Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

29-09-2013, 17:36

Koniec sprzedaży książki “Kapuściński non-fiction”. Cenzura?  »

Press
BG
29-09-2013

Wydawnictwo Świat Książki zgodziło się wstrzymać dystrybucję książki Artura Domosławskiego “Kapuściński non-fiction”. To efekt porozumienia zawartego przed sądem przez wydawcę z rodziną Ryszarda Kapuścińskiego. Domosławski uważa tę sytuację za kuriozalną. A wdowa po pisarzu ma nadzieję, że już żadne wydawnictwo nie będzie chciało wydać tej książki w obecnym kształcie.

Artur Domosławski z książką swojego autorstwa "Kapuściński non-fiction"

Książka o Ryszardzie Kapuścińskim, napisana przez Domosławskiego, została wydana w marcu 2010 roku przez wydawnictwo Świat Książki. Autor opisuje w niej m.in. kontakty Kapuścińskiego ze służbami specjalnymi PRL, życie prywatne pisarza i jego trudne relacje z córką. Alicja Kapuścińska, wdowa po pisarzu, od samego początku domagała się odszkodowania i wycofania książki ze sprzedaży. Jednak w kwietniu 2010 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał decyzję sądu niższej instancji, że nie należy wprowadzać zakazu dystrybucji biografii Kapuścińskiego.

 

Artur Domosławski przypomina, że trwają w tej sprawie jeszcze dwa procesy wytoczone – jeden przez córkę, drugi przez żonę Kapuścińskiego – przeciwko wydawnictwu i jemu jako autorowi. Alicja Kapuścińska w pozwie zarzuciła autorowi i wydawcy naruszenie swoich dóbr osobistych. Domaga się wpłaty 50 tys. zł na Fundację im. Ryszarda Kapuścińskiego. Oddzielny proces wytoczyła mieszkająca w Kanadzie córka pisarza Rene Maisner. Po ugodzie zawartej przez Świat Książki oba procesy toczyć się będą już tylko przeciw Domosławskiemu.

W miniony piątek wydawnictwo Świat Książki zawarło bowiem przed Sądem Okręgowym w Warszawie ugodę z Alicją Kapuścińską, na mocy której zobowiązało się wycofać z dystrybucji książkę Domosławskiego. Zgodziło się również na to, by jej kolejne wydania mogły się ukazać, lecz pod warunkiem że z książki zostaną usunięte cztery rozdziały, które nie podobają się rodzinie pisarza. Zawarcie ugody przez wydawnictwo z rodziną reportera oznacza, że kupno nowego egzemplarza książki stanie się niemożliwe. Wydano ją w nakładzie ok. 150 tys. egz. Z informacji przekazanych przez autora wynika, że większość została już sprzedana.

Dodatkowo Świat Książki ma opublikować m.in. w “Gazecie Wyborczej” oświadczenie, w którym wyrazi ubolewanie z powodu naruszenia w książce dóbr osobistych wdowy i córki pisarza w postaci prawa do prywatności, godności i dobrej pamięci o zmarłym.

Artur Domosławski o prowadzonych przez wydawnictwo negocjacjach z rodziną pisarza dowiedział się w ich trakcie. – Ugoda nie jest prawomocna. Uprawomocni się w ciągu dwóch tygodni i jeszcze wiele może się w tym czasie wydarzyć – mówi Domosławski. Dodaje, że od przedstawicieli wydawnictwa dowiedział się, iż Świat Książki po przejęciu go przez wydawnictwo Bukowy Las od wydawnictwa Weltbild chce mieć czystą kartę. – Dzisiejszy Świat Książki to zupełnie inna firma niż ta, z którą podpisywałem umowę na wydanie “Kapuściński non-fiction” – podkreśla Domosławski. – Podtrzymuję wszystko, co napisałem w tej biografii. Nie pojawiły się żadne nowe fakty, które miałyby spowodować, bym musiał się wycofywać z czegokolwiek, co zostało opublikowane – zaznacza Domosławski.

