Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

27-11-2014, 23:40

Polskapresse wydała magazyn Nasza Historia Kuchnia  »

Portal medialny.pl
kw
27-11-2014

Nasza Historia Kuchnia
Polskapresse wydaje numer specjalny miesięcznika “Nasza Historia” poświęcony historii polskiej sztuki kulinarnej. “Nasza Historia Kuchnia” ukazała się na rynku prasowym 25 listopada br. w całej Polsce.

Nowy magazyn poświęcony będzie staropolskiej i regionalnej sztuce kulinarnej. W numerze będzie można znaleźć zrekonstruowane przepisy na tradycyjne polskie potrawy, materiały o kuchni rekonstrukcyjnej oraz o polskiej szkole kulinarnej.

Redaktorem naczelnym wydania jest Paweł Siennicki, redaktor naczelny “Polski Metropolii Warszawskiej”. Projekt graficzny czasopisma opracował Tomasz Bocheński, dyrektor artystyczny Grupy Polskapresse i Media Regionalne, laureat wielu prestiżowych nagród designu prasowego. Cena wydania: 7,95 zł.

Wydaniu towarzyszy kampania promocyjna w mediach Grupy Polskapresse i Media Regionalne.

Całość: portalmedialny.pl/art/46498/polskapresse-wydaa-magazyn-nasza-historia-kuchnia.html

27-11-2014, 21:11

Górnośląskie rubieże  »

wyborcza.pl Katowice
Krzysztof Łęcki
27-11-2014

Powiadają, że jeśli kto zabiera się za układanie antologii, to widać cierpi na pisarską niemoc. Nawet jeśli tak bywa, to nie jest to przypadek Dariusza Kortko i Lidii Ostałowskiej, z pewnością nie dotyczy ich dzieła “Pierony. Górny Śląsk po polsku i po niemiecku. Antologia”.

Lidia Ostałowska i Dariusz Kortko podczas promocji "Pieronów"

Na obszerny, ponad pięćset stron liczący tom składają się głównie reportaże, ale jest też tzw. literatura dokumentu osobistego (urywki listów, wspomnienia), są i eseje. Znajdzie w nim też czytelnik krótkie “raporty”, w których na różne sposoby starano się opisać specyfikę Górnego Śląska i losy jego mieszkańców (pierwszy z przywoływanych raportów powstał w XIX wieku, ostatni – w końcówce wieku XX), ale jest też i miejsce na fragment analizy socjologicznej o historycznym – w podwójnym tego słowa – znaczeniu – idzie o klasyczną pracę ks. Emila Szramka “Śląsk jako problem socjologiczny”. Są w tomie i wypisy z tekstów popularnych, na pewno zaś w swoim czasie bardzo czytanych (“Cysorz” Michała Smolorza), są ważne teksty, o których czytająca publiczność raczej tylko słyszała, niźli miała okazję poznać je z pierwszej ręki, jak “Pogląd na rozwój sprawy narodowościowej w województwie śląskim w czasie okupacji niemieckiej” biskupa Stanisława Adamskiego.

Nie tylko Górny Śląsk po polsku i niemiecku

Na specjalną uwagę – i wnikliwą lekturę – zasługują krótkie wprowadzenia autorów do każdego z trzynastu rozdziałów antologii. Redaktorskie “prologi” – umiejętnie operując skrótem, posługując się udatnie trafnie dobraną anegdotą – tworzą dobre ramy dla tekstów zgromadzonych w kolejnych częściach mozaiki, jaką tworzy antologia; staje się ona czymś w rodzaju dziennikarskiej historii Górnego Śląska.

“Górny Śląsk po polsku i niemiecku ” Wydaje się, że autorzy/redaktorzy tomu w tak sformułowanym podtytule zbyt skromnie zakreślili tematykę antologii. W gruncie rzeczy zebrane/wybrane przez nich teksty przedstawiają nie tylko Górny Śląsk po polsku i niemiecku, pokazują wiele innych, bardzo zróżnicowanych punktów widzenia – są tam teksty rodowitych Ślązaków z “dziada pradziada”, którzy opuścili swój heimat jako dzieci (vide Horst Bieniek), jest też esej poety, dla którego Górny Śląsk stał się drugą “małą ojczyzną”, choć był krainą ich dzieciństwa (to przypadek Adama Zagajewskiego), są teksty ludzi, którzy poświęcili tej ziemi cały swój pisarski talent (Michał Smolorz), i prace wybitnych reportażystów, dla których Górny Śląsk pozostanie pewnie na zawsze krainą jednak trochę egzotyczną (Hanna Krall, Ryszard Kapuściński i inni; dotyczy to także pisarzy, i to tej klasy co Jarosław Iwaszkiewicz, ale także takich jak Adolf Rudnicki, Ksawery Pruszyński czy Ferdynand Goetel).

