Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

02-12-2014, 15:30

Nowe informacje ws. Jarosława Ziętary. TVN24: śledczy wiedzą, gdzie był przetrzymywany  »

Onet.pl
02-12-2014

Krakowscy śledczy odnaleźli miejsce, w którym przed śmiercią był przetrzymywany dziennikarz Jarosław Ziętara. Obecnie na miejscu tym trwają czynności procesowe – informuje TVN24. Ziętara był dziennikarzem śledczym “Gazety Poznańskiej” (wcześniej “Wprost” i “Gazety Wyborczej”). Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy.

Prokurator Piotr Kosmaty

Dodał, że z prokuraturą współpracuje w tej sprawie m.in. Żandarmeria Wojskowa. Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Piotr Kosmaty. zaznaczył, że prokuratura na razie nie będzie podawała bliższych informacji na ten temat.

Przełom w śledztwie nastąpił na początku listopada. Zatrzymany wtedy został były senator Aleksander G., który usłyszał zarzut podżegania do zabójstwa Jarosława Ziętary. Podczas przesłuchania nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Za podżeganie do zabójstwa grozi nawet dożywocie. 6 listopada krakowski sąd aresztował G. do 4 lutego 2015 r. Zażalenie na to postanowienie złożył on sam i jego obrońca. Sąd rozpozna je w połowie grudnia.

Zdaniem prokuratury Aleksander G. podżegał do zabójstwa dziennikarza w czerwcu 1992 r. Mogło to mieć związek z zainteresowaniami w ramach dziennikarstwa śledczego Ziętary różnego rodzaju działalnością gospodarczą, w tym szarą strefą. Pod koniec listopada z kolei sąd aresztował na trzy miesiące Mirosława R. i Dariusza L., podejrzanych o pomocnictwo w uprowadzeniu i zabójstwie Ziętary. Podejrzani pozostaną w areszcie do 25 lutego 2015 r.

- Sąd stwierdził, że zgromadzone i przedstawione dowody wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, że podejrzani dopuścili się zarzucanego im czynu. Ponadto uznał, że zachodzi obawa matactwa, czyli że przebywanie na wolności mogłoby spowodować utrudnienia dla śledztwa. Sąd stwierdził także, że zagrożenie surową karą może skłaniać podejrzanych do ucieczki – powiedział prok. Kosmaty. Za zarzucane podejrzanym czyny grozi kara jak za zabójstwo – czyli od 8 do 15 lat więzienia, 25 lat lub dożywocie.

Jak podała “Gazeta Wyborcza” – powołując się m.in. na informacje z prokuratury – obaj podejrzani byli byłymi milicjantami, pracowali jako ochroniarze i działali z polecenia podejrzanego w tej sprawie Aleksandra G. Według “Gazety” śledczy wiążą Mirosława R. nie tylko z porwaniem Ziętary, ale także z tajemniczym samobójstwem innego ochroniarza Romana K., który razem z Mirosławem R. miał porwać Ziętarę.

Tajemnicze zaginięcie Jarosława Ziętary

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany; śledztwo dwukrotnie umarzano, bo nie udało się odnaleźć ciała. W kwietniu 2011 r. redaktorzy naczelni największych polskich gazet zaapelowali do władz i prokuratury o ujawnienie wszystkich okoliczności zaginięcia Ziętary i śledztwo w tej sprawie. Wcześniej apelowali o to członkowie Społecznego Komitetu “Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary”. Spowodowało to analizę śledztwa w Prokuraturze Generalnej i przekazanie go do Krakowa.

W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo. Zbierała także informacje na temat niezidentyfikowanych zwłok znalezionych od września 1992 do grudnia 1993 r. na terenie kilku województw. Sprawdzono ok. 20 przypadków; w jednym przeprowadzono badania DNA, ale badane zwłoki nie były zwłokami Ziętary.

We wrześniu tego roku prokuratura ustaliła rysopis mężczyzny zza wschodniej granicy Polski, który może mieć związek z zabójstwem Ziętary. Jak informowano wtedy, na początku lat 90. XX w. mężczyzna ten był widywany w Poznaniu w towarzystwie polskiego biznesmena. Po zatrzymaniu Aleksandra G. prokuratura potwierdziła, że osoba widniejąca na portrecie pamięciowym była widziana w towarzystwie Aleksandra G.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/nowe-informacje-ws-jaroslawa-zietary-tvn24-sledczy-wiedza-gdzie-byl-przetrzymywany/4zj4x

02-12-2014, 13:12

Charytatywny Bal Dziennikarzy odbędzie się, ale wejściówki podrożały  »

Press
(RUT)
02-12-2014

Powraca Charytatywny Bal Dziennikarzy, który ma się odbyć 7 lutego 2015 roku.

Bilety-cegiełki na bal kosztują 180 zł (dla dziennikarzy) i 350 zł (dla przedstawicieli innych zawodów). W lutym 2013 roku, gdy po raz ostatni odbył się Charytatywny Bal Dziennikarzy, cegiełki kosztowały odpowiednio: 150 zł i 250 zł. Cegiełki można kupować od 8 grudnia.

Doroczne bale dziennikarzy, z których dochód przekazywany jest na cele dobroczynne, odbywają się od 1998 roku, ale w br. Fundacja Charytatywny Bal Dziennikarzy nie zorganizowała imprezy z powodów finansowych.

Bal odbędzie się w Auli Politechniki Warszawskiej – uczelnia jest partnerem strategicznym fundacji.

Niepokorni na swoim balu raczej nie zatańczą.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/47272,Charytatywny-Bal-Dziennikarzy-odbedzie-sie_-ale-wejsciowki-podrozaly

01-12-2014, 18:50

“Wprost”, Jagielski, Ewart i Rigamonti z MediaTorami  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
01-12-2014

W sobotę 29 listopada w Krakowie po raz ósmy wręczono Studenckie Nagrody Dziennikarskie MediaTory. Wśród laureatów znaleźli się m.in. redakcja “Wprost”, Magdalena Rigamonti, Arleta Bojke, Ewa Ewart oraz Wojciech Jagielski.