Świat Książki licencję na wydawanie biografii Kapuścińskiego ma do 2017 roku. Dopiero wtedy prawa do niej wrócą do Domosławskiego. Jednak Domosławski podkreśla, że nie zgodzi się na to, by książka “Kapuściński non-fiction” ukazała się bez czterech rozdziałów, które nie podobają się rodzinie pisarza. – Wydawnictwo nie ma prawa wydać jej w tej postaci bez mojej zgody, a na to na pewno się nie zgodzę – mówi. Dodaje, że obecna sytuacja, w której wydawca zrywa solidarność z autorem, jest precedensem.

Alicja Kapuścińska na pytanie “Presserwisu”, dlaczego tak bardzo zależało jej na tym, by książka o jej zmarłym mężu była niedostępna, odpowiada: – A dlaczego mam chcieć, by ukazywała się dalej? To, co w niej napisano o moim mężu, o tym, że był łajdakiem, że kłócił się z córką obraża uczucia moje i mojej rodziny. To, co dotyczy mojej rodziny, nigdy nie powinno w ogóle ujrzeć światła dziennego. To są informacje wyssane z palca, godzące w dobra osobiste – mówi Kapuścińska. Dodaje, że satysfakcjonuje ją rozwiązanie zaproponowane przez Świat Książki. I choć nie ma wpływu na to, że inny wydawca może w przyszłości wydać książkę w dotychczasowej formie, liczy, że już żadne wydawnictwo nie podejmie się jednak jej sprzedaży.Zdaniem Pawła Lisickiego, redaktora naczelnego “Tygodnika Do Rzeczy”, postępowanie Świata Książki jest zdradą swojego autora. – Nowy właściciel Świata Książki odziedziczył zawarte umowy i powinien je respektować – uważa Lisicki. Bulwersuje go też zapowiedź Świata Książki, że opublikuje przeprosiny w prasie. – Jako autor książki pozwałbym wydawnictwo za naruszenie wizerunku, renomy i dóbr osobistych – dodaje Lisicki.

Postępowanie Świata Książki krytykuje też Wiesław Władyka, członek zarządu Polityki, wydawcy tygodnika “Polityka”, którego autorem jest Artur Domosławski. Zdaniem Władyki decyzja Świata Książki jest brutalną ingerencją w wolność słowa. – Książka Domosławskiego o Kapuścińskim wywołała wiele dyskusji, które trwają do dziś. Nie wolno odbierać jej czytelnikom, bo to książka wybitna – uważa Władyka. Dodaje, że teraz Domosławski znalazł się w dość trudnej sytuacji, bo na placu boju został sam. – I sam, bez wsparcia wydawcy, musi teraz bronić swojego imienia – zauważa Władyka. Przedstawiciele wydawnictw książkowych nie chcieli wczoraj komentować sprawy.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/42970,Koniec-sprzedazy-ksiazki-Kapuscinski-non-fiction_-Cenzura_

27-09-2013, 17:29

NSZZ Solidarność chce precyzyjnych wyjaśnień od zarządu Gremi Media  »

Press
27-09-2013

Pracownicy “Rzeczpospolitej”, “Gazety Giełdy Parkiet”, “Bloomberg Businessweek Polska”, “Sukcesu” i “Uważam Rze” wciąż nie znają zasad na jakich będą przeniesieni do nowych spółek grupy Gremi Media. Domagają się od Grzegorza Hajdarowicza i zarządu precyzyjnych wyjaśnień prowadzonej restrukturyzacji.

Po tym jak zarząd Gremi Media sp. z o.o. odpowiedział związkowcom spółki, że nie planuje zwolnień dgrupowych, ci nadal podtrzymują swoje żądania, z którymi wystąpili na początku tego tygodnia.

