Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

11-08-2014, 07:38

Powstaje nowa ustawa medialna. Ma być mniej reklam w TVP  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Robert Stępowski
11-08-2014

Najpóźniej w 2015 roku dojść ma do zmiany ustawy medialnej i likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego, na rzecz opłaty audiowizualnej. Zmniejszyć się powinna też liczba reklam w TVP. – Obecny poziom zasilenia publicznego w stosunku do całej Europy jest po prostu kompromitujący – mówi Wirtualnemedia.pl Jacek Rakowiecki, rzecznik TVP.

Jacek Rakowiecki

Za koordynację prac związanych z nowelizacją ustawy medialnej i wprowadzenie nowego sposobu finansowania mediów publicznych, odpowiadać ma Andrzeja Wyrobca, którego miesiąc temu premier Donald Tusk powołał na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

- Prace nad projektem ustawy cały czas trwają. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Małgorzata Omilanowska zapowiedziała, że jej celem jest aby gotowy projekt ustawy o opłacie audiowizualnej trafił do Sejmu jeszcze w trakcie tej kadencji - usłyszeliśmy w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Jak zatem będą finansowane media publiczne po zmianach? Propozycje dotyczące tej sprawy znalazły się w opracowanym przez resort dokumencie pt. “Koncepcja zasad finansowania mediów publicznych”.

- Wspólną cechą wszystkich-przedstawionych w dokumencie-koncepcji jest zerwanie z zasadą rejestracji odbiorników, która jest anachroniczna i nie spełnia swojej funkcji. Obecnie trwają prace mające na celu rozstrzygnięcie, czy nowa opłata powinna być pobierana wraz z rachunkiem za energię elektryczną czy w inny sposób np. poprzez powiązanie opłaty z tytułem prawnym do nieruchomości – czytamy w odpowiedzi na nasze pytania skierowane do resortu kultury.

Wyboru najkorzystniejszej opcji, która zapewni stabilną sytuację finansową nadawcy publicznego, a nie obciąży nadmiernie obywatela ma dokonać specjalnie powołany do tego celu zespół ekspertów reprezentujących Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwo Finansów i Krajową Radę Radiofonii i Telewizji.

- Oczywiście, że TVP chce zmiany obecnej sytuacji, już choćby z racji na fakt, że obecny poziom zasilenia publicznego w stosunku do całej Europy jest po prostu kompromitujący. A równocześnie znaczna część europejskich nadawców publicznych ma poziom “misyjności” i ambicji znacznie niższy, niż TVP, a także często bez porównania niższe udziały w rynku – podkreśla w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Jacek Rakowiecki, rzecznik prasowy Telewizji Polskiej. – Sami też sygnalizowaliśmy, że zapaść w ściągalności abonamentu, choć wymusiła na TVP ogromne oszczędności i redukcje, stanowi obecnie zagrożenie dla samego bytu nadawcy publicznego, a przede wszystkim dla jakości jego oferty programowej – dodaje Rakowiecki.

Ministerstwo postuluje, by zmniejszyć liczbę reklam w TVP, ale musi to być powiązane z zapewnieniem finansowej stabilności nadawców publicznych. Zdaniem przedstawicieli resortu nadmierna liczba przekazów handlowych prowadzi do komercjalizacji oferty programowej co wpływa niekorzystnie na jakość misji publicznej.

Jacek Rakowiecki przyznaje, że Telewizja Polska chce więcej pieniędzy właśnie na realizację misji publicznej. – TVP nie żąda pieniędzy “na piękne oczy”. Już w lutym br. prezes Braun w Sejmie przedstawił bardzo konkretne wyliczenia, jak określone, zwiększone sumy z zasilenia publicznego, przełożyć się mogą na równie konkretny wzrost liczby klasycznie misyjnych form TV, jak filmy dokumentalne, programy edukacyjne, programy dla dzieci itp, a także zwiększenie liczby premier - wymienia rzecznik TVP.

Na łamach tygodnika “Wprost” Andrzej Wyrobiec podkreślał niedawno, że już we wrześniu chce przystąpić do konsultacji w sprawie nowej formy finansowania mediów publicznych. Do dyskusji chce zaprosić również przedstawicieli stacji komercyjnych.

Rzecznik Telewizji Polskiej uważa jednak, że do ustalenia wspólnego stanowiska w tej sprawie jest jeszcze bardzo daleka droga. - Musi powstać poważny zarys poważnego projektu sanacji (dotychczasowe “założenia do założeń” z czasów min. Zdrojewskiego nim nie są, przez swoją ogólnikowość, a nawet błędne dane!), na podstawie którego można będzie wyartykułować kilka zasadniczych dylematów, wokół których powinna toczyć się dyskusja - podkreśla Jacek Rakowiecki.

