Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

25-11-2014, 07:41

Jest decyzja MSW. Komenda Główna Policji ma wypracować zasady współpracy z dziennikarzami  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pap/wm
25-11-2014

Minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska zobowiązała Komendę Główną Policji do wypracowania zasad współpracy z przedstawicielami mediów w trakcie interwencji policyjnych – poinformowała w poniedziałek rzeczniczka resortu Małgorzata Woźniak.

Ta decyzja to pokłosie czwartkowego zatrzymania przez policję podczas wieczornych zajść w PKW dwóch dziennikarzy – fotoreportera PAP i dziennikarza TV Republika.

Jak powiedziała Woźniak, w poniedziałek szefowa MSW zapoznała się ze szczegółowymi wyjaśnieniami komendanta głównego w tej sprawie. “Zobowiązała Komendę Główną Policji do wypracowania zasad współpracy z przedstawicielami mediów w trakcie interwencji policyjnych. Szczegóły omówione zostaną z przedstawicielami redakcji i stowarzyszeń dziennikarskich podczas dwustronnych spotkań” – dodała.

Poinformowała również, że komendant główny policji Marek Działoszyński zobowiązał się, że takie spotkania ze środowiskiem mediów, z przedstawicielami redakcji odbędą się w najbliższym dniach. “Ważne, by poznać oczekiwania strony mediów i dlatego takie spotkania będziemy organizować” – dodała Woźniak.

Jak wyjaśniła, zasady współpracy mają dotyczyć interwencji, podczas których np. jest “napierający tłum i istnieje konieczność szybkiego działania”. “Chodzi o pogodzenie kwestii związanych z pracą dziennikarzy i szczególną rolą, jaką odgrywają podczas takiej interwencji” – dodała Woźniak.

Rozważane jest m.in. wprowadzenie policyjnego łącznika, który miałby w takich sytuacjach pomagać dziennikarzom i pośredniczyć pomiędzy nimi a interweniującymi policjantami. Pojawiają się też takie pomysły – według nieoficjalnych informacji PAP – jak np. specjalne kamizelki lub inne oznaczenia dla przedstawicieli prasy.

Odnosząc się do zatrzymania dziennikarzy, Woźniak podkreśliła: “Dla nas ta sprawa nie jest zamknięta, absolutnie nie jesteśmy na nią obojętni”.

W nocy z czwartku na piątek do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej dostała się grupa osób, które rozpoczęły okupację jednego z pomieszczeń PKW. Po tym zdarzeniu PKW zdecydowała o przerwaniu prac. Po kilku godzinach policja podjęła interwencję, usuwając te osoby z siedziby PKW i zatrzymując 12 osób. Wśród nich dwóch dziennikarzy: PAP – Tomasza Gzella i TV Republika – Jana Pawlickiego.

Zostali oni oskarżeni o “naruszenia miru domowego” w PKW, w piątek stanęli przed sądem. Po przesłuchaniu sąd wyznaczył kolejne terminy rozpraw, obaj dziennikarze wyszli na wolność.

W sprawie zatrzymania dziennikarza PAP specjalne oświadczenie wydał zarząd Agencji; podkreślił w nim, że fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej w gmachu PKW wykonywał swe obowiązki, wynikające z realizacji misji Agencji. “Działania policji wydają się niezrozumiałe” – napisano.

O zatrzymanych upomniały się też m.in. Press Club Polska i środowisko fotoreporterów. “Zatrzymanie dziennikarza wykonującego obowiązki służbowe, a zwłaszcza dokumentującego działania siłowe uprawnionych służb państwa zawsze będzie budziło najwyższy niepokój i rodziło oczekiwanie szybkich i jednoznacznych wyjaśnień. Działanie takie rodzi bowiem uzasadnioną wątpliwość co do intencji zatrzymujących” – wskazał Press Club Polska w swoim oświadczeniu.

“Natychmiastowego naprawienia błędu i wypracowania właściwych procedur na przyszłość” oraz wyjaśnień od minister spraw wewnętrznych i komendanta głównego policji domagali się przedstawiciele organizacji zrzeszających fotoreporterów, Klubu Fotografii Prasowej przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenia Fotoreporterów. Jak podkreślili, nie akceptują działań policji w tej sprawie i wskazywali też, że dziennikarze zostali zatrzymani “w czasie pełnienia obowiązków służbowych”. “Zgodnie z ustawą Prawo prasowe praca dziennikarzy w takich warunkach, podlega specjalnej ochronie” – napisali autorzy oświadczenia.

