Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

10-10-2013, 18:58

Uważam Rze chce przejąć pracowników, którzy dla “Uważam Rze” nie pracują  »

Press
(MW)
10-10-2013

Do spółki Uważam Rze, wydawcy tygodnika “Uważam Rze” i miesięcznika “Uważam Rze Historia”, mają być przeniesieni nie tylko pracownicy tych tytułów, ale także ci, którzy nigdy dla nich nie pracowali. Zdaniem Związku Zawodowego “Solidarność” działającego w spółce Gremi Media (wcześniej Presspublica) to działanie bezprawne.

Do pracy w spółce Uważam Rze (znajduje się ona w organizacji i będzie urzędować w Raszynie) mają trafić m.in. pracownicy działów online, ekonomicznego, prawnego oraz sekretariatu Gremi Media. Od października br. tytuły tej spółki zostały podzielone między dwa wydawnictwa: Gremi Biznes Communication (“Rzeczpospolita”, “Gazeta Giełdy Parkiet”, tygodnik “Bloomberg Businessweek Polska” i miesięcznik “Sukces”) oraz Uważam Rze (tygodnik “Uważam Rze” i miesięcznik “Uważam Rze Historia”). O zmianie pracodawców na skutek przejęcia części przedsiębiorstw spółki poinformowały pracowników pod koniec września. “Solidarność” działająca w Gremi Media uważa jednak, że zgodnie z prawem o zmianie pracodawcy w tym trybie decyduje jedynie faktyczny związek pracownika z przejmowaną częścią zakładu pracy. Tymczasem pracownicy związani np. z “Rzeczpospolitą” mają być przeniesieni do Uważam Rze.  Jak już informowaliśmy, część z nich ma być oddelegowana przez redaktora naczelnego “Uważam Rze” i prezesa powstającej spółki do poszukiwania w bibliotekach i archiwach państwowych tekstów do publikacji “Najważniejsze teksty »Rzeczpospolitej«”.

Eryk Kłopotowski, rzecznik prasowy Grupy Gremi, odmówił nam komentarza w tej sprawie.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/43089,Uwazam-Rze-chce-przejac-pracownikow_-ktorzy-dla-Uwazam-Rze-nie-pracuja

10-10-2013, 18:53

W Radiu Opole zarabiali za mało – teraz tracą pracę  »

Press
(MW)
10-10-2013

Sześciu etatowych dziennikarzy Radia Opole dostało wypowiedzenia z pracy. To efekt oszczędności, jakie podjął zarząd tej stacji po kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Ujawniła ona, że stacja jest winna dziennikarzom ponad 400 tys. zł.

Prezes stacji Paweł Frącz nie wykluczał zwolnień i obniżek wynagrodzeń już kilka miesięcy temu, ostrzegając pracowników, że taki skutek mogą odnieść ich pozwy o zaległe wynagrodzenia. Przeprowadzona wiosną br. kontrola PIP wykazała, że od 2007 roku 45 pracowników Radia Opole otrzymywało niższą pensję zasadniczą niż wynagrodzenie minimalne (obecnie 1600 zł brutto). Stacja jest im w sumie winna ponad 400 tys. zł. Kilka tygodni temu jeden z dziennikarzy Radia Opole wygrał w sądzie pracy sprawę o wypłatę kilkunastu tysięcy złotych zaległego wynagrodzenia. Rozgłośnia odwołała się od wyroku, argumentując, że wypłacała więcej, niż wynosi ustawowa pensja minimalna, bo wynagrodzenie podstawowe było uzupełniane honorariami. Choć na razie żaden inny dziennikarz nie domaga się w sądzie od pracodawcy pieniędzy, na potrzeby przyszłych roszczeń zarząd publicznej rozgłośni uruchomił rezerwę w wysokości ponad 960 tys. zł i tak jak zapowiadał, rozpoczął zwolnienia etatowych dziennikarzy.

