Jakubowi Sobieniowskiemu z “Faktów” TVN można zarzucać krytyczne nastawienie do PiS-u, ale niewydanie dziennikarzowi przez partię akredytacji na niedzielny wieczór wyborczy jest naruszeniem wolności mediów oraz zasad demokracji – oceniają dla Wirtualnemedia.pl Jacek Czarnecki, Michał Szułdrzyński, Cezary Gmyz, Sławomir Jastrzębowski i Mikołaj Wójcik.

Jakub Sobieniowski
W minioną niedzielę klub Prawa i Sprawiedliwości nie udzielił akredytacji dziennikarzowi “Faktów” TVN Jakubowi Sobieniowskiemu na swój wieczór wyborczy. W sali została zamontowana jedynie kamera, dzięki której widzowie programu „Czas decyzji” w TVN24 śledzili jedynie reakcje zgromadzonych w sztabie członków PiS oraz obejrzeli wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego.
W rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl rzecznik prasowy partii, poseł Marcin Mastalerek, tłumaczy, że decyzja o nieprzyznaniu akredytacji Jakubowi Sobieniowskiemu wynikała z jego “niechęci do PiS”. Podkreślał też, że inni dziennikarze TVN zostali wpuszczeni.
- Odmówiliśmy panu Sobieniowskiemu, żeby miał możliwość wzięcia udziału w wieczorze wyborczym Platformy Obywatelskiej. Niechęć redaktora Sobienowskiego do Prawa i Sprawiedliwości jest znana od dawna i nie ma najmniejszej potrzeby, żeby brał udział w naszym wieczorze wyborczym - mówił Marcin Mastalerek.
Jakub Sobieniowski nie chce komentować tej sprawy.
Reporter Radia ZET Jacek Czarnecki uważa, że zachowanie Prawa i Sprawiedliwości wobec dziennikarza “Faktów” TVN było nieprzyzwoite.
- Rozumiem, że politycy organizują sobie jakieś elitarne spotkanie dla dziennikarzy, np. wigilię i zapraszają na opłatek, kogo chcą. Ale niewydawanie akredytacji dziennikarzowi dużej stacji telewizyjnej na wieczór wyborczy partii, która głosi hasła prawa i sprawiedliwości jest co najmniej nieprzyzwoite - mówi Witualnemedia.pl Jacek Czarnecki
Czarnecki zaznacza, że dokładnie tak samo oceniałby zachowanie polityków innych partii. – Tak się po prostu nie robi. Dobieranie sobie dziennikarzy i złośliwe wpisy na Twitterze, że “cyngla Platformy nie będziemy zapraszać” to jest naruszenie wolności prasy. A to PiS krzyczy, że narusza się wolność, bo media są mainstreamowe – dodaje.
W podobny sposób decyzję Prawa i Sprawiedliwości o niewpuszczeniu Jakuba Sobieniowskiego na niedzielny wieczór wyborczy ocenia Michał Szułdrzyński, publicysta “Rzeczpospolitej”. Jego zdaniem, każdy dziennikarz powinien mieć prawo, żeby relacjonować tego typu wydarzenia.
- Mamy złe przykłady z przeszłości jak politycy wybierają sobie media, którym chcą bardzo ważne, kluczowe wręcz, wydarzenia zaprezentować. Tak było ostatnio kiedy wszyscy się oburzali na marszałka Sikorskiego, że wybrał akurat jeden z portali na to żeby tam przedstawić swoją wersję wydarzeń związaną z wywiadem dla Politico. To samo było kiedy PiS kiedyś ogłaszał porozumienie z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin wyłącznie przed kamerami jednej z telewizji – mówi Wirtualnemedia.pl Szułdrzyński, nawiązując do podpisania koalicji trzech partii, które w 2005 roku transmitowała tylko Telewizja Trwam.
- Takie działania jak w niedzielę przed wieczorem wyborczym są po prostu nie fair. Nie zmienia to faktu, że PiS może mieć powody, żeby Jakuba Sobieniowskiego nie lubić. Wydaje mi się on dosyć stronniczy w swoich komentarzach dotyczących tej partii. Oczywiście PiS powinien go wpuścić na to wydarzenie, ponieważ Sobieniowski nie przyszedł tam manifestować swojego braku sympatii tylko informować widzów TVN24 o przebiegu wieczoru wyborczego – dodaje publicysta “Rzeczpospolitej”.
