Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

22-05-2014, 16:33

Antoni Faron nie żyje. Zmarł były redaktor naczelny Dziennika Zachodniego  »

Dziennik Zachodni
Michał Smolorz
22-05-2014
Antoni Faron nie żyje. Zmarł Antoni Faron, siódmy z kolei redaktor naczelny “Dziennika Zachodniego”. Antoni Faron był naczelnym Dziennika Zachodniego w latach 1986-1990. Antoni Faron miał 70 lat.

Dzisiaj po południu dotarła do nas smutna wiadomość. Rano w swoim domu zmarł nagle redaktor Antoni Faron, były redaktor naczelny Dziennika Zachodniego.

Antoni Faron

Urodził się w 1944 roku w Łącku. Należał do pokolenia, które z ubogiego regionu rolniczego tłumnie wyruszyło w Polskę po społeczny awans. Studiował filologię romańską we Wrocławiu, ukończył też podyplomowe Studium Dziennikarskie na Uniwersytecie Śląskim. Pierwszą pracę podjął w 1967 roku w redakcji “Wieczoru” jako dziennikarz-stażysta.

W 1974 roku awansował na stanowisko sekretarza redakcji, co wówczas 30-latkom zdarzało się rzadko. Rok później został redaktorem naczelnym “Górnika”, gazety wydawanej przez ówczesną Wojewódzką Radę Związków Zawodowych (200 tysięcy nakładu). Do “Wieczoru” wrócił w 1981 roku jako zastępca naczelnego, pół roku później był już naczelnym.

W 1986 roku Antoni Faron został redaktorem naczelnym “Dziennika Zachodniego”.

Kiedy latem 1988 roku wybuchły strajki w jastrzębskich kopalniach, śląskie media próbowały jeszcze bronić swojej pozycji. Po wyborach czerwcowych 1989 roku, gdy zapadła decyzja o upaństwowieniu, a potem o likwidacji PZPR-owskiego koncernu RSW Prasa-Książka-Ruch, część zespołu “Dziennika Zachodniego” założyła spółdzielnię pracy, z nadzieją na przejęcie gazety. Bez skutku.

1 czerwca 1990 r. likwidator RSW odwołał Antoniego Farona z funkcji redaktora naczelnego. Od tego czasu znikł on z pierwszego planu życia publicznego, później w gronie eks-redaktorów ancien régime`u próbował jeszcze uruchamiać nowe pisma, bez większego powodzenia. Od 2004 roku, będąc już emerytem, zajmował się m.in. działalnością w samorządzie gospodarczym.

Nieżyjący już Michał Smolorz w marcu 2010 r. poświęcił Antoniemu Faronowi jeden ze swoich tekstów w Poczcie Redaktorów Naczelnych Dziennika Zachodniego.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3445535,antoni-faron-nie-zyje-zmarl-byly-redaktor-naczelny-dziennika-zachodniego,id,t.htm

22-05-2014, 11:38

Katowice: Rozstrzygnięto konkurs na pomnik Sławika i Antalla  »

Dziennik Zachodni
PAP
22-05-2014

Konkurs na pomnik upamiętniający Henryka Sławika i Józefa Antalla seniora rozstrzygnięto w czwartek w Katowicach. Wygrała symboliczna koncepcja, wykorzystująca żywe brzozy i dwa równoległe mury z betonu, tworzące strefę kameralnego wnętrza. Sławik (1894 – 1944) i Antall (1896 – 1974) podczas II wojny światowej wspólnie uratowali 5 tys. polskich Żydów, którzy trafili na Węgry.

Pomnik stanie przed powstającym właśnie w Katowicach Międzynarodowym Centrum Kongresowym, niedaleko hali Spodka. Jego inauguracja jest planowana na marzec przyszłego roku, podczas organizowanych w Katowicach Dni Polsko-Węgierskich z udziałem prezydentów obu państw.

Autorami zwycięskiej koncepcji są Jan Kuka i Michał Dąbek. Przypadła im nagroda w wysokości 25 tys. zł. – Pomnik może być figuralny, może nie być. Ten nie jest i bardzo dobrze. Zbyt mało ludzi wie o dokonaniach Sławika i Antalla, figuralny pomnik tego nie przedstawi. Podstawowym walorem tej pracy jest to, że zamyka coś do wewnątrz. Wchodzi się do jego środka i znajdujemy się w innej atmosferze, możemy tam przeczytać o dokonaniach tych ludzi, przeżyć chwilę refleksji – powiedział podczas czwartkowej konferencji prasowej w Katowicach członek jury sądu konkursowego i architekt Ryszard Jurkowski.