Związkowcy w swoim piśmie przyznają, że zarząd Gremi Media nie rozpoczął formalnie procedury zwolnień grupowych, ale takie zwolnienia wcześniej publicznie ogłosił. “Jednak sam zamiar przeprowadzenia zwolnień do 157 osób powinien skutkować przystąpieniem do konsultacji z przedstawicielstwem pracowników. (…) Gdy Pracodawca zrezygnował z tego zamiaru, powinien  poinformować o tym załogę” – napisali związkowcy. Dalej piszą:

Nie rozumiemy działań Pracodawcy, który najpierw informuje pracowników, że zamierza przeprowadzić zwolnienia grupowe, potem się z tego wycofuje i jednocześnie namawia podwładnych do rozwiązania umów o pracę w Gremi Media i  podjęcia od 1 października 2013 r. zatrudnienia w nowo utworzonych spółkach grupy Gremi. Szefowie działów do dziś nie są w stanie przekazać podwładnym wiążących informacji na temat warunków odejścia z Gremi Media, warunków zatrudnienia w nowych spółkach, a także przyszłości osób, które nie zgodzą się na propozycje  przejścia do nowych spółek lub nie otrzymały takiej propozycji.

Zgodnie z informacjami przekazywanymi przez kierowników działów (bo Zarząd Spółki takiej nie przekazał) Pracodawca oczekuje, że pracownicy poszczególnych działów do 30 września 2013 r. zdecydują, czy z tym dniem zakończą zatrudnienie w spółce Gremi Media za porozumieniem stron z inicjatywy pracownika i podpiszą nowe umowy o zatrudnieniu od 1 października 2013 r. w nowych spółkach grupy Gremi. Pracownicy do dziś nie dostali jednak projektów umów, a jedynie ustne informacje o możliwej formie zatrudnienia (nie dla wszystkich etat) i przewidzianych zarobkach (obniżonych).

Do dziś nie wiemy, co stanie się z osobami, które nie zdecydują się na odejście z Gremi Media, są na zwolnieniach lekarskich, urlopach macierzyńskich i wychowawczych, w wieku przedemerytalnym lub podlegają ochronie stosunku pracy z tytułu działalności związkowej lub zasiadania w Radzie Pracowników. Nie wiemy też, jaka jest sytuacja finansowa i majątkowa Gremi Media, Gremi Biznes Communcation oraz nowo powstałych spółek, m.in. spółki Uważam Rze, na którą ma być przeniesiona część działalności spółki Gremi Media.

Zdaniem związkowców działania zarządu Gremi Media są chaotyczne i służą wyłącznie dezinformacji. Domagają się natychmiastowego  podania precyzyjnych informacji, na czym polega prowadzona restrukturyzacja oraz jaka jest najbliższa przyszłość pracowników spółki wynikająca z restrukturyzacji.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/42969,NSZZ-Solidarnosc--chce-precyzyjnych-wyjasnien-od-zarzadu-Gremi-Media

27-09-2013, 16:00

Michał Pol naczelnym “Przeglądu Sportowego” – Marcin Kalita rezygnuje  »

Press
(PR)
27-09-2013

1 października br. Ringier Axel Springer Polska łączy swoje redakcje sportowe. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami newsroomem będzie kierował Michał Pol. Ze stanowiska naczelnego “Przeglądu Sportowego” zrezygnował Marcin Kalita.

Michał Pol

Prace nad utworzeniem wspólnego newsroomu sportowego w Ringier Axel Springer Polska trwały od sierpnia br. – wtedy do tego wydawnictwa przeszedł z Agory Michał Pol. Wspólny newsroom obejmuje redakcje “Przeglądu Sportowego”, “Sportu”, działu sportowego “Faktu” oraz serwisów internetowych wydawcy. Newsroom ma rozwijać współpracę z Onetem, zwłaszcza w zakresie produkcji multimedialnych.

“To unikatowa struktura w skali kraju. Silny zjednoczony organizm pozwoli nam tworzyć multimedialny, ekspercki kontent sportowy i szybko publikować go w wielu kanałach dystrybucji” – informuje Michał Pol w komunikacie prasowym. Od 1 października będzie on redaktorem naczelnym “Przeglądu Sportowego”, zastąpi na tym stanowisku Marcina Kalitę, pełniącego tę rolę przez ostatnich pięć lat.

