Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

27-05-2014, 15:58

Niedźwiecki: Nie chciałem bagażu w postaci żony i dziecka  »

Wprost
Magdalena Rigamonti
27-05-2014

Nigdy nie chciałem się wiązać, mieć bagażu w postaci żony, dziecka. Wiedziałem, że nie podołam - mówi Marek Niedźwiecki.

Magdalena Rigamonti : Smutek z pana bije.

Marek Niedźwiedzki

Marek Niedźwiecki: Melancholia raczej, nie smutek. Seweryn Krajewski śpiewał “Lubię ten smutek”, a ja lubię melancholię. Żyję sam, ale nie płaczę z tego powodu, nie skarżę się: Boże, jestem sam, ratuj! Samotność mnie dopadła, więc ją oswoiłem i polubiłem i jest mi z nią bardzo dobrze. I nie mówię tego na potrzeby wywiadu, tylko tak naprawdę jest. Zresztą, im jestem starszy, a już sześćdziesiątka na karku, tym koledzy częściej mówią, że mi zazdroszczą. Samotne życie to mój wybór.

Tomasz Terlikowski twierdzi, że należy opodatkować tych, którzy z wyboru nie mają dzieci.

I ja się z nim zgadzam. Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem, to ludzie, którzy nie mieli dzieci, płacili tzw. bykowe. Trudno, trzeba to trzeba. Asertywność “0” to moje drugie imię. Dziesięć lat temu, na 50. urodziny myślałem, że nauczę się odmawiać, będę robił tylko rzeczy absolutnie konieczne. Nie udało się. Podobnie miałem na 60. urodziny i… od marca tak wszystko przyspieszyło, że w zasadzie nie mogę się opędzić. Napisać książkę – proszę bardzo, iść do programu Kuby Wojewódzkiego – proszę bardzo, poprowadzić “Listę” w Sopocie – proszę bardzo, w Brzezinach, na 650-lecie miasta – proszę bardzo, do Szklarskiej Poręby pojechać – proszę bardzo… Zgadzam się na wszystko, a potem odchorowuję. Nogi mam jak z waty, źle się czuję.

Rozumiem, że to nie ze starości, tylko ze stresu?

Mam to od dawna, więc nie ze starości. Ze starości to ja myślę, że powinienem brać mniej na głowę, bardziej wyluzować. Teraz szykuję się na dłuższą wyprawę do Australii. To znaczy, jeszcze nie wiem, czy wyjadę, bo nie umiem zapłacić przez internet za wycieczkę. Poprosiłem asystenta Wiktora Legowicza z redakcji ekonomicznej, żeby mi pomógł. Może pomoże.

(…)

Większość studentek dziennikarstwa marzy o byciu pogodynką.

To zrozumiałe, bo pogodynki są celebrytkami. Poza tym to jest fajne, bo cokolwiek by się powiedziało, to sprawdzalność wynosi ponad 90 proc. Ale ja nie chciałbym być pogodynkiem. Zawsze chciałem być panem od muzyki. I właściwie całe życie temu podporządkowałem.

Teraz pan mówi znowu o swoim życiu w pojedynkę.

Nigdy nie chciałem się wiązać, mieć bagażu w postaci żony, dziecka. Wiedziałem, że nie podołam. Przecież ja w tym mieszkaniu wynajętym w Warszawie miałem tylko kozetkę. Pani sobie wyobraża tam jeszcze żonę, dzieci?

Pan wie, że to są tylko tłumaczenia, bo jakby pan tę żonę miał i dzieci, to wynająłby inne mieszkanie.

Oczywiście, że to są tłumaczenia. Ale ja chciałem być sam. I nic się od tamtej pory nie zmieniło.

Podobno pisze pan pamiętnik, który ma być opublikowany po pana śmierci.

Coraz częściej się zastanawiam, czy go po prostu nie zniszczyć. Po co to komu?

To takie trochę pana dziecko.

Moje dziecko to już całkiem stara baba, 32-letnia “Lista”. To, czym się chcę podzielić, umieszczam na blogu. Oczywiście po każdym wpisie zastanawiam się, czy go nie zamknąć.

A ja myślę, że to w pana stylu - już kiedyś chciał pan “Listę” likwidować.

Teraz znowu chcę zamknąć, bo jest taka stagnacja, że nie wiem, jak z tego wybrnąć. Ludzie piszą, że jest nudno jak w dawnym „Koncercie życzeń”. Jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie odejść. Jak spotkam kogoś takiego, kto mógłby mnie zastąpić, chętnie się odsunę. Od sześciu tygodni na dwóch pierwszych miejscach te same utwory.

Całość: http://www.wprost.pl/ar/449766/Niedzwiecki-Nie-chcialem-bagazu-w-postaci-zony-i-dziecka/

27-05-2014, 15:42

Nowa kolekcja Dziennika Zachodniego “BAJKI PO ŚLĄSKU”  »

Dziennik Zachodni
27-05-2014

 

"Bojki po śląsku"

Specjalnie dla najmłodszych (i nie tylko) sympatyków gwary śląskiej przygotowaliśmy nową kolekcję z najpiękniejszymi i najpopularniejszymi bajkami wraz ze słownikiem tłumaczącym trudniejsze terminy śląskie.

“BOJKI PO ŚLONSKU” to pięknie ilustrowana seria w całości przygotowana przez znanego i lubianego śląskiego pisarza Marka Szołtyska, która ukazywać się będzie w postaci kolejnych zeszytów dołączanych do Dziennika Zachodniego w dniach 31 maja do 12 czerwca br. Wraz z pierwszym zeszytem ukaże się również okładka na całą kolekcję.