- Wnętrze jest białe, wycisza, są tam najbardziej nostalgiczne drzewa – brzozy. Na zewnątrz błyszcząca stal. Na ciemnym placu, na tle ciemnej elewacji centrum kongresowego zajaśnieją te dwie ściany, odpowiednio oświetlone. Ten obiekt będzie błyszczał, będzie krzyczał – dodał.

Henryk Sławik

Na konkurs wpłynęło sześć prac, nie było wśród nich projektu figuralnego. – Pomnik będzie usytuowany w miejscu prestiżowym dla miasta, ale trudnym. Początkowo byłem trochę zaniepokojony, czy będzie wiadomo, kogo upamiętnia, ale jak przeczytałem założenia ideowe, że w środku będzie tekst – mądry syntetyczny, może wzbogacony o płaskorzeźby tych dwóch postaci, to się uspokoiłem. To wielka sprawa, że ten pomnik będzie, że Sławik wraca do Katowic – powiedział wiceprezydent Katowic Michał Luty.

Jak poinformowała przewodnicząca jury i wiceprezydent Katowic Krystyna Siejna, koszt pomnika nie przekroczy 0,5 mln zł, środki są już zabezpieczone w budżecie miasta. Wyróżnienie w konkursie i 15 tys. zł przypadło z kolei Bartoszowi Majewskiemu i Agnieszce Majewskiej z Amaya Architekci.

Henryk Sławik brał udział w trzech powstaniach śląskich. W latach międzywojennych był m.in. redaktorem naczelnym katowickiej “Gazety Robotniczej”, jednym z liderów antykomunistycznego skrzydła Polskiej Partii Socjalistycznej oraz katowickim radnym.

Po wybuchu II wojny światowej przedostał się przez Rumunię na Węgry. Został prezesem Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Uchodźcami Polskimi na Węgrzech, był też jednym z reprezentantów polskiego rządu na emigracji. Przy cichym poparciu władz węgierskich organizował przerzuty Polaków do armii polskiej na Zachodzie.

Uratował, wyrabiając fałszywe dokumenty – na podstawie wystawianych przez duchownych fałszywych metryk chrztu – ok. 5 tys. polskich Żydów, którzy trafili na Węgry. Zorganizował też, we współpracy z duchowieństwem, sierociniec dla żydowskich dzieci, działający pod szyldem placówki dla dzieci oficerów polskich. W tej działalności pomagał mu przyjaciel i współpracownik, delegat węgierskiego rządu ds. uchodźców wojennych Józef Antall.

Po wkroczeniu na Węgry Niemców Sławik przeszedł do pracy w konspiracji. Wydany przez Polaka, niemieckiego konfidenta, został aresztowany w lipcu 1944 r. i poddany gestapowskiemu śledztwu w więzieniu w Budapeszcie. Mimo tortur nie wydał Antalla. Zesłany do niemieckiego obozu w austriackim Mauthausen, zginął rozstrzelany 25 lub 26 sierpnia 1944 r.

W 1990 r. pośmiertnie nadano mu tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. W 2001 r. bliski współpracownik Sławika w Komitecie Obywatelskim, Żyd Henryk Zvi Zimmermann przypomniał o jego dokonaniach. W 2010 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył Sławika najwyższym polskim odznaczeniem – Orderem Orła Białego. Józef Antall otrzymał wtedy pośmiertnie najwyższe odznaczenie nadawane cudzoziemcom – Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski.