“Po rozważeniu wielu za i przeciw uznałem, że lepiej będzie, jeśli pożegnam się z dotychczas sprawowaną funkcją redaktora naczelnego. Rezygnuję ze stanowiska, wciąż jednak w razie potrzeby będę służyć głosem doradczym i wspierać realizację tzw. projektów okołowydawniczych.” – informuje Kalita.

Nowym zastępcą naczelnego “Przeglądu Sportowego” będzie Przemysław Rudzki, dotychczasowy szef działu sportowego “Faktu”. Ponadto Rudzki będzie odpowiadał za produkty drukowane. Za online będzie odpowiedzialny Rafał Romaniuk – dotychczas w “Przeglądzie Sportowym” sekretarz Działu Piłka Nożna.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/42967,Michal-Pol-naczelnym-Przegladu-Sportowego--- Marcin-Kalita-rezygnuje

27-09-2013, 10:15

Juliusz Braun: Wizja traktuje referendum jako nieodpowiedzialną zabawę  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pl
27-09-2013

Juliusz Braun, prezes TVP, wytknął związkowi zawodowemu Wizja, że organizowane przez niego referendum traktuje jako zabawę i prowadzi niedemokratyczną kampanię. Apeluje też do związku o zachowanie godności. – Ten apel to niestosowny żart – odpowiada Wizja.

Juliusz Braun

- Kilka tygodni temu ogłosili Państwo referendum strajkowe. Państwa decyzję potraktowałem z pełną powagą. Dziś jestem zmuszony stwierdzić, że sprawę o ogromnym znaczeniu i daleko idących konsekwencjach dla Telewizji Polskiej potraktowali Państwo jak nieodpowiedzialną zabawę. Prowadzoną przez Państwa kampanię trudno uznać za zgodną z demokratycznymi obyczajami, a ostatnio rozesłali Państwo do wszystkich Pracowników TVP teksty, które mogę traktować jedynie jako wątpliwej jakości żarty – pisze w liście do Związku Zawodowego Pracowników Twórczych TVP Wizja Juliusz Braun, prezes TVP.

Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP, podaje, że list prezesa to efekt tego, że Wizja konsekwentnie przedłuża czas trwania referendum. Miało ono pierwotnie trwać ponad trzy tygodnie, ale pomimo trzykrotnego przekładania terminu jego zakończenia (za każdym razem podawanego jako ostateczny) frekwencja nie osiągnęła wymaganego progu do uznania referendum za ważne (50 proc. + 1 głos). 25 września, kiedy referendum miało się ostatecznie zakończyć, Wizja podała, że frekwencja wyniosła już 45,47 proc. i ogłosiła, że głosowanie w siedzibie głównej spółki w Warszawie, przy ul. Woronicza będzie trwało nadal aż do dnia, gdy nie oddany zostanie już żaden głos. – Czyli w praktyce tak długo, aż zbierze się liczba głosów, dzięki której frekwencja przekroczy 50 proc. – pisze rzecznik TVP.

Rakowiecki informuje też, że zamieszczone przez Wizję na swojej stronie internetowej cząstkowe wyniki z 10 z 16 oddziałów zawierają arytmetyczne, ale “drastyczne w skali błędy w obliczeniach”. – Na przykład według tych danych frekwencja w Lublinie wynosi 50 proc., gdy w rzeczywistości – 43,3 proc., w Gdańsku – 59 proc. zamiast 50,8 proc., w Poznaniu – 60 proc. zamiast 48,7 proc. – czytamy w komunikacie TVP. Z podanych przez Wizję rezultatów głosowania wynikało, że w oddziałach terenowych TVP zdecydowana większość głosujących opowiedziała się za rozpoczęciem strajku.

- Sposób organizacji i prowadzenia akcji referendalnej to bez wątpienia wyraz braku szacunku wobec pracowników TVP, ale też kompromitacja Wizji, która będąc zdesperowana nie jest w stanie dostrzec wstydliwości tego faktu – pisze Rakowiecki. I przypomina, że odpowiednie przepisy Ustawy o związkach zawodowych Ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych nie regulują formy, przebiegu i rygorów głosowań organizowanych przez związki zawodowe. Dlatego Wizja prowadzi kampanię jak i gdzie chce. Np. wywiera presję na pracowników, którzy jeszcze nie głosowali i nie zamierzają głosować, także przy ich stanowiskach pracy.

