Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

07-04-2014, 08:46

“Problem się rozwiąże, zło do niego wróci” – Cezary Gmyz przeprasza za wpisy o nowotworze Azraela  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
07-04-2014

- Ten problem niebawem się rozwiąże. Kiedyś Azrael usłyszy prawdę. Obawiam się, że lekarze z litości go oszukują – napisał na Twitterze dziennikarz Cezary Gmyz, nawiązując do choroby nowotworowej skonfliktowanego z nim blogera Azraela Kubackiego. Po krytycznych komentarzach przeprosił za te wpisy.

Cezary Gmyz

- Nie cierpię gnojków stosujących metodę na inwalidę - ja chory, ja biedny, ja zębów nie mam. Bo kto odwinie się inwalidzie, ten serca nie ma - stwierdził w piątek wieczorem na swoim twitterowym profilu dziennikarz “Do Rzeczy” i TV Republiki Cezary Gmyz. W sobotę blogerka Kataryna zwróciła mu uwagę, że Azrael Kubacki zarzucił jej, że jest “dobrze opłacaną agentką wpływu”. – Ten problem niebawem się rozwiąże. Kiedyś Azrael usłyszy prawdę. Obawiam się, że lekarze z litości go oszukują – ocenił w odpowiedzi Gmyz. – Nie będę oszukiwał. Ten facet wystarczająco często życzył źle ludziom by do niego zło wróciło – dodał.

Cezary Gmyz nawiązywał w ten sposób do chorobowy nowotworowej Azraela. Jesienią 2012 roku bloger przeszedł udaną operację guza mózgu. Natomiast w piątek poinformował na Twitterze, że wykryto u niego drugiego, mniejszego guza i będzie musiał poddać się dalszemu leczeniu.

Przypomnijmy, że pod koniec marca br. Gmyz zasugerował na Twitterze, że Azrael Kubacki według ustaleń SKW “bierze kasę z ruskiej ambasady”. Bloger w zeszłym tygodniu poinformował, że pozwie za to dziennikarza do sądu, na co ten stwierdził w rozmowie z Wirtualnemedia.pl: „Brzydzę się tym człowiekiem, który wielokrotnie dopuszczał się sączenia jadu, ale jeśli mnie pozwie, to spotkam się z nim w sądzie” .

Ostatnie wpisy Gmyza o Azraelu wywołały sporo krytycznych komentarzy na Twitterze. – Co chciałeś powiedzieć? I po co? – spytała dziennikarza Marzena Paczuska. – Ojejej…nie ten poziom…:( - stwierdziła Aleksandra Jakubowska. – Brak słów. Będzie się Pan jutro modlił, żeby “problem” szybciej się rozwiązał? – zapytał Paweł Graś. – To że Paweł Graś się wypowiada w kontekście Azraela jest demaskujące, ale jeśli Twoja wypowiedź znaczy to co myślę, jest obrzydliwa - napisał Robert Tekieli.

Cezary Gmyz już w sobotę przyznał: “Przepraszam, właśnie przejrzałem kilka tajmlajnów. Rzeczywiście niepotrzebnie się unoszę. Ale jak myślę o tym, co oni zrobili rodzinie generała Błasika, to ciężko mi się powstrzymać”. – Czasem przeginam. Gniew jest jednym z grzechów głównych – dodał w kolejnym wpisie. Natomiast w niedzielę przed południem dziennikarz przeprosił wszystkich oburzonych jego wpisami, zaznaczając, że zareagował w ten sposób na wielokrotne poniżanie pamięci jego przyjaciół i znajomych. - Mój wczorajszy wpis był głupi i zły. Zgrzeszyłem. Żałuję - podkreślił.

Cezary Gmyz jest jednym z najpopularniejszych polskich dziennikarzy politycznych na Twitterze. Jego konto obserwuje obecnie 18,3 tys. użytkowników portalu.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/problem-sie-rozwiaze-zlo-do-niego-wroci-cezary-gmyz-przeprasza-za-wpisy-o-nowotworze-azraela

06-04-2014, 23:16

“Kurier Słupecki” przegrał proces o definicję słowa “zarobić”  »

Press
(GK)
06-04-2014

Kurier Słupecki

Sąd Apelacyjny w Poznaniu skazał dziennikarzy “Kuriera Słupeckiego” za tekst “Kto zarabia na przetargach?”, bo słowo “zarobić” używali w znaczeniu przychodu, a nie dochodu.