Nie wiadomo, czy zwolnieni pracownicy znajdą pracę w firmie zewnętrznej Press–Media, która od września br. przygotowuje i produkuje program Radia Opole (na razie przeniesieni zostali do niej współpracownicy stacji). – Na jednym z zebrań prezes zapowiedział, że sam będzie decydował, z kim firma zewnętrzna podpisze umowę cywilnoprawną. Na śmieciowej umowie nie mogłabym zresztą pracować, bo moja pensja skurczyłaby się tylko do honorariów – mówi jeden ze zwolnionych dziennikarzy. Ma żal, że zwolnienia dotknęły wyłącznie dziennikarzy. – Etaty w radiu ma kilka sprzątaczek i dwóch kierowców. Czujemy się ukarani za to, że Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła w firmie kontrolę. A przecież zrobiła to, bo złamano prawo – dodaje.

Po uruchomieniu rezerwy finansowej na spłatę zaległych wynagrodzeń zobowiązania Radia Opole wzrosły do prawie 4 mln zł.

Według Związku Zawodowego Dziennikarzy Radia Opole pracę w spółce mają stracić kolejne cztery osoby. – Ponosimy konsekwencje spadku wpływów z abonamentu i zobowiązań podjętych przez poprzedni zarząd radia. Jednak przez dwa lata obecny zarząd nic nie zrobił, żeby wyjść z impasu. Mimo fatalnej sytuacji finansowej zatrudniano w radiu nowe osoby – uważa Beata Granatowska, przewodnicząca Związku Zawodowego Dziennikarzy Radia Opole. Związek zapowiada kroki zmierzające do wyjaśnienia sytuacji.

Jan Minkner, redaktor naczelny Radia Opole, wyjaśnia, że zwolnienia były konieczne. – Dostajemy z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji znacznie mniej pieniędzy niż nam potrzeba – mówi.

Z prezesem rozgłośni Pawłem Frączem nie udało nam się wczoraj skontaktować.

Całość: http://www.press.pl/newsy/radio/pokaz/43087,W-Radiu-Opole-zarabiali-za-malo---teraz-traca-prace

10-10-2013, 11:26

Ogromny sukces Radia Katowice  »

Polskie Radio Katowice
10-10-2013

Polskie Radio Katowice

Radio Katowice jest liderem w rankingu słuchalności wśród stacji lokalnych naszego regionu. Tak pokazują najnowsze badania Radio Track. Codziennie słucha nas prawie 350 tysięcy osób. Dodatkowo nasza stacja jest na pierwszym miejscu w Katowicach wśród stacji regionalnych.

-  To zasługa zespołu i programu jaki tworzymy z myślą o naszych słuchaczach — mówi Jacek Filus, szef anteny Radia Katowice.

- Radio Katowice cały czas się rozwija i zmienia — dodaje Filus.

Radio Katowice jest największą rozgłośnią regionalną w Polsce. Istnieje od 1927 roku. Swoim zasięgiem obejmuje całe województwo śląskie oraz te ościenne. Posiada redakcje w Bielsku, Częstochowie i Zawierciu.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=94&tx_ttnews[tt_news]=36691&tx_ttnews[backPid]=14&cHash=04a8a12d8c

10-10-2013, 10:42

DZIESIĘĆ MINUT PRZED REUTERSEM  »