Prezes TVP w swoim liście podkreśla, że “wedle dobrze pojętych reguł demokratycznych Pracownicy TVP w sposób oczywisty wyrazili już swój stosunek do organizacji strajku, czego Państwo nie potrafią uszanować i z czym Państwo wyraźnie nie potrafią się pogodzić”. -  Sytuacja, w jakiej znajduje się nasza korporacja jest bardzo poważna. Apeluję do Państwa o należytą powagę i zachowanie godności - kończy list Juliusz Braun.

Zarząd Wizji na swojej stronie internetowej zamieścił odpowiedź, w której napisał, że apel Brauna brzmi jak “niestosowny żart człowieka nie rozumiejącego, czym jest faktyczna odpowiedzialność za pracowników, za telewizję publiczną i za jakość oferty proponowanej widzom”.

- Apeluje Pan o “zachowanie godności”. Niech Pan to powie tysiącom pracowników TVP, którzy nie mogą głosować, ponieważ prawa do tego głosu nie mają – bowiem pracując dziesiątki lat na umowach śmieciowych, nie mają żadnych praw pracowniczych. Apeluje Pan o “zachowanie godności”, a gdzie są rzeczywiste reformy TVP, gdzie odpolitycznienie, gdzie nadrzędność programu, gdzie wreszcie potrzeby widzów i ustawowa rola Telewizji Publicznej? – pyta Wizja.

Odnosząc się do zarzutu ciągłego przedłużenia referendum, związek zarzuca Braunowi, że “stworzył sytuację, że ludzie w obawie przed utratą pracy boją się oddać głos” - To na polecenie Pana i Zarządu TVP dyrektorzy poszczególnych jednostek organizowali spotkania tłumacząc, jakie szkody może przynieść strajk, nieprawdziwie przedstawiając informacje powodach sporu zbiorowego. Tak jak dekady wcześniej, kiedy ówczesna komunistyczna władza tłumaczyła dlaczego protesty robotników są złe, jakie straty finansowe spowodują i jak gniją cytrusy na statkach stojących na redzie… . – pisze Wizja.

Związek twierdzi, że  to” właśnie poważne potraktowanie losu telewizji publicznej i jej pracowników, nakazuje przedłużanie referendum tak długo, jak długo pracownicy chcą głosować”. - Głosują każdego dnia, a że niektórzy potrzebują więcej czasu, aby zebrać się na odwagę głosowania – to chyba przede wszystkim świadczy o jakości stylu zarządzania TVP SA – pisze Wizja. Jak wynika z danych związku, w czwartek 26 września br. frekwencja wyniosła już 47 proc. - Głosowało już 1623 pracowników. Gdyby nie byli zastraszani, już dawno wynik referendum byłby wiążący. Brakuje jedynie 105 głosów - informuje związek i apeluje do prezesa “o odrobinę honoru i poszanowanie dla reguł demokratycznego państwa i powagi medium publicznego”.

Referendum jest konsekwencją trwającego od czterech lat sporu zbiorowego między zarządem TVP a Wizją. Związkowcy sprzeciwiają się modelowi zatrudnienia w Telewizji Polskiej, w którym część obowiązków, które mogłyby wykonać osoby na stale zatrudnione, zlecano pracownikom zewnętrznym. Kulminacja konfliktu nastąpiła w ostatnim czasie w związku z ogłoszonym przez kierownictwo spółki planem reorganizacji kadrowej. Zakłada on, że ok. 550 pracowników etatowych (głównie dziennikarzy, a także grafików, montażystów i charakteryzatorów) jesienią br. ma zostać przeniesionych do wybranej w przetargu firmy zewnętrznej, gdzie zostanie im zagwarantowane zatrudnienie przez rok.