 

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3451923,nowa-kolekcja-dziennika-zachodniego-bajki-po-slasku,id,t.html

27-05-2014, 12:01

Szabłowski: rzuciliśmy się na wolność jak szczerbaty na suchary  »

Onet.pl
Aleksandra Parzyszek, (op)
27-05-2014

Czy Polacy przeszli już proces transformacji? Co zyskaliśmy, a co straciliśmy, żyjąc w kapitalizmie? Co wspólnego z Polską ma “kurczak na hormonach” i jak z perspektywy dziecka wyglądał upadek komunizmu? O tym w rozmowie z Onetem mówi Witold Szabłowski, reporter i autor książki “Tańczące niedźwiedzie” – reporterskiej metafory naszych 25 lat wolności.

Witold Szabłowski

Tańczące niedźwiedzie były najpopularniejsze w Bułgarii. To tam na początku XXI wieku obrońcy praw zwierząt ostatniego zabrali Cyganom. Ale książka Witolda Szabłowskiego tylko z pozoru jest o niedźwiedziach. Ta opowieść jest niezwykłą metaforą naszych 25 lat wychodzenia z komunizmu.

Jakimi Polakami byliśmy w latach 90.? Co wspólnego z transformacją ma kolorowy piórnik w kształcie autobusu? Dlaczego Polacy sprzedawali w Rumunii Kinder Biovital i który z polityków jest “starym upartym niedźwiednikiem”?

Aleksandra Parzyszek/Onet: Pamiętasz czas wyborów w 1989 roku?

Witold Szabłowski*: Miałem 9 lat… Nic nie pamiętam. To jest problem polskiej transformacji: przeszła tak, że nawet tego nie zauważyliśmy. Pamiętam chyba jakieś migawki w telewizji z okrągłego stołu… Ale wtedy, jeśli już coś oglądałem, to raczej westerny i “Kobrę”. Pamiętam za to jedno wydarzenie z 1990 roku: jestem w sanatorium dla dzieci chorujących na astmę, mamy akurat jakiś konkurs plastyczny, wbiegam do sali, gdzie siedzą wszyscy rodzice i oglądają “Wiadomości”, a tam akurat wynoszą sztandar PZPR. Byłem dzieckiem w miarę zorientowanym politycznie, więc wiedziałem, co to jest PZPR, potrafiłem powiedzieć, jak się nazywa pierwszy sekretarz, nawet potrafiłem wymienić sekretarzy po kolei. I pamiętam swoje zdziwienie: ale jak to?! PZPR wynoszą?! O co chodzi?! Ale wtedy konkurs plastyczny był dużo ważniejszy i na tym się skupiłem.

Byłeś dzieckiem, więc ciężko było zauważyć ten moment początku transformacji.

Ale dzieci dużo wiedzą, rozumieją! Podejrzewam, że wiedzę na ten temat wpajał mi dziadek, który był nauczycielem. Pewnie on mnie nauczył nazwisk tych wszystkich sekretarzy. Pamiętam, że były też wyliczanki, wierszyki z podtekstem politycznym. Mówiło się wtedy np. “chcesz cukierka, idź do Gierka”.

Też pamiętam to zdanie, ale długo myślałam, że chodzi w nim o jakiegoś pana od robienia gier. Nie przekładałam tego na rzeczywistość polityczną. A kiedy zauważyłeś, że faktycznie coś się zmienia?

Kiedy pojawiły się egzotyczne owoce. Był taki pan w moim mieście, który miał warzywniak i jeździł do Niemiec po banany. Inny moment, jaki pamiętam, to ten, kiedy mama przyniosła do domu “skórzane kartofle”, czyli kiwi i rozpracowywaliśmy, czy zjeść ze skórką, czy bez, jak się do tego dobrać. Pamiętam też, że mama kupiła mi piórnik-autobus, w którym otwierało się tylną klapę i tam był pojemnik na gumkę. On był strasznie drogi i bardzo się cieszyłem, że go mam. To była pierwsza lekcja kapitalizmu, że można dostać coś kolorowego, że łatwo to kupić.

Ale bardzo szybko przyszła druga lekcja kapitalizmu, bo ten piórnik po dwóch tygodniach się rozwalił. Po prostu się rozpadł. I wtedy zdałem sobie sprawę, że jednak jest jakiś element tandety w tym wszystkim i że jednak może ładnie się świeci, może jest kolorowe, ale jest w tym jakieś oszustwo.

Pamiętam też, jak się jeździło maluchem z przyczepką na wczasy do Bułgarii. Nakupowało się czegoś w Polsce, sprzedawało się w Czechosłowacji, nakupiło w Czechosłowacji, sprzedawało na Węgrzech, co kupiło się na Węgrzech, sprzedawało się w Rumunii. Na Rumunię na przykład woziło się Kinder Biovital, bo Rumunki wierzyły, że to jest środek antykoncepcyjny.

W moim domu zalegają szpargały, które tak zwani wówczas “ruscy” przywozili na targi.

Tak, to było fascynujące. My ich nazywaliśmy “ruskimi”, ale to często byli ludzie nawet spod mongolskiej granicy czy Syberii. Przywozili i sprzedawali wszystko. Żółwie przemycali np. w oponach samochodowych. Słyszałem też taką urban legend, która absolutnie mogła być prawdziwa, bo oni zwozili wszystko. Mianowicie ktoś kupił psa od “ruskich” i sobie tego psa hodował, ten pies mu rósł i nagle po pół roku okazało się, że to nie jest pies, a niedźwiedź!

A Polska przeszła transformację, czy jeszcze jest w trakcie. Wystarczyło te 25 lat?