Zatrzymanie dwóch dziennikarzy skrytykowała też międzynarodowa organizacja Reporterzy bez Granic (RSF). “RSF wyraża sprzeciw wobec zatrzymania i przetrzymywania dwóch dziennikarzy i żąda, by zostali oni natychmiast zwolnieni” – głosi oświadczenie na stronie internetowej organizacji.

Sprawę podjęła też z urzędu Rzecznik Praw Obywatelskich.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jest-decyzja-msw-komenda-glowna-policji-ma-wypracowac-zasady-wspolpracy-z-dziennikarzami

25-11-2014, 05:24

Polskapresse wprowadza tygodnik miejski w Gdyni  »

Press
(PR)
25-11-2014

Dziś Polskapresse Oddział Prasa Bałtycka wprowadza na rynek 32-stronicowy tygodnik  ”Kurier Gdyński”.

Tygodnik miejski “Kurier Gdyński” będzie dystrybuowany w każdy wtorek na terenie Gdyni. Będzie zawierał informacje samorządowo-polityczne, kulturalne, historyczne, kryminalne i sportowe. Redaktorem naczelnym tytułu jest Aleksandra Dylejko.

Cena tygodnika to 2,90 zł, nakładu wydawca nie podaje.

Promocyjne wydanie “Kuriera Gdyńskiego” będzie dystrybuowane wśród gospodarstw domowych w Gdyni.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/47193,Polskapresse-wprowadza-tygodnik-miejski-w-Gdyni

23-11-2014, 10:13

Sławik nie słowik, więc miękko nie śpiewa  »

Dziennik Zachodni
Grażyna Kuźnik
23-11-2014

Kilka nieznanych zdjęć Henryka Sławika udało się odnaleźć współautorowi wystawy “Tak płaci Polska”, którą do końca listopada można zwiedzać w sali Sejmu Śląskiego.

Łukasz Kobiela zadbał o stronę graficzną wystawy. Przejrzał tysiące dokumentów i niepodpisanych fotografii, w tym w Archiwum Państwowym w Katowicach, Centralnym Archiwum Wojskowym, Instytucie Pamięci Narodowej, w Narodowym Archiwum Cyfrowym czy zasobach śląskich muzeów. Te ogromne magazyny kryły skarby, których dotąd nikt nie szukał.

Przez lata Henryk Sławik, jeden z największych bohaterów II wojny światowej, był zupełnie zapomniany. Chociaż ocalił życie 30 tys. polskich uchodźców, w tym ponad 5 tys. Żydów, co było aktem wielkiej odwagi. Zapłacił za to najwyższą cenę; zginął w obozie w Mauthausen, jego żona trafiła do Ravensbrück.

- Rozpoznawałem rysy Sławika na zdjęciach zbiorowych – mówi Łukasz Kobiela. – Najbardziej jednak jestem dumny z jego nieznanego portretu, który znalazłem w Centralnym Archiwum Wojskowym. Był dołączona do listu związanego z przyznaniem mu Krzyża i Medalu Niepodległości.

To odznaczenie w okresie międzywojennym przyznawano osobom, które “zasłużyły się czynnie dla niepodległości Polski w latach 1918-1921″. W piśmie Sławik opisuje między innymi swoją walkę w I powstaniu śląskim.

W czasie I wojny światowej Sławik trafił do rosyjskiej niewoli w Streteńsku na dalekiej Syberii. Kobiela był ciekawy, czy zachowała się jakaś fotografia z obozu, ale wydawało się, że to niemożliwe. Minęło prawie sto lat. A jednak przeszukując rosyjskie portale, znalazł cudem fotografię obozu jenieckiego w Streteńsku z 1917 roku. Jest letni dzień, jeńcy ubrani są schludnie w białe koszule, nie są przy pracy, stoją luźno. Jest czysto. Jaka różnica ze zdjęciami sowieckich łagrów z lat II wojny światowej. Fotografia Streteńska też znalazła się na wystawie.