W TVP pracuje obecnie 3,45 tys. etatowych pracowników. Od stycznia do sierpnia br. spółka miała 82 tys. zł zysku brutto.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/juliusz-braun-wizja-traktuje-referendum-jako-nieodpowiedzialna-zabawe

27-09-2013, 08:11

Jacek Sobala przegrał ze Związkiem Dziennikarzy Programu III Polskiego Radia  »

Press
MW
27-09-2013

Jacek Sobala, były dyrektor radiowej Trójki, przegrał wczoraj proces cywilny ze Związkiem Zawodowym Dziennikarzy i Pracowników Programu III Polskiego Radia.

Jacek Sobala

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Sobalę winnym pomówienia związkowców w wypowiedzi, w której stwierdził, że działają po to, aby uwłaszczyć się na majątku prywatyzowanej rozgłośni. Sobala był krytykowany przez związek za upolitycznienie anteny. Wypowiedzi o związkach udzielił serwisowi Wirtualnemedia.pl. w 2010 roku. Sąd nakazał Sobali przeproszenie dziennikarzy Trójki w na stronie Wirtualnemedia.pl. Zobowiązał go też do pokrycia kosztów procesu. Jeśli w ciągu 14 dni od uprawomocnienia się wyroku Sobala nie przeprosi, związek ma prawo zamieścić przeprosiny na jego na koszt.

- Jesteśmy zadowoleni ze sprawiedliwego wyroku, bo Jacek Sobala rozpowszechniał plotki jako fakty – powiedział Wojciech Dorosz, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Dziennikarzy i Pracowników Programu III Polskiego Radia. Wyrok nie jest prawomocny. Sobali nie było w sądzie podczas ogłoszenia wyroku, nie wiadomo więc, czy będzie się od niego odwoływał. Wczoraj nie udało nam się z nim skontaktować.

Całość: http://www.press.pl/newsy/radio/pokaz/42958,Jacek-Sobala-przegral-ze-Zwiazkiem-Dziennikarzy -Programu-III-Polskiego-Radia

26-09-2013, 12:53

Bogdan Rymanowski: dziennikarz jest w pracy cały czasl  »

Wiadomości24.pl
Dominika Prais
26-09-2013

- Dzisiaj dziennikarzom jest trudniej – przyznaje Bogdan Rymanowski. On rozpoczynał karierę na początku lat 80. kiedy dla wielu otworzyły się drzwi do zawodu. Nigdy nie przekroczyłby ich progu gdyby nie wyrozumiała matematyczka.

Matematyka nigdy nie była jego mocną stroną. Interesowały go raczej przedmioty humanistyczne: język polski, historia, wiedza o społeczeństwie. Do dzisiaj jest wdzięczny swojej nauczycielce matematyki z liceum, że przymykała oko na jego złe stopnie i pozwoliła mu ukończyć szkołę średnią. – W przeciwnym razie na pewno nie dostałbym się na studia- przyznaje.

Trafił na odpowiedni moment

Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ale planów na przyszłość miał wiele. Prawnik, dziennikarz, komentator sportowy. Zawsze interesował się piłką nożną. Kibicował Wiśle Kraków po przeprowadzce do stolicy także warszawskiej Legii. Ostatecznie wybrał zawód dziennikarza. Przyznaje, że trafił na dobry moment. Początek lat 80 zmiana generacji. Poszukiwano młodych dziennikarzy. W latach 90 jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać rozgłośnie radiowe. To tam rozpoczął dziennikarską przygodę. Najpierw w redakcji Radia Kraków potem w RMF FM.

To nie tylko zawód

Dziennikarstwo to dla Bogdana Rymanowskiego przede wszystkim ogromna pasja. I dlatego nie przeszkadza mu, że w pracy jest cały czas. – To nie tylko kilkanaście minut w programie telewizyjnym- przyznaje. Na bieżąco musi śledzić wydarzenia na świecie. Stwierdza, że gdyby nie był dziennikarzem, nie miałby telewizora. To pożeracz czasu. Dla niego jednak przede wszystkim narzędzie pracy. Czasem łapie się na tym, że po powrocie z urlopu jest niedoinformowany. Zdarzało mu się, że gość programu wspominał o faktach, które nie były mu znane. Co robi w takiej sytuacji? – Zmieniam temat- śmieje się.