Nagrodę w najważniejszej kategorii “AuTORytet” studenci przyznali Wojciechowi Jagielskiemu za jego reportaże dla „Gazety Wyborczej”, w których opisywał on Azję Środkową, Zakaukazie, Kaukaz i Afrykę. Zwycięzcami w pozostałych ośmiu kategoriach plebiscytu zostali:

TORpeda – Arleta Bojke (“Wiadomości” TVP1, TVP Info)
NawigaTOR – Grzegorz Kuczyński (tvn24.pl)
DetonaTOR – Magdalena Rigamonti (“Wprost”) za tekst “Dramat rodziny. Lekarz powołuje się na klauzulę sumienia”
ObserwaTOR – Paweł Smoleński za książkę “Oczy zasypane piaskiem”
InicjaTOR – Ewa Ewart (TVN24) za film dokumentalny “Zdobyć miasto”
ReformaTOR – Paweł Wilkowicz (“Gazeta Wyborcza”) za tekst “Depresja Justyny Kowalczyk”
ProwokaTOR – redakcja “Wprost” za materiały o taśmach prawdy
AkumulaTOR – Maciej Rock i Irek Jakubek (RMF Maxxx) za program “Wstawaj – nie udawaj!”

MediaTory to plebiscyt, w którym od 2007 roku studenci dziennikarstwa z wyższych uczelni, wskazują oraz nagradzają najważniejsze i najbardziej wartościowe ich zdaniem zjawiska w polskich mediach. Uprawnionych do udziału w głosowaniu w tym roku było ponad 10 tysięcy żaków. Wręczenie nagród miało miejsce podczas uroczystej gali finałowej w Auditorium Maximum UJ.

Organizatorami ósmej edycji plebiscytu było: Stowarzyszenie MediaTory oraz Koło Naukowe Studentów Dziennikarstwa UJ.  Współorganizatorem przedsięwzięcia był Uniwersytet Jagielloński.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wprost-jagielski-ewart-i-rigamonti-z-mediatorami

28-11-2014, 09:33

Naszemiasto.pl marką wszystkich tygodników Polskapresse  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
28-11-2014

Od 4 grudnia br. wszystkie bezpłatne tygodniki Grupy Polskapresse i należących do niej Mediów Regionalnych ukazywać się będą pod jedną wspólną marką Naszemiasto.pl – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl.

Obecnie Grupa Polskapresse w siedmiu największych miastach wydaje gazetę bezpłatną „Nasze Miasto”, posiada też 507 serwisów internetowych Naszemiasto.pl. Natomiast Media Regionalne posiadają dziewięć bezpłatnych tygodników „Teraz”, trzy tygodniki i serwisy pod nazwą „Moje Miasto” oraz 20 serwisów pod marką „MMIGC” („Moje Miasto Internetowa Gazeta Czytelników”). W czwartek 4 grudnia br. tygodniki i serwisy Mediów Regionalnych zmienią nazwą na Naszemiasto.pl.

- W ten sposób tworzymy silną, ponadregionalną  markę w druku  i internecie, zawierającą kontent lokalny i użyteczny, który mamy nadzieję pokaże nową jakość na rynku. Powstaje doskonała oferta reklamowa zarówno w lokalnym jak i ponadregionalnym wymiarze. Zadbaliśmy, by nasze projekty zarówno w internecie jak i druku były spójne i nowoczesne – mówi Wirtualnemedia.pl Joanna Parczyńska, dyrektor produktów bezpłatnych Grup Polskapresse i Media Regionalne.

Parczyńska podkreśla, że treść i forma gazet i serwisów pod marką Naszemiasto.pl będzie lekka, skupiona wokół rozrywki, miejskiej aktywności.

Prace nad rebrandingiem tytułów Mediów Regionalnych na Naszemiasto.pl trwały przez wiele miesięcy. – Nasz projekt nie polega tylko na zmianie nazwy tytułów prasowych. Równolegle przeprojektowaliśmy nasz serwis, który pokażemy w nowej odsłonie  4 grudnia. Zaprezentujemy wyjątkowy w Polsce kalendarz imprez zawierający kilkanaście tysięcy propozycji. Wszystkie nasze projekty zostały stworzone w technologii RWD – dodaje.

Z danych ZKDP wynika, że w okresie od marca do sierpnia br. tygodniki „Nasze Miasto” (czwartkowe wydania) miały średnie rozpowszechnianie bezpłatne ogółem na poziomie 318 840 egz.. Z kolei w tym samym okresie średnie rozpowszechnianie bezpłatne ogółem tygodników  ‘Teraz” i „MM Moje Miasto” wyniosło 188 885 egz.

Wprowadzanym zmianom towarzyszyć będzie kampania reklamowa, która wystartuje  4 grudnia. Obejmie ona outdoor, lokalne stacje radiowe, kina i internet. Akcję uzupełnia promocja w mediach Grup Polskapresse i Media Regionalne.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/naszemiasto-pl-marka-wszystkich-tygodnikow-polskapresse

28-11-2014, 09:23

Dziennikarze i medioznawcy zgodni: cisza wyborcza do likwidacji  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
łb
28-11-2014

Cisza wyborcza powinna zostać zlikwidowana, bo w czasach rozwoju nowych mediów nie spełnia już swojej roli. Jej obrona przypomina obrażanie się na fakt, że dorożki ustąpiły miejsca samochodom – obowiązek ciszy wyborczej oceniają dla portalu Wirtualnemedia.pl dziennikarze i medioznawcy.