Sprawa dotyczy dotacji unijnych i Zespołu Szkół Ekonomicznych w Słupcy, której dyrektorem jest Irena Grzeszczak, żona wicemarszałka sejmu z PSL. Tygodnik napisał, że firma jednej z nauczycielek pracujących w tej szkole zarobiła na przetargach organizowanych przez szkołę ponad 200 tys. zł. Nauczycielka pozwała dziennikarzy, bo jej zdaniem materiał był nierzetelny. Argumentowała, że słowo “zarobić” oznacza wyłącznie osiągnąć konkretny dochód, a nie przychód (a tego dotyczyła wspomniana kwota 200 tys. zł). Najpierw Sąd Okręgowy w Koninie, a w piątek Sąd Apelacyjny w Poznaniu przyznał powódce rację.

- Nie wiadomo, dlaczego pisanie o pracy nauczycieli i samorządowców podlega szczególnej ochronie – komentuje decyzję sądu Janusz Ansion, wydawca i redaktor naczelny “Kuriera Słupeckiego”. – Wiadomo jednak, że sędzia zapomniał spojrzeć do Słownika Języka Polskiego, gdzie pierwszą definicją słowa zarobić, jest “otrzymać zapłatę za wykonaną pracę”. O kosztach nie ma tam mowy. Pomylono znaczenie potocznego słowa „zarobić” z definicją ekonomiczną dochodu – argumentuje Ansion.

Dziennikarze “Kuriera Słupeckiego” zostali skazani na wpłatę 10 tys. zł na cele społeczne, zwrot kosztów procesowych i zamieszczenie przeprosin we własnej gazecie.

Wydawca zamierza złożyć kasację od wyroku, a jak będzie trzeba odwoła się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Proces z nauczycielką Zespołu Szkół Ekonomicznych w Słupcy ma szersze tło. Jest związany z konfliktem “Kuriera Słupeckiego” z rodziną wicemarszałka Sejmu Eugeniusza Grzeszczaka. W grudniu ub.r. zakończył się proces z art. 212 Kodeksu karnego o naruszenie dóbr osobistych, jaki wytoczył dziennikarzom wicemarszałek. Dziennikarze zostali uniewinnieni w apelacji. W innym procesie wicemarszałek domaga się od wydawcy “Kuriera Słupeckiego” zamieszczenia przeprosin w prasie ogólnopolskiej – na pierwszych stronach wydań weekendowych. Zdaniem Ansiona wszystkie te działania zmierzają do likwidacji niewygodnej gazety. Konkurencyjny wobec “Kuriera Słupeckiego” tygodnik należy do syna wicemarszałka.

- Mamy tego dość. Wkrótce składam skargę do Komisji Etyki Poselskiej. Wspierać mnie będzie Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, być może przyłączą się inni – kończy Ansion.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/44886,Kurier-Slupecki-przegral-proces-o-definicje-slowa-zarobic

06-04-2014, 19:14

Jak spowodować, żeby dziennikarz podjął temat?  »

Media2.pl
Piotr Lignar
07-04-204

Istnieje pogląd, że aby trafić na łamy gazet czy na antenę radiową lub telewizyjną trzeba po prostu mieć znajomych dziennikarzy. Im zna się ich więcej, tym efekt pewniejszy. Niektórzy dodają jeszcze, że takim znajomościom sprzyjają skromne dowody wdzięczności. Prawda to, czy nie?

Piotr Lignar

Oczywiście, dobrze znać dziennikarzy, dzięki temu poznajemy ich sposób myślenia i pracy, lepiej też możemy przygotować to, czego potrzebują. Zasada skutecznego trafiania do mediów brzmi bowiem tak: daj dziennikarzom wszystko, czego potrzebują, a wezmą chętnie i poproszą o jeszcze.

Czego zatem potrzebują, a raczej czego poszukują dziennikarze? Najczęściej odpowiada się, że sensacji. Ta jednak nie zdarza się często! Dziennikarze o tym wiedzą, dlatego poszukują wszystkiego, co jest odstępstwem od normy. Im większym – tym lepiej. Słowem, to, co mieści się w granicach normy w rozumieniu danego kręgu kulturowego, dziennikarzy nie interesuje. Ściślej mówiąc, nie interesowałoby ich czytelników, widzów lub słuchaczy. Wreszcie bierzemy gazetę do ręki, włączamy radio czy telewizor nie dlatego, żeby dowiedzieć się, że świat stoi w miejscu, a wprost przeciwnie. Interesuje nas to, co niezwykłe, w jakimś sensie właśnie nienormalne. Stąd pierwsza ważna rada. Tylko wówczas uda nam się skupić uwagę dziennikarza na ważnym dla nas temacie, jeżeli rzeczywiście dotyczy on czegoś wyraźnie odbiegającego od normy!