Cezary Gmyz, publicysta tygodnika “Do Rzeczy”, twierdzi, że nie odmówiłby udzielenia akredytacji reporterowi “Faktów” TVN, gdyby decydował o jej przyznaniu.
- Bywają tacy dziennikarze, co do których rzetelności dziennikarskiej istnieją poważne wątpliwości. Takim dziennikarzem jest m.in. Jakub Sobieniowski. Uważam jednak, że w przypadku działalności partii politycznych, które są finansowane z budżetu państwa, powinno się na tego typu eventy wpuszczać każdego przedstawiciela mediów. Choć przyznaję, że miałbym problem z wpuszczeniem na podobne wydarzenie dziennikarzy tygodnika “Nie” - mówi nam Cezary Gmyz.
Gmyz zauważa solidarność dziennikarską, którą otoczony został Sobieniowski, jednak podkreśla, że rzadko kiedy obowiązuje ona również w drugą stronę. – Koledzy z mediów bliższych Platformie Obywatelskiej nie protestują przeciwko takim praktykom jak odbieranie mikrofonów dziennikarzom z mediów konserwatywnych. Nie słyszę protestów, gdy na spotkania z Maciejem Laskiem zapraszani są tylko wybrani dziennikarze, a wśród nich brakuje tych, którzy kwestionują jego wersję – wymienia publicysta “Do Rzeczy”.
- W takich sytuacjach zawsze stoję za dziennikarzami, nawet takimi, którzy nie ukrywają swoich sympatii politycznych – stwierdza Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny Grupy Super Express. Jego zdaniem, zachowanie Prawa i Sprawiedliwości wobec Jakuba Sobieniowskiego było błędem. – Starano się to wyjaśniać tym, że mógł on uczestniczyć przez w wieczorze wyborczym Ewy Kopacz. Ale takich rzeczy nie powinno się robić – ocenia.
- TVN ma swoje sympatie polityczne i one nie są po stronie PiS. Mnie trochę dziwi, że partia rządząca jest trochę lepiej traktowana niż opozycyjna. Uważam, że dziennikarze zawsze powinni traktować dużo ostrzej rządzących niż opozycję, a w przypadku tej stacji jest inaczej. Ale to wcale nie oznacza, że politycy PiS powinni zabraniać udziału dziennikarzom TVN w swoich eventach. Ta droga może obrócić się przeciwko nim – mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Jastrzębowski.
Szef działu polityka w “Fakcie” Mikołaj Wójcik również potępia sposób, w jaki potraktowany został reporter TVN w niedzielę. – Jest to swego rodzaju naruszeniem wolności mediów oraz zasad demokracji. Akredytacje nie mogą być narzędziem w rękach polityków do tego, by wpuścić lub nie wpuścić dziennikarza. Mogę sobie wyobrazić sytuację, że mamy premiera, który organizuje konferencję i nie życzy sobie, aby uczestniczył w niej dziennikarz, który zadaje mu wyjątkowo trudne pytania. Taka sytuacje jest w demokracji nieakceptowalna – podkreśla Mikołaj Wójcik.
- Marcin Mastalerek jest świeżym rzecznikiem i musi się jeszcze sporo nauczyć. Musi też zacząć odróżniać sytuację, w której polityk ma prawo jednemu dziennikarzowi udzielać wywiadów, a innemu odmówić od relacjonowania oficjalnego wydarzenia, którym jest wieczór wyborczy. Zatem: panie rzeczniku, pierwsze koty za płoty, ale nie tędy droga – mówi dziennikarz “Faktu”.
Zdaniem Wójcika, solidarność mediów w Polsce nie istnieje od dawna. W przeciwnym razie po takim potraktowaniu jednego dziennikarza na kolejny wieczór wyborczy Prawa i Sprawiedliwości żadna redakcja nie wysłałaby swojego przedstawiciela.
Czy stacja powinna wysłać do sztabu PiS innego dziennikarza? Dziennikarze są zgodni – nie powinna.