- Jest tam też wyjątkowy, najwcześniejszy ze znanych, wizerunek Sławika. To zdjęcie członków PPS na Górnym Śląsku, którzy wzięli udział w kursie POW w Warszawie w 1920 roku – dodaje Łukasz Kobiela.

Neznane wcześniej zdjęcie Henryka Sławika

Na tym zdjęciu młody, przystojny Henryk Sławik patrzy bez tremy wprost w obiektyw fotografa. Ten urodzony w 1894 roku, w biednej rodzinie w Szerokiej koło Jastrzębia (obecnie dzielnicy miasta), śmiałek, brał latami udział w ryzykownych przedsięwzięciach. Walczył w trzech powstaniach śląskich, był działaczem plebiscytowym, redaktorem prześladowanej przez cenzurę “Gazety Robotniczej”. Ale także statecznym radnym Katowic, posłem do Sejmu Śląskiego i delegatem do Ligi Narodów.

- Kiedy przeszukiwałem archiwa śląskiej przedwojennej policji, znalazłem nieznane dokumenty o represjach wobec “Gazety Robotniczej”. W 1932 r. np. nałożono areszt na cały nakład tej gazety – mówi autor wystawy.

Chodziło o wszystkie egzemplarze pisma, które były “w posiadaniu wydawcy, drukarza lub księgarza i egzemplarze wystawione na widok publiczny albo publicznie ofiarowane”. Ogromna strata finansowa.

Dużo wtedy działo się w siedzibie “Gazety Robotniczej”. Kiedyś do redakcji przyszło dwóch oficerów “ubranych służbowo i zaopatrzonych w szpicruty. Bez jakiegokolwiek przedstawienia się zajęli postawę agresywną i zaczęli potrząsać szpicrutami, z czego obecny red. Sławik miał możność domyśleć się chęci zaczepki”. I rzeczywiście, oficerowie oznajmili, że “przyszli zbić redaktora. Uderzyli go w głowę i rękę. Na takie postawienie sprawy red. Sławik uderzeniem rozdzielił atakujących, ujął krzesło i uderzył nim porucznika P. Porucznik B. skoczył na bok, wyciągnął rewolwer i ze słowami »zastrzelę jak psa«, wymierzył”.

Skończyło się dobrze, ale z tej relacji wynika, że red. Sławik, zaprawiony w walkach, nie dał sobie w kaszę dmuchać. W Narodowym Archiwum Cyfrowym Łukasz Kobiela odszukał zdjęcie Sławika, związane z jego działalnością w Syndykacie Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia. Był jego prezesem.

- To fotografia z Walnego Zjazdu Dziennikarzy RP w Warszawie z 1935 roku – wyjaśnia Kobiela. – Inną niespodzianką jest fotografia Sławika ze spotkania w pierwszym studiu Polskiego Radia, jeszcze na ulicy Mielęckiego 1.

W Archiwum Państwowym w Katowicach znalazł treść wypowiedzi Sławika podczas posiedzenia Komisarycznej Rady Miejskiej Katowic w 1928 roku. Na przykład: “Mam wrażenie, że jeśli gdzieś można oszczędzać, to nigdy na opiece społecznej”. Jest także jego replika: “Wątpię, żeby młodzież chodziła do kościoła dla podniesienia swego poziomu moralnego”.

W wydawnictwie “Śląsk w krzywem zwierciadle” znalazła się karykatura Sławika i złośliwy wierszyk na jego temat. Brzmi: “Sławik nie słowik, więc miękko nie śpiewa. Za to na wszystkich burżujów wyzywa. Choć myśli ciężko, zawsze coś wystęka. Dla Wojewódzkiej Rady udręka”.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3656606,slawik-nie-slowik-wiec-miekko-nie-spiewa-historia-dz,id,t.html

22-11-2014, 21:11

Radio Egida ma 45 lat! Uroczysta gala w Katowicach  »

Dziennik Zachodni
LOTA
22-11-2014

45 lat Radia Egida: W sobotę wieczorem w gmachu CINiBA w Katowicach odbyła się gala z okazji 45-lecia Studenckiego Studia Radiowego “Egida”. Na uroczystości była aktualna redakcja rozgłośni, jak również dziennikarze, którzy rozkręcali jej działalność prawie pół wieku temu. Okrągły jubileusz Egidy wypadł jednak dzień wcześniej 21 listopada.