Przedstawiciele resortu kultury nie potrafili nam odpowiedzieć na pytanie, kiedy przepisy znowelizowanej ustawy mogłyby zacząć obowiązywać. - Wejście w życie ustawy powinno zostać poprzedzone odpowiednio długim okresem vacatio legis. Stworzenie nowego systemu finansowania mediów publicznych jest zadaniem złożonym, wymagającym podjęcia działań na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim, odejście od zasady rejestracji odbiorników pociąga za sobą konieczność stworzenia całkowicie nowego systemu pozyskiwania danych podmiotów zobowiązanych do uiszczania opłaty - wyjaśnia MKiDN.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/powstaje-nowa-ustawa-medialna-ma-byc-mniej-reklam-w-tvp

11-08-2014, 04:43

Agnieszka Gozdyra: Jerry Springer nie jest dla mnie wzorem  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Robert Stępowski
11-08-2014

- Nam nie zależy na robieniu show za wszelką cenę. Chcemy pokazywać, co ludzie mają do powiedzenia w istotnych kwestiach, nie tylko politycznych. Jerry Springer nie jest moim wzorem – mówi w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl Agnieszka Gozdyra, jedna z prowadzących program “Tak czy nie” w Polsat News.

Agnieszka Gozdyra to jedna z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek kanału informacyjnego Polsatu. Często porównywana do Moniki Olejnik. Występuje nie tylko na wizji, ale aktywnie udziela się też w mediach społecznościowych, gdzie prowadzi często zaciekłe dyskusje z innymi internautami. Dziennikarka przyznaje, że długo się broniła przed założeniem profilu na Facebooku, zaś konto na Twitterze założyła “trochę przez przypadek”.  – Faktycznie cały czas przybywa osób obserwujących mnie i czasem się zastanawiam, dlaczego niektóre moje wypowiedzi, budzą tyle emocji. Ale to pozytywne zjawisko, bo oznacza, że nie jestem ludziom obojętna – uważa Gozdyra.

Agnieszka Gozdyra

Prowadząca “Tak czy nie” podkreśla, że najtrudniej na początku było jej poradzić sobie z hejterami. Dość szybko uodporniła się na krytykę i dopóki uważa, że dyskusja z kimś ma sens, stara się rozmawiać, gdy twierdzi, że żadna ze stron nie chce nawet słuchać argumentów swojego rozmówcy, blokuje go. – Szybko jednak zdałam sobie sprawę, że po prostu są ludzie wykonujący niewdzięczny zawód o nazwie “hejter”. Nie tak łatwo mnie obrazić. Jestem dość odporna, tak w życiu jak i na Twitterze – twierdzi dziennikarka.

Formuła prowadzonego przez Agnieszkę Gozdyrę (na zmianę z Wojciechem Szelągiem) programu “Tak czy nie” jest prosta. Prowadzący i dwoje gości, najczęściej o skrajnie różniących się od siebie poglądach.

- Pokazujemy, że “merytorycznie” nie musi oznaczać “nudno”. Jeśli tematy, czy wypowiedzi rozmówcy wywołują w kimś tak duże emocje, że musi dać im upust, to nie jest to niczym innym jak normalnym, ludzkim zachowaniem – mówi Agnieszka Gozdyra. – Nasi goście wiedzą, że przychodzą do telewizji i są w niej oglądani, więc jeśli mimo to dają się owładnąć takimi emocjami, to znaczy, że temat był istotny – dodaje.

Czasami emocje aż kipią, a merytoryczna dyskusja przeradza się w kłótnie, podczas której goście obrzucają się niezbyt wyrafinowanymi obelgami. Gozdyra zapewnia jednak, że nie dopuści w swoim programie do rękoczynów, a gdy uzna, że emocji jest zbyt dużo, jest wstanie przerwać program.

- Nie chcemy, aby goście obrażali się na antenie. Jeśli kiedykolwiek sytuacja zaostrzy się na tyle, że uznam, iż zaczynamy przekraczać pewną granicę dobrego smaku, to jestem w stanie przerwać program, dać nam wszystkim chwilę na ochłonięcie i zastanowienie się, czy chcemy kontynuować dyskusję, czy zakończyć ją w tym punkcie – deklaruje Agnieszka Gozdyra. I dodaje: – Ale na razie, w moim przekonaniu, nie wydarzyło się nic takiego, co mogłoby świadczyć o obniżaniu standardów dziennikarskich, czy tabloidyzacji mediów.