Nie wiem… bo okazało się, że ten homo sovieticus to jest takie zwierzę, które strasznie trudno wykopać sobie z głowy. To tak jak z niedźwiedziami z mojej książki, które uczą się wolności, a wcześniej były całe życie prowadzane przez Cyganów na łańcuchu w nosie. Ktoś za nie decydował, karmił je, zapewniał miejsce do spania, mimo że może nie najbardziej komfortowe, dawał jedzenie, może nie najlepsze z punktu widzenia niedźwiedzia, bo jakąś mamałygę podlaną dużą ilością alkoholu.

Nagle te niedźwiedzie zostają wypuszczone na tak zwaną wolność i muszą sobie z tą wolnością radzić. Ta wolność je cieszy, uczą się kopać jamę do hibernacji, kopulować, żyć w nowych warunkach. Ale przychodzi taki moment, kiedy okazuje się, że jednak to, co mają wgrane w swoje twarde dyski (czyli posłuszeństwo), jest silniejsze, niż ten gen wolności. Patrząc na Polskę, odnoszę wrażenie, że zrobiliśmy bardzo duży postęp, ale ten gen wolności cały czas musimy w sobie budzić. To nie jest tak, że on jest nam dany. Musimy nad nim pracować.

A to nie jest tak, że za bardzo na początku zachłysnęliśmy się tą wolnością?

Tak samo dzieje się z tymi niedźwiedziami. Pierwszy etap ich wyzwolenia to jest wyjęcie metalowych kółek z nosów, a miały je wbite przez całe swoje życie. Po wyjęciu tego kółka są trochę tą wolnością zdezorientowane. Pewnie traktowały ten kawałek metalu jak część swojego ciała i posiadanie tego kółka było częścią ich osobowości. Myślę, że to się pięknie przekłada na nas w latach 90., bo my też byliśmy przez chwilę oszołomieni, jak te niedźwiedzie, które zachowują się wtedy jak na haju, zataczają się, chodzą z kąta w kąt, wszystko muszą powąchać, podrapać. Cieszą się jak małe dzieci.

Jak sobie myślę o nas w latach 90., to też rzuciliśmy się na te wolność jak szczerbaty na suchary. Był wybuch przedsiębiorczości, powstawały różne biznesy, firmy. To są rzeczy typowe dla początku kapitalizmu w Polsce. Kolejną reakcją, jaka budzi się w niedźwiedziach, jest agresja i z taką agresją w trakcie transformacji mieli do czynienia na przykład Jugosłowianie czy ludzie w górnym Karabachu.

A ta wolność jest ograniczona. W książce piszesz, że rezerwat, do którego trafiają wyzwolone niedźwiedzie, jest ogrodzony. To też można przełożyć na sytuację Polski po upadku komunizmu.

Tak i to jest strasznie smutne. Ludzie, którzy przywracali niedźwiedziom wolność, byli przekonani, że dla niedźwiedzi wolnych będzie to przynajmniej ciekawe, że pojawiły się nowe osobniki, że będą próbowały wchodzić z nimi w jakieś interakcje, że będą próbowały nawiązać może jakiś romansik. Tymczasem okazuje się, że dla niedźwiedzi z prawdziwej wolności niedźwiedzie, które żyły w niewoli kompletnie nie są interesujące.

Jesteśmy krajem sukcesu, który odnalazł swoje miejsce w Unii Europejskiej, ale jednocześnie myślę, że mamy jeszcze mnóstwo kompleksów wobec Zachodu. Kiedy nam coś nie wyjdzie, coś zrobimy źle, to mówimy “Boże, co na to Zachód powie”, “Zachód będzie się z nas śmiał”. To jest strasznie głupie, bo tam na Zachodzie też robią wiele głupich rzeczy, a my mamy zawsze takie poczucie, że jesteśmy niewystarczająco ładni, że niewystarczająco dużo kostki Bauma ułożyliśmy w centrach naszych miast.

Jest coś, co mnie niepokoi. Niedźwiedzie nigdy nie nauczą się polować. One są uzależnione od pomocy, bo całe życie ktoś je karmił. Czuję się trochę, jak ten niedźwiedź, kiedy słyszę o kolejnych pieniądzach z Unii, kiedy słyszę, jak rozmawiamy o Europie, o świecie. Wychodzi na to, że dla nas świat ogranicza się do tego: ile dostajemy pieniędzy z UE. To jest śmieszne i smutne, bo mam wrażenie, że jesteśmy jak taki kurczak pasiony hormonami, który pięknie rośnie, ale jest bardzo słaby. Normalny, naturalny organizm sam sobie dostarcza rzeczy, których potrzebuje, jest w stanie polować. Wolny niedźwiedź nie potrzebuje, żeby mu dostarczyć pożywienia, bo umie polować, a my jesteśmy jak ten niedźwiedź, który już nie ma kółka w nosie, ale ciągle jednak czegoś potrzebuje.

Jesteśmy już 10 lat w Unii Europejskiej i dalej sięgamy do jej kieszeni.

OK, sięgajmy, ale też budujmy sami. W którymś momencie, w jednym z małych miast pojawiło się pięć salonów psiej piękności. Po co komuś w 20-tysięcznym mieście we wschodniej Polsce pięć salonów psiej piękności?! Okazało się, że Unia dała kasę na rozkręcenie biznesu, ale biznes musiał być innowacyjny, czyli nie można było założyć sklepu z częściami rolniczymi, które być może by się komuś przydały i może byłby z tego zysk dla społeczności lokalnej. Ale nie, Unia dawała na biznesy innowacyjne, więc założono pięć salonów, z których utrzymał się jeden.

A może chociaż psy chodzą piękniejsze?