 

 

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3445269,katowice-rozstrzygnieto-konkurs-na-pomnik-slawika-i-antalla,id,t.html

22-05-2014, 10:26

Henryk Sławik w czasie drugiej wojny światowej (cz. II)  »

Miesięcznik społeczno-kulturalny "Śląsk" nr 5/2014
Tomasz Kurpierz
22-05-2014

Na gościnnej węgierskiej ziemi

“Przypomnijmy sobie pierwsze tygodnie po kampanii wrześniowej. Oszołomieni bólem, przygnieceni lawiną krzywd doznanych i wstrząśnięci kieską do głębi, stanęliśmy na gościnnej ziemi węgierskiej. Jakże posępna wydawała nam się nasza przyszłość, jakże wielu spośród nas wydawało się bliskich wpadnięcia w ostateczne zwątpienie, jak wielu nie dostrzegało już jutrzenki lepszego jutra”. Tak Henryk Sławik jesienią 1943 r. wracał do wydarzeń sprzed czterech lat, kiedy to granicę polsko-węgierską – według różnych szacunków – przekroczyło od kilkudziesięciu do ponad stu tysięcy uchodźców. Polacy liczyli na wsparcie, jednak bezinteresowna pomoc i serdeczne przyjęcie wielu wręcz zaskoczyły. Początkowo, zanim zaczai działać bardziej zorganizowany system opieki, z pomocą ruszyli zwykli Węgrzy. Doświadczył tego i Sławik, który wspominał, że po przekroczeniu granicy wiele razy znalazł się w krępującej sytuacji, ponieważ spał w wygodniejszych warunkach i otrzymywał lepsze posiłki niż członkowie rodzin węgierskich gospodarzy. W kolejnych dniach w wielu miejscowościach spontanicznie zaczęły powstawać różne komitety i stowarzyszenia niosące Polakom pomoc. Najważniejszy i najbardziej wpływowy okazał się, powołany w Budapeszcie, Węgiersko-Polski Komitet Opieki nad Uchodźcami, który tworzyły między innymi arystokratki z najznakomitszych rodów.

Dla redaktora Gazety Robotniczej pobyt na Węgrzech miał być jedynie krótkim przystankiem na drodze do Francji. Tam zamierzał, podobnie jak tysiące innych uchodźców, wstąpić do formującej  się na nowo armii polskiej. Po kilkunastu dniach Sławik trafił do obozów dla ludności cywilnej w północnych Węgrzech – początkowo do Bekecs koło Szerencs, a następnie do Helemby pod Miskolcem. Określenie obóz miało oczywiście jedynie administracyjny charakter i oznaczało w praktyce nazwę miejscowości, gdzie przebywali Polacy. Cywile rozlokowani zostali najczęściej w prywatnych mieszkaniach, hotelach, i ośrodkach wypoczynkowych. Teoretycznie mniejszą swobodę mieli internowani na mocy międzynarodowych konwencji żołnierze, jednak w większości przypadków – jak pokazały najbliższe miesiące – opuszczenie obozu nie stanowiło i dla nich jakiegoś większego problemu.

Spotkanie z Józsefem Antallem

Pod Miskolcem losy Sławika skrzyżowały się z drogami Józsefa Antalla (ur. 1896 r.), wówczas wyższego urzędnika w węgierskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (Wydziale IX), przed wojną jednego z autorów gruntownej reformy systemu opieki społecznej. We wrześniu 1939 r. Antall został delegowany przez rząd Królestwa Węgier do zorganizowania opieki nad polskimi uchodźcami. Jako oficjalny przedstawiciel władz musiał działać bardzo rozważnie i ostrożnie, jego kraj od pierwszych dni wojny znalazł się bowiem w bardzo skomplikowanej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej. Od lat trzydziestych Węgrzy politycznie i militarnie związali się sojuszami z III Rzeszą i zmuszeni byli liczyć się z naciskami oraz wpływami Berlina. Liczyli w zamian za to na rewizję katastrofalnych dla nich postanowień traktatu w Trianon z 1920 r., na mocy którego stracili dwie trzecie powierzchni kraju i niemal dwie trzecie ludności. Z drugiej strony przyjaźń polsko-węgierska była tak silna, że ówczesny rząd hr. Pála Telekiego, wielokrotnie narażając własne interesy, nie ugiął się przed żądaniami hitlerowskimi skierowanymi przeciw Polakom, w tym przede wszystkim nie zgodził się we wrześniu 1939 r. na przemarsz przez własny kraj wojsk niemieckich. W następnych latach Węgrzy starali się możliwie długo powstrzymywać od czynnego udziału w wojnie, nieoficjalnie utrzymując nawet poprawne stosunki z aliantami. Silnie podzielone były elity kraju. Regent Miklós Horthy, znaczna część polityków i intelektualistów podchodziła do Hitlera i udziału w wojnie z dużą rezerwą. Nie brakowało wśród Węgrów również zdecydowanych przeciwników nazizmu. Ku III Rzeszy i udziałowi w konflikcie skłaniała się natomiast większość korpusu oficerskiego, generalicji i duża część młodzieży. Pomoc dla Polaków wymagała więc dużej zręczności i doskonałej znajomości krajowej sceny politycznej. Tego, jak i dobrej intuicji Antallowi – wkrótce nazwanego przez wdzięcznych uchodźców “Ojczulkiem Polaków” – nie brakowało.