Częstym gościem programu “Tak czy nie” jest Janusz Korwin-Mikke, polityk znany z kontrowersyjnych wypowiedzi, a także zachowań. Agnieszka Gozdyra przyznaje, że uderzenie przez lidera Kongresu Nowej Prawicy europosła Michała Boniego, było godne potępienia, co nie oznacza, że przestanie zapraszać go do swojego programu.

- Jestem przeciwniczką deklaracji w stylu “nigdy już nie zaproszę tego gościa do programu”. Życie jest pełne zaskakujących sytuacji. Znam dziennikarzy, którzy nie raz się właśnie tak zastrzegali, a później zapraszali te osoby do dyskusji. Uważam, że to co zrobił Janusz Korwin-Mikke było niedopuszczalne. Zaszkodził swoim zachowaniem partii, której jest liderem i bardzo mocno przekroczył pewną granicę. Mimo to, będę zapraszać go, kiedy uznam, że jego głos w dyskusji na jakiś temat może być istotny – przyznaje Gozdyra.

Jej zdaniem, gdyby każda redakcja stworzyła listę osób, których się nie zaprasza do studia, a później te wszystkie listy zostałyby połączone w jedną, to ze względu na sympatie i antypatie różnych redakcji, zbojkotowani zostaliby wszyscy politycy.

Z Agnieszką Gozdyrą rozmawiamy o programie “Tak czy nie” i zachowaniu jego gości, Januszu Korwinie-Mikke i obecności dziennikarki w mediach społecznościowych.

Robert Stępowski: Czym pani zdaniem spowodowany jest sukces programu “Tak czy nie”, który pani prowadzi? Widzowie oczekują takiego ostrego kąsania się przez gości?

Agnieszka Gozdyra: Uważa pan, że moi goście podszczypują się lub kąsają? Jestem przekonana, że dyskutują – tak, jak w normalnym życiu i że nie ma w tym sztuczności. Może tu leży cała tajemnica. Są argumenty, są emocje, czasem zaskakujące sytuacje, tak właśnie wyglądają prawdziwe rozmowy między ludźmi.

Pani daje jednak swoim gościom bardzo dużo swobody. Ci bardziej impulsywni wykorzystują to i pozwalają sobie na wyjątkowo dużo.

Tak właśnie jest, ale dlatego, że to nie jest grzeczny program. Być może ta swoboda powoduje, że moi goście mniej panują nad emocjami, a to z kolei pokazuje widzom jacy politycy (i nie tylko) są naprawdę, kiedy na chwilę zapominają o wyuczonych słowach czy gestach. Dajemy więc szansę zobaczyć naszych polityków niemal “saute” w sensie emocji i naturalności.

I taki miał być od początku?

Zakładaliśmy, że będzie to program, w którym bardzo wiele może się zdarzyć. Oczywiście są pewne granice, których przekroczyć nie możemy i nawet nie chcę, abyśmy je przekraczali.

Kiedy uznałaby pani, że goście pozwolili sobie na zbyt dużo?

Nasz program to emocje, ale mam nadzieję, że nigdy nikomu nie wymkną się one spod kontroli. Jestem przekonana, że będziemy obserwować tylko słowne potyczki i nie dojdzie do rękoczynów, czy rzucania w siebie rekwizytami lub polewania się wodą.

Taka sytuacja na pewno podniosłaby oglądalność i rozpoznawalność programu.

Ostatnio dość stanowczo wypowiedziałam się np. na temat rękoczynów i na pewno nie pozwolę, aby doszło do nich w programie “Tak czy nie”. Nam nie zależy na robieniu show za wszelką cenę. Chcemy pokazywać, co ludzie mają do powiedzenia w istotnych kwestiach, nie tylko politycznych. Dla nas, osób przygotowujących ten program, najważniejsza jest merytoryczna jego zawartość.  Jerry Springer nie jest moim wzorem.

Niektórzy pani goście, przynajmniej w pewnych wypowiedziach, udowadniają, że od merytoryki, wolą show.

Powtórzę raz jeszcze – nam nie chodzi o robienie show, ale bardzo prostej w swojej formie, rzeczowej debaty. Pokazujemy, że “merytorycznie” nie musi oznaczać “nudno”. Jeśli tematy, czy wypowiedzi rozmówcy wywołują w kimś tak duże emocje, że musi dać im upust, to nie jest to niczym innym jak normalnym, ludzkim zachowaniem. Czy jeśli dyskutują ze sobą dwie osoby o przeciwstawnych poglądach na jakąś sprawę, to używają tylko pięknych, okrągłych słów, przepraszając się za wszystko i dbając o najwyższy poziom tej rozmowy? Raczej nie. I w moim programie jest tak samo. Nasi goście wiedzą, że przychodzą do telewizji i są w niej oglądani, więc jeśli mimo to dają się owładnąć takimi emocjami, to znaczy, że temat był istotny.