Przecież nikt nie potrzebuje tylu wyfryzowanych pudli. I to jest dla mnie ten kurczak na hormonach, bo niby w statystykach wszystko wygląda ładnie.

Zanim nie weszliśmy do Unii i nie pociągnęliśmy kasy, nie byliśmy w stanie zbudować autostrad. Jak to możliwe w 40-milionowym państwie? II RP miała tak wiele problemów, a była w stanie rozkręcić Centralny Okręg Przemysłowy i Gdynię, poprawić infrastrukturę, a my w kraju, który jest w o niebo lepszej sytuacji, nie byliśmy w stanie wybudować trzech krzyżujących się dróg? To jest ten kurczak na hormonach.

Wszystkie kraje rozwinięte (a do tego dążymy) nauczyły się, że teraz zarabia się innowacyjnością, ale u nas nazywa się innowacyjnością coś, co tak naprawdę nią nie jest. Wszyscy się tym pojęciem zachłysnęliśmy, ale jednocześnie mamy wielkie blokady, jeśli chodzi o patenty. Zgłaszamy bardzo mało patentów, mimo że mamy kreatywnych, młodych ludzi. To znaczy, że jest jakiś błąd systemowy.

Znowu wrócę do tego porównania z niedźwiedziami. Te samodzielne zrobiłyby podkop, dałyby sobie radą z tym ogrodzeniem. Ale te niedźwiedzie z niewoli myślą sobie: OK, mam co jeść, jest mi lepiej, niż było i to wystarcza. I trochę się boję, że wielu ludzi zostało wykastrowanych z ambicji. Że komunizm był takim ustrojem, w którym można było sympatycznie całe życie przebimbać i dlatego dziś wielu ludzi (szczególnie trochę starsze pokolenie) nie ma ambicji, żeby się rozwijać. Im wystarcza to, co mają. Chcą tylko przeczekać na etacie do emerytury.

Jest też w Polakach jakaś nostalgia za tym, co było. Niby było źle, ale wspomina się jednak ten czas z rozrzewnieniem.

Nie chce zdradzać pointy książki. Ale jest tak, że niedźwiedzie dochodzą do punktu, w którym wolność zaczyna je boleć. To jest moment, w którym trzeba się hibernować. Przekładając to na naszą rzeczywistość, to takim momentem był kryzys, który dokładnie pokazał, czego nam zabrakło, kiedy nagle zapragnęliśmy państwa opiekuńczego i zobaczyliśmy, że ta transformacja jednak nam nie wyszła. A niedźwiedzie, które nie potrafią się hibernować, zaczynają zachowywać się kompulsywnie, przestają jeść albo gryzą sobie łapę, są nerwowe. Wolność bywa za trudna.

Twoja książka nie jest tylko o niedźwiedziach.

Jest też o nas, o ludziach. Bardzo lubię postać, która nazywa się w książce Lady Peron. Kiedy mówię o tym zachłyśnięciu się wolnością, to mam na myśli właśnie tę panią. Spotkałem ją na londyńskim dworcu Victoria. Przez 50 lat pracowała w spółdzielni inwalidów w Pabianicach, gdzie szyła spody do rękawiczek. Centrum jej życia to były Pabianice. Raz w życiu była w Łodzi, nigdy nie była w Warszawie. Nagle dostała wolność, ale jednocześnie sąsiedzi próbowali odebrać jej ziemię, a ją próbowali wysłać do jakiegoś przytułku. Wkurzyła się. Ktoś jej powiedział, że w Polsce to nie ma sprawiedliwości, że po sprawiedliwość to się teraz jeździ do Strasburga i ona w desperacji tam pojechała.

Usiadła na środku miasta, popłakała się. Ktoś jej pomógł, ktoś ją zaprowadził do tego trybunału. Tam jej powiedzieli “pani, do nas się nie przyjeżdża, do nas się pisze listy”. Więc wróciła do Polski. Wyjazd okazał się małą klęską, ale też dużym zwycięstwem dla niej, bo zobaczyła, jak prosty w obsłudze jest ten świat. Że po prostu wsiadasz do autobusu i jedziesz. Kiedy ją poznałem, była królową dworca, wszyscy ją tam znali, przynosili jej jedzenie… A ona powiedziała mi tak: “Panie, w tym Londynie, to już mi się nie podoba. Przeganiają mnie z tego dworca, krzyczą na mnie. Wiesz pan, pojadę na Majorkę, bo jak mam być bezdomna, to przynajmniej niech będzie ciepło”. Mówimy o kobiecie, która miała 50 lat, kiedy pierwszy raz w życiu opuściła swoje miasteczko.

To są ofiary czy wygrani transformacji?

No właśnie, to jest pytanie. Czas transformacji to jest czas zawałów, samobójstw. Z czegoś się uwolniliśmy, ale są ludzie, którzy za to zapłacili. Jak człowiek jest w tak zwanej spince wewnętrznej, to się choroba nie rozwija. Kiedy się nagle rozluźniasz, to zaczynają wychodzić rożne rzeczy, które się w tobie kumulowały przez lata. Wolność jest cholernym stresem.

Odwiedzasz kraje, które są na różnym etapie transformacji. Widzisz jakiś schemat jej przebiegu?

Zawsze na początku jest to zachłyśniecie i zawsze w którymś momencie jest cofka. Ta cofka odbywa się w bardzo rożnych momentach. Myślę, że w Polsce taka cofka zdarzyła się w związku z kryzysem w 2008 roku. W Albanii cofką jest to, że ten kraj nie jest w stanie rozliczyć się ze zbrodni komunistycznych. Rozmawiałem z byłymi więźniami politycznymi w Albanii i jeden z nich powiedział mi, że gdyby wiedział, że jego życie będzie wyglądało tak, jak teraz, to wolałby pozostać w więzieniu. Mieszka dziś w komunie, z siedmioma innymi byłymi więźniami, wynajmują jedno dwupokojowe mieszkanie, nie mają emerytur, a jeśli już, to grosze.