Do pierwszego spotkania Henryka i Józsefa doszło na początku października 1939 r. Węgier od kilkunastu dni odwiedzał różne miejsca pobytu polskich uchodźców, pytał o warunki, najważniejsze potrzeby, Polacy odpowiadali i na tym zwykle się kończyło. Spotkanie w obozie w Helembie przebiegło jednak inaczej. Po przemówieniu urzędnika głos zabrał Sławik. “Wówczas odpowiedziałem po niemiecku – wspominał redaktor Gazety Robotniczej – bo i on tym językiem przemawiał, że jeszcze kilka miesięcy pobytu, a wszyscy rozleniwimy się, bo nie ma co robić i rozpijemy się, bo nasi gospodarze węgierscy są tacy gościnni. Jak mi później opowiadał Antall, był to pierwszy przypadek krytyki ze strony uchodźców. Podkreśliłem jeszcze, że musimy nasze siły pomnażać, bo po powrocie do kraju czeka nas ciężka praca, odbudowa zniszczonych przez hitlerowców miast i fabryk”. Węgra zaskoczyła tak śmiała i stanowcza postawa polskiego uchodźcy. Zareagował błyskawicznie. Po krótkiej rozmowie zaproponował Sławikowi, aby objął on kierownictwo polskiej instytucji, która miałaby dla niego charakter opiniodawczy, a następnie mogła koordynować całość spraw związanych z opieką nad uchodźcami. Henryk zgodził się. “I tak znalazłem się w Budapeszcie – wspominał – i w dodatku na niezwykle odpowiedzialnym stanowisku, zresztą natychmiast, bo Antall zaraz załatwił moje zwolnienie z obozu i zabrał mnie swym samochodem”.

W Komitecie

Henryk Sławik

Nominacja Sławika na prezesa Komitetu Obywatelskiego do Spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami na Węgrzech – bo tak nazwano nową instytucję – wymagała oczywiście akceptacji zarówno strony węgierskiej, jak i polskich władz na uchodźstwie. Propozycję Antalla poparł jego przełożony, minister spraw wewnętrznych Ferenc Keresztes-Fischer, polityk, któremu Polacy w następnych latach wiele zawdzięczali. Stało się tak, mimo że kandydatura polskiego socjalisty nie wszystkim się spodobała, i to zarówno niektórym arystokratom węgierskim, jak i Polakom związanym z sanacją. Sławik uzyskał jednak akceptację rządu polskiego we Francji. Ministrem opieki społecznej był wówczas jego kolega partyjny z PPS Jan Stańczyk, co z pewnością ułatwiło nominację. W skład Komitetu Obywatelskiego, który realnie rozpoczął działalność w styczniu 1940 r., weszli reprezentanci najważniejszych opozycyjnych partii działających w Polsce w okresie międzywojennym. Do jego podstawowych zadań należało koordynowanie opieki nad przebywającymi na Węgrzech uchodźcami oraz inicjowanie i podtrzymywanie działalności polskich organizacji społecznych, kulturalnych i gospodarczych. Fundusze na te cele pochodziły zarówno od rządu RP, jak i władz węgierskich, które od jesieni 1939 r. – mimo trudnej sytuacji ekonomicznej – wydawały na potrzeby uchodźców ogromne kwoty.