45 lat Studenckiego Radia Egida

45 lat Radia Egida: Świętowanie trwa już od kilku dni. 17 listopada w holu Centrum Informacji Naukowej i Bibliotece Akademickiej otwarta została wystawa poświęcona historii radia: “SSR Egida – 45 lat tradycji”. Ekspozycję – na której znajdziemy stary sprzęt rozgłośni, nagrody, dyplomy, zdjęcia, plakaty z kolejnych urodzin radia i innych wydarzeń oraz pocztówki nadsyłane przez redaktorów na przestrzeni lat – było można oglądać także w sobotę.

O tym jak bardzo radio zmieniło się na przestrzeni 45 lat przypomniał zebranym Franciszek Procek, pierwszy naczelny redakcji. – To była zawsze inicjatywa młodych ludzi, którzy zaczynali studia i marzyli o pracy dziennikarskiej. W tej pierwszej redakcji ciekawe było to, że każdy miał jakiś swój dorobek, czy to literacki, czy dziennikarski, było też kilka osób ze świetnymi radiowymi głosami – opowiadał. Jak zauważa Procek, niezmienna w Egidzie, jest energia. – Dlatego też bardzo podobają mi się te spotkania, czuć wzajemną życzliwość – dodawał.

Studenckie Studio Radiowe “Egida” rozpoczęło nadawanie 21 listopada 1969 roku. Siedzibą rozgłośni Uniwersytetu Śląskiego od 45 lat jest Dom Studenta nr 1 na Osiedlu Akademickim w Katowicach-Ligocie. Radia “Egida” można słuchać przez internet oraz za pośrednictwem radioodbiorników znajdujących się w pokojach DS 1. Rozgłośnię współtworzą głównie studenci Uniwersytetu Śląskiego, jednak wśród redaktorów nie brakuje absolwentów, licealistów i studentów innych uczelni. Ramówka radia “Egida” dostępna jest na stronie internetowej www.egida.us.edu.pl.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3657162,radio-egida-ma-45-lat-uroczysta-gala-w-katowicach-zdjecia,id,t.html

21-11-2014, 23:19

Tomasz Gzell i Jan Pawlicki są już na wolności – odpowiedzą z wolnej stopy  »

Press
(GK)
21-11-2014

Sąd Rejonowy Warszawa-Śrómieście odroczył sprawę dwóch dziennikarzy, których policja zatrzymała w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej. Zarzucono im naruszenia miru domowego.

W piątek wieczorem fotoreporter PAP Tomasz Gzell i dziennikarz TV Republika Jan Pawlicki wyszli na wolność. Zatrzymani przez policję zostali dzień wcześniej przed północą w siedzibie PKW, bo zdaniem funkcjonariuszy nie opuścili oni lokalu na ich polecenie.

Obrona wnosiła, by Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście przekazał sprawę prokuraturze do trybu zwyczajnego. Adwokaci dowodzili, że wobec stopnia skomplikowania sprawy, konieczności powołania świadków oraz absurdalności zarzutów sprawy nie można badać w trybie przyspieszonym. Sąd przesłuchał obu dziennikarzy, którzy nie przyznali się do zarzutów, po czym odroczył sprawę do 26 listopada, 2 i 5 grudnia, kiedy będą zeznawali świadkowie. Zachowany jest tryb przyspieszony. Dziennikarze podtrzymują, że relacjonowali wydarzenia i dlatego byli w siedzibie PKW. “Moim zadaniem jest fotografowanie; musimy pokazać, co widzimy, a czego nie widzą inni” – wyjaśnił Gzell sądowi i podkreślił, że miał przepustkę wydaną przez PKW. Zapewnia, że był jednym z pierwszych dziennikarzy opuszczających salę, a mimo to został zatrzymany.

Jan Pawlicki z TV Republika, mówił, że zatrzymano go, gdy poprosił o wypowiedź policjanta dowodzącego wyprowadzaniem osób okupujących PKW. Okazywał legitymację dziennikarską, ale funkcjonariusze nie odstąpili od zatrzymania. W piątek o godz. 22.40 Jan Pawlicki poprowadził już w Telewizji Republika program “Suma Dnia”.