Czesław Ludwiczek
10-10-2013

Szybkość informacji, w tym także prasowej, jest we współczesnym świecie niebywała. Ledwie coś się wydarzy na jednym końcu świata, a już w kilka lub kilkadziesiąt sekund później donoszą o tym portale internetowe, rozgłośnie radiowe, stacje telewizyjne na przeciwnym krańcu globu. Ten błyskawiczny przekaz wiadomości zawdzięczamy nadzwyczajnemu rozwojowi w ostatnim ćwierćwieczu technologii informatycznej, światłowodowej, laserowej i wielu innych, które przed czterdziestu laty trudno było sobie wyobrazić zwykłemu zjadaczowi chleba. Wszakże i wtedy trwał szalony wyścig w transmisji danych przy pomocy ówczesnych, dostępnych technik przekazu. Specjalizowały się w nim głównie wielkie centra informacyjne, w tym przede wszystkim agencje prasowe o światowym zasięgu, takie jak brytyjska Reuters, amerykańska Associated Press czy radziecka TASS. Trwało między nimi nieformalne, choć faktyczne współzawodnictwo w szybkości publikacji rewelacyjnych doniesień. A gdy którejś udało się wyprzedzić pozostałe o kilka minut, donosiła o tym z dumą globalnej sieci prasowej. Nasza, Polska Agencja Prasowa jakkolwiek sprawna, a ze względu na niektóre swoje inicjatywy licząca się na prasowym rynku europejskim, nie miała większych szans w walce ze wspomnianymi kolosami. A mimo to 6 czerwca 1973 roku odniosła spektakularny sukces, bijąc wszystkie te wielkie agencje na głowę. Oto bowiem pierwsza posłała w świat informację, że piłkarska reprezentacja Polski pokonała na Stadionie Śląskim Anglię 2-0. W dodatku uczyniła to aż o dziesięć minut wcześniej niż Reuters i pozostałe agencje. I co istotne, miałem w tym sukcesie swój skromny udział.

Szczerze pisząc, PAP nie stawała świadomie w szranki z gigantami agencyjnymi i nie wyścig z nimi był dla niej w tym dniu najważniejszy. Pragnęła natomiast jak najlepiej i jak najszybciej obsłużyć owo wielkie wydarzenie sportowe na ten dzień przypadające, a w konsekwencji przekazać prasie krajowej możliwie jak najszerszy opis wydarzeń na Stadionie Śląskim. W tym celu ktoś na piątym piętrze gmachu na rogu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu w Warszawie, bo tam wtedy mieściła się PAP, wymyślił sposób realizacji takiego sprawozdania. Miał on polegać na ciągłym przekazywaniu informacji ze stadionu do redakcji, a stamtąd do wszystkich odbiorców biuletynu sportowego. Tylko jak to uczynić? Przekaz telefoniczny nie wchodził w rachubę, ponieważ trzeba byłoby zablokować przynajmniej na dwie godziny jedną z linii telekomunikacyjnych pomiędzy Katowicami i Warszawą, o kosztach takiej łączności już nie wspominając. Pozostawał jeszcze jeden sposób bezpośredniego przekazu, ale nikt w agencji nie wiedział czy jest możliwy do zastosowania. I w tej sprawie zadzwonił do mnie, ówczesnego kierownika katowickiego oddziału PAP, szef biuletynu sportowego agencji Włodzimierz Źróbik.

- Cześć stary – powiedział – mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Chciałbym, abyś się zorientował czy da się na Stadionie Śląskim zainstalować dalekopis, bo jeśli by się to udało, to moglibyśmy na bieżąco dawać relację z meczu z Anglią. Uprzedzam, że sprawa jest trudna, bo nigdy dotychczas nie wyprowadzano dalekopisów poza centralę lub jakikolwiek oddział PAP.