Kierowanie Komitetem Obywatelskim wymagało wielkiej rozwagi i ostrożności. Sławik doskonale zdawał sobie sprawę z presji, jaką na władze węgierskie wywierała III Rzesza. Poselstwo niemieckie w Budapeszcie regularnie protestowało przeciwko przyjaznej opiece w stosunku do uchodźców i życzliwej postawie rządu “niedającej się pogodzić z neutralnością Węgier”. Parasol ochrony nad Polakami, za wiedzą i aprobatą regenta Horthyego oraz premiera Telekiego, sprawowało przede wszystkim ministerstwo spraw wewnętrznych. Antall i Sławik wiele razy głowili się nad tym, aby odpowiadając na zarzuty niemieckie, chronić Polaków, a jednocześnie nie narażać interesów węgierskich. Prezes Komitetu cały czas musiał się liczyć także z silnymi podziałami politycznymi wśród samych uchodźców. Regularnie atakowany był przez zwolenników sanacji, mimo że w swej działalności kierował się – co wiele razy udowodnił – przede wszystkim ogólnonarodowym, a nie partyjnym interesem. Swą filozofię działania przedstawił w jednym z wywiadów na łamach ukazujących się w Budapeszcie uchodźczych Wieści Polskich: “Wobec Komitetu Obywatelskiego wszyscy uchodźcy czy to wojskowi, czy cywilni są równi – mówił. – Dla nas nie istnieją różnice stanowe czy wyznaniowe, wszyscy uchodźcy mają jednakowe potrzeby. Każdy chciałby być syty, każdy chciałby się przyzwoicie urządzić. Nie znam żadnych różnic wyznaniowych ani społecznych. [...] Nie dzielimy też uchodźców na tych «co byli» ani na tych «co będą». To nie nasza rzecz. Dzielimy natomiast uchodźców na dobrych Polaków i na złych Polaków. Dobrym Polakiem jest ten, który w każdej sytuacji godnie się zachowuje, nie przynosząc ujmy dobremu imieniu Polaka, który nie utrudnia innym uchodźcom współżycia, który w sąsiedzie widzi także rodaka i bliźniego, po prostu ten, który trzyma się zasady nie czyń drugiemu, co tobie”niemiło. O złych Polakach nie warto nawet mówić”.

Zakres działania kierowanej przez Sławika instytucji był duży. Mimo wysiłków i jak najlepszych chęci gospodarzy sytuacja nie była łatwa. Zima 1939/1940 okazała się wyjątkowo długa i ciężka, dlatego też zapewnienie przyzwoitych warunków dla tysięcy uchodźców, wśród których było niemało kobiet i dzieci, wymagało sporo zachodów i determinacji. Już od stycznia 1940 r. Komitet zaczął wypłacać cywilom zasiłki, które starczały na pokrycie najbardziej pilnych wydatków (z odrębnych środków pochodził żołd dla internowanych żołnierzy). Szybko zorganizowano też własną opiekę medyczną – przy Węgierskim Czerwonym Krzyżu powstała Sekcja Lekarzy Polskich. Komitet pomagał Polakom w załatwianiu spraw urzędowych, pośredniczył w poszukiwaniu pracy, interweniował w trudnych sytuacjach, organizował spotkania informacyjne, zajmował się wreszcie pochówkiem zmarłych osób.

Niemal równocześnie z oficjalnymi instytucjami polskiego uchodźstwa zaczęły powstawać na Węgrzech tajne struktury wojskowe i cywilne, które początkowo zajmowały się przede wszystkim przerzucaniem żołnierzy do tworzącego się we Francji Wojska Polskiego. W ten sposób do wiosny 1940 r. Węgry opuściło co najmniej kilkadziesiąt, a być może nawet ponad sto tysięcy Polaków. W akcję tę, organizowaną przede Wszystkim przez poselstwo RP w Budapeszcie oraz attachat wojskowy, zaangażowali się również członkowie Komitetu Obywatelskiego, w tym i Sławik. Masowe wyjazdy Polaków nie mogły się oczywiście odbywać bez cichego poparcia władz węgierskich. Miał w tym udział i Antall, bowiem wskutek jego zabiegów największe obozy dla internowanych żołnierzy rozlokowane zostały w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej, skąd już najłatwiej było przedostać się na Zachód. Obok Antalla uchodźcy mieli innego wielkiego sprzymierzeńca – płk. Zoltana Bało, szefa XXI Departamentu Ministerstwa Honwedów (Obrony), które sprawowało nadzór nad Przedstawicielstwem Polskich Żołnierzy Internowanych w Królestwie Węgier.

