wyemitowaniu filmu Grzegorza Brauna “Towarzysz generał” o Wojciechu Jaruzelskim. PiS, które rządziło wtedy telewizją razem z SLD, po prostu ją poświęciło. Potem, w trakcie kampanii prezydenckiej 2010 r., została zawieszona jej “Misja specjalna”, w której zaczęły się pojawiać tematy smoleńskie, co nie było po myśli PiS – twierdzi ważny redaktor z Woronicza.

Męczeństwo

“Upominam się o normalność i demokrację metodami pokojowymi. Spotykam się z agresją fizyczną i inwektywami ze strony władzy. Domagam się elementarnych standardów, które funkcjonują w krajach demokratycznych. I sam fakt, że jest to nazywane przez niektórych radykalnymi postulatami albo szaleństwem, sytuuje nasze państwo bliżej jakiegoś księstwa Trzeciego Świata rządzonego przez lokalnego, bezkarnego kacyka. Daleko od demokracji” – napisała Ewa Stankiewicz w artykule-manifeście, opublikowanym rok po katastrofie smoleńskiej na łamach “Rzeczpospolitej”. A kacyk ten – nietrudno się domyślić, o kogo chodzi – powinien, jej zdaniem, wraz z całym rządem stanąć przed Trybunałem Stanu.

Do długiej listy zarzutów, stawianych obecnej władzy, dałoby się też dołączyć rzekome szykany, które spadają na niepokornych publicystów z prawej strony, ze Stankiewicz, Gargas i Lichocką na czele. Najbardziej bolesne to odsunięcie od publicznego radia i telewizji, na które mają niesamowite wręcz parcie, oraz wstrzymanie dystrybucji “Nie opuszczaj mnie” Ewy Stankiewicz przez firmę Gutek Film (rzekomo w odwecie za “Solidarnych 2010”). A także niezbyt wyszukana parodia w wykonaniu Tomasza Lisa, który pięć lat temu w TOK FM przedrzeźniał charakterystyczny śmiech Lichockiej, co zresztą tak oburzyło sympatyzujących z prawicą publicystów, że błyskawicznie napisali w jej obronie list.

Przykład, zresztą jeden z wielu, pokazuje, jak wielka w tym środowisku jest potrzeba walki “dla sprawy”. Koniecznie w aurze heroizmu i bohaterstwa, bo to prowadzi wprost na piedestał. – Mają wielką potrzebę zostania bohaterami –twierdzi dawna koleżanka Anity Gargas i Joanny Lichockiej. – Ich studencka martyrologia w PRL skończyła się co najwyżej na jednym strajku. Więc teraz mówią: nasza kolej, my musimy dokonać czegoś większego niż starsze pokolenia. Można dodać, że robią to w masce tzw. niezależnego i obiektywnego dziennikarstwa, pouczając w tej mierze innych. Mimo że same są w istocie misjonarkami.

Całość: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1540583,1,gargas-lichocka-stankiewicz--prawicowe-misjonarki.read

11-04-2013, 17:00

23 kwietnia poznamy laureata Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej  »

Polityka.pl
Redakcja
11-04-2013

Nagroda im. Barbary N. Łopieńskiej

Do już 9. edycji Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej za najlepszy wywiad prasowy 88 autorów przysłało 143 wywiady.

Pomysłodawcami i patronami konkursu są pisma, w których Barbara Łopieńska, znana ze świetnych reportaży i wywiadów, publikowała: “Polityka”, “Res Publica Nowa”, “Tygodnik Powszechny”, “Press”, “Gazeta Wyborcza”, “Viva!” i “Twój Styl”.
Laureatami Nagrody w latach ubiegłych zostali: Teresa Torańska, Anna Żebrowska, Katarzyna Bielas, Włodzimierz Kalicki, Dariusz Zaborek, Angelika Kuźniak, Tomasz Kwaśniewski i Justyna Dąbrowska.

Jury Nagrody do finału zgłosiło 15 wywiadów autorstwa 12 dziennikarzy.

O tym, kto zostanie laureatem Nagrody za rok 2012 dowiemy się 23 kwietnia o godz. 16.30 podczas uroczystości wręczenia organizowanej w redakcji POLITYKI.

Wśród osób, wyłonionych przez członków Kapituły, w finale znalazły się (alfabetycznie wg nazwisk):

Iza Bednarz za wywiad z  prof. Stanisławem Głuszkiem pt.: “Przychodzimy, odchodzimy”, opublikowany w “Echo Dnia”, wydanie kieleckie, 13 kwietnia 2012 r.

Magdalena Brzezińska za wywiad z Markiem Bieńczykiem pt.: “Sedno w smaku”, opublikowany w “Style i Charaktery”, 2/2012

Remigiusz Grzela za wywiad z Wandą Wiłkomirską pt.: “Nic nie zginęło” z książki “Wolne”, Krytyka Polityczna 2012 oraz za wywiad z Julią Hartwig pt.: “To co najważniejsze”, opublikowany w miesięczniku “Bluszcz”, marzec i kwiecień 2012 r.