Co jednak zrobić, gdy potrzebujemy wsparcia mediów, a temat nie jest absolutnie niezwykły? Otóż szanse na zainteresowanie dziennikarzy mamy wówczas, gdy nasz temat spełnia jak najwięcej z pięciu takich oto warunków. Po pierwsze, to, czego dotyczy, musi być pouczające. Po drugie, rozrywkowe, czy może raczej atrakcyjne, wzbudzające ciekawość. Po trzecie, musi być ważne społecznie, czyli nie dotyczyć spraw marginalnych i bez znaczenia dla odbiorców. Po czwarte, musi ich przyciągać, powodując, że chcą kupić piszącą o tym gazetę lub chcą słuchać traktującego o tym radia czy telewizji. Po piąte, dobrze, jeżeli nasz temat sprzyja krzewieniu jakiejś konkretnej idei. Jeżeli wszystkie warunki są spełnione – publikacja murowana. Im mniej spełniamy warunków, tym szanse sukcesywnie maleją. Tu warto jeszcze wspomnieć o dwóch żelaznych zasadach nawiązywania i utrzymywania dobrych relacji z dziennikarzami. Pierwsza to, że oferując dziennikarzowi temat i zapewniając, że spełnia on owe pięć kluczowych warunków, musimy bezwzględnie mówić prawdę. Jeżeli bowiem obietnica jest fałszywa i dziennikarz szybko zorientuje się, że nasz temat to zwykła “wata na patyku”, jego frustracja z powodu straty czasu i ośmieszenia będzie duża, a więc i zemsta może być niebagatelna. W każdym razie na dalszą współpracę z pewnością nie będziemy mogli już liczyć. Kolejna żelazna zasada mówi o tym, że sugerując dziennikarzowi temat nie możemy liczyć, że będziemy mieli darmową promocję naszej firmy, marki lub produktu. Przede wszystkim dziennikarzom tego nie wolno robić. Zabrania im tego etyka zawodowa i prawo prasowe w zapisach dotyczących kryptoreklamy. Praktyki takie tępią też ich przełożeni. Zubażają one bowiem napływ pieniędzy z reklam i artykułów sponsorowanych. Na dodatek dziennikarze uprawiający kryptoreklamę są nisko cenieni w środowisku jako ci, którzy nie potrafią uczciwie zarobić.

Skoro już wiemy, co interesuje dziennikarzy – powstaje pytanie, jak do nich dotrzeć? Zwłaszcza gdy nie możemy liczyć na znajomych. Otóż musimy poznać dobrze rynek medialny, zwłaszcza te tytuły, które zajmują się tematyką, na jakiej nam zależy. Po pewnym czasie będziemy świetnie zorientowani, jacy dziennikarze specjalizują się w zagadnieniach, o które nam chodzi. Przy okazji drobna podpowiedź. Nie lekceważmy prasy specjalistycznej. Ma zazwyczaj małe nakłady, ale trafia precyzyjnie do tych, o których nam chodzi, i jest czytana “od deski do deski”. Skoro już wiemy z imienia, nazwiska i tytułu, do jakiego dziennikarza mamy dotrzeć, pamiętajmy, że nie on podejmuje decyzje o zajęciu się tematem, a zwłaszcza o jego publikacji. O tym decydują jego przełożeni, wydawcy, kierownicy redakcji czy wreszcie redaktorzy naczelni. Kto ostatecznie – zależy od stylu pracy gazety czy stacji radiowej lub telewizyjnej oraz od jej wielkości. Bez ich akceptacji nie ukaże się żadna publikacja i każdy dziennikarz o tym dobrze wie. Słowem, jeżeli podejmuje zasugerowany przez nas temat, to musi do niego przekonać swojego przełożonego, inaczej jego praca może pójść na marne. Jeżeli jednak uzyska zgodę, to otrzymuje coś w rodzaju promesy gwarantującej mu miejsce w numerze lub na antenie, no i przede wszystkim honorarium. Oczywiście, gdy jego materiał będzie się nadawał do publikacji. I tu kolejna rada: to my powinniśmy uzbroić dziennikarza w argumenty, z którymi zwróci się do przełożonego, zabiegając o publikację. Tworzy je prosty szablon pięciu pytań. Od jakości udzielonych na nie odpowiedzi zależy siła argumentacji, a w rezultacie los tematu. Pomóżmy więc dziennikarzowi odpowiedzieć na pytania: o czym ma być mowa – to względnie proste. Dlaczego o tym ma być mowa? – chodzi o przekonujące uzasadnienie znaczenia i wagi tematu z punktu widzenia publikującego (dlaczego my mamy o tym napisać czy powiedzieć). Kolejne pytanie – do kogo jest adresowana ta publikacja, kogo ten temat zainteresuje? Najlepiej, żeby dokładnie tych, do których wydawcy kierują swój przekaz. No i czwarte pytanie – dlaczego właśnie teraz mamy o tym powiedzieć czy napisać? Chodzi o walor aktualności. Jest jeszcze piąte pytanie – w jakiej formie ma się ukazać publikacja, ale na nie najczęściej dziennikarze wolą odpowiadać sami, bez podpowiedzi.