Dobór gości na pewno także ma znaczenie w podgrzewaniu atmosfery.

Oczywiście, że tak. Może jednak nie tyle w podgrzewaniu atmosfery, co sprawianiu, żeby było ciekawie. Dlatego staramy się dość niesztampowo dobierać naszych gości. Niekoniecznie musi to być polityk z politykiem. Nie zawsze muszą na przeciw siebie siadać przedstawiciele Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości.

Agnieszka Gozdyra

Jeśli to tylko możliwe, staramy się na przykład zapraszać polityka i eksperta w danej dziedzinie, autorytet. I to jest także wyzwanie dla polityka, bo nie powtórzy już znanego widzom zestawu argumentów, który wszyscy słyszeli w innych programach telewizyjnych. Dlatego poza określeniem ciekawego tematu dużym wyzwaniem dla autorów programu jest zaproszenie odpowiednich rozmówców.

My nie chcemy, aby program “Tak czy nie” był szablonowy i powielał dokładnie to, co widzowie mogą oglądać również na innych kanałach.

Jestem zadowolona i wdzięczna, że to właśnie w naszym programie, naprzeciw siebie zgodzili się usiąść na przykład Stefan Niesiołowski i Zbigniew Hołdys – polityk i niezadowolony wyborca Platformy. To był bardzo ciekawy odcinek. Rozumiem gości, że dla nich pewni rozmówcy są niewygodni z różnych powodów, ale cieszę się, jeśli mimo to, zgadzają się przyjąć nasze zaproszenie.

Odmawiają także?

Oczywiście, że tak, ale nie powiem którzy, ponieważ mam nadzieję, że widząc inne dyskusje zmienią zdanie i kiedyś jednak z naszego zaproszenia skorzystają.

Odmawiają, bo nie chcą się skonfrontować na wizji z konkretnymi osobami?

To jeden z powodów, ale nie jedyny. W każdym razie nie rezygnujemy.

Mówimy o emocjach, o dyskusjach, takich jak w prawdziwym życiu. Tylko kiedy na ekranie tego prawdziwego życia, które zgadzam się – jest chętnie oglądane – jest zbyt dużo, to zaczynają padać zarzuty pod adresem mediów i nas wszystkich dziennikarzy, że media się tabloidyzują i obniżamy poziom dziennikarstwa, aby przypodobać się gustom jak najszerszej grupie odbiorców.

Gościom czasami faktycznie puszczają nerwy. Zresztą niedawno również Wirtualnemedia.pl opisywały taką dość ostrą wymianę zdań, która miała miejsce pomiędzy Piotrem Tymochowiczem, a Robertem Winnickim. W moim przekonaniu, jeden z gości dał się trochę za bardzo ponieść emocjom. Powtórzę – tak jednak wygląda życie, a to jest program na żywo.

Co musiałoby się wydarzyć w programie, aby sama przed sobą przyznała pani, że to co zobaczyli i usłyszeli widzowie, było ewidentnym obniżeniem standardów kanału, w którym pani pracuje (poza rękoczynami, o których już pani mówiła)?

Nie chcemy, aby goście obrażali się na antenie. Jeśli kiedykolwiek sytuacja zaostrzy się na tyle, że uznam, iż zaczynamy przekraczać pewną granicę dobrego smaku, to jestem w stanie przerwać program, dać nam wszystkim chwilę na ochłonięcie i zastanowienie się, czy chcemy kontynuować dyskusję, czy zakończyć ją w tym punkcie. Zapewniam, że jesteśmy gotowi na różne scenariusze.

Ale na razie, w moim przekonaniu, nie wydarzyło się nic takiego, co mogłoby świadczyć o obniżaniu standardów dziennikarskich, czy tabloidyzacji mediów.

Ostatnio politycy nie chcieli wziąć udziału w programie z Januszem Korwin-Mikkem. Także niektórzy dziennikarze po incydencie z Michałem Bonim, stwierdzili, że będą bojkotować lidera KNP. Pani natomiast często zaprasza go do studia. Teraz to się zmieni?