Cisza wyborcza została wprowadzona w Polsce w 1991 roku. Okres ten jest liczony od północy dnia poprzedzającego dzień wyborczy i trwa do momentu zakończenia głosowania. Zabroniona jest wówczas agitacja na rzecz kandydatów oraz komitetów zgłoszonych do wyborów. Sztabom i kandydatom nie wolno podczas ciszy wyborczej m.in. rozdawać ulotek i rozwieszać nowych plakatów, zabroniona jest również wszelka agitacja w internecie.

W czasie tych dwóch dni nie wolno podawać do publicznej wiadomości wyników sondaży wyborczych. Z tego względu wiele stacji telewizyjnych i radiowych zmienia sposób prezentacji informacji w serwisach, tak by na antenie ograniczono rozmowy o polityce. Informowanie o wyborach sprowadza się do relacjonowania konferencji Państwowej Komisji Wyborczej oraz śledzenia nieprawidłowości wyborczych. Za naruszenie ciszy wyborczej grozi grzywna, w przypadku publikacji wyników sondażu – nawet w wysokości miliona złotych.

Podczas tegorocznych wyborów do europarlamentu, które odbywały się w maju br., PKW przedstawiła opinię, według której nawet lajkowanie lub udostępnienie na Facebooku materiałów związanych z wyborami, a nawet polubienie fanpage’a kandydata mogą być uznane za naruszenie ciszy wyborczej. – Wypowiadanie się (w internecie – red.) w czasie ciszy wyborczej o kandydatach i komitetach wyborczych jest rodzajem agitacji wyborczej. Takie działanie może być przedmiotem postępowania karnego – przypominał szef Komisji Stefan Jaworski.

Wydaje się jednak, że w mediach społecznościowych można skutecznie ominąć ciszę wyborczą. Przykładem może być żonglowanie na Twitterze określeniami “pomidory” (oznaczające PO) i “pistacje” (PiS) podczas pierwszej tury wyborów samorządowych. Ich “cena” na “targu”, która oznaczała przemycone z redakcji wstępne wyniki sondaży exit polls.

Paweł Nowacki, zastępca redaktor naczelnej “Dziennika Gazety Prawnej” ds. serwisów internetowych i produktów elektronicznych, porównuje ciszę wyborczą do PKW oświadczającej, że system komputerowy się zawiesił i wyników nie będzie. – Utrzymywanie fikcji bowiem w czasach internetu, żywiołowego rozwoju kanałów social media to anachronizm. Bo cisza jest dziś “głośną ciszą” – zauważa wicenaczelny “DGP”.

Nowacki uważa, że media w czasie ciszy wyborczej stoją “w rozkroku”, bo zdają sobie sprawę, że bez Facebooka czy Twittera trudno dziś prowadzić skuteczną komunikację z odbiorcą. – Więc uprawiają ekwilibrystykę informując o tym, o czym można w swoich mediach, a prawdę podając w kanałach social media. Fikcja ta nie służy już dziś nikomu. Politycy, sami coraz aktywniejsi w tych kanałach, powinni ją jak najszybciej zlikwidować. Albo choć próbować naprawić czy ucywilizować – postuluje Paweł Nowacki.

Przeciwna ciszy wyborczej jest również Beata Grabarczyk, szefowa anteny kanału Polsat News 2, uważając ją za przeżytek.

- W czasach internetu i mediów społecznościowych jest kolejnym dowodem na to, że prawo nie nadąża za rzeczywistością. PKW może uważać like za złamanie ciszy, ale nie jest w stanie znaleźć i ukarać wszystkich, którzy w sieci ciszy nie przestrzegają. To stawia tradycyjne media w gorszej pozycji, bo musza pomijać pewien istotny element rzeczywistości. Choć przyznaję, że dziennikarze często wyczekują ciszy wyborczej, żeby odpocząć od informacji politycznych, które – szczególnie w ostatniej fazie kampanii – napływają lawinowo – przyznaje Grabarczyk.

Czy cisza jest potrzebna? – W sumie to trudne pytanie. Jeżeli założymy, że wyborcy podejmują decyzję wcześniej, a w dniu wyborów idą jedynie swoją decyzję zamanifestować, to cisza nie jest potrzebna. Socjologowie podkreślają jednak, że wybory to akt emocjonalny, który rozgrywa się nad kartą do głosowania. W takiej sytuacji cisza jest potrzebna, by kandydaci nie wywierali presji na wyborców do ostatniej chwili – ocenia dziennikarka.

Zastępca redaktora naczelnego “Pulsu Biznesu” Marcin Goralewski uważa, że temat ciszy wyborczej powinien być elementem szerszej dyskusji o technicznej stronie systemu wyborczego w Polsce. Jego zdaniem nie zapisy dotyczące zakazu agitacji poprzez np. rozwieszanie plakatów czy publikacji sondaży w prasie czy telewizji nie mają sensu.

- Media społecznościowe doskonale radzą sobie z jej obchodzeniem. Jaki jest więc sens jej utrzymywania w przepisach? Z drugiej strony wyobrażam sobie sytuację, w której komitety wyborcze podejmują decyzję o wstrzymaniu agitacji na jakiś czas przed wyborami, na zasadzie dżentelmeńskiej umowy. To zdanie, słusznie, budzi jednak uśmiech. Naszej scenie politycznej daleko do zachodnioeuropejskich demokracji. Kilka dni przed drugą turą wyborów lider opozycji mówi w Sejmie, że pierwsza została sfałszowana. Taki jest stan debaty publicznej w Polsce – ocenia Goralewski.