Spotkanie kapitanów, Stadion Śląski Chorzów 1973

Zapewniłem Źróbika, że zrobię wszystko co tylko w mojej mocy i natychmiast zabrałem się do roboty. Pierwsze swoje kroki skierowałem oczywiście na Stadion Śląski, gdzie przeprowadziłem rozmowy z przedstawicielami kierownictwa obiektu i jego obsługi technicznej. Wynikało z nich, że stadion zaakceptuje montaż dalekopisu, wszakże dopiero wtedy, kiedy wyrazi na to zgodę Okręgowy Urząd Poczty i Telekomunikacji. Zastukałem więc z kolei do tej ważnej instytucji, w której musiałem długo tłumaczyć różnym urzędnikom ideę instalacji dalekopisu na stadionie, ale mimo to żadnej konkretnej odpowiedzi nie usłyszałem. W końcu dotarłem na sam szczyt tego urzędu, do dyrektora, który o ile dobrze pamiętam, nazywał się Kita. Człowiek ten, zorientowany już trochę w problemie przez swoich podwładnych wykazał wiele dobrej woli, wezwał do siebie szefa odpowiedniego wydziału i polecił mu zbadać na stadionie warunki techniczne takiej operacji. Po tej decyzji pojechałem z dwoma technikami na stadion, gdzie w towarzystwie gospodarzy spenetrowaliśmy cały obiekt. Okazało się wtedy, że dalekopis można zainstalować tylko w jednym miejscu, w gmachu słynnej wieży widokowej nad zachodnią trybuną obiektu, w dodatku dopiero na drugim piętrze, bowiem parter osadzony tuż nad trybuną honorową przeznaczony był dla VIP-ów, a pierwsze piętro dla służb technicznych i spikerskich.

Pozostawało tylko jedno pozornie niewielkie, ale w rzeczywistości bardzo trudne do realizacji zadanie. Trzeba było po prostu zdobyć kilkadziesiąt metrów kabla stacyjnego, aby połączyć nim instalowany na drugim piętrze dalekopis z gniazdem telekomunikacyjnym znajdującym się na parterze. W dodatku musiał to być kabel wysokiej jakości, o dużej częstotliwości, jedyny nadający się do włączenia naszego dalekopisu w sieć ogólnopolską. Niestety kabel taki był wówczas nie do zdobycia. Pracownicy Okręgowego Urzędu Poczty i Telekomunikacji przeszukali wszystkie dostępne im magazyny, spenetrowali liczne składy w sąsiednich województwach, a kabla jak nie było, tak nie było. Dowiedzieli się jedynie, że jedyną instytucją dysponującą takim skomplikowanym przewodem jest Ministerstwo Przemysłu Maszynowego, ale i tam trudno się było z kimkolwiek dogadać. Potrzebna była interwencja kogoś wysoko postawionego, kogoś kto mógł podjąć wiążącą decyzję. Zwróciliśmy się więc o pomoc do kierownika biuletynu ekonomicznego PAP Tadeusza Sapocińskiego mającego dobre układy m.in. w tym resorcie, a on dotarł wprost do samego ministra Tadeusza Wrzaszczyka i tę trudną sprawę dość łatwo podczas jednej rozmowy załatwił. Reszta była już tylko kwestią techniczną dość sprawnie rozwiązaną.

Angielscy obrońcy nie potrafili nadążyć za Włodzimierzem Lubańskim

Kiedy więc nastał ów dzień meczu eliminacyjnego mistrzostw świata Polski z Anglią nasze stanowisko było gotowe. Usiedliśmy tam w trójkę, na długo zresztą przed rozpoczęciem spotkania. Główną personą był reprezentant działu sportowego PAP przybyły specjalnie z Warszawy Tomasz Trzciński, który miał tę relację prowadzić. Przy dalekopisie usiadła nasza katowicka teletypistka Ewa Będkowska, której zadaniem było wystukiwanie na klawiaturze dyktowanego przez Tomka tekstu. Dwójce tej towarzyszyłem ja, odpowiedzialny za przygotowanie relacji i czuwający nad jej sprawnym przebiegiem. Za wielką szybą naszej kabiny kłębił się na trybunach blisko stutysięczny tłum kibiców pełen namiętności, oczekiwań i nadziei. A gdy Anglicy pod wodzą Roberta Moore’a i Polacy pod kapitanatem Włodzimierza Lubańskiego wyszli na rozgrzewkę rozległ się potężny krzyk towarzyszący zresztą piłkarzom podczas całego tego przygotowania. A gdy już po raz drugi drużyny prowadzone przez austriackiego sędziego Paula Schillera wyszły na boisko by rozegrać mecz znów wybuchła kanonada wrzasków, bębnów, piszczałek przerwana tylko na krótki czas potrzebny na odegranie hymnów państwowych. Wtedy właśnie Tomek Trzciński przystąpił do akcji.