Art. 193 Kodeksu karnego stanowi: kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu lub wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

W obronie swojego dziennikarza jako pierwsza wystąpiła Telewizja Republika. “Zwracamy się więc z apelem do dziennikarskich organizacji zawodowych, a także przez instytucje broniących wolności słowa o solidarność w tej bezprecedensowej sprawie, udzielenie wsparcia i pomocy zatrzymanemu niesłusznie dziennikarzowi” – napisał Tomasz P. Terlikowski, naczelny Republiki.

Na apel szybko odpowiedział Wojciech Czuchnowski, dziennikarz “Gazety Wyborczej”, który w tekście pt. “Solidarność z niesolidarnymi” na Wyborcza.pl napisał: “Jeżeli więc reporter Republiki został niesłusznie zatrzymany, należy mu się środowiskowe wsparcie i solidarność. Na razie jednak ta solidarność działa tylko w jedną stronę. A etosu Terlikowski i jego koledzy powinni się jeszcze długo uczyć.”

Zarząd PAP w oświadczeniu podkreślił, że fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej w gmachu PKW wykonywał swe obowiązki, wynikające z realizacji misji Agencji. “Działania policji wydają się niezrozumiałe” – napisano w oświadczeniu.

“Natychmiastowego naprawienia błędu i wypracowania właściwych procedur na przyszłość” oraz wyjaśnień od minister spraw wewnętrznych Teresy Piotrowskiej i komendanta głównego policji Marka Działoszyńskiego, domaga się Klub Fotografii Prasowej przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenia Fotoreporterów.

Oświadczenie w obronie zatrzymanych dziennikarzy wydało Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

O “zachowanie zasad obowiązujących w państwie prawa i demokracji” zaapelowali dziennikarze i redaktorzy naczelni wielu redakcji w publicznym oświadczeniu. (PAP)

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/47167,Tomasz-Gzell-i-Jan-Pawlicki-sa-juz-na-wolnosci---odpowiedza-z-wolnej-stopy-

21-11-2014, 18:51

Dziennikarze o zachowaniu Moniki Olejnik: dziennikarz powinien panować nad emocjami  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
21-11-2014

Dziennikarz powinien panować nad emocjami, ale to nie znaczy, że ma ich nie okazywać. Zachowanie Moniki Olejnik nie jest u niej normą, więc nie ma potrzeby aby ją potępiać – emocjonalne zakończenie audycji przez dziennikarkę oceniają dla Wirtualnemedia.pl Agnieszka Gozdyra, Bogusław Chrabota i Roman Czejarek.

Monika Olejnik

Gościem czwartkowej audycji “Gość Radia ZET” był Zbigniew Ziobro, przewodniczący Solidarnej Polski. Monika Olejnik rozmawiała z politykiem o kontrowersjach wokół wyborów samorządowych oraz wystosowanej przez część posłów propozycji ich powtórzenia.

Olejnik i Ziobro spierali się m.in. o stanowisko prezydenta Bronisława Komorowskiego, który apele o powtórzenie wyborów nazwał “odmętami szaleństwa”. Według lidera Solidarnej Polski to stwierdzenie jest obraźliwe dla wielu wyborców, a prezydent “odleciał, od rzeczywistości, stracił kontakt”. – To panowie odlecieli, bo wygraliście wybory i mówicie, że są nieważne, to ja już nie wiem – ripostowała dziennikarka.

- Prezydent obraża, powinien trochę zimnej wody się napić i poprosić na rozmowy, bo on jest od tego by rozmawiać z ludźmi i strzec porządku konstytucyjnego, a nie obrażać tych, którzy mają słuszne powody do tych emocji – powiedział Ziobro. – Wie pan, ja panu proponuję żeby pan się napił zimnej wody i kończymy dzisiaj rozmowę – stwierdziła Monika Olejnik.

Zdenerwowana dziennikarka zakończyła wywiad wcześniej i odkładając słuchawki odeszła od stołu, przy którym siedział Ziobro. Rozmowa z nim trwała niecałe 9 minut, podczas gdy wywiady w “Gościu Radia ZET” zazwyczaj trwają ok. 20 minut.