- Źle by było, gdyby to politycy wybierali sobie dziennikarzy, z którymi będą rozmawiać. Bardzo mnie złości, kiedy Stefan Niesiołowski odmawia rozmowy z “pisowskimi dziennikarzami”. To redakcja podejmuje decyzję, który reporter będzie relacjonował dane wydarzenie, nie polityk – twierdzi Michał Szułdrzyński.
Cezary Gmyz uważa, że decyzja dotycząca tego, jaki dziennikarz zostaje wysłany na wydarzenie polityczne należy tylko i wyłącznie do redakcji, która będzie je relacjonować. – Nikt nie powinien na to wpływać. Nie chciałbym, żeby jakakolwiek partia czy instytucja decydowała o tym, którego dziennikarza redakcja pośle – mówi publicysta “Do Rzeczy”.
- Jak się ogląda pana Sobieniowskiego to widać, że nie jest wzorem obiektywności w stosunku do Prawa i Sprawiedliwości, wszyscy zauważają ten brak sympatii. Być może należało wysłać do sztabu innego dziennikarza? A może TVN pomyślał, że zrobi sobie małą prowokacyjkę i ją zrobił? Ale to są decyzje, które podejmuje redakcja TVN – odpowiada Sławomir Jastrzębowski.
Pełne opinie Jacka Czarneckiego, Michała Szułdrzyńskiego, Cezarego Gmyza, Sławomira Jastrzębowskiego i Mikołaja Wójcika na ten temat:
Jacek Czarnecki, reporter Radia ZET
Zachowanie PiS wobec Jakuba Sobieniowskiego jest nieprzyzwoitością. Rozumiem, że politycy organizują sobie jakieś elitarne spotkanie dla dziennikarzy, np. wigilię i zapraszają na opłatek, kogo chcą. Ale niewydawanie akredytacji dziennikarzowi dużej stacji telewizyjnej na wieczór wyborczy partii, która głosi hasła prawa i sprawiedliwości jest co najmniej bardzo nieprzyzwoite.
Podobne zachowanie ze strony innych partii oceniałbym dokładnie tak samo. Tak się po prostu nie robi. Dobieranie sobie dziennikarzy i złośliwe wpisy na Twitterze, że “cyngla Platformy nie będziemy zapraszać” to jest naruszenie wolności prasy. A to PiS krzyczy, że narusza się wolność, bo media mainstreamowe.
Michał Szułdrzyński, publicysta “Rzeczpospolitej”
Źle oceniam decyzję Prawa i Sprawiedliwości o niewpuszczeniu Jakuba Sobieniowskiego na wieczór wyborczy. Każdy dziennikarz powinien mieć prawo do tego, żeby relacjonować tego typu wydarzenia. Mamy złe przykłady z przeszłości jak politycy wybierają sobie media, którym chcą bardzo ważne, kluczowe wręcz, wydarzenia zaprezentować. Tak było ostatnio kiedy wszyscy się oburzali na marszałka Sikorskiego, że wybrał akurat jeden z portali na to żeby tam przedstawić swoją wersję wydarzeń związaną z wywiadem dla Politico. To samo było kiedy PiS kiedyś ogłaszał porozumienie z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin wyłącznie przed kamerami jednej z telewizji (TV Trwam – przyp. red.).
Takie działania jak w niedzielę przed wieczorem wyborczym są po prostu nie fair. Nie zmienia to faktu, że PiS może mieć powody, żeby Jakuba Sobieniowskiego nie lubić. Wydaje mi się on dosyć stronniczy w swoich komentarzach dotyczących tej partii. Oczywiście PiS powinien go wpuścić na to wydarzenie, ponieważ Sobieniowski nie przyszedł tam manifestować swojego braku sympatii tylko informować widzów TVN24 o przebiegu wieczoru wyborczego.
Źle by było, gdyby to politycy wybierali sobie dziennikarzy, z którymi będą rozmawiać. Bardzo mnie złości, kiedy Stefan Niesiołowski odmawia rozmowy z „pisowskimi dziennikarzami”. To redakcja podejmuje decyzję, który reporter będzie relacjonował dane wydarzenie, nie polityk.