Jestem przeciwniczką deklaracji w stylu “nigdy już nie zaproszę tego gościa do programu”. Życie jest pełne zaskakujących sytuacji. Znam dziennikarzy, którzy nie raz się właśnie tak zastrzegali, a później zapraszali te osoby do dyskusji. Uważam, że to co zrobił Janusz Korwin-Mikke było niedopuszczalne. Zaszkodził swoim zachowaniem partii, której jest liderem i bardzo mocno przekroczył pewną granicę. Mimo to, będę zapraszać go, kiedy uznam, że jego głos w dyskusji na jakiś temat może być istotny.

Gdyby każda redakcja stworzyła listę osób, których się nie zaprasza, a później te wszystkie listy połączylibyśmy w jedną, to ze względu na różne sympatie i antypatie, zapewne musielibyśmy zbojkotować wszystkich polityków.

Jak pani ocenia poziom polskiego dziennikarstwa? Wystąpienie Moniki Olejnik, która chciała być głosem całego środowiska – i to co działo się później – najlepiej chyba pokazuje, jak bardzo podzieleni jesteśmy.

Nie chcę nikogo oceniać. Gdybyśmy wszyscy, zamiast wzajemnie się oceniać i krytykować, skupili się przede wszystkim na swojej pracy, to na pewno poziom wielu programów, czy publikacji prasowych byłby wyższy. Ja w miarę moich możliwości i umiejętności, staram się po prostu jak najlepiej robić program “Tak czy nie”. Zachęcam wszystkich moich kolegów i koleżanki do zajmowania się głównie swoją, a nie cudzą pracą.

Pani program budzi być może więcej emocji w internecie niż na antenie Polsat News. Może warto pomyśleć o programie emitowanym tylko w sieci?

Podobno wszystko i wszyscy przenosimy się do internetu, więc kto wie co przyniesie mi życie. Na razie żadnych zmian nie planuję.

Doskonale odnajduje się pani w mediach społecznościowych. Potrafi Pani zaangażować do dyskusji wielu internautów, “sprzedawać swoje opinie”, dyskutować, odpowiadać… To rzadka umiejętność wśród dziennikarzy tzw. starych mediów.

Przed założeniem profilu na Facebooku bardzo długo się broniłam. Konto na Twitterze założyłam trochę przez przypadek. Faktycznie cały czas przybywa osób obserwujących mnie i czasem się zastanawiam, dlaczego niektóre moje wypowiedzi, budzą tyle emocji. Ale to pozytywne zjawisko, bo oznacza, że nie jestem ludziom obojętna.

Wielu dziennikarzy obawia się tak bezpośredniego kontaktu z widzami czy czytelnikami. Każdy może bezpośrednio, pod wpływem chwili nas obrazić. W redakcji jest bezpieczniej. Kontakt z widzem, zwłaszcza tym, który chce obrazić dziennikarza jest ograniczony. Jak sobie z tym pani radzi?

Początkowo bywało ciężko. Szybko jednak zdałam sobie sprawę, że po prostu są ludzie wykonujący niewdzięczny zawód o nazwie “hejter”. Nie tak łatwo mnie obrazić. Jestem dość odporna, tak w życiu jak i na Twitterze. Serwisy społecznościowe dają jednak tę możliwość, aby blokować osoby, z którymi nie chce się rozmawiać. Kiedy stwierdzam, że nie ma już szans na merytoryczny dialog, często z tej możliwości korzystam.

Cezary Gmyz też trafił na listę zablokowanych?

Tak. Kiedy ktoś stosuje brzydkie argumenty ad personam, dyskusja nie ma sensu.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/agnieszka-gozdyra-jerry-springer-nie-jest-dla-mnie-wzorem

11-08-2014, 04:29

“Wyznanie hieny”, czyli Piotr Mieśnik o pracy w “Fakcie”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Robert Stępowski
11-08-2014

- Liczę się z tym, że część środowisk dziennikarskich zareaguje na moją książkę oburzeniem. Ma ona zdemaskować prasę brukową i ludzi z jej kolorowych okładek – przyznaje Wirtualnemedia.pl Piotr Mieśnik, autor książki opisującej codzienną pracę w największym polskim tabloidzie.

"Wyznania hieny. Jak to się robi w brukowcu"

Książka Piotra Mieśnika “Wyznania hieny. Jak to się robi w brukowcu”, byłego dziennikarza “Faktu” ma ukazać się dopiero w październiku, ale już budzi wiele emocji. - W książce opisuję wydarzenia charakterystyczne dla pracy w brukowcu i, jak nietrudno się domyślić, nie ze wszystkich jestem dumny - mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Piotr Mieśnik. – Opisuję też moją wewnętrzną przemianę spowodowaną wydarzeniami w życiu prywatnym i to, jak zmieniło się przez to moje podejście do pracy w tabloidzie i do postrzegania w ten sposób świata. Ta książka to ostatni etap mojego katharsis - dodaje.