Agnieszka Gozdyra, dziennikarka i publicystka Polsat News, twierdzi, że sama nie przerwałaby rozmowy słysząc, jak Zbigniew Ziobro krytykuje prezydenta Komorowskiego. – Być może weszłabym w polemikę, ale – gdyby to był mój program – rozmowa na pewno trwałaby dalej – deklaruje dziennikarka.

- Dziennikarz, który jest publicystą, ma nie tylko prawo do własnej opinii, ale ma obowiązek mieć taką opinię. Publicystyka to subiektywny gatunek wypowiedzi, a publicyści nie pełnią roli podstawek pod mikrofon – o czym czasem w Polsce zapominamy. Zadaniem publicystów jest oddawanie pola wszystkim stronom sporu, ale już nie wyłącznie zadawanie kolejnych pytań i bezrefleksyjne przechodzenie do porządku dziennego nad każdą myślą, jaką wypowiadają ich rozmówcy. Oczywiście dziennikarz powinien panować nad emocjami, ale to nie znaczy, że ma ich w ogóle nie okazywać – ocenia Agnieszka Gozdyra.

Gozdyra odnosi sytuację ze studia Radia ZET do programu “Tak Czy Nie”, który prowadzi na antenie Polsat News i twierdzi, że emocji nie da się uniknąć. Jej zdaniem, prowadzący wywiad dziennikarz ma prawo reagować ze swoim najlepszym wyczuciem, a jeśli jego zdaniem wymaga tego sytuacja – przerwać rozmowę.

- Sama kilka razy stałam przed takim dylematem. Nigdy jeszcze tego nie zrobiłam, ale jestem gotowa przerwać rozmowę i dać wszystkim chwilę na ochłonięcie albo wręcz zakończyć wywiad w tym punkcie – jeśli rozmówca przekroczy jakieś normy – dodaje dziennikarka.

Redaktor naczelny “Rzeczpospolitej” Bogusław Chrabota przyznaje, że zdarzało mu się nie wytrzymywać emocjonalnie w jego pracy dziennikarskiej, choć – jak podkreśla – stara się chować emocje i koncentrować się na pytaniach.

- Dziennikarz jest jak każdy poddany pewnej grze emocji. Może nie wytrzymać, pęknąć, oburzyć się. Nie może to rzecz jasna być standardem. Jeśli miałoby nim być, trzeba by myśleć o zmianie zawodu. Znam, jak wszyscy dziennikarstwo Moniki Olejnik. Wiem, że takie zachowanie nie jest u niej normą, dlatego nie mam ani ochoty, ani nie widzę potrzeby by ją potępiać – tłumaczy Bogusław Chrabota.

Chrabota, podobnie jak Agnieszka Gozdyra, uważa, że dziennikarz ma prawo do bezpośredniego okazywania swojego stanowiska w temacie, o którym dyskutuje z rozmówcą. – Zwłaszcza w wywiadzie i w “granicach przyzwoitości”. Dziennikarz idealnie przejrzysty niesie z sobą poważne ryzyko “wciskania kitu”. Trzeba być krytycznym wobec tego co mówi zaproszony. To wręcz obowiązek, bo dziennikarz ma przedstawić prawdę  o rozmówcy, a nie “transmitować” jego poglądy – dodaje naczelny “Rzeczpospolitej”.

Z kolei Roman Czejarek z Polskiego Radia, prowadzący w przeszłości rozmowy z politykami w “Sygnałach Dnia” w radiowej Jedynce, dziwi się Monice Olejnik, ponieważ – jego zdaniem – rozmowę powinno się doprowadzić do końca. Nie ocenia jednak jej zachowania.

- Andrzej Turski uczył mnie, że należy tak prowadzić rozmowę, aby to słuchacz poznał się na rozmówcy i dostrzegł, że ten na niczym się nie zna. Zdarzało mi się wiele razy podczas rozmów z politykami być na skraju wytrzymania, ale nigdy nie odważyłem się na coś takiego, co zrobiła Monika. Trochę jej zazdroszczę. Wiele razy wychodziliśmy ze studia “Sygnałów Dnia” i mówiliśmy do siebie: ten polityk oszukuje słuchaczy. Jednak żaden z kolegów się na taki krok nie zdobył – konkluduje Roman Czejarek.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-o-zachowaniu-moniki-olejnik-dziennikarz-powinien-panowac-nad-emocjami