Hanna Halek za wywiad z Janem Nowickim pt.: “Odwrócony czyli jak zostałem Janem Nowickim”,  opublikowany w Zwierciadle 9/2012.

Dorota Naumczyk za wywiad z Wiesławem Wróblem pt.: “Zanim powiedzieli tak”, opublikowany w Magazynie “Gazety Współczesnej”, 14 września 2012 r.

Alina Mrowińska za wywiad z Joanną Sałygą pt.: “Żeby Janek kochał życie”,  opublikowany w “Wysokich Obcasach” Gazety Wyborczej 29 września 2012.

Krystyna Pytlakowska za wywiad z Jadwigą Kaczyńską  pt.: “Prosiłabym go, by nie leciał”,   opublikowany w VIVA! 08/2012 12 kwietnia 2012 r.

Jerzy Sadecki za wywiad z Adamem Michnikiem pt.: “Ile dać wolności przeciwnikowi?”,  opublikowany w Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej 17-18 listopada 2012 r.

Donata Subbotko za wywiad z Kazimierzem Orłosiem pt.: “Po prostu znikamy”, opublikowany w Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej 3 listopada 2012 r. oraz za wywiad z Andrzejem Mleczko pt.: “BÓG, HUMOR, OJCZYZNA”, opublikowany w Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej 24 marca 2012 r.

Przemysław Wilczyński za wywiad z ks. Janem Kaczkowskim pt.: “Sklepany przez Kościół, kocham Kościół”, opublikowany w “Tygodniku Powszechnym” 25 listopada 2012 r.

Dorota Wodecka za wywiad z Andrzejem Stasiukiem pt.: “Poszukaj synku sam”, opublikowany w Gazecie Wyborczej 7 kwietnia 2012 roku.

Dariusz Zaborek za wywiad z Zofią Bartoszewską pt.: “O PANU BARTOSZEWSKIM PANI BARTOSZEWSKA”, opublikowany w Gazecie Wyborczej 18 lutego 2012 r. oraz za wywiad ze Stanisławą Celińską pt.:  “Oczyszczona”, opublikowany w “Wysokich Obcasach” Gazety Wyborczej.

Całość: http://www.polityka.pl/opolityce/1540683,1,23-kwietnia-poznamy-laureata-nagrody-im-barbary-n-lopienskiej.read#ixzz2RAHiPVXb

11-04-2013, 08:11

Paragrafem w reportera  »

Głos Zabrza i Rudy Śląskiej
(pej)
11-04-2013

Prokurator nie chciał i nie musiał, ale i tak nakazano mu wszcząć postępowanie wobec naszej dziennikarki

Prokuratura Rejonowa w Zabrzu na wyraźne i bezpośrednie polecenie Prokuratury Okręgowej w Gliwicach wszczęła dochodzenie w sprawie redaktor GŁOSu Elżbiety Skwarczyńskiej-Adryańskiej. Przeciwko naszej dziennikarce, nagradzanej wielokrotnie za ujawnianie nieprawidłowości życia publicznego; sięgnięto po ulubiony paragraf władzy na niepokornych reporterów – artykuł 212 kodeksu karnego – dotyczący pomówienia. W tym konkretnym przypadku prokuratura występuje w imieniu bohatera reportażu.

Państwowe organy śledcze zaangażowały się w sprawę, która zgodnie z zapisami prawa powinna być co najwyżej wniesiona bezpośrednio do sądu przez samego obywatela z tzw. oskarżenia prywatnego. Ale w niejasnych okolicznościach, zdecydowano o udziale prokuratury i to pomimo, że pierwotnie jeden z szeregowych prokuratorów z Zabrza, po jej rozpoznaniu, wydal oficjalną decyzję o odmowie wszczęcia dochodzenia!

Zawiadomienie w prokuraturze złożył 72-letni Bogdan G. po publikacji z września 2012 roku zatytułowanej (Nie)za-służony medal. Dziennikarka opisała, jak wielkie poruszenie i niedowierzanie wśród sąsiadów mężczyzny wywołało nadanie mu przez Prezydenta RP odznaczenia za długoletnie pożycie małżeńskie z okazji tzw. złotych godów. W artykule przedstawiono zarówno argumentację kilku rodzin z sąsiedztwa, którzy twierdzili, że małżeństwo sąsiada jest od dawna fikcją (żona, w ich opinii była żona, na stałe przebywa w Niemczech), jak i wyjaśnienia samego zainteresowanego. Ten ostatni przyjął nawet dziennikarkę u siebie w domu, będąc w doskonałym stanie i próbując częstować ją alkoholem.