Dla Bogusława Chraboty, redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, cisza wyborcza jest nonsensem. – Zwłaszcza dziś. W epoce informacji online jedynym jej skutkiem jest jawna dyskryminacja mediów tradycyjnych. W ten sposób absolutnie legalnie pozbawia się je konkurencyjności, czyli szansy na przetrwanie – zauważa Bogusław Chrabota. Zdaniem Naczelnego “Rz”, zapis o ciszy wyborczej powinien zostać zlikwidowany natychmiast. – Jedynym, co powinno się utrzymać, to zakaz agitacji wyborczej w lokalu i przed lokalem wyborczym w dniu wyborów – dodaje.

- Wydaje mi się, że obecnie cisza wyborcza jest już reliktem przeszłości. W epoce Internetu i mediów społecznościowych nie da się jej praktycznie przestrzegać. Podtrzymywanie zatem prawa, które pozwala karać za jej łamanie daje tylko niepotrzebnie władzy pretekst do wywierania nacisków na niewygodne media. Najkrócej mówiąc należy znieść przepisy o ciszy wyborczej – ocenia z kolei Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika “Do Rzeczy”.

Katarzyna Kolenda-Zaleska, dziennikarka “Faktów” TVN, wspomina, że kiedy relacjonowała wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych weszła wraz z prof. Zbigniewem Brzezińskim do jednego z lokali wyborczych w Waszyngtonie. – Po jednej stronie przy wejściu stał stolik Obamy, po drugiej Romneya, w środku też byli agitatorzy i rozdawali ulotki. Nikomu to nie przeszkadzało, traktowano to bardzo naturalnie – mówi reporterka TVN.

- Jestem radykalną przeciwniczką ciszy wyborczej, bo w erze internetu ona nie spełnia żadnej swojej roli. To jest sztuczny twór, który w gorączce kampanii każe nam wpaść w odmęty obojętności i udawać, że nic się nie dzieje – dodaje Kolenda-Zaleska.

Za archaiczną i niepotrzebną ciszę wyborczą uważa Krzysztof Ziemiec, dziennikarz i prezenter “Wiadomości” w TVP1. – Traktuje to wyborcę jak bezwolnego człowieka, któremu można „namieszać” w głowie na pięć przed dwanaście. Po drugie – dlaczego partie mają nie prowadzić działań tuż przed wyborami i to jeszcze przez dwa dni? W USA robią to do końca. Poza tym, w dobie zmian w komunikacji takie zakazy są śmieszne. W sytuacji kompromitacji w PKW, o czym tu w ogóle mówimy? Czym jest cisza wyborcza przy tych nieprawidłowościach? – zastanawia się dziennikarz.

Michał Kobosko, szef Project Syndicate Polska i Fundacji Świat Idei, twierdzi, że w swoim założeniu cisza wyborcza była fajnym i słusznym pomysłem. Jednak dziś jej bronienie przypomina – jego zdaniem – obrażanie się na fakt, że dorożki ustąpiły miejsca samochodom.

- Cisza wyborcza jest podobnym przeżytkiem jak sposób funkcjonowania Państwowej Komisji Wyborczej. Była fikcją od lat, bo jej utrzymanie wymagałoby realnie m.in. zdarcia wszystkich billboardów czy ulotek reklamujących kandydatów, obecnych wszędzie także w dniu głosowania. Jest tym większą fikcją dziś, gdy media społecznościowe rozprzestrzeniają bez ograniczeń i – bez jakichkolwiek konsekwencji karnych – informacje o frekwencji czy cząstkowe exit polle, tylko lekko ukryte pod niby-kryptonimami – zaznacza Kobosko, nawiązując do twitterowych dyskusji o cenach “pomidorów” i “pistacji”.

Tomasz Skory, dziennikarz RMF FM, wyjaśnia, że zgodnie z ustawą agitacją wyborczą jest publiczne nakłanianie lub zachęcanie, do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego. – Półgłówki nie rozumieją, że lajkowanie nie jest prowadzeniem agitacji, a jeśli nawet szef PKW uznaje, że może być za nią uznane – to nie ona o tym decyduje, tylko prokurator. Bo to Prokuratura zajmuje się naruszeniami prawa, także wyborczego – ocenia Skory, nawiązując do stanowiska PKW w sprawie lajkowania materiałów wyborczych przed wyborami.

Dziennikarz przypomina, że w ciszy wyborczej nie wolno podać do publicznej wiadomości wyników sondaży. – Wiadomo, że można publikować inaczej, na zwykłą logikę. Tyle, że nie jestem pewien, czy wymagające czynnego działania odbiorcy Twittera czy Facebooka mogą być uznane za narzędzia służące do podawania do publicznej wiadomości. Trzeba mieć konto i abonować nadawcę, a sama nazwa “społecznościowe” opisuje zjawisko nie publiczne, ale właśnie o zasięgu ograniczonym intencjami uczestników. A nawet jeśli uznać TT czy FB za media publiczne – to warto byłoby jeszcze dowieść, że pistacje to PiS, pomidory to PO, a ich ceny to wyniki jakichś rzeczywistych sondaży. Bo bez trudu wyobrażam sobie wpuszczenie tam wiadomości od początku do końca zmyślonych. I co wtedy? – dodaje Tomasz Skory.

Medioznawca i szef serwisu medioznawca.com Tomasz Gackowski uważa, że ciszę wyborczą można uznać za element procesu politycznego wyłaniania władz demokratycznych w krajach o relatywnie krótkiej historii demokracji. W tej perspektywie cisza wyborcza miałaby funkcję bufora, który pozwala obywatelom-wyborcom swobodnie podjąć decyzje bez presji spotów wyborczych oraz rozdających ulotek polityków.