Po klęsce Francji

Zasadniczą zmianę sytuacji wojennej przyniosła klęska Francji w czerwcu 1940 r. Nadzieje na szybki koniec konfliktu prysnęły. Na Węgrzech pozostało wówczas kilkanaście tysięcy Polaków, którym Komitet Obywatelski starał się zapewnić jak najlepsze warunki. Wielkim sukcesem Sławika, Antalla i wielu ich współpracowników było zorganizowanie polskiego szkolnictwa. W latach 1939-1944 na Węgrzech działało kilkadziesiąt, na ogół niewielkich szkół i punktów szkolnych. Szkołą z prawdziwego zdarzenia było natomiast polskie gimnazjum i liceum w Balatonboglar, przez które w latach 1940-1944 przewinęło się około ośmiuset uczniów i uczennic (wcześniej, do czerwca 1940 r., szkoła ulokowana była w Balatonzamardi). Podczas gdy niemal w całej Europie trwały działania wojenne, polska młodzież nad Balatonem mogła się spokojnie uczyć, a nawet zdawać maturę (zdobyło ją tam blisko 150 osób). Dużą wagę Sławik przywiązywał do zorganizowania życia społecznego i kulturalnego uchodźców. Pod auspicjami Komitetu wychodziła prasa, m. in. Wieści Polskie i Tygodnik Polski, polskie książki, w tym podręczniki, słowniki polsko-węgierskie. Komitet zorganizował wiele świetlic, również w małych miejscowościach, które były swoistymi centrami pracy kulturalno-oświatowej. Odbywały się w nich różne spotkania, występy, przedstawienia, wystawy – a więc przedsięwzięcia, które dawały uchodźcom nadzieję i pomagały przetrwać ten niezwykle trudny czas.

Po zamknięciu Poselstwa RP w styczniu 1941 r., rząd węgierski uznał Komitet Obywatelski za oficjalny organ reprezentujący wszystkich Polaków znajdujących się na terenie Królestwa Węgier. Jednocześnie jednak narastała presja niemiecka, aby kierowaną przez Sławika instytucję ograniczyć, a następnie zlikwidować. Po kolejnych sukcesach militarnych III Rzeszy József Antall i inni opiekunowie polskich uchodźców znajdowali się w coraz trudniejszej sytuacji. Proniemiecko nastawione grupy, szczególnie w węgierskich kręgach wojskowych, szukały pretekstu do ataku na polskich przywódców. Okazja nadarzyła się w marcu 1941 r., kiedy to podczas jednej z akcji przerzutowych doszło do poważniejszej wpadki, w efekcie czego Sławik – jako jeden z jej organizatorów – został aresztowany. Dzięki szeroko zakrojonej akcji Antalla i innych węgierskich przyjaciół, prezes Komitetu został internowany, a następnie przeniesiony do obozu w Balatonboglar, skąd już nieoficjalnie mógł nadal kierować Komitetem. Formalnie na stanowisko prezesa Sławik powrócił pod koniec 1942 r., kiedy to nowy rząd węgierski Miklósa Kallaya tajnymi drogami dyplomatycznymi zaczął rozmawiać z aliantami na temat zerwania sojuszu z Niemcami i ewentualnego wycofania się Węgier z wojny. Niebagatelną rolę w pośredniczeniu w tych rozmowach odegrali Polacy.

Sławik stał na czele Komitetu Obywatelskiego aż do marca 1944 r., kiedy to rozpoczęła się hitlerowska okupacja Węgier. “Był wybitną indywidualnością i widząc różne krzyżujące się interesy osobiste i partyjne, raczej kierował komitetem sam” – wspominał jeden z polskich dziennikarzy przebywających wówczas na Węgrzech. Były redaktor Gazety Robotniczej dał się poznać jako dobry i odpowiedzialny organizator życia uchodźczego. Dzięki współpracy ze swoim przyjacielem – Józsefem Antallem – zdołał zorganizować sprawny system opieki, dzięki któremu tysiące ludzi w przyzwoitych warunkach mogło przetrwać na Węgrzech wojenną tułaczkę.