Dyktował wszystko co potrafił dostrzec z wysokości wieży widokowej, opisywał każdą akcję prowadzoną przez gości i gospodarzy, poświęcał mnóstwo słów specjalnym okazjom jak np. ta, którą stworzyli nasi piłkarze i zdobyli pierwszą bramkę, choć trudno było ustalić kto był jej strzelcem. Rozpływał się ze szczęścia, kiedy Lubański zdobył dla naszych barw drugiego gola. Zamartwiał się, gdy ten sam zawodnik zaatakowany przez McFarlanda doznał groźnej kontuzji nogi i zniesiony został z boiska. Dyktował tak przeszło dwie godziny, bo i piętnastominutową przerwę w spotkaniu wykorzystał na próbę komentarza, no i na szczegółowy opis owego polskiego dwunastego zawodnika, którego stanowiła publiczność bez przerwy zagrzewająca piłkarzy do walki. To obszerne, najdłuższe chyba w dotychczasowej sportowej praktyce PAP-owskiej sprawozdanie zakończył dokładnie z ostatnim gwizdkiem sędziego, informując, że po raz pierwszy w historii Polska pokonała Anglię. To wszakże nie wszystko, bo wysyłane ze Stadionu Śląskiego sprawozdanie przejmowała nie tylko redakcja sportowa, ale i redakcja wiadomości dla zagranicy, czyli ta część agencji, która informacje pochodzące z Polski przekładała na obce języki i wysyłała w świat.

Atmosfera tego meczu, a zwłaszcza zdobycie przez Polskę pierwszej bramki już w 7 minucie wniosła pewien element sensacji, bo zapachniało zwycięstwem Polski. Toteż redakcja dla zagranicy wykorzystując tekst dostarczany ze Stadionu Śląskiego tworzyła na jego podstawie krótkie sygnały o ważniejszych wydarzeniach na płycie i umieszczała je w swoim serwisie. A gdy austriacki sędzia zakończył mecz mogła natychmiast wysłać sensacyjną informację o pokonaniu przez Polskę silnej Anglii. Okazało się, że była to pierwsza wiadomość o tym wydarzeniu w światowej sieci informacyjnej. Ciesząca się ogromnym prestiżem brytyjska agencja Reutersa nadała tę wiadomość w dziesięć minut później. Czyżby zaspała? Otóż nie, miała nawet na Stadionie Śląskim swojego przedstawiciela, którym był niegdysiejszy dziennikarz “Sportu”, a wtedy już etatowy pracownik tej agencji, znany podówczas poliglota Jerzy Brodzki. Zanim jednak z miejsc prasowych dotarł do telefonu i zanim zdołał się połączyć z warszawskim oddziałem tej agencji upłynęło właśnie blisko dziesięć cennych minut. Jeszcze tego samego dnia późnym wieczorem PAP nadała krótką informację o swoim sukcesie i nawet następnego dnia zamieściły ją niektóre gazety, ale większość czytelników w ogóle tego nie zauważyła. Za to w samym polskim, sportowym środowisku prasowym było o tym głośno, przynajmniej przez kilka dni. I pomyśleć, że wszystko to dzięki wywalczeniu przez katowicki oddział PAP kilkudziesięciu metrów kabla.

CZESŁAW LUDWICZEK

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/5186

10-10-2013, 04:52

Pracownicy TVP zdecydowali o strajku – 72 proc. głosów za  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
10-10-2013

72 proc. pracowników Telewizji Polskiej, którzy wzięli udział w referendum strajkowym, zagłosowało za wszczęciem protestu. Frekwencja wyniosła 51,16 proc.

Referendum strajkowe zakończone zostało we wtorek 8 października br., po osiągnięciu frekwencji na poziomie 51,16 proc. (tym samym referendum jest ważne, ponieważ frekwencja przekroczyła 50 proc.). W środę przez cały dzień trwało jeszcze liczenie głosów, a oficjalne wyniki podano późnym wieczorem.