- Na ile jest to skuteczne pokazują słupy i bilbordy, z których politycy patrzą na nas w trakcie naszego niedzielnego spaceru do punktu wyborczego. W przestrzeni internetowej nieustannie natykamy się na materiały polityczne – zamieszczone, polubione, udostępnione przez różne osoby i środowiska w ostatnich minutach przed nastaniem ciszy wyborczej, byle tylko trafić do relatywnie szerokiego grona odbiorców, którym dana wiadomość wyświetli się w trakcie weekendowego korzystania z mediów społecznościowych. Dość wspomnieć o pisaniu o partiach i politykach w internecie, tak jakbyśmy szli na zakupy do warzywniaka, gdzie kupujemy lub też nie kupujemy POmidory, PIStacje – zauważa Tomasz Gackowski.

Eryk Mistewicz, medioznawca i szef kwartalnika opinii “Nowe Media” twierdzi z kolei, że cisza wyborcza miała sens w epoce mediów “z przełącznikiem OFF”.

- Gdy wciśnięcie OFF gwarantowało, że znika cała tematyka wyborcza z serwisów radiowych czy telewizyjnych, z platform redakcyjnych. Tylko że przycisk OFF przestał działać. W epoce nowych mediów nie sposób wprowadzić zapisu na daną tematykę czy osoby, np. kandydatów czy partie. Przycisk OFF nie działa także jeśli chodzi o podawanie sondaży, co najwyżej ośmiesza system, wspomaga kreatywność uczestników Twittera, doprowadza do sytuacji, gdy w obiegu publicznym jest sporo informacji weryfikowalnych jedynie poprzez osobę nadawcy – podkreśla Eryk Mistewicz.

Mistewicz nie widzi najmniejszego zagrożenia dla podawania wyników exit poll na Twitterze. – Stopień skomplikowanego prawa amerykańskiego w tym zakresie, konieczność dowodzenia, kto jest operatorem danego konta Twittera, problem ze zrozumieniem przez PKW istoty Retweetu – wszystko to sprawia, że nie rozumiem ukrywania nazw partii czy kandydatów inaczej, niż tylko dobrej zabawy, przy okazji wzmacniającej zainteresowanie obywateli aktem wyborczym – ocenia medioznawca.

————————————————

Paweł Nowacki, zastępca redaktor naczelnej “Dziennika Gazety Prawnej” ds. serwisów internetowych i produktów elektronicznych
Cisza wyborcza w dzisiejszych czasach jest jak PKW oświadczająca, że system komputerowy się zawiesił i wyników nie będzie. Utrzymywanie fikcji bowiem w czasach internetu, żywiołowego rozwoju kanałów social media to anachronizm. Bo cisza jest dziś “głośną ciszą”.

Media stoją w rozkroku bo wiedzą, że bez Facebooka czy Twittera trudno dziś prowadzić skuteczną komunikację z odbiorcą. Więc uprawiają ekwilibrystykę informując o tym o czym można w swoich mediach, a prawdę podając w kanałach social media. Fikcja ta nie służy już dziś nikomu. Politycy, sami coraz aktywniejsi w tych kanałach, powinni ją jak najszybciej zlikwidować. Albo choć próbować naprawić/ucywilizować.


Beata Grabarczyk, szefowa Polsat News 2
Cisza wyborcza w czasach internetu i mediów społecznościowych jest przeżytkiem i kolejnym dowodem na to, że prawo nie nadąża za rzeczywistością. PKW może uważać like za złamanie ciszy, ale nie jest w stanie znaleźć i ukarać wszystkich, którzy w sieci ciszy nie przestrzegają. To stawia tradycyjne media w gorszej pozycji, bo musza pomijać pewien istotny element rzeczywistości. Choć przyznaję, że dziennikarze często wyczekują ciszy wyborczej, żeby odpocząć od informacji politycznych, które – szczególnie w ostatniej fazie kampanii – napływają lawinowo. Z punktu widzenia szefa anteny kanału publicystyczno-informacyjnego, to z kolei spore utrudnienie, bo wymaga złamania ramówki.

Czy cisza jest potrzebna? W sumie to trudne pytanie. Jeżeli założymy, że wyborcy podejmują decyzję wcześniej, a w dniu wyborów idą jedynie swoją decyzję zamanifestować, to cisza nie jest potrzebna. Socjologowie podkreślają jednak, że wybory to akt emocjonalny, który rozgrywa się nad kartą do głosowania. W takiej sytuacji cisza jest potrzebna, by kandydaci nie wywierali presji na wyborców do ostatniej chwili. Na świecie obowiązują różne modele i każdy ma swoich zwolenników i przeciwników. Ja osobiście jestem przeciwna ciszy wyborczej.


Marcin Goralewski, zastępca redaktora naczelnego “Pulsu Biznesu”
Temat ciszy wyborczej powinien być elementem szerszej dyskusji o technicznej stronie systemu  wyborczego. Nie mam wątpliwości, że zapisy dotyczące zakazu agitacji poprzez np. rozwieszanie plakatów, kiedy mnóstwo ich już szpeci miasta czy publikacji sondaży w prasie czy TV nie mają sensu. Media społecznościowe doskonale radzą sobie z jej obchodzeniem. Jaki jest więc sens jej utrzymywania w przepisach. Z drugiej strony wyobrażam sobie sytuację, w której komitety wyborcze podejmują decyzję o wstrzymaniu agitacji na jakiś czas przed wyborami, na zasadzie dżentelmeńskiej umowy. To zdanie, słusznie, budzi jednak uśmiech. Naszej scenie politycznej daleko do zachodnioeuropejskich demokracji. Kilka dni przed drugą turą wyborów lider opozycji mówi w Sejmie, że pierwsza została sfałszowana. Taki jest stan debaty publicznej w Polsce.

Marzy mi się, żeby system wyborczy został zmodyfikowany – choćby w części dotyczącej komunikacji pomiędzy politykami a wyborcami. Zamiast zaklejonych miast często miernej jakości plakatów wyborczych – pakiet informacji do domu: programy wyborcze, listy kandydatów, wystandaryzowane ulotki. Oraz instrukcja obsługi, tak aby zminimalizować ryzyko popełnienia błędu i nieważne głosy interpretować jako świadomy akt wyborczy. Przy takich zmianach kwestia ciszy wyborczej nie jest pierwszoplanowa.


Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”
Cisza wyborca to nonsens. Zwłaszcza dziś. W epoce informacji on line jedynym jej skutkiem jest jawna dyskryminacja mediów tradycyjnych. W ten sposób absolutnie legalnie pozbawia się je konkurencyjności, czyli szansy na przetrwanie.

Powinno się ją zlikwidować i to zaraz. Jedynym, co powinno się utrzymać, to zakaz agitacji wyborczej w lokalu i przed lokalem wyborczym w dniu wyborów.


Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika “Do Rzeczy”
Wydaje mi się, że obecnie cisza wyborcza jest już reliktem przeszłości. W epoce Internetu i mediów społecznościowych nie da się jej praktycznie przestrzegać; podtrzymywanie zatem prawa, które pozwala karać za jej łamanie daje tylko niepotrzebnie władzy pretekst do wywierania nacisków na niewygodne media. Najkrócej mówiąc należy znieść przepisy o ciszy wyborczej.


Katarzyna Kolenda-Zaleska, dziennikarka “Faktów” TVN
Jestem radykalną przeciwniczką ciszy wyborczej, bo w erze internetu ona nie spełnia żadnej swojej roli. To jest sztuczny twór, który w gorączce kampanii każe nam wpaść w odmęty obojętności i udawać, że nic się nie dzieje.

Kiedy relacjonowałam ostatnie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych weszłam wraz z prof. Zbigniewem Brzezińskim do lokalu wyborczego w Waszyngtonie. Po jednej stronie przy wejściu stał stolik Obamy, po drugiej Romneya, w środku też byli agitatorzy i rozdawali ulotki. Nikomu to nie przeszkadzało, traktowano to bardzo naturalnie.

Pojawiają się pomysły, żeby wydłużyć okres niepublikowania sondaży wyborczych. Ja uważam, że powinno się całkowicie zlikwidować ciszę wyborczą. Społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jakie ma poglądy.


Krzysztof Ziemiec, dziennikarz i prezenter “Wiadomości” w TVP1
Uważam, że cisza wyborcza jest archaiczna i dziś nikomu niepotrzebna. Po pierwsze, traktuje to wyborcę jak bezwolnego człowieka, któremu można “namieszać” w głowie na pięć przed dwanaście.

Po drugie – dlaczego partie mają nie prowadzić działań tuż przed wyborami i to jeszcze przez dwa dni? W USA robią to do końca. Poza tym, w dobie zmian w komunikacji takie zakazy są śmieszne.

W sytuacji kompromitacji w PKW, o czym tu w ogóle mówimy? Czym jest cisza wyborcza przy tych nieprawidłowościach? Zatem – dla mnie cisza to przeżytek.


Michał Kobosko, szef Project Syndicate Polska i Fundacji Świat Idei
Cisza wyborcza jest podobnym przeżytkiem jak sposób funkcjonowania Państwowej Komisji Wyborczej. Była fikcją od lat, bo jej utrzymanie wymagałoby realnie m.in. zdarcia wszystkich billboardów czy ulotek reklamujących kandydatów, obecnych wszędzie także w dniu głosowania. Jest tym większą fikcją dziś, gdy media społecznościowe rozprzestrzeniają bez ograniczeń i – bez jakichkolwiek konsekwencji karnych – informacje o frekwencji czy cząstkowe exit polle, tylko lekko ukryte pod niby-kryptonimami.

W założeniu cisza wyborcza była fajnym i ogólnie słusznym pomysłem. Dziś jej bronienie przypomina obrażanie się na fakt, że dorożki ustąpiły miejsca samochodom.


Tomasz Gackowski, medioznawca i szef serwisu medioznawca.com
Cisza wyborcza – w swojej funkcji – ma być czasem zadumy, wyciszenia, okresem nieskrępowanego rozważania kampanii wyborczej, programów politycznych itd. Czy w rzeczy samej tak jest? Wątpię.

Można byłoby założyć, iż cisza wyborcza jest elementem procesu politycznego wyłaniania władz demokratycznych w krajach o relatywnie krótkiej historii demokracji. W tej perspektywie cisza wyborcza miałaby funkcję bufora, który pozwala obywatelom-wyborcom swobodnie podjąć decyzje bez presji spotów wyborczych oraz rozdających ulotek polityków.

Na ile jest to skuteczne pokazują słupy i billboardy, z których politycy patrzą na nas w trakcie naszego niedzielnego spaceru do punktu wyborczego. W przestrzeni internetowej nieustannie natykamy się na materiały polityczne – zamieszczone, polubione, udostępnione przez różne osoby i środowiska w ostatnich minutach przed nastaniem ciszy wyborczej, byle tylko trafić do relatywnie szerokiego grona odbiorców, którym dana wiadomość wyświetli się w trakcie weekendowego korzystania z mediów społecznościowych.

Dość wspomnieć o pisaniu o partiach i politykach w internecie, tak jakbyśmy szli na zakupy do warzywniaka, gdzie kupujemy lub też nie kupujemy POmidory, PIStacje etc. Te przypadku pokazują, jak bardzo złudne może być wrażenie obowiązywania ciszy wyborczej. Jednak jeśli pozostawić na boku jej istotę, warto zwrócić uwagę na to do czego cisza wyborcza nas obywateli – bo nie tylko polityków czy też media – zmusza. To jest trochę tak jakby nie móc rozmawiać o Superbowl na dwa dni przed Superbowl. W USA cisza wyborcza nie obowiązuje. Myślę, że analogia z Superbowl jest o tyle trafna, o ile naturalnym wydaje się nam, że właśnie te ostatni dwa dni przed wyborami – ten weekend – jest właśnie okresem kiedy Polacy chcą rozmawiać o wyborach, programach i politykach. Chcą wymieniać poglądy na temat polityki. Bo to właśnie zaraz mają podjąć decyzję (wg różnych badań istotna większość wyborców podejmuje decyzje w ostatnim czasie przed wyborami, nawet stojąc nad urną).