Antologia to zawsze wybór

“Pierony” to prawdziwy kalejdoskop górnośląskich losów i obrazów oglądanych z najróżniejszych perspektyw, z różnych dystansów czasowych i przestrzennych. Zrealizowanie z sukcesem takiego wieloaspektowego podejścia do – ciągle nie dość podkreślać – złożonej problematyki jest niewątpliwie zaletą zbioru Kortki i Ostałowskiej. Udało im się na tyle, na ile to możliwe – takie jest przynajmniej moje zdanie – przedstawić całą paletę górnośląskich problemów, zobaczyć je – jak chciał Charles Wright-Mills, autor “Wyobraźni socjologicznej”- poprzez pryzmat biografii, historii i struktury społecznej. I jeszcze jedno – choć próba oddania poplątanych ludzkich losów, pogmatwanych historii regionów pogranicza kulturowego zdawać się może w jakimś sensie uniwersalna – i taka jest w istocie – to o pełnym jej powodzeniu decyduje umiejętność wydobycia na plan pierwszy regionalnego kolorytu – ten znaleźć można w odmiennościach opisu krajobrazu, w przyjętym i uznanym typie dowcipu, mentalności mieszkańców, ciągłości i załamaniach lokalnych tradycji. Otóż zdaje się, że Górny Śląsk w stopniu może nieco większym niż inne regiony, a na pewno w sposób swoisty doświadczył zróżnicowania tego, co określa się niekiedy jako tarcie pomiędzy tradycją “wielką” (tę przekazywaną przez instytucje państwa, w tym przede wszystkim szkołę) i “małą” (tę przekazywaną nieformalnie w społeczności lokalnej, w kręgu rodzinnym). “Pierony” zdają się jedną z wciąż nielicznych publikacji, które pęknięcie pomiędzy “wielką” i “małą” tradycją mogą pomóc na Górnym Śląsku zasypać. Oczywiście stworzona przez nich całość nie jest do końca całością. Z niektórych braków tłumaczą się sami autorzy – choć zawiniła tu trudna historia (druga wojna światowa, kilka lat po 1945), a nie oni. Co do nazwisk autorów tekstów pomieszczonych w antologii – oczywiście zawsze to kwestia osobistego wyboru, ale brak mi w antologii publicystyki Stanisława Bieniasza, może przydałby się fragment książki Konrada Wrzosa “Oko w oko z kryzysem”; no i poczucie niedosytu pozostawia mikra pozycja sportu, ze szczególnym uwzględnieniem fusbalu. Ale – antologia to wreszcie zawsze wybór.

Piękna żona sztygara

Na koniec. Kiedy ma się za sobą lekturę liczącą ponad pół tysiąca stron, a przed sobą napisanie krótkiej z natury rzeczy recenzji, to oczywiście trudno przyglądnąć się w niej poszczególnym tekstom. Mimo to chciałbym zwrócić uwagę czytelników na króciuteńki reportaż Hanny Krall zatytułowany “Piękna żona sztygara”. To historyjka o atrakcyjnej żonie bardzo przeciętnego męża, który na dodatek jest tego świadomy. Cóż, kobieta wydana na pokusy świata dostaje “kolorowego zawrotu głowy” i Taki przypadek zdarzyć się mógł wszędzie – ale w reportażu Hanny Krall został podany w taki sposób, że jego forma pozwala wyczuć atmosferę Górnego Śląska, krainy, o której wielki Johann Wolfgang von Goethe napisał tylko w kopalnianej księdze pamiątkowej.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35055,17036594,Gornoslaskie_rubieze.html#ixzz3NYjtAzDw

27-11-2014, 06:24

Wydawca “W Sieci” rzuca wyzwanie TVN. Uruchomi agencję ze zdjęciami i tekstami  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
27-11-2014

Spółka Fratria, wydająca tygodnika “W Sieci”, uruchomiła wewnętrzną bazę zdjęć, którą zamierza w przyszłości przekształcić w agencję z fotografiami i tekstami. – Odpowiadamy na potrzeby rynku – mówi Tomasz Przybek, prezes Fratrii.