W głosowaniu wzięło udział 1769 pracowników TVP, z których 1274 (czyli 72,02 proc.) opowiedziało się za strajkiem, 172 (9,72 proc.) było przeciw, a 258 (14,58 proc.) wstrzymało się od głosu. 65 głosów (3,67 proc.) było nieważnych.

Przedstawiciele Wizji deklarują, że zanim zapadnie ostateczna decyzja o strajku, zamierzają zaprosić prezesa TVP Juliusza Brauna na spotkanie ostatniej szansy, na którym będą próbowali przekonać go do spełnienia ich postulatów. Domagają się m.in. wstrzymania zwolnień w TVP i cofnięcia decyzji o przeniesieniu pracowników spółki do firmy zewnętrznej. Ogłoszony w maju br. plan zakłada, że ok. 550 pracowników etatowych (głównie dziennikarzy, a także grafików, montażystów i charakteryzatorów) jesienią br. przejmie wybrana w przetargu firma, gdzie zostanie im zagwarantowane zatrudnienie przez rok. Obecnie w postępowaniu przetargowym pozostała tylko firma Gi Group. Ostateczna decyzja, czy to właśnie ona przejmie pracowników TVP, ma zostać ogłoszona 28 października br.

Jeśli rozmowy z prezesem nie przyniosą spodziewanego przez Wizję rezultatu, to dojdzie do strajku. Nie wiadomo jednak na razie, kiedy może on się odbyć ani jaką przybrać formę. – Spotkamy się poza telewizją i to ustalimy - mówi nam osoba z Wizji.

- Telewizja Polska jest przygotowana na różne scenariusze - zapewnia nas Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy TVP. Nie ujawnia jednak, w jako sposób spółka będzie chciała minimalizować skutki ewentualnego protestu. Nieoficjalnie wiadomo, że stacja chce w takim przypadku skorzystać ze współpracowników, którzy zastąpią pracowników etatowych.

W TVP pracuje obecnie 3,45 tys. etatowych pracowników. Od stycznia do sierpnia br. spółka miała 82 tys. zł zysku brutto.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/pracownicy-tvp-zdecydowali-o-strajku-72-proc-glosow-za

09-10-2013, 09:48

Ryszard Bańkowicz: Stanowcze NIE dla łączenia dziennikarstwa z reklamą  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kl
09-10-2013

Ryszard Bańkowicz

- Dziennikarz łącząc swoją pracę z udziałem w reklamie traci to, na co pracował przez lata – swoją wiarygodność – pisze Ryszard Bańkowicz, przewodniczący Rady Etyki Mediów.

Dziennikarz nie powinien brać udziału w reklamach, kampaniach promocyjnych ani działaniach PR. Rozmawialiśmy na ten temat na ostatnim posiedzeniu Rady Etyki Mediów i nasze stanowisko jest jednoznaczne. Po prostu: nie. Dotyczy to oczywiście wszystkich mediów, nie tylko telewizji. Nawet wówczas, gdy dziennikarz uzyskuje przyzwolenie swoich szefów na takie działania, nie powinien z niego korzystać.

Jeśli dziennikarz bierze udział w reklamie lub działaniach PR, narusza – rzecz jasna – zasady etyczne swojego zawodu. Dokonuje jednak jeszcze groźniejszego występku: przeciwko sobie samemu jako dziennikarzowi. Oto telewidz, czytelnik, słuchacz widzi, lub słyszy, że dziennikarz angażuje swój autorytet i swoją twarz, by mówić to, za co płaci mu zleceniodawca reklamy.

Dziennikarz traci w ten sposób to, na co pracuje przez całą karierę zawodową: wiarygodność. Już jej nie odzyska. Można poświęcić się reklamie lub PR-owi będąc dziennikarzem, ale to jednokierunkowa ulica, powrotu nie ma.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ryszard-bankowicz-stanowcze-nie-dla-laczenia-dziennikarstwa-z-reklama-opinia