Można by odwrócić tezę i powiedzieć, że pewnie część obywateli wolałaby, aby cisza wyborcza obowiązywała przez całą kadencję – 4 lata – a przestała obowiązywać właśnie na dwa dni przed wyborami. To dość przewrotne. Choć Polska, znajdując się w gronie takich zacnych krajów jak Francja, Hiszpania, Włochy, Węgry, Czechy i Rumunia, gdzie obowiązuje cisza wyborcza, mogłaby równie dobrze znaleźć się w gronie takich krajów jak: Niemcy, Portugalia, Wielka Brytania, Bułgaria, Holandia, Belgia, Austria, Słowacja, Dania, Szwecja, Finlandia i Estonia.

Osobiście sądzę, że cisza wyborcza – zwłaszcza w dobie nowych mediów – jest nobliwą, ale jednak fikcją.


Tomasz Skory, dziennikarz RMF FM
Ciszę wyborczą należy najpierw opisać. W określonym czasie przed wyborami nie wolno prowadzić agitacji wyborczej. Co to jest agitacja wg. kodeksu wyborczego? Służę:

Art. 105. § 1. Agitacją wyborczą jest publiczne nakłanianie lub zachęcanie, do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego.*)

Półgłówki nie rozumieją, że lajkowanie nie jest prowadzeniem agitacji, a jeśli nawet szef PKW uznaje, że może być za nią uznane – to nie ona o tym decyduje, tylko prokurator. Bo to Prokuratura zajmuje się naruszeniami prawa, także wyborczego.

Jak cisza wyborcza wpływa na media? Paraliżująco. Boją się wymienić nazwisko premiera czy lidera partii, chociaż jeśli ten w danych wyborach nie kandyduje, mogą o nim mówić do woli. Można powiedzieć “w życiu nie zagłosuję na Kopacz/Kaczyńskiego” i nie będzie to agitacja w wyborach, w których Kopacz/Kaczyński nie kandydują. Można wręcz ogłaszać płomienne manifesty “nie głosujcie na Kopacz/Kaczyńskiego!” – i jeśli nie kandydują w tych wyborach nie ma podstaw, żeby to uznać za agitację. Chyba, że trafi się na pieniacza-donosiciela i prokuratora-kretyna.

Można się bać naruszania ciszy przez publikowanie sondaży. Zatem popatrzmy:

Art. 115. § 1. Na 24 godziny przed dniem głosowania aż do zakończenia głosowania zabrania się podawania do publicznej wiadomości wyników przedwyborczych badań (sondaży) opinii publicznej dotyczących przewidywanych zachowań wyborczych i wyników wyborów oraz wyników sondaży wyborczych przeprowadzanych w dniu głosowania.*)

Czy wykorzystanie mediów społecznościowych oznacza podanie do publicznej wiadomości? Według prawa przez podanie informacji do publicznej wiadomości np. rozumie się:

a)  udostępnienie informacji na stronie Biuletynu Informacji Publicznej, organu właściwego w sprawie,
b)  ogłoszenie informacji, w sposób zwyczajowo przyjęty, w siedzibie organu właściwego w sprawie,
c)  ogłoszenie informacji przez obwieszczenie w sposób zwyczajowo przyjęty w miejscu planowanego przedsięwzięcia, a w przypadku projektu dokumentu wymagającego udziału społeczeństwa – w prasie o odpowiednim do rodzaju dokumentu zasięgu,
d)  w przypadku gdy siedziba organu właściwego w sprawie mieści się na terenie innej gminy niż gmina właściwa miejscowo ze względu na przedmiot postępowania – także przez ogłoszenie w prasie lub w sposób zwyczajowo przyjęty w miejscowości lub miejscowościach właściwych ze względu na przedmiot postępowania.*)

No i? Ale pal diabli, wiadomo, że można publikować inaczej, na zwykłą logikę. Tyle, że nie jestem pewien, czy wymagające czynnego działania odbiorcy Twittera czy Facebooka mogą być uznane za narzędzia służące do podawania do PUBLICZNEJ wiadomości. Trzeba mieć konto i abonować nadawcę, a sama nazwa „społecznościowe” opisuje zjawisko nie publiczne, ale właśnie o zasięgu ograniczonym intencjami uczestników.

A nawet jeśli uznać TT czy FB za media publiczne – to warto byłoby jeszcze dowieść, że pistacje to PiS, pomidory to PO, a ich ceny to wyniki jakichś rzeczywistych sondaży. Bo bez trudu wyobrażam sobie wpuszczenie tam wiadomości od początku do końca zmyślonych. I co wtedy?

A nawet jeśli – to warto jeszcze wykazać, czy w obliczu znanej dziś różnicy między sondażami a oficjalnymi wynikami wyborów – sondaże mają jakikolwiek wpływ, na cokolwiek.

Na koniec – czy ciszę należy zlikwidować? Nie. Bo po co? Tak jak jest – jest OK. Kto chce – poznaje od osób zaufanych takie dane, jakie chce i wierzy im – jeśli chce. Agitacja została w prawie opisana prawidłowo. To, że mało kto to zna, nie mówiąc o rozumieniu – nie ma znaczenia. To, że mało kto umie to wykorzystać – jest mi dość obojętne, choć trochę dziwi.