Autor książki tłumaczy, że chciał wyjaśnić czytelnikom tabloidów oraz osobom związanym z mediami, jak naprawdę funkcjonują tego typu gazety, które treści są prawdziwe, a co tylko wyssanym z palca żartem. - To nie jest książka nawróconego moralizatora. To raczej próba rozliczenia się samego ze sobą - zastrzega Mieśnik.

“Wyznania hieny. Jak to się robi w brukowcu” to nie literatura faktu, ani branżowa analiza tabloidów. Sam autor określa ten gatunek jako “fabularyzowany dokument”. Zaznacza jednak, że czytelnicy znajdą w niej mocne i prawdziwe historie z jego życia zawodowego.

Mieśnik ma nadzieję, że za opisane w książce historie, związane z jego siedmioletnią pracę w dzienniku “Fakt”, nie spotka się z krytyką koleżanek i kolegów dziennikarzy. Uważa także, że jego były pracodawca nie ma podstaw, aby ewentualnie próbować wpływać w jakikolwiek sposób na treść książki, ani na jej dystrybucję, chroniąc w ten sposób swoje interesy, w obawie przed ich naruszeniem.

- Zdecydowałem się napisać tę książkę, ze względu na ważny interes społeczny. Nie ujawniam w niej strategicznych tajemnic mojego byłego pracodawcy, bo de facto nie pada w niej nawet jego nazwa. Nie dotarły do mnie żadne pogłoski o tym, że koncern chciałby zablokować publikację. I oczywiście mam nadzieję, że moja książka nie stanie się “półkownikiem” jak choćby dzieło Żuławskiego, ani ofert nie będzie mi składać mec. Giertych, który przecież również występuje na jej łamach – podkreśla Piotr Mieśnik.

Książka promowana jest jako wulgarna, brudna i cyniczna książka dziennikarza, który przez 7 lat pracował w “Fakcie”. “Ta książka demaskuje prasę brukową. A przy okazji ludzi z pierwszych stron tabloidów” - czytamy w jej opisie.

Wydawcą tej pozycji jest wydawnictwo The Facto. Jej premierę zaplanowano na 8 października tego roku.

Piotr Mieśnik od niemal pół roku jest wydawcą strony głównej portalu Gazeta.pl i nie zamierza odchodzić z zawodu dziennikarza.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wyznanie-hieny-czyli-piotr-miesniak-o-pracy-w-fakcie

08-08-2014, 17:58

TVP ma zapłacić 100 tys. zł za przemoc w programie Pospieszalskiego  »

Press
(RUT)
08-08-2014

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła na Telewizję Polską 100 tys. zł kary za “nieuzasadnioną emisję drastycznych scen” w programie Jana Pospieszalskiego w TVP Info.

Jan Pospieszalski

Kara dotyczy programu “Bliżej” wyemitowanego 20 lutego br. Audycja była poświęcona sytuacji na Ukrainie. Na ekranie pokazano m.in. człowieka umierającego po postrzale w głowie. “Niedopuszczalne jest skupianie przekazu na wyrazistym i dokładnym pokazywaniu krwawych ran czy scen śmierci, wyróżnianie jej np. poprzez stosowanie zbliżeń czy powtórzeń. Publiczne pokazywanie śmiertelnych ran, ludzi poległych banalizuje śmierć i odbiera jej głęboki duchowy sens. Prezentowanie w zbliżeniu naturalnych, drastycznych scen śmierci pozbawia pokazywane ofiary godności i intymności. Każdy człowiek zasługuje na uszanowanie momentu śmierci. Nie można tego wydarzenia traktować jako ilustracji publicystycznych tez do dyskusji w studio” – czytamy w decyzji o ukaraniu TVP, podpisanej przez przewodniczącego KRRiT Jana Dworaka.

Bezpośrednio po emisji programu telewizja przeprowadziła w tej sprawie kontrolę wewnętrzną. Ustalono, że drastyczne zdjęcia z kijowskiego Majdanu trafiły na antenę skutek popełnionego w pośpiechu błędu.