Jacek i Michał Karnowscy

Powstała właśnie baza wykorzystuje narzędzia Fotostation i Fotoweb, stworzone przez firmę Fotoware, a dostarczone przez Cortland. Baza jest już od kilku miesięcy zasilana fotografiami i ilustracjami. - Wszystkie materiały w bazie są wytworzone w wydawnictwie i na jego zamówienie, a Fratria ma prawa do ich wykorzystania na wszelkich polach eksploatacji – mówi Wirtualnemedia.pl Tomasz Przybek, prezes Fratrii.

Z bazy obecnie mogą korzystać redakcje wszystkich mediów spółki. Zmieni się to jednak w przyszłości. – Przygotowujemy się do stworzenia agencji, umożliwiającej wykorzystanie ciekawych, unikalnych fotografii i interesującego kontentu – także artykułów i tekstów – mówi Przybek.

Prezes wydawnictwa podkreśla, że stworzenie agencji to odpowiedź na potrzeby rynku.  – Wielokrotnie otrzymujemy pytania o możliwość wykorzystania treści, zdjęć, materiałów z portali. Chcemy ułatwić naszym partnerom możliwość korzystania z naszych zasobów, w których znajduje się wiele unikalnych fotografii i grafik – dodaje Przybek w rozmowie z Wirtualnemedia.pl. Niewykluczone, że w przyszłości w ofercie agencji znajdą się też zdjęcia.

Na razie Fratria nie ujawnia, kiedy agencja rozpocznie działalność. – Nastąpi to, gdy będziemy przekonani, że kontent i technologia pozwolą na bezpieczne i efektywne korzystanie z bazy przez partnerów. Projekt ma swój terminarz, ale za wcześnie na deklaracje – mówi Przybek.

Spółka Fratria wydaje tygodnik opinii “W Sieci”, miesięczniki “W Sieci Historii” i “Gazeta Bankowa”, w jej portfolio jest też kilka portali internetowych m.in. wPolityce.pl i wGospodarce.pl.

Obecnie własną agencją informacyjną posiada też Grupa TVN. Jednostka działająca pod nazwą TVN News and Services Agency skupia się jednak głównie na dystrybucji materiałów wideo.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wydawca-w-sieci-rzuca-wyzwanie-tvn-uruchomi-agencje-ze-zdjeciami-i-tekstami

27-11-2014, 05:54

Proces dziennikarzy zatrzymanych w PKW. “Współczuję oskarżonym”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pap/wm
27-11-2014

Szef ochrony budynku, w którym działa PKW, zeznał w środę w sądzie, że na polecenie szefów wezwał wszystkich do opuszczenia okupowanej sali, ale nie żądał ich ścigania i karania. Współczuję oskarżonym – powiedział na koniec do dziennikarzy na ławie podsądnych.

Tomasz Gzell i Jan Pawlicki na ławie oskarżonych

W środę sąd prowadzący proces fotoreportera PAP Tomasza Gzella i dziennikarza TV Republika Jana Pawlickiego, oskarżonych przez policję o naruszenie miru domowego w PKW, przesłuchał dziewięciu pierwszych świadków w tej sprawie. Byli to: szef ochrony gmachu, pięciu policjantów (czterech utrwalało zajścia kamerami, a piąty był poza salą, z której wyprowadzano ludzi) oraz trzech ochroniarzy strzegących gmachu, którzy nie widzieli momentu zatrzymania.

Dziennikarze zostali zatrzymani przez policję w nocy z czwartku na piątek, gdy relacjonowali okupację gmachu Państwowej Komisji Wyborczej przez osoby protestujące w sprawie wyników wyborów samorządowych. Okupujący także zostali zatrzymani po tym, jak nie posłuchali wezwania do opuszczenia gmachu. Łącznie z dziennikarzami zatrzymano wtedy 12 osób. Wszystkich policja oskarżyła o to samo – naruszenie miru domowego przez nieusłuchanie polecenia opuszczenia pomieszczenia. Proces Gzella i Pawlickiego zaczął się w 21 listopada przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście w trybie przyśpieszonym – co oznacza, że musi dobiec końca w terminie 14 dni od wniesienia oskarżenia.

