17-04-2015, 01:59
Żył wieloma sobą. Wspomnienie Feliksa Netza »
JAN F. LEWANDOWSKI
17-04-2015
Dla mnie, nowicjusza w katowickiej prasie, Feliks Netz, który do redakcji “Panoramy” podróżował dwa piętra wyżej, był już znaną postacią z kręgu literackiego i osobowością, chociaż była to zaledwie jego druga książka powieściowa.
Wyrastał z tutejszego środowiska literackiego, które, najoględniej mówiąc, nie cieszyło się wtedy wielką estymą, lecz było widoczne, że przekracza intelektualnie i aspiracjami przyjęte tutaj normy. Niebywale oczytany, w każdym calu erudyta. Potwierdzało się to później, gdy publikował kolejne tomy poezji i powieści, w tym “Urodzonego w Święto Zmarłych” i “Dysharmonię caelestis” (nominowaną do Nagrody Literackiej Nike). Jego aspiracje były natury intelektualnej, a zainteresowania wszechstronne.
Zbliżały nas zainteresowania filmowe
Poznałem go już wcześniej, w redakcji “Poglądów”, gdzie na początku 1975 roku zorganizowano dyskusję o zespole filmowym “Silesia”. Był jego kierownikiem literackim, a mnie zaproszono jako młodego człowieka ze studenckiego Dyskusyjnego Klubu Filmowego “Kino Oko”. Na łamach “Poglądów”, które nie były specjalnie zainteresowane kinem, pokazywały się wtedy krótkie recenzje filmowe sygnowane: “Kino Oko”. Zastanawiało mnie, kto ukrywa się pod takim kryptonimem. Okazało się, że chodzi o Netza.
Zawdzięczałem mu wiele, bo gdy został jesienią 1980 roku redaktorem naczelnym “Panoramy”, ściągnął mnie do tego popularnego tygodnika. Pod jego redakcją czasopismo zmieniło się zdecydowanie na lepsze, za co potem zapłacił utratą stanowiska z chwilą stanu wojennego. Z “Panoramy” zwolniono najwięcej dziennikarzy, może nawet połowę zespołu. Nigdy już nie mieliśmy w Katowicach popularnego magazynu o zasięgu ogólnopolskim i takiej randze, jaką posiadała wtedy – w okresie 1980-1981 – “Panorama” pod jego redakcją. Dlatego teraz irytuję się, gdy widzę niemal wszędzie powielaną bezrefleksyjnie informację, że kierował “Panoramą” do 1986 roku (to nieprawda: tylko w okresie karnawału “Solidarności”, do stanu wojennego!).
Zbliżały nas dawniej zainteresowania filmowe, co objawiało się i tym, że gdy spotykaliśmy się przypadkowo na katowickiej ulicy, dokonywaliśmy najpierw szybkiego przeglądu bieżącego repertuaru. Zapamiętałem z tych rozmów, że ujawniała się w nim natura pasjonata kina. Kino było jedną z wielu jego pasji, lecz przecież silnie obecną. Jednak w “Panoramie” odstąpił mi poletko filmowe, a dzięki temu przez ponad rok, aż do stanu wojennego, mogłem zamieszczać w niej własne recenzje.
Pisał o filmach przez kilka dziesięcioleci. Najpierw w “Poglądach”, potem w “Panoramie”, jeszcze później na łamach tygodnika “Tak i Nie”, a do tego dochodziły ulotne recenzje radiowe. Jeszcze później pisał o filmach na łamach “Śląska”, a teksty z tego cyklu pokazały się w książce “Poza kadrem”.
Recenzje Netza to były więcej niż tylko recenzje, to były przeważnie świetnie napisane minieseje. Z reguły osobiste, zdradzające potężną erudycję autora, co widać było szczególnie, gdy analizował filmowe adaptacje z literatury. Do tego Netz znał doskonale tradycję kina i nawiązywał do różnych jej fragmentów. Nie było równie przenikliwego i wytrwałego krytyka, który oglądał filmy i przekazywał wrażenia przez tyle czasu, niespełna pół wieku (bo zaczęło się w radiu w 1966 roku).