Pozostaje jeszcze ostatnia kwestia, choć w istocie zasadnicza, jak dotrzeć do dziennikarza? Przestrzegam przed naiwną wiarą, że wyślemy maila do redakcji, a nawet bezpośrednio do dziennikarza i to wystarczy. Otóż nie wystarczy! Dziennikarze są zasypywani mailami. Otrzymują ich po kilkaset dziennie, co w połączeniu ze wszechobecnym spamem daje ogromną liczbę korespondencji. Zazwyczaj nie są w stanie jej ogarnąć.

Najskuteczniejszym narzędziem jest telefon komórkowy do dziennikarza i cierpliwe dzwonienie. O ile pierwsze jest względnie łatwe (numery służbowych telefonów dziennikarzy, w tym komórkowych, są często dostępne na stronach internetowych redakcji), o tyle dodzwonić się nie jest już łatwo. Rozmowa musi być przez nas przemyślana, krótka i merytoryczna, a my przekonujący. Radzę się dobrze przygotować. Dziennikarze są zazwyczaj w biegu i w permanentnym niedoczasie, więc nie będą prowadzili rozmów, w których od razu nie wiadomo, o co chodzi. Proponuję zastosowanie szablonu ze wspomnianymi pytaniami i odpowiedziami argumentującymi atrakcyjność tematu. Jeżeli dziennikarza nie przekonamy i od razu odrzuci nasz pomysł, to cóż – nie powiodło nam się tym razem. Trzeba próbować od nowa, najlepiej gdzie indziej. Jeżeli jednak wzbudzimy zainteresowanie, najprawdopodobniej dziennikarz poprosi o tak zwany pitch letter. Wówczas poda nam już drożny adres mailowy albo umówi się przy pomocy jakiegoś hasła umieszczonego przez nas w tytule maila, wyłowi go z gęstwiny zalegających wiadomości. Pitch letter to krótka, półstronicowa, zwarta notatka z odpowiedzią na wspomniane pięć pytań i krótkim wyjaśnieniem, uzasadniającym, dlaczego dany temat ma walory publikacyjne. Jeżeli dziennikarz odbierze tę wiadomość lub nawet dostarczony do redakcji imienny list z pitch letterem – jesteśmy już blisko publikacji. Pewność jednak zdobędziemy dopiero widząc tekst na stronie numeru lub słysząc czy oglądając audycję radiową lub telewizyjną. Zawiłości życia redakcyjnego mają bowiem wiele pułapek. O nich może jednak innym razem.

Piotr Lignar
Wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego
Koordynator Merytoryczny studiów “Public relations w praktyce”

Całość: http://media2.pl/felietony/110393-Jak-spowodowac-zeby-dziennikarz-podjal-temat.html

04-04-2014, 14:46

PAP zatrudnia Piotra Śmiłowicza i przygotowuje się do pisania analiz ustaw  »

Press
(MAL)
04-04-2014

Piotr Śmiłowicz zasilił zespół polityczny Polskiej Agencji Prasowej. Będzie też pracować nad nowym projektem PAP dotyczącym legislacji parlamentarno-rządowej.