To jest typowe dla krajów byłego Związku Radzieckiego, bo ich treser ich tak do końca nie puści. Byłe republiki radzieckie to jest przykład krajów, gdzie treser trzyma za wszelką cenę do końca i nie puszcza, nawet wbrew logice.

Taki jest teraz przykład Ukrainy.

Oczywiście. Na Ukrainie byłem w październiku. Pojechałem tam z grupą przemytników aut. Rozmawiałem z tymi ludźmi o tym, co może to ewentualne wejście do UE przynieść, co mogą stracić. W listopadzie mieli podpisać umowę stowarzyszeniową. Wszyscy mówili mi, że ten treser, Władimir Władimirowicz Putin, nie puści ich ze swojego cyrku. To jest taki stary uparty niedźwiednik.

W książce opisałem takiego starego niedźwiednika, który oszukuje do samego końca. Oddał dwa niedźwiedzie, organizacja się cieszyła, bo myśleli, że w tym przypadku nie będzie to takie proste. A tymczasem okazało się, że on oddał nie swoje niedźwiedzie. Kupił wcześniej dwa niedźwiedzie od biednych kuzynów z gór, którzy nie umieją czytać ani pisać, i te właśnie niedźwiedzie oddał organizacji, a ze swoimi dalej jeździł i zarabiał.

To mi przypomina woltę, która wykonał Wiktor Janukowycz: i podpisał i nie podpisał; i był za Unią i nie był, zgadzał się, żeby Ukraina była niezależnym krajem, i nie zgadzał się. To jest historia Ukrainy niestety.

Umiałbyś wymienić plusy i minusy naszej transformacji?

Plusy są niezaprzeczalne. Wróciłem niedawno z Londynu i to, że ja tam pokazuję dziś dowód osobisty, a pan na lotnisku mówi mi “welcome”, to jest chyba największym plus. Ta swoboda podróżowania.

Moja poprzednia książka, napisana z żoną, Izabelą Meyzą jest takim rachunkiem zysków i strat ["Nasz mały PRL" - przyp. red.]. Okazało się, że najwięcej straciliśmy w relacjach międzyludzkich i to są rzeczy, których rzeczywiście bardzo żałuję. Była kiedyś jakaś więź między ludźmi, wynikająca pewnie trochę z opresyjnego systemu, trochę z biedy, trochę ze wspólnego wroga, a trochę z braku technologii, która dziś zamyka nas na siebie. Straciliśmy jakąś taką fajną atmosferę międzyludzką. Kiedyś było dużo przyjemności z bycia razem, można było do kogoś wpaść bez zapowiedzi, tylko dlatego, że się akurat obok przechodziło.

Jeśli miałbym mówić o jakiejś sytuacji idealnej dla mnie, to chciałbym to, co jest teraz, ale na przykład bez internetu.

No to ja nie miałabym pracy.

Faktycznie… Ale wtedy gazety byłyby bardziej rozwinięte. Dziś ludzie z tzw. “papieru” mają problem, bo wszystko jest w internecie.
*     *     *
*Witold Szabłowski to reporter “Gazety Wyborczej”, autor książek “Zabójca z miasta moreli” i “Nasz Mały PRL” i “Tańczące niedźwiedzie”. Za swoje reportaże otrzymał kilka ważnych nagród dziennikarskich, w tym Melchiora 2007, wyróżnienie Amnesty International i Nagrodę im. Anny Lindh. W 2010 roku został uhonorowany Nagrodą Dziennikarską Parlamentu Europejskiego za reportaż “Dziś przypłyną tu dwa trupy”. Za książkę “Zabójca z miasta moreli” otrzymał Nagrodę im. Beaty Pawlak, nominacje do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Nagrody Literackiej NIKE. Jako pierwszy polski dziennikarz prasowy otrzymał Nagrodę Dziennikarską Parlamentu Europejskiego. W 2013 r. otrzymał Nagrodę PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż “Dom pełen Ukraińców”, nawiązujący do pacyfikacji w lipcu 1943 r. Kisielina na Wołyniu przez banderowców i opisujący powojenne losy Ukraińców, którzy wówczas ratowali Polaków.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/szablowski-rzucilismy-sie-na-wolnosc-jak-szczerbaty-na-suchary/znp1e

26-05-2014, 21:13

“Rzeczpospolita” zdobyła GrandFront 2013 za okładkę z Benedyktem XVI  »

Press
Grzegorz Kopacz
26-05-2014

Dziennik “Rzeczpospolita” (Gremi Business Communication) zdobył główną nagrodę w Konkursie Izby Wydawców Prasy na Prasową Okładkę Roku GrandFront 2013.

Konkurs został rozstrzygnięty 26 maja 2014 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie – już po raz dwunasty.

Prasowa Okładka Roku nagrodzona GrandFront 2013

“Rzeczpospolitą” nagrodzono główną nagrodą za pierwszą stronę nr 36/2013 z 12 lutego 2013 roku poświęconą abdykacji papieża Benedykta XVI. Jej autorami są: Maciej Ślusarczyk, Bartosz Węglarczyk, Tomasz Sobiecki.

Tak werdykt jury uzasadnia Marek Knap – jeden z członków jury:

„To doskonały przykład skutecznej komunikacji idei za sprawą umiejętnej edycji i projektowania. A zaczęło się od odważnej decyzji marketingowej oddającej grafikowi przestrzeń pełnych dwóch kolumn. To żywy dowód wiary w design. Myślę, że siła tej okładki opiera się na tym, że jest nośnikiem dobitnego komentarza. Znakomicie, że klasyczne rozwiązanie teaser-bonus zmusza czytelnika do działania – po prostu ciekawość powoduje chęć, by tę gazetę natychmiast otworzyć”.