Na 5 grudnia sąd wyznaczył kolejną rozprawę, na której zamierza przesłuchać 14 wezwanych świadków – w tym kolejnych policjantów, a także b. szefa PKW Stefana Jaworskiego, sekretarza PKW Kazimierza Czaplickiego, szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego oraz naczelnego TV Republika Tomasza Terlikowskiego. Sąd zwrócił się też do dwóch stacji telewizyjnych o dostarczenie ich nagrań z incydentu. Jeśli proces miałby dobiec końca w trybie przyśpieszonym, jeszcze 5 grudnia sąd powinien zamknąć rozprawę i wydać wyrok.

Obrońca Tomasza Gzella mec. Piotr Witaszek na środowej rozprawie złożył pismo procesowe z wnioskiem o uniewinnienie swego klienta. Jak w nim uzasadniał, okoliczności sprawy nie budzą wątpliwości już na obecnym etapie jej rozpoznawania, więc nie ma potrzeby kontynuowania procesu.

Konrad Komornicki, będący szefem ochrony gmachu Kancelarii Prezydenta (w którym w czasie wyborów udostępnia się pomieszczenia PKW) zeznając przed sądem przyznał, że nikt z PKW nie zwracał się do niego o spowodowanie interwencji policji. “Ale na terenie, na którym to się działo, byłem najwyższym urzędnikiem Kancelarii Prezydenta RP, odpowiedzialnym za bezpieczeństwo. Moje decyzje konsultowałem z przełożonym – szefem Kancelarii Prezydenta Jackiem Michałowskim” – mówił.

To Komornicki wygłaszał przez megafon komunikat z żądaniem opuszczenia pomieszczenia PKW przez zgromadzonych. “Dotyczyło ono wszystkich osób tam zgromadzonych. Również padło tam, że dotyczy to także przedstawicieli mediów. Komunikat był przeze mnie odczytany dwa razy. Po upływie 5 minut powtórzyłem komunikat po raz trzeci. Następnie udałem się do swojego gabinetu i uzgodniłem, że będzie wezwana policja w przypadku niepodporządkowania się do wezwania o opuszczenie pomieszczenia – było to wyraźnie powiedziane. I sprawę oddałem policji do oceny sytuacji. Nie były to więc moje samoistne działania wynikające tylko z mojej subiektywnej oceny” – zeznawał Komornicki.

Podkreślił on zarazem, że nie żądał ścigania ani ukarania zatrzymanych w trakcie interwencji w PKW. “Nie wiem, jak przebiegała sama interwencja. Po kilkunastu minutach otrzymałem informację, że w pomieszczeniu nie ma już nikogo, kto się tam wcześniej znajdował. W mojej ocenie funkcjonariusze policji mogli nie odróżnić, kto jest dziennikarzem, a kto przyszedł nielegalnie okupować PKW. Ja nie potrafiłbym tego poznać” – mówił. Dodał, że kojarzy fotoreportera PAP Tomasza Gzella jako osobę z mediów; Jana Pawlickiego nie znał. “Ale nie widziałem ich wtedy w budynku. Współczuję oskarżonym” – powiedział na koniec.

Kolejny świadek, policjant Paweł Kuck zeznał, że gdy doszło do zatrzymania osób, nie było go w sali PKW, bo na polecenie swoich przełożonych był w pomieszczeniu dyrektora Komornickiego i przygotowywał wstępną dokumentację sprawy. Jego przesłuchanie nie zajęło wiele czasu, podobnie jak zeznania Tadeusza Sobiesiaka, pracownika firmy ochroniarskiej, która strzeże wejścia do budynku Kancelarii Prezydenta, w którym urzęduje PKW. Jak mówił Sobiesiak, dziennikarze wchodzący do PKW mają możliwość swobodnego poruszania się po wydzielonej części gmachu.

Kilka minut zajęły też zeznania policjanta Grzegorza Skwarka, który za pomocą kamery miał rejestrować osoby wychodzące z PKW, tak, aby policjanci mogli odróżnić dziennikarzy od protestujących. “Czym się różnią dziennikarze od innych ludzi?” – spytał go obrońca Gzella mec. Piotr Witaszek. “Dziennikarze mieli identyfikatory” – brzmiała odpowiedź.