Choć w artykule nie podaliśmy nazwiska mężczyzny i nie rozstrzygaliśmy definitywnie sprawy, zabrzanin złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Zabrzu. Jak ustaliliśmy, badający wstępnie jego pismo prokurator Jarosław Warszawski nie znalazł powodów, dla którego oskarżyciel publiczny miałby wyręczać obywatela w pisaniu prywatnego aktu oskarżenia. Ocenił też, że dziennikarz wykonał swą pracę rzetelnie.

- Prokurator ten uznał, iż pokrzywdzony może realizować swoje uprawnienia w sposób samodzielny, bo ma nie tylko dorosłego syna do pomocy, ale także stałe źródło dochodu, co pozwala mu na ewentualne wynajęcie prawnika do sprawy - przyznaje relacjonując treść uzasadnienia o odmowie wszczęcia dochodzenia Michał Szułczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Niezadowolony z takiej decyzji Bogdan G. napisał jednak zażalenie do instancji wyższej, czyli Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Jego pismo trafiło na biurko prokuratora Marka Dutkowskiego z wydziału nadzoru nad postępowaniami przygotowawczymi. Ten doszedł do zgoła odmiennych wniosków. W uzasadnieniu swej decyzji nakazującej śledczym z Zabrza wszczęcie postępowania w sprawie dziennikarki, Dutkowski napisał, że pan Bogdan jest starszym, niepełnosprawnym człowiekiem, niezdolnym do samodzielnej egzystencji!

- Zawiadamiający przedłożył dokumentację potwierdzającą, iż żyje z przyznanego mu przez sąd zasiłku opiekuńczego oraz opinie biegłego sądowego, że nie jest w stanie samodzielnie egzystować. Syn z kolei mieszka 50 km od niego - przekazał nam uzasadnienie Dutkowskiego rzecznik Szułczyński.

Ten ostatni zapewnia, że o decyzji Dutkowskiego nic nie wiedziało szefostwo Prokuratury Okręgowej i absolutnie nie przesądza ona o oskarżeniu reporterki przed sądem.

Tymczasem postępowanie nabiera tempa. Nasza dziennikarka została wezwana na V komisariat policji w Rokitnicy i została oficjalnie przesłuchana – na razie w charakterze świadka. Ciekawe, kiedy śledczy zweryfikują, czy to jednak ów niedołężny staruszek nie zafałszował prawdy o swym prywatnym życiu i w istocie nie wyłudził odznaczenia państwowego, a także kosza upominków o wartości 250 złotych. Wciąż nie jest też jasne, dlaczego tak naprawdę małżonka z nim nie mieszka? Pytanie bardzo zasadne i na miejscu, gdyż jak już informowaliśmy sąsiedzi mężczyzny są głęboko przekonani, iż ten nadużywał w domu przemocy. Czy słusznie się niepokoili? Chcemy wierzyć, że wszczęte dochodzenie wyjaśni dogłębnie wszystkie aspekty tej sprawy.

(pej)

Całość: http://www.gloszabrza24.pl/

09-04-2013, 19:18

Śląski dziennikarz zakłada swój portal  »

Onet.pl
Katarzyna Nylec, (KT)
09-04-2013

- Zamierzam przekonać internautów do tego, by czytali więcej niż jedną książkę rocznie – zapowiada Adam Szaja, dziennikarz ze Śląska. W środę rusza założony przez niego portal literacki smakksiazki.pl

Adam Szaja

Szaja znany jest szerszej publiczności z prowadzenia spotkań autorskich.

Ze strony smakksiazki.pl internauci dowiedzą się ciekawostek ze świata książek, przeczytają o nowościach i zapowiedziach wydawniczych.

Pomysł na portal www.smakksiazki.pl w głowie Adama Szai narodził się kilka miesięcy temu.

- Oczywiście największym problemem było pozyskanie funduszy. Na szczęście projektem zainteresowało się kilka śląskich miast, między in. Katowice, Świętochłowice czy Chorzów – tłumaczy Adam Szaja. Portal nie powstałby, gdyby nie wsparcie największego sponsora, który chce pozostać anonimowy.

Smakksiazki.pl będzie miejscem, gdzie pojawiać się będą tematy z branży literackiej. Nie zabraknie więc nowości książkowych, ale i wywiadów z pisarzami. Nowością będą krótkie rozmowy ze znanymi osobami, dotyczące książek. W ogniu niełatwych pytań redaktora Szai znajdzie się wkrótce Leszek Balcerowicz i Artur Andrus.  Na stronie nie zabraknie też relacji z imprez dotyczących książek.

Portal będzie obecny podczas majowej wizyty w Warszawie, znakomitego hiszpańskiego pisarza Eduardo Mendozy, również na warszawskich targach książki i jesiennych targach we Frankfurcie.

- Jeżeli pozwolą środki, to chcemy zrealizować projekt “Śladami znanych autorów” i pokazać Barcelonę okiem Mendozy, czy Szwecję z kryminałów Henninga Mankella – zdradza założyciel portalu.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/slask/slaski-dziennikarz-zaklada-swoj-portal,1,5463613,region-wiadomosc.html