W tym roku w konkursie rywalizowało 447 prac nadesłanych przez 219 redakcji gazet i czasopism. Oceniano je w ośmiu kategoriach dla prasy drukowanej. Najwięcej wpłynęło w kategorii czasopism hobbystycznych (115) oraz branżowych (68). Już po raz drugi do Konkursu przyjmowano także zgłoszenia do nagrody dla wydań elektronicznych gazet i czasopism, a także za najlepszą publikację przeznaczoną na urządzenia mobilne.

Zwycięzców Konkursu wyłoniło trzydziestoosobowe jury (twórcy grafiki prasowej – dyrektorzy artystyczni, wykładowcy uczelni plastycznych, fotograficy oraz wydawcy). Tak poziom konkursu ocenia jeden z jurorów – Tomasz Kuczborski:

„Poziom prac w poszczególnych kategoriach się różnił – w niektórych był niższy niż w latach ubiegłych, lecz w innych zdecydowanie się poprawił, dzięki czemu ożywiła się rywalizacja między okładkami, a wytypowanie kolejności zwycięzców niektórych kategorii stanowiło prawdziwe wyzwanie. Wybór laureata nagrody GrandFront upewnił mnie, że pogłoski o niechybnej śmierci prasy drukowanej są co najmniej przesadzone”.

Rozstrzygnięcia w poszczególnych kategoriach:

Dzienniki:

ArtFront – “Puls Biznesu” (Bonnier Business Polska) nr 169/2013 – Tomasz Młynarski (autor),

II miejsce – “Gazeta Wyborcza” (Agora SA) nr 52/2013 – Gamma Rapheo/Getty Images/FPM,

III miejsce – “Gazeta Wyborcza” (Agora SA) 191/2013 – Sławomir Mrożek/Oficyna NSB,

Wyróżnienie – “Nowa Trybuna Opolska” (Nowa Trybuna Opolska) nr 75/2013 – Krzysztof Ignatowicz (autor), Filip Ignatowicz (autor),

Wyróżnienie – “Dziennik Gazeta Prawna” (Infor Biznes) nr 106/2013.

Czasopisma lokalne:

ArtFront "Panorama Silesia" nr 5/2013

ArtFront – “Panorama Silesia” (Panorama Silesia) nr 5/2013 – Kamila Kreis-Tomczak (fotografia), Emil Kłosowski (autor),

II miejsce – “Tygodnik Siedlecki” (WSP “Stopka”) nr 45/2013 – Mirosław Zdrodowski (grafika), Marek Stasiuk (współautor),

III miejsce – “Kurier Poranny Obserwator” (Media Regionalne) nr 19/2013 – Bartosz Wacławski (pomysł), Tomasz Bogusławski (autor),

Wyróżnienie – “Kalisia Nowa” nr 11-12/2013, Tomasz Wolff, Cyprian Kościelniak (ilustracja), Iwona Cieślak (pomysł),

Wyróżnienie – “Nowiny Raciborskie”(Wydawnictwo Nowiny) nr 53/2013, Roman Okulowski (autor), Katarzyna Gruchot (pomysł), Roman Okulowski (typografia), shutterstock (fotografia),

Wyróżnienie – “Gazeta Śremska” (Muzeum Śremskie) nr 1-2/2013 – Patrycja Łukomska (współautor), Szymon Majewski (współautor).

Czasopisma opinii:

ArtFront – “Polityka” (Polityka) nr 40/2013 – Marek Kwiatkowski (autor),

II miejsce – “Duży Format” (Agora SA) nr 33/2013 – Mark Lewis/Getty Images/FPM (fotografia), Jacek Komarowski i Kinga Kenig (współpraca),

III miejsce – “The Warsaw Voice” (Warsaw Voice SA) nr 9/2013 – Rafał Poławski (autor),

Wyróżnienie – “Tygodnik Powszechny” (Tygodnik Powszechny) nr 40/2013, Jacek Gawłowski,

Wyróżnienie – “Tygodnik Powszechny” (Tygodnik Powszechny) nr 44/2013, Grażyna Makara (współpraca) Keren Su/CORBIS (fotografia),

Wyróżnienie – “Duży Format” (Agora SA) nr 36/2013, Maciej Kałkus (współautor), Wawrzyniec Święcicki (ilustracja), Katarzyna Kaliszuk-Grafik (współautor).

Magazyny wielotematyczne:

ArtFront – “Viva! Moda” (Edipresse Polska) nr wiosna/2013 – Claudia Knoepfel, Stefan Indlekofer (współautor),

II miejsce – „Elle” (Burda International) edycja limitowana nr 9/2013 – Magdalena Łuniewska (fotografia), Ina Lekiewicz (stylizacja), Esther Sternkopf (grafika), Michał Piekarski (typografia),

III miejsce – “Harper’s Bazaar Polska” (Hearst Marquard) – Koray Birand (fotografia), Andrzej Sobolewski (stylizacja), Filip Niedenthal (pomysł), Karolina Tomaszewicz (współautor), Karolina Żmijewska (grafika),

Wyróżnienie – “Viva! Moda” (Edipresse Polska) zima /2013 – Marcin Tyszka,

Wyróżnienie – “Viva!” (Edipresse Polska) nr 23/2013 – Robert Wolański,

Wyróżnienie – “Elle” (Burda International) nr 12/2013, Marcin Kempski (fotografia), Zuzanna Kuczyńska (stylizacja), Esther Sternkopf (grafika), Michał Piekarski (typografia),

Wyróżnienie – “Zwierciadło” nr 1/2013 (Wydawnictwo Zwierciadło), Jolanta Marcinkowska (grafika), Iza Grzybowska (fotografia), Basia Czyżewska (stylizacja), Dominika Zasłona (stylizacja).