Spośród czterech policjantów rejestrujących na wideo przebieg zdarzeń w PKW tylko jeden, Jacek Dąbrowski, zapamiętał kilka szczegółów z tego dnia. Zeznał, że po wezwaniach do opuszczenia pomieszczenia i rozpoczęciu zatrzymań, “wynikło zamieszanie co do osób zatrzymanych, które miały przy sobie aparaty i kamery”. “Zauważyłem, że dwie osoby z tej grupy również zostały wyprowadzone przez policję. Potem pozostała część tej zwartej grupy z kamerami i aparatami zaczęła opuszczać salę. Te osoby dostały pozwolenie na zabranie swojego sprzętu. Któraś z kobiet powiedziała do policjantów, że są dziennikarzami, a my utrudniamy im pracę” – zeznał funkcjonariusz. Świadek nie potrafił wskazać, kim był policjant wyznaczający, kogo funkcjonariusze mają zatrzymać.

Sprawę zatrzymania dziennikarzy bada Rzecznik Praw Obywatelskich, przygląda się jej też MSW. Protestowały przeciwko ich zatrzymaniu Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Press Club Polska, SDP oraz środowisko fotoreporterów, a także międzynarodowa organizacja Dziennikarze Bez Granic. Zarząd PAP wydał specjalne oświadczenie w tej sprawie, w którym przypomniał, że fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej w gmachu PKW wykonywał swe obowiązki, wynikające z realizacji misji Agencji. Policję krytykowały też władze TV Republika.

Gzell i Pawlicki nie przyznali się do zarzuconych im czynów. Gzell podkreślił, że w gmachu PKW był legalnie, z przepustką PKW, jako fotoreporter PAP, który miał utrwalać na zdjęciach kolejny dzień prac komisji. Przekonywał, że nie wiedział nawet o trwającym na zewnątrz proteście, a gdy doszło do okupacji gmachu robił jedynie zdjęcia. Zapewniał, że nie miał zamiaru utrudniać prac policji i właśnie szykował się do wyjścia, gdy został zatrzymany. Również Pawlicki twierdził, że jedyną jego rolą w czasie zajść było relacjonowanie zdarzeń PKW, a pracy policji nie zamierzał utrudniać.

Całość: www.wirtualnemedia.pl/artykul/proces-dziennikarzy-zatrzymanych-w-pkw-wspolczuje-oskarzonym

27-11-2014, 05:43

Jacek Żakowski wygrał proces wytoczony wydawcy książki “Resortowe dzieci”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pap/wm
27-11-2014

Dziennikarz Jacek Żakowski wygrał proces cywilny z wydawcą książki “Resortowe dzieci. Media”, który ma go przeprosić w kilku mediach i zapłacić mu 50 tys. zł zadośćuczynienia za przypisanie dziennikarzowi powiązań ze służbami specjalnymi PRL.

Jacek Żakowski

W środę Sąd Okręgowy w Warszawie nieprawomocnie uwzględnił w głównej części pozew Żakowskiego wobec wydawnictwa Fronda o ochronę dóbr osobistych. W pozwie domagał się on przeprosin w mediach i 100 tys. zadośćuczynienia.

Żakowski w pozwie podkreślał, że w wydanej pod koniec 2013 r. książce nie ma żadnych dowodów na jego rzekome powiązania osobiste lub rodzinne ze służbami PRL; jest w niej jedynie mowa o próbach inwigilacji go przez SB. Sąd już w początku br. uwzględnił żądanie zabezpieczenia powództwa polegające na nierozpowszechnianiu książki z jego wizerunkiem na okładce w czerwonym krawacie (zostało ono potem zaklejone przez wydawcę znakiem zapytania).

Uzasadniając wyrok, sędzia Anna Tyrluk-Krajewska powiedziała, że umieszczenie na okładce książki zdjęcia Żakowskiego “nosiło znamiona przekłamania”, które miało na celu wprowadzenie w błąd odbiorców. Sędzia podkreśliła, że w samej książce nie ma żadnych dowodów na związki powoda z komunistyczną władzą lub ówczesnymi służbami specjalnymi.

Wydawnictwo ma zamieścić przeprosiny powoda na swej stronie internetowej i pisma “Fronda”, w “Gazecie Polskiej Codziennie”, “Gazecie Polskiej”, “Gazecie Wyborczej” i w “Polityce”.