Tytuł filmu z wiersza
Zdarzyło się w biografii Felka Netza, że dzięki pasji filmowej został przeciągnięty na drugą stronę. To wtedy, gdy Kazimierz Kutz zaproponował mu w 1972 roku kierownictwo literackie w zespole “Silesia”, który na początku był zespołem debiutantów. W takiej konstelacji Netz, który przekroczył wtedy zaledwie trzydziestkę, był dla Kutza idealnym kandydatem. Z tej jego kilkuletniej przygody wyszło i to, że zadebiutował w roli scenarzysty (przy filmie “Kochajmy się” Krzysztofa Wojciechowskiego). A z jego wiersza, ofiarowanego Kutzowi po tragedii “Wujka” w grudniu 1981 roku, pochodzi tytuł filmu “Śmierć jak kromka chleba” zrealizowanego kilkanaście lat później. Historycy kina nie zawsze o tym pamiętają.
Dla mnie Netz istniał jako osoba z branży filmowej zawsze tak naturalnie, że gdy w roku 1990 zakładaliśmy czasopismo filmowe, to rzecz jasna z jego udziałem. Nasza “Premiera” była popularnym magazynem, a przy tym przedsięwzięciem koleżeńskim, z udziałem kilku osób ze środowiska prasowego. Recenzował w niej nowości kinowe i video, opierając się na koszmarnej jakości pirackich kopiach na kasetach. Pamiętam jego recenzję “Stowarzyszenia umarłych poetów” Petera Weira, która otwierała dział nowości kinowych w pierwszym numerze. Wprawdzie pismo upadło, ale jednak po trzech latach obecności na rynku prasowym.
Zapamiętałem, że nieco później zdarzyło się Netzowi zostać redaktorem naczelnym “Ekranu” (wychodził też wtedy w Katowicach w formie miesięcznika), ale tylko na chwilkę. Najpierw jego telefon, że obejmuje redakcję, i drugi następnego dnia, że rezygnuje, bo w tamtej konstelacji redakcyjno-wydawniczo wydało mu się to jednak pomyłką. Niemniej był naczelnym tamtego “Ekranu” jednodniowym, co wydało mi się nieco zabawne.
Pośrednik z humorem
Już w latach 90. widywaliśmy się w katowickim radiu, gdzie też nagrywałem audycje filmowe. Był przecież radiowcem, tam zaczynał pracę dziennikarską, jeszcze w latach sześćdziesiątych. Powracał do Radia Katowice wielokrotnie, pisał felietony i słuchowiska. Napisał znakomitą książkę dokumentacyjną “Róg Ligonia i Królowej Jadwigi”, czyli historię Radia Katowice (na jego siedemdziesięciolecie w 1997 roku). Napisał wreszcie świetne słuchowisko “Pokój z widokiem na wojnę polsko-jaruzelską”, które odnosiło zasłużone sukcesy w Polsce i na świecie.
Jeszcze później spotkaliśmy się, na pewien czas, w redakcji miesięcznika “Śląsk”, gdzie przy rozmaitych sporach programowych bywał niezbędnym pośrednikiem, łagodzącym je zdystansowaniem i humorem. Był zastępcą naczelnego Tadeusza Kijonki, a przede wszystkim zawiadywał działem literatury. Było dla mnie ważne, że zgodził się napisać do pierwszego numeru kwartalnika “Fabryka Silesia” w 2012 roku. Nie wyobrażałem sobie, że mogę nie zadzwonić do niego z zaproszeniem.
Był wybitnym pisarzem i tłumaczem, do tego znakomitym eseistą (niedocenione jego “Ćwiczenia z wygnania” z 2009 roku). Tłumaczył z wielu języków, najpierw z rosyjskiego (nowe tłumaczenie “Eugeniusza Oniegina” Puszkina) i hiszpańskiego, a potem najwięcej z węgierskiego. Niezwykłe, że posiadł w dojrzałym wieku znajomość tak trudnego języka, by przetłumaczyć, szczególnie w ostatnich latach życia, tak wiele tomów węgierskiego pisarza i eseisty Sandora Maraiego. Było to jeszcze jednym przejawem jego wszechstronności, w najlepszym znaczeniu tego słowa. Nigdy nie zamierzał poprzestawać na jednym poletku.
Gdy teraz odszukałem mój wywiad z Felkiem Netzem z 1978 roku, zauważyłem, że zadałem nieco naiwne pytanie, czy aby się na tych licznych polach nie rozprasza. Odpowiedział zwyczajnie, że podobają mu się słowa Jana Kochanowskiego: “żyć wieloma sobą”. Dzisiaj można powiedzieć, że żył naprawdę wieloma sobą. Dlatego będzie go brakowało w tak wielu miejscach.
JAN F. LEWANDOWSKI
Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35055,17763924,Zyl_wieloma_soba__Wspomnienie_Feliksa_Netza.html