Popularne Czasopisma Poradnicze dla Kobiet:

ArtFront – “Wróżka” (Te-Jot) nr 4/2013 – Edyta Banach Rudzik (grafika), Dorota Jastrzębowska (współautor),

II miejsce – “M jak Mieszkanie” (Murator SA) nr 10/2013 – Beata Cieśla (autor), Mariusz Bykowski (fotografia), Karolina Klepacka (stylizacja),

III miejsce – “Wróżka” (Te-Jot) nr 9/2013 – Edyta Banach Rudzik (grafika), Dorota Jastrzębowska (współautor),

Wyróżnienie – “Wróżka” (Te-Jot) nr 11/2013, Edyta Banach Rudzik (grafika), Dorota Jastrzębowska (współautor),

Wyróżnienie – “Dziecko” (Agora SA) nr 5/2013, Albert Zawada (fotografia), Edyta Kiliś (stylizacja),

Wyróżnienie – “Uroda” (Edipresse Polska) nr 6/2013.

Czasopisma branżowe:

ArtFront – “Press” (Press) nr 11/2013 – Michał Stasiak (autor), Krzysztof Opaliński (fotografia),

II miejsce – “Architektura–Murator” (Murator SA) nr 6/2013 – Jerzy Porębski (autor), Jakub Certowicz (fotografia),

III miejsce – “Atest – Ochrona Pracy” (Sigma-Not) nr 788 – Wojciech Kwiecień-Janikowski,

Wyróżnienie – „Architektura–Murator” (Murator SA) nr 9/2013, Jerzy Porębski (autor), Marcin Czechowicz (fotografia),

Wyróżnienie – “Aura” (Aura miesięcznik) nr 2/2013, Wyróżnienie – “CRN – Computer Reseller News” (Burda Communications) nr 13/14, Aneta Mikulska (autor).

Czasopisma hobbystyczne:

ArtFront – “Beethoven Magazine” (Stowarzyszenie im. Ludwiga van Beethovena) nr 17/2013 – Tymek Borowski (grafika), Witold Siemaszkiewicz (współpraca),

II miejsce – „Kukbuk” (Kukbuk) nr 4/2013 – Diana Kosiorek (autor), Dinnershow studio (fotografia), Małgorzata Białobrzycka (stylizacja), Monika Błęcka (współautor), Monika Walecka (współautor),

III miejsce – “DesignAlive” (Press) nr 8/2013 – Bryan Huynh (fotografia), Ewa Trzcionka (współpraca), Iwona Gach (współpraca), Wojciech Trzcionka (współpraca),

Wyróżnienie – “Artpunkt” (Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu) nr 18/2013,

Wyróżnienie – “Style i Charaktery” (Charaktery) nr 2/2013,

Wyróżnienie – “Format” (Format Pismo Artystyczne) nr 1-2/2013, Tomasz Pietrek (autor),

Wyróżnienie – “Kukbuk” (Kukbuk) nr 3/2013, Diana Kosiorek (autor), Dinnershow studio (fotografia), Małgorzata Białobrzycka (stylizacja), Monika Błęcka (współautor), Paweł Paszek-Pietruch (współautor),

Wyróżnienie – “Arteon” (Dom Wydawniczy “Kruszona”), nr 12/2013, Zofia Komorowska (autor), Bartosz Kokosiński (ilustracja), Jacek Rojkowski (fotografia),

Wyróżnienie – “National Geographic Traveler” (Burda International) nr 5/2013, Agnieszka Franus (współautor), Wioletta Wiśniewska (współautor).

Magazyny offowe:

ArtFront – “Herito” (Międzynarodowe Centrum Kultury Kraków) nr 13/2013 – Kuba Sowiński,

II miejsce – “Herito” (Międzynarodowe Centrum Kultury Kraków) nr 10/2013 – Kuba Sowiński,

III miejsce – “Herito” (Międzynarodowe Centrum Kultury Kraków) nr 11/2013 – Kuba Sowiński.

TouchFront:

TouchFront – “Duży Format” (Agora SA) – Katarzyna Kaliszuk Jacek Komarowski, Adam Peterczuk, Michał Przeździecki,

Wyróżnienie – “K Mag” (K Mag) – Emilia Nyka (autor), Adam Pluciński (fotografia), Paweł Kędzierski (stylizacja), Dorota Boruń (scenografia), Kaja Werbanowska (współpraca),

Wyróżnienie – “Kukbuk” (Kukbuk) 6/2013 – Emilia Nyka (autor),

Wyróżnienie – “Focus” (Burda International) 10/2013 – Robert Bany, Marcin Bugalski, Alicja Juchnicka, Michał Janicki Łukasz Kamieniak.

Najlepsze okładki wyłonione w poszczególnych kategoriach będą prezentowane w czerwcu na wystawie przy ul. Foksal 3/5. Ponadto zwycięskie prace prezentowane będą multimedialnie w salonach Empik.