Jednobrzmiący tekst przeprosin ma stwierdzać, że zdjęcie na okładce sugerowało, iż jako jeden z bohaterów książki, Żakowski był wychowany w rodzinie działaczy lub funkcjonariuszy PZPR, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a potem SB lub że był związany materialnie lub ideologicznie z komunistyczna władzą. Fronda ma przyznać, że sugestie te są niezgodne z prawdą i nie mają uzasadnienia w poświęconych mu fragmentach książki.

Fronda ma też wycofać z obiegu książki z jego zdjęciem na okładce i wycofać je ze swych materiałów promocyjnych.

Sędzia dodała, że pozwany nie wykazał, by jego działanie nie było bezprawne. Sąd uznał, że umieszczenie zdjęcia powoda na okładce, w kontekście tytułu i wyjaśnienia, czym są “resortowe dzieci”, było bezprawne. “Skoro tytuł miał sugerować zawartość, to nie powinno być wprowadzenia w błąd co do zawartości samego tekstu” – mówiła sędzia Tyrluk-Krajewska. Dodała, że wiele osób zapoznaje się z samym tytułem, a zdjęcie powoda miało skłaniać do wyrobienia sobie poglądu o powodzie nawet bez czytania książki.

Według sądu jest to “pewna obelga i dyskryminacja powoda”, bo nie był on związany z tymi grupami, które sugerował tytuł. “Dotyka to i powoda, i jego rodzinę” – dodała sędzia. Za “ogromną obelgę” uznała zarzucenie powodowi braku patriotyzmu.

Sąd odrzucił twierdzenia pozwanych, że Żakowski był pokazany w książce jako jeden z “umacniaczy grubej kreski”. “Definicja resortowych dzieci z tej książki nie odnosi się do tego” – podkreśliła sędzia Tyrluk-Krajewska. Nie uznała też, jak twierdził pozwany, że była to dopuszczalna satyra, bo m.in. zaprzeczyła temu jedna z autorek książki, a “akta z IPN nie są satyrą”.

Zdaniem sądu naruszanie dóbr powoda nadal trwa, dlatego przeprosiny muszą się ukazać w mediach o różnym profilu politycznym. Sędzia mówiła, że wprawdzie nie stracił on pracy, ale jego dorobek został “poważnie nadszarpnięty”, a w internecie funkcjonuje on wciąż jako “resortowe dziecko”. Według sądu nie jest do ustalenia, na ile spowodowało to utratę jego czytelników.

Według sądu większość nakładu rozpowszechniono już z zasłoniętym zdjęciem powoda. “Dla właściwego usunięcia skutków naruszenia jego dóbr osobistych wizerunek musi zniknąć z okładki całkowicie” – oświadczyła sędzia Tyrluk-Krajewska. Sąd uznał, że dla usunięcia skutków naruszenia właściwa będzie kwota 50 tys. zł zadośćuczynienia dla powoda.

Prezes wydawnictwa Fronda Michał Jeżewski zapowiedział apelację. “Można nazwać powoda +resortowym dzieckiem+, bo sercem jest po stronie ludzi resortu” – powiedział dziennikarzom. Żakowskiego nie było na ogłoszeniu wyroku – pierwszego w sprawie tej książki. Pozwy za nią zapowiedziało już kilkoro innych dziennikarzy opisanych jako “resortowe dzieci”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jacek-zakowski-wygral-proces-wytoczony-wydawcy-ksiazki-resortowe-dzieci

26-11-2014, 20:12

Anna Dudzińska została nominowana do nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego.  »

Polskie Radio Katowice
Ewelina Kosałka-Passia
26-11-2014

Anna Dudzińska

Dziennikarka Polskiego Radia Katowice została nominowana w kategorii materiał dźwiękowy, za reportaż “Nieidealna piosenka”. Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego przyznawana jest co roku autorom najbardziej rzetelnych, obiektywnych i poprawnych warsztatowo informacji – zarówno tekstów, jak i relacji radiowych, telewizyjnych oraz fotografii. Na każdego z laureatów czeka 20 tys. zł. W sumie nominowanych zostało dwanaście materiałów: tekstowych, dźwiękowych, wideo oraz fotoreportaży.

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego przyznawana jest co roku autorom najbardziej rzetelnych, obiektywnych materiałów. Patronat Honorowy nad Nagrodą sprawuje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Laureatów poznamy podczas uroczystej gali w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich już 2 grudnia.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/radiowe-wydarzenia.html