TOMASZ KURPIERZ

Całość: www.alfa.com.pl/slask

22-05-2014, 09:00

KRRiT wygrała z TV Trwam i Tele5, NSA oddalił skargę ws. miejsca na multipleksie  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
22-05-2014

KRRiT

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił w środę skargę kasacyjną dotyczącą nieprzyznania przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji miejsca TV Trwam na multipleksie cyfrowej telewizji naziemnej. Wyrok w tej sprawie jest ostateczny. Oddalona została także skarga nadawcy kanału Tele5, spółki Mediasat.

Skargi kasacyjne zostały złożone od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z maja 2012 r. Wówczas WSA podzielił stanowisko KRRiT w tej sprawie.

Stacji o. Tadeusza Rydzyka nie było wśród zwycięzców rozstrzygniętego w kwietniu 2011 r. konkursu na zagospodarowanie multipleksu pierwszego. Fundacja Lux Veritatis złożyła odwołanie do Krajowej Rady, które ta odrzuciła w styczniu 2012 r.

KRRiT tłumaczyła swoją decyzję niepewną sytuacją finansową fundacji. Wskazała, że ze złożonych przez nią dokumentów wynika, iż w minionych latach fundacja generowała na działalności operacyjnej ujemne wyniki finansowe, które były pokrywane głównie z darowizn.

Wówczas nadawca TV Trwam złożył skargę na decyzję KRRiT do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. WSA skargę oddalił, jednak wyrok wydano niejednogłośnie i był nieprawomocny. Lux Veritatis wraz ze spółką Mediasat złożyły skargi kasacyjne do NSA.

NSA oddalając w środę skargi uznał, że “WSA dokonał prawidłowej oceny postępowania KRRiT w całości podzielając argumentację przedstawioną w decyzjach Krajowej Rady” – czytamy w komunikacie KRRiT.

TV Trwam wzięła udział w drugim konkursie na zagospodarowanie MUX 1. W lipcu 2013 r. KRRiT udzieliła koncesji stacji o. Rydzyka. Kanał nadaje w systemie naziemnej telewizji cyfrowej od 15 lutego br.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/krrit-wygrala-z-tv-trwam-i-tele5-nsa-oddalil-skarge-ws-miejsca-na-multipleksie

22-05-2014, 08:51

Sąd: tekst promujący “Resortowe dzieci” narusza dobra Moniki Olejnik  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
22-05-2014

Warszawski sąd częściowo przychylił się do wniosku Moniki Olejnik dotyczącego jej wizerunku na okładce książki “Resortowe dzieci”, orzekając że stwierdzenia z notki promującej publikację dotkliwie naruszają dobra osobiste dziennikarki, tworząc jej nieprawdziwy, wyjątkowo negatywny wizerunek.

Monika Olejnik

W wydanych pod koniec ub.r. “Resortowych dzieciach” opisano związki Moniki Olejnik i jej ojca ze służbami PRL-owskimi, a zdjęcie dziennikarki znalazło się na okładce, razem z wizerunkami innych ludzi mediów: Adama Michnika, Zygmunta Solorza-Żaka, Jacka Żakowskiego, Tomasza Lisa, Janiny Paradowskiej, Jerzego Baczyńskiego i Roberta Kwiatkowskiego. Zdjęcie Żakowskiego zostało zaklejone już po kilku tygodniach, gdy po złożeniu pozwu przez dziennikarza sąd zakazał na rok publikacji tej książki z jego wizerunkiem.

Monika Olejnik w styczniu na łamach “Newsweeka” ostro skrytykowała “Resortowe dzieci”, wytykając nieścisłe i nieprawdziwe informacje na jej temat. – Nigdy nie byłam w żadnej organizacji partyjnej – ani w PZPR, ani w ZSMP – a na okładce książki Doroty Kani i jej towarzyszy jestem w czerwonym krawacie. A ja tylko raz w życiu miałam na szyi czerwony krawat! - podkreśliła .

Dziennikarka zapowiedziała pozwanie do sądu wydawcy książki, Frondę, zaznaczając, że jest w trakcie kilku sporów prawnych, dlatego “ten czeka w kolejce”.