Konkurs na Prasową Okładkę Roku GrandFront 2013 odbył się pod patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Partnerem Konkursu było Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Konkurs jest wspierany przez firmy działające na rzecz polskiego rynku prasowego, takie jak: Empik, Polska Agencja Prasowa, Ruch SA, Quad/Graphics oraz ZAIKS, a także wydawców prasy, wśród których są: Agora SA, Burda International Polska, Edipresse Polska, Gremi Business Communication, Media Regionalne, Murator SA, Polityka, Polskapresse oraz Ringier Axel Springer Polska. Patronami medialnymi są: Telewizja Polska, Polskie Radio oraz miesięcznik “Press”.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/45387,%E2%80%9ERzeczpospolita%E2%80%9D-zdobyla-GrandFront-2013-za-okladke-z-Benedyktem-XVI

26-05-2014, 17:20

Pracownicy TVP przejdą do Leasing Team. Podpisano umowę  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
26-05-2014

Telewizja Polska w poniedziałek 26 maja br. podpisała umowę z firmą LeasingTeam, która od lipca br. przejmie ponad 400 pracowników etatowych publicznego nadawcy, a także jej współpracowników.

Do firmy LeasingTeam, wybranej w przetargu zorganizowanym przez TVP (dowiedz się więcej), przejdą graficy komputerowi, montażyści, charakteryzatorzy oraz część dziennikarzy z 22 jednostek organizacyjnych TVP (w spółce pozostanie około 180 dziennikarzy, którzy będą pełnić funkcje tzw. redaktorów-koordynatorów).

Cały proces zostanie zrealizowany na podstawie art. 23[1] Kodeksu Pracy. – Wydzielenie funkcji wykonawczej w przedstawionym zakresie obejmować będzie również zadania realizowane aktualnie przez współpracowników na podstawie umów cywilno-prawnych zawartych z osobami fizycznymi - podano w komunikacie.

Przeniesieni do LeasingTeam pracownicy mają mieć zagwarantowaną pracę przez dwa lata, w tym przez rok na niezmienionych warunkach zatrudnienia. Cała operacja ma zachęcić pracowników do przechodzenia na samozatrudnienie, co ma zapewnić TVP oszczędności.

Przeciw outsourcingowi od początku protestują działająca w TVP związki zawodowe. Jeden z nich – Wizja ostatnio wystosował list otwarty w tej sprawie do premiera Donalda Tuska.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/pracownicy-tvp-przejda-do-leasing-team-podpisano-umowe

26-05-2014, 16:04

Niedźwiecki: Odszedłem z Trójki, bo Skowroński zrobił rozpierduchę. Co dalej z listą?  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
26-05-2014

Jak spotkam kogoś, kto mógłby mnie zastąpić, chętnie się odsunę od “Listy przebojów Trójki” – zdradza w wywiadzie dla Wprost Marek Niedźwiecki, dziennikarz radiowej Trójki. Zdradza także dlaczego zniknął na kilka lat z radiowej Trójki.

Marek Niedźwiedzki

Oswoiłem samotność, nigdy nie chciałem się wiązać, mieć żony, dziecka. Nie chcę zajmować się fikcyjną walką o to, żeby Polska była lepsza – zdradza w wywiadzie dla Wprost Marek Niedźwiecki, jeden z najbardziej rozpoznawalny głos radiowej Trójki.

Popularny dziennikarz przyznaje, że coraz częściej myśli o rezygnacji z prowadzenia kultowej “Listy przebojów Trójki”.

Jest taka stagnacja, że nie wiem, jak z tego wybrnąć. Ludzie piszą, że jest nudno jak w dawnym “Koncercie życzeń”. Jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie odejść. Jak spotkam kogoś takiego, kto mógłby mnie zastąpić, chętnie się odsunę -  mówi Niedźwiecki.

Niedźwiecki wraca także do krótkiego romansu z Radiem Złote Przeboje. Przyznaje, że za chwilowe odejście z Trójki został skrytykowany przez słuchaczy.

Myślałem, że przechodzę do innej rozgłośni, bo obraziłem się na sytuację panującą wówczas w Trójce: “Lista” miała mieć 25 lat i planowaliśmy duży koncert na Agrykoli, ale Krzysiek Skowroński, który został wtedy dyrektorem, powiedział, że koncert się nie może odbyć, bo się będzie kojarzył z 25-leciem stanu wojennego. Wymyślił też trzygodzinne koncerty w piątki rano i w związku z tym moje “W tonacji Trójki” trwało 18 minut zamiast godziny. Skowroński zachowywał się jak rozbójnik. Rozpierduchę tu zrobił i ja byłem przekonany, że to jest powód do odejścia z Trójki.Koledzy mi mówili, że moje przejście jest ukartowane na wyższych szczeblach. Nie chciałem wierzyć. Byłem przekonany, że sam podejmuję decyzję. Dostałem od słuchaczy straszną, przepraszam za słowo, zjebkę - mówi w wywiadzie dla Wprost Marek Niedźwiecki.

Z kolei w ostatnich tygodniach słuchacze atakują Niedźwieckiego za udział w programie “Kuba Wojewódzki.

Kiedyś obiecałem, że nigdy się na to nie zgodzę. (…) Poszedłem, żeby zadać mu proste pytanie: kiedy oddasz taśmy do naszej fonoteki, które wypożyczyłeś ponad 20 lat temu? Zapytał, czy chodzi o Republikę, Róże Europy i Sztywny Pal Azji. To były taśmy matki. Nie ma kopii. W fonotece jest odnotowane, że wypożyczył i nie oddał. Teraz obiecał, że to w końcu zrobi. (…) Zaraz wyjeżdżam na sześć tygodni i mam nadzieję, że moja nieobecność pomoże mi się zorientować, czy mogą się tu koledzy beze mnie obejść, czy jestem tu komuś potrzebny - mówi Niedźwiecki.

Całość: http://media2.pl/media/111559-Niedzwiecki-Odszedlem-z-Trojki-bo-Skowronski-zrobil-rozpierduche.-Co-dalej-z-lista.html