Cezary Gmyz, publicysta “Do Rzeczy”
Partie polityczne mają prawo do takich, a nie innych decyzji. Natomiast gdybym ja decydował o przyznaniu akredytacji to zapewne bym jej nie odmówił. Bywają tacy dziennikarze, co do których rzetelności dziennikarskiej istnieją poważne wątpliwości. Takim dziennikarzem jest m.in. Jakub Sobieniowski. Uważam jednak, że w przypadku działalności partii politycznych, które są finansowane z budżetu państwa, powinno się na tego typu eventy wpuszczać każdego przedstawiciela mediów. Choć przyznaję, że miałbym problem z wpuszczeniem na podobne wydarzenie dziennikarzy tygodnika “Nie”.
Decyzja dotycząca tego, jaki dziennikarz zostaje wysłany na wydarzenie polityczne należy tylko i wyłącznie do redakcji, która będzie je relacjonować i nikt nie powinien na to wpływać. Nie chciałbym, żeby jakakolwiek partia czy instytucja decydowała o tym, którego dziennikarza redakcja pośle. Nie szanując sztuki dziennikarskiej Sobieniowskiego i uważając go za dziennikarza nierzetelnego i stronniczego uważam jednak, że powinien być wpuszczony na wieczór wyborczy PiS.
Solidarność dziennikarska rzadko kiedy obowiązuje w obie strony. Koledzy z mediów bliższych Platformie Obywatelskiej nie protestują przeciwko takim praktykom jak odbieranie mikrofonów dziennikarzom z mediów konserwatywnych. Nie słyszę protestów, gdy na spotkania z Maciejem Laskiem zapraszani są tylko wybrani dziennikarze, a wśród nich brakuje tych, którzy kwestionują jego wersję.
Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny Grupy Super Express
W takich sytuacjach zawsze stoję za dziennikarzami, nawet takimi, którzy nie ukrywają swoich sympatii politycznych. Zachowanie Prawa i Sprawiedliwości wobec Jakuba Sobieniowskiego było błędem. Starano się to wyjaśniać tym, że Sobieniowski mógł uczestniczyć przez w wieczorze wyborczym Ewy Kopacz. Ale takich rzeczy nie powinno się robić.
TVN ma swoje sympatie polityczne i one nie są po stronie PiS. Mnie trochę dziwi, że partia rządząca jest trochę lepiej traktowana niż opozycyjna. Uważam, że dziennikarze zawsze powinni traktować dużo ostrzej rządzących niż opozycję, a w przypadku tej stacji jest inaczej. Ale to wcale nie oznacza, że politycy PiS powinni zabraniać udziału dziennikarzom TVN w swoich eventach. Ta droga może obrócić się przeciwko nim.
Jak się ogląda pana Sobieniowskiego to widać, że nie jest wzorem obiektywności w stosunku do Prawa i Sprawiedliwości, wszyscy zauważają ten brak sympatii. Być może należało wysłać do sztabu innego dziennikarza? A może TVN pomyślał, że zrobi sobie małą prowokacyjkę i ją zrobił? Ale to są decyzje, które podejmuje redakcja TVN.
Mikołaj Wójcik, szef działu polityka w “Fakcie”
Niedzielna decyzja PiS jest swego rodzaju naruszeniem wolności mediów oraz zasad demokracji. Akredytacje nie mogą być narzędziem w rękach polityków do tego, by wpuścić lub nie wpuścić dziennikarza. Mogę sobie wyobrazić sytuację, że mamy premiera, który organizuje konferencję i nie życzy sobie, aby uczestniczył w niej dziennikarz, który zadaje mu wyjątkowo trudne pytania. Taka sytuacje jest w demokracji nieakceptowalna.
Niestety, solidarność mediów w Polsce już od dawna nie istnieje. Gdyby istniała to po takim zachowaniu na kolejny wieczór wyborczy Prawa i Sprawiedliwości nikt by nie przyszedł. Trzeba też przyznać, że PiS-owi upiekło się to zdarzenie i nie przebiło się przez zamieszanie związane z liczeniem głosów przez PKW.
Marcin Mastalerek jest świeżym rzecznikiem i musi się jeszcze sporo nauczyć. Musi też zacząć odróżniać sytuację, w której polityk ma prawo jednemu dziennikarzowi udzielać wywiadów, a innemu odmówić od relacjonowania oficjalnego wydarzenia, którym jest wieczór wyborczy. Zatem: panie rzeczniku, pierwsze koty za płoty, ale nie tędy droga.