Jak podała w środę Telewizja Republika, warszawski rozpatrzył właśnie wniosek Moniki Olejnik o udzielenie zabezpieczenia przed wszczęciem postępowania, częściowo się do niego przychylając. Sąd zwrócił uwagę, że w materiałach promujących książkę, chociażby na jej tylnej okładce, znalazła się notka stwierdzająca m.in., że bohaterowie publikacji “szydzą z patriotyzmu, polskich tradycji i w ogóle z polskości”.

Według sądu takie stwierdzenie w połączeniu ze zdjęciem Moniki Olejnik na okładce „dotkliwie narusza jej dobra osobiste, tworząc nieprawdziwy i wyjątkowo negatywny jej obraz”. Jest to o tyle ważne, że Olejnik jest znaną dziennikarką, ocenianą jako wiarygodna, rzetelna i obiektywna.

Sąd nakazał na czas procesu usunięcie tego tekstu – ale tylko ze strony internetowej Frondy, a nie z okładki “Resortowych dzieci”. Po otrzymaniu uzasadnienia orzeczenia Monika Olejnik będzie mogła złożyć właściwy pozew.

Przypomnijmy, że w kwietniu dziennikarka pozwała tygodnik “W Sieci” za opublikowanie w grudniu ub.r. na okładce fotomontażu pokazującego ją u boku gen. Jaruzelskiego z tytułem: “Dzieci esbeków i ludzie PZPR rządzą w mediach”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sad-tekst-promujacy-resortowe-dzieci-narusza-dobra-moniki-olejnik

19-05-2014, 13:07

KRRiT szuka firmy do monitoringu mediów publicznych  »

Press
(BG)
19-05-2014

KRRiT

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji szuka zewnętrznej firmy, która zbada dla niej zawartość programów mediów publicznych pod kątem realizacji zadań ustawowych, określających misję mediów publicznych. Jak podają jej przedstawiciele, musi tak zrobić, bo ma za mało pracowników.

Wybrana przez KRRiT firma zajmie się kontrolą – poprzez monitoring – programów nadawanych przez publiczne media. Kontrola obejmie TVP 1, TVP 2, 16 oddziałów regionalnych TVP, TVP Info, TVP Historia, TVP Kultura, TVP Rozrywka, TVP Polonia, cztery ogólnopolskie programy Polskiego Radia oraz 17 regionalnych rozgłośni radia publicznego. Oceniana będzie zawartość oferty programowej pod kątem realizacji zadań nadawców publicznych, w tym opis zawartości programowej, struktura gatunkowa nadawanych programów. Oceniona zostanie również realizacja planów programowych na 2014 rok.

KRRiT wymaga, by w pracach nad oceną programów mediów publicznych uczestniczyli eksperci reprezentujący różne dziedziny (socjologia, kulturoznawstwo, polonistyka, komunikacja społeczna, publicystyka itp.) zajmujący się problematyką mediów elektronicznych, w szczególności badaniem i analizą treści. Badanie będzie realizowane przez sześć miesięcy: od czerwca do sierpnia br. i od września do listopada br.

KRRiT regularnie monitoruje programy nadawców publicznych. Zajmuje się tym m.in. departament monitoringu. Jak przekazała Izabela Wojciechowska z zespołu rzecznika prasowego Krajowej Rady, w tym roku dodatkowo, w związku z kalendarzem wyborczym (wybory do Parlamentu Europejskiego oraz wybory samorządowe), do zadań KRRiT należy także monitoring pod kątem sposobu i przebiegu kampanii programów telewizyjnych zarówno nadawców publicznych, jak i koncesjonowanych. – Zaplanowany został również monitoring kampanii samorządowej. Korzystanie z usług zewnętrznych w zakresie monitoringu programów jest koniecznością spowodowaną niewystarczającą liczbą pracowników – mówi Wojciechowska.

Dokładna kwota przeznaczona na ten cel zostanie podana po rozstrzygnięciu przetargu. – Realizacja zadań dotyczących kontrolowania programów nadawców publicznych przez departament mediów publicznych przebiega podobnie jak w latach poprzednich. Chcąc realizować wszystkie zadania, które powinien realizować departament, część monitoringu wykonywali jego pracownicy, a część firmy zewnętrzne – dodaje Wojciechowska.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/45303,KRRiT-szuka-firmy-do-monitoringu-mediow-publicznych