Rzecznik prasowy TVP Jacek Rakowiecki poinformował “Presserwis”, że telewizja odwoła się od decyzji KRRiT.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/46123,TVP-ma-zaplacic-100-tys_-zl-za-przemoc-w-programie-Pospieszalskiego

08-08-2014, 11:34

Magazyn Świąteczny w nowej odsłonie  »

Media2.pl
Łukasz Szewczyk
08-08-2014

Więcej tekstów, które pomogą zrozumieć świat i ludzi, nowe sekcje i nowi autorzy – w takiej, nowej formule od 9 sierpnia 2014 roku będzie ukazywał się “Magazyn Świąteczny”. Sobotni magazyn Gazety Wyborczej wspiera też kampania promocyjna pod hasłem “Miło czytać. Dobrze wiedzieć”.

Odnowiony "Magazyn Świąteczny" GW

Odnowiony “Magazyn Świąteczny” to największy w Polsce dziennik-tygodnik opinii, pełen esejów, wielkich wywiadów, reportaży, analiz, felietonów. Łączymy rożne perspektywy wokół tych samych wartości, którym “Wyborcza” służy od początku. Zaprosiliśmy więc do współpracy świetnych autorów z różnych stron świata, by pokazywać inny punkt widzenia, różne środowiska, poglądy i pokolenia. Rozwijamy “Magazyn Świąteczny”, bo nam i naszym czytelnikom nie jest wszystko jedno, jak myśleć, co czytać i co oglądać. Stawiamy pytania, szukamy sposobów, a nie wymówek na rozwiązywanie problemów. Zapraszamy do lektury “Wyborczej” wszystkich tych, którzy już wiedzą, jaką marką jest “Magazyn Świąteczny” i tych, którzy tego jeszcze nie odkryli – mówi Jerzy Wójcik, zastępca redaktora naczelnego “Gazety Wyborczej”.

W odświeżonej wersji “Magazynu Świątecznego” znajdzie się jeszcze więcej tekstów najlepszych polskich i zagranicznych dziennikarzy i publicystów współpracujących z “Gazetą Wyborczą”.

O polityce zagranicznej i stosunkach międzynarodowych będą pisać: Anne Applebaum, Timothy Garton Ash, Timothy Snyder, Wiktor Jerofiejew, Iwan Krastew i Edward Lucas; o tym, jak żyje się w USA i Rosji – korespondenci “Wyborczej” w Nowym Jorku i Moskwie: Mariusz Zawadzki i Wacław Radziwinowicz (laureat nagrody im. Wojciechowskiego, nominowany m.in. do Nagrody Literackiej Nike), o świecie idei – naczelny “Wyborczej” Adam Michnik, Marek Beylin i Marcin Król. Wywiady z artystami i ekonomistami będą przeprowadzać laureaci prestiżowych dziennikarskich nagród Grand Press oraz im. Teresy Torańskiej: Dorota Wodecka, Donata Subbotko i Grzegorz Sroczyński, a o nowych technologiach będzie pisał amerykański publicysta Jewgienij Morozow.

W nowej sekcji “Gazeta dla Duszy” znajdą się teksty poświęcone religii, psychologii i filozofii autorstwa Jana Turnaua i Jarosława Mikołajewskiego. Sekcję “Życie i styl” wypełnią eseje, wywiady, felietony i reportaże na temat trendów, designu, architektury, kuchni, rekreacji i podróżowania. Autorami będą m.in. Jan Miodek, Jerzy Bralczyk i Marek Kondrat

Zmiany graficzne wprowadzone w “Magazynie Świątecznym” pozwalają na jeszcze ciekawsze eksponowanie tekstów i zdjęć. Dodatkowo, w publikowanych artykułach znajdą się też odniesienia do serwisu Wyborcza.pl, w którym czytelnicy znajdą dodatkowe materiały wideo uzupełniające i poszerzające publikowane teksty, np. krótkie wywiady.

Redaktorką naczelną “Magazynu Świątecznego” jest od trzech lat Aleksandra Klich.

Całość: http://media2.pl/media/113344-Magazyn-Swiateczny-w-nowej-odslonie.html

08-08-2014, 10:09

Polsat News nie ma zastrzeżeń do ekipy “Tak czy nie”. “Nieczyste intencje Zawiszy”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Tomasz Wojtas
08-08-2014

Kierownictwo Polsat News pozytywnie ocenia pracę dziennikarzy i wydawcy środowego wydania “Tak czy nie”, podkreślając, że winni incydentu na wizji są goście magazynu. – “Tak czy nie” jest programem publicystycznym, w którym chodzi o rozmowę, natomiast jeśli ktoś przychodzi i nie chce rozmawiać, łamie tę niepisaną umowę – ocenia Agnieszka Gozdyra.