*) Źródło: Ustawa z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko


Eryk Mistewicz, medioznawca i szef kwartalnika opinii “Nowe Media”
Cisza wyborcza miała sens w epoce mediów z przełącznikiem OFF. Gdy wciśnięcie OFF gwarantowało, że znika cała tematyka wyborcza z serwisów radiowych czy telewizyjnych, z platform redakcyjnych. Tylko że przycisk OFF przestał działać. W epoce nowych mediów nie sposób wprowadzić zapisu na daną tematykę czy osoby, np. kandydatów czy partie. Przycisk OFF nie działa także jeśli chodzi o podawanie sondaży, co najwyżej ośmiesza system, wspomaga kreatywność uczestników Twittera, doprowadza do sytuacji, gdy w obiegu publicznym jest sporo informacji weryfikowalnych jedynie poprzez osobę nadawcy.

Tak jak nie musimy już czekać do zakończenia debaty wyborczej, aby usłyszeć od ekspertów, kto tę debatę wygrał (bowiem już od połowy smartfony i tablety wibrują ocenami, opiniami i werdyktem naszej zbiorowości), tak nie musimy czekać na wynik wyborczy – szczególnie gdy w polskich realiach możemy na wynik ten czekać kilka dni.  Już około 16-17 wiem, jakie są wyniki exit poll, jeśli wiem, kogo śledzić na Twitterze, komu mogę zaufać dlatego że wiem, gdzie obecnie się znajduje, przy jakiej kampanii pracuje, bądź przy którym z ośrodków badawczych.

Nie widzę najmniejszego zagrożenia dla podawania wyników exit poll na Twitterze. Stopień skompikowanego prawa amerykańskiego w tym zakresie, konieczność dowodzenia, kto jest operatorem danego konta Twittera, problem ze zrozumieniem przez PKW istoty Retweetu – wszystko to sprawia, że nie rozumiem ukrywania nazw partii czy kandydatów inaczej, niż tylko dobrej zabawy, przy okazji wzmacniającej zainteresowanie obywateli aktem wyborczym.

Kodeks wyborczy w zakresie informowania o przebiegu wyborów wymaga zaadaptowania go do epoki nowych mediów. Wydaje się zresztą, obserwując prace PKW, że porządnej rewolucji wymaga cały system wyborczy. Jesteśmy przecież przed wejściem do Polski technologii związanych np. z mikrotargetowaniem, a więc z zakupem głosu wyborców w Google. Polski system wyborczy nijak nie jest do tego dostosowany, tkwi gdzieś w połowie lat 80.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarze-i-medioznawcy-zgodni-cisza-wyborcza-do-likwidacji-opinie

28-11-2014, 09:16

Wydawca „Resortowych dzieci” musi przeprosić Monikę Olejnik  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
28-11-2014

Wydawnictwo Fronda musi przeprosić Monikę Olejnik za naruszenie jej dóbr osobistych na okładce książki “Resortowe dzieci. Media”. Przeprosiny mają ukazać się w trzech tytułach.

Monika Olejnik

Pozew cywilny przeciw wydawcy “Resortowych dzieci” Monika Olejnik złożyła wiosną br. w związku z tym, że jej wizerunek znalazł się na okładce książki napisanej przez Dorotę Kanię, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza. Poza Olejnik na okładce pojawiły się też zdjęcia Adama Michnika, Zygmunta Solorza-Żaka, Jacka Żakowskiego, Tomasza Lisa, Janiny Paradowskiej, Jerzego Baczyńskiego i Roberta Kwiatkowskiego. W znajdującej się na okładce notce napisano natomiast, że bohaterowie książki “szydzą z patriotyzmu, polskich tradycji i w ogóle z polskości”.

- Nigdy nie byłam w żadnej organizacji partyjnej – ani w PZPR, ani w ZSMP – a na okładce książki Doroty Kani i jej towarzyszy jestem w czerwonym krawacie. A ja tylko raz w życiu miałam na szyi czerwony krawat! – mówiła Olejnik w styczniu w rozmowie z tygodnikiem “Newsweek”. W maju br. sąd zdecydował o zabezpieczeniu powództwa na rzecz dziennikarki, nakazując Frondzie usunięcie wspomnianego wyżej opisu książki ze strony internetowej wydawnictwa.

Wczoraj Monika Olejnik na swoim profilu na Facebooku poinformowała, że wygrała proces z Frondą. Wydawnictwo ma ją przeprosić m.in. za napisanie, że nie jest patriotką. Jak podała dziennikarka, przeprosiny mają się znaleźć w “Rzeczpospolitej”, “Gazecie Polskiej Codziennie” i w tygodniku “W Sieci”, a nieprawdziwe informacje na jej temat mają zostać usunięte z internetu i z ewentualnych przyszłych wydań książki.

Po wpisie Olejnik na Twitterze wypowiedzieli się Cezary Gmyz, dziennikarz “Tygodnik Do Rzeczy” i Samuel Pereira z “Gazety Polskiej Codziennie”, którzy napisali, że dziennikarka nie wygrała procesu, ale zawarła ugodę z Wydawnictwem Fronda.

Wczoraj informowaliśmy, że z wydawcą książki “Resortowe dzieci. Media” wygrał też Jacek Żakowski, któremu autorzy publikacji przypisali powiązania ze służbami specjalnymi PRL. Fronda ma zapłacić 50 tys. zł zadośćuczynienia i przeprosić na swojej stronie internetowej, na stronie pisma “Fronda”, a także w “Gazecie Polskiej Codziennie”, “Gazecie Polskiej”, “Gazecie Wyborczej” i w “Polityce”. Spółka ma też wycofać z obiegu książki ze zdjęciem Żakowskiego na okładce i wycofać je ze swych materiałów promocyjnych. Fronda zapowiedziała, że złoży apelację od tego wyroku.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wydawca-resortowych-dzieci-musi-przeprosic-monike-olejnik