Piotr Śmiłowicz

Piotr Śmiłowicz będzie dziennikarzem, ale i redaktorem. – W dziale politycznym powołany został zespół Legislacja, którego prace koordynują Monika Kielesińska i Sonia Termion. Śmiłowicz będzie pomagał przy planowaniu, selekcji informacji, ale i będzie tworzył zaplanowane pakiety depesz – mówi redaktor naczelna PAP Katarzyna Buszkowska. Śmiłowicz będzie też pisał analizy wyborcze.

W ciągu miesiąca w PAP ma ruszyć projekt Legislacja, w ramach którego agencja będzie tworzyć analizy projektów ustaw. – Chcemy, by pod koniec roku projekt Legislacja stał się produktem premium, czyli ofertą zawierającą rozbudowaną, wyselekcjonowaną informację o propozycjach i skutkach ustaw wraz z opiniami ekspertów i głosami grup zainteresowanych – mówi Buszkowska.

Śmiłowicz jest dziennikarzem politycznym od ponad 15 lat. Do października ub.r. pracował we “Wprost” (AWR Wprost). W PAP pracował już w latach 1998-2001. Był także zastępcą szefa działu krajowego “Rzeczpospolitej” (Gremi Business Communication), dziennikarzem “Newsweek Polska” (Ringier Axel Springer Polska).

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/44881,PAP-zatrudnia-Piotra-Smilowicza-i-przygotowuje-sie-do-pisania-analiz-ustaw

04-04-2014, 07:34

Żądania Moniki Olejnik wobec tygodnika “W Sieci” to broń obosieczna  »

Pressserwis
(DR, MAL)
04-04-2014

Żądanie Moniki Olejnik, aby sąd zabronił tygodnikowi “W Sieci” (Fratria) pisania o jej życiu prywatnym, zawodowym i poglądach, to broń obosieczna. Nawet jeżeli zakaz ten miałby obowiązywać tylko w ramach zabezpieczenia roszczeń, jakie dziennikarka ma wobec tygodnika. Są jednak tacy, którzy rozumieją postępowanie Olejnik i na jej miejscu zrobiliby to samo.

Okładka 49 numeru "W Sieci" z 9 grudnia 2013

W związku z tekstem tygodnika “W Sieci” pt. “Dzieci esbeków i ludzi PZPR rządzą w mediach” (z grudnia ub.r.) Monika Olejnik zapowiada złożenie do sądu pozwu. Najpierw jednak jej prawnicy w ramach zabezpieczenia roszczeń złożyli wniosek, by na czas trwania przyszłego procesu tygodnik “W Sieci” nie pisał m.in. o jej biografii i poglądach. Sąd Okręgowy w Warszawie tego żądania nie uwzględnił, nakazał jedynie wydawcy tygodnika, aby nie rozpowszechniał fotomontażu z okładki wydania ze spornym tekstem, na której jest ona zestawiona z generałem Wojciechem Jaruzelskim.

W tym tygodniu “W Sieci” napisało o żądaniach Olejnik w tekście okładkowym “Co chce ukryć Monika Olejnik?”. Michał Karnowski, członek zarządu wydawnictwa Fratria, podkreśla, że Olejnik nie jest prywatną osobą, więc nie może żądać, aby media o niej nie informowały. – Mogę tylko wyrazić zdumienie. Czytam teksty pani Moniki Olejniki, słucham jej audycji, jest osobą będącą symbolem niezależności dziennikarskiej, głębokiego przekonania, że w sferze publicznej niewiele jest tabu – mówi Karnowski. Sama Olejnik nie chciała się wypowiadać w sprawie swoich żądań. Odesłała nas do swoich prawników. Kancelaria Brudkowski i Wspólnicy, reprezentująca dziennikarkę, w odpowiedzi na nasze pytania przysłała oświadczenie, w którym tłumaczy, że żądanie powstrzymania się “W Sieci” od publikacji na temat jej biografii spowodowane było “powtarzającymi się atakami na dobra osobiste pani Moniki Olejnik”.

Tomasz Sekielski, dziennikarz TVP, nie posunąłby się do wystosowania takiego żądania wobec jakiejkolwiek redakcji. – Skoro dziennikarze mają prawo prześwietlania innych, patrzenia im na ręce i zaglądania w kieszenie, to nie możemy stawiać siebie ponad prawem, z którego sami korzystamy. Gdybym uznał, że ktoś kłamie i narusza moje dobra osobiste, to wytoczyłbym mu proces, ale nigdy nie wnosiłbym o taki prewencyjny zakaz – mówi Sekielski.