Być w centrum wydarzeń

Tak naprawdę nawet urlop nie daje dziennikarzowi gwarancji odpoczynku od pracy. Bogdan Rymanowski wspomina rok, w którym zmarł papież Jan Paweł II. Spędzał wakacje z rodziną i znajomymi w Alpach, kiedy otrzymał informację o krytycznym stanie zdrowia papieża. Był akurat najbliżej Watykanu, więc wsiadł w samochód i ruszył w kierunku Rzymu. Po drodze zdobywał najważniejsze wiadomości, które mógłby przekazać na wizji. Takie momenty najbardziej ceni w swoim zawodzie. – Mogę być w miejscu, na które patrzy cały świat – mówi.

Wpuścić polityka w zasadzkę

Częściej można go jednak zobaczyć w porannym programie “Jeden na jeden” i niedzielnej “Kawie na ławę” emitowanych w TVN24. Przyznaje, że często niełatwo namówić polityka na udział w programie. Są bardzo różni. Nieśmiali lub kłótliwi, rozmowni albo zamknięci w sobie. W przypadku problemów z zaproszeniem czasem musi uciec się do fortelu. Kiedyś po długich pertraktacjach obiecał pewnemu ministrowi, że rozmowie na niewygodny dla niego temat poświęci zaledwie kilka minut. Na wizji stało się jednak zupełnie inaczej. Polityk wyszedł obrażony w przerwie. Obrazą nie należy się szczególnie przejmować. Zazwyczaj nie trwa długo. – Media to współczesna arena gladiatorów-polityków- przyznaje Rymanowski. Wiedzą oni, że istnieją dzięki dziennikarzom.

Trudne pytania

Bogdan Rymanowski

Zawsze spokojny i wyważony panuje nad sytuacją w studio. Szczególnie w tym ostatnim programie, do którego zaprasza polityków różnych ugrupowań, wdających się często w żarliwą dyskusję. Jak mu się udaje zaprowadzić porządek? Każdego staram się traktować tak samo- mówi. Czasem łagodzi napiętą atmosferę podczas przerw. Taktownie, ale stanowczo wycisza rozemocjonowanych gości. – Albo się uspokoicie albo kończę program- zdarza mu się mówić w takich sytuacjach.

Nie boi się zadawać niewygodnych pytań. Kiedy zbierał materiał do filmu “Szpieg” o agencie wywiadu PRL Marianie Zacharskim główny bohater urażony pytaniami niemal nie przerwał współpracy. – Wytłumaczyłem mu wtedy, że te słowa po prostu musiały paść – mówi Rymanowski. Ostrożnością i czujnością musiał wykazać się także podczas wywiadu z bohaterem swojej publikacji “UBEK wina i skrucha”. – Jak miałem rozmawiać z człowiekiem, który całe życie kłamał?- zastanawia się. Bał się, że zostanie z manipulowany. Gdyby nie zaufanie jakim obdarzył rozmówcę, książka pewnie by nie powstała. Uwierzył, że ten człowiek chce się zmienić, oczyścić. – Zrozumiałem, że mówienie nieprawdy nie przyniesie mu żadnej korzyści- mówi Rymanowski.

Dżentelmen w każdym calu

W studio znacznie trudniej mu rozmawiać z kobietami. Nie potrafi ich przyprzeć do muru, wyciągnąć satysfakcjonującej go odpowiedzi. Mam opory w takim traktowaniu kobiety- mówi. Jak na prawdziwego dżentelmena przystało. Taki tytuł przyznał mu zresztą w 2005r. miesięcznik “Gentleman”. Patent na dżentelmena? – Trzeba być po prostu dobrze wychowanym – stwierdza.

Bogdan Rymanowski 24 września gościł w Zespole Szkół Ekonomicznych w Złotowie, gdzie opowiadał o początkach kariery, pracy i swoich zainteresowaniach.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/bogdan_rymanowski_dziennikarz_jest_w_pracy_caly_czas_282825.html