02-01-2015, 12:48
Dwa lata bez Teresy Torańskiej »
red.
02-01-2015
Łączyła w sobie niezwykłą empatię z pewną bezwzględnością w wyciskaniu człowieka jak cytrynę. – Dziennikarstwo to moja potrzeba życia, moja grupa krwi – mawiała Teresa Torańska, wybitna pisarka, dziennikarka “Newsweeka”, autorka m.in. bestsellera “Oni” i innych unikalnych wywiadów. Dziś mija druga rocznica Jej śmierci.
Miała zostać muzykiem. Uczyła się w szkole muzycznej, aż w wieku 14 lat zagrała finalny koncert Siergieja Rachmaninowa, swojego ulubionego kompozytora. I uznała, że nigdy nie będzie wirtuozem. Przestała grać. Ale nuty wciąż tkwiły w głowie. „Muzyka jest formą, co jest ważne przy pisaniu. Każda nuta jest powiązana z poprzednią, frazę buduje się według określonych reguł, według wewnętrznej logiki. Tak samo jest z pisaniem. Ono nie polega na wyrzucaniu z siebie emocji, ale zamykaniu ich w formie. Jak w muzyce. Bardzo często łapię się na tym, że myślę utworem muzycznym. Słyszę głos, intonację, tu śmiech, tu pauzę, milczenie zawahanie…” – opowiadała po latach.
Ukończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 70. współpracowała z tygodnikiem “Kultura”, później także z paryską “Kulturą”, ale mistrzynią dziennikarstwa okrzyknięto Ją po publikacji w latach 80. książki “Oni”, zawierającej rozmowy z byłymi komunistycznymi dygnitarzami na temat dokonań socjalizmu w Polsce. Wywiadów, które przeprowadzała w okresie stanu wojennego, nie chciała drukować Jej macierzysta “Kultura”. Byli już wyklęci, zbyt szczerze mówili. Kilka rozmów opublikowała „Polityka”. “Oni” byli u schyłku życia i mieli okazję po raz pierwszy i ostatni wytłumaczyć się ze wszystkiego.
Po kilkunastu latach pracy w “Gazecie Wyborczej” związała się w 2012 roku z “Newsweekiem”, w którym publikowała do końca. “Każda jej rozmowa to było dzieło sztuki. Misterna konstrukcja pod każdym względem. Nad jedną potrafiła pracować tygodniami, a nawet miesiącami” – pisał Tomasz Lis po śmierci Teresy Torańskiej. “Sprawiała, że jej bohaterowie w cztery oczy mówili jej rzeczy, których nikomu innemu wcześniej nie powiedzieli. I których pewnie nie powiedzieliby żadnemu innemu dziennikarzowi. Tam, gdzie inni stawiali kropkę, ona stawiała znak zapytania, gdzie inni potępiali, ona pytała” – dodawał.
Potwierdzał to m.in. profesor Michał Głowiński, jeden z Jej bohaterów (wywiad ukazał się w zbiorze “Śmierć spóźnia się o minutę”). W rozmowie z “Newsweekiem” podkreślał, że Jej przygotowanie do rozmowy było imponujące. – Wszystko o mnie wiedziała. Trochę mnie ta nierównowaga uwierała, bo ja o niej wiedziałem niewiele.
“Była ciekawa ludzi. Nie tylko tych, z którymi przeprowadzała wywiady. Nawet w autobusie zagadywała nieznajomych.”
- Dla Teresy każdy z jej bohaterów zasługiwał na szacunek, nawet jeśli nie zgadzała się z nim w sposób absolutny, zawsze starała się zrozumieć jego racje i rzetelnie je przedstawić. Wspierała także wszystkich szukających pomocy, z którymi życie, instytucje czy prawo obeszło się w sposób obcesowy, często bezprawny – mówi nam Leszek Sankowski, mąż Torańskiej, i prezes fundacji Jej imienia, która m.in. wraz z redakcją tygodnika “Newsweek Polska” przyznaje nagrody dziennikarskie. I dodaje, że Teresę lubiła młodzież dziennikarska, a Ona sporo czasu poświęcała rozmowom z nimi i ich kształceniu.
Paliła jak smok. Już w latach 90. badania wykazały, że ma drastycznie ograniczoną objętość płuc. Ale Ona na poranny rozbieg potrzebowała kawy i papierosa. Sąsiadka i przyjaciółka, pisarka Krystyna Kofta zapamiętała Jej wielki optymizm. Nawet kiedy Torańska zachorowała na raka płuc, wciąż patrzyła na jasną stronę: aha, guz jest nieoperacyjny, to nawet lepiej, wyleczą go chemią.
Nie wyleczyli. Zmarła 2 stycznia 2013 roku, dzień po swych 69. urodzinach.