Wtóruje mu Cezary Gmyz z “Tygodnika do Rzeczy”: – Dziennikarz, jak każdy obywatel może korzystać z przysługujących mu praw, ale w tym wypadku mamy do czynienia z osobą publiczną i tu zakaz sądowy jest kompletnie bez sensu – mówi. – Gdyby wszystkie osoby publiczne pozywały gazety za tego typu okładki, na których przedstawiono je w krytycznym świetle, to każda kwalifikowałaby się do zakazu sądowego i to byłoby po prostu absurdalne – dodaje Gmyz. W środowisku nie brakuje jednak zrozumienia dla Moniki Olejnik. Według Wojciecha Czuchnowskiego z “Gazety Wyborczej” dziennikarzowi wolno wystąpić do sądu z takim żądaniem. – Jest cała grupa dziennikarzy w Polsce, którzy tak jak Monika Olejnik są całkowicie bezbronni wobec szaleństwa lustratorów z prawicy korzystających z dostępu do akt IPN – tłumaczy Czuchnowski. I dodaje: – Tego typu plugawe publikacje nie mają nic wspólnego z poruszaniem poglądów danego dziennikarza, ale są szczuciem.

Podobnego zdania jest Roman Osica, dziennikarz śledczy RMF FM: – Jeżeli jest to w formie zabezpieczenia powództwa, to jest to słuszne. Nie odbieram tego w kategoriach moralnych, tylko normalnych czynności procesowych. Jeśli prawo dopuszcza takie instrumenty, to mamy prawo z nich korzystać – uważa Osica. Dominika Bychawska-Siniarska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zaznacza jednak, że instytucja zabezpieczenia powództwa budzi wątpliwości w świetle Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który uważa to za tzw. uprzednie ograniczenie. – W takich przypadkach sądy powinny ostrożnie podchodzić do stosowania zabezpieczenia powództwa, bo gdyby żądania uznawano za każdym razem, to mogłaby to być zbyt daleko idąca ingerencja w wolność słowa redakcji – mówi Dominika Bychawska-Siniarska.

- Zabezpieczenia w sprawach między dziennikarzami mogą mieć sens tylko wtedy, gdy chodzi o oczywiste kłamstwo – tłumaczy Tomasz Ejtminowicz, radca prawny Agory. – Aby ustalić, czy coś jest prawdą, czy nastąpiło naruszenie dóbr osobistych, do tego niezbędny jest normalny proces, w którym weryfikuje się świadków, dowody, ocenia się dziennikarską rzetelność, kryteria, jakimi kierowali się przy publikacjach – mówi Ejtminowicz. Jego zdaniem zabezpieczenia roszczeń w przypadku mediów to broń obosieczna. – Tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia z oczywistym kłamstwem, którego dalsze kolportowanie, powielanie, archiwizowanie w Internecie, rzeczywiście wyrządza jakieś szkody, wtedy to zabezpieczenie ma sens. Natomiast w każdej innej sytuacji takie działanie dziennikarza obraca się przeciwko niemu – podsumowuje Ejtminowicz.

Całość: http://biznes.onet.pl/zadania-moniki-olejnik-wobec-tygodnika-w-sieci-to-,18488,5612959,1,news-detal

03-04-2014, 23:00

Arkadiusz Gola fotoreporterem miesiąca Akademii Nikona i Szerokiego Kadru  »

Dziennik Zachodni
BP
03-04-2014

Arkadiusz Gola

Arkadiusz Gola, fotoreporter Dziennika Zachodniego, został wybrany fotoreporterem miesiąca Akademii Nikona i portalu Szeroki Kadr.

Nasz redakcyjny kolega, Arkadiusz Gola, został wybrany fotoreporterem kwietnia Akademii Nikona i portalu fotograficznego Szeroki Kadr. Organizatorzy docenili jego wyjątkowe spojrzenie na Śląsk i Ślązaków oraz niepowtarzalny charakter regionu, który Arek potrafi uchwycić.

To oczywiście nie jedyne wyróżnienie na koncie Arka. Jest on wielokrotnie nagradzany w konkursach, m.in.: Grand Press Photo, Konkursie Śląskiej Fotografii Prasowej czy Konkursie Polskiej Fotografii Prasowej, BZ WBK Press Foto.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3389399,arkadiusz-gola-fotoreporterem-miesiaca-akademii-nikona-i-szerokiego-kadru-wywiad,id,t.html