Agnieszka Gozdyra

W środowym wydaniu “Tak czy nie” gościli działacz Ruchu Narodowego Artur Zawisza i transseksualistka Rafalala, która kilka dni temu uderzyła na ulicy mężczyznę nazywającego ją “tym czymś”. Już na początku rozmowy Zawisza określił ją tak samo, na co Rafalala oblała go wodą. Zdenerwowany mężczyzna nazwał transeksualistkę “męską dziwką” (ta odpowiedziała mu, że jest “głupim człowiekiem, który kłamie na wizji”), a prowadzącej program Agnieszce Gozdyrze zarzucił, że “robi burdel ze studia telewizyjnego”. Dziennikarka przeprosiła go za incydent, ale Zawisza nie chciał wrócić do rozmowy i wyszedł ze studia.

Zajście wywołało wiele komentarzy wśród widzów, a także dziennikarzy i osób związanych z mediami. Ze strony tych ostatnich pojawiły się opinie, że to autorzy programu sprowokowali tę sytuację, zapraszając osoby o tak skrajnie odmiennych poglądach.

Artur Zawisza

Jednak kierownictwo Polsat News nie ma jakichkolwiek zastrzeżeń do pracy dziennikarzy i wydawcy przy tym odcinku programu

Zachowali się zgodnie z najlepszymi zasadami: rozmówcy byli zaproszeni odpowiednio wcześniej i zostali uprzedzeni, z kim spotkają się w studiu - tłumaczy portalowi Wirtualnemedia.pl Tomasz Matwiejczuk, rzecznik prasowy Telewizji Polsat. – Trudno było się spodziewać, że zachowają się tak nieodpowiednio – dodaje.

Rafalala

Rafalala we wtorek gościła w programie “Tak jest” w TVN24, gdzie dyskutowała z Jackiem Żalkiem, posłem Polska Razem. Z kolei Artur Zawisza parokrotnie w tym roku występował w “Tak czy nie”, m.in. wspólnie z reżyserem Robertem Glińskim i feministką Katarzyną Bratkowską.

Dzień wcześniej każdy gość wiedział, kim będzie jego rozmówca w środowym “Tak czy nie”. Artur Zawisza doskonale kojarzył Rafalalę z ulicznego incydentu sprzed paru dni. Znał formułę programu. Miał całą dobę, żeby zastanowić się, czy mu to odpowiada czy nie - wylicza w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Agnieszka Gozdyra. - Przed wejściem na wizję oboje rozmówcy przez około kwadrans czekali w pomieszczeniu dla gości. Rafalala siedziała, a pan Zawisza spacerował sobie w pobliżu kanapy i wtedy nie zgłaszał zastrzeżeń, że jest obok – cytując jego słowa w programie - “męskiej dziwki” – zauważa dziennikarka.

- Pan Zawisza był wcześniej gościem w “Tak czy nie” i potrafił rozmawiać z osobami o skrajnie odmiennych poglądach. Dlatego miałam prawo przypuszczać, że będzie potrafił rozmawiać także w tym przypadku, skoro przyjął zaproszenie i wiedział, kto będzie drugim gościem – tłumaczy Gozdyra. – Jeżeli odczekał dobę od zaproszenia go, wytrzymał kilkanaście minut czekania z Rafalelą, a potem na wizji w ogóle nie chciał z nią rozmawiać, to znaczy, że jego intencje nie były czyste i że w pewnym sensie zostaliśmy przez niego oszukani. “Tak czy nie” jest programem publicystycznym, w którym chodzi o rozmowę, natomiast jeśli ktoś przychodzi i nie chce rozmawiać, łamie tę niepisaną umowę – podkreśla.

Dziennikarka dodaje, że – jak opisał jej kierownik produkcji – po wyjściu ze studia Artur Zawisza szybko się uspokoił. Nie skorzystał z zaoferowanej mu suszarki, żeby wysuszyć ubranie, tylko odbył serię krótkich rozmów przez telefon i poprosił o wcześniejszą taksówkę.

Czy po tym incydencie do programu dalej będzie zapraszany Artur Zawisza? - Nie robimy żadnej listy osób, które chcemy lub nie chcemy zapraszać, ale oczywiście kiedy będziemy dobierać gości w pary, będziemy musieli się zastanowić, czy rzeczywiście przychodzą po to, żeby rozmawiać - deklaruje Agnieszka Gozdyra. - Bo to jest program, w którym się rozmawia, a nie obraża czy oblewa wodą – podkreśla.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/polsat-news-nie-ma-zastrzezen-do-ekipy-tak-czy-nie-nieczyste-